-
Posts
1911 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by M@d
-
Taaa, znajoma ma kocura, co uważał się za Pana i Władcę domu. Jak nie miał ochoty na pieszczoty to ja drapał. Któregoś dnia wzięła młoda kotkę (nie chwaląc się, Jam ci to jej doradził) :lol:. Po 2 dniach prężenia się i fukania (i poszło też trochę "pierza") koty się "dotarły". A "zdrowa konkurencja" sprawiła diametralne zmiany w kocim charakterze :evil_lol: Moja porada była z obserwacji innej pary, gdzie "niedotykalskiej" kotce dobrano młodego pieszczocha kocurka. Po kilku tygodniach kotka doceniła dotyk ludzkiej ręki na grzbiecie :eviltong: UPDATE: [B] Dzisiaj będzie o tym jak pies ratuje tyłek człowiekowi...[/B] Wkrótce po tym jak zamieniliśmy miejsce zamieszkania moja żona wybrała się na długi spacer z Lumpem po pobliskim lesie. Las ten ma wiele kilometrów kwadratowych... Chodzili sobie chodzili ... aż zabłądzili ... i to na dobre ... Sytuacja z pozoru mogła by wyglądać poważnie (nieznany las o dużej powierzchni, zamieszkały przez dzikie zwierzęta - np. dziki *...), ale nie w tym składzie wycieczki ... Żona udała się po poradę do ... Lumpa :eviltong: Po komendzie "szukaj domu, wracamy, gdzie dom?" Lump ochoczo zaczął prowadzić, co chwilę zatrzymując się i sprawdzając czy za nim podąża... [IMG]http://images24.fotosik.pl/188/cf2ad870825d2f6d.jpg[/IMG] Nie było to co prawda po ścieżkach, tylko na przełaj, ale wyszli wprost na osiedle. Nie była to zresztą dla niej niespodzianka. Wcześniej nasz poprzedni pies Beksa dwukrotnie wyprowadzał ludzi z lasu koło naszej działki (raz żonę, raz żonę z moim szwagrem). Raz został konsultantem w Lesie Kabackim, kiedy ja miałem inną koncepcję powrotu niż żona i zaproponowałem, aby zdecydował trzeci członek stada :D A wszystko zaczęło się dużo wcześniej... Kiedyś we trójkę (ja, żona i moja matka) wybraliśmy się do Lasu Kabackiego na spacer. Gadaliśmy, szwendaliśmy się i nie bardzo rozglądaliśmy sie gdzie idziemy. Gdy przyszło do powrotu okazało się, ze jest sporo rozwidleń których nie zanotowaliśmy wcześniej, na jednym z tych rozwidleń zniknął nam gdzieś Beksa. wołamy, wołamy, wrócił, ale stoi kilka metrów od nas i nie podchodzi, w końcu wymusiliśmy powrót i poszliśmy dalej. Po dłuższym przedzieraniu się przez las, obchodzeniu jakichś rowów melioracyjnych i korzystaniu ze ścieżek, których kierunek nie bardzo nam pasował (ale nie było innych) mocno już zmęczeni wyszliśmy koło marketu odległego od zamierzonego miejsca powrotu o jakieś 4 kilometry :evil_lol: (Hmmm, Beksa chyba wtedy dobrze radził ... to jednak była ta lewa ścieżka... :eviltong: ) Na szczęście mieliśmy komórkę i wezwaliśmy transport :eviltong: Od tej pory, jak pies "mówi", że [I]"do domu to idzie się [B]TĘDY[/B]" [/I]to już nie dyskutujemy :eviltong:. Było więc oczywistym, żeby zdać się wtedy na Lumpa - w końcu pies nie ma ani mapy, ani nie może się zapytać, więc musi zapamiętywać jak wrócić :) * Kiedy piszę tu o dzikach, to nie jest hipoteza. 300 m od nas jest paśnik. Zimą po zmroku spotkaliśmy tam stado 7 dzików i ... skróciliśmy spacer :). W ostatnią sobotę na widok żony i Lumpa zwiało stadko 3 dzików, a w niedzielę 200 m od nas na ścieżkę wyszedł potężny dzik tak ze 2 razy wyższy od Lumpa, jakieś drobne 100 kg. wagi ..., pogapił się na nas przez kilkanaście sekund ... i majestatycznie odszedł ... to be continued...
-
[B]Psio-kocie opowieści... [/B]Jak się okazuje pies kotu bardziej bratem niż brat kota swemu bratu lub innemu kotu... Lump bez problemu zaakceptował zwalenie mu na łeb i na jego teren małego kociego sierściucha. Jak się okaże za chwilę nie jest to takie oczywiste nawet pomiędzy kotami! 2 tygodnie po przybyciu do nas kota Kamika vel Kamyka (to skrót od jego pełnego imienia - Kamikadze :eviltong:. Jest on też czasem nazywany ADHD :eviltong:) rodzice schwytali jego rodzonego brata i po drodze z działki wstąpili do nas. [IMG]http://images32.fotosik.pl/199/0eb27a7f9f3408e5.jpg[/IMG] Postanowiliśmy, że bracia powinni się spotkać i przynieśliśmy Kamyka. OMG! Co się działo! Kamyk prychał, prężył grzbiet i jakby go dopuścić, to chyba wziąłby się do drapania! Lump chodził wokoło wąchał i na koniec podszedł do nas, usiadł i podał łapę ze spuszczonym łbem... [I]- BŁAGAM WAS! Jeden NAPRAWDĘ WYSTARCZY! [/I]Rodzice z braku innego pomysłu rozważali zatrzymanie nowego kotka u siebie (mają dwa ok. 10 letnie koty - rodzeństwo zabrane kiedyś z tych samych działek). Plan jednak nie wypalił! Koty stawiły zbrojny opór dalekiemu krewnemu! Zachowały się podobnie jak Kamyk. Usiłowały go nawet atakować... Być może ataki były pozorowane, a po jakimś czasie nastąpiłby rozejm, ale przestraszona rozwojem sytuacji moja matka postanowiła ingerować w rozwój wypadków. (wg. mnie to był błąd) Rozdzieliła koty, "nowy" dostał oddzielne pomieszczenie - dużą łazienkę. Przymuszona okolicznościami znalazła mu jednak wkrótce nowy dom i tak stare koty obroniły swój stan posiadania :evil_lol: Jak widać pies okazał się bardziej gościnny niż przedstawiciele tego samego gatunku. Może tego teraz żałuje :eviltong: Najlepszą ilustracją różnic temperamentów oraz życia psa ze stworzeniem z syndromem ADHD ;) jest poniższe zdjęcie: [I]- OMG! A ten znowu swoje[/I] :shake: [IMG]http://images23.fotosik.pl/186/3b2c792ad99e936c.jpg[/IMG] to be continued...
