-
Posts
10956 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Bonsai
-
Rozliczenie zrobiliśmy już wczoraj, ale nie miałam już sił go tutaj wrzucić. Okazało się, że zebraliśmy wystarczająco pieniędzy, by pokryć dług w lecznicy. :) Dziękujemy Wszystkim, którzy pomogli nam finansowo i wpłacali nam pieniądze na wszelkie zabiegi. Pomogły nam też fundacje: Fundacja Psia Wachta i Fundacja Dwa Plus Cztery. Łącznie zebraliśmy 3165,09 zł z czego po opłaceniu rachunku w klinice (2500 zł), przejazdów do Wrocławia oraz karmy zostanie 515,09 zł. Chcielibyśmy przeznaczyć te pieniądze na dokończenie ogrodzenia wybiegu dla psiaków takich jak Eden, mieszkających w schronisku, które od dwóch lat nie mają swojego wybiegu i wychodzą tylko z nami raz dziennie na spacery - dzięki wybiegowi będą miały możliwość pozostania nawet na noc na ogrodzonym, dużym terenie, zamiast w ciasnym boksie. Poza tym kolejne dwa staruszki z boksu eksperymentalnego źle się czują: ONka Dakota, która zaczęła reagować agresją na jakikolwiek dotyk i w ogóle nie siada; i Murzynek, który chodzi "zgięty", a najchętniej w ogóle by nie wstawał z miejsca. Weterynarze rozkładają ręce i polecili zrobić rentgen - chcemy oba psy zdiagnozować, by dzięki dobraniu odpowiednich leków polepszyć ich komfort życia. Wsparcia potrzebuje też Seiko, który jest w DT: http://www.dogomania.pl/forum/threads/237358-Seiko-staruszek-wrócił-z-adopcji-schronisko-śmierć-Ma-DT-potrzebne-wsparcie (tu też muszę zabrać się za rozliczenie, bo obecnie Seiko jest ok. 100 zł na minusie). DZIĘKUJEMY WAM WSZYSTKIM W IMIENIU SWOIM ORAZ EDENA!
-
SKARPETA OWCZARKOWA Dla bezdomnych Cywilów, Szarików, Rexów i Alexów
Bonsai replied to egradska's topic in Owczarek niemiecki
[quote name='DONnka'][SIZE=3][B]Mieliśmy zafundować Edenowi specjalną uprząż, która pomogłaby mu w rehabilitacji po amputacji łapy ... Nie zdążyliśmy :( Wywiązały się kolejne komplikacje... Eden się poddał, nie chciał już walczyć .... Odpoczywa za TM [*][/B][/SIZE] Pozostał jednak do spłacenia ogromny dług w lecznicy :shake: [SIZE=3][B]Czy zgadzacie się, aby pieniądze, które przyznaliśmy Edenowi przeznaczyć na spłatę długów po nim ???[/B][/SIZE][/QUOTE] Bardzo dziękuję za wsparcie dla Edena, Skarpeta jak zwykle stanęła na wysokości zadania! Udało nam się jednak zebrać wystarczającą kwotę na spłatę długu po Edenie, więc niech inne potrzebujący owczarki skorzystają z Waszej niezawodnej pomocy. :) Raz jeszcze dziękuję, szkoda tylko, że tym razem nam się nie udało... :( na szczęście Eden nie byl sam w tych ostatnich chwilach, czuwała przy nim jego ukochana opiekunka, zasnął w jej objęciach... -
Tak, wsparcie jest potrzebne, ale jeszcze nie wiemy ile dokładnie brakuje, ogarniamy podliczenie, dziś albo jutro będzie jasna sytuacja ile jeszcze potrzebujemy.
