-
Posts
1911 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by M@d
-
Ponieważ kot jest upierdliwy to mam okazję obserwować spory repertuar warknięć i zacząłem je w pewien sposób klasyfikować. Zaobserwowałem 3 podstawowe typy warknięć dydaktycznych, które mają szereg "odcieni" podkreślanych głośnością lub gwałtownością warknięcia. 1) pojedyncze warknięcie - nie podoba mi się to (odwal się) 2) przeciągle narastające warczenie - natychmiast przestań (czekam...) 3) przeciągle narastające warczenie zakończone szczeknięciem - przestań, przestań, no kur** co ja powiedziałem? GŁUCHY!? :evil_lol: BTW - warczący lub szczekający pies oczekuje na reakcję, jeszcze nie podjął żadnej decyzji - jego atak lub nie zależy od naszego zachowania. Pies, który podjął już decyzje atakuje w całkowitym milczeniu (to nawet logiczne) ;) Kiedy Lump podjął decyzję o wyrzucenia kota z miski, to odczekał po warknięciu kilkanaście sekund, a widząc brak reakcji kota w ułamku sekundy "zaatakował" i wyrzucił kota z miski (jak kiedyś pisałem, operacja odbyła się bezkrwawo), tym nie mniej sam "atak" odbył się w absolutnej ciszy... (po co uprzedzać "ofiarę"?) :evil_lol:
-
Tak, to dawny Kuba vel Mapet z Palucha (8 miesięcy w schronie...) UPDATE - sprawdziłem, to było ponad 15 miesięcy!
-
Jakiś czas temu ściągneliśmy Lumpowi na łeb innego sierotę - małego kotka. Kotek jest szczerze mówiąc upierdliwy. Rzuca się na psa (w zabawie), chwyta go łapami za pysk, targa za uszy, łapie za łapy i zaczyna gryźć.... (też w zabawie) Lump jak ma dość to na niego warczy (czasem kilka razy dziennie!) sygnalizując swoje niezadowolenie, ale nigdy go nawet nie skubnął...
-
14-letni SZNAUCER ŚREDNI już za TM :(
M@d replied to maciaszek's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Przykro mi Cię martwić, ale u mnie w pracy, przeglądając dogomanię mam czasem całe strony animowanych gifów przedstawiającyh czerwone znaki z napisem STOP i tyle ... (np. fotosik filtry u mnie puszczają, imageshack nie). Co do łysienia, to mój mały Beksa miał pod koniec życia to samo!!! Uszkodzenie wątroby powodowało nieprzetwarzanie amoniaku w mocznik (wydalany z moczem). Przy normie 50 miał zawartość amoniaku we krwi 250!!! To prowadzi nie tylko do łysienia, ale także do encefalopatii - uszkodzenia systemu nerwowego. Badanie amoniaku robią nieliczne laboratoria, ale nie jest jakoś kosmicznie drogie - razem z kompletem innych badań krwi i prób wątrobowych (AspAT Alat) płaciłem ok. 70 zł... UPDATE: U mnie przykładowa strona adopcyjna ze zdjęciami psa wygląda tak: Tak jest w wielu biurach, dużych firmach, korporacjach... A to interesujący target group bo to ludzie o ustabilizowanych zarobkach, często z domami z ogódkiem, mogący potencjalnie sypnąć groszem na sympatyczna mordkę lub dać jej własny kąt z wyjściem na ogród - szansa także dla tych "dużych" nieszczęśników ... UPDATE 2 Czy Bendżi okresowo nie rzyga? Np. samą śliną ? -
14-letni SZNAUCER ŚREDNI już za TM :(