-
[quote name='malawaszka']buuahahaha umarłam ze śmiechu, a umierając śmiałam się tak głośno, że obudziłam TZta który wstaje za kilka godzin do pracy :evil_lol::evil_lol::evil_lol: no i jak przeczytałam zdanie, że zacząłeś okładać Lumpa smyczą też już się smiałam :eviltong: ani odrobinkę w to nie uwierzyłam :lol:[/quote] :shake: szkoda :-( No to trochę złagodziłam, może się teraz uda :D UPDATE: Był już thriller gastronomiczny, sądowy, teraz czas na medyczny! :eviltong: Znowu lekka cofka w czasie do ok. 2 tygodnia pobytu u nas Lumpa. Z wymienionych wcześniej powodów Lump jeździł z nami na zakupy remontowo-wyposażeniowe. Któregoś dnia pojechaliśmy do Leroy Merlin. Był upał, ale zaparkowaliśmy w podziemnym parkingu, uchyliliśmy wszystkie okna o 1/4, naleliśmy psu wody do miski i poszliśmy kupować. Po powrocie wyprowadziłem Lumpa za potrzebą, wsadziłem go znowu do samochodu i rozpocząłem załadunek. W pewnej chwili zauważyłem, że pies leży na boku i bezładnie wierzga łapamii!! Pierwsza myśl - "A jednak się przegrzał!!" Wytargałem bezwładne 36 kilo z samochodu na asfalt, polałem go wodą z butelki, czekamy, czekamy i NIC! Dalej się nie może podnieść... [Musiał nas mieć za niezłych oszołomów] - "Mnie się kręci we łbie, a wy wywalacie mnie z samochodu na asfalt i polelwacie wodą!! OCIPIELIŚCIE DO RESZTY??!!!" Ze względu na utrzymujący się niepokojący stan, postanowiliśmy jechać do kliniki. Wtargałem bezwładne 36 kilo, długie na dobrze ponad metr ... z powrotem do samochodu - a wierzcie nie takie to proste... :D No i pełnym gazem do pobliskiej kliniki ... tam z parkingu na adrenalinie sprint z Lumpem na rękach do rejestracji... :D Na hasło "prawdopodobne przegrzanie" Lump błyskiem poza kolejką wjechał do gabinetu - a tu ZONG! temperatura pomiędzy 37 a 38, zero przegrzania, a pies się przewraca ... ????!!!! Pełne badania krwi i moczu no i wykryto anemię (!!?? - a nie wyglądał ;)). OK, zalecono witaminki, żelazo, karmienie krwistą wołowinką. Wszystko było fajnie przez ok 2 tygodnie ... Wtedy zdarzył się drugi atak - pies sporo biegał na spacerze za patykami, wrócił do domu i ... padł - tak jak poprzednio! Znowu, na ręce, do samochodu, do kliniki, wpadam do poczekalni, kładę psa na ziemi, biegnę do recepcji - a on biegnie za mną ... eeee??... No cóż, jak już tam byliśmy, to poszliśmy się znowu przebadać. Zalecono mniej wysiłku (spacery wręcz na smyczy!!) i zrobienie EKG! No więc było mniej wysiłku, było EKG (Lump jest spasiony z braku ruchu po pobycie w schronie, ale ponoć ma wytrenowane "serce sportowca". A więc owszem, anemia, ale reszta badań w porządku - czyli wszystko się zgadza ... oprócz kasy :-P Udaliśmy się więc do veta, który ratował naszego poprzedniego psa i który jako jedyny odkrył w końcu co mu jest. Ponownie nie zawiedliśmy się. Vet kazał nagrywać na video napady Lumpa i po ich obejrzeniu zdiagnozował uszkodzenie układu przedsionkowego (a prościej - "błędnika") - u ludzi choroba ta nazywa się chorobą Meniera, są to periodycznie powtarzające się ataki zaburzeń równowagi. Trochę wygląda to jak napad padaczki, przy czym pies jest przytomny, tylko nie może się podnieść, bo nie może złapać równowagi... (na szczęście doświadczony Vet poznał się, że to nie padaczka i nie zaczął karmić go tym świństwem co przy padaczce się podaje ...) Wcześniej ataki trwały ok. 15 minut i były na początku co ok. co 2 tyg., (gdy nie wiedzieliśmy o co chodzi), teraz jest pod obserwacją i na lekach i ma co ok. miesiąc. po ok. 10 minut. ( i będzie miał do końca życia, bo tego się nie wyleczy) Dlatego m.in. przez chwilę podejrzewaliśmy że to "kupowe" zdarzenie w sypialni mogło się wydarzyć podczas takiego ataku... to be continued... P.S. Thriller medyczny jest bez zdjęć celowo. Mimo posiadania obfitej kolekcji zdjęć i filmów, nie będę ich tu prezentował ... Może później dorzucę trochę optymistycznych zdjęć zdrowego Lumpa z ostatnich spacerów. UPDATE2: Wczoraj jak zwykle trochę sobie trenowaliśmy. Największą nerwowość wywołuje komenda "zostań". Może to ostatnia komenda, którą usłyszał od poprzedniego właściciela? A może po prostu nie lubi jak stado się oddala? Jest posłuszny, ale wyczekuje nerwowo na "wolny"... ZOSTAŃ [I]- EJ! Długo jeszcze?[/I] [IMG]http://images34.fotosik.pl/200/c16cf3d2c9d897dfmed.jpg[/IMG] WOLNY [I]- WRESZCIE! Już biegnę! [/I][IMG]http://images24.fotosik.pl/187/78140f9c1c45bd57med.jpg[/IMG] NAGRODA [I]- No ja myślę! [/I][IMG]http://images30.fotosik.pl/187/6ae2faf9f9ecf6f8med.jpg[/IMG]
-
Taką miałem nadzieję - w końcu czemu tylko ja miałem się zdenerwować, podenerwujcie się i Wy :D OK, [B]Lump kocia guwernantka[/B] [B]c.d.[/B] (tyle że troszkę cofniemy się w czasie) - [B]Kod Leonarda ...eee... znaczy Kod Lumpa, czyli zagadka Templariuszy (albo i większa!) [/B] Jak kotek był mały to robił kupki i siusiu gdzie popadło, co wprawiało Lumpa w osłupienie. Podchodził, wąchał i patrzył na nas - [I]Wy na to pozwalacie? [/I]Nauka czystości kota nie była błyskawiczna, ale w końcu kupki zaczęły lądować w kuwecie i przestaliśmy po każdym powrocie z pracy znajdywać niespodzianki, a czasem przy ich braku na widoku, przeszukiwać wszystkie kąty... Kilka dni później niespodziankę zrobił nam Lump! :crazyeye: W sypialni, gdzie "dostąpił zaszczytu" przebywania w dzień znaleźliśmy na dywanie dorodną kupę Lumpa (mimo dostępu do ogrodu!), na dodatek była rozsmarowana, a jej reszta oblepiała sierść Lumpa (!) leżącego na kanapie z kotem... Wkurzyłem się i przylałem mu smyczą! [IMG]http://images29.fotosik.pl/186/cf6f55346ee5828c.jpg[/IMG] Nie, nie - żartowałem :D Przecież pisałem, że zawsze staram pojąć "dlaczego"? ... (zapomnieliście? :eviltong:) Ponadto w tytule było "zagadka", a nie "łomot", nie? No i kto by bił takiego przyjaciela? Lump dostał lekką burę, taką bez przekonania - bo dalej nie znaliśmy powodu :???: Robiliśmy obiad i urządzaliśmy "burzę mózgów" co się mogło stać? - miał atak i puściły mu zwieracze, a próbując się podnieść wytytłał się w kale - hmmm... brzmi w miarę prawdopodobnie, ale on podczas ataków nie wywalał się na grzbiet, a wytytłany jest naokoło ... - zaspał, nie zdążył do ogrodu - fajnie, ale on nawet w ogrodzie stara się zrobić ile musi, a reszta po naszym powrocie w lesie - a to była pełna mega-kupa ... (no i czemu się wytytłał? W akcie ekspiacji??? Hmmm...) - i czemu w sypialni? Dopiero niedawno miał ją otwieraną w dzień i był z tego bardzo szczęśliwy... :???:. No po prostu nieprawdopodobne, coś tu jest nie tak ... Było jeszcze kilka bardziej lub mniej prawdopodobnych propozycji, ale żadna nas nie usatysfakcjonowała. Po obiedzie życie toczyło się dalej, m.in. poszedłem wyczyścić kocią kuwetę. Będąc myślami przy temacie kupy zastanowiło mnie to, co wcześniej nie budziło podejrzeń - "czemu ta kocia kupa jest taka mała?" :watpliwy: Rozpoczęła się akcja poszukiwawcza - policjanci, strażacy, wojsko, 2 helikoptery z termowizją itd! I Eureka! Za szafką ze sprzętem RTV znaleźliśmy cały ciąg wzdłuż ściany (chyba z 8!), a za kanapą następnych kilka :pissed: Kupy małego kotka nie śmierdzą, to znaczy nie śmierdzą nam (bezwęchowym dwunogom), natomiast Lump czuł je od wielu dni doskonale (szczególnie leżąc na kanapie :D). Być może próbował nam wcześniej coś przekazać, ale tępe dwunogi nie zrozumiały! W akcie desperacji postanowił zwrócić nam uwagę na problem robienia kupy w domu .... (tak jak umiał i tak abyśmy NAWET MY LUDZIE zrozumieli ...) :D [I]Czy coś się zmieniło w zasadach? Czy teraz sramy w domu!!?? Jeżeli coś się zmieniło, to rozumiem, że nie macie nic naprzeciw, abym i JA dołączył? A jeżeli nic się nie zmieniło, to skoro tępaki nie czujecie kupy w domu, to TERAZ poczujecie, jeżeli to mało, to jest rozsmarowana, jak i TO mało, to będę ją za wami nosił na GRZBIECIE aż wywąchacie! Czy teraz już czytelny jest przekaz? [B]KTOŚ TU ROBI TU KUPĘ W DOMU[/B]!! I podpowiem, że jest to ten mały biało-czarny sierściuch!! Zrobicie coś wreszcie z tym?? [/I]Co prawda kotu jeszcze przez kilka następnych dni zdarzały się "wpadki", ale poszukiwanie, sprzątanie i besztanie kota w końcu przyniosło RZECZYWISTE "zrozumienie" i zdyscyplinowanie sierściucha, a Lump już nigdy więcej nie musiał postępować wbrew zasadom. [I]- WRESZCIE! Zrozumieli! Do czego to podobne, żeby zmuszać psa do [B]TAKICH[/B] rzeczy!!! :shake:[/I] [IMG]http://images31.fotosik.pl/199/c6161798ecb24bd0.jpg[/IMG] to be continued...
