-
Posts
21427 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
34
Everything posted by mar.gajko
-
Dragon pojechał do DT potrzebna pomoc w leczeniu
mar.gajko replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
Andzia weźcie obdukcję. Zdjęcia psa z tymi dredami i zagnojonego. Zróbcie zbiórkę na leczenie na organizację Waszą. Leczeniu uszu to miesiące i preparaty i wymazy i to wszytsko koszty wielkie. Może się coś zbierze. -
No więc kolega Reksio dostał dwie reprymendy. Długotrwałe i obfite. Wczoraj się okazało, że moje maleństwo drogie, dywan co czas jakiś traktowało jako podkład, a wcale tego nie zauważyliśmy, dopiero wczoraj został nakryty na gorącym uczynku. I patrzymy a tu mokrych plamek od spodu kilka, jak nie naście. Więc drobne pranko miejscowe było. A dzisiaj, żeby nudy nie było :) Reksik zaczął zdejmować tapicerkę z łóżka mojego, tak od rogu i trochę zdjął. Dobrze, że nie jest wielkości dobermana, bo by sama paździerz została :) Ponieważ to mała cholera uciakała przed spacerami, to zostawiłam szelki na stałe. Nie jest to dobre, bo mizerna sierstka się wyciera, ale co robić. Ale to się wycwaniło i jak tylko zaczynam zbierać się do spacerów (swoją droga skąd one to wiedzą) to Reksio trzyma się w odległości minimum 2 metrów i wdzięcznie ucieka. On w domu czuje się znakomicie. Już nie ma żadnych strachów, lęków, czy zahamowań. Natomiast wyjście na zewnątrz to jest strach i stres i nie jest to kwestia "uwięzienia" na smyczy. A przynajmniej nie tylko. Wydaje mi się, nie wiem czy to prawda, oczywiście, że Reksio mieszkał w domu? mieszkaniu? i nie wychodził wcale, te ulubienie szmat, zaciąganie, zakopywanie się, i sikanie na nie. Nie wiem gdzie i jak go znaleziono, ale albo jakaś osoba go już nie bardzo znosiła z tym sikaniem, albo jakaś starsza Pani, nie wychodząca umarła? szpital? dom opieki? i Reksio stracił dom.
-
On głownie bawi się z Frankiem. Razem latają, ciągają. Nestor leży i patrzy z pogardą na takie latające imbecylki. Jak mały się zapędzi i go dotknie, to z takim obrzydzeniem się odsuwa :) nie ten format. Czasami stanowczo podchodzi i zabiera którąś zabawkę. Ale Reksio i tak w ciągu 15 minut, podstępem mu ją zabiera i niesie na swoją kupkę :)
-
Spacery to nie najmocniejsza strona Reksia. Pół spędza stojąc m na butach i drapiąc, żeby go wziąć na ręce. Nastepne pól drepcze bez przekonania, zatrzymując się co chwilę. Wprawdzie już przejdzie kilka metrów jednym ciągiem, ale jeszcze mu się nie zdarzyło nic zrobić na spacerkach. Ale dzisiaj wąchał trochę, przez chwilę, ale jednak. W domu to bardzo pracowita psinka. Dalej nosi wszytsko co znajdzie, układa, gromadzi. Ale też normalnie biega z Frankiem i sam, pędzi, zawraca, pędzi. Ciągają się zabawkami. W domu Reksio czuje się doskonale. Zaczepia o głaskanie, staje na łapkach. Wpasował się doskonale w stado w kwestii "jak ja nienawidzę się czesać". I Franek nie lubi, Nestor to tak cierpi przy tym, jakby mu tą szczotką po żywym ciele jeździli, i Reksio też sie sprzeciwia takim zabiegom. Następny do przekonywania, że szczotka to nie narzędzie tortur.
-
W sumie to on bardziej smieszny niż denerwujący. Mnie rozbawia. To tupanie, latanie, szukanie, segregowanie, gromadzenie i pilnowanie. Strasznie to śmieszne stworzonko jest. A i przymilny jest i podlizuje się. I oczkami łypie. I na kolanka się prosi. Jeszcze niewiele czasu jesteśmy razem, z czasem to się bardziej wyrównamy :) Do pewnych rzeczy on się musi przyzwyczaić, do pewnych rzeczy ja się musze przyzwyczaić. Jakoś do tych pór ścierki do naczyń na podłodze były elementem niespotykanym, ale teraz ... no cóż, trudno. Skoczny skurczybyk jest :)
-
No i niestety Reksio zaczął czytać. Na razie trochę poczytał jedną książkę. Ale tu Pańcia się będzie wkurzać jak będzie namiętnym czytelnikiem. Bo książki są wszędzie i trudno będzie je przenieść tak, żeby były niedostępne. Tę wziął ze stolika w pokoju. Może nie wymyśli, że na półkach nisko, to też książki???
-
Moje koty mają jedną kuwetę w łazience, aby w spokojności mogły to i owo. Drugą w pokoju. Do łazienki wchodzą dziurką w drzwiach. I to małe wyczaiło jak sie tam wchodzi i bez żenady łazi w tę i tamtę. Wkłada łepek, pilnie się rozgląda, co tam można podwędzić i przełazi szybciutko. Wieczorem, jak sie kładziemy pilnie znosi wszytskie skarby. Po pierwsze żółty piesek, zakopać, potem zabawki, jeszcze moje kapcie, może ścierka z kuchni, i co tam się trafi. Wszystko jest na łóżku. Potem zaczynamy zaganianie stada. Pańcia jest. OK. Franio jest OK. Ale ten Nestor!!!! Dotąd tupie i biega do Nestora, nawraca, biega, nawraca, skuczy aż Nestor przyjdzie i położy się koło łóżka. Reksio sprawdza stan obecności i spokojnie się układa. Kotów nie zagania, o dziwo.
-
Problemy łóżkowe tego typu już opanowaliśmy :) Reksio to jest półdiable weneckie. Wstałam rano, poczłapałam do kuchni, nastawiłam wode na kawę, ukroiłam sernik, poszłam do łazienki. Wracam, zalewam kawę, czekam chwilę, dolewam śmietanki i idę siadam do stołu. Siorbię tę kawę, jak to rano w małej przytomności, sięgam po sernik ... i kurna pusto na talerzyku. Nic to. Umysł o porannej porze mało dzialający, wstaję ide do szafki - może nie ukroiłam, tylko pomyślałam - ale krojone, bo całe pół blachy było i odkrojone jest. Odwracam się do stołu a to małe, wredne, chytre półdiable siedzi na stole i wylizuje talerzyk!!!! I hop na krzesło, z krzesła na podłogę i macha tym cienkim ogonkiem i się śmieje pełnym pyszczkiem. Była lekka sraczka, ale bez tragedii. Ale to chytrusek jest. Mało tego, jeszcze jedną chytrość wykombinował, ale to za chwilę.