Jump to content
Dogomania

eloise

Members
  • Posts

    7795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by eloise

  1. może trzeba go reklamować jako doskonałego Pucownika samochodów? ;) WIadomo, ze do prwniej wysokości, ale zawsze ;) Imię zatem doskonale wybrane!
  2. Dzisiaj moja mama poprosiła Anię, żeby opowiedziała jak to się stało. Ania: Szłam na schody i się potknęłam, potem stanęłam i mnie tak zabolało i wyłam, i położyłam się w tym posłanku, a Jonek zawołał tatę i tata przyszedł, ale nie mogłam stać, bo jak chciałam stać to wyłam. I albo ja jestem wyrodną matką, albo wariatką, albo i jednym i drugim :) ale przy słowach " i położyłam się w tym posłanku" dostałam ataku śmiechu :)
  3. NIestety- nadszedł dzień, w którym muszę to powiedzieć- precz sierściuchom z naszego domu! Sklecimy im jakieś wygodne budki, przypniemy 2 metrowe łańcuchy i już... po prostu- dzieci i psy w domu, to się nie zgadza! ;) WCzoraj ANia fatalnie potknęłą się o... psie posłanko! I tak postawiła stopę, ze złamała kość śródstopia, 4 tygodnie w gipsie! 4 tygodnie bez przedszkola! AAAAAAAA!!!!!!!!!! To wszystko wina siersciuchów, przesuwaja swoje posłania po całym korytarzu! Jakby mieszkały w budach, to nie byłoby problemu ;) A dziś ma 6 urodziny. A ja w prezencie dla niej, dzwonie powypożyczalniach sprzętu rehabilitacyjnego i szukam... wózka inwalidzkiego! Bo po 4 tygodniach noszenia... to ja i Paweł bedziemy potrzebować intensywnej rehabilitacji!
  4. on jest naprawdę cudowny :) a Maja jaka zamyślona :)
  5. Tuż pod domem, na ostatniej prostej- Jonek się ZNOWU wywalił-jakieś 5 metrów dalej niż ostatnim razem... tym razem obdarł oba kolana i łokcia- musiałam go zanieść do domu- o rety, jak jęczał! I darł się: plaster, plaster! W domu, szybko go wykąpaliśmy, bo wracaliśmy tak długo, że Paweł z Ofikiem do nas dojechali. Po kąpieli okleiliśmy go plastrami, z Hello Kitty, bo tylko takimi dysponowaliśmy i co? Okazało się, ze już nie boli! Plastry, które leczą! Szkoda, że nei leczą zszarganych nerwów rodzicom!!!
  6. Jeden normalny tydzień by sie przydał... serio. W poniedziałek, czyli dzień Ofikowego zastrzyku, wpadłam na genialny pomysł: Paweł, przywieź mi Foxa i dzieci na stację pkp, pójdę z nimi na lody i spacerkiem do domu, a ty spokojnie pojedziesz z Ofikiem na zastrzyk. JOnek uważa, ze lody je sie na siedząco, a co najmniej na stojąco,a nie w trakcie spaceru... więc długo szliśmy ;) Fox byłw takim szkou- bo był bez Ofika i w miejscu, w któym rzadko spaceruje, ze był wyjatkowo grzeczny :) SZliśmy, szlismy i szlismy, Jonek rzucił kamieniem w płot, za którym był pies, musiałam mu nieźle zmyć głowę, bo on uważał, że to zabawne!!!