-
To byłaby raczej cienka broszurka :D Lump daje niezwykle mało tematów (nie to co Marwel!:eviltong: ). Sądzę że większość co ciekawszych już opisałem, bo co opisywać w dniach gdy Lump był grzeczny (95% dni) ? Ponadto do pisania zagrzewają mnie Wasze komentarze :loveu:, gdybym pisał "do szuflady" to pewnie nie wystarczyłoby mi motywacji ;). Muszę coraz głębiej przeszukiwać pamięć, aby wygrzebywać co ciekawsze momenty. na razie staram sie lecieć w miarę chronologicznie, ale jak mi się coś z wcześniejszego okresu przypomni, to będzie "reminiscencja" :eviltong:
-
A oto następna mrożąca krew w żyłach historia o tym jak przybył do nas nowy członek stada - kot, jak nie umiał się zachować i co z tego smutnego dla kota wynikło... Ok 4 msc. temu stado powiększyło się. Mimo pewnych obaw jak Lump przyjmie na swój teren nowego domownika i to w dodatku kota, powiększenie stada odbyło się gładko i bezkolizyjnie. Kotek przybył jako kilkutygodniowy "szczeniak". [IMG]http://images33.fotosik.pl/197/7cdfb9f821141069.jpg[/IMG] Był potomkiem kotów żyjących na działkach. Z powodu letniego dokarmiania koty rozmnożyły się tam ponad miarę i nawet pozwoliły sobie na późnojesienne mioty, które miały małe szanse na przeżycie, szczególnie przy nikłej obecności ludzi na działkach zimą ... Moi rodzice szukali domów dla kilku maluchów, które umknęły akcji odławiania zorganizowanej przez jedno ze schronisk. Jednemu z nich my ofiarowaliśmy dom (acz nie ukrywam bez entuzjazmu...ale co było robić, nie było dla niego innego domu...) Kotek od małego terroryzował Lumpa, skacząc po nim, włażąc mu do miski gdy on z niej jadł, wieszając się łapami Lumpa pyska, chwytając w łapy i podgryzając jego łapy, a nawet próbował z początku Lumpa ssać, co wywoływało u lumpa konsternację i ewakuację z miejsca zdarzenia ... Właził też Lumpowi na jego posłanko. [IMG]http://images31.fotosik.pl/197/c718d990046fb40c.jpg[/IMG] Lump przez pewien czas znosił wszystko cierpliwie, jednakże kotek dorastał i nadszedł moment gdy Lump nie mógł już tolerować dokazywania kota. Zbyt upierdliwe zachowania zaczęły być kwitowane powarkiwaniem, a ignorowanie powarkiwania kończyło się tym, że Lump się WYDZIERAŁ na kota, co wywoływało sprint kota w drugi koniec pokoju. [IMG]http://images31.fotosik.pl/191/f8c939b4f5729152.jpg[/IMG] Któregoś dnia kotek nie zrozumiał, że skończyło się dzieciństwo i po raz 1001 wszedł łapkami psu do miski w czasie gdy on z niej jadł. Lump przerwał jedzenie i warknął. Kot jak zwykle olał psa i wyjadał mu dalej w najlepsze... Tego było już za wiele! [IMG]http://images27.fotosik.pl/185/0e774c64baa46720.jpg[/IMG] Bez dalszego ostrzeżenia Lump zaatakował! :crazyeye: Potężne szczęki potomka zabójców jeleni i dzików pochwyciły 800 gramowego kotka tak, że z paszczy wystawał tylko ogonek... Kot nie miał szans z 40-krotnie cięższym od niego napastnikiem. Nawet nie miauknął gdy paszcza wypełniona 2 cm. kłami i łamaczami gruchoczącymi wołowe kości i gałęzie grubości mojego nadgarstka miotnęła nim pod ścianę! Żona krzyknęła, ja zamarłem, Lump beznamiętnie powrócił do jedzenia. W paraliżującej ciszy, od strony bezwładnego ciała kotka leżącego pod ścianą rozległo się ciche "miaaauuu???" ([I]czy ja żyję???[/I]). Kot po kilkusekundowej autodiagnostyce stwierdził występowanie podstawowych funkcji życiowych i postanowił się podzielić z nami tą radosną wieścią... Rzuciliśmy się udzielić kotu pierwszej pomocy, ale okazała się zbędna ... nie pociekła ani jedna kropla krwi!! :eviltong: Kot wyglądał jak zmokła kura. Ociekał rosołem a do sierści miał przyklejone kluski. :cool3: Rozglądał się osłupiały dookoła, nie rozumiejąc co się stało ... Lump skończył jeść i spojrzał na kota jakby mówiąc: [I]Czas na podstawy kindersztuby kocie!! 1) JA jem PIERWSZY. 2) TO jest MOJA miska. 3) Możesz sobie z niej jeść jak JA skończę! (o ile ci coś zostawię) Albo się nauczysz, albo będziesz latał co wieczór, aż zrozumiesz![/I] No i kot chyba zrozumiał, bo teraz już się nie pcha ... Ale to tylko początek. Lump dopiero zaczynał swą karierę jako kocia guwernantka ... to be continued... P.S. Myśleliście przez chwilę, że go zagryzł? Zdradzę Wam coś - my też ... :D UPDATE: Bonusowo tryptyk o latających uszach, z ostatnich spacerów :D [IMG]http://images33.fotosik.pl/197/785df66a60af4364.jpg[/IMG] [IMG]http://images24.fotosik.pl/186/4cf630afe8c54a31.jpg[/IMG] [IMG]http://images34.fotosik.pl/197/6727da927a3fd6eb.jpg[/IMG] Niektóre poruszone, ale światło było słabe :(
-
Ja też się dziwię, ale żeby obraz nie był jednostronny to spisze teraz wady Lumpa (nobody is perfect :) ) - jest znanym wymuszaczem głaskaniowym. Ciągle mu mało, a gdy uzna że norma dzienna nie została wyrobiona to zaczyna mruczeć i skowyczeć. - niedogłaskany usiłuje zwrócić na siebie uwagę dostając "głupawki". np. idzie do łazienki, bierze skarpetki i nie da sobie odebrać, albo przyniesie patyk i zaczyna go ostentacyjnie masakrować na środku pokoju - choć (albo dlatego że) wie że to jest zabronione. Nic strasznego nie robi, ale staje się "upierdliwy" :eviltong: - Często "poluje" na wyrzucony chleb i zje nawet spleśniały :sad: - Czasem (mniej więcej raz na miesiąc) mimo podawania żwacza dobierze się do kupy - najlepiej końskiej, ale w ostateczności może być świeża ludzka ...:eek: - Czasem ma odmienne zdanie co do kierunku spaceru i zapiera się łapami, oczywiście wystarczy puścić smycz i udać się dalej, aby natychmiast rezygnował z oporu i dołączał ...;) - pod nasza nieobecność otwiera sobie różne pomieszczenia, także te zamknięte na klamkę (i znowu futryna do malowania :-x) i wyciąga nasze ubrania (najlepiej te ostatnio noszone :razz: ). Nie niszczy ich tylko zabiera sobie na miejsca spoczynku ... Taki "ersatz" obecności Państwa ;P - nie wiem też czemu obgryza "kamień elewacyjny" (świeżo położony na niektórych ścianach. Dostaje biały ser itp, więc nie powinien to być niedobór wapnia, szczególnie że ten "kamień" to mieszanka cementu, kleju i innej chemii ... No ale po 3-4 próbach na razie zaniechał tego, więc może będzie już spokój ... - najniebezpieczniejszym ze złych zwyczajów, jest przesiadanie się na miejsce pasażera z przodu, gdy jedziemy we dwóch samochodem. Jest o to walka, ale z coraz lepszym skutkiem udaje mi się to wyplenić ... :lmaa: W zasadzie nic, czego zdrowy normalny pies nie robiłby w mniejszym lub większym stopniu. W sumie - do przeżycia :D - szczególnie przy masie innych zalet ....
-
[quote name='Sharona']Yeti... gdyby wszyscy właściciele byli tacy odpowiedzialni i rozsądni, to schrony byłyby o połowę pustsze... Gratuluje rozwagi! :)[/quote] To nie zupełnie rozwaga..., to elementarna "przyzwoitość". Przykładowo: jeżeli obiecasz przyjacielowi, że może mieszkać u Ciebie do końca życia, to oboje macie świadomość,że to na tyle długi okres, że coś się może zmienić. Kiedy podobny "układ" zawierasz z istotą o "inteligencji emocjonalnej" na poziomie (przykładowo) małego dziecka, to ona takiej świadomości nie ma... Tak więc jeżeli nie masz pewności, że sprostasz swej obietnicy to lepiej jej nie składaj ... Chyba, że poziom własnej "inteligencji emocjonalnej" pozwala pozwala komuś patrzeć rano w lustro bez obrzydzenia, bez względu na to co robi... Pies to (według MNIE) myśląca i czująca istota - ze swoimi wadami i zaletami. Jeżeli ktoś chce mieć "automat" wykonujący bezbłędnie każdy rozkaz i który można odstawić na półkę gdy nie ma się dla niego czasu, to niech kupi japońskiego mechanicznego pieska na baterie ... Obaj z Lumpem jesteśmy w pewnym sensie podobni i dlatego nieźle się rozumiemy. Obaj jesteśmy spokojni i opanowani, ale nie dajemy po sobie "jeździć" i lepiej nie przekraczać (celowo) pewnych granic bo potrafimy wtedy warknąć lub pokazać zęby ... :evil_lol: Właśnie to opanowanie Lumpa sprawiło, że nie chodzę o kulach... :) A było to tak: Oglądałem w nocy TV i w przerwie na reklamę postanowiłem zrobić sobie coś do picia. Ruszyłem szybkim krokiem do kuchni. W ciemnym przedpokoju z rozpędu przykopałem w coś leżącego na podłodze, straciłem równowagę i z impetem dostawiłem drugą nogę, ponownie kopiąc coś miękkiego, chwyciłem się futryny i zapaliłem światło. Obie moje stopy opierały się o brzuch psa wyciągniętego w poprzek przedpokoju. Lump miał uniesiony łeb, napotkałem jego wzrok który pewnie mówił "[I]No jak łazisz lebiego! Ślepy? Ja tu śpię, a ty mnie kopiesz w brzuch?"[/I] Nie warknął, nie ugryzł, a przecież nawet nie mógłbym mieć do niego pretensji ... Zaliczył dwa dość silne kopy w brzuch w trakcie jak spał i nawet się nie zerwał... Ten pies, moim zdaniem, mógłby być dumą każdego właściciela i nie ma w tym żadnej mojej zasługi - on po prostu taki jest... [IMG]http://images29.fotosik.pl/184/f4f9fae3099add0b.jpg[/IMG] Następna historyjka jutro ;) Będzie o tym jak ściągneliśmy Lumpowi na łeb małego kotka ... to be continued...
