-
Posts
2532 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by pajunia
-
Wczoraj jeden z maluchow umarl. :placz: Gdy Zosia poszla do Kongi, wisial jeszcze przy cycku. Gdy go zabierano, Konga szla kolo Zosi, cichutko popiskujac, jakby prosila, aby go jej nie zabierano. Zosia w rozpaczy, a gdy mi o tym powidziala, to sie tez rozryczalam. Inne maluchy , jak na razie zdrowe, maja pekate brzuszki i sa wielkie wiercipiety. Modlimy sie, aby te 3 pozostale przezyly. Teraz musze cos z innej beczki napisac. Otoz jeden z gosci, czytajacych ten watek, ( chyba niezarejestowany ) zarzucil mi oszustwo i zarabianie pieniedzy na Kondze. Wiec oficjalnie oglaszam, ze, jak do tej pory ZADEN, nawet zlamany grosik do mnie na Konge nie doszedl. Jak zreszta na zadnego, innego psa, bedacego u mnie na tymczasie. Cale leczenie Kongi, jej przygotowywanie do porodu, cesarke, kastracje, te jej wieczne jazdy ( 20 km tam i z powrotem do weterynarza- czyli 40 km za kazdym razem) oplacalam z wlasnej kieszeni. Rowniez nigdy nie doszly do mnie lekarstwa ( kapiele), ktore Gemma do Ulv wyslala dla Kongi. Konga dostala 6 zastrzykow ivermektyny ( po 15 zl jeden). Za kazdy wyjazd do weta , placilismy 38 zl, za koszta benzyny. Jeden z dogomaniakow Konge wozil po kosztach wlasnych do weta. Do tego doszla cena kapieli - ulgowa - 20 zl, witaminy A i E, odzywki, Konga dostawala codziennie gotowane jedzenie - kurczaki, makaron, warzywa. Leczenie Kongi, bez jedzenia wynioslo okolo 350 zl. Ciaza Kongi USG , nie pamietam, dwa razy lub trzy razy - za kazdym razem 40 zl. ( 80 zl) Cesarka z kastracja , 270 zl ( rowniez bardzo ulgowa cena), za reszte nie wiem, nie mam jeszcze faktury od weta, ale byly antybiotyki, zastrzyki witamiowe, zastrzyki na laktacje itd. Gdy dostane fakture, wpisze reszte oplat. W czasie ostatniej fazy ciazy Kongi jezdzlismy ( juz wlasnym busem) rowniez wielokrotnie do weta na kontrole. Po porodzie, byly juz trzy jazdy na kontrole z Konga i maluchami. Nawet jeden o 22 wieczorem w niedziele, gdyz Konga sie zle poczula i musiala znowu antybiotyk dostac. Te same koszta transportu wyniosly najmniej okolo 300 zl. Do tej pory Konga dostaje codziennie wysokokaloryczne , gotowane jedzenie. Konga mnie do tej pory okolo 1000 zl kosztowala. Jezeli ktokolwiek wplacil cos na Konge, w okresie od 17 marca, tzn. od kiedy jest u mnie, bardzo prosze, aby na tym watku napisal. Do mnie w kazdym badz razie, ZADNA wplata nie doszla. Ulv jest chora, nie ma dostepu do kompa, wiec mysle, ze jesli do niej jakiekolwiek wplaty doszly, nie moze tych wplat skontrolowac . Chcialabym uniknac tego typu posadzen, ze zarabiam kase na Kondze, wiec prosze kazdego, kto od 17 marca, cokolwiek na Konge wplacil, aby tu napisal.
-
Wybaczcie, ze wczoraj nie napisalam. Troche bylo swietowania z okazji narodzin i dzis nam glowki lekko pekaja:oops: Z Konga bardzo dobrze, ma juz duzo mleka. Wczoraj jescze nie miala zbyt wielkiego instynktu macierzynskiego ( ale to po tej narkozie i cesarce), uciekala od maluchow, ale dzis jest juz wszystko w porzadku. Idzie tylko na sio, na dwor i wraca do maluchow. A gdy Konga wychodzi, to maluchy pyskuja, jak duze:evil_lol:, a najbardziej pyskata, to ta dziewczynka. Najslabsza byla, umierajaca, ledwo ja odratowano, a teraz najglosniejsza. Sa sliczne. Zdjecia beda pozniej, musze je obrobic.