M@d replied to maciaszek's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
JA też trzymam za niego kciuki. Jedna rada. Wśród nowych zdjęć, dawajcie też stare. Szczególnie to: Bo teraz "smutno wygląda" a trzeba mu robić dobry marketing. Jak dostanie domek, poprawi się, trochę zarośnie to bedzie dobrze wyglądał, ale nie ma co liczyć na ludzką wyobraźnię, tzreba pokazać go z jak najlepszej strony... Nie tylko jak wygląda, ale jak może wyglądać w innej długości sierści - bo teraz chyba jest zbyt mocno przycięty jak na jego chude ciałko... UPDATE: Warto zwrócić uwagę w ogłoszeniach gdzie hostuje się zdjęcia. Ludzie sporo oglądają w pracy, a wielu adminów blokuje dostęp np. do imageshack, rzadziej fotosik. Trudno spodziewać się, że będą danej strony uparcie szukać po powrocie do domu - a jak nie zobaczą, to się nie zainteresują ... Najlepiej hostować na mniej znanych lub (o ile ktoś ma taką możliwość - prywatnych kontach FTP.) Większość darmowych serwerów oferujących grupy lub fora (np. Yahoo) ma hostowanie niewielkich galerii (ok. 50 MB). Ale można ich założyć kilka lub zmieniać zdjęcia "rotacyjnie" po pomyślnym zakończeniu spraw... -
[B]Zwyczaje żywieniowe zwierzaków... [/B]Odkąd przybył do nas kot, stało się problemem karmienie... Lump kończył spożywanie swojego, po czym zabierał się za kocie - kotek był mały, zjadł troszkę i zostawiał sobie na później... Sporo myśleliśmy jak to rozwiązać w końcu zwierzaki same poddały nam myśl... Kot nauczył się włazić na schody i drażnić z Lumpem, który po takich stromych nie potrafił ... [IMG]http://images30.fotosik.pl/192/8da93270e75d6326med.jpg[/IMG] Tak więc postanowiliśmy dać kotu szansę ;) i teraz jada na schodach... [IMG]http://images34.fotosik.pl/210/c2e20422fb83dfc7med.jpg[/IMG] W ten sposób może zostawiać żarcie i po powrocie je nadal zastać... :evil_lol: Występują w tym temacie spore zawiłości. Otóż jak pies rano dostaje swoją kanapkę z Aviomarinem, to kot czatuje na krześle pod stołem i usiłuje z tego krzesła sięgnąć Lumpa kanapkę z okrzykiem MIAAAAUUUU! Dostaje więc równolegle kawałek sera lub pasztetu. Jednak zjedzenie tego chwilę trwa i często Lump kończy pierwszy i podchodzi do kota z niedwuznaczna miną... Kot ustępuje i Lump zjada (czasem całość, ale przeważnie coś kotu zostawia). Po obiedzie kot je na schodach a lump na ziemi, kot zje trochę i gapi się ze schodów lub zeskakuje, czatując co Lump zostawi. Kot zjada co Lump zostawi (kluski i warzywa :crazyeye:) Na dodatek, gdy kot dostaje puszkę, to Lump regularnie zostawia mu JEDEN kawałek mięsa (współczuje mu wspominając schronisko, czy co? :???: ) No bo jak kot dostaje mięso, to Lump mu nie zostawia mięsa... :crazyeye: Tak więc wyjadają sobie na wzajem, stosując do tego pewne swoje skomplikowane zasady :lol: Ale w sumie jakoś się dogadują - np. na wspólnym głaskaniu... ;) [IMG]http://images24.fotosik.pl/192/b3c301e7379b9fb9.jpg[/IMG] to be continued...