-
W zasadzie powinien wprowadzić poprawkę. To nie był 2 tydzień, a raczej 4-5 tydzień jego pobytu. W tym czasie pies doświadczył kilku wejść "obcych" (drzwi frontowe otwarte, brak dzwonka, robotnicy wchodzą co rano sami). Pies wyskakiwał do nich ze szczekaniem, a po naszej "autoryzacji praw do wejścia" ignorował ich cały dzień. (zero prób ukąszenia) Był parokrotnie podeptany przez robotników i nie zareagował (po prostu się odsunął/zabrał łapy - brak wykazywanej agresji). itd itp. Jeżeli to wszystko nie spowodowało żadnych aktów agresji, to było NIEZWYKLE MAŁO PRAWDOPODOBNE, że ni z tego ni z owego zerwał się z kanapy i ugryzł przechodzącego sobie spokojnie teścia... Tak na logikę... Dlatego dokłądnie zbadałem sprawę pod kątem wiarygodności "zeznań" które mi się "nie kleiły". Staram się być w życiu sprawiedliwy i nie widzę powodu, aby wobec psa stosować inne zasady... Zawsze też staram się zrozumieć "dlaczego" coś się wydarzyło, choćby po to, aby uniknąć tego w przyszlości! Wywalenie psa W OGÓLE nie było brane pod uwagę. W skrajnym przypadku byłaby wzywana pomoc zoopsychologa. Przewidywane kary "w zawiasach" to "ignor" u stada, pozbawienie przysmaków itp... (czego nie zastosowaliśmy, w związku z uzasadnionymi podejrzeniami, że stroną prowokującą zajście nie był Lump, a karanie psa za błąd człowieka byłoby nie tylko neisprawiedliwe, ale i niewychowawcze a nawet mogłoby sprowokować napięcia, chęć odwetu i np. kolejne pogryzienie)... Jedyny wyobrażalny powód pozbycia się psa, to powtarzające się pogryzienia przy wyczerpaniu wszelkich środków wychowawczych i braku [B]jakiejkolwiek[/B] nadziei na rozwiązanie problemu ...
-
Złamał by kręgosłup ofierze ? ;) BTW: ślady zębów na ręku teścia były praktycznie po jednej stronie ręki. Świadczyło by to o tym, że zęby nie zostały zaciśnięte, a gross obrażeń powstało z powodu gwałtownego wyszarpnięcia ręki spomiędzy zębów... De facto teść nabił rękę na zęby którymi został tylko chwycony ...
-
[quote name='Romas'] Zobaczcie dziwnosc jej umyslu.Wyraznie wyodrebnia grupe ziwrzat o nazwie "kot" ,przy ptakach mozna sobie mowic to slowo i nie ma reakcji Zuzi.Natomiast domowe koty nie sa klasyfikowane jako ta sama grupa :-) Fajne ,co :-)[/quote] Wydaje mi się, że poprostu "swojego" nie wypada gonić :D Mamy małego kotka. Wychował się z psem. Skacze po psie, czepia mu się łąpami pyska, wyżera mu z miski... Poszliśmy na pierwszy spacer poza dom, zobaczył obcego psa. Pies podbiegł. Kot dostał takiej paniki, że podrapał żonę, która niosła go na rękach... Tak więc znany z wojskowości system rozpoznawania FoF (Fiend or Foe) działa też doskonale u zwierząt ... :eviltong: Co zaś do diametralnych różnic w charakterach, to widziałem całe spektrum charakterów wśród miniaturek :P
-
Rozważę to, :D ale Marley dawał znacznie więcej tematów poprzez ciągłą demolkę a ludzie lubią czytać o niepowodzeniach innych. Czytanie o spokojnym, zrównoważonym psie, może wywoływać frustrację u tych, których psy raczej bliższe są Marleyowi ... Szczególnie, gdy właściciel niewiele się napracował aby to uzyskać ... :eviltong: No ale obiecałem dzisiaj horror i właśnie zaczynamy... Będą rany kłute i szarpane, błysk kłów i krew na podłodze .... :smhair2: (no może trochę przereklamowalem ... :D ) [B] - Ukąszenie teścia, czyli słowo człowieka vs. "słowo" psa - proces poszlakowy (tydzień drugi)[/B] Ponieważ nie mieliśmy dostatecznie długich urlopów, a zostawienie psa samego z robotnikami nie wchodziło w rachubę, zawezwaliśmy posiłki. Przybyli teściowie. O ile teściowa zyskała od razu sympatię Lumpa, to teść mający żywiołowy charakter, wykonujący gwałtowne ruchy, głośno mówiący i gwałtownie gestykulujący nie stał się ulubieńcem Lumpa. Lump starał się mu schodzić z drogi i zachowywał dystans. Któregoś dnia wracam z pracy, a teść ma zaplastrowane prawe przedramię. Okazuje się, ze pokaleczył go Lump (!) Piszę "pokaleczył", bo lekkiego przecięcia skóry nie nazwę ugryzieniem. Gdyby Lump go UGRYZŁ, to było by szycie w szpitalu a nie kilka plastrów ... Szybkie śledztwo wykazało niespójności w zeznaniach. Wersja teścia: Pies spał na kanapie, ja przechodziłem i wtedy podniósł łeb i mnie ugryzł. Wersja Lumpa: (niestety nie przekazał szczegółów, tylko odniósł się do całokształtu ) Na zjebkę z wskazywaniem na teścia Lump zamiast pokornie spuścić uszy, jak zwykle gdy przyznawał się do winy, zaczął się "kłócić" - szczekać, mruczeć i skowyczeć. (mój poprzedni pies, robił to samo gdy nie zgadzał się z uznaniem swojej winy - np. gdy sam zaczął szczekać na innego psa, to ochrzaniany spuszczał uszy i robił "depresję", natomiast gdy inny pies zaczął, a on tylko odpowiedział, to na ochrzan reagował szczekaniem i mruczeniem ... :) ) No więc postanowiłem zbadać ślady zbrodni. Sprowokowałem teścia do okazania "ran". Pobieżny ogląd ujawnił, że ślady kłów są bliżej nadgarstka niż reszta śladów zębów, a otarcia naskórka wiodą od śladów kłów przy nadgarstku w kierunku łokcia... Próba dopasowania układu pyska do rany i do zeznań wykazała, że musiało się to odbyć tak: Teść spokojnie przechodził koło zaczajonego psa udającego sen. Nagle pies wyskoczył w górę, zawisł tylnymi łapami na żyrandolu, wsunął dolną szczękę pomiędzy korpus teścia a opuszczoną rękę i bez powodu ugryzł! Zaskoczony, niczego nie spodziewający sie teść, usiłował wyrwać rękę szarpiąc w dół (rzucił się na podłogę?) co pozostawiło ślady zębów ciągnące się z dołu od nadgarstka w górę w kierunku łokcia (zakładając rękę swobodnie opuszczoną w dół). Z nieznanych przyczyn pies zaniechał tak przemyślnie przygotowanego ataku i ślady urywają się po ok. 1 cm. (może nie utrzymał się żyrandola łapami i spadł?) Hmm ... aż strach pomyśleć że trzyma się w domu takie monstrum co takie rzeczy wyczynia!!! (szczególnie że to "przyczajony Tygrys" który ani wcześniej ani nigdy później tego wyczynu nie powtórzył... No ale wystarczy spojrzeć na to monstrum, aby nie mieć wątpliwości do czego to może być zdolne! [IMG]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/86e095fb980e4db9.html[/IMG][IMG]http://images13.fotosik.pl/93/86e095fb980e4db9.jpg[/IMG] Inną hipotetyczną wersję pasującą do układu śladów zębów przytoczę tylko ze względów faktograficznych, gdyż jej przyjęcie zadawało by kłam zeznaniom człowieka a dawało wiarę protestującemu psu, co w naszej kulturze jest niewyobrażalne :eviltong: - Teść zatrzymał się przy śpiącym na kanapie psie i coś chciał (może żeby zszedł) gwałtownie gestykulując nad psem (wcześniej wyrażał lekką dezaprobatę dla psa rozwalającego się na kanapie) Pies (będący prawdopodobnie wcześniej bitym) potraktował to jako przejaw agresji i krótkim chwyceniem wzniesionej nad nim ręki poinformował potencjalnego agresora o tym, że nie uważa go za uprawnionego do takich metod ... (i następnym razem "dłoń podniesioną na władzę ludową... znaczy się chciałem napisać... psią, obetnie!") Co tłumaczyło by że przy zgiętej w łokciu ręce z wzniesionym nadgarstkiem efekty ugryzienia od dołu zostawiły ślady kłów na górze przy nadgarstku, a szarpnięta odruchowo do góry ręka spowodowała zadrapania biegnące od nadgarstka w dół w kierunku łokcia... Okolicznościami dodatkowymi jest szybkie "wybaczenie" psu przez ukąszonego, oraz mętne i zmieniające się zeznania zmierzające do rozłożenia winy i uznania tego za "niezrozumienie intencji pokąsanego" ... W związku z brakiem świadków i poszlakowym charakterem procesu, w którym zeznania poszkodowanego nie zupełnie pokrywały się z wizją lokalną, Sąd Stadny orzekł, że choć udowodniono bezspornie fakt ugryzienia , to nie udowodniono zamysłu i premedytacji. W związku także z tym, że wątpliwości należy zaliczyć na korzyść oskarżonego, a poszkodowany odstąpił od oskarżenia o niczym nie spowodowany atak, wymierzono karę słownej nagany, pozostałe kary orzekając w zawieszeniu na 6 miesięcy. Po upływie kolejnego roku oskarżony może wystąpić o zatarcie. Rozprawę uznaje się za zakończoną :evil_lol: Aktualnie minęło już ponad 7 miesięcy od procesu i podsądny ani razu nie przejawił podobnej agresji. Być może wyładowuje ją na niewinnych piłeczkach? [IMG]http://images32.fotosik.pl/192/9e7a2fd371261e6b.jpg[/IMG] Ale to już inna historia i niech się tym zajmuje Towarzystwo Obrony Maltretowanych Piłeczek :-P to be continued...
