-
Posts
44500 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
27
Everything posted by malagos
-
Ale cudna wiadomość! Zaglądam, a tu taka niespodzianka! Nesiowata, super decyzja :)
-
Z Mysią trzeba jeszcze popracować - jest bardzo uległa i taka "poddańcza". Macha ogonkiem nawet jak się na nią spojrzy kątem oka, nie mówiąc o zawołaniu czy zacmoktaniu na nią, wtedy się prawie czołga. Trudno ją wziąć na ręce, bo kładzie się na plecach i posikuje. Do mnie się przez te kilka dni oswoiła, ale teraz to przerabia z moją siostrą. Nowy dom musi być tego świadomy, i powolutku oswajać Mysię.
-
Udało mi się - a u mnie to nie takie oczywiste, he, he :) i mam WiFi - pozdrawiam więc z Nałęczowa :) Z domu mam wieści co chwilka, jest wszystko w porządku. Moja siostra przyjechała z Kenią, i tylko odrobinę "miałam steresa", jak zareaguje Mysia na starą labradorkę. Ale oczywiście-pokazała brzuszek i było po kłopocie. Czyli w domu dwie osoby, 3 koty i 6 psów :)
-
~ Kama ma dom i swoją kanapę, nie budę i kojec! Kama, stara ONka
malagos replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Wpłynęło 50 zł od wujka Nuncek, dziękuję! Przyda się, bo muszę kupić tabletki na stawy. -
jak najbardziej połasuchuję :) liczę na te 4 zabiegi w cenie, muszę stanąć na nogi i przestać brać tabletki przeciwbólowe. Będzie dobrze! Juhu! Walizka spakowana, torba dodatkowa też, a co tam, raz się żyje, wszak zawożą mnie dzieci autkiem, nie targam walizy PKSem (jak 3 lata temu do Krynicy-Zdrój, z 2 przesiadkami!....)
-
Eliku, z tym wolnym miejscem to u mnie jest tak, że POWINNAM je trzymać dla psa w potrzebie z mojej gminy... I oczywiście dziś byłam z panią sekretarz przy gminnym kojcu (jeden przedzielony na dwie połowy, maleńkie klitki) i są dwa psy - jeden, już od miesiąca siedzi, drugi z opuchniętym nadgarskiem, łapką w górze-od wczoraj) :( I jakbym takiego kawalera zabrała do siebie (na początek do mojego kojca, potem pewnie awansuje do domu), to łatwiej go poznać, ogłaszać i szukać domu. Ale i tak działam - wznowiłam ogłoszenia temu co siedzi dłużej, powiesiłam osobiście w każdym sklepie, poczcie, bibliotece, aptece. A tego z chorą łapką (chłop, który go zgłosił do gminy mówi, że to psy go pogryzły) obejrzy po pracy Tomek. Psy są najedzone, maja wodę, ale to szukanie domu...kulawo idzie, i ja musze działać. No, kochani, jutro...walizka w garść i wio, do Nałęczowa! Wracam 1 września. Chyba, ze zabiorę laptop, to będę w kontakcie i będę przekazywać wieści o Mysiulce, zaczerpnięte przez telefon od mojej Siostry i Tomeczka.
-
Wczoraj przyszło zaświadczenie o szczepieniu na wściekliznę oraz umowa - cesja od burmistrza Krasnobrodu, na mnie jako dt, podpisany jeden egzemplarz zaraz odsyłam :) Mysia działa, je, poszczekuje, połyka leki - czyli jest ok. Dziś biegała rano bez smyczy, wiec i wszystkie sprawy załatwione pomyślnie w sadzie :) A to jeszcze wczorajsze:
-
Myslę, że jednak to wczesna ciąża, pierwsza połowa, potem wykształcają się "ampuły", czyli płody w łożyskach. Mniejsza z tym, ważne że nie urodzą się kolejne niechciane maluszki :( Noc minęła spokojnie. Wyszłam przed szóstą ze wszystkimi psami, Mysia na smyczy - bo chowa się pod krzakami, ociera o gałęzie (kaftanik!). Zrobiła siusiu, pojadła trawę. Do śniadania bardzo chętnie przystąpiła :) Teraz podałam leki w parówce, ale cwaniara, każdy kawalątek parówki rozgryzała powoli, szukając podstępu :) ale jak ją otoczyły dodatkowe trzy "charty" na parówkę, to już nie było co się krygowac, tylko połykała szybciutko.
-
Myszka ma założony kaftanik, ma przepisane leki, w tym antybiotyk na 6 dni (nigdy się z tym nie spotkałam). Mazowszanka zapłaciła dodatkowo 40 zł. Ogromne dzięki, Mazowszanko, że zawiozłaś suczynkę, że przywieźliście razem z TŻem. Wspaniała akcja!! Myszka na razie jest pobudzona, łazi po domu, chowa się za fotelami. Na noc zamknę ją w kuchni. Jutro jestem cały dzień w domu, to się zajmę rekonwalescentką, podam leki, poprzytulam. Będzie dobrze.
-
Święta racja :) Jutro sterylizacja... Zawsze dla mnie najgorsze to niedawanie jedzenia, a Mysia da się pokroić za miseczkę (rano moze zjeść śniadanie). Ale to dopiero jutro, dziś się niczym nie martwimy. Spacer po rosie w ogrodzie i sadzie zaliczony - kątki obwąchane, teren poznaczony i to po dwakroć, by "moje było na wierzchu", śniadanie zjedzone. Ja zaraz wychodzę do pracy, Myszka zostanie tradycyjnie w kuchni, tu się czuje bezpiecznie.
-
~maleńka Igusia MA DOM! - przywieziona w torbie na rowerze...
malagos replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Kama ma niezwykle czuły nos - w przeciwieństwie do Dianki, która nie chodzi tak z nosem przy ziemi. I zawsze znajdzie jeża! Jak nie w sadzie, to na ulicy na trawniku, albo przydrożnych krzakach. Nie miałam pojęcia, ze tyle jeży mamy wokół domu, chyba że to jeden i ten sam, tylko się przemieszcza, i Kama go wszędzie wywącha :) -
i tak żaden psi maluszek nie przebije mojej ratlerki Nutki, która albo spała, albo szczekała :) Mysia musi się jeszcze nauczyć, że ze stołu się nie bierze smaczków, że kosz na śmieci jest na śmieci, a nie do odkrywania skarbów, ale za to UMIE: siad, daj łapkę! Czyli ktoś ją uczył, był dla niej dobry, tylko dlaczego nikt jej nie szukał?....
-
Dziś w nocy już nie zamykałam kuchni - do rana, do 7.30 Mysia spała i tak na posłanku pod kaloryferem. Potem spacer, wprawdzie w deszczu, ale tak jak lubię: całe stado bez smyczy, siusianko w jednym miejscu, tarzanie się w sadzie na mokrej trawie, załatwienie wszystkich psich spraw. Pełna zgoda, wręcz komitywa. Podziwiam moje suczki, bo jak Mysia jest u siebie na posłaniu, to one nie wchodzą do kuchni, albo tylko tak przednimi łapkami, by jej nie denerwować. Skąd one to wiedzą?... Ale teraz już nie pilnuje tak swego kącika, jak pierwszego dnia. Aż mi się nie chce wierzyć, ale to kolejny pies ideał (kopia Wikusi, która była ogromnie ujmująca i kochana). Także tak to... :)
-
Realacja z dziś: ranek suchutki i czyściutki, pierwszy spacer o 7.00 (ja w piżamie....ale żywopłot tak gęsty, że mogę i na golaska chodzić, he, he), wszystko zrobione co trzeba. Potem rodzinne śniadanie, i my, i psy, i koty, potem kawa na tarasie, też rodzinnie. Mysia chodzi swobodnie, ale cały czas mam ją na oku, i dla pewności ma nadal przypiętą smyczkę. Obiad zjedzony na 4 miseczki w kuchni, potem penetracja pustych misek współtowarzyszek, czyli jak zawsze. Teraz odpoczywamy w domu, ja przy kompie, Mysia pod moim krzesłem, reszta na kanapie. Tak zbierałysmy jeżyny bezkolcowe, obrodziły w tym roku! A tak lubi dotyk ręki