-
Aneta, jego opiekunka pisze: Do kliniki przyjechałam około 12:00 - wyprowadzono do mnie Edena, był bardzo słaby. Usiedliśmy na trawie, aby pobył trochę na dworze. Od lekarza dowiedziałam się, że z wycieku z rany pobrano próbkę i wysłano ją na uczelnię, do zbadania, z czym mamy do czynienia - wyniki miały być niestety dopiero w poniedziałek, z powodu weekendu. Rana miała założone sączki, z których cały czas sączył się jakiś płyn, przemywano ją kroplówką. Byłam przy Edenie przez cały czas, aż do 21:30, nie zostawiłam Go choćby na moment samego, uspokoił się, leżał przy mnie. Był trochę nieobecny, prawdopodobnie na skutek przyjmowanych środków przeciwbólowych. Czekałam dość długo na rozmowę z lekarzem, bo mieli wyjątkowo dużo pacjentów, do tego nie było tego dnia lekarza prowadzącego Edena, miał być dopiero w poniedziałek. Ale gdy w końcu przyszedł do nas, porozmawialiśmy o wynikach badań: tomografia wykazała duży problem w kręgosłupie, wskutek czego Eden miałby ogromne problemy z utrzymaniem przedniej części ciała na jednej łapie; chorą prostatę; śrut w ciele oraz zmieniony kolor tkanki okalającej płuca, co mogłoby sugerować, że nowotwór dotarł już tam. Najgorsze było jednak nadal to sączenie się płynu z łapy, którego nie można było nijak zatrzymać i z czym walczyliśmy od samego początku.. W rozmowie ze specjalistą onkologiem dowiedziałam się, że gdyby Edenowi ucięto łapę od razu w barku, wtedy bakterie z palców nie zawędrowały tak wysoko - ale oczywiście była to tylko hipoteza. Tego dnia, którego przyjechałam, Eden miał dodatkowo wymioty brunatnego koloru - wymiotował po wypiciu wody, bo nic tego dnia nie zjadł. Lekarz powiedział, że wciąż mieli nadzieję, że Edena uda się uratować, ale teraz wydaje mu się, że raczej nie ma już żadnych szans i trzeba pomyśleć o eutanazji. Musiałam więc podjąć decyzję - i podjęłam ją. Gdy powiedziałam o tym lekarzowi i ten wyszedł do kolejnego pacjenta z wypadku, a ja zostałam sam na sam z Edenem, Eden spojrzał na mnie bardziej przytomnie niż wcześniej i polizał mnie po twarzy.. I jestem pewna, że wiedział, co się dzieje, gdyż to samo zrobiła moja Szekla, gdy żegnała się ze mną przed śmiercią. A potem znów stał się nieobecny, to był nasz ostatni prawdziwy kontakt.. Czekaliśmy potem na przyjście lekarza, wsłuchując się z niepokojem w każde kroki na korytarzu, Eden podnosił wtedy głowę i miał strach w oczach.. Ale gdy lekarz już nadszedł, był całkiem spokojny, tylko ciężko oddychał. O 21:30 odszedł, wtulony w moje ramię, patrząc mi w oczy.. Dziękuję wszystkim, którzy nas wspierali - emocjonalnie i finansowo. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby uratować naszego przyjaciela i Wy nam w tym pomogliście. Tym razem się nie udało, ale następnym może się udać, dlatego zawsze będziemy próbować. Ci, którzy twierdzili, że powinniśmy zrezygnować już wcześniej - mylą się, trzeba walczyć do końca, bo zawsze jest nadzieja. To samo powtarzał nam dr Niedzielski - jeśli decydujemy się leczyć zwierzę, musimy próbować do końca, bo możliwości jest bardzo dużo i zwykle któraś skutkuje. W przypadku Edena nikt po prostu nie zdawał sobie sprawy, jak ogromnie zniszczony jest Jego organizm.. Zawsze będzie przy nas, w naszych wspomnieniach i we wspomnieniach psów, które zdążyły Go poznać i dzieliły Jego schroniskowy los.
-
-
-
-
-
-
-
-
-
Eden jest już w swoim raju... Mimo, że próbowałyśmy wszystkiego, zderzyłyśmy się z brutalną rzeczywistością i niesprawiedliwym losem - nie było szans na życie dla Edena bez bólu, nawet przez dzień czy dwa. Umierałby w bólu przez kilka dni... Szczegółowe badania wykryły m.in. nowotwór złośliwy, który zaatakował cały organizm; pies był napakowany śrutem i to ten śrut mógł uszkodzić kręgosłup; pies stracił wzrok całkowicie; rana po kolejnej amputacji znów jest zakażona. Nawet nie było już miejsc na ciele psa, w których można było wbić się z wenflonem... Aneta pojechała do Niego z samego rana. Ucieszył się na jej widok, ale potem znów powrócił do marazmu, warczał na wszystkich, nie próbował wstawać, nawet na ukochane słowo "spacerek". To on podjął tę decyzję. Jutro napiszę więcej, dziś już nie mam sił.
-
Eden będzie miał zrobioną tomografię, niepełną, ale trzeba zrobić choć jedno zdjęcie, aby dowiedzieć się, w jakim kierunku zmierzają te zmiany i czy (i jak) można Mu pomóc.
-
Dalsze badania wykazały, że nie ma szans, że pies będzie poruszał się na trzech łapach, de facto pozostaje mu jedna sprawna łapa. W bardzo krótkim czasie może dojść do paraliżu tylnych łap ze względy na ucisk na pewny odcinek kręgosłupa. Należałoby zoperować kręgosłup, najpierw jednak wykonać rezonans. Koszty zabiegu i diagnostyki są ogromne, a i tak nie dają pewności, że się uda. Eden jedzie do Kalisza, do Anety, którą kocha i przy której czuje się bezpieczny. Jeżeli ma odejść, to nie w szpitalnej klatce. Na tę chwilę pies się nie podnosi i fizycznie nie ma takiej możliwości ze względu na uszkodzenie kręgosłupa. Wcześniej udawało się mu chodzić ponieważ odciążał tylną część ciała opierając się na przodzie. Obecnie przodu brak... Nie wiem, nie wyrokujemy jeszcze, skonsultujemy Go z ortopedą... Może pies zawalczy, jak będzie miał wolę walki, to i my będziemy walczyć, ale prawdę mówiąc wygląda to beznadziejnie... Bardzo się boję, że będziemy o Niego walczyć i skończy się to dla Niego tylko większym cierpieniem. Nie liczy się długość życia, a jego jakość. Jeśli miałby żyć w ciągłym bólu... to ja bym nie chciała tak żyć. To zawsze są trudne decyzje. Z drugiej strony, on już tyle wycierpiał, i co - na marne? Jeśli istnieje realna szansa, by mu pomóc - to pomożemy. Na pewno jego cierpienie nie będzie przedłużane jeśli nie znajdzie się realna szansa pomocy.
-
Zrobili mu zdjęcie rentgenowskie... Eden ma poważne schorzenie kręgosłupa i dlatego główny ciężar ciała opierał na przednich łapach... Schorzenie to jest nieoperacyjne... Jakimś rozwiązaniem byłoby podtrzymanie tylnich łap wózkiem... Tylko co to za komfort dla psa, który nie ma przedniej łapy, ani woli życia... To przez ten kręgosłup teraz nie wstaje... Musimy dać odpowiedź czy ratujemy za wszelką cenę czy decydujemy się na uśpienie...
-
Aneta rozmawiała z dr, który powiedział, że wieczorem podczas zmiany opatrunku łapa była spuchnięta, więc należało podjąć decyzję. Liczył się z tym, że to pies schroniskowy i że być może nie opłacimy całości rachunku, ale trzeba było ratować psa. No i że to jego osobista porażka, bo chciał utrzymać mu łapę, by psiak mógł poruszać się w miarę normalnie, z protezą. Za to mamy złe wiadomości o samopoczuciu Edena. Nie je, nie pije, nie wstaje, nie chce wychodzić na spacery. Ma fatalne samopoczucie psychiczne, poddał się. W dodatku pogorszył mu się wzrok - jedno oko miał trochę sprawniejsze, mniej przyćmione, a teraz oba są w zasadzie jednakowe.... Warczy na wszystkich, nawet na tych, których dotąd bardzo lubił. Dziś była jedna wolontariuszka, która odwiedziła Go również w zeszły wtorek i jest zszokowana Jego stanem psychicznym. Podobno "pies wygląda jakby miał nie dożyć do poniedziałku". Wolontariuszka porozmawia z rodziną, czy do poniedziałku psiak mógłby pobyć u niej, a nie w szpitaliku... Wtedy byłby we Wrocławiu, ale przynajmniej można byłoby podjechać do weta w razie potrzeby. Jeśli nie będzie mogła Go wziąć, to Aneta po Niego jedzie i w DT w Kaliszu będzie dochodził do siebie.
-
Nam też nie zależy na aferach i jątrzeniu sprawy, po prostu nas to martwi, bo pies cierpi coraz bardziej. Weterynarz jest powszechnie polecany jako dobry chirurg, stąd zapadła decyzja o jego wyborze. Może były jakieś wskazania medyczne do tego, by nie ciąć tej łapy od razu - niestety nie mamy wystarczającej wiedzy, by to zweryfikować. Ufamy weterynarzom, ale pytania się pojawiają i po prostu chcielibyśmy znać odpowiedzi. No i mimo wszystko wolałybyśmy być poinformowane o kolejnej operacji przed przystąpieniem do niej, a nie po fakcie... Tym bardziej, że rodzi to kolejne koszty, a przecież weterynarze wiedzą, że to pies schroniskowy i pieniądze na niego same zbieramy. Nie chodziło nawet o to, by polemizować z decyzją, tylko po prostu o tym wiedzieć wcześniej. To trochę dziwne. Mam jednak ogromną nadzieję, że tyle przeszkód i komplikacji zaowocuje dobrem psa, bo o to nam wszystkim chodzi. Poza tym jutro mam obronę, a w ogóle nie mogę skupić się na nauce, bo martwię się o Edena i przyjaciół! A nie ma mnie fizycznie w Kaliszu (o Wrocławiu nie wspominając), więc nie mam jak pomóc... :(
-
[quote name='yucca']Zapraszam na szybki bazarek dla Edena, zajrzyjcie chociaż i podrzucajcie :) http://www.dogomania.pl/forum/threads/244790-No%C5%BCe-Thomas-Rosenthal-Group-dla-Edena-do-10-lipca?p=21011756#post21011756 Dziękuję za bazarek. :)
-
Trochę nas dziwi tak nagła decyzja o ucięciu łapy, więc dopytujemy (tym bardziej, że mieliśmy info z lecznicy dzień wcześniej, że jest coraz lepiej). Dziś Aneta dzwoniła do lecznicy i co prawda nie zastała dr, a rozmawiała z pielęgniarką, która też wyraziła zdziwienie, że nikt do nas nie zadzwonił (choć widnieje wyraźna adnotacja, że prosimy o telefon o każdej porze dnia i nocy). Pani wytłumaczyła, że zapadła nagła decyzja o ucięciu łapki jak najwyżej, ponieważ nagle łapa spuchła i pojawiły się jakieś odczyny zapalne, a skóra zaczęła się rozstępować. Podobno lekarz ocenił, że to nowotwór, którego Eden miał w stopie, rozprzestrzenił się na resztę łapy, dlatego ucinając nogę, chciał zahamować jego przenikanie dalej. Jest w tym wszystkim wiele niewiadomych dla mnie przynajmniej, ale może jutro lekarz rozwieje nasze wątpliwości.. Nie wiem czemu nie zapadła od razu decyzja o amputacji całej łapy? Czemu nikt nie zadzwonił? No i najważniejsze, czy ten nowotwór na pewno już się zatrzyma? No i nie powiem - rachunek nas zwalił z nóg... Nie wiem czy to nad nami wisi jakieś fatum, czy nad tym biednym psem, ale teraz naszym największym marzeniem jest znaleźć Mu DOM.
-
Musimy pomyśleć jak znaleźć Mu dom. Nie chcę, by całe to jego ogromne cierpienie poszło na marne... Bo co, leczyliśmy go, zadając Mu ból, tylko po to, by znów wrócił do schroniska? Nawet w najlepszym schronisku i boksie nie będzie miał tak jak w domu. Dlatego po wypłacie aktywnie drążę temat jego adopcji. No ktoś musi się znaleźć, kto pokocha Go tak jak my, i ma warunki...
-
Cóż, formalnie Eden jest wciąż psem schroniskowym, bo nie został adoptowany. Jednak nie ma problemu, by środki na niego nieustannie zbierała fundacja, bo najbardziej zaangażowana w jego historię osoba jest członkiem tej fundacji. Można pomyśleć, by Ewen formalnie również był pod skrzydłami fundacji, ale to zmieni tylko tyle, że w razie czego nie za bardzo będzie mógł wrócić do schroniska...
-
Edena zabieramy w poniedziałek - trzymajcie, proszę, kciuki, aby tym razem nie było komplikacji!! I niestety znamy już rozliczenie.. do zapłaty za pobyt w klinice, lekarstwa oraz zabiegi jest ok. 2500 zł :( Za pieniądze, które wpłynęły do nas i do fundacji (2145 zł): - fundacja spłaci fakturę na 1200 zł za część pobytu, - zakupiliśmy karmę suchą i mokrą dla Edena za kwotę 76 zł, - trzymamy 100 zł na przewiezienie Edena z Wrocławia do Kalisza, - zostanie też zakupione nosidło dla Edena za 250 zł (200 zł ufunduje jak zwykle niezawodna Skarpeta Owczarkowa!) co oznacza, że brakuje nam 781 zł do zapłacenia w klinice, nie licząc późniejszego utrzymania Edena, lepszego jedzenia po tych kilku operacjach.. Dacie radę pomóc?
-
Myszka -w domu jest dziecko uczulone na sierść. PROSZĘ O RADY :(
Bonsai replied to obraczus87's topic in Już w nowym domu
[quote name='Nutusia']Czy znacie kogoś, kto zrobiłby wizytę PA w Radzyminie?...[/QUOTE] betty-labrador jesy z Radzymina -
Właśnie... Zapewnimy mu dożywotnią opiekę weterynaryjną, behawiorysty, a także wyżywienie. Tylko niech ktoś, kto ma warunki, da mu ciepły kąt.