-
Posts
3037 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by anielica
-
adria: co do schodków, to ona sama próbuje i na schodki do klatki wskoczyła. sęk w tym, że się męczy, więc myslę, że to zalezy od jej kondycji znowu - umiejętność wchodzenia posiada, tylko sił mało... co do łóżeczka :D , to ona nie jest Bardzo malutka, jak na moje oko, to ona jest wielkości jamnika (może większego jamnika). cała para idzie jej w długość, nóżki króciótkie. Pewnie też stąd ma problemy z chodzeniem, że jest tak zbudowana - przegubowa na krótkich nóżkach. adria: dzięki piękne, że dajesz jej domek :buzi: :buzi: :buzi: ona tyle już przeszła, zasługuje na kawałek kocyka w ciepłym kąciku...
-
adria: dziękuję za pw, będę odzywać się, jakby była potrzeba albo jak będą nowe wieści ważne. Mam ostatnie wieści od Wenecji - kazała mi napisać trochę o typie osobowości suni. A więc jest to sunia bardzo spokojna, nieagresywna, ale asertywna - dobrze radzi sobie w stadzie (Wenecja ma chyba z 7 psów, w tym bullmastify i malutkie kaleki - Dyzia i Perełkę). Nie atakuje żadnego psa, a jak została zaczepiona (w calech zabawy), to pokazała ząbki i tyle. Psy jej tez nie atakują (to dobra prognoza jeżeli chodzi o Twoje stadko). Nawet została sama z psami na próbę i wszystko super! Sunia bardzo potrzebuje człowieka! Położyła się pod nogami i zerka raz na Wenecję, raz na jej męża. Nie opuszcza ich na krok. Załatwia się na dworze - z tym nie ma problemu, ale nie ma kondycji i ma słabiutkie nóżki. Pewnie przez długa chorobę właścicielki wychodziła tylko na siku. I jej kondycja jest na pewno bardzo zła. Wenecja mówi, że ten pies nie miał łatwego życia i jest spokojny i cierpliwy. Czyli taka niskopodłogowa spokojniusia przylepa. Brzuszek dalej rozdęty, jak sunia okrzepnie, to pojadą do weta na usg zobaczyć co z brzuszkiem, no i będzie kąpiel - dla poprawienia sierści. Sonia to fajna, mądra, sterana życiem starsza pani o słabych nóżkach. Ale jeżeli nie jest jakoś poważnie chora na ten brzuszek, to podniesie się ze swojego zaniedbania. PS. Ma śliczne oczy o kolorze ciemnobroązowym - jak gorzka czekolada:) Mam nadzieję, że to już jej przedostatni przystanek w drodze do DOMU.
-
Napisałam do Murki, czekam, az się odezwie... Co nas zaniepokoiło? Powiem, chociaż aż się boję mówić: sunia ma podejrzanie gruby brzuch :o W schroniskui nie zauważyli. Jak robiłyśmy jej zdjęcia w sobotę, to też nie zauważyłyśmy tego... Podnosiła ją jedna z wolontariuszek na ręce i tez nie zauważyła nic niepokojącego. Mam kurczę nadzieję, że sunia ma jakieś problemy żołądkowe po schroniskowych rarytasach... Bo inaczej sprawa sie komplikuje. Ona nie jest młoda, nie jest sprawna, mogą być komplikacje. I co zrobimy, jeżeli nasze obawy są prawdziwe? Mam nadzieję, że nie... Musimy poczekać na badanie, które chyba dzisiaj niemożliwe z powodu pożartego mięska.
-
Ja byłam tym pierwszym odzewem, i trochę wici porozsyłałam po znajomych allegrowiczach, zainteresowanych losem zwierzaków, żeby chociaż po cegiełce kupili. bo uważam, że jak się kilka osób wpisze i zalicytuje, to inni pójdą ich śladem... i znajomi odpowiedzieli, m.in. właściciele starego wyżełka Bruna z Wejherowa :modla: Mam nadzieję, że to zachęciliśmy innych!
-
Dzisiaj zabrałam Sonię ze schroniska, nie było żadnych problemów. Właśnie jedzie z Wenecją do domu tymczasowego. Co ciekawe - za mną chodziła, łypała tymi oczyskami, ale nic nie mówiła... A jak zobaczyła Wenecję, to zaczęła popiskiwać do niej tak cichutko, smutno. Wie suka, że w bardzo dobre ręce poszła... Tam poczeka na swój własny kochający domek. Mam nadzieję, że Wenecja powie coś o stanie suni, po zabraniu jej do lekarza dzisiaj. Albo mnie prześle informacje. Jedna rzecz nas u suni niepokoi, ale o tym już po oględzinach. Adria: na razie kaski nie trzeba, zobaczymy co powie lekarz. Sunia ma apetyt, ale kichała dzisiaj, może podziębiona.
-
z tego, co widziałam, zmiany skórne nie są wielkie. ja się nie znam, ale nie wygląda mi to na chorobę skóry. na karku ma taką wytartą jakby sierść (w ogóle ma sierść twardą i jakby "połamany" włos), i ma jeszcze na karku jeden czy dwa strupy, nie są bardzo duże, może od otracia szelkami, nie wiem... myślę, że jak jutro ją zabierzemy, więcej powie jej tymczasowa opiekunka, którą jest Wenecja. Ona zna sie lepiej. Jakby choroba, zaczniemy leczyć. Pozdrawiam!
-
ano niespecjalnie :evil: Nie mogę dzisiaj odebrać Soni ze schroniska. Kierownictwo zadecydowało, że muszą jutro sprawdzić czy faktycznie właścicielka psa zmarła (bo czasami ludzie kradną psy włascicielowi, więc może i Sonię ukradli :-? , a po drugie muszą ją zaszczepić przeciwko wściekliźnie - albo ne miejscu, jak będzie wet, albo zawieźć do kliniki). Postaram się zabrac małą jutro... Oby tylko mała przetrzymała, w Lublinie mróz, a ona na dworze :( :wallbash: :wallbash: :wallbash:
-
Adria: bardzo Ci dziękuję! mam nadzieję, że jutro zabiorę ją ze schroniska. Jak wróci Murka (chyba jutro) będziemy kombinować transport. Mam dla niej dom tymczasowy!!! Co ja mówię, mam SUPER DOM TYMCZASOWY!!! Tylko do 1 grudnia, ale mam nadzieję, że do 30-go sunia pojedzie do Ciebie. Ufff... niske pokłony dla tymczasowej cioci i tymczasowego wujka :modla: :buzi: o 22.00 z drżeniem serca zrobiłam im nalot telefoniczny, ale jest domek na tymczasem!!! Dzięki!
-
Dzięki!! Aż mi łzy kapią na klawiaturę, że dla Soni znalazła się pomoc i tak szybko! Ja nie mogłam od niej oderwać wzroku, a teraz myślę (100% neurotyczka ze mnie), że mogłam ją, cholera, zabrać stamtąd od razu. Jutro schronisko zamknięte. Dopiero w poniedziełek... dziękuję... :modla: :modla: :modla: Czekam na Murkę, bo gdzieś po Polsce wędruje. Mam nadzieję, ze będzie transport do Katowic – do adrii.
-
Ja skontaktuję się z Murką, i opłacę transport Soni do Rudy. Na ten czas chyba jednak musimy do hoteliku (chyba, ze znajdzie się domek), bo ona słabieńka. Ja bym zawiozła sama, ale to 10 godzin jazdy w tę i spowrotem, a ja żadnego dnia nie mam wolnego :( , nawet w weekendy pracuję w tym miesiącu. adrio: myślę, że sunia dla psa i kota nie będzie żadnym zagrożenie. ona jest bardzo słaba, psy popychały ją, a ona tylko tak stała i patrzyła :cry: ona nie będzie też "spacerkowa" - 15 minut, baaardzo wolniutko, bo potem potyka się i upada czasem. mam nadzieję, że nie będzie to problemem. boże, żeby się udało... oby ja jak najszybciej stamtąd zabrać.
-
Dzwoniłam do hotelu. Sa miejsca, za 10-kilowego pieska będzie 11 złotych/dobę (ona chyba więcej nie wazy), więc moim zdaniem niedrogo. Pewnie trzeba małej jakąś karmę kupić dla seniorków, no i trzeba zaszczepić od razu w lecznicy (chyba "opiekunowie" nie zostawili info o szczepieniach :evil: ). Ja jeszcze zapytam, co tam dają jeść pieskom w ramach ceny. Popytam jeszcze o hotelik - może jest jakiś inny w Lublinie. Numer konta wysyłam na pw. Dziękuję! I domku będę szukać, choćby tymczasowego...
-
Irma :buzi: Jak pojawiasz sie na horyzoncie, to wiem, że nie będzie źle, że damy radę!! co do hotelu, tak jak pisałam, w Lublinie chyba jest jeden... ceny niższe, niż pamiętałam, a link do niego: http://www.centrum-zwierzat.lublin.pl/hotel.php?PHPSESSID=b4beef553b4acc4011494958664bd5ee czy to będzie lepsze niż schron? też klatki... przepraszam, że tak pytam, ale ja mam małe doświadczenie... jeżeli uznacie, że tak, to działamy. ps. wystawię sonię na allegro, mała szansa, ale może...
-
W Lublinie niestety generalna lipa i jeżeli chodzi o hotelik, i jeżeli chodzi o "siatkę" dogomaniaków. może Murka coś zaradzi, ona ma więcej znajomych psyarzy, ja niestety niewielu. Ze schroniskiem dopiero ostatnio nawiazałam kontakt - redaguję dla nich stronę. Jeżeli chodzi o domek tymczasowy, to ja aż sie boję męża pytać. Mój Nikodem dalej agresywny, pewnie byłaby jatka. Gdybym chociaż wiedziała, że na tydzień, 10 dni - mogłabym pertraktować. Ale jeżeli ten termin by minął, to co wtedy? Mój TZ bardzo powoli przyzwyczaja się na dogomaniaka i muszę to respektować. Takie życie. Hotel w Lublinie jest na Stefczyka, ale to taki hotel w klatkach z tego, co wiem. Czyli następny dla niej szok... Ona teraz jest w boksie z młodymi psiakami. Mam przeczucie, że mamy mało czasu... :( Co mogę dać ja, to dołozyć się do transportu albo nawet podwieźć. Spróbuję dać ogłoszenie na gazeta.pl - lublin. Nie wiem, nie wiem co jeszcze....
-
Sonia trafiła do schroniska w Lublinie dzisiaj przed południem. Została przyprowadzona, a reczej przyciągnięta (bo nie mogła iść tak szybko jak człowiek :cry: ) przez dwójkę ludzi. Właścicielka Soni zmarła wczoraj. Już długo chorowała i nie wstawała z łóżka, więc Sonię wyprowadzał jakiś sąsiad. Ale nie dbał - sierść Soni jest szorstka, miejscami wyliniała, ma jakieś strupy. Sonia była psem ze schroniska... i do schroniska wróciła... Ma podobno 9 lat. Jest bardzo wystraszona, cichutka, błagalnie patrzy przez kraty. Sonie nie jest sprawna. Tylnymi nóżkami jakoś tak zarzuca, a przednie - musi iść wolno, wolniutko, bo inaczej potyka się i upada. I nie ujdzie za daleko. W Lublinie zaczęła sie zima. Jak patrzyłam dzisiaj na małą biedną Sonię, to martwię się czy przetrwa choć tydzień. Czy znajdzie siły :( Nie mogę przestać myśleć o niej :cry: Pomóżmy Soni. Proszę!!!
-
Od paru dni zauważam poprawę. Niewielką, ale widoczną. Dzięki za słowa wsparcia! Bo praca naprawdę ciężka, ale troszke, odrobinę juz lżej :)
-
[quote name='Azir'] Tzn. że również jest agresywny w stosunku do suk i szczeniąt? [/quote] Azir: no właśnie tak, jest agresywny nawet do malutkich szczeniaczków... I do suk - bez wyjątku raczej. Odkąd go mam, to chyba spokojnie przywitał się z jednym psem. Kiedy znalazłam Frużelinkę (2 miesiące) na ulicy, to rzucił się raz, potem obwąchał i potem już był bardzo dobry dla niej. I kiedy był na wsi, zabraliśmy go do takiej wiejskiej suni, mniejszej od niego - na początku było szczekanie, po 5 minutach przestał zwracac na nią uwagę. Podejrzewam, że tak jest byłoby z większością psów (no, może suk, chociaz kto wie - on jest wykastrowany). Musi nastraszyć ujadając i się rzuacjąc. Ale tu w mieście, na osiedlu nie ma stałego "zestawu psów" - psów jest dużo i on ich nie rozpoznaje. Co do zmian, no troszkę reaguje, potrafi przejśc już nawet bliżej psa, patrząc na smakołyk, ale mam wrażenie, że robi to, "jak mu się zechce". Czyli około 30% sytuacji - tak to oceniam. Ma też nowy nawyk - takie szybkie otrząśnięcie się - jakby dla uspokojenia. Mam cały czas nadzieję, że będzie poprawa. Musi być!
-
WYŻEŁEK ze schroniska w Mielcu - Bruno odszedł za TM [*]
anielica replied to Murka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Hau,hau! Witam wszystkie Ciocie. Czuję sie bardzo dobrze i tylko mi łaczka w głowie. Jestem chyba troszkę niegrzeczny. Dzisiaj obudziłem Panciową i Pancia o 04.30, a wczoraj Anisię o 05.45, ale tak mi się chce pobiegać ..., pogonić za ptaszkami, powąchać trawkę - że aż nie mogę spać. Nie biorę już żadnych leków, dużo jem, mawet polubiłem tą przemycaną przez Panciowę marchewkę i inne warzywka. Byłem na jakimś dziwnym badaniu (USG), ale brzuszek mam zdrowy. Dobrze, że już nie muszę mieć tego bandaża na łapce, pod którym bylo to dziwne urządzenie - venflon. Wolę kabanoski. Teraz Panciowa pakuje się do pracy. Może jeszcze troszkę popiszczeć ... to wyjdziemy? ej ... chyba nie można ...!!! Chyba pośpię, Rudiś jest bardzo zmęczony i pochrapuje. Moje powieki też są cieżkie, ranek był bardzo męczący - ale jak pachniało ... Bruncio. -
WYŻEŁEK ze schroniska w Mielcu - Bruno odszedł za TM [*]
anielica replied to Murka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Hau! Hau! Hau! Przepraszam za tak długie milczenie, ale byłem ciężko chory i niewiele brakowało... W kilka godzin skrwawiłem się do przewodu pokarmowego i byłem jak flaczek, nie miałem siły nawet siedzieć, nie jadłem, nie piłem, a jak chciałem wysilić się na dwa kroki, to Rudolf wsuwał się podemnie i podtrzymywał, żebym nie upadł.Ale kilka dni intensywnej terapii( kroplówki, zastrzyki kilka razy dziennie- Panciowa z Panciem nieżle mnie pokłuli ) i cudem doszedłem do siebie. Teraz jestem już w super formie, apetyt mi dopisuje, znowu nabrałem kondycji i tylko hasanie po łące mi w głowie. 4 razy dziennie teraz już zaliczam łączkę, a Rudolf kondycyjnie odstaje, albo nie chce mu się tyle ganiać. I tak jest fajnym kumplem i bardzo troskliwie opiekował się mną, kiedy byłem chory. To prawda, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Wybieramy się z Rudim na spacerek po plaży w towarzystwie Cioci Irmy i jej psiaków! To będzie frajda!!! Będą też nowe fotki!!! Łapa dla wszystkich! Bruno z Wejherowa. -
Ale śliczne, śliczne budki! Jak Wy to robicie, że takie piękne zdobywacie??? :eek2: Gratulacje i niskie pokłony, dorota
-