-
[quote name='magdyska25']ale super wątek ....... a ja się dopiero o nim dowiedziałam:oops:.....teraz mega zadanie nadrobić ponad 300 stron:)[/quote] To ja ci podrzucę do obejrzenia jedną ze stron - na końcu tej strony.... [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=7049721#post7049721[/url] ;) Wyraz pyska mówi wszystko :evil_lol:
-
Nie jestem treserem, więc nie wypowiadam się autorytatywnie, ale ja "na wszelki wypadek" swojego schroniskowego psiura przez pierwszy miesiąc trzymałem krótko". Przez pierwsze 3 dni chłopak był niepewny i reagował na "mrugnięcie powieką", ale jak się "zadomowił" to zaczął testować ile mu wolno i/lub "zachłysnął się wolnością"... Stoczyliśmy z nim kilka "wojen" - m.in. "bitwę o sypialnię" Aby psu pokazać że w tym domu nie wszystko wolno, wymyśliliśmy kilka zakazów (takich, które konsekwentnie mogliśmy egzekwować) - np. zakaz wstępu w nocy do sypialni, nakaz leżenia podczas posiłku, siad przy zakładaniu i zdejmowaniu obroży itd... (po namyśle odpadły zakazy nie egzekwowalne - np. zakaz wstępu na kanapę) Najważniejsze aby zrozumiał, że NIE znaczy NIE i nie ma możliwości obejścia. Jak to zrozumie, będzie miłym, posłusznym i szczęśliwym psem. Łatwiej i lepiej urządzić na początku kilka tygodni "pruskiego dryllu" niż próbować potem latami "odkręcać" początkowe "luzowanie"... (wiem co mówię poprzedniego psa rozpuściliśmy strasznie i potem była kupa pracy ... :evil_lol:) Jak chcesz poczytać o naszych perypetiach z obecnym psem to tutaj: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=9768703#post9768703 Teraz to kochane i posłuszne zwierzę :D Pozdrawiam i trzymam kciuki.
-
Wiem, wiem, żyłem kilka lat z 2 kotami (rodziców) pod jednym dachem :eviltong: Kot może i nie ma "małego rozumku", ale ma "własny rozumek" nastawiony bardzo egocentrycznie... Dlatego u kota następuje zdecydowanie duża rozbieżność pomiędzy "wiedzą" a jej "zastosowaniem" :evil_lol: Kot cały swój potencjał intelektualny wykorzystuje na takie omijanie zasad, aby było mu wygodnie... :mad:
-
Tiaa, wielkich szans nie ma, ale jest ambitny i ... próbuje :eviltong: BTW - takie spostrzeżenie. Czy kota można nauczyć tego co wolno lub nie, tak jak psa? Owszem można! Ale jest pewna różnica. Otóż nauczony pies w większości przypadków będzie próbował się dostosować i tego nie robić. A kot? Kot zrozumie tylko tyle, że nie należy dać się przyłapać, a przyłapany rzuca się do ucieczki :evil_lol: Np. kotu nie wolno chodzić po blatach w kuchni. Kot nie chodzi po blatach (przy nas). Przyłapany niespodziewanym powrotem na nasz widok zeskakuje z blatu i salwuje się sprinterską ucieczką! :eviltong: (znaczy się "wie", że nie wolno i ... ma to w (_!_) ) I nie mówcie, że rzuca się do ucieczki po prostu na nasz widok, bo nie zaczynamy popołudnia od pobicia kota :eviltong: Zresztą ta dyskusja już była i nie warto do niej wracać... W każdym razie jak nie jest na blacie, to przychodzi się ocierać o nogi, a nie rzuca do ucieczki (zresztą zaraz wraca i udaje "greka")... Kotu nie wolno kraść zmywaczka i wycierać nim podłogi w całym domu. Może jemu to wszystko jedno, ale ja nie lubię zmywać naczyń tym samym czym wycieram podłogę ... Po tygodniu "tłumaczenia" że nie wolno znaleźliśmy w końcu rozwiązanie! EUREKA!!! :eviltong: -> Chowamy zmywaczek do szafki ... :pissed:
-
Jako że czytam aktualnie "Morskie diabły" wg. wspomnień księcia Valerio Borghese i irytuje mnie ciągłe wychwalanie pod niebiosa jego podwładnych (np. dwóch z nich zostało [B]POWAŻNIE[/B] rannych, ale odmówili odesłania do szpitala, wyzdrowieli nadspodziewanie szybko i wzięli udział w kolejnej misji - mowa o nurkach pokonujących pod woda znaