-
Posts
3900 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Behemot
-
Sonia jak gryzła, tak gryzie dalej :wink: No, może trochę mniej, bo od tygodnia wychodzimy z nią na spacery, więc ma więcej atrakcji i dłużej spi w domu. Ale jak już się obudzi...! :x Chociaż... moje dłonie są już w o wiele lepszym stanie! :)
-
Od jakichś 2 dni jest niesamowita zmiana! :lol: Sonia już zachowuje się jak ufny, skory do zabawy szczeniaczek. Chętnie podchodzi do innych psów, baraszkuje z nimi :lol: Wczoraj była zabawna sytuacja: spotkałyśmy starego, wielkiego i nieskończenie cierpliwego wilczura, ktoremu Sonia dosłownie weszła na plecy i głowę :lol: Pobłażliwie jej na to pozwolił i tylko spojrzał na mnie z rezygnacją; "Ja też kiedyś byłem dzieckiem. A poza tym tej zimy są modne okrycia z małych szczeniakczów" :wink:
-
Sonia robi coraz większe postepy! :D Do malych piesków pochodzi chętnie, choć jeszcze ostrożnie. Obwąchuje i chyba nawet by się pobawiła, a kiedy odchodzą, ciągnie mnie za nimi :D Wobec dużych jest jeszcze dość nieufna, ale na zasadzie "i chciałabym, i boję się" :wink: Mam wrażenie, że spacery sprawiają jej coraz większą przyjemność, a po powrocie do domu od razu kładzie się spać - taka jest zmęczona emocjami! :)
-
Robi się z tego mały blog :wink: Na kolejnym spacerze Sonia ostrożnie powąchała po pyszczku inną sunie :lol: Wracając, na schodach minęłyśmy się z dużym airdale terrierem. Strach, strach! Ale kiedy piesek poszedł sobie, przystanęła i popatrzyła za nim z dużym zainteresowaniem - wpadł jej chyba w oko :lol:
-
Ifat, na spacerach próbuję ją rozrzuszać: pobiegać z nią, rzucać patyk, itd. ale ona chyba jeszcze jest na etapie poznawania otoczenia i zabawy na zewnątrz jej nie interesują. Trochę powęszy, porozgląda się, podbiegnie do przechodnia, połasi się do mnie - i tyle :wink: No, ale dziś na szczęście było lepiej :)
-
Dodam jeszze, że ten spacer trwał z pół godziny! Udało mi się namówić Sonię, żeby odeszła spory kawałek od domu. Była bardziej ożywiona niz zwykle i nawet trochę pobiegała. A teraz - jak przystało na zmęczonego psiunia - poszła spać :) Ufff, i tak to powinno wyglądać! :)
-
Raport z frontu :wink: Przed chwilą na spacerze spotkałyśmy maleńką, malusieńką jamniczkę, do której Sonia sama chciała podejść!! :lol: Niestety, jamniczka nie bardzo chciała się z nią poznać i szczeknęła na moją psinę, która oczywiście od razu się wycofała... potem spotkałyśmy kundelka, również mniejszego od Soni. Tym razem była bardziej nieufna, ale kiedy pobiegł przed siebie, ona pobiegła za nim :lol: (oczywiście na smyczy). Wniosek nasuwa się sam: Sonia boi się piesków większych od niej. Może więc, kiedy podrośnie, ten lęk jej przejdzie?
-
Przedwczoraj byłam z Sonią u znajomej, która ma półroczną wilczycę - bardzo miłą i skorą do zabawy. Niestety Sonia jej też sie bała. Uciekała przed nią, a w końcu zaczęła na nią poszczekiwać i kłapać ząbkami. Dopiero pod sam koniec (po 1,5 godzinie) zaczęła nieśmiało obwąchiwać jej pyszczek. Wyszłyśmy razem na krótki spacer, ale to była mordęga :-?
-
Ifat, chyba tak zrobię, chociaż czarno to widzę - wszak w parku aż się roi od straszliwych potworów, czyli innych piesków :wink:
-
Próbowałam zanosić Sonię w miejsce oddalone od domu, żeby nie chciała od razu wracać, ale historia się powtarza :-? Po paru krokach mała zapiera się i nie chce iść dalej. Przy każdym mijanym domu ciągnie do wejścia, myśląc, że to jej domek. No i już nie wiem, co robić... W domu się ożywia, rozpiera ją energia, którą przecież mogłaby spożytkować, biegając na zewnątrz... Czy ona z tego wyrośnie??? Nadal boi się innych psów :-?
-
Czynność zastępcza - właśnie o to mi chodzi :) Kiedy Sonia wskakuje na kanapę, odsyłam ją na posłanie (leży koło łóżka), a jeśli mnie posłucha, daję smakołyk. Albo: wołam ją, komeda 'siad' lub 'waruj' i smakołyk/pochwała. Na razie działa to głównie w nocy (wtedy już bez smakołyka, tylko komenda 'Na miejsce') - bo Sonia nocą nie jest tak rozbrykana jak za dnia, więc łatwiej jej się skupić. Dziś kupiłam jej suszone uszy wołowe, które zajęły ją na dłuższy czas (ok. 40 min., jak na nią to b. dużo! :) ) i rzadziej ją kusiło, żeby wskakiwać na łóżko :)
-
Ifat, mi chodziło o trzymanie psa na smyczy W DOMU, żeby nie broił :wink: Pacnięcie gazetą oczywiście było wzmocnienien negatywnym, ale uciekłam się do niego w chwili desperacji. Być może się mylę, ale myślę, że i tak to mniejsza represja niż "więzienie" psa w klatce lub poskramianie go w domu za pomocą smyczy.
-
Pani Zofio, ja widzę, że Sonia kojarzy "nie wolno" z zakazanym zachowaniem. Od samego początku, ucząc ją siusiana na gazety, powtarzałam "nie wolno", gdy załatwiała się na podłogę, a potem przestawiałam na gazetę. B. szybko załapała, o co chodzi. Na "nie wolno" podczas wchodzenia na łóżko również czasami reaguje - wtedy, gdy jest na tyle spokojna, by móc się skupić :wink: Problem polega na tym, że - jak to szczeniak - często wpada w "amok" zabawy i wtedy nie sposób przemówić jej do rozumu. Myślę też, że po prostu droczy się ze mną. Szukam sposobu na takie zajęcie dla niej poza łóżkiem, by nie wskakiwała, by wybrała zajęcie ciekawsze od polegiwania na kanapie. Pracuję w domu, więc poświęcam jej mnóstwo czasu, ale muszę też zająć się swoją pracą :wink: Klatka i trzymanie na smyczy b. mi się nie podobają. Niekiedy Sonia doprowadza mnie do szału (oczywiście nie wyładowuję się na niej), ale nie chcę stosować represji, tylko wzmocnienia pozytywne :)
-
Pani Mrzewińska - uwiązanie szczeniaka na smyczy to ostateczność, do której nie chcę się posuwać. Na kojec jest już za duża, chyba, że miała Pani na myśli klatkę, co też b. mi się nie podoba. Pies w klatce? :roll:
-
pewnie tak, ale co zrobić, żeby zrozumiała? Czy zakazowi "Nie wolno" ma towarzyszyć jakiś negatywny bodziec? (oczywiście nie mówię tu o biciu!) Ale jaki, jaki...???? BTW: ona świetnie reaguje na bodźce pozytywne. Bardzo szybko nauczyła się załatwiąc na gazety, siadać i warować, bo zawsze wtedy była nagradzana. Zakazy w 8 przypadkach na 10 ignoruje. Obawiam się jednak, że jeżeli nagrodzę jej każde zejście z łóżka, ona uzna to za zabawę: hop na łóżko-zeskok-nagroda-hop na łóżko... itd.
-
Ona wie, że "nie wolno" to zakaz (od samego początku stosujemy go w sytyacjach typu właśnie wchodzenie na łóżko, gryzienie rąk, skakanie na ludzi, itd.), czasami reaguje, ale rzadko niestety. Ech...
-
Tez parę razy pacnęłam Sonie gazetą. Zeskakiwała, ale tylko na chwilę. Potem wszystko zaczynało się od nowa. Dla niej to chyba świetna zabawa :roll:
-
Ifat, bałabym się, że to spacerowanie na rękach u mnie wejdzie jej w nawyk. Przez ponad miesiąc podczas kwarantanny codziennie wynosiłam ją na rękach, by oswajała się z otoczeniem. Nie chciałabym, by jej się utrwaliła taka formuła spaceru. Biorę ją na ręce, kiedy musimy przejść przez ulicę albo dużą kałużę, no i podczas wychodzenia z domu: mieszkam na 2 piętrze, mała jeszcze nie potrafi schodzić ze schodów (ale wchodzenie wychodzi jej w tempie ekspresowym :wink:
-
Ifat, ale jeżeli ja próbuję odejść trochę dalej od domu, ona zapiera się łapami i nie chce. Przecież nie będę jej ciągnąć, a kuszenie smakołykiem działa tylko na kilka metrów.
