-
Posts
1991 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irma
-
no jak to sjkąd? oczywiście z brzucha mamusi, tj. Malwinki
-
ciąg dalszy następuje odkąd Malwa zamieszkała w naszym domu - był to w końcu prawdziwy dom zauważyliście, że dom bez zwierzaków ma zupełnie inna atmosferę i inaczej w nim płyną dni zwierzę pojawiając sie w rodzinie nadaje jej 'łagodności' funkcjonuje jak saper - rozładowuje napięcia samą swoja obecnością. Gdy Malwa zamieszkała z nami byłam dorosłą kobietą i nie dla mnie juz były pluszaki, ale ona była moja przytualnką. dawała to cudowne poczucie, że nie jest się samemu na świecie. Moje córki do dzisiaj twierdzą, że drugiego takiego psa nie będzie juz w ich życiu. Malwinka była samą słodyczą i łagodnością. Nigdy nie zdarzyło jej się warknąć na którąś z nas czy choćby mieć nas dosyć. Wstawałam ok. 6 rano i wychodziłam z nią na spacer. Ona sobie biegała a ja powłócząc nogami dosypiałam. Włóczyłyśmy się po pobliskiej łące spotykając różnych psiarzy. Suczka nie reagowała na zaczepki innych psów. Dla niej nie istniały. Gdy szlismy z nią na spacer w większym gronie sunia nas pasła i zaganiała żebyśmy się nie rozłazili. Zabierałam ją gdzie się dało. Dziewczyny też z nią chodziły wszędzie gdzie można. Żeby jak najmniej siedziała sama w domu. A w domu cichaczem okupowała kanapy. Nigdy nic nie zniszczyła. Nie wiem jakie miała przeżycia za sobą jaki los ją spotkał ale widok wysokich brodatych mężczyzn powodował, że nie mogła opanować lęku i szczekając wyraźnie ostrzegała, że jest gotowa na wszystko choć się boi. Oczywiście wraz z upływem czasu sunia wyładniała, futerko lśniło a w oczach pojawiła się radość. Tak jak dla mnie kiedyś Serwo tak dla moich córek Malwinka była najfajniejszym pretekstem dla udowodnienia konieczności wyjścia z domu. Jeździła z nami do dziadków i na wakacje. Była jednym z członków rodziny. Kiedy była u nas kilka lat urodziła pierwsze szczenięta. 6 sztuk. Jedno szczenię musiałyśmy niestety uśpić - urodzone z wodogłowiem i tak by nie przeżyło - tak twierdził wet. Sunia rodziła w poniedziałek przed południem. Musiałam iść do pracy, ale po załatwieniu najpilniejszych spraw przybiegłam do domu i razem z córkami odbierałyśmy poród. Wet kazał nam pilnować, żeby nie zjadła więcej niż 4 łożysk więc stoczyłyśmy walkę przy dwu ostatnich szczeniakach. W sypialni na moje życzenie powstał drewniany kojec, w którym Malwina wychowywała maleństwa. Ale gdy miały kilka godzin z uporem przenosiła je na nasze łóżko. Trochę mnie kosztowało zdrowia i cierpliwości wytłumaczeniee suni, że ten kojec jest bezpiecznym, ciepłym miejscem dla jej maleństw. Cudownie było patrzeć jak się zajmuje maluchami i jak rosną z dnia na dzień coraz większe rozrabiaki. Szczeniaczki trafiły do dobrych domków i do dzisiaj mam nawet kontakt z jednym z nich. Gdy miały ok. 6 tygodni zaczęłyśmy się poważnie martwić, że zostaną u nas. Wtedy moja córka przywiozła je do mojej pracy i 'poszły' w jeden dzień. Opiekunowie zostali sprawdzeni - nie myślcie, że każdy mógłyby mieć małe malwiśki. No i potem niestety Malwinka znowu miała cieczkę a moja córeczka wstała rano przed 6 wzięła psa i poszła po bułki. No i wróciła bez psa ale też bez zęba. Sunia pociągnęła i córka przewróciła się wybijając ząb o krawężnik. Mała płakała i z powodu zęba i z powodu suni. Co do zęba to trzeba było doklejać - dziś nie ma śladu. Kilka godzin szukałyśmy psicy - dziewczyny nie poszły do szkoły ja nie poszłam do pracy. W końcu ok. 13 postanowiłam, że jedna będzie chodzić po osiedlu, druga będzie czekać w domu a ja jadę do pracy. Sunia często była gościem w moim biurze i okazało się, że zapamiętała drogę - jadąc samochodem zobaczyłam jak przerażona, smutna leży przy drodze i tępo patrzy z dalek na moje biuro. Zatrzymałam sie wręcz z piskiem opon. Za mną wszyscy trąbili - idioci nie widzieli, że odnalazłam to co myślałam, że straciłam. Zabrałam moją sunie do domku i obie byłyśmy szczęśliwe. Tym razem urodziła trzy szczeniczki. Jeden niestety zmarł przy porodzie. Jeden odchowany poszedł do znajomych a ostatni taki śliczny żółciutki jakoś nie mógł znaleźć opiekuna. Młodsza córka i mąż ciągle szukali a ja i starsza milczałyśmy - decyzja była podjęta tylko tamta dwójka musiała do niej dojrzeć. Córka szybko stanęła po naszej stronie a mąż nie chciał się z drugim psem pogodzić i nawet gdy nasz Jaskierek miał rok jeszcze usiłował znaleźć mu dom. Na szczęście nie udalo mu się. I w ten sposób w naszym mieszkaniu na 5 piętrze na Gdańskiej Zaspie zamieszkł Jaskier. i to tyle na dzisiaj
-
ciąg dalszy opowieści o Malwince nadchodzi
-
Lotnik- Czy ktoś odmieni mój los? - opowieści z nowego domu
irma replied to Ania&Kropka's topic in Już w nowym domu
oj cioteczki ja myślałam, że już mnie nikt nie pamięta bo ja już jestem psim szczęśliwcem a tutaj tyle moich siostrzyczek i braciszków potrzebuje pomocy ale będę do Was pisał bo u nas tyle dziwnych rzeczy się dzieje, że mój malutki psi rozumek nie wszystko rozumie wczoraj wróciła do nas Bunia - oj o niej to można pisać całe rozdziały ksiązki a nie tylko listy ale najgorzej, że uczepiła się hani jak rzep psiego ogona i ciągle jej wchodzi na kolana - a dla mnie gdzie miejsce lecę sprawdzić co Bunia robi - może śpi i wtedy hania będzie tylko moja -
WYŻEŁEK ze schroniska w Mielcu - Bruno odszedł za TM [*]
irma replied to Murka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
tak bardzo mi żal, tak bardzo przykro i szkoda, że tak szybko odszedł pamiętam jego pierwsze spotkanie ze swoim Panem przyjechał z dalekiego Mielca, wysiadł z samochodu i jakby wiedział, że to nie ja i nie ten dom i na łączce czekaliśmy na przyjazd jego Pana a potem od razu wiedział, że znalazł to czego psu najbardziej potrzeba, to oczym marzą wszystkie bezdomne psy - swojego Pana i dom i miał na swoje ostatnie dni to co w psim zyciu najważniejsze dla Brunonka [*] -
będa zdjęcia jutro wstawię, ale ... Bunia nie ma domku - dzisiaj odebrałam ja od właścicielki a powód jest opisany poniżej [B]Dzien dobry. Bardzo tego nie chcę ale sytuacja zmusza mnie żeby poszukac Buni nowego domu.Moja córeczka Ola ma zachwiany brak poczucia bezpieczenstwa,pewnie z powodu pobytu męża za granicą bardzo się boi ze coś mi się stanie -zabiją mnie gdzieś,bardzo mnie pilnuje, nie mogę wyjsć nawet ze smieciami na podwórko. Do tej pory z sunia chodziłam wieczorem jak już dzieci mocno zasneły i wczesnie rano przed 6 kiedy wiedziałam ze jeszcze będa spały. w dzień doskonale radziny sobie z wychodzeniem..Pierszy incydent wyglądał w ten sposób że musiałam wyjść na chwile,Adrian spał,,nie było mnie 10 min-okazało się ze Ola weszła na dach i zaczeła wołać na pomoc-to jest wysikosc prawie 4 piętra że trzeba zwołac policję bo mamusię porwali.To tylko dziecko ma prawo się bać, niestety nie jestem jej w stanie przetłumaczyć zeby sie nie bała,ze ja zawsze wrócę i jej nie zostawię. Dzisiaj miał miejsce 2 incydent, poszłam z Bunią na dwór bo ona prosi że chce wyjsc. Synek sie przebudził obudził córkę, ta się zdenerwowała zdenerwowała ze mnie niema i sama w piżamach wzięła brata w piżamach i zniosła go po tych wysokich schodach 13 kilowe dziecko i chciała mnie szukac zeby mi się nic nie stało, sąsiadka z parteru usłyszała płacz dzieci i wzięła od córki syna przez okno ,ja akurat wracałam. Siedzimy i teraz płaczemy razem, ja czuje się bezsilna,przed oczami mam te wysokie schody i przeciez on mógł jej wypasć z tych schodów,co ja bym wtedy zrobiła, jest mi strasznie przykro bo bardzo kochamy ta słodką sunie, ale ja nie mogę dopuscić żeby taka sytuacja się powtórzyła bo to ja jestem odpowiedzialna za dzieci. Piszę do pani bo jest pani bardzo dobrą osobą iprosiła pani żebym dała znać gdyby coś było nie tak. Zaraz napiszę ogłoszenie do Anonsów, jeżeli mogła by mi pani jakoś pomóc byłabym wdzieczna. [/B]
-
WYŻEŁEK ze schroniska w Mielcu - Bruno odszedł za TM [*]
irma replied to Murka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
takie smutne wieści Bruno - trzymaj się obiecałeś nam wspólny spacer nad morzem - więc musisz dotrzymac słowa trzymamy kciuki a zwierzaki łapki, pazurki i co się da -
a to jeszcze dla dogociotek zdjęcia mojej Malwinki
-
jak chcecie - to macie (opowieści o moich psach przeklejam z innego zwierzakowego forum) Moje córeczki też chciały (no bo ja chciałam co było już powyżej napisane) zwierzaka, a mąż wyjechał na tzw. kontrakt. I nadzedł październik 1991 roku. Był piątek wieczór i dziewczynki przyszły do mnie i zapytały : -no to w końcu kiedy będziemy mogły miec psa?. Usiadłam, pomyślałam i powiedziałam: - "no wiecie właściwie to już możemy miec psa, tylko ja cały czas się zastanawiam czy wziąć psa ze schroniska czy kupic boksera". Dzieci poszły do swojego pokoju, naradzały się, myślały, debatowały i za chwile oznajmiły mi, ze chca psa ze schroniska. Odpowiedziałam: - 'no dobrze'. Rano obudził mnie rumor w calym mieszkaniu. Wstalam i zobaczyłam, że dziewczyny przygotowują legowisko dla psa. Zapytałam co się dzieje a one na to : - "no przeciez powiedziałaś, ze sie zgadzasz na psa ze schroniska i dzisiaj chcemy tam jechać'. Zgłupiałam, ale ... słowo się rzekło a ja słowa danego dotrzymuję. Wsiadłysmy w naszego malucha koloru czerwień burgundzka, tj. bordo i pojechałysmy do sopockiego schroniska. Łaziłysmy po schronisku. To ten, to inny psiak wpadał nam w oko. W pewnym momencie Maja zawołała 'mamo ten'. Patrzę a tu w boksie pelno psów, biegają, szczekają, chcą zwrócic na siebie uwagę a z dala od nich siedzi duży wilczasty pies z klapnietymi 'lotniczo' uszami i z przekrzywioną głowa i tylko patrzy... I juz wiedziałam - TO TEN, JEDEN JEDYNY. Pracownik schroniska powiedział - 'ale to suka' a ja na to - 'no i dobrze' a on - 'prosze pani ale ten pies jest duży' a ja - 'prosze pana widzę'. I w ten sposób