-
Posts
10956 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Bonsai
-
To podaj mi swój e-mail, bo nie wiem, czy gdzieś go mam. Straszne jest to, co piszesz! Biedna Becia. Wiadomo, że umowa niewiele pomoże, jeśli pies już zginie, ale żyję nadzieją, że gdy ludzie mają świadomość, że jak złamią jakiś zapis umowy, to zaboli ich kieszeń, to bardziej pilnują ich przestrzegania. A i jakiś przesiew ludzi to też jest - wychodzę z założenia, że uczciwy i sumienny przyszły opiekun psa, a tylko w takie ręce chce wydawać moich podopiecznych, nie będzie miał obaw podpisując tę umowę. ;)
-
Kary można wyegzekwować na drodze sądowej, jeżeli dobrowolnie nie opłacą - prosta, szybka wygrana. Odebranie psa może trwać, jeżeli policja nie będzie chciała współpracować, ale możliwe jest przecież również odebranie psa w drodze egzekucji. A, że trwa - gdy za każdy dzień opóźnienia płacić będą 20 złotych, to całkiem niezła sumka by się uzbierała dla psiaków. Nie sądzę, by ktoś nie wymiękł i jednak nie oddał psa. Cały czas podpisuję taką umowę. Po przytoczeniu zapisu o kastracji brzmi restrykcyjnie, ale generalnie staram się zrównoważyć interesy. Mogę podesłać Wam umowę. Jest napisana tak, że gdy ktoś ma dobre intencje, to naprawdę nie ma się czego bać. Ludzie od owczarki, jak dzwonili to pytali jakie są warunki adopcji, bo ich sąsiadka kiedyś chciała adoptować kota i wolontariusze mieli takie wymagania, że zrezygnowała i kupiła. Oni bali się, że będzie podobnie. Podesłałam im umowę i nie mieli do niej żadnych zastrzeżeń. Ja staram się podsyłać umowę przed adopcją na maila, z prośbą o przeczytanie i wskazanie ewentualnych uwag bądź wątpliwości. Wyjaśniam też część zapisów i podkreślam w rozmowie te najważniejsze. Jeżeli miałaś jedynie zapis, że - przykładowo - pies nie może być puszczany luzem w pierwszych 3ech miesiącach etc. i tyle - to na drodze cywilnej bardzo trudno byłoby Ci uzyskać odszkodowanie. Musiałabyś udowodnić, że te zdarzenie (że puścili psa luzem) miało miejsce (powiedzmy, że to się da jeszcze zrobić), że powstała szkoda (tu byłoby bardzo trudno określić wysokość szkody, bo sam pies dużej wartości materialnej nie ma) oraz, że pomiędzy tym zdarzeniem a szkodą zachodzi związek przyczynowy. Innymi słowy - nie ma zbyt dużych szans. A w przypadku, gdy w alternatywnej sytuacji ktoś spuści psa ze smyczy w okresie 3 m-cy od adopcji, a w umowie masz karę umowną, to udowodnić musisz tyle, że pies był puszczony ze smyczy. Wystarczy, że napisała Ci smsa o takiej treści, i już udowodnione. Krótka sprawa w sądzie.
-
Z racji zawodu wiem, że umowa musi być naprawdę dobra, by była użyteczna w takich sytuacjach. W przypadku kastracji wyznaczony mam termin - ale na tym się nie kończy, bo obwarowany jest dodatkowymi zastrzeżeniami: jeżeli ktoś nie wykona zabiegu w tym terminie, to w drodze jednostronnego oświadczenia woli mogę umowę rozwiązać, i psa odebrać, a osoba ta płaci kary umowne (zarówno za niewykonanie zabiegu, jak i za nie wydanie psa w terminie). Dodatkowo na moje wezwanie, jeżeli mam wątpliwości czy kastracja została wykonana - adoptujący musi okazać dokumentację medyczną. I znów, jeżeli nie - to kary umowne. Samo wyznaczenie terminu, to byłoby za mało.
-
Dokładnie - a jakie oburzenie, gdy warunkiem adopcji jest kastracja! Nie są - gmina tego nie robi, bo kasa. Poza tym nawet w tych warunkach nie ma na to szans. Psa po takim zabiegu muszą być w sterylnych warunkach, a nie w obsranych boksach... Ale gdy wyadoptowujemy psy z naszą umową, to jest tam zapis o obligatoryjnej kastracji w terminie 3 miesięcy od adopcji. Rasowca bez tego bym nie wydała.
-
Podsunę im innego pieska, ale z Warszawy, bo lepiej, by przed adopcją psiaki się poznały.
-
Ten domek nie jest dla Kamy - to zdanie moje, Isiaczekk i mojego TŻta, który był z nami. Rodzina ogólnie bardzo sympatyczna, ale Kama by się tam nie odnalazła. Z Alanem (psem) dogadała się całkiem ładnie, ale naszym zdaniem Kama jest zbyt trudnym, delikatnym psem dla tych ludzi, którzy psy kochają, ale wiedzy na ich dużej nie mają. ;) Poza tym okolica nie jest najlepsza dla Kamy - jest tam generalnie spory ruch, w pobliżu nie ma większego terenu zielonego. Nie mogłaby być nigdy spuszczona ze smyczy. Poczekajmy dalej. Dziś miałam jeszcze jeden telefon w jej sprawie - wstępnie jesteśmy umówieni na sobotę. Tym razem dom poza Warszawą, na jej obrzeżach, więc pod tym względem dobrze! Resztę ocenimy po spotkaniu. :) A swoją drogą, muszę powiedzieć, że widzę ogromną zmianę w Kamie - na zdecydowany plus. Widać, że Sylwia włożyła w jej wychowanie dużo pracy i Kama bardzo jej ufa. Widać u Kamyka stres w takich sytuacjach jak dziś, ale jej zachowanie jest nieporównywalnie lepsze niż dawniej. Wie, że może na Sylwię liczyć i to dodaje jej nieco odwagi. Ech, gdyby tylko Sylwia mogła Kamyka zatrzymać... ;)
-
Pierwszą stronę chciałam już wczoraj zaktualizować, ale czekałam na przepisanie wszystkich postów z pierwszej strony na mnie, bo powoli brakuje mi miejsca - mod jednak jeszcze nie zadziałał. Jak dziś nie zrobi to zaktualizuję i tak. Z metrówką nie głupi pomysł, ale niestety nie każdy pies da sobie tak majstrować przy sobie - ta czarna sunia nie podchodzi bliżej niż do wyciągniętej dłoni. Tak, zawsze staram się tak robić zdjęcia - ale nie zawsze się tak da. Przy tej suczce nie miałam takiej możliwości, bo bała się, by podejść tak blisko, a pies do tego zmuszany nie wygląda zachęcająco. Mojrę już zdejmij koniecznie - bo telefonów mam o nią mnóstwo, ale większość to jakaś masakra. Karmelka może jutro zdejmiemy żeby nie zapeszać. ;)
-
Owczareczka w drodze do bardzo dobrego domu - koło Poznania (wypatrzyli ją na gumtree.pl). Dom z ogrodem, ale będzie domową sunią. Dziewczynkę sunia pokochała od pierwszego wejrzenia (z wzajemnością). Generalnie od razu między rodzinką a nią zaiskrzyło. Jestem z ludźmi w kontakcie, więc pewnie będą i fotki. :) Przed wyjazdem poszli z nią jeszcze na dłuższy spacer, bo Mojra była bardzo spragniona ruchu. :) Dziś przyjechali również młodzi ludzie spod Kalisza w sprawie Karmelka. Jutro przyjadą go adoptować, bo dziś nie mieliśmy książeczki. Karmelek zamieszka w kamienicy. :)
-
A to maleństwo... och, ciężko będzie mu/jej pomóc w przytulisku. Nawet nie jesteśmy w stanie poznać płci tego psa (na 80% obstawiamy, że to suczka)... Zawsze siedzi w budzie, a gdy tam zaglądamy, kamienieje udając, że jest niewidzialny/a. Jest przerażony/a. Gdy wpychaliśmy słomę do jego/jej budy, próbował/a kąsać. A to śliczne stworzenie, niewielkie - ok. 7-8 kg ważące. Niestety bez DT nie ma najmniejszych szans na adopcję. Plus jest taki, że psiak jest młody - więc i szanse na rehabilitacje większe.
-
A czy na Twoim monitorze są czekoladowe? Staram się obrabiać zdjęcia tak, by oddać naturalny kolor sierści, ale z tym różnie wychodzi. Nie jest wysoka, głową nie sięga kolana. Niestety nie mam zdjęć przy człowieku, bo się boi, więc jest w stanie podejść jedynie do wyciągniętej ręki, ale nie bliżej. Dziękuję. :) Oczy rzeczywiście ma śliczne.
-
A do niej pasuje mi imię Raksa To młoda suczka, ale niezbyt pewna siebie. Widać, że chce się zapoznać z człowiekiem, ale ostrożność jej nie pozwala, by podejść do bliższej interakcji. Chce się bawić, ale nie ma odwagi. W swoim strachu Jest niestety szczekliwa - w ten sposób daje upust nadmiarom emocji. Ma około 1 roku, jest nieduża (około 8-9 kg) i przepiękna, ale to widać. :)
-
A teraz przedstawiam Wam kolejnego pieska z "G" - moja propozycja imienia to Hugo. Hugo ma około 5 lat, ale na tak małego pieska to wcale nie wiele. Głową nie sięga nawet kolan. Ma jednak dość krępą budowę ciała, co czyni go uroczym krótkołapym pakerem. ;) Ale bardzo spokojnym i sympatycznym. W boksie cichutko czeka na swoją kolej. W boksie jest bardzo smutny i zrezygnowany. Chyba kiedyś był czyimś kochanym psem. Wie jak się należy zachować i uwielbia podróże samochodem - otwarte drzwi to zaproszenie do wycieczki. :) On zalicza się do psów, o których śmiało można powiedzieć, że "będzie wdzięczny za adopcję".
-
Nie ma co drzeć szat. Bajeczka już w drodze do domu, do Poznania. :) Państwo niestety mieli przeprawy z gminą. Bo choć prosiliśmy weta przed weekendem, by zaszczepił wszystkie psy (bo bez książeczek i szczepień gmina nie chce wydawać psów, ale ze szczepieniami zwlekają do momentu, gdy powiemy, że ktoś chce psa adoptować), to książeczki w gminie nie mogli znaleźć. W związku z tym nie chcieli wydać psa. Po naszej interwencji ostatecznie zgodzili się, że doślą książeczkę pocztą... Masakra. Na szczęście Państwo się nie zniechęcili, i gdy z nimi rozmawiałam, byli już w drodze do Poznania razem z suczką, która siedziała zawinięta w kocyk. Szczęścia, malutka!
-
U Diego wszystko w porządku - ostatnio rozmawiałam z właścicielem w Sylwestra, jedynym "problemem", jaki miał z Diego to, że na spacerach Diego (spacerujący na lince) szarpie, gdy kończy się linka (co przy jego masie jest dosyć bolesne). Na smyczy natomiast chodzi ładnie. Generalnie złego słowa o Diego nie są w stanie powiedzieć. Mówią, że jest fantastyczny.
-
Nowa dogomania - co i jak? Oraz lista "usterek".
Bonsai replied to maciaszek's topic in Administracja
Mnie męczą piętrzące się bannerki w sygnaturach... -
Z Bajeczką wyszło dziwnie... Rozmawiałam z Panią z Wrocławia w sobotę i przekazałam numer telefonu do Wojtka. Po kontakcie z Wojtkiem Pani stwierdziła, że chyba poszuka pieska bliżej Wrocławia... Za to rodzina, która była obejrzeć Elmo w sobotę, stwierdziła, że adoptuje Bajeczkę i mają przyjechać raz jeszcze, by ją adoptować.