-
Coztego, robię wszystko to, o czym piszesz, ale ten mój matołek kochany patrzy tylko na mnie jak na jakąś głupią :lol: A może po prostu i zwyczajnie jest jej za zimno? Tym bardziej, że te dłuższe spacerki zdarzają się tylko w ciągu dnia, kiedy świeci słońce i jeszcze nie ma aż tak dużego mrozu. Mam jej sweterek na drutacj wydziergać, czy jak? Skarpetki, buciki, czapeczkę i szaliczek??? :lol:
-
To znowu ja - sfrustrowana pańcia rozbrykanej Soni :lol: Sonia od niedawna jest już na tyle duża, że potrafi sama wskoczyć na łóżko, czego z oczywistych powodów jej zabraniamy. Ale ona ma nas gdzieś... :-? Nic nie działa: zganianie jej ze stanowczym "nie wolno", próby zajęcia jej zabawą na podłodze... To jest strasznie męczące! Tym bardziej, że pracuję w domu i co chwila muszę przerywać robotę, by po raz dwusetny danego dnia zdjąć z łóżka szczeniara :roll: Doszło do tego, że na dzień próbuję tarasować krzesłami dostęp na kanapę, ale i tę przeszkodę udaje jej się sforsować. Ona wie, że to jest zabronione i z pewnością w ten sposób próbuje zwrócić na siebie uwagę, ale mnie już szlag trafia!!! Wiem, że jeżeli raz się złamię i pozwolę jej zostać na łóżku, potem będzie tylko trudniej, ale już mi zaczyna brakować cierpliwości :-?
-
Nie wiem, czy można to nazwać sukcesem, ale.... Dziś na spacerze spotkałyśmy ooogromnego i bardzo łagodnego wilczura. Najpierw spytałam jego pańcię, czy możemy podejść. Kiedy się zgodziła, zbliżyłyśmy się na tyle, na ile pozwoliła Sonia - czyli jak na nią całkiem blisko, bo na odległość ok. metra. Pies był b. spokojny, nie przejawiał żadnego zainteresowania Sonią i może dlatego zdecydowała w końcu do niego podejść i nawet powąchała go pod ogonem :lol: Niestety zaraz potem schowała się za mnie i parę razy zaszczekała. No i wciąż mam problem z tym, że Sonia za spacerami nie przepada :roll: Pokręci się parę minut po trawniku koło domu, zrobi, co trzeba, i galopem z powrotem! Chętnie pochodziłabym z nią dłużej - również po to, by się trochę zmęczyła, rozerwała i dała mi wytchnąć w domu, ale jej to jakoś nie bawi... Raz czy dwa razy dziennie udaje mi się ją namówić na nieco dłuższy spacer (ok. 20-30 minut), ale i wtedy odległość to jakieś kilkadziesiąt metrów od domu. Sama kiedyś zmieni zdanie, dorośnie do tego, czy mam ją zachęcać? Ale jak??? próby rozbawienia jej nie działają, wabienie na smakołyki nie działa, ożywia się tylko na widok przechodniów - do każdego gna jak szalona.
-
Mila 2, widzę, że nasze sunie w ogole jakieś takie podobne są :lol: An3czko i Coztego, bardzo dziękuję, że tak się mną zajęłyście, macie do mnie anielską cierpliwość :lol:
-
Albo może gdy będziemy zbliżaly się do pieska, dam jej jakiś smakołyk? Żeby skojarzyła tę sytuację z czymś przyjemnym? Bo do zabawy na dworzu to ona raczej nie bardzo... Ostatnio w ogole nie ma ochoty długo spacerować. Na trawniczek, siusiu, kupka i pędem do domu! Próbuję ją namówić do zabawy, chcę ją trochę rozruszać, by nie marzła, ale ten uparciuch ożywia się tylko na widok przechodzących ludzi.
-
an3czko, tak zrobię :) Boję się tylko, że Sonia z własnej woli nigdy nie podejdzie do żadnego psiaka :-? A gdybym odwiedziła znajomych, ktorzy też mają suńki?