Witajcie, Długo nie zaglądałam, bo pracy u mnie tyle, że nie wiem w co ręce włożyć. Robót mi się namnozyło i dopiero łapię oddech. Z Nikodemem ćwiczę twardo, trzymam się zaleceń MB staram się jak mogę od nich nie odstępować. Efekty - moglyby być lepsze... niestety. Ja mam wrażenie, że wiele tu zalezy od, ja wiem... humoru Nikodema w danym dniu. raz jest lepiej, jest spokojniejszy, raz gorzej, bo podniecony... To, co piszecie dziewczyny o swoich psiakach, powtarza się i u mnie. Sa dni, kiedy Nikodem wychodzi na dwór i już się trzęsie z podniecenia, szuka psów, warczy, grzebie tylnymi nogami w ziemi (ciągle jest zakurzony, bo obsypuje się ziemią). Potrafi tak przejść cały spacer, czyli około godziny... szczeka na małe psy i na duże, płec bez znaczenia. Ja cały czas ide z ciastkami watrobowymi w ręku, wszystkie kieszenie kurtek mam nimi napchane, bo wrzucam luzem, żeby nie tracić czasu na wyciąganie ich z torebki. Sporo spacerów wygląda tak, że na widok psa odchodzimy na druga stronę ulicy, albo zawracamy. Bywa, że robię to 6 czy 7 razy w ciągu spaceru. Jak jestem wypoczęta to znosze to cierpliwie, ale czasem wracam zmarznięta z pracy, biore go na dwór, wiatr jak cholera, ja głodna, a on szaleje. No cóż... nerwy mam wtedy w strzępach. Kiedy idzie mały pies, widac go z daleka, wołam "patrz" i pokazuje ciastko, Niki potrafi iść ładnych pare metrów patrząc na mnie, a potem wyciągam następne, a potem następne... przechodzimy. Jak pies go zaskoczy (niestety to zapsione osiedle i często tak się zdarza) albo jest duży, to nie mam szans, rzuca się i szaleje. Wtedy odciągam go i staram się odejść. Chociaz właściciele innych psów mi nie pomagają, bywa, że ewidentnie czekam az przejdą, a oni defilują wolnym krokiem, zatrzymując się, a pies szaleje... :evil: Raz wysunął się z szelek, musiałam go łapać za sierść, moje szczęście, że nie jest psem groźnym w tym sensie, żeby drugiego psa jakoś bardzo ugryzł, zazwyczaj łapie za sierść i robi dużo hałasu. Ale co się nadenerwuję, to moje. W Nikodemie zaszła jedna zmiana. On bardzo dobrze wie, czego oczekuję i chyba bardzo stara się tak robić, bo często ma taki "konflikt" wewnętrzny. Patrzy na psa i warczy, za sekunde na mnie i tak cicho skomli i piszczy, potem na psa i warczy, potem na mnie ze skomleniem... tak jakby bardzo chciał się powstrzymać, a nie mógł. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby się mnie bał, bo piszczy, ale to chyba nie tak, bo oprócz chyba dwóch klapsów w tyłek na początku "tresury", nie biję go, nie krzyczę też, co najwyżej mówię ostrym tonem lub tupię, żeby zwrócić jego uwagę... Także wygląda na to, że on wie jak trzeba, tylko nie może się opanować. Nie zaprzyjaźnił się dotąd z zadnym psem, a jest u mnie juz 5 mieisięcy :( Tak to jest u nas, ja nie zauwazam jakichś stabilnych postępów u niego i mnie to martwi bardzo. Bo on się męczy, a i dla mnie niejeden spacer jest trudnym przeżyciem... Nawet zaczęliśmy z mężem podejrzewać, że może on ma jakieś problemy neurologiczne, chociaż chyba nie, bo jego niezrównoważenie dotyczy tylko psów... Nie wiem czy pisałam wczesniej o tym, ale planujemy dziecko. Dla ludzi Niki jest super, ale już się boję, jak ja będę wychodziła na spacer z brzuchem i z psem, który, mimo średniego wzrostu już dwa razy mnie przewrócił. Albo z wózkiem i szalejącym psem... Parę dni temu zapadła decyzja, że skontaktujemy się jednak z Iracką, albo z drugą behawiorystką, której namiary znalazłam. Niestety mieszkam w Lublinie i będę musiała jeździć, jak któraś zgodzi się nas przyjąć. Muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby Nikodemowi pomóc. Przecież on ma dopiero 3 lata... Myślę, że najlepiej będzie zwrócić się właśnie do fachowca. Tyle u nas, smutno mi, że nie mogę pochwalić się tutaj sukcesami wychowawczymi :( Trudna jest moja relacja z psem... W ogóle jest trudno...