-
Posts
3900 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Behemot
-
[quote name='Andźka'] :-( Dziwi mnie jednak ze własnie taki wojowniczy w domu pies jest tak bojaźliwy na zewnątrz. [/quote] Po prostu dom traktuje jako swój teren i tam czuje się bezpiecznie, więc na wiele sobie pozwala. Na dworze czuje się niepewnie, bo to nieznany, wieeeelki świat. Świetnie, że chodzicie do przedszkola:lol: po paru tygodniach na pewno będą rezultaty!
-
[quote name='Andźka'] hihi, ja to normalnie nie wiem kiedy nie wiem jak ale od 4 miesięcy jestem na TAK:loveu:[/quote] Hurra! :multi::multi::multi:
-
Andźka, z Sonią był identyczny problem. W domu - Xena, wojownicza księżniczka, a na zewnątrz - boidudek ;) POTWORNIE BAŁA SIĘ innych psów - nawet tych 3 razy mniejszych od niej. Bałam się, że już jej tak zostanie, że ten lęk przerodzi się w agresję. Korzystałam z każdej okazji - gdy tylko zobaczyłam pieska w oddali, podchodziłyśmy do niego i gdzieś po tygodniu-dwóch całkowicie jej przeszło. Teraz wręcz kocha inne psiury :loveu: Jeżeli masz znajomych z jakimś spokojnym, nienachalnym psiakiem, umówcie się na spotkanie - to też rewelacyjna metoda! I na pewno nie unikajcie innych psów, nie bierzcie Briany na ręce, kiedy się boi. po prostu ignorujcie jej zachowanie. Jestem pewna, że wkrótce jej postawa zmieni się o 180 stopni :lol:
-
[quote name='Andźka']hihi na zapasy z Brianą to idzie mój mąż, bo ja już sie okrągła zrobiłam jak kulka [/quote] Podbierasz Brianie żarełko z miski, czy też...... :multi:
-
IMHO to typowo szczenięce zachowanie. Takie młodziutkie psiaki łapią wszystko, co się rusza ;) Mojej Soni niekiedy też to się zdarza, ale tylko podczas intensywnej zabawy i b. rzadko.
-
[quote name='Andźka']Na spotkaniu w psim przedszkolu pani Ania prowadząca zajęcia pokazała nam jak ją trzymać na rękach (prawą ręką przytrzymujesz psa do siebie a lewą podtrzymujesz jej tyłek, robisz takie jakby nosidełko z rąk) -podobnie jak u weta przy szczepieniu, pies sie na ma jak uwolnić wtedy z twojego uścisku.[/quote] Pewnie to dobry sposób, ale najpierw trzeba wykonać ten chwyt, a Sonia wariuje kiedy tylko wyczuje moje zamiary :mad: Z gryzieniem bywa różnie, ale na pewno jest o niebo lepiej, niż jeszcze parę tygodni temu. Wiem, że powinnam unikać zabaw typu "zapasy", bo wtedy szczeniarowi palma odbija, a niedawno tam mi przywaliła z czoła w nos, że gwiazdy zobaczyłam :shocked!:
-
[quote name='an3czka']Teoria dominacji Fishera została obalona przez niego samego. Odchodzi się od dopatrywania się w psie na każdym kroku chęci zdominowania[/quote]. A więc "Okiem psa" można między bajki włożyć? ;) I bardzo dobrze. Już mnie męczy to wieczne dopatrywanie się w Soni oznak dominacji... Za dużo czytam, za mało działam intuicyjnie. Na przykłąd mój mąż: nie przeczytał ani jednej książki o wychowaniu psów, ani jednego wątku na Dogomanii ;) od samego początku zachowuje się tak, jak mu podpowiada intuicja. I co? Sonia jest w niego wpatrzona jak w obraz, a do tego posłuszna i pelna respektu (ale nie strachu). No, ale może to odosobniony przypadek, może mój stary po prostu jest wyjątkowo empatyczny? :loveu: [quote name='an3czka']Nie licz na to!! Prędzej Wasze nogi ucierpią niż psu zrobi się niewygodnie. Mój 'pyta' o pozwolenie na wejście do wyrka jak tylko zaczyna świtać. Przesuwam nogi śpiącego męża na zewnątrz, swoje tak samo i pies włazi na środek łóżka. Uwala się i zasypia...:evil_lol:[/quote] U nas to wygląda tak samo ;) Rezultat jest taki, że wstajemy "połamani" ;) No cóż, trzeba sobie kupić królewskie łoże ;)
-
[quote name='an3czka']Droga Pańciu BEHAMOT przytulanie się jest słodkie i bardzo przyjemne i właśnie dlatego się przytulamy, my do psów i psy do nas:cool3: [/quote] No i czad! :lol: Właśnie na taką odpowiedź czekałam :lol: Naczytałam się książek i troszku się przeintelektualizowałam i dostałam chwilowego bzika na punkcie TD ;) A trzeba brać rzeczy takimi, jakimi są: przytulenie to objaw czułości, i basta! :lol: [quote name='an3czka']Widzę, że sońka się nauczyła, że w nocy śpi się w swoim łóżku - gratuluję!![/quote] Dzięki, ale jeszcze za wcześnie na gratulacje :oops: Co prawda Sonia zasypia na swoim poslaniu, ale do naszego łóżka ładuje sie późną nocą lub rano. A niech będzie i tak! Lubię spać, przytulona do cieplego psiaka :loveu: problem się pojawi, kiedy dzieciak urośnie i zacznie brakować miejsca dla 3 osob w łóżku. (Szeptem: mam jednak nadzieję, że jej samej zacznie się robić niewygodnie i wtedy zrezygnuje ze spania z nami ;))
-
"Amoki" Soni są już rzadsze, ale jeszcze się zdarzają :-( Ostatnio był przewczoraj. Sonia łapała mnie wtedy ząbkami za dłonie i dosłownie CZUŁAM, że czegoś strasznie się boi :-( Czego, czego...? Ciemności? (zawsze zdarzają się w porze, kiedy powoli kładziemy się spać), samotności w nocy? (chociaż jej posłanie leży tuż koło naszego łóżka). Może to jakieś traumatyczne wspomnienie z przeszłości?
-
Mój szczeniak (4,5 mies.) w nocy śpi na swoim posłaniu, ale rano lubi pospać sobie ze mną ;) Czasami wtedy zasypia z pyszczkiem opartym na mojej szyi :cool1: To słodkie i kochane :loveu: i do niedawna myślałam, że to jej daje poczucie bezpieczeństwa (moje tętno jak bicie serca matki?), ale ostatnio wyczytałam, że może to być pozycja dominująca. Co o tym myślicie?
-
[quote name='coztego']Może warto zacząć myśleć o usunięciu "wyznaczonego miejsca", żeby psiak zrozumiał, że sika się jednak na dworze ;)[/quote] próbowałam, ale wtedy Sonia załatwia się w tym samym miejscu, chociaż już tam nie ma gazety. Tam już klepka zaczęła się wypaczać :razz: Nie jest to jakiś ogromny problem, bo ona już o wiele częściej załatwia się na zewnątrz niż w domu i myślę, że z czasem do końca załapie, o co cho ;) I tak sukcesem jest to, że jeśli już zrobi w domu, to tylko w tym jednym miejscu. Podczas kwarantanny sama wybrała sobie 2 tolety w domu. Kiedy zaczęłyśmy wychodzić na spacery, zlikwidowałam tę trudniej dostępną i dzieciak już gdzieś po paru dniach załapał, że tam nie wolno. pewnie tak samo byłoby i z tą toaletą, która została, ale boję się, że do tego czasu parkiet mi tam zupełnie zgnije ;)
-
Mojej 4,5 miesięcznej suni tylko raz zdarzyło się w nocy zażądać spaceru - ale dlatego, że bolał ją brzuszek ;) Natomiast w ciągu dnia mogłaby wychodzić i co godzinę... Latam z nią mniej więcej co 2 godziny, ale może powinnam już zwiększać odstępy między spacerami? I jeszcze takie pytanie: jeżeli zdarza mi się nie zdążyć z nia wyjść, załatwia się w wyznaczonym miejscu na gazecie. Potem często od razu znowu prosi o wyjście. Czy w takiej sytuacji ją wyprowadzać?
-
[quote name='Genowefa']:cool3: Moja Sonia ma 5 miesięcy mam problem,bo jak ją puszczam luzem,a na naszej drodze spotkamy przechodniów,to ich zaczepia,a nie daj boże jak sa dzieci.Wprawdzie im nic złego nie robi,ale nie wszyscy to tolerują.Wiem powinnam jej załozyć kaganiec,albo nie puszczać jej luzem,ale może jest inny sposób?[/quote] A po co kaganiec? :-o Przecież to jeszcze szczeniak! Chyba nie robi tego agresywnie? Moja 4,5 miesięczna Sonia też leci do każdego przechodnia - z wielkiej miłosci do calego świata ;) Skacze na nich, usiłuje polizać po twarzy. Psiarzom to nie przeszkadza, zachwycają się jej urodą, ufnością i słodyczą ;) Wiem jednak, że nie mogę na to pozwalać - nie każdy sobie życzy takiego zaczepiania, a raz zdarzyło jej się w ten sposób przestraszyć b. malutkie dziecko. Robię to, co radziły dziewczyny wyżej: zwabiam ją do siebie smakołykiem, wesołym nawoływaniem. Raz skutkuje, a raz nie, ale nie tracę nadziei ;)
-
[quote name='an3czka']Behamot ale po co chcesz ją brać na ręce??[/quote] Cóż, są sytuacje, w których może się to okazać niezbędne... wizyta u weta na przykład. Wejście do autobusu (sama by jeszcze nie potrafiła), samochodu. Poza wszystkim b. mnie niepokoi aż tak gwałtowny sprzeciw z jej strony... To nie tylko problem brania na ręce, to kwestia ogólnego posłuszeństwa, podporządkowania...
-
[quote name='souris']Gdyby mój pies podgryzał podczas brania na ręce byłaby brana przeze mnie i 100 razy dziennie. Ale kąsanie powinnaś stanowczo karcić.[/quote] Brałabyś ją na ręce, łamiąc jej opór? Nawet gdyby to jeszcze bardziej wzmagało jej agresję? Ja zostałabym chyba zjedzona żywcem... :shake: To nie złośliwość, staram się poznać różne punkty widzenia... Kąsać nie pozwalam oczywiście, ale jak karcić? Przemoc rodzi przemoc - to jasne. Jaki-taki posłuch ma u Soni mój mąż. Jeżeli szczeniak za bardzo się rozbryka, wystarczy, że mąż stanie nad nią i ostrzegawczym tonem wymówi jej imię - dzieciak wtedy się uspokaja. U mnie ta metoda kompletnie nie działa. nie jestem dla niej żadnym autorytetem :roll: Na pewno gdzieś tam po drodze popełniłam jakieś błędy wychowawcze. psiunia nie jest niczemu winna. Ale i tak mi przykro, gdy mój własny wymarzony piesek mnie obszczekuje albo próbuje dziabnąć w twarz :placz:
-
[quote name='coztego']Behemot, straj się nagradzać ją zanim zacznie się opierać. Najpierw chwyć ją tak jak do podnoszenia, ale nie odrywaj od ziemi, tylko złap na moment i daj nagrodę, zanim zacznie się wyrywać i gryźć. [/quote] Już sam chwyt wywołuje u niej bunt :roll: Dziś kilka razy udało mi się ją wziąć na ręce, ale to była mordęga. Oczywiście nagrodziłam ją za każdym razem. Raz próbowała mnie dziabnąć w twarz :placz: Co jej się porobiło? Kiedy była malutka i podczas kwarantanny codziennie wynosiłam ją na dwór, bez żadnego protestu dawała się wziąć na ręce. Kiedy zaczęłyśmy wychodzić na normalne spacery, początkowo musiałam ją znosić ze schodów, bo jeszcze się ich bała. Przez jakieś 2 tygodnie było OK, potem już zaczęła się odgryzać. (Teraz na szczęście już umie sama schodzić). Potem był problem z założeniem szelek - przestawiliśmy się na obrożę i z tym nie ma problemu. Ale to branie na ręce... Buuuu :placz: Nie pozwala się wziąć na ręce nikomu. Niedawno spuściłam ją ze smyczy, żeby pobiegała z pieskami. później, kiedy już z powrotem zapięłam ją na smycz, obróżka zsunęła jej się z głowy, a Sonia w długą i nie mogłam jej złapać. Poprosiłam koleżankę o pomoc w złapaniu jej i przytrzymaniu. Dziewczynie udało się wziąć ją na ręce, ale też została pokąsana :angryy: Chciałam jeszcze ponowić swoje pytanie: czy to możliwe, by 4,5 miesiąca to już był początek trudnego okresu w życiu szczeniaka? Bo jeżeli ona już teraz jest taka problemowa, to co będzie, gdy wkroczy w ten legendarny wiek burzy i naporu? :crazyeye:
-
Andźka, jak tam Briana i gryzienie? :cool1: U mnie nadal jest problem z braniem Soni na ręce. POTWORNIE się wtedy opiera i GRZYIE niestety :angryy: próbuję ją przekonać, że u pańci na rączkach jest fajnie - jeżeli już uda mi się ją złapać i wziąć na ręce, dostaje smakołyk, ale najpierw muszę pokonać jej opór. W zabawie podgryza już mniej i kontroluje nacisk ząbków, ale chyba właśnie wchodzi w okres buntu (czy to nie za wcześnie jak na 4,5-miesięcznego szczeniaka???), bo zdaraza jej się mnie obszczekać i nawet chapnąć zębiskami :angryy: Nie bardzo wiem, o co jej chodzi... Czy to prowokacja i próba sił, ustalanie swojej pozycji w stadzie, czy coś próbuje mi zasygnalizować, czy się ze mną droczy, czy chce mnie "sterroryzować"? Oczywiście nie pozwalam na to, ale b. się martwię... Czy to taka faza w rozwoju, która przy moim odpowiednim podejściu przejdzie jej z wiekiem? No właśnie - ale jak powinno wyglądać moje podejście w takiej sytuacji? :oops:
-
[quote name='Andźka']hihi Behemot myśle że jakbyśmy sie zamieniły psiurami to oprócz wyglądu nie byłoby różnicy! [/quote] :lol: Aż szkoda, że nie mieszkamy w tym samym mieście :p Panny by się poznały i zobaczyłoby się, która z nich większa chojraczka! :mad:
-
A Sonia mi czasami robi jeszcze taki numer: woła, żeby ją wyprowadzić, a kiedy chcę jej założyć obrożę, droczy się ze mną i ucieka :eviltong: Super zabawa, nie? :razz: Człowiek w panice się ubiera, żeby psiur nie skupciał się w domu, a ten dzieciar niesforny chce się bawić w berka :evil_lol:
-
[quote name='Andźka']Zarówno przy zakladaniu i zdejmowaniu obroży młoda szarpie sie i szamoce, kładzie na plecach i i podgryza mi ręce. Slowem nie podoba jej sie myśl o smyczy i obrożach, a pomyślec że chcialam kupić jej szelki, to dopiero byłby cyrk!:cool3:[/quote] My przez pierwsze tygodnie wyprowadzaliśmy Sońkę właśnie w szelkach. To był niezły kołowrót! :angryy: Dokładnie to samo, co u Ciebie. Z zakładaniem obroży na szczęście nie ma problemu. Myślę, że nasze sunie po prostu nie cierpią, gdy się "krępuje". A kiedy próbujesz ją wziąć na ręce, co się dzieje? Bo Sonia zamienia się w amstaffa :diabloti:
-
[quote name='an3czka']To akurat dotyczy szarpania za nogawki. Czy jest to bardzo kłopotliwe, że np. nie mozesz zrobić kroku? Czy raczej sie wkurzasz na psa i jakoś reagujesz?[/quote] Na szczęście nie zdarza się to co krok, bo chyba bym szmergla dostała ;) Ale na każdym spacerze z raz czy dwa razy musimy zaliczyć. W takiej sytuacji staję, mówię "Nie wolno", i ruszam dopiero kiedy Sonia puści nogawkę. Często-gęsto muszę tę akcję powtarzać kilka razy, zanim jej się znudzi. Oczywiście nie wyrywam jej nogawki, bo odebrałaby to jako zachętę do zabawy. Czasami też rzucam jej patyk, wtedy natychmiast odrywa się od mojej nogi. Czasami lubi też szarpnąć mnie za rękaw kurtki i w ten sposob zrobiła mi w mankiecie niezłą dziurę :angryy: Wielka szkoda, bo to moja ukochana, lotnicza kurtka, którą darzę wyjątkowym sentymentem... Chętnie bym ja "wybiegała" aż do zwisu jęzora, ale na codzień nie bardzo mam gdzie :-(
-
[quote name='mila_2']Niestety mieszkamy (jeszcze 2 m-ce :multi: ) w centrum miasta[/quote] Ale Ci zazdroszczę, że się przeprowadzasz... Ja też mieszkam w (prawie) centrum miasta, a w poblizu nie ma bezpiecznego miejsca, żeby się psiur wyhasał bez smyczy... :roll:
-
[quote name='Andźka']Hejka, jak tam nocne eskapady Suńki? jakaś poprawa nastapiła? [/quote] Ostatnio jest lepiej :lol: Sonia już przeważnie przesypia całą noc (dziś wylegiwałyśmy się aż do 10.30 i nawet nie chciała iść na spacer!) Co do wieczornych "amoków" i napadów dezorientacji: chwalić Boga, od paru dni już ich nie ma. Kiedy ostatnio przydarzył jej się taki stan "wyłączenia", spojrzała na swoją pipkę wzrokiem mówiącym: "Jezus Maria, a cóż to takiego?!" :lol: Jakby ją widziała pierwszy raz w życiu i się jej przestraszyła ;)
-
Mila, a masz tak, że Twoja sunia łasi się do każdego przechodnia? Ja przed chwilą miałam "zabawną sytuację". przechodziłyśmy koło karetki pogotowia, do której na noszach wnoszono jakiegoś starszego pana. Sonia chciała wskoczyć na nosze, żeby popieścić się z tym nieszczęśnikiem :crazyeye: Szybciutko ją odciągnęłam oczywiście ;)
-
Wiesz, Mila, Sonia mojego męża też traktuje z większym respektem :lol: I jest w niego tak wpatrzona, tak go uwielbia, że wystarczy, by mąż na nią spojrzał, powiedział do niej jedno słowo, a jej już ogonek urywa się z radości :multi: Myślę, że on po prostu jest dla niej naturalnym autorytetem. A ja: maszyną do wydawania jedzenia, wyprowadzania na spacer, itd. ;) Z jednej strony b. się cieszę, że tak go polubiła, a z drugiej trochę mi przykro, bo to miał być przede wszystkim MÓJ PIESEK :oops: