Jump to content
Dogomania

eloise

Members
  • Posts

    7795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by eloise

  1. Ania ma potrzebę rozmawiania ze mną o wszystkim- zdradza wszystkie sekrety, tajemnice i wyśpiewuje wszystkie swoje winy, nawet jeśli wie, ze przeskrobała coś tak mocno, że będą konsekwencje. I ja bardzo sobie to cenię, dlatego staram się, żeby to zaufanie utrzymać, a u Jonka je wyrobić, bo Jonek myśli, że jak o czymś nie powie, to to się nie zdarzyło ;) A o seksie rozmawiamy dlatego, że Ani trudno uwierzyć, że tak starzy ludzie jak jej rodzice mogą się jeszcze całować, a co dopiero... no wiesz mamo, te trzy litery na S... przecież jesteście już starzy! Szczególnie tata! Ale ty też mogłabyś być młodsza ;) Stopień rozleniwienia Ofika doszedł do takiego etapu: był na dworze o 10.50. Wyszłam z domu o 11, wróciłam o 13.10, psy przywitały mnie w drzwiach, pomyślałam, niech od razu sie wysikają, ale nie! Ofik nie miał tego w planach i w drzwiach bardzo zgrabnie zrobił w tył zwrot i zwiał!! Musiałam go po schodach gonić, był na dworze jakieś 30 sekund. Jak sie go siłą na dwór nie zaciągnie, to trzyma do momentu w którym już nie może utrzymać, schodzi na dół, staje przed drzwiami , najchętniej na wycieraczce i leje. I wraca do łóżka. Kuwetę sobie urządził! A jak jest na dworze, to drapie w drzwi, żeby go wpuścić. Jak chce iść do mojej mamy, to tak drapie, że ją budzi tymi pazurami! A jak siku, to nie drapie. Schodzi, leje i wraca. Franca taka!
  2. Te pchły to jakieś oporne, nadal łażą po kocie, na szczęście nigdzie indziej ich nie znalazłam... Ania od początku w nowej klasie przyjaźni się z Mają. Bardzo to fajna przyjaźń, fajna Maja, fajni rodzice, fajny pies ;) W 2 kasie był problem, bo w klasie jest chłopiec, który nie koleguje się w ogóle z chłopcami, W OGÓLE nic, zero. I bardzo chciał rozbić przyjaźń Ani i Mai, bo chciał się przyjaźnić z Mają. Obie miały z nim trochę problemów, ale jakoś w końcu udało się, że się od nich odczepił. A Ania i Maja trzymają się blisko z jeszcze 2 dziewczynkami. W tym roku, cała czwórka + ten chłopiec, który im dokuczał rok temu ( bo nadal nie ma kolegów i tylko z dziewczynami trzyma) mieli problem z jeszcze jedną dziewczynką. Otóż owa dziewczynka, tak chciała należeć do ich paczki, że pchała się rękami, nogami oraz kłamstwami, wymyślonymi problemami i donoszeniem wychowawczyni o nieistniejących sprawach. Dziewczyny raz pękły, tak miały dość tych kłamstw na swój temat, dostały histerii, wychowawczyni nie wiedziała, co robić i powiedziała im, ze musi porozmawiać ze wszystkimi rodzicami. Jak Ania zaczęła mi opowiadać o całej sytuacji i o tym, co do tego doprowadziło, to wyszło dodatkowo, ze oni w 5 założyli sobie grupę "Budyń", a grupa "omawiała" zachowania tamtej dziewczynki. A kolega mówiąc o niej użył słów: suka i dziw*a. Myślałam, że umrę na miejscu, jak to wszystko usłyszałam, odwiozłam Anię na zajęcia i rozpętałam burzę telefoniczną. Wszystko wyśpiewałam wychowawczyni, i innym rodzicom, ustaliłyśmy, że wszystko musi skończyć się natychmiast, szybkim, krótkim i skutecznym cięciem. Zmyłam Ani w ciągu weekendu głowę tyle razy, za tę grupę, że pierwsze, co zrobiła w poniedziałek, to powiedziała, że muszą rozwiązać grupę, i że ona już do tej grupy nie należy. Na szczęście i wychowawczyni i rodzice tej dziewczynki są świadomi tego, że to jednak ona sprawia problemy i powoduje konflikty a nie jest ofiarą, której inne dzieci z premedytacją dokuczają. Wręcz było tak, że one ja zapraszały do zabawy, tylko ona zawsze chciała wszystko inaczej, po swojemu i w rezultacie obrażała się i odchodziła. PO całej tej aferze i rozmowach z dziećmi sprawa rozwiązała się sama- ona już