-
No cóż, ktoś może kiedyś przeprowadzi jakieś dogłębne badania, które rozwiążą ten dylemat ;) Pozostaje nam czekać ;) Update: Postanowiłem się rozejrzeć i trochę się już doczekałem ;) [URL]http://www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/269/Psy-mysla-abstrakcyjnie/[/URL] :p
-
Kto ją wyda i kto ją kupi? :D Wolę już pisać dla Was tutaj ;) Jak znajdę czas wieczorem, to będzie następny odcinek... A warto dodać, że ten będzie trącił horrorem :cool3: - Ukąszenie teścia, czyli słowo człowieka vs. "słowo" psa - proces poszlakowy (tydzień drugi) coming soon ... :evil_lol:
-
Wiecie, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Ja nikogo nie zamierzam przekonywać, że mam rację, bo to jest problem podobnej klasy, jak "kreacjonizm czy darwinizm?" :D Znajdziemy naukowców i książki którzy nam dowiodą obie tezy ;) A tak NAPRAWDĘ to nie będziemy wiedzieli, dopóki ktoś nie wymyśli pewnej metody zbadania procesu myślowego psa (czyli moze nigdy) :-P Jak widać nawet te same fakty mogą podlegać różnej subiektywnej interpretacji. Nie sprowadzam więc tego do problemu "kto ma rację", ale raczej przedstawiam pewne tezy pod dyskusję... Istotą moich tez nie jest "Ja wiem że pies myśli" ale "Wiele jego czynności wygląda tak jakby myślał". Jak jest naprawdę, nie wiem... Gdybym wiedział, to bym nie dyskutował - bo i po co? :D Update: Pies nie jest masochistą, dziecko też nie ... ty i ja też nie ... Tylko że jak się śpieszymy jadąc 100 km/h przy ograniczeniu do 70 km/h to liczymy że się uda. Dopero na widok policji spuszczamy uszy i "chowamy się do budy" ;D Jako dziecko wielokrotne robiłem rzeczy, o których wiedziałem, że jest za to kara ... Co do "przeczytania" negatywnej reakcji wcześniej i skojarzenia papier na podłodze + pan - zła kombinacja to IMHO właśnie opisałaś proces myślowy... Szczególnie, że w tym konkretnym przypadku, PAn jest w przedpokoju, pies w pokoju, a papier poza zasięgiem wzroku ich obu, spoczywa w łazience ... Update. Skoro dyskutujemy o myśleniu, to proponuję odrzucić stereotypy i zacząć analizować i wyrabiać własne opinie. Możemy się mylić, możemy korygować wcześniejsze poglądy, ale zróbmy to sami na podstawie przemyśleń. Dzięki takiej metodzie Kopernik, Darwin, Bracia Wright, Einstein nie pozostali przy cytowaniu uznanych autorytetów i zaktualizowali stan wcześniejszej wiedzy (my pewnie nie osiągniemy skali ich odkryć, ale co szkodzi pogimnastykować szare komórki ;D ) Aha, sugeruję zrezygnować z "wytrychów". Można np. opisać że "[B]instynktownie[/B] grupa podzieliła się na dwie i zaczęła osaczać zwierzynę", ale jeżeli była to grupa ludzkich myśliwych (sprzed kilkudziesięciu tys lat gdy nie znano mowy) to tym samym zaprzeczymy że ci ludzie myśleli ... ;) Mój pies [B]instynktownie[/B], to może [B]chcieć się napić[/B], ale już otwarcie drzwi z klamki i podniesienie klapy nosem, trudno tłumaczyć instynktem - a nikt go tego nie uczył ... )
-
"dla mnie to zwykle zachowania stadnego drapieznika ;-)" To zdanie niestety niczego nie tłumaczy - taki "wytrych językowy" (na tej zasadzie równie dobrze można by je zastosować, gdyby strzelały do zdobyczy z łuku jeżdżąc na rowerze) :D W taki też sposób kosmita obserwując strajk w Stoczni Gdańskiej mógłby zapisać w dzienniku obserwacji "to tylko zwykły instynkt stadny" :lol: To "zwykł stadne zachowanie", wspólne dla wielu drapieżników świadczy o czymś więcej niż mechanicznie powtarzanym "rytuale" ... Nie ma 2 takich samych polowań, w tym samym miejscu... Polowanie stadne to sytuacja dynamiczna a nie programowalne "śliń się na dźwięk dzwonka"... [quote name='Berek'] M@d, piszesz: "Co dziwne nawet zoopsycholog (której ogromnie wdzięczni jesteśmy za wykazanie naszych błędów i wskazówki co do wychowania naszego poprzedniego psa) była lekko zdziwiona, że Beksa PO spacerze WIEDZIAŁ (szedł na swoje posłanko i robił "depresję") że nie dostanie przysmaku, gdy na spacerze pokłócił się z jakimiś psami..." to jest tylko błedna interpretacja zachowania zwierzatka - niestety... ;) Absolutnie nie jest to dowód na psie kojarzenie "po fakcie" za to przepelnia zachwytem że Twoj pies Cię na tyle obserwowal i "czytał".[/quote] OK, nie jestem argumentoodporny. Twoja wypowiedź ma wewnętrzną logiczną spójność chronologiczną: - czynność psa - nastrój pana - czytanie nastroju - reakcja psa Możesz więc mieć rację. Ale takich przykładów jest więcej i dalej będzie trudniej ... > Pies w czasie naszego pobytu w pracy, czasem coś narozrabiał - charakterystycznym czynem zabronionym było pogryzienie papieru toaletowego. Zwykle pies witał mnie w drzwiach kręcac się i skowycząc. Jednakże gdy np. pogryzł i rozwłóczył papier, to siedział na swoim posłanku ze spuszczonymi uszami. W danej sytuacji kolejność jest taka: - czyn psa - reakcja psa (bez możliwości "czytania") - nastrój pana (dłuższą chwilę po wejściu, gdy zobaczył papier) - czytanie nastroju (dodam, że pies nie chowa się standardowo na sam mój widok, a ja nie zwykłem od progu prewencyjnie okładac go smyczą ... :D ) i konia z rzędem temu kto udowodni "czytanie" nieobecnego Pana, który "nastrój" zmienia dopiero PO reakcji psa, gdy orientuje się że coś jest nabałaganione... Cykl wygląda tu raczej następująco (sformułowania tu użyte są oczywiście "ludzkie" bo psich odpowiedników nie znam :D) : - czynność psa - [B]ocena[/B] własnej czynności - na podstawie doświadczeń (negatywna) - [B]przewidywanie[/B] złego nastroju Pana - reakcja psa (schowanie do "budy") - powrót Pana i zły nastrój po odkryciu czynu psa - czytanie nastroju Hmmm?? Takie akcje mnie zastanawiają... NAwet jeżeli przyjmiemy upriszczenie, że pies "nauczył się" że po rozwaleniu papieru będzie zjebka, to i tak mamy do czynienia z pewnym procesem rozciągniętym w czasie i formą przewidywania następstwa ... Np. jeżeli pogryzł papier o 12.00 to gdy wracam o 17.00 musi pamiętać co zrobił, wiedzieć, że za to co zrobił będę zły i zareagować schowaniem się...