-
mar.gajko przypominam swoja wypowiedz: [QUOTE][B]Jezeli sie tu teraz rozpeta nastepna , brudna wojna o usypianie slepych miotow, to natychmiast koncze informowac ogol o Kondze i jedynie osoby bezposrednio zainteresowane, beda bezposrednio informowane[/B]. Wstyd, Konga jeszcze nie urodzila, nie wiadomo, jak sie to wszystko skonczy, my sie martwimy niesamowicie, a tu sie juz nastepna " jatka" kroi [/QUOTE] Decyzja nie nalezala do Ciebie, tylko do innych. Wiec prosze, nie podwazaj tych decyzji. [B]Maluchy beda zyly.[/B] [QUOTE]Ale dlaczego miot nei został uspiony w całości???[/QUOTE] Miot w ogole nie zostal uspiony, maluchow nie mozna bylo odratowac, mimo walki o nie. Dyskusja skonczona, prosze aby watek Kongi byl milym i cieplym watkiem. Konga na to zasluzyla.
-
4 zyja, 8 nie dalo sie uratowac. Konga miala poczatek ropomacicy i i maluchy byly tym swinstwem wlasciwie zatrute. Konga ma bardzo malo mleka, dostala juz zastrzyk na laktacje, ale zbyt duzo nie pomoglo. Zaraz drugi, maluchy ladnie cyckaja, moze sie jeszcze wiecej mleka pojawi. Jest 3 chlopakow, 1 dziewczynka. Czarniutkie, jak Konga. Zdrowe, sliczne, jeden troche slabszy. Mamy nadzieje, ze dojdzie do siebie. Sprobuje wieczorem pare zdjec zrobic, to wkleje.
-
Nic. Cala noc przy niej siedzielismy, miala nas w doopie, spala i chrapala. O 10 godzinie jedziemy do weta, niech sprawdzi i ew.bedzie cesarka:placz: Met napisz mi prosze, kiedy ona byla pokryta, jesli nie na watku, to na PW lub mejla [email]jamniczka@aol.com[/email]. Moze cesarka jest niepotrzebna, gdyz ona ejszcze dzien, dwa ma czasu. Zlituj sie nad Konga.
-
Kacper za TM[*] i Max. Max w nowym domku w Holandi,
pajunia replied to Matusz's topic in Już w nowym domu
Ewelinko, wybacz, to nie bylo pod Twoim adresem.:lol: I jeszcze raz prosze Moderatora, aby przeniosl te wypowiedzi na ten inny w/w watek. Czy jakikolwiek Moderator na ten watek zaglada? -
[QUOTE]A one sa prawidlowo ulozone czy jakies olbrzymy? __________________ [/QUOTE] Jak juz wczesniej pisalam, wet powiedzial cos w tym stylu, ze to jest zdrozna macica ( lub cos podobnego - nie mam pojecia, co to znaczy) i dokladnie nie widac. Widac dwa , ktore sa normalnej wielkosci. Ale to prawda, ze nie wiemy nic o sprawcy tej ciazy, ale maluchy sa bardzo zywotne , czuc pod reka i widac nawet, gdy Konga lezy, jak podskakuja w tym brzuchu.
-
Kacper za TM[*] i Max. Max w nowym domku w Holandi,
pajunia replied to Matusz's topic in Już w nowym domu
[B]prosze Moderatora o przeniesienie tych wszystkich , niezwiazanych z Kacperkiem, wypowiedzi na watek " polskiego piekielka", czyli " Nastepny donos Arki na nasze przytulisko". Te wypowiedzi tutaj, profanuja pamiec o malym, skromnym piesku, ktory w tej chwili nawet bedac za TM, nie zaznaje spokoju. :angryy: A na to sobie zasluzyl.[/B] -
Rotek, sorry, ale jestes dla nas troche niesprawiedliwa. Konga jest oczkiem w glowie Zosi. Jest miziana, calowana, pieszczona , a wiary w czlowieka, to ona chyba nigdy nie stracila, mimo zlych dla niej czasow. Jest bardzo zwiazana z czlowiekiem, ma wspanialy charakter, a o swoje porcje pieszczot potrafi sie u wszystkich upomniec. Jak rowniez non-stop o nastepne porcje jedzenia.:evil_lol: Kondze nie jest u nas zle.
-
Arko, probowalismy ja osobno dac, w osobnym pokoju na gorze ( nasz pokoj goscinny, ktory jest przygotowany juz dla Kongi), ale bardzo placze, nie chce tam sama zostawac.:placz: A na dole , ma taki kacik na razie, gdzie jej koszyk stoi i ona tam zawsze spi. Ale jeszcze te dwa dni odczekamy, co wet mowil. Jesli chodzi o ten apetyt, to wet powiedzial, ze to nie jest zle, ze ona tyle je. Dostaje tez dwa razy dziennie gotowane, wlasnie tez sporo jarzyn, makaron lub ryz z miesem. Oprocz tego witaminy. U nas jest tak, ze wszedzie na dole stoja miski z sucha karma i woda. I psy, kiedy sa glodne, same jedza , ile chca. To i Konga do tych misek lepek wsadza. Ale oczywiscie, gdy juz sie cos zacznie, to ja przeprowadzimy na gore, aby miala spokoj. A samej jej nie mozemy zostawic, boimy sie, ze gdyby sie cos zaczelo, a by nie mogla urodzic sama, to zaraz trzeba gazem do weta, na cesarke. Dlatego musi byc pod stala opieka.
-
Czyli jednak z tym apetytem, to zwiazane z hormonami. :-( Ciekawe, jak dlugo te hormony jeszcze moga dzialac? Kurcze, przeciez w koncu musza byc wydalone z organizmu. Czy moze cos na ten temat znalazlas Arko? Najwyzej jutro sie weta zapytam. Nawet nie wiemy, ile tego dostala ( ile ml)? A ona znowu przy misce siedzi?:placz:
-
Demi, zdjecia sa w poscie 801 wstawione z 2 maja, zmienic sie nie zmienila, jedynie brzuch sie lekko powiekszyl. Sorry, ale mamy urwanie glowy. Mamy 5 powaznie chorych psow, z tego 2 po ciezkich operacjach, dzis musi jeden do RTG jechac, inny musi byc ciachniety, no i 50 innych psow, a Kongi nawet na chwile nie zostawiamy samej, wiec wybacz, ale nie mamy kiedy teraz zdjec zrobic. Ale gdy troche czasu sie znajdzie, to cos sie pstryknie. A gdy maluchy sie zapowiedza, to juz na pewno sie zdjecia zrobi. Obiecuje.:lol:
-
Ciotki, jeszcze nic:placz: Konga zjadla sniadanio- obiad:evil_lol: i poszla dalej spac. Dzis w nocy zaczela glosno chrapac, juz myslelismy, ze moze.... a ona tylko pozycje zmienila. Spi wlasciwie prawie, ze na plecach, bo sie nawet porzadnie na boku polozyc nie moze, taki brzuch duzy. No, ale wczoraj wet powiedzial, ze jeszcze z trzy dni moze potrwac, wiec czekamy.
-
No to sie ciesze i tak trzymajmy. Jak juz wspominalam ( choc sama zbyt w to nie wierze), ale Konga potrzebuje naprawde pozytywnych fluidow. Wy sobie nie potraficie wyobrazic, jaka to swietna sunia. Ona ma wspanialy charakter. Wiecie, az sie dziwie. tyle nieszczesc w zyciu przeszla, tyle zlego od ludzi doznala, a jest taka ufna, tak wierzy jeszcze. Przychodzi, lepek pod lokiec nastawia, aby ja glaskac. Na tych zdjeciach smutno wyglada, ale ona wlasciwie wcale smutna nie jest, a gdy pelna miske zobaczy, to jej sie oczy tak smieja, ze nieprawdopodobne. Obzartuch jeden. I bardzo ladnie sie slucha. To jest cudowna sunia dla rodziny z dziecmi. Dzieci tez lubi. Jest spokojna, nie da sie tak szybko z rownowagi wyciagnac. W czasie calego pobytu u nas, na zadnego, innego psiaka nawet nie szczeknela, choc jest tez sporo gowniarstwa u nas, co potrafi najswietszego z rownowagi wyprowadzic. Gdy sie bedzie jej domu szukalo, to dom musi byc naprawde super przeswietlony. Konga, to tez ulubienica Zosi , ktora przez ostatnie noce prawie oka nie zmruzyla ( zreszta ja tez), co Konga westchnie przez sen, to juz sie patrzymy, czy sie cos nie zaczyna. Teraz, po chyba potrojnej kolacji, spokojnie spi. :evil_lol: [QUOTE]pajunia...moze jednak nie dawaj jej tyle jeść...bo niedługo nóżki jej nie udźwigną...[/QUOTE] Hm, latwiej powiedziec, niz wykonac. Konga sie o jedzonko zawsze potrafi upomniec. A jak wiadomo, ciezarnej odmawiac nie wolno, myszy sie zalegna.