nie robi afer, choć nadal jest humorzasta,a dziewczyny nie reagują już tak emocjonalnie na to, co ona robi lub mówi. Odpuściły, zaakceptowały, że ona taka jest i nawet teraz jakoś im się układa. Wystarczyło pokazać im rozwiązanie, a oni bardzo chętnie z tego skorzystali. Za to dziś na zebraniu wyszła nowa afera. Tym razem w zerówce u Jonka. Na zebraniu był Paweł, więc informacje mam z 2 ręki. Chodzi o to, że chłopcy pokazywali sobie penisy i pupy, podobno w szatni kładli się na siebie i podobno niektórzy "odczuwali przyjemność". No i pani nie chce robić afery, ale jednak chyba zrobiła ;) Jonek nie przyznaje się do udziału w incydencie/-tach. Ale przypuszczam, ze przynajmniej stał obok i miał z tego wielki ubaw. Paweł przyszedł zszokowany całą sprawą. A ja mam brata i miałam wielu kolegów. Pokazywanie penisów i tyłków, było wielką rozrywką i w czasie podstawówki i w czasach liceum. Do samego końca. Że nie wspomnę o "kręceniu wora"... I o wszystkim tym wiem od samych uczestników, bo kolejnym etapem było chwalenie się tym wszystkim na pełen regulator, przy jak największej publiczności. Podobno w klasie była pani psycholog z pogadanką na ten temat i podobno pani udało się zapanować nad sprawą, bo "obśmiała" ich zachowanie i inne dzieci też się śmiały ( cokolwiek to znaczy, tyle powiedział mi Paweł). Obawiam się, że dzieci nie dostały informacji, które powinny dostać. Niestety- dzieci dziś są bardzo pobudzone, i emocjonalnie i seksualnie, a mam wrażenie, że szkoły za tym nie nadążają. Tak samo jak za przemocą wśród dzieci- nauczyciele nie są przygotowani do zwalczania i zapobiegania takim zdarzeniom. Tak jakby system kształcenia pedagogów był daleko w tyle za dzisiejszą rzeczywistością. Zgadzasz się Jelena? Czy masz inne obserwacje, ze swojej perspektywy? Niestety tempo życia, ilość obowiązków, łatwy dostęp do telewizji i Internetu nie pomaga. Naprawdę czasy się zmieniły. Dzieci się zmieniły i problemy się zmieniły. Bardzo staram się nadążyć za moimi dziećmi i wyjść naprzeciw ich pytaniom i problemom. Ania ciągle zadaje pytania nt seksu i związków damsko męskich, a Jonek mniej pyta, za to częściej pokazuje nam swoje "klejnoty". I mimo mojego gadania, że ma je trzymać w majtkach... myślę, ze dalej będą sobie z kolegami pokazywać, niedługo po prostu zaczną się z tym kryć...
  3. Cześć, słuchajcie, muszę, bo się uduszę! Bardzo źle sypiam, nie wiem dlaczego, czasem wybudzam się o 2-3 i nie śpię do 5. Ale są też noce, kiedy sen trzyma się mnie całkiem nieźle. Na przykład ostatnia noc- wróciliśmy do domu przed północą po cudownym koncercie Iry, której muzyki słucham od 25 lat, i uwielbiam niezmiennie. Położyliśmy się koło 1. Miałam nadzieję, że do tej 7 to dam radę, ale... Najpierw Paweł się rzucał, jęczał, kopał w ścianę, pierwszy raz. Dobra, uspokoił się, znowu odpłynęłam. Kot przylazł, wszedł mi na żołądek i mrucząc prawie spowodowała, że wróciły do mnie chipsy, które zjadłam kilka godzin wcześniej! Położyłam ją obok, zasnęłam, ale co chwilę wybudzała mnie bardzo mocny i głośnym drapaniem! Co zasnęłam, to Amelii znowu drap drap drap! Myślałam, że uszy tak drapie, ale wstałam, obejrzałam a uszy piękne, czyste i pachnące, za to na białym brzuchu... pchla autostrada!!! Szybko wygoniłam ją na jej ukochany strych, żeby jednak do tej 7 trochę jeszcze snu złapać. A o 10 w auto i do weterynarza po krople dla całej trójki. Nie wiem, gdzie złapała te cholery, ale śpi ze mną, z Anią, łazi na strych, do piwnicy, do pokoju, w którym mamy szafy i składzik rzeczy wszelakich... Mam nadzieję, że te krople wybiją całe to pchle towarzystwo, bo nawet nie mam jak nas teraz oprać w najbliższych dniach, bo popsuła nam się pralka, piekarnik, odkurzacz i mikrofalówka. Nie wierzyłam dotąd w prawo serii!!! A jakby tego było mało... próbuję od marca wyleczyć się z paskudnej alergii skórnej. Po pół roku udało ustalić się przyczynę- alergię na metale i barwniki wywołało szczepienie przeciwtężcowe! Dieta bezniklowa spowodowała, ze zaczęłam jeść bardzo dużo białka, którego nie mogłam strawić,niestrawione białko nasilało alergię, cierpiałam strasznie! Teraz jestem w fazie oczyszczania i odkwaszania organizmu, jem tylko trochę warzyw. Jest mi bardzo ciężko, choć na ciele lżej i lżej ;) ale trudno gotować osobne posiłki dla siebie i rodziny. Spędzam pół dnia w kuchni, drugie pół w roli szofera, trzecie pół na zakupach i innych powinnościach, czwarte pół chciałaby mieć dla siebie,zwierząt i dla męża też nawet, ale jakoś czasu nie starcza... Na szczęście dzieci dorastają, robią się coraz mądrzejsze, fajnie się z nimi gada, nie są już takie męczące, choć nadal bardzo absorbujące. Ale też coraz bardziej samodzielne i odważne- szczególnie cieszy mnie to u Ani, która dzielnie walczy z nieśmiałością po przeżyciach z 1 klasy. Ostatnio mnie niesamowicie zaskoczyła tym, że sama porozmawiała z kolegą, który jej dokuczył. Sama to załatwiła i to z własnej inicjatywy. Duma mnie rozpiera! Nadal sporo pytają o 2 WŚ, a Jonek kiedyś, płacząc, powiedział, że nie chce, żebym umarła jak Stalin od picia wódki ;) bo zobaczył, że piję wiśniówkę ;) Zaczęły dbać o przestrzeń wokół siebie, oczywiście trzeba im pokazać, co jest do zrobienia, ale robią to, prawie bez dyskusji. Ania coraz fajniej i chętniej gra na skrzypcach w domu, bo na lekcje to frunie, ale ćwiczenia w domu były jak dotąd niczym kara. Fox niezmiennie zawsze chętny na spacer i zawsze gotowy do drogi dokądkolwiek. Ofik niezmiennie gotowy do powrotu do łóżka- wczoraj byliśmy obcinać szpony, bo księciunio w pościeli pazurów nie ściera :D a 4 wyjścia na trawkę na 5 minut nie pomagają...Ofik nie chce wychodzić na spacery, a obecne temperatury go już żadną siłą nie wygonią z łóżka :D Amelia, mam wrażenie, straciła trochę sierści, i jakaś bardziej matowa się zrobiła, wszyscy mówią, ze to od tego, ze już grzejniki grzeją, ale jak tylko wytępimy pchły, to chyba pójdziemy na jakieś badania. Bo mnie się nie podoba, jak wygląda, a 13 lat na karku też już ma nasza panna. A tatuś-mąż niezmiennie jest sobą w każdym calu ;) Nadal bałaganiarz, nadal wszystko gubi i wszystkiego szuka, wszystkiego zapomina i wszędzie się spóźnia! Nie stracił niczego ze swojego uroku ;)
  4. Biedna Maja, starość jest smutna, co tu dużo mówić. Ja się bardzo cieszę, że Ofik tak dobrze się trzyma, ale wiem też, że nie u każdego starość przychodzi stopniowo- u Dżeka krach przyszedł nagle. I nie wiem, co będzie jutro. Fox wygląda jak młodzieniaszek, biega, kocha spacery, ale na łóżko już nie wskoczy, po schodach chodzi, ale widzę, że mu się tylne łapki zaczynają plątać. Ostatnio wstał i chyba mu łapki zdrętwiały, bo mu tył upadał, wystraszyłam się, ze to atak padaczki, ale po chwili poszedł normalnie... Staram się nacieszyć nimi, ile wlezie, tak bardzo ich kocham, a wiem, że czas ucieka.Wczoraj wieczorem Ofik wpakował się pod kołdrę, a nie na, jak zwykle. I jak mnie tak grzał milutko, to zapytałam Pawła, co my zrobimy , jak on odejdzie. Czy to w ogóle możliwe, żeby inny pies mógł go zastąpić? Czy też będzie taki przyklejony i taaaaaki milutki w dotyku? Taki wyjątkowy? Moja mama mówi, że nie tęskni za psem, tęskni konkretnie za Kapslem, a Kapsio był takim termoforkiem łóżkowym jak Ofik właśnie :( Zaraz minie ork bez Jacka i Kapsla, tak strasznie szybko czas mija! Chciałam dodać ostatnio zdjecia z telefonu, ale dogo nie chciało przyjąć. Podpowiecie, jak wrzuca się teraz zdjęcia?
