-
Posts
3037 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by anielica
-
U mnie spała jak aniołek, nie słyszałam żadnych odgłosów. Ale zgadzam się, trzeba ją zbadać. Słuchajcie, droga była hardcorowa. 50 km przed Lublinem zablokowało nam się koło w samochodzie. Staliśmy na pasie, bo autka nie dało się przepchnąć i czekaliśmy na pomoc Norbitki i jej męża. My z bratem obok samochodu, bo strach siedzieć w aucie na ulicy, wokoło pola, ciemno jak cholera, mróz. Łapka odmówiła wyjścia z samochodu, leżała zakopana w kocach i swoim futrzanym kubraczku. Chyba uznała go za nowy dom bidulka... Z pomocą przyjechała Norbitka i jej mąż. Samochód na siłę na pobocze i Panowie przystąpili do dzieła przy świetle latarki. A my spacerowałyśmy w tę i spoworotem po ugorze :lol: Dzięki mężowi Norbitki samochód mógł pojechać, chociaż nie można było hamować, ale jakoś dotarliśmy do domu... Tutaj zdjęcia Łapci z drogi, nie wyszły rewelacyjnie, bo robione w zupełnych ciemnościach. Ehh, ale akacja :ylsuper: Łapka przesiadła się od Lavinii do nas... [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img59.imageshack.us/img59/3539/apka020tb.jpg[/IMG][/URL] Co się dzieję, stoimy w polu? To ja pójdę spać... [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img59.imageshack.us/img59/9545/apka034px.jpg[/IMG][/URL] Ja śpię, śpię, nic mi nie przeszkadza... (któryś z Panów po ciemku położył kapsel na tylne siedzenie... :lol: ) [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img59.imageshack.us/img59/5625/apka044un.jpg[/IMG][/URL] Jedziemy dalej... śpię... [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img479.imageshack.us/img479/9286/apka064cn.jpg[/IMG][/URL] Mocno śpię... [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img59.imageshack.us/img59/9479/apka050ld.jpg[/IMG][/URL] A tu już w Norbitkowym autku... [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img59.imageshack.us/img59/9893/apka089hh.jpg[/IMG][/URL] Norbitko, dzięki Wam za pomoc :buzi:
-
Marzena! Twoja Łapka! [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img520.imageshack.us/img520/2373/apka013ly.jpg[/IMG][/URL] Do domu wróciłam przed 24.00. Padam na pysk. Jutro reszta zdjęć.
-
na razie nie skontaktowała się ze mną, ale będę szykowała się na sobotnie popołudnie w takim razie. mam nadzieję, że wszystko się uda. :kciuki:
-
I ja jestem za! Czekam na wieści w sprawie wyjazdu.
-
Jest prawie 15.00. Ja nie dostałam do tej pory żadnej wiadomości. Rozumiem więc, że sprawa nieaktualna, przynajmniej dzisiaj.
-
Pan Psiak..już w SWOIM DOMU!!! MORISOWA, MYCHA101 dziękuje :):)
anielica replied to berni's topic in Już w nowym domu
i mnie numerek konta... -
Dziękuję za rady, w takim razie zminiejszam. Ja wcześniej miałam psa większego - około 40 kg i być może źle oceniłam potrzeby Nikodema. Te 25 dag to wydawało mi się niedużo. Co do wybiegania, w lecie jeżdżę z nim czasmi na rower, ale to wymaga wyjazdu samochodem poza miasto - niestety mam tylko jedno miejsce w okolicy, gdzie może pobiegać. Ale tam też jest dużo psów. Z Nikodemem są problemy wychowawcze - rzuca się na każdego psa, nawet szczeniaczka, ludzie się go boją, więc ja po prostu boję się go spuszczać. W tym problem. Czy psy, tak jak koty wychodzące, grubieją na zimę? Czy pora roku nie ma znaczenia?
-
Marzena: czy to znaczy, że suni nie da się odebrać jutro ze schroniska? Muszę wiedzieć czy mam wyjeżdżać czy nie. Jutro pracuję od rana do 14.30, potem wyprowadzam psa i mam ruszać w drogę... Czy akcja aktualna?
-
jestem, sprawa ma się tak, że czekam na wieści od Pani, która zastanawia się nad adopcją jamnisi od nas. gdyby się zdecydowała, zawiozłabym jamnisię do warszawy a stamtąd zabrała sunię od Was. jeżeli Pani się nie odezwie, trudno... ja mogę jechać jutro, po południu. w warszawie byłabym ok. 17.00. chciałabym jednak spotkać się przy wjeździe do Warszawy, bo ja w ogóle nie znam miasta i dla mnie krążenie po Warszawie to z półtorej godziny jak nie więcej. przy wjeździe od Lublina jest miejscowość Zakręt - tam jest McDonald's. to jest przed samą Warszawą. Czy ktoś mógłby przywieźć suńkę tam? proszę o info, zajrzę to jeszcze później doddy, wysyłam Ci mój numer na pw, proszę o Twój d.
-
Bardzo proszę o pomoc. Mam od pół roku psa, mieszańca, około 15 kg. Jest wzięty ze schroniska, gdzie był 2 miesiące, wcześniej nic nie wiem. Jak do nas przyjechał był bardzo szczupły. Po pół roku zrobił się okrągły, ale utył jakoś tak "w barach" - nóżki szczupłe, brzuch raczej też, ale boki jak beczułka. Pies ma 3 lata. Wykastrowany ok. 4 miesięcy temu. Tryb życia - biega raczej mało, bo mieszkamy na ludnym i zapsionym osiedlu i jest mało miejsc, gdzie mógłby to robić. Pies je raz dziennie. Głównie gotowane mięso: serduszka i żołądki kurze, korpus, udko, rura od płucek wieprzowych, serca wieprzowe. Jednorazowo zjada ok. 25 dkg mięsa, z warzywami i bardzo niewielką ilością ryżu (rzadziej kaszy jęczmiennej czy makaronu) i ugotowanymi warzywami (których unika). Rano czasami dostaje garstkę suchej karmy. Gryzie ucho wędzone albo ścięgno wołowe - to tak co drugi dzień. Nie dokarmiamy go - bardzo rzadko dostaje kawałek sera czy kiełbasy, kilka razy dałam kawałek ciastka i paluszka solonego. Jako smakołyku na spacerach używam pieczonego przez siebie ciastka wątrobowego, ale również daję go niewiele - kilka malutkich kawałków. Mnie się wydaje, że on nie je dużo, a jest niestety coraz grubszy. Co robić? Chodzimy codziennie żwawo 2,5 godziny. Na wiosnę będzie biegał więcej, ale ze względu na problemy z agresją nigdy nie będzie psem luźno biegającym. Może jest na forum jakiś wątek o odchodzaniu - nie mogłam znaleźć, Może jakiś artykuł? A może ktoś z Was coś poradzi jaką dietę mu dobrać?
-
Zdjęcia - jak już pisałam, do wykorzystania. Historia - może taka: Sonia nie jest już młodą sunią, ani szczególnie piękną... Tylko ten wzrok... Trafiła do schroniska w grudniową sobotę po śmierci właścicielki. Bardzo zaniedbana, z wyliniałą sierścią, przewracająca się nawet na powolnym spacerku. Podobno już kiedyś była w schronisku, stąd zostałą zabrana. Wolontariusze zadecydowali więc, że nie można suńki zostawić bez pomocy. Jej błagalny wzrok stopił serce Arii, która postanowiła przygarnąć suńkę. Tylko ta odległość - prawie 400 kilometrów! Zabrana ze schroniska Sonia trafiła najpierw do domku tymczasowego, gdzie spędziła tydzień i czekała na kogoś, kto zabierze ją w długą podróż. W zimową grudniową zawieruchę, transportowana przez dwie ciotki-dogomaniaczki, pojechała do swojego domku NA ZAWSZE. Sonia mieszka teraz w Katowicach. Miała wcześniej bardzo ciężkie życie - jej stan zdrowia nie jest dobry, ale, po trudnym pierwszym okresie, czuje się dobrze, ma apetyt i zaaklimatyzowała się w pełnym psów i kotów domu. Ma cudowną, troskliwą opiekunkę! Wpatrzona w swoją Panią, chodzi za nią wszędzie - ta starowinka pokonuje nawet schody! Jak mówi właścicielka - Sonia to pies idealny :) Sonia powolutku zdrowieje. Sonia jest szczęśliwa! Znalazła swoje miejsce na ziemi! Mam nadzieję, że jest okej:)
-
ja jestem gotowa do transportu, kierowca powiadomiony, czekam na dyspozycje...
-
maruda: Norbitka zaoferowała dom na tymczasem, napisz do niej na pw i pogadaj
-
jak już pisałam wyżej, jeżeli Norbitka podtrzyma ofertę domku tymczasowego, ja mogę zabrać sunię z Warszawy i do niej dowieźć. Jechałabym specjalnie po to z Lublina, więc można też szukać innego transportu - może ktoś akutar jechałby na trasie Warszawa-Lublin. Ale jeżeli nie będzie takiego transportu, to ja służę swoją osobą, bratem-kierowcą i żółtą strzałą :lol: Mogę jechać wstępnie w czwartek po południu, w sobotę o południu, w niedzielę, poniedziałek (po południu) albo we wtorek (cały dzień).
-
Jeżeli nie znajdzie się osoba, która mogłaby po drodze zabrać psinkę, to ja oferuję pomoc w przewiezieniu pięciołapki na trasie Warszawa-Norbitka. Dziewczyny, zabierajcie małą ze schronu i szukajmy transportu Płock-Warszawa (to chyba nie tak daleko?).
-
luthien: dziekuję za rady, poczekam jeszcze na trenera (bo chciałam się umówić, ale się rozchorował właśnie). Zapytam go o takie szelki i kaganiec, może faktycznei pomogą. Chociaż widzę, że w obroży pies jest spokojniejszy - po prostu nie może ciągnąć za bardzo, bo się dławi. Żal mi go, ale to chyba lepsze niż zwykłe szelki i ciągłe awantury. Kaganiec mam taki zabudowany - materiałowy. belga: kastrowałam Nikodema w sierpniu. Jak do tej pory nie zauważyłam zmian jeżeli chodzi o agresywność. Zmiana jest w stosunku do suczek -suczki z cieczką już nie sprawiają, że niosę go do domu na rękach.
-
Czy mnie się zdaje, czy Sonia nabrała zgrabnej, szczuplejszej sylwetki?? I sierść się odbudowała - kitę ma jak u lisa:klacz: A wzrok to ona ma powalający na kolana - te łypiące oczka i smutna minka...:) Adria, czy kociczka już wybaczyła Soni atak z początku znajomości? Czy relacje ze zwierzakami układają się dobrze? Bardzo jestem ciekawa każdej wieści o Sońce! Życzę Tobie, Rodzince i całej trzódce dużo zdrowia z Nowym Roku!!! :calus:
-
Wielkie dzięki za wsparcie i namiary trenera. Na razie z wyprowadzeniem pomoże mój brat, a ja będę coś kombinować. No i oczywiście spotkam się na miejscu z jakąś osobą, która się zna (miałam jechać do Irackiej, ale teraz wszystko się popieprzyło i nawet transportu nie mam:( Jak wzięliśmy Nikodema, to on dziewnie pokasływał, tak jakby odksztuszał. Zamieniłam mu więc obrożę na szelki, bo myślałam, że to od tego wyrywania się może było. I chyba to był błąd, bo w szelkach mógł szaleć do woli. Wczoraj założyłam obrożę. Nie jest najszczęśliwszy, ale nie rzuca się tak jak na szelkach. Przynajmniej nie wyrywa mi ręki. Jeszcze raz dzięki za rady. Ja się tak łatwo nie poddaję, chociaż czasami mam dość...