Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28366
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. Ja też w to wierzę i to całym sercem. Żałuję tylko, że mi się nie śnią aczkolwiek z drugiej strony .... chyba mnie to nie dziwi. One wiedzą, że jestem beksa i po takim śnie bym ryczała 100 razy gorzej. Pamiętam sny z Psonią. Noc wtedy była piękna, nie chciałam się obudzić a kiedy się obudziłam tęsknota była dużo większa niż przed snem. W końcu mi się przyśniła. Zabrała mnie na wycieczkę do ... chyba raju. Było tam cudownie, potem odprowadziła mnie do domu, uniosła się w gorę, usiadła na dachu i czekała do momentu aż wejdę na klatkę schodową i koniec snu. Od tamtej pory nie śniła mi się ani razu a minęło kilka lat. Swoim snem mi powiedziała "słuchaj mama, jest mi dobrze, jestem w pięknym miejscu, jestem zdrowa silna i szczęśliwa. Przestań w końcu beczeć." Chyba mi się nie śni od tamtego czasu, bo wie, że jak się obudzę po takim śnie, to będą pływała we własnych łzach. Pewnie to przekazała Balbisi i nie śnią mi się obie. A ja mimo wszystko czekam na sen.
  2. Tak jak Radek powiedział, po jakimś czasie to ciut mniej boli, da się z tym żyć a nawet uśmiechać na wspomnienie psich psot. Może i Tobie pomoże wmawianie, że ona jest w drugim pokoju i sobie smacznie śpi. Mnie pomogło. Wypierałam jej śmierć i wypieram nadal. To trochę pomaga. Łatwiej mi było przez te pierwsze tygodnie. Musieliśmy też skupić się na Zuzi, bo ona cierpiała równie mocno a ma chore serduszko. Byliśmy z nią nawet u weta, bo nie chciała jeść, nie potrafiła sobie znaleźć miejsca. Było to bardzo niepokojące. Czuła też nasze cierpienie brak radosnych uśmiechów i potworny smutek. Bacznie nam się przyglądała i była jeszcze smutniejsza widząc nasze łzy a płakaliśmy wszyscy. Recepta była jedna - mamy się otrząsnąć chcąc zatrzymać Zuzię. Rozpacz po jednym psiaku dobijała drugiego. A straty obu bym chyba nie przeżyła. Teraz nie leję łez oficjalnie, idę sobie do łazienki, żeby mnie nie widziała i nie słyszała. Tam sobie szlocham do woli jak mnie naleci. Czy zrobiłaś wszystko co w Twojej mocy? Jestem pewna, że tak, jednak problem tkwi nie w tym czy my zrobiliśmy wszystko ale w tym, że nie ma skutecznego leku na raka ani w przypadku człowieka a tym bardziej zwierzęcia, bo onkologia weterynaryjna jest tak naprawdę jeszcze raczkująca .Nasze zwierzaki przegrały z tym bydlakiem rakiem i to jego wiń za jej odejście tak jak ja to robię. Nie ma dnia, żeby nie przeklinała tej cholernej choroby, która bezlitośnie każdego dnia zbiera ogromne żniwo wśród ludzi i zwierząt. Twoja sunia dobrze widziała, że robisz wszystko co w Twojej mocy. Psy to czują. Tak jak czują, że odchodzą, że ich czas dobiega końca. Przytulam cieplutko.
  3. To prawda chociaż....one są z nami na każdym spacerze - w naszych sercach i w naszych wspomnieniach. Szkoda jednak,z ę nie możemy ich dotknąć i poczuć mokrego noska czy jęzorka na policzku.