  5. Tydzień temu stuknęło nam wspólne 12 lat!!! Mówię Wam,jak kochamy tego warczącego głupka!!! Jest cudownym termoforkiem, terapią na zło i smutek, pachnie tak wspaniale i ma najmilsze futerko na świecie! (wszyscy tak mówią!) :)
  6. Od dawna, wchodząc na dogomanię, spodziewałam się takich wieści, a jednak nie byłam na nie gotowa. Murko, jeszcze raz- wielkie podziękowania za Waszą wspaniałą opiekę nad dziadeczkiem przez wszystkie te lata. Miał u Was swój raj na ziemi.
  7. Murko, Wy się tak wspaniale nim opiekujecie! Dziękujemy za to!
  8. Jelena- trzymam za słowo! Zapomniałam dodać, że Ofik nie chodzi już na spacery. On na spacery jeździ- muszę zawodzić go na łąkę, którą uwielbia. Jak nie ma auta i możliwości podwózki- nie ma spaceru. Bo Ofik za płot wyjdzie i biegnie do samochodu, a jak go nie znajdzie, to wraca do domu. Czasami próbujemy go "namówić" na spacer i ciągniemy za smycz. Zdarza się, że kawałek pójdzie, ale zwykle kładzie się na chodnik i koniec- tak się zaprze, że trzeba odprowadzić do domu- jak pociągnę w stronę domu- natychmiast odzyskuje pełnię sił :)
  9. Cześć wszystkim! U nas wszystko w porządku. Nasza kocica Amelia zachwyca urodą i czas się dla niej zatrzymał. A ma 12 lat. Fox, moja ruda chuda glista, nadal jest chudy i nadal wije się jak glista ;) Skończył 13 lat, ma ledwie lekko oprószony siwymi włoskami dół pyszczka i w końcu zaczął się bawić i cieszyć życiem. Pomogło mu w tym.. odejście Jacka i... głuchota Ofika! W końcu nikt go nie terroryzuje. Wcześniej każdą próbę zabawy Ofik nam od razu przerywał. A teraz śpi w kuchni a my szalejemy w korytarzu, albo na trawie. Ofik jest głuchy i głównie śpi. Siwe włoski pojawiają się z dnia na dzień wszędzie, ale nadal ma najmilszą sierść na świecie i pachnące łapki. Śpi z nami co noc, niezależnie od temperatury. Mamy bardzo wysokie łóżko, więc potrzebuje schodka, żeby się wdrapać, poza tym, nie ma żadnych problemów z poruszaniem się. Biega po schodach i drze japę bezustannie. Tutaj nic się nie zmieniło. Jak drze się na sąsiadów, to albo wyganiam go kijem z krzaków, albo klaskaniem. Ale klaskanie słyszy tylko wtedy, jak się nie drze nonstopem ;) W maju tknęło mnie, że nie zaszczepiłam psów w terminie na wściekliznę. Zajrzałam w książeczki, a tam pieczątka z marca 2017. No i jak na sygnale pojechałam do weta i mówię: pani doktor! Nie wiem, jak to możliwe, zapomniałam o szczepieniu na wściekliznę! 2 miesiące po terminie! Pani doktor też w strachu, zagląda w dokumentację i mówi: szczepione w marcu 2017. Ja na to: no właśnie! A ona: Ale teraz mamy 2017, szczepiłyśmy je 2 miesiące temu... Widziałam to w książeczkach i byłam przekonana, że jest 2018, no i nie pamiętam momentu szczepienia ;) A przez tych kilkanaście lat nie zdarzyło mi się zapomnieć o szczepieniu w terminie :) :) U dwunożnych też w porządku. Ania zdała do 3 klasy z wyróżnieniem, a Jonek wczoraj był ostatni dzień w przedszkolu, od września szkolna zerówka. Nie wiem, czy tutaj o tym pisałam, Ania rok temu musiała zmienić szkołę, bo w 1 klasie była gnębiona przez koleżanki z klasy, a wychowawca, dyrektor szkoły i psycholog szkolny nie widzieli problemu i chcieli mi wmówić, że Ania jest nadwrażliwa, a raczej przewrażliwiona, a dzieci wcale nie miały na myśli tego, co jej mówiły... Teraz ma cudowną klasę i wspaniałą wychowawczynię. Lepiej trafić nie mogła :) Nadal pyskuje, chce się już malować i pyta, czy jak się w gimnazjum nie ma chłopaka, to jest kicha, czy nie... Jonek uwielbia Scooby Doo i klocki lego i to jest jego świat. I zabawy z tatusiem. Tatuś, jak tatuś, nadal przystojny ;) i nadal zapominalski i bałaganiarz. Niewyuczalny. Choć sam nauczyciel :D Wesoło z nim mamy. Pozdrawiamy!
  10. Nie ma chyba innego lekarstwa niż czas. Ja też płaczę, myślę, że rodzice też. Często wspominamy psy i dużo o nich mówimy. Dopóki Jack żył, nie zauważałam, że JRT są tak popularne... Ciągle je widuję. Wszędzie. Za każdym razem ściska mi serce i wstrzymuję oddech. Kapsla trudno będzie podrobić- był tak brzydki i wyjątkowy, że długo chyba nie spotkam psa, który mu dorówna urodą. Dzisiaj mam mocno wspominkowy dzień... Chyba nie pisałam o tym, co wydarzyło się już po odejściu Jacka. Wyszłam z domu i wsiadłam do auta, zaparkowanego na ulicy. Zapięłam pas, podnoszę głowę i kątem oka widzę moją mamę, która macha do mnie... jak wariatka. Inaczej nie umiem tego określić. Tak machała, że w sekundę sie odpięłam i wyskoczyłam z samochodu. Biegnę, a mama do mnie krzyczy szeptem: WIEWIÓRKA!!! Zamurowało mnie! Wiewiórka! U nas! Na naszej choince! Metr od domu! Od razu wiedziałam, dlaczego mama tak machała. Przez te prawie 10 lat, które tu mieszkamy, nie zajrzało do nas żadne rozsądne zwierzę. Jeż, wiewiórka, nic! a koty tylko młode, po zapoznaniu z Jackiem, nigdy nie wracały, miały swój rozum a Jack dawał bardzo jasne lekcje i wytyczne, kto może przebywać na jego terenie. On. I Kapsel. I nikt więcej. Raz przyszła żmija zygzakowata, ale one chyba nie są szczególnie rozsądne. Na szczęście Jack nie zdążył z nią pogadać, bo mama ich przyuważyła zanim doszło do "rozmowy". A tu nagle wiewiórka! Największa i niedościgniona miłość Jacka! On tak bardzo kochał ganiać wiewiórki! Rety! Nie doczekał tego widoku... Brakło chyba tygodnia.
  11. Cześć i czołem! Nadal nam smutno po odejściu Kapsla i Dżeka. Często ich wspominamy i bardzo tęsknimy. Fox i Ofik bardzo chętnie wypełniają moim rodzicom pustkę w ich mieszkaniu. Co prawda, nie dorobili się u nich jeszcze leżanek i misek, ale doskonale wiedzą, gdzie jest lodówka i często zaprowadzają do niej mojego tatę i bez problemu znajdują drogę do ich łóżka lub włochatego dywanu, na którym tarzają się jak opętani. Czasem biegne za mini, zeby ich wypuścić z domu a oni tylko chcieli iść do babci i dziadka i czekają, żeby im drzwi otworzyć ;) Chłopaki dzielnie się trzymają. Ofik jest bardzo niedobry dla Foxa, ciągle na niego warczy i nie pozwala wchodzić do domu. Amelia straszy Foxa spod kanapy, Fox goni Amelię po korytarzu. Stały repertuar. Ofika głuchota jest już bardzo widoczna, ale w sumie nie przeszkadza mu w normalnym funkcjonowaniu. Tyle u nas, nic nowego. Wczoraj jak patrzyłam na moje psy to stwierdziłam, że Fox jak stoi, to tańczy, a Ofik jak stoi- to leży, tak bardzo są różni od siebie :)
  12. Dziękujemy i pozdrawiamy! P.S. Co słychać u Kundzi i jej towarzyszy?
  13. Nie wiem,co napisać... tak bardzo rozumiem, co czujesz.
  14. Jelena, wiem dokładnie , co przeżywacie. Podjęliście najlepszą, choć najtrudniejszą decyzję. Daliście Jarusiowi najlepszy dom i ogrom miłości! Jaruś jest znowu szczęśliwy i nic go nie boli. Mocno wierzę w to, że wszystkie nasze ukochane futrzaki, które już od nas odeszły, czekają na naspo drugiej stronie. Ściskam Was mocno w tych trudnych chwilach.
  15. Jestem z Wami cały czas! Trzymam kciuki za powrót do zdrowia! Jaruś, nie daj się!
  16. Witajcie! Bardzo się cieszę, że Imka odnalazła swoje miejsce. Przykro mi Nutusiu z powodu odejścia Lesia... :( Był takim dostojnym królem haremu! Tak bardzo przykre jest to, że te kochane sierściuchy odchodzą i zostawiają po sobie taką pustkę! My wciągu 3 tygodni pożegnaliśmy aż 2 nasze psy :( Miały 12 i 13 lat, ale sądziliśmy że dłużej z nami zostaną. Oba chorowały i choć w ostatnim czasie cieszyliśmy się z każdego dnia, który mogliśmy z nimi jeszcze spędzić to ich odejście bardzo bolało, i nadal boli. Zostało nam pół psiego stada, również niemłodych 12-letnich panów i kocica, 11-letnia. Kiedyś i my obierzemy kierunek na Murkę i jej podopiecznych...
  17. Przychodzę do Was z kolejnymi tragicznymi wieściami :( 01.11 moi rodzice pożegnali się z Kapslem :( Naszym najpierwszym, najbardziej zgryźliwym, najbrzydszym, najmniejszym, naj, naj, naj :( Kapsel, wierny giermek mojego taty, nasza warcząco- pilnująca krzywozębna gwiazdeczka, zgasł... Przypuszczamy, że poddał się po śmierci Dżeka. On tylko leżał, wstawał, jak tata zarządzał spacer. Sam z siebie o nic już nie prosił. Ostatnich kilka dni, a przede wszystkim nocy to był jakiś koszmar. Nie spał, mlaskał, łaził, mdlał, tata go reanimował. Miał gorączkę. Dostał antybiotyk. Miał zrobione rtg płuc. Oczywiście kolejny lekarz mówił co innego niż poprzedni...Tak naprawdę nikt nie wiedział, co mu jest. Kapsel nie jadł i przestał pić. I to mama znowu powiedziała- dość :( Tak mi jej żal, że to ona musiała znowu wziąć na siebie ten ciężar. :( Powiedziała, że nie będzie znowu setki badań, kroplówek, zastrzyków i stresujących wizyt u weterynarzy.Kolejnych. Nie pozwoliła na przedłużanie jego agonii. Pozwoliła zachować mu godność. Kapsio odszedł w objęciach mojego taty, którego kochał wydawało się nad życie, a to śmierć Dżeka doprowadziła do jego odejścia :( Minęło już 2 tygodnie. Kapsel odszedł, kiedy ja byłam z dziećmi w sanatorium. Przepłakaliśmy cały wieczór, ja jeszcze kilka nocy. Dzieciom ta odległość dobrze zrobiła, mniej to przeżywały. Mnie odwrotnie. Tęsknię za nimi koszmarnie. Mój tata to jest niespełna rozumu, jak ja, już brałby do domu kolejne psy, ale mama twardo upiera się, że teraz jest czas dla nich. Psy pojawiły się w ich życiu jeszcze zanim pozbyli się z domu dzieci. Nie rozstali się z tymi psami nawet na jedną noc przez tych 13 lat. I nie dziwię się, że mama ma ochotę odpocząć i dojść do siebie po tym, co się stało. Strasznie mi ich brakuje. Kiedy wchodzę do mieszkania rodziców, kiedy ich nie ma, to uderza mnie cisza i pustka. Nikt nie szura w moją stronę, nikt nie puszcza mi groźnego spojrzenia, nie podnosi swoich wielkich ucholi na dźwięk słowa "tatuś: Nikt nie macha ogonkiem, nie wykłada brzuszka do głaskania,... Zniknęły łóżeczka, kocyki, zabawki, miski... Nie wiem, kiedy to przestanie boleć. Kapsel śnił mi się kilka dni temu. Biegł, uszy mu falowały a pysio się uśmiechał. Czułam, że jest mu dobrze. Ja wiem, że on jest teraz szczęśliwy i nic go nie boli. Tylko my tak cierpimy po tej stracie...
  18. Margo ['] dołączyłaś do Loriego i mojego Dżekusia, który odszedł od nas tak niedawno... biegajcie szczęśliwe, wolne od bólu! Dziękujemy Wam Kasiu i Mariuszu za lata troskliwej opieki, za BDT, za wieści, zdjęcia. Margo miała u Was dom. Dziękujemy. Domyślam się, że odejście Margo jest dla Was prawdziwym ciosem, trzymajcie się ciepło!
  19. U nas dzieje się nieustannie. Ostatni rok szkolny był jednym wielkim koszmarem. Wysłaliśmy Anię do "dobrej" prywatnej szkoły... Żeby języków nauczyła się, zanim się zorientuje, że to nauka... Ania była gnębiona przez koleżanki z klasy. Najpierw przez 1, potem dołączyły kolejne. Od marca, do czerwca jeśli nie codziennie, to co kilka dni byłam w szkole i rozmawiałam z nauczycielami, z dyrektorką, w końcu z "psycholog". Ta ostatnia rozmowa uzmysłowiła mi, że tam nikt nie chce pomóc mojemu dziecku. Dzięki mojej siostrze trafiłam do poradni psychologicznej, gdzie pani psycholog bez ściemy powiedziała mi, co Ani grozi, jeśli zostanie w tak toksycznym dla siebie środowisku. Decyzję o zmianie szkoły podjęliśmy szybko i bez sentymentu. Całe wakacje Ania dochodziła do siebie, a my obserwowaliśmy ją jak małpkę w laboratorium... Na szczęście, jak tylko skończyła szkołę, jej kłopoty też się skończyły i w wakacje nie zauważyliśmy nic niepokojącego. Organizowaliśmy jej czas z innymi dziećmi, aż naprawdę miałam dość towarzystwa nieletnich w swoim domu... Do nowej szkoły i nowej klasy weszła bez najmniejszego problemu. Uczy się, uśmiecha, chętnie chodzi do szkoły, chętnie gra na skrzypcach, ma koleżanki, w klasie panuje normalna, zdrowa atmosfera. Nadal jest humorzasta, bo taka po prostu jest, nadal gapi się godzinami w lustro i podziwia swoje odbicie, albo odgrywa scenki, ale to znowu jest nasza Ania. Obecnie jestem z dziećmi w Dąbkach, w sanatorium. Ania ma wakacje, Jonek jest kuracjuszem. Właśnie walczymy z rotawirusem. Mamy super wygodne łóżka, a ja jeszcze jednej nocy nawet nie przespałam w całości przez przeboje z dziećmi. Jak macie ochotę czytać, to proszę, cytuję sama siebie: O tym, dlaczego zabrałam dzieciom po 3 pary butów, czyli 80 kg bagażu to za mało! Już rok temu stanęłam przed dylematem- jak spakować się na 3- tygodniowy wyjazd z dzieckiem, kiedy nie podróżuje się samochodem. Okazało się, że bagaż należy wysłać kurierem. Poszły więc 3 pudła. W tym roku wyjechałam z 2 dzieci, znowu bez samochodu. Wysłałam więc 4 pudła. Patrzę właśnie na szafę - ubrań naprawdę nie mamy bardzo dużo, prać trzeba. Co więc skrywały pudła? ?? Buty zimowe. Adidasy. Klapki. Kapcie.Kalosze. Buty jesienne dzieci zawiozły na własnych nogach. Kurtki zimowe. Czapki. Szaliki. Po 2 pary rękawiczek. Ręczniki. Tym razem darowałam sobie szlafroki. Rok temu były obowiązkowe, bo prysznice były na korytarzu... suszarka. Kubki, kubeczki, mój ulubiony kubek, bo nie chciałam przez 3 tygodnie pić kawy z duralexu. Kawa, herbata, ulubione ciastka dzieci. Książki, książeczki, kolorowanki, bibuły, kleje, flamastry , podręczniki. No i moje włóczki. Kosmetyki. Nebulizator. Imbir.Trochę medykamentów, suplementów, specyfików i innych magicznych mikstur, których używamy przy gorączkach, kaszlach , bólach, i wirusach rota (te już zużyliśmy). Dzieci podlegają już obowiązkowi szkolnemu, więc wszystkie bibuły i nożyczki naprawdę są nam potrzebne do odrabiania lekcji. Wiaderka i łopatki. Każde wyjście na plażę kończy się wodą w kaloszach. KAŻDE. Każde kolejne wyjście musi więc być w innych butach. I spodniach, bo do kaloszy wlewa się po ciuchach. Dziwię się, że jeszcze nie prałam kurtek. Piszę o tym, bo dzieci właśnie wycinają coś z bloków ( wzięłam 2. Już się kończą) i padło pytanie: mamy zszywacz??? Nie wzięłam. .. za rok wysyłam 5 pudeł!