najcudowniesza suczka oimieniu MALWA nadanym jej przez moje córeczki trafiła do naszej rodziny. Wsiadła do malucha z wyrazem pyska 'teraz albo nigdy'. Śmierdziała strasziwie - więc najpierw były zakupy w aptece, obroża, smycz i do domu a tam oczywiście kąpiel, i jeszcze jedna kąpiel, i jeszcze jedna kapiel. I suszenie. I dzieci wzięły ją na spacer. Nie bałam się. obserwowałam z balkonu i widziałam, że sunia trzymala się cały czas blisko dziewczynek i nawet nie próbowała patrzec gdziekolwiek. To była sobota - pies nie zwracał na mnie uwagi widział tylko dzieci ale w niedzielę sunia już wiedziala kto jest jej PANIĄ. Dzieci telefonicznie zawiadomiły mojego męża o nowej domowniczce a mnie zapytał - 'czy jestes tego pewna ?' Znacie odpowiedź - brzmiała TAK. I okazało sie, że to takie proste mogłam mie,c psa już dużo wcześniej. I to tyle na dzisiaj a ciąg dalszy czeka żebym mu pozwoliła nastąpić
-
historia moich psów nie była nigdy na dogo ale jak chcecie to możecie się dowiedzieć kto był następca żółtego boksera Serwa
-
no ale niech będzie ciąg dalszy ... tak więc Serwo zamieszkał u nas gdy mieszkalismy w Świeciu n/W a ja miałam ok. 15 lat. Był najcudowniejszym psem mojego dziciństwa i młodości. Może nie był najmądrzejszy, ale to nasza wina - nikt go niczego nie uczyl. Za to kochał nas a my jego. Cichaczem, razem z siostra, pozwalałyśmy mu wylegiwac się na kanapach i łóżkach. Oj oberwałoby nam sie gdyby się Tata dowiedzial. Ale się nie dowiedział i lepiej dla niego, dla nas i dla psa. Albo wiedział i udawał, ze nie wie. Ciekawe jak to było - musze go zapytać. Serwo był pod naszą, dzieci opieka. Wychodziłysmy z nim na spacery, do weterynarza i gdzie się dało. Nigdy idąc z nim nie bałam się, że ktokolwiek mnie zaczepi. Dawal mi cudowne poczucie bezpieczeństwa. Lubił jeździc samochodem i wszędzie z nami jeździł. Dzieki niemu moglam chodzic codziennie na randki - w końcu pies potrzebował ruchu - i nie musiałam długo prosic o zgodę na wyjście. Gdy odrabialam lekcje siedział pod biurkiem z głową na moich kolanach i informował, że pora spaceru nadeszła. Gdy byłam wychowawczynią na tzw. półkoloniach chodził ze mna i był pupilem wszystkich dzieci - do dzis nie wiem jak to było, ze nikt mi nie zabronił z nim przychodzic. Jeździl ze mną autobusami, pociągami i czym się dało. Biegał za rowerem i za mną, ciągnął sanki. Dzieki niemu tamten czas był cudowny i beztroski wbrew temu co wtedy myslałam o swoich problemach nastolatki. Ale nadszedł czas rozstania. Dorosłam, tzn. zdałam maturę i zostałam studentką w Gdańsku. I tu już pies nie mógł za mna pojechac. Bardzo mi go brakowało. Pocieszałam sie tym, że został z moja siostrą a ona została z nim. Był teraz jej psem i dla niej był tym kim wczesniej dla mnie. W końcu ona tez miała problemy nastolatki, randki, szkołę itd itp. A nasz Tata był raczej surowym i zasadniczym ojcem. I najpierw ja a potem moja siostrzyczka wypłakiwałyśmy Serwusiowi swoje zale i troski. Wyszłam za mąż i na trzecim roku studiów urodziłam córeczkę, Anię a rok później jej siostrę Maję. Ania zdążyła poznac Serwa, choć tego nie pamięta. Maja juz niestety nie. Serwuś zachorował - ot psia starość, artretyzm i rak. Były to wczesne lata osiemdziesiąte i dostęp do leków był żaden. I to w dodatku dla psa. Stawalismy na głowie, żeby go leczyc. Moja siostra miała wtedy praktyke w szpitalu i podawala psu doustnie strzykawka odzywki dla starszych ludzi. Nic jednak nie zmieniło tego co nieuchronne. I do dziś nie wiem dlaczego moi rodzice nie poczekali choc kilku dni z podjęciem tej ostatecznej decyzji, ale podjeli ją i pewnego dnia, zanim sie z nim pozegnałam pies zasnąl i odszedla za Tęczowy Most. Następnego dnia moja siostra zdawala egzaminy na studia - nie zdała. Zdala dopiero rok później. I nagle świat był pusty bez naszego Serwusia. Rodzice mieli potem rózne psy. Jeden z nich o imieniu Docent - odziedziczony po kuzynie, który zmarł na atak serca - często przebywal u mnie. Ale to juz nie były moje psy. Miałam własną rodzine w Gdańsku i dwie córeczki. I długo nie było u mnie psa. Mój mąż, choc twierdził, że lubi psiaki nie chciał miec psa. A ja jako zona podporządkowałam sie temu. Na szczęscie przyszedł dzien, w którym otrząsnęłam sie i sama sobie powiedziałam, że JA CHCĘ MIEĆ PSA. ... ale to juz inna historia i nie ma związku z żółtym bokserem o imieniu Serwo. zawsze chciałam, abu jakiś mój pies miał takie imię - i dlatego przybysz z łódzkiego schroniska ma na imię SERWO, a właściwie Serwo Zbój (tak nazywałam także mojego Serwusia)
-
jakie dawaj ? a napięcie ? a emocje ? a oczekiwanie na ciąg dalszy? no co Ty chcesz stracić połowę przyjemności a poza tym to historia opublikowana prawie rok temu
-
drogie dogocioteczki mojego Serwusia ponieważ mam notebooka czy jak kto woli laptopa i to oczywiście z internetem więc kto wie może Serwuś do Was wkrótce napisze a gdybyście były ciekawe skąd się wzięło jego imię - to znaczy dlaczego właśnie takie wybrałam poniżej wklejam Wam historię wziętą z życia młodziutkiej hani dzisiaj część pierwsza "No i treaz pora na opowieść o psie mojej młodości - ukochanym psie rasy prawie bokser o imieniu Serwo. Znowu przeprowadzka. miałam juz 15 lat, więc oczywiście byłam baaaardzo dorosła. Mieszkaliśmy wtedy w Świeciu n/W a w pobliskiej Chełmzy zamieszkał przyjaciel rodziców z czasów Szczecina - lekarz. Jakiegoś jesiennego dnia przyjechał do nas w odwiedziny i poinformował, że jeden z jego pacjentów jest ciężko chory (jak dziś pamiętam - gruźlica kręgoslupa) a jego zona nie jest w stanie zajmowac sie mężem i młodym ok. 1 rocznym psem bokserem. Powiedział, że chcą za niego 1 tys. zł. nie wiem ile to wtedy było pieniędzy. Chyba duzo. Ale wiedziałam, że to ukochana rasa mojego taty. Pies był rasowy, 7 z miotu, więc bez rodowodu. Stanęłam przed tatą i ja jego ukochana córeczka haneczka błagalnie powoedziałam 'tato to tylko jeden tysiączek'. No i tego tata potrzebował, żeby sam przed sobą usprawioedliwić decyzje - najpierw obejrzenia psa. Hmmmmm. No cóż pojechaliśmy 'obejrzeć' psa. przed domem spotkaliśmy moją siostrę - skakała z radości jak usłyszała nowine. Obie wiedziałyśmy, czym skończy się oglądanie psiaka. No i pies został przywieziony do nas do dmomu. Był slicznym żółtym bokserem. od razu obsiusiał ścianę w przedpokoju i był nasz. " o ile Was będzie interesował to ciąg dalszy o psie imieniem Serwo w następnym odcinku
-
pewnie się by nauczył tylko do komputera nie ma dostępu zobaczymy może da się z tym coś zrobić
-
i jest w tym imieniu cos kozackiego ...
-
Serwo butów nosić nie chce ale znajoma powiedział mi, że poza psami uczonymi od szczenięcych lat chodzenia w butach psy butów nie chcą bo to dla nich to samo co szczudła dla człowieka i chyba coś w tym jest ale wiecie co Serwo od kilku dni dużo chodzi po ogrodzie i wszyscy pilnujemy, żeby chodził przede wszystki po trawie i jest skutek - on coraz lepiej stawia łapki moze przebywanie w schroniskowym boksie bez spacerków a potem u mnie w kojcu też prawie bez spacerów (bo się bałam głupia, że on zbyt osłabiony i mogą mu długie spacery zaszkodzić) odsłabiło mu znacznie mięśnie a pogłębiła to głodówka teraz od prawie trzech tygodni nie ma rozwolnienia i może niewiel przytył ale z pewnością zauważalnie nabrał sił widocznie brak rozwolnienia, dobre, zdrowe jedzonko i treningi na trawie poprawiły nie tylko ogólna kondycję psa ale także mięśnie nóg nadal łapki się pod nim uginają i plączą ale stopy stawia juz w 90% prawidłowo a to powoduje, że nie kaleczy sobie tych biednycch łapek dzisiaj biegał po ogrodzie tak ok. 5-6 godzin, oczywiście polegiwał sobie pod krzaczkami ale nie siedział nieruchimo w kojcu wypatrując kogokolwiek kto by sie nim zajął on uwielbia być dotykany - siedziałam z nim na ławeczce i drapałam po głowie, za uszami, w szyjkę a on zamarł w bezruchu i wczuwał się z takim błogim, śmiesznym wyrazem pyska i widać, że bardzo chce do domu - ale jeszcze Jaskier nie jest na to gotowy Serwo na spotkanie z Jaskrem jest gotów - on po prostu olewa wszystkie psy jemu równe, próbuje dominowac słabsze i poddaje się silniejszym - ot zna prawa rządzące stadem a w ogóle jest cudnym przytulasem i chyba zmieni imię - nasz Pan ogrodnik nazwał go Hetman i pies wyraźnie reaguje na to imię - hmmm chciałam żeby był Serwo ale jak pies nie będzie chciał i wybierze inne imię to cóż niech tak będzie widac ten Hetman musi przypominac dźwiękiem jego imię, którego niestety nie znamy
-
Kasie to cudnie, że on taczki nie potrzebuje i odzyskał energię i chęć życia a sąsiadowi to może prawdę powiedz, żeby swojego psiaka nie 'tępił'
-
Lotnik- Czy ktoś odmieni mój los? - opowieści z nowego domu
irma replied to Ania&Kropka's topic in Już w nowym domu
[quote name='Camara']no tiiiaaa... :icon_roc: wydawałoby się, że list napisał jakiś wyjątkowo grzeczniutki Lotnik. A mnie doszły słuchy, że jakiś Lotnik przyprawił Hanię o palpitacje serca, tj. schował sie i Hania myślała, że... uciekł :roll: I szukała... szukała.... szukała.... Lotniku, czy to ty??? czy to tylko zbieżność imion???? :lol:[/quote] upsss :oops: :oops: :oops: ja tylko sobie chciałem zobaczyć co jest w kocich miseczkach i 'sie zamkło' -
Chojrak,wyrwany z objęć morbitalu ...ma swoj dom!!!!Udalo mu sie!
irma replied to Abi's topic in Już w nowym domu
Chojraczek w górę do domku -
Niewidoma Kluska.Dojechala szczesliwie do DOMU :) :) :)
irma replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
[quote name='akucha'] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img123.imageshack.us/img123/539/schroniskomaj20060260ji.jpg[/IMG][/URL][/quote] cudna sunia -
Lotnik- Czy ktoś odmieni mój los? - opowieści z nowego domu
irma replied to Ania&Kropka's topic in Już w nowym domu
drogie cioteczki dogojakieśtam dawno do Was nie pisałem i nie wiem czy mnie jeszcze pamiętacie - to ja Lotniczek, maleńki psiaczek rasy owczarek warmińsko-mazurski średni u nas w domu duuużo zmian (jak fajnie pisac 'u nas w domu", co?) w ogrodzie zamieszkał nowy pies, jakiś taki strasznie dziwny najpierw był kudłaty i tak ślicznie pachniał, samymi qoopkami - cudnie a potenm hania gdzieś go zabrala i wrócił - niby to był on, bo zapach ma podobny, ten taki hmmmm zapach podstawowy bo qoopkami to on już nie pachniał, ale wrócił bez futerka i uszy ma takie wielkie no więc ten nowy mieszka w ogrodzie i jak biega z nami na spacerze to ciągle piszczy - nazwali go Serwo Zbój ale powinien nazywać się Łysy Piszczek chociaż nie będę dla niego wredny niech już będzie Serwo - bo on w sumie taaaki biedniutki i chudziutki jest i opowiadał mi, że w schronisku bardzo mu źle było a ja jak byłem w schronisku to nie byłem chudy i nie było tak źle tylko hani nie było ani żadnego mojego ludzia ani żadnej kanapy no i ogrodu tez nie było no to smutno mi było a teraz już mam swoje stado, swoją rodzinę znaczy i mam dom i miseczkę i posłanie chociaz z tym posłaniem to nie wiem czy mam czy nie mam, bo ciągle mi je jakiś pies albo suka zajmuje i wtedy muszę, no po prostu musze spac na kanapie a w domu jest zakaz spania na kanapach - oczywiście zakaz został wprowadzony dla psów bo koty i człowieki to mogą spac na kanapach - i gdzie tu ideały demokracji - równość, braterstwo i takie tam no więc ja muszę łamać te zakazy i ciągle żyję w niepewności czym to się skończy no ale wracając do zmian no to nie pamiętam czy już Wam pisałem, że w grudniu przyjechała do nas Saba. Saba to taka czarna kociczka z jednym białym wąsem. Była chora ale juz jest zdrowa i nawet lubię jak mnie zaczepia i wtedy się bawimy. A w lutym mieliśmy w domu szczeniaki. W ogóle mieliśmy kilka razy szczeniaki i potem jacyś ludzie je zabierali. Ale te w lutym to były nasze szczeniaki i nawet jeden przyjechał z Olsztyna i przywiozła ją, tą szczeniaczkę maleńką, jeszcze ślepą, moja Ania, ta sama Ania co mnie w schronisku w Olsztynie na spacerki wyprowadzała i miziała. Fajnie jest spotkać Anie już w swoim domu a nie w schronisku na nią czekać. No i z tymi szczeniaczkami to było tak,że mnie za ogon łapały i na mnie właziły. Irma to się nawet cieszyła jak na nią wchodziły i się z nimi bawiła ale Jaskier to nie chciał się z nimi bawić i od razu im to mówił a one od razu wiały na legowisko w łazience. No i teraz mamy jednego szczeniaczka u siebie i jest nasz i to jest taki mały Piegus. Jest mniejszy nawet ode mnie i ma czarne i białe łaty i piegi na nosku i na łapkach i ma taki strasznie śmieszny różowy brzyszek w czarne kropeczki. I dlatego nazywa się Piegus. Piegus bawił się z Irmą i teraz ma chorą łapkę. Tak to jest z dziewczynami - one są niebezpieczne dla nas chłopaków. I w ten sposób w naszym stadzie jest sześć psów i dwa koty. Ciekawe kto będzie następny - oj dobrze, że Pan tego nie czyta bo by było, oj było ... Pogoda jest ładna ale w ogrodzie nam nie pozwalają szaleć tylko się tam jakieś człowieki kręca i cos ciągle robią - kamienie układają i mówią, ze to bruk i ścieżki, albo taką kupę kamieni ułożyli i mówią, że to będzie kaskada. A wody do stawu nie chca wpuścić. W ogóle bałagan zrobili i nie możemy się doczekac kiedy skończą bo wtedy nam hania pozwoli biegac całymi dniami. Cięzki jest los psa. Rano czekam pod drzwiami aż hania wyjdzie z sypialni i idę za nią do łazienki. Czekam pod drzwiami. Potem hania idzie z nami do ogrrodu i sobie sikamy i robimy kupki i biegamy. Wracamy do domu i hania idzie się myć w łazience więc my, to znaczy ja i Jaskier szybko biegniemy do tej łazienki, żeby hania nie zdążyła nam drzwi zamknąć. Wchodzimy - Jaskier kładzie się w jednym kącie a ja w drugim a hania się myje. Więc my też się troche pomyjemy. I patrzymy jak hania taką szumiąca i wiejąca maszyna sobie po własach wieje. A jak Pan wejdzie i chce nas wyrzucić to tylko błagalnie na hanię patrzymy a ona na Pana od razu warczy, że lubi jak psy sobie z nią się myją i Pan się zmywa i już się z tym pogodził, że my też się musimy rano w łazience umyć. Potem idziemy do kuchni i hania wyciąga miski i przygotowuje jedzenie dla nas. Pierwsze dostają koty - phi, tez mi sprawiedliwość, żeby te mruczydła przed psami się najadały. Potem hania wyciąga nasze jedzonko a jak je do misek nałoży to od razu na blat wskakuje Saba i zaczyna z naszych misek wyjadac. Ale hania ją przegania, co czasem jest bardzo trudne, i daje nam jeść i pilnuje, żebyśmy jedli ze swoich misek a nie z cudzych. Ale w cudzych jest przeciez cos lepszego, prawda? No i potem znowu idziemy na spacer a przed tym drugim spacerem hania idzie karmić Serwa i go chyba też na spacerek bierze bo potem czuję jego zapach na trawie. Serwo zwykle z Irmą sobie spaceruje. No i niestety zaczyna się mniej przyjemna część dnia bo hania idzie do pracy a ostatnio chodzi sama bez żadnego psa, nawet beze mnie. Ale potem wraca i znowu nas karmi i na spacerek zabiera a potem to już jest w domu i sobie albo po ogrodzie łazimy albo w domu siedzimy i ja cały czas chodze tak, żeby hania mnie widziała albo czuła. Teraz też leżałem sobie na jej nogach. oj świat jest piękny i jeszcze tylko napiszę, że czuję się dobrze, codziennie ładnie jem swoje lekarstwa, jestem wesoły i pełen chęci do życia i sobie tak marzę, żeby wszystkie pieski i kotki i inne zwierzaczki miały dom i rodzinę i swoja hanię papa cioteczki buziaki dla wszystkich mizianka i polizanka dla wszystki stworzeń dużych i małych Wasz Lotnik (obronny pies domowy) -
Spójrzcie na te zdjęcia.Wiktor ma wreszcie dom!!!!!
irma replied to asiuniap's topic in Już w nowym domu
[quote name='asiuniap'][SIZE=3][B]Czy ma ktoś patent, jak oduczyć psa kopania w ogrodzie???? [/B][/SIZE][/quote] jest kilka sposobów 1. nie spuszczać z oczu ani na ułamek sekundy 2. uwiązać i nie puszczać luzem 3. wysypac cały ogród kamykami - żwirkiem, po co komu trawa albo grządki 4. i tu już poważnie - ja wysypałam miejsca, w których najczęściej kopały moje psy zmieloną ostrą papryka - kichały, prychały i trochę pomogło -
i co ? wykąpany? pachnący?