-
Posts
28366 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by szajbus
-
Smutno mi, bardzo smutno. We czwartek odeszła ciocia Daniela. Obie ją znałyście, obie lubiłyście, a ona Was. Płakała razem z nami kiedy odeszłyście. Już jest ze swoim mężem, swoimi rodzicami, swoim rodzeństwem. Wraz z jej odejściem zamknął się jeden z rozdziałów naszego drzewa genealogicznego. To była ostatnia żyjąca siostra mojej mamy. Już nie mam ani rodziców ani jednej cioci, ani jednego wujka z ich strony. Kiedy byłam na jej pożegnaniu klucha stanęła mi w gardle i pękłam. Leżąc w trumnie wyglądała jak kopia mojej mamci. Nawet stroje miały podobne. Wszystko do mnie wróciło. Wrócił tamten dzień ze zdwojoną siłą. Wymazałam z pamięci obraz mamci leżącej w trumnie kiedy ją żegnaliśmy przed kremacją. Wypierałam ten obraz z pamięci, bo strasznie mnie bolał. Wiem, że to było irracjonalne z mojej strony, ale pragnęłam żeby mnie przytuliła ostatni raz. Tak bardzo tego pragnęłam, a ona leżała zimna bez ruchu. Tuliłam ją, a ona nie reagowała. Ból, rozpacz i niemoc rozmywały mnie od środka na kawałki. Nie chciałam tego pamiętać. Po pewnym czasie udało mi się wymazać ten obraz z pamięci.. Pamiętam ją taką jak była- cieplutka, serdeczna, uśmiechnięta, czuła i bardzo mądra. Moja nie tylko najukochańsza rodzicielka, ale i przyjaciółka. Kochana, bezkonfliktowa, troskliwa babcia i teściowa. Teraz .....wróciło to, co wymazałam z pamięci. Ciocia po jej odejściu próbowała mi matkować. Miała 85 lat. Była 16 lat młodsza od mojej mamusi. Dziś o 11:00 jest jej pogrzeb, a ja nadal nie mogę w to uwierzyć. Ciężko mi. Pociesza mnie tylko to, że czasie uroczystości trumna będzie zamknięta.
-
Tak jak nasza Balbisie. Rozwijał się dziad w ukryciu nie dając objawów po to, żeby ją zabić. Smutne te rocznice. Gajuniu trzymaj się i nie daj się choróbskom. Jesteś terminatorem w małym ciałku i niech tak zostanie!
-
Wiem. Doskonale Cię rozumiem. Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie coraz lepiej i spełni się Twoje marzenie. Gajunia jest już seniorem i potrzebuje trochę więcej czasu na dojście do formy. Radku kciuków nie puszczam i jest to szczere z mojej strony, a nie jakiś durne pisanie.
-
-
Współczuję nerwówki, ale lepiej poczekać, bo wyniki podczas leczenia i tuż po nim będą nadal w cały świat. Tak jak napisałam wcześniej kciuki zaciskam nieustannie, bo traktuję ją jak psią dziecinę specjalnej troski i nie ma dnia, żebym o niej nie myślała, czy się o nią nie martwiła. Twoje i moje sunie tez zaciskają łapinki z TM
-
Radku kciuki za Gajunię trzymam nieustannie. Wcale ich nie puszczam. Wiem, że ona jest psiną jak jak moja Zuzia "specjalnej troski" Skąd ja to zna? Ile razy my pędziliśmy do weta, bo Zuzka była nieswoja?
-
-
-
Cały tydzień był do bani. Mieliśmy poważną awarie komputera, który wylądował w serwisie na 3 dni. O kosztach nawet mi się nie chce pisać. Do tego doszło kilka innych przykrych epizodów. Mam po prostu dość.
-
Dorkas - żył 24 lata i 7 miesięcy Ukochany gniadosz mojej koleżanki pogalopował dziś za TM na spotkanie z moimi psinkami. Dorkasku żebyś wiedział ile po sobie zostawiłeś cierpienia i jakie morze. Żebyś wiedział.... Odszedłeś z głową położoną na kolanach swojej ukochanej Panci, a Twoje oczka wyrażały spokój i ogromną miłość jaką ją darzyłeś. Czy jej serce kiedykolwiek przestanie krwawić? Obie dziś mamy dzień wylanych łez. Kochany Dorkasku biegaj z moimi psinkami po tęczowych łąkach. Tam nie ma starości.
-
Żegnaj kochany Bamboszku Bambosz - polowa naszego psa. Żył ok 12 lat. TM * 22.09.2022 historia Bamboszka w pigułce 2 lipca 2016 roku byliśmy w odwiedzinach u przyjaciół. Upał był niemiłosierny więc siedzieliśmy na zewnątrz. Nagle usłyszeliśmy pisk opon i zobaczyliśmy jakiś ruch na skrzyżowaniu. Mąż z kolegą pobiegli w tamtym kierunku. Na środku jezdni leżał wychudzony i wycieńczony pies. Jeden z kierowców widział jak szedł i nagle padł. Inny żeby go nie potrącić wyhamował z piskiem. Chłopaki nie myśląc o niczym innym zabrali zwierzaka ze skrzyżowania i przynieśli na posesje. Ułożyliśmy go w cieniu na kocu, ocknął się czując wodę. Pił tak łapczywie jakby był z tydzień na pustyni. Obejrzeliśmy go dokładnie, Waldek zapakował go do samochodu i psina była przetransportowana migiem do weta. Nie miał żadnych urazów poza oparzeniami na łapach. Był niedożywiony i odwodniony, niewykastrowany, nie miał chipa, obroży kompletnie nic co mogłoby nas doprowadzić do właściciela, wiek psa oceniono na nie mniej jak 6 lat. Zaopatrzony w leki psiak został przywieziony do Waldka domu. Od razu zaczęliśmy ogłaszać z nadzieja, ze zjawi się właściciel po zgubę . Nic takiego się nie stało. Podjęliśmy decyzję, że pies zostaje u Waldka, który miał dom, wielką działkę ze stawem, ale pies będzie nasz wspólny. Wielki, biszkoptowy sierściuch okazał się łagodny jak baranek. Waldek wybrał mu imię - Bambosz. Bambosz był pod opiekę weta do momentu kiedy nie doszedł do siebie. Potem był pełen pakiet szczepień i kastracja. Od tamtej pory Bambosz żył jak pączek w maśle. Skradał serca każdemu, kto się z nim zetknął choć na chwile. Wady Bambosza? Początkowo skłonność do ucieczek. Jak tylko na posesji pojawił się lis, kuna, czy inny zwierz Bambosz potrafił przeskoczyć nawet 2 metrowe ogrodzenie, żeby pognać intruza. Kiedyś przeskoczył przez płot bo słyszał na parkowym placu zabaw śmiech dzieci. Uciekł do nich, żeby się z nimi pobawić i pograć w piłkę. Kilka razy zwiał na pobliską stacje benzynową na hot doga, czy hamburgera. Nie nie został obsłużony. Okradał ludzi wychodzących z knajpy. Potem mój Janusz, albo Waldek kupowali okradzionym dania, które mieli spożyć, a które wylądowały w paszczy Bambosza. Nie napadł na ludzi. Delikatnie stawał na tylnych łapach i ząbkami wyjmował z rąk gościa to na co miał ochotę. A, że Bambosz oprócz adresatki miał do szelek przyczepioną wielką wstążkę z wypisanymi markerem numerami telefonów do właścicieli reakcja okradzionych była natychmiastowa, bo Bamboszek danie spożywał na miejscu bez żadnego pośpiechu i dawał się nawet głaskać. Kolejna wada to noszenie w pysku gałęzi i to takich solidnych. Do samego końca nie można go było od tego odzwyczaić. Jak nie było żadnej w pobliżu to potrafił ją odgryźć z drzewa. Wygrzebywał też z ziemi kamienie, cegły i nosił je w pysku nie wiadomo po co? Obok trwała budowa pawilonu Biedronki więc i tam właził, gdzie zaczął pełnić nieoficjalną funkcję kierownika budowy. Wszyscy pracownicy go uwielbiali i wybaczali mu zakoszenie nie jednej łopaty, no bo przecież te miały atrakcyjne, drewniane trzonki. Tak - kradł. Był niesamowicie kochanym misiaczkiem, noszącym też w pysku swoje maskotki. Kiedy ukochanej gumowej gęsi odpadła głowa był taki lament, że trzeba było na cito szukać mu identycznej zabawki.. Był niesamowitym czyściochem. Kochał czesanko i kąpiele szczególnie te w stawie. Po raz pierwszy widziałam psa, który wchodził sobie do stawu, popływał a potem wylegiwał się na słoneczku susząc futerko. Kiedy na stawie pojawiły się kaczki z młodymi cierpliwie czekał aż kacze matrony opuszczą teren jego kąpieliska. Był cierpliwy i opiekuńczy .Nie pozwalał żadnemu kotu zbliżyć się do kaczątek. Jak pojawił się tam jakiś dzikusek musiał pędem wdrapywać się na drzewo. Długo by opisywać wyczyny Bambosza. Był kochany i odszedł kochany. Zmarł nagle dzisiejszej nocy. Czuł się dobrze, bawił się, zjadł kolację i.... zszedł. Pozostawił po sobie ogromny ból nie mniejszy niż Psonia, czy Balbinka. Był członkiem rodziny. Co prawda połowicznym ale był. Kochany Bamboszku wyryłeś swoje imię w naszych sercach i tam pozostaniesz na zawsze. Kochamy Cię nasz pycholku. Twoje odejście boli, bardzo boli, a oczy są pełne łez. Biegaj z Psonią i Balbinką po tęczowych łąkach
-
Radku z tym echem nie przesadzajcie. Już ci mówię dlaczego. To samo było ze Zuzią. Najpierw było za 2 mieniące, potem za 3 , w końcu zmieniliśmy kardiologa i nam powiedział, że tak często sie nie robi badań kontrolnych, wystarczy raz na poł roku. Kontaktowałam sie z dziewczynami prowadzącymi fundacje , gdzie też mają sercowców i ich psiaki również miały kontrole co poł roku jeśli była taka konieczność. Badania są kosztowne i też im chodzi o zarobek. Nie myślą o stresie jaki przechodzi pies. Kciuki zaciśnięte.
-
Prawda. Czasami tu zaglądam, żeby sobie pomilczeć i popłakać.
-
No i będzie dopisywał. Leki tez sprawią, że będzie się lepiej czuła. Serduszko zacznie bić regularnie. Gorzej już z wszelkimi zabiegami i diagnostyką na narkozę. U nas już to nie wchodzi w grę, ale wada wadzie nierówna. To co jest zakazane u Zuzi niekoniecznie musi być zakazane u Gajuni. Moje rady, bo nie każdy kardiolog o tym mówi, to kilka raz dziennie mierzyć psu oddechy w czasie spoczynku. Pies powinien oddychać miarowo, spokojnie, a oddechów powinno być maksymalnie do 30 na minutę. Nam to już weszło w krew i mierzymy jej co najmniej 6 razy dziennie. Bardzo ważną rzeczą jest też prawidłowa masa ciała. Pamiętam, że mała mordka sobie lubiła pojeść i przed operacją musiała się odchudzić. No cóż korytko nadal musi zostać wyżej, bo ważne jest to, aby nie tyła. Im mniej waży tym lepiej dla niej. No i zwracaj uwagę na kaszel szczególnie podczas wysiłku. Nie ma kaszlu - nie ma potrzeby wdrażania innych leków. Będzie dobrze. Prawdopodobnie u małej mordki wiek spowodował zwyrodnienie zastawki. U Zuzi jest to bardziej skomplikowane. Przed operacją serduszko Gajuni było zdrowe. Teraz pojawiła sie niedomykalność a to oznacza, że schorzenie zostało szybko wykryte i szybko wdrożono leczenie i z tego należy sie cieszyć. Masa psów nie ma takiego szczęścia i leczenie jest wdrażane zbyt późno, kiedy są już objawy kliniczne co nie rokuje najlepiej, a sama wada jest bardzo upierdliwa dla psów. Nie daje im spać, biegać, oddychać pełną piersią i cieszyć sie życiem. Tabletek więcej? No cóż. Takie życie. Zuzia bierze na tarczyce 2 razy dziennie, na serduszko, wzmacniacz na wątrobę + kropelki probiotyczne dożywotnio. Pięć razy dziennie ta wstrętna matka cos wpycha suni do dzioba, ale tak musi być. Żebym niczego nie pominęła mam nastawiony alarm na komórce na każdy lek. Ps. Od roku nie jeździmy już na kontrolne echo. Panika była coraz większa. Podczas ostatniego badania z paniki była bliska omdlenia. Kardiolog widząc to sam kazał nam już odpuścić to badanie. To nas dziwiło bo badanie nie jest bolesne, ale......... Zuzia to Zuzia. Ostatnio przed badaniem się zesikała ze strachu a trzęsaka była taka, ze .. szkoda gadać.
-
Radku spokojnie. Zuzia ma wrodzoną wadę, tez niedomykalność obu zastawek i funkcjonuje na lekach wręcz idealnie.
-
I do tego śliczna
-