-
Może z chęci dobitnego pokazania pewnego problemu, nieco się zagalopowałem i przerysowałem. Nie chodziło mi o to, że pies jest równorzędnym partnerem do dyskusji o Teorii Względności ;) , ale o to że na swój sposób jednak myśli i czuje. Mówiąc o odczłowieczaniu i uczłowieczaniu chodziło mi o pewien "najmniejszy wspólny mianownik" :eviltong: w zachowaniach obu gatunków. I o to, że im więcej z psem ćwiczysz, a choćby mówisz, tym bardziej pies się rozwija. O to też, że pies jest bardziej skomplikowany niż maszynka nauczona pewnych zachowań i je odtwarzająca. (wolno / nie wolno) Przykład: Nasz wzięty ze schroniska pies kradł na potęgę każde żarcie w zasięgu pyska. Został tego skutecznie oduczony. Ale ostatnio przyjechał w gościnę szwagier. On już miał inny status w pojęciu psa, a więc pies dostał się do jego plecaka, wyjął kanapki, kulturalnie je rozpakował z papieru i pożarł... - Psy (wilki) potrafią polować w stadzie. Taka czynność (z podziałem na nagonkę i zasadzkę) nie byłaby możliwa bez abstrakcyjnego myślenia ... - Część stada nie uczestniczy w polowaniu, tylko pilnuje młodych. Ci co polują przynoszą pilnującym mięso z polowania ... Co zaś do podobieństw do zachowań dzieci to mówię o zachowaniach nie skażonych "cywilizacją" - np. spokojne na codzień dziecko, zabrane w gościnę dostaje często "palmy" i zaczyna szaleć :eviltong: DZiecko jak narozrabia, to często idzie szybciutko spać :D itd. A najkrótsze i najtrafniejsze jest podsumowanie Romas o tym, że [B]nie należy przeginać ani w jedną ani w drugą. ;)[/B] Co do drugiej części wypowiedzi to dokonałbym pewnej modyfikacji: - Pies jest skomplikowanym stworzeniem, lecz do prawidowej komunikacji potrzebuje nieskomplikowanych (jasnych) przekazów.
-
Wiecie, mam smutne spostrzeżenia. Ludzie "nie pracują" z pasami, m.in. dlatego, że nie mają pojęcia o ich potencjale ... Potoczne opinie (czasem także opisywane w poważnych książkach o wychowaniu psów) są traktowane jak "prawdy objawione". Używany często "skrót myślowy" że pies musi dostać sygnał o akceptacji lub jej braku w ciągu kilku sekund od zrobienia czegoś jest IMHO zbyt uogólniany. Zgadzam się z tym w 100% jeżeli chodzi o sytuacje NOWE, ale nie zgadzam się z tym jeżeli chodzi o sytuacje powtarzalne i dobrze znane... Co dziwne nawet zoopsycholog (której ogromnie wdzięczni jesteśmy za wykazanie naszych błędów i wskazówki co do wychowania naszego poprzedniego psa) była lekko zdziwiona, że Beksa PO spacerze WIEDZIAŁ (szedł na swoje posłanko i robił "depresję") że nie dostanie przysmaku, gdy na spacerze pokłócił się z jakimiś psami... [Beksa (sznaucer miniatura) miał brzydki zwyczaj "odstraszania" innych psów poprzez prewencyjne pozorowane "ataki" i było mu wszystko jedno, czy jest to York, czy Rotweiler lub Pittbull ...] Przykładem klasycznym braku tego pojęcia jest np. pewna osoba (wrażliwa, dojrzała, inteligentna, wykształcona, humanistka, była posiadaczka psa [sic!]. A oto cytaty z dyskusji o psach: - "pies nie myśli, jedyna myślącą istotą jest człowiek" - "Pan zbytnio uczłowiecza cechy psa, a to tylko kilka podstawowych instynktów" - "No niech mi Pan nie mówi, że pies coś sam wymyślił, on może tylko powtarzać wyuczone czynności" itd Nie muszę chyba tego komentować? Może ja i trochę zbytnio psa "uczłowieczam", ale odnoszę wrażenie, że większość horrendalnie je "odczłowiecza" bojąc się chyba myśli, że wbrew pozorom między nami a zwierzętami nie ma aż takiej POTWORNEJ przepaści ... :evil_lol: Oczywiście pies nie ogarnie Teorii Względności, ale jak się patrzy na wiele zachowań dzieci i psów, to nasuwa się WIELE analogii... A tak demagogicznie trochę powiem, że należałoby się zastanowić ile rzeczy jest "nieogarnialnych" dla psa tylko dlatego, że MY nie potrafimy mu tego objaśnić ?? :eviltong: Aby do końca popsuć humor tym, którzy uważają się za niekwestionowanego Pana Stworzenia dodam, że gdzieś wyczytałem, że w kontrolowanych warunkach nauczono psa ok. 300 słów. W tym samym miejscu zaznaczono, ze przeciętny człowiek, na co dzień używa ok. 376 słów. Reasumując - pies zna wiele ludzkich słów, a ile my znamy psich? Ktoś zna jakieś ? :cool3: Dla tych co twierdzą, ze nie znają, bo takich nie ma, polecam japońskie urządzenie - tłumacz z psiego na ludzki - "bark translator" :eviltong: A tu troszkę na podobny temat: [URL]http://psy24.pl/art.php?art=1976[/URL] [URL]http://amstaffs.prv.pl/strony/psychikaiwychowanie/mowa.htm[/URL] [URL]http://www.psy.mgt.pl/new/viewtopic.php?t=1591[/URL] BTW - Tych, którzy jeszcze nie mają mnie za zupełnego zje*a ;) informuję, że dodałem nowe Lumpowe opowiastki - [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=9793013#post9793013[/URL] :lol:
-
[quote name='eria']niesamowity jest !!!!![/quote] No fakt, jego spokój jest niesamowity... :loveu: Kolejna obiecana historyjka: - [B]Depresja Sznaucera, czyli czy w tym domu będą meble?[/B] (dzień ~7) Jak już wspominałem wprowadziliśmy się w trakcie remontu i mając urlop wzięliśmy Lumpa z Palucha. Trwało malowanie, wiercenie, wywalanie jednej ściany itd. Było jeszcze mało mebli - spanie w sypialni (niedostępnej psu), 2 fotele (niezbyt duże) i chwilowo pozostawiona huśtawka poprzedniego właściciela. Jak się okazało Lump był w "poprzednim życiu" psem kanapowym. Czuł się nieszczęśliwy bez własnego mebla. Podejmował uporczywe próby zmieszczenia się ... chociaż na fotelu... Drapał fotel aby go ... powiększyć, kombinował wściekle... Czasem udawało mu się na nim położyć (ogon zaczepiał mu się o poręcz, więc tyłek miał nieco zadarty, a przynajmniej jedna łapa zwisała mu na podłogę ... :evil_lol: Reszta korpusu byłą dziwacznie powyginana :lol: Lump pocieszał się (z braku kanapy) ogrodową huśtawką ... [I][B]"No! Wreszcie trochę cywilizacji ...a nie na ziemi, jak ... zwierzę !"[/B][/I] [IMG]http://images31.fotosik.pl/191/6c94586ccdca4343.jpg[/IMG] Pewnego dnia przyjechał poprzedni właściciel domku i zabrał huśtawkę... Lump popadł w depresję... [I][B]"Czy w tym domu już nigdy nie będzie mebli? Gdzie ja trafiłem?[/B][/I] [I][B]Jak te ciołki mogły pozwolić zabrać sobie ostatni fajny mebel? I to bez walki!!!"[/B][/I] [IMG]http://images28.fotosik.pl/183/bb73812c5dcdeef1.jpg[/IMG] Na szczęście w ciągu kilku następnych dni pojawiła się nowa huśtawka, a wkrótce potem kanapa ... To niewymownie uszczęśliwiło Lumpa! [I][B]"UFF!! Chwała psiemu bogu! Będą tu normalne meble!!!"[/B][/I] [IMG]http://images12.fotosik.pl/99/1db09f0047295c72.jpg[/IMG] Historyjka poboczna: W tym czasie postanowiliśmy kupić własną huśtawkę. Zabraliśmy psa i zaczęliśmy szukać, nigdzie nie było takiej jak chcieliśmy i w końcu udaliśmy się do Praktikera w Al. Krakowską. W miarę upływu czasu poszukiwań Lump stawał się coraz bardziej osowiały, aż w końcu zwinął się w kłębek i nie reagował na wołanie. Było ciepło, więc stwierdziliśmy że może pies się zmęczył i śpi. (BTW - musieliśmy go zabrać, bo w domu zostali robotnicy, parkowaliśmy w podziemnych parkingach, miał uchylone okna, a wodę miał cały czas w misce w samochodzie). Kupiliśmy w Praktikerze huśtawkę i ruszyliśmy w drogę powrotną, wtedy pies się zerwał, zaczął nas lizać, podskakiwać, skowyczeć. Dopiero to uświadomiło nam, że ten Praktiker jest kilkaset metrów od ostatniego skrętu w kierunku schroniska, z którego go wzięliśmy... :splat: Psi GPS działał poprawnie i prowadził do smutnych wniosków - [I]"Chyba mnie oddają z powrotem [/I]...:-(" Gdy zaczęliśmy wracać, jego radość nie znała granic ... :Dog_run: Niechcący naraziliśmy go na niezły stres ... sorry Lump! [I]Spoko! Najważniejsze, że jest nowa huśtawka[/I] :dog: [IMG]http://images32.fotosik.pl/192/660143cc1f4c3bf5.jpg[/IMG] to be continued...