  20. Nadal smutno nam po odejściu Dżeka. Ania na samo wspomnienie płacze, tym bardziej, że Dżek nie uznawał dzieci na ludzi Dla niego dzieci to były istoty podrzędne. A Anię uznał za człowieka pełnoprawnego. Ona mogła go całować, głaskać, z nią turlał się po dywanie... Uznał ją niewiele ponad rok temu. Kapsel, 2 pies rodziców też ma się nie najlepiej. Waży 7 kg ( miał być cziłałą ;) ) a ma serce jak owczarek niemiecki... Kaszle, mdleje, tata go reanimuje. Poza tym ogłuchł, nie wiem, czy zupełnie, ale widać, ze nie słyszy. On głównie śpi, albo jęczy o jedzenie. Dżek, mimo paraliżu, bawił się, uczestniczył w naszym życiu. Kapsio to taka maskotka leżąca... Najlepiej ma się Amelia- nasz kotka. Ma 11 lat, nadal wygląda jak nastolatka. Też głównie śpi albo zebrze o mokre żarcie, ale też przychodzi na przytulanki. Nie bawi się a w nocy głównie śpi, poza momentami, kiedy o 4 rano postanawia drapać meble. Fox, moja chuda ruda strzała, ma 12 lat z kawałkiem a wygląda jak młodzieniaszek. od 6 lat ma siwą brodę, trzyma linię, jest bardzo aktywny, słuch jak żyleta. W sierpniu go kastrowaliśmy, ale okazało się, ze nie było żadnych zmian na jądrach, narkozę zniósł świetnie. Ma lekką wadę serca, bierze leki także na padaczkę, ale naprawdę wygląda i czuje się znakomicie. Ofik, nasz gwiazdor, jest leniem nad lenie. Gdyby mu dać kuwetę, to w ogóle nie wychodziłby z domu- przecież mordę można drzeć też spod stołu, nie trzeba wychodzić z domu... Ofik siwieje z dnia na dzień, ma siwe włoski w różnych miejscach na całym ciałku. Wygląda na grubaska, ale ma wcięcie w pasie i pod skórą czuć żeberka- on ma po prostu taką budowę. Kocha Jonka nad życie, z wzajemnością, bawią sie do upadłego taką piszczącą zabawką, która nas doprowadza do szału a ich do ekstazy. Ofik lekko przygłuchł. Trzeba go rano obudzić i powiedzieć, ze czas na siku, bo sam na to nie wpadnie. Nie ma też sensu wołać go z dołu, bo on po prostu nie słyszy. Trzeba przyjść i zaprosić księcia osobiście. Co nie znaczy, ze odpowie na zaproszenie, czasem mój tata dostaje szału, bo chodzi po niego kilka razy a ta glista potrafi przez 9 godzin nie ruszyć się z miejsca. Bo czeka na mnie i na Jonka. Odkąd nie ma Dżeka, Fox chodzi w gościnę do "dziadków". Bawi się zabawkami Dżeka, podobno nawet zaczął zapraszać Kapsla do zabawy i próbuje go rozruszać. Ofik też przychodzi ale ucieka, jakby bał się, że Dzek gdzieś na niego czeka i go pogoni. Tata bardzo ciężko znosi nieobecność Dżeka, ale mama twardo nie zgadza się na kolejnego psa.
  21. Murko, napisz proszę maila do kaskadaffik. Dziewczyny nie zaglądają na dogomanię, ale chcą uczestniczyć w kosztach związanych z diagnozowaniem Margo, na pewno pomogą.
  22. Kiedy wybieracie się na badania?
  23. To niesamowite, jak on się wspaniale trzyma! Oby jak najdłużej!
  24. Dziś nadszedł jeden z tych dni, których najbardziej się bałam :( Odszedł od nas Dżek, nasz wspaniały JRT. Nasz pogromca kotów, łowca wiewiórek, fruwający po łąkach z jaskółkami, nasz barometr- przy nim nie można było krzyczeć, kłócić się, ani nawet opowiadać o czymś w emocjach, oglądać przy nim meczów, bo bał się krzyków i zaraz przychodził przepraszać, za całe zło tego świata :( Nasz cudowny i najmądrzejszy pies. Najmądrzejszy jakiego znałam. Pokonało go jego chore ciałko. Problemy z chodzeniem, paraliż i ból, który wymagał bezustannego podawania leków, które niszczyły żołądek, jelita, nerki, wątrobę... Ale bez leków nie funkcjonował :( Dziesiątki badań, zabiegów, specjalistów, probiotyki, oleje, karmy... To tylko oddaliło w czasie to, co zbliżało się takimi szybkimi krokami :( Wczoraj jeszcze rozważaliśmy zakup wózka, a dziś całą rodzina przyjechała się z nim pożegnać :( Kryzys był od dawna. Ale oszukiwaliśmy się, że to przejściowe. Ale przejściowo to on miał lepsze momenty :( Mama od jakiegoś czasu szykowała nas na jego odejście, ale my ciągle łudziliśmy się, ze nadejdzie cud. Nie nadszedł. Wczoraj uświadomiłam sobie, że nadszedł moment pożegnania, że na siłę trzymamy tego biednego chore psa przy życiu. Dla siebie. Wczoraj miał lepsze popołudnie, więc szukaliśmy wózka. Ale dziś... on sam pokazał, że jedyne czego chce, to prawdziwie odpocząć. Nie sikał, nie załatwiał się, nie jadł, nie pił. I cierpiał. A teraz cierpimy my. Po stracie wiernego i cudownego przyjaciela :(
  25. Kasiu, czy możesz przesłać wyniki do kaskadaffik, na maila FAM? Kasia prosiła też o fakturę za badania na FAM
×
×
  • Create New...