  7. A gdzie można podejrzeć obecne tymczasowiczki Nutusi? :)
  8. Tydzień temu w czwartek miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie- Ania nauczyła się robić balony z gumy! Cały dzień żuła i robiła balony, aż nam gum brakło i musiałam dokupić. W piątek odwiedziła nas Pawła mama, nie będę pisać o tym traumatycznym przeżyciu ;) powiem Wam tylko, że byłą baaardzo zdziwiona, ze Fox bierze leki na epilepsję. To nic, ze pies choruje od 6 czy 7 lat... Ale skoro Babcia już nas odwiedziła, to postanowiliśmy zabrać ja na spacer po Warszawie. Przez cały czas Ania narzekała, ze bolą ją uszy, ale tak jakoś dziwnie... Piątek wieczór, szansa na wizytę u naszej pani doktor dopiero w poniedziałek popołudniu, już miałam milion myśli, jak to zrobić, żeby mi się dziecko na uszy nie rozłożyło... kiedy dotarło do mnie, co ja boli :D żuchwa! od tego nieustannego żucia ;) 2 dni temu miałam wieczór pełen wrażeń, choć w planach miałam nie wrażenia a prasowanie. Tata chciał wyczyścić mi filtr w pralce,a le tego nie zrobił, bo filtra nie dało się odkręcić, ale zapomniał mi o tym powiedzieć, więc nieświadoma niczego, włączyłam pranie, wyszłam z łazienki i... po kilku minutach do łazienki wbiegł Jonek, żeby umyć zęby, jak się wygrzmocił! 10 cm wody! Tata coś obluzował, choć wydawało się, że jest zakręcone... Jaka mam teraz czystą podłogę w łazience! Szkoda tylko, ze prawie 2 godziny poszły na doprowadzenie wszystkiego do ładu... Jonek na szczęście bardziej się wystraszył niż obił. A filtr udało nam się po ciężkich próbach wydobyć, nie był nawet brudny, tylko zapchany i unieruchomiony ceramicznymi kulkami z saszetki do prania ekologicznego-kiedyś pękła, część kulek się zapodziała w pralce... Moje dzieci były wczoraj u dentysty, zęby zdrowe, dzieci dumne z siebie :)
  9. na FB nie ma aktualizacji... a szkoda, bo wszyscy czekamy na wiadomość, co dalej.
  10. Ofik waży 11 kg. To o 200 g lepiej niż ostatnio,a ostatnio było lepiej o 300g, ale to nadal 2 kg Ofika za dużo. Ma wcięcie w pasie i nie ma bardzo dużo tłuszczu, żebra czuć, ale i tak jest za gruby jak na siebie. Jak do nas trafił ważył 10 kg i schudł do 9. Potem niestety przybyło nam chłopaka... Jonek z Ania bardzo się starają, żeby go nie ubyło ;) W poniedziałek Ofik dostał Cartrophen- to była 1 z 4 dawek, będzie dostawał zastrzyki co tydzień. Ma mu to pomóc na pół roku. Jest szansa, ze dolegliwości w ogóle ustąpią, ale na jego niekorzyść działa nie tylko waga ale i wiek. Te zastrzyki podobno są bardziej skuteczne niż doustne podawanie leków na stawy. Dla mnie na pewno bardziej wygodne- już z jednym psem walczę 2 razy dziennie o połknięcie leków :) Cały ostatni tydzień nasze dzieci spędziły w domu, bo maja przerwę w przedszkolu, niestety ;) W poniedziałek były jeszcze w przedszkolu, bo to był ostatni czerwcowy dzień. Wtorek spędziły z babcią i dziadkiem, w środę Ania poszła ze mną do pracy na kilka godzin, potem dziadek z Jonkiem ja odebrali,a w czwartek i piątek dzieci miały spędzić pełne przygód dni ze swoim tatusiem oraz mamusią tegoż tatusia. Miały. Po pierwsze mamusia tatusia w środę o 21 poinformowała nas, ze jednak nie dojedzie w czwartek, bo jej maliny obrodziły i musi je przerobić, bo by się zmarnowały. Po 2 Ania, która miała już obiecany poranek z mamą w pracy zaparła się, ze musi ze mną jechać, bo już się do tej myśli przyzwyczaiła i koniec. Pomyślałam sobie- ok, i tak na 14.30 jadą do fryzjera, to ją Paweł odbierze i już. O ja naiwna!!! Paweł postanowił w czwartek rano oddać auto do dokończenia naprawy. Mechanik oddała uto z 40 minutowym opóźnieniem i słowami: nie udało sie tylko pozbyć stukotu, ale to nic, możesz śmiało jechać, a jak już wrócisz, to odstaw mi znowu auto, będę walczyć. I ten... mój mąż... wsiadł z Jonkiem do stukoczącego samochodu i przyjechał do fryzjera- oczywiście spóźniony, a ja musiałam zamknąć sklep i iść z Anią, bo po pierwsze nienawidzę odwoływania w ostatniej chwili, a po 2 Ania do tej myśli też już się mocno przywiązała ;) Po fryzjerze wsiedliśmy do samochodu, żebym mogła wrócić do pracy... Rety! Jak tam pod maska coś waliło! O jak się wściekłam!!! Wysiadłam, wzięłam dzieci i powiedziałam Pawłowi, ze może nawet w kosmos lecieć, bo to auto tak wali! A on chciał zabrać dzieci, w tym upale, w trasę, w korki, chyba, żeby stanąć z nimi na trasie i czekać na pomoc... Myślałam, ze go zgładzę wzrokiem! Cudem dojechał do domu. Tam silnik dokonał żywota. Niestety. Dzieci tylko przez chwilę udawały, ze wolałby jechać do domu niż zostać ze mną w pracy ;) Spodziewałam się małej ilości ludzi, bo cały ten tydzień był bardzo już wakacyjny, ale akurat wtedy od 15 do 18 drzwi się nie zamykały ;) A dzieciom przy ludziach odbijało :) weszli mi pod spódnicę a Jonek zaczął wołać- o! siusiak! Ale jemu nie trzeba wierzyć, bo niedawno mi powiedział, ze swędzi go cipcia,a chciał powiedzieć-dupcia ;) Po 18 zamknęliśmy sklep, wyszliśmy i poszliśmy na stację. W pociągu przez całe 15 minut trasy kłócili się, szczypali, klepali i wyzywali do dupków, dupci i kupci. Dojechaliśmy do Rembertowa, do warzywniaka na szybkie zakupy i zrobiła sie pora na autobus pod dom. To tylko jeden przystanek ale bardzo długi. Stanęłam przed przejściem, zatrzymało się auto- furgonetka. Zasłaniała 2 pas w tym samym kierunku, wiec stałam i czekałąm. No i sie doczekałam- palanta, który przejechał na pełnym gazie i nawet jak już wjechał na pasy to nie dotarło do niego, ze na nie wjechał! Bo czasem kierowcy się orientują i przynajmniej przerażeni łapią się za serce,a ten nic- śmignął sobie zadowolony z życia, a ja, jak przystało na matkę polkę ;) krzyknęłam: no co za po.eb!!!! aż panowie w furgonetce zaczęli do mnie machać- czyli ze naprawdę krzyknęłam,a nie tylko w myślach ;) Udało nam się dotrzeć na przystanek wsiąść do autobusu i się zaczęło ;) Ania usiadła na siedzeniu obok okna, a Jonka postawiłam obok siebie przy wielkim oknie, ale zaczął się przepychać do Ani, bo on chce siedzieć przy oknie! Ania nie chciała ustąpić, Jonek się walnął w usta o jakąś rurkę, zaczął jęczeć, Ania się śmiała, on ją walnął metalowym autkiem, ona w końcu się przesunęła, powiedziałam Jonkowi, ze u mnie ma wielkie okno na wyłączność a on na to, ze on woli małe okno. AKURAT! Cały czas patrzyła na to mama z dzieckiem z miną " doskonale wiem, co czujesz i co masz ochotę im zrobić! " ale powiedziała tylko: ja też mam dwójkę i właśnie wracam do domu... Jonek się o coś mocno wkurzył i zaczął płakać, Ania śmiała się na cały głos a ja, z niemocy też w końcu buchnęłam smeichem,a Jonek płakał krzycząc, ze jestem głupia. A ja rechotałam i rechotałam. I to wszystko w trakcie przejazdu tylko 1 przystanku! Udało się wysiąść, Jonek przestał jęczę, my przestałyśmy rechotać, jakoś załagodziłam sytuację, zeszliśmy z głównej drogi na boczną, gdzie mogli iść swobodnie sami... Jonek się przewrócił na chodniku- obił kolano i zadrasnął je a na dłoni zerwał skórkę- jakieś 5x5 milimetrów!!!! Olaboga!!!! Musiałam go zanieść do domu i obiecać plasterki! W domu od razu go wsadziłam do kąpieli, ale cały czas jęczał, że go boli. Musiałam nasmarować i zakleić plastrami- plaster działa cuda! nagle przestało boleć! Paweł w tym czasie załatwiał hol, wrócił jak sytuacja była już opanowana, ale 3 razy usłyszał mrożącą krew w żyłach historię upadku i krwawych ran! Nie wiedziałam, ze mój syn jest taki miękki! Ania upada, wstaje, otrzepuje się i nawet nie zauważa, że krew leci! Następnego dnia dziadek musiała 3 razy wysłuchać historii, babcia tylko raz, bo się śpieszyła ;) Dziś rano druga babcia musiała znowu wysłuchiwać tej historii, choć wczoraj jak już przyjechała, to też ja słyszała. Rany nadal bolą i nadal wymagają plastrów!
  11. Fajnie Pajciątko sie ma :)
  12. czy coś wiadomo? kciuki nadal zaciśnięte!
  13. Jakies 3 dni później Ania powiedziała mi, ze Ofik wczoraj znowu nie mógł chodzić, ale na tylne łapy i ze tata zaniósł go do łóżka,a le po chwili wstał i wszystko było ok. Pytałam, czy na pewno tylne- tak na pewno. ALE w ostatni czwartek znowu zaczął wyć i podnosić przednią łapę i wtedy Pawłą olśniło, ze jak go ostatnio nosił, to Ofik też tak robił... ALE na tylne nie chodził. No wiec rozsądnie, choc niezbyt cicho i spokojnie zapytałam: A jak niby miał chodzic, skoro ma z tyłu jedną łapę, a przednia miałw powietrzu???? Czołgał się przecież!!!! Wszystko mi opadło, zabrałam go na ręce, do samochodu i do weta. Pani doktor go obmacała, naciskała, wyginała i NIC! Umówiłyśmy się, ze w sobotę Ofik przyjedzie i w narkozie go prześwietlą wzdłuż i wszerz, pooglądają stawy... Obejrzeli, krew pobrali i NIC! Zdrowy, wyniki krwi idealne. Wniosek jest taki, ze ze względu na swoją kulawiznę bolą go jakieś mięśnie. I mam dzis z nim jechać na zastrzyk, nawet nei wiem jaki, dowiem sie jak dojadę ;)
  14. Byłam rano na pilatesie, ręce mi tak drżą, ze nie wiem, czy dam rade napisać tego posta... ;) 2 tygodnie temu ANie bolał brzuszek. W poniedziałek, we wtorek, w środę też, więc postanowiłam, że nie pójdzie do przedszkola, tylko ze mna do pracy. Jak to usłyszała, to wszystko jej minęło. A ze to było po występie w przedszkolu, po dużych emocjach, pomyślałam, ze odreagowuje w ten sposób. Jadąc do pracy, pojechałysmy jeszcze po moje wyniki badań, niezbyt daleko od domu,a Ania zaczęła sie zwijać z bólu... No to wsiadłyśmy w autobus powrotny, a tam pani doktor mi oznajmiła, że skoro dziecko nie gorączkuje, to mam z nią przyjsć popołudniu jak bedzie 2 lekarz, bo ona ma za dużo pracy. A Ania siedziałą w korytarzu i sie zwijała... Upewniłam sie wtedy, dlaczego nie korzystam z usług tej pani... i naprawdę musiałam zapisać ANię na popołudnie. Pojechałysmy do pracy, gdzie znowu zwijała się z bólu, mimo podania nospy. Mój tata odebrał ją koło 15 i pojechał do lekarza. Okazało się, że to może być jelitówka, której jedynym objawem jest ból jelit. A co najważniejsze- zanim wyszłysmy do pracy, siedziałam na sofie, przybiegł Ofik, wskoczył obok mnie i... podniósł przednią łąpę i zaczął wyć z bólu!!! Wizja psa na 2 łąpach mnie nie pocieszyła, powiedziałąm ANi, ze musimy najpierw jechać do weterynarza z biedakiem, ale biedak po 3 minutach... zeskoczył i pobiegł jak nowonarodzony drzeć japę na dworze...