-
O ile nie zamierzasz wystawiać, to daj sobie spokój ;) Mój "Batman" już niestety za Tęczowym Mostem :-( (link do galerii zdjęć w podpisie).
-
Hej Orsini, miło Cię znowu spotkać :multi: Ja nie mam planów rozwodowych, ale nie wiem co zaplanuje czcigodna małżonka - szczególnie jak wpadnie do tego tematu i przeczyta Twój post :shiny: Jakby co dam znać i będziesz musiała ponieść konsekwencje swoich deklaracji ... :czytaj: Tylko będziecie musieli poradzić jak podzielić Lumpa, wzdłuż, czy wszerz, żeby jak najmniej utracił ze swoich funkcjonalności ... :Dog_run: :megagrin: UPDATE: Historyjka z wczoraj. Przeżyłem wczoraj lekki horror. Przy bramie mieszka pańcia posiadająca 2 agresywne suki. Bokserkę i coś trochę mniejszego przypominającego nieco Schipperke... Suki ciągle uciekają z posesji i latają luzem strasząc wszystko i wszystkich wokoło. Pańcia nawet na spacerze puszcza je luzem, kiedyś napadły Lumpa, a na prośbę o zapięcie na smycz usłyszałem "nie mam, nie noszę" (!) Wczoraj gdy wychodziliśmy z osiedla nagle usłyszałem za nami jazgot i ok. 20 m od nas zobaczyłem szarżującą na nas "ile fabryka dała" bokserkę z wyszczerzonymi zębami, a za nią tą drugą ... Widok był tak sugestywny, że pomyślałem tylko "OMG! teraz NA PEWNO się pogryzą!". Błyskawicznie odpiąłem Lumpa ze smyczy, żeby dać mu wolną rękę w obronie i wyszedłem przed niego... Bokserka szarżowała nadal. Lump zgrabnie mnie ominął spojrzał na mnie jakby mówiąc "pozwól, ze JA się tym zajmę" i stanął jak posąg. Nie szczerzył się, nie warczał, po prostu stał. NA kilka metrów przed nim suki wyhamowały i zawróciły. Lump spojrzał ponownie na mnie przeciągle "no i co chciałeś zrobić dwunogu z tym swoim refleksem, szybkością i ząbkami jak u emerytowanego buldoga? Napluć jej w oko? Po co się wtrącasz? Przecież widać, że blefuje... Wtrącisz się, ugryzie cię, potem ja będę musiał ją ugryźć i się zacznie ... :) ) Następnie potruchtał spokojnie dalej i zajął się swoimi sprawami - wąchaniem, obsikiwaniem itd :P Najdziwniejsze w tym wszystkim, ze mu się nawet sierść nie zjeżyła ... Widziałem już takie akcje, ale ta wyglądała NAPRAWDĘ groźnie - ja osobiście "zmarzłem"... a on nic... Po prostu stał i patrzył jak pędzą na niego 2 psy z wyszczerzonymi zębami :? No ale miał być foto blog, to coś tu znowu wyszperałem: 1) [B][I]Głaszcz mnie, głaszcz ja tak to uwielbiam[/I]...[/B] [IMG]http://images29.fotosik.pl/182/a99d909e829a11a6.jpg[/IMG] 2) [I][B]Zapomnij! Co ja laluś jestem, żebym się czesał?[/B][/I] - Pierwsze próby czesania (teraz już się przyzwyczaił, choć nie lubi) To czerwone, przeżuwane to szczotka ... ;) [IMG]http://images31.fotosik.pl/192/30a07c0f2128e4ab.jpg[/IMG] BTW - on umie się bronić przez zabiegami pielęgnacyjnymi, nawet jak jest w kagańcu - stosuje karate! Wywala się na grzbiet i tak kopie, że w klinice gdzie przyjmuje nasza fryzjerka, 3 osoby usiłowały go nakłonić do ostrzyżenia łap i nie dały rady ... Ostatnie strzyżenie i wyrywanie włosów z uszu odbyło sie na "głupim jasiu". Nie wiem co będzie dalej. Nie bardzo mi się te metody podobają (dałem na nie zgodę, ale nie podoba mi się to na dłuższą metę ... ) 3) [I][B]Faaajnie! Las zaraz za furtką! Tylko co to za dziwne psy tu chodzą? Państwo mówią o nich: dziki, sarny ... hmmm... W centrum miasta tych ras nie było ...[/B][/I] [IMG]http://images27.fotosik.pl/182/0ef845cf76ffc373.jpg[/IMG]
-
Lump ma wszystkie badania krwi i moczu, a nawet EKG! :D Nie ma cukrzycy, miał natomiast fobię na punkcie wody. Teraz pije mniej, ale tak już się utarło, że na wszelki wypadek 2 zielone miski są zawsze pełne wody. Żółta miska jest na jedzenie. Ponieważ zdjęcie jest tuż po obiedzie to stoi talerzyk. To jest mój talerzyk po cieście. Talerzyk jest elementem procesu szkolenia. Szary pysk nawet siedząc jest na wysokości blatu stołu o kilkanaście centymetrów od naszych posiłków. W celu wyeliminowania pokus zaszła potrzeba sprowadzenia psa do parteru na czas posiłków... Przywilej zjedzenia resztek ciasta po Panu + ew. jakieś herbatniki jest dostępowany wyłącznie przez grzecznego psa, który w czasie przygotowywania obiadu nie próbuje wymuszać lub sam się obsługiwać, a podczas spożywania przez nas posiłku wykonuje "leżeć" i grzecznie czeka... Ten przywilej jest cofany przy próbach złamania procedury. (od miesięcy nie pamiętam już kiedy był cofnięty - znaczy działa ;) ) I stąd tam jest ten talerzyk :p UPDATE: [quote name='Romas']Fascynujace jest takie domyslanie sie poprzedniego zycia psa ,ktory nam przeciez nie opowie .:-)[/quote] Odgadywanie poprzedniego życia jest fascynujące, ale czasem smutne. Np. odgadujemy, że Lump był bity. (nie twierdzę, że katowany, poprostu bity za karę). Fakty: - kiedyś wyrwałem mu z pyska kapeć i ręka poleciał mi do góry, Lump przypadł zo ziemi ze skowytem - Lump coś rozrabiał i żona zawołała mnie na interwencję, przyszedłem bardzo szybkim krokiem, na co Lump ewakuował się w kąt kuchni, wsadził łeb do kąta (stanął tyłem do mnie) i zaczał głucho warczeć... Pies, który nie zaznał bicia, i do tego tak zrównoważony raczej tak gwałtownie nie reaguje (hmm?) Lump miał w poprzednim domu jakąś styczność z dziećmi, bo na widok 5-10 letnich dzieci staje gapi się i nie chce iść... A oto Lump na swoim posłanku (tydzień pierwszy pobytu) [IMG]http://images32.fotosik.pl/190/967291279d9361b3.jpg[/IMG] temat sypialniany c.d. - Szczęśliwy Lump po zezwoleniu wejścia na (świeżo kupioną) kanapę w salonie (~tydzień 5 pobytu) [IMG]http://images24.fotosik.pl/183/a4da9397d09af004.jpg[/IMG]
-
Ok, może być w fotoblogach, jak ktoś ma modka, to niech przeniesie - tylko dajcie na PM link, żebym nie zgubił własnego "blogu" :evil_lol: Foty będą, ale jak ma być blog, to niektóre, które już znacie będą musiały się powtórzyć... Nie ukrywam, że w wychowaniu Lumpa, wielkie zasługi ma ... Lump ... Jego spokojny charakter minimalizuje działania pod wpływem impulsu i pozwala "przemawiać mu do rozsądku". Wielka też zasługa pani zoopsycholog z Radości, która wskazała nam nasze błędy przy poprzednim psie i pani treser, która m.in. pokazała nam że nawet pierwsze godziny z nowym psem są kluczowe dla rozwoju dalszych relacji. Dzięki nim nie przegapiliśmy pierwszych godzin i dni, w których Lump badał na jak wiele w nowym stadzie może sobie pozwolić ... No to historii ciąg dalszy... odc. 2 - Psi Dyzma "na przyjęciu", czyli nażreć się zanim wyrzucą ... (dni 1-5) Nie wiem co wcześniej przeżył Lump i jak się zachowywał w poprzednim domu. Być może czas bezdomności, gdy radził sobie sam lub miesiące schroniska podczas którego pieszczoch i łasuch siedział w boksie i dostawał standardową schroniskową papkę spowodowały, że na początku traktował nasz dom jak pole do polowań na którym to co nie pilnowane należy do zdobywcy... Faktem jest, że w pierwszych dniach zachowywał się jak Nikodem Dyzma na raucie i postanowił nażreć się zanim wykopią... Wszystko co dawało się zjeść a znalazło się w zasięgu pyska było porywane i zjadane. :mad: W pierwszych minutach swego pobytu, podczas szaleńczej rundy zapoznawczej w nowym domu zlokalizował szarlotkę pozostającą bez opieki na blacie w kuchni i oczywiście wsadził tam swój szary pysk :eviltong: Musieliśmy ewakuować wszystko na wysokość ponad 1,5 metra (lub zamknąć) oraz pilnować żarcia podczas przygotowań do posiłków... Niepilnowane błyskawicznie znikało z blatów, stołów itp... 5 dnia przeszedł samego siebie, gdy wprawnym ruchem zawodowca prześlizgnął się pod ramieniem mojej żony wyjmującej coś z lodówki i dokonał samoobsługi w temacie "kotlet schabowy", który był usmażony dzień wcześniej na zbliżający się obiad :eviltong: Obecnie sytuacja jest prawie opanowana. W 99% przypadków Lump zachowuje się już jak na porządnego psa przystało. Czasem jeszcze mu coś odbije, szczególnie "w gościach", gdzie nie traktuje tej nie pilnowanej własności, jako własności jego stada. Nie dalej jak wczoraj u moich teściów dobrał się do nie pilnowanego ciasta ... :oops: A tydzień temu wygrzebał z plecaka, rozpakował z papieru i pożarł kanapki szwagra będącego u nas w gościach (No co? przecież to nie wasze, tylko tego kolesia co czasem wpada do nas..) [IMG]http://images25.fotosik.pl/181/687f72cc5a9ccff9.jpg[/IMG] Z naszych obserwacji wynika, że poprzednio Lump mieszkał w bloku (lub domu, ale bez możliwości samodzielnego wyjścia - co mniej prawdopodobne). Świadczy o tym wiele danych. Najprostsze to to, że po naszym powrocie chwyta w pysk kapcie lub buty, jakby chciał dać sygnał do wyprowadzenia na spacer, a przecież ma swoje przejście dostępne 24h/d. Zabrany na ten spacer, natychmiast chce wracać - no bo ma być zaraz obiad ... więc raczej jest to odruch niż rzeczywista potrzeba. Zgodnie z procedurą, długi spacer jest po obiedzie ... [IMG]http://images25.fotosik.pl/83/36360705f99d85c9.jpg[/IMG] Wyjście z domu do ogrodu. Dostępne 24/7/365(6 - w lata przestępne :eviltong:) Obserwacja nr 2 W poprzednim domu prawdopodobnie cierpiał na niedostatki wody. Pierwszego dnia nie czekał na miskę z wodą, tylko wpadł do WC, wyćwiczonym ruchem podbił nosem deskę i zaczął łapczywie chłeptać z sedesu <fuj> Obecnie już tego prawie nie robi, chyba że się zapomni (np. zaspany) Wody ma zawsze pod dostatkiem.... [IMG]http://images24.fotosik.pl/183/0a46fc53c482e432.jpg[/IMG] Część zdjęć pochodzi z okresu remontowego, stąd widoczne w tle narzędzia, kartony etc... to be continued...
-
Miło mi i Lumpowi również. Ponieważ jednak nie wszyscy mogą być równie zachwyceni ;) to założę oddzielny temat i dam linki jak coś nowego się pojawi... :razz: Jak będę miał czas to będę pisał, a trochę się znajdzie ... W najbliższych odcinkach: - Bezsenność w sypialni, czyli noc w psim oblężeniu. (dzień 3 pobytu u nas) - Psi Dyzma "na przyjęciu", czyli nażreć się zanim wyrzucą ... (dzień 5) - Depresja Sznaucera, czyli czy w tym domu będą meble? (dzień 7) [w tym odcinku także : "Czy ja wracam na Paluch?" czyli zakupy na Alei Krakowskiej - w pobliżu schroniska...] - Ukąszenie teścia, czyli słowo człowieka vs. słowo psa - proces poszlakowy (tydzień drugi) - Wychowywanie kota, czyli jak kot zniknął w paszczy psa :D Dalsze odcinki w przypominaniu :eviltong: Historyjki będą tutaj : [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=9768703#post9768703[/URL] Dzisiaj odc. 1 :cool3: Update: Dodano odc. 2, kilka poprawek w odc. 1 + foty (część wcześniej nie publikowanych) ;)
-
Tutaj znajdą się kolejne historie opowiadające o tym jak Sznaucer Olbrzym "Lump" dołączył ze schroniska do naszego stada ... ;) [B]UPDATE: W tym wątku będą też historie Mafii - mixa Sznaucerki miniaturowej znalezionej w okolicach Wołomina, zabranej do schroniska,adoptowanej a potem oddanej znowu przez ludzi, którzy stwierdzili, ze jednak nie maja tyle czasu aby mieć psa. Adoptowaliśmy ją, aby nie wróciła do schroniska (jej historia zaczyna się na stronie 25)[/B] [B]UPDATE 2:[/B] [B][U]Ponadto występują:[/U][/B] [B]Kamyk (vel Kamikadze) - kot dachowy[/B] oraz: [B]Carmen vel Kajman - Suczka mix ze schroniska na Paluchu[/B] [COLOR=darkred][B][SIZE=3]Wstęp:[/SIZE][/B][/COLOR] Lump (ok.5 letni mix wyglądający jak Sznaucer Olbrzym) był jakiś czas bezdomny (jak to się stało i jak długo, nie wiadomo). Potem przez ok. 15 (!) miesięcy przebywał w schronisku na Paluchu. Lump waży 36 kg (taki zapasiony wyszedł ze schroniska na Paluchu. Miał także anemię i dlatego dopiero teraz zamierzamy wziąc go do galopu z odchudzaniem) Niestety schronisko to nie sanatorium. Mało kasy, dużo zwierzaków do wykarmienia... więc na frykasy i chude mięsko raczej nie mogą tam liczyć ... ;) Wzrost ok. 65 cm. Przyjacielsko usposobiony do ludzi. Dobrze odnosi się do wszelkich psów (choć z rezerwą). Na akty agresji odpowiada stoickim spokojem, chyba że któryś pies "przegnie", wtedy nastepuje demonstracja zebów i głuchy warkot. Nie bierze się jednak do "zęboczynów" :) Toleruje koty (jednego dostał do opieki we własnym domu :D... Kiedy go pierwszy raz zobaczyliśmy praktycznie nie interesował się światem zewnętrznym. Leżał ospale i nie reagował na podchodzących do boksu ludzi... To jego zdjęcie ze schroniska.... [IMG]http://images28.fotosik.pl/83/1c169903efc82fb4.jpg[/IMG] Dzisiaj to radosny zwierzak o usposobieniu wiecznego szczeniaka... Przybył do nas zaraz po tym jak zmieniliśmy miejsce zamieszkania i mieliśmy warunki (ogródek) na dużego psa. Wzięliśmy wtedy urlop i mogliśmy być z nim podczas aklimatyzacji, ale jednocześnie trwał remont. A oto historia "docierania się" i transformacji w psa (prawie) idealnego :multi: Pewnie gdyby był w 100% idealny, to któregoś dnia, podczas głaskania odkryłbym klapkę zamykającą baterie, a pod spodem napis [B]"Made in Japan"[/B] :evil_lol: Historyjka 1 (dzień 3 ) Lump po wzięciu ze schroniska był brudny, skołtuniony i potwornie śmierdział. Na termin u zaprzyjaźnionej "fryzjerki" musieliśmy czekać 2 dni. W tym czasie Lump dostał swoje posłanko i grzecznie tam spał (sypialnia z założenia miała być terenem zabronionym - przynajmniej w nocy). Nasz poprzedni pies (sznaucer miniatura) spał z nami w łóżku, ale ten był trochę na to za duży :evil_lol: Zresztą potrzebowaliśmy czegoś oczywistego co uświadomi psu, że nie wszystko mu w domu wolno, a po błędach popełnionych z poprzednim psem, obiecaliśmy sobie, że tym razem to się nie powtórzy (jest to za duży pies, aby ryzykować "rozpuszczenie"...) 3 dnia Lump został wykąpany i ostrzyżony, a wieczorem doszedł do wniosku, że skoro jet czysty, to już może spać z nami w sypialni ... :eviltong: Gdy tylko zamknęliśmy drzwi i ułożyliśmy się do snu, rozpoczęło się oblężenie i kolejne szturmy ... Lump zaprezentował cały asortyment metod - prośby, groźby, szantaże i próby włamania (skowyty, szczekania, wycie i rzucanie się na drzwi). Wielokrotnie musiałem do niego wychodzić i wymuszać powrót na jego własne posłanie. Lump wprawdzie reagował na wydawane polecenia, ale tylko na chwilę. Po chwili "zabawa" zaczynała się od początku... Były zrozpaczone spojrzenia, "depresje", skowyty ale także i powarkiwania... Trwało to kilka godzin, ale następnej nocy pies pozostał na swoim legowisku. :multi: I tak Lump zaczął rozumieć, że w tym stadzie NIE znaczy NIE... Ta nieprzespana noc opłaciła się po wielokroć ... to be continued... [IMG]http://images28.fotosik.pl/83/73f7aef658f82681.jpg[/IMG] [IMG]http://images29.fotosik.pl/182/37f1fc9363019bec.jpg[/IMG]