  4. Każdy z nas zadaje sobie pytania czy zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, czy czegoś nie przeoczyliśmy itd. Sama robiłam tzw .pranie własnego mózgu, analizowałam jej samopoczucie kilka lat do przodu, zastanawiałam się czy kiedykolwiek wystąpiły jakieś wcześniejsze symptomy choroby, które przeoczyłam. Nic z tych rzeczy. Pojawił się objaw, nastąpiło leczenie a potem ta straszna diagnoza. Ona nawet nie miała typowych objawów swojej choroby.Czy mogę to zrozumieć? Nie! Czy mogę się z tym pogodzić? Nie! Podobnie jak Ty, choć rak wydał na Balbinkę wyrok liczyliśmy choć na kilka miesięcy ale...co to by było za życie? Lekarz powiedział, że rak jest nieoperacyjny a chemia mogłaby ją po prostu zabić. Postanowił zastosować leczenie paliatywne i dać nam jak najwięcej czasu, ale uprzedzał, że nadejdzie taki dzień, że będziemy musieli podjąć tą ostateczną decyzję .Balbinka zaoszczędziła nam tego i odeszła sama, za co będę jej wdzięczna do końca moich dni. Po jej odejściu porozmawiałam sobie szczerze z jej lekarzem i powiedział mi, że byłoby coraz gorzej. Ona by się strasznie męczyła, miałaby problemy z oddychaniem, pojawiłaby się woda w płuckach, w brzuszku, zaburzenia rytmu serduszka, miałaby problemy z jedzeniem, chodzeniem a nawet samo wypróżnianie byłoby dla niej nie lada wysiłkiem. Powiedział, że nie dałabym rady patrzeć na jej cierpienie. Po tej rozmowie usiadłam, pomyślałam i stwierdziłam sama przed sobą, że nie o takie życie Balbinki by mi chodziło i patrzenie na jej mękę byłoby egoizmem z mojej strony. Jadę na jej grobek i mówię "tu jest tylko Twoje ciałko, Twoja duszyczka jest z nami , jesteś tam gdzie Twoje miejsce - w domu". Moje uczucia do niej są w moim sercu, pamięć o niej w mym mózgu i nic, ani nikt tego nie jest w stanie zmienić. Nie ma takiej opcji. Paulinko ja wierze w psie Aniołki i wierze, że te malutkie duszyczki nas nie zostawiają. Nadal się nami opiekują.
  5. Paulinko bardzo mi przykro. Przechodzimy ten sam ból i wiemy co teraz przeżywasz. U Balbinki nie było wody ani w pluchach ani w brzuszku. Weci przygotowywali nas na to, obserwowali ją. Dlatego miała robione kontrolnie USG. To dawało nam nadzieje - nie ma wody, nie jest gorzej. Niestety wody nie było a sunia odeszła. Guz się rozpadł. Żadne, nawet najpiękniejsze słowa nie są w stanie Cię pocieszyć, wiec mogę Cię tylko cieplutko przytulić. To bardzo boli a jak bardzo to wiedzą ci, którzy stracili swoje zwierzaki. Wczoraj byliśmy na jej mogiłce. Przyjęły się jej fiołki, które tak kochała. Chyba chciała je tam mieć, bo rozrosły się w piękne kępki. Przekwitły niezapominajki więc wsadziliśmy jej kolejne kwiatuszki, zmieniliśmy baterię w zniczu.Obok jej grobka przekwitł bez, ale zaczął kwitnąć jej jaśmin. Ma piękny widok z tamtego miejsca i zwierzęta naszych przyjaciół ciągle ją tam odwiedzają.
  6. Radku z oczami już ok. W piątek wieczorom brałam ostatni raz leki. Jeszcze wczoraj miałam oczy bardzo wrażliwe ale dziś jest zupełnie dobrze. Dziękuje. Coś mi dziś strasznie tęskno za moimi dziewczynkami. Jest taka przyjemna pogoda. Jest ciepło ale nie ma upałów, pogoda sprzyja spacerom a moje dziewuszki tam biegają po zielonych łąkach. Powinny być tutaj. Balbisiu jutro jedziemy na twoją mogiłkę. Kocham Was maluszki.
  7. Cieplutko, milutko a Was nie ma. Powinnyście biegać za patykami po ziemskich łąkach zdrowe i szczęśliwe. PAMIĘTAM
×
×
  • Create New...