  15. ale się u Was nasiedziała ;) super trafiła dziewczyna :)
  16. cieszę sie, ze Margo ma nadal zapas finansowy :) I że uszka w porządku! :)
  17. Trzymam kciuki. A w razie "W" dorzucam sie do paliwa, byleby wyrwać Kubę ze schronu!
  18. Dostałam stałą eksmisje z małżeńskiego łoża. Jonek mnie eksmitował... Zagonienie go do własnego łóżka jest niemożliwe. A spanie w 3 jeszcze bardziej niemożliwe, bo Jonek rozpycha się tak, że to nie jest spanie... Byłam niedawno z Jonkiem na Monstertruckach na Stadionie Narodowym. Stadion od środka wygląda lepiej niż z zewnątrz, ale już zapomniałam, ze kiedyś mis ie ten koszyk nie podobał- przejeżdżam obok niego 2 razy dziennie i juz mi spowszedniał. Pokaz był niezły, ale całą impreza za długa jak na imprezę przeznaczoną dla dzieci. Był wyścig gokartów Polska-Niemcy. Zdaniem Jonka wygrała "flaga czerwona", czyli Polska ;) Pokaz free motocross zrobił na nim też niemałe wrażenie, zapytał, czy moge mu kupić motocykl, bo też chce tak skakać. Wyjście na imprezę trafiło na mnie, bo Paweł był tuż po wypadku a bilety były kupione... Nie widziałam wielu samotnych kobiet z dziećmi ;) Facetów sporo, rodzin dużo, ale samych mam mniej ;) Wracaliśmy pociągiem i długo czekaliśmy na stacji atakowani przez dzikie hordy komarów!!! Zapytałam Jonka, co opowie tacie, na co Jonek: że były komary... No! to tyle w kwestii wspomnień z Monster Jam ;) Maj i czerwiec to u nas wysyp imprez- dzień Mamy, Dziecka, Taty, urodziny mojej mamy, rocznica ślubu rodziców... w tym roku postanowiliśmy w prezencie zbiorczym na te okazje iść z rodzicami do teatru, ja i moje rodzeństwo. Rodzice byli zachwyceni pomysłem :) a sztuka świetna :) Wybraliśmy komedie obyczajową i uśmialiśmy się po pachy :) Znowu mi rozum odebrało i postanowiłam zorganizować imprezę dla Ani i jej przedszkolaków... Wmawiam sobie, ze impreza w ogrodzie będzie łatwiejsza do opanowania niż Sylwestrowe harce w domu ;) Ale... jak przeżyje niedzielę, to przyjdę w poniedziałek odpocząć do pracy ;) Pracuję bardzo dużo, wychodzę stąd i nadal mnóstwo spraw ciągnie się za mną. Dostawcy mnie nękają ;) Klienci mnie czasem wkurzają :) Plecy mnie bolą! Jak to dobrze, że mogę sobie tutaj ponarzekać... :)
  19. Podnoszę wątek, niech jak najszybciej znajdą sie deklarowicze i wsparcie dla Kuby
  20. Zuziu, bardzo współczuję... Polunia miała u Ciebie wspaniałe życie. Ściskam mocno!
  21. U nas zespół Weekend przerabialiśmy przy okazji poprzedniego występu ;) też był ubaw po pachy :D
×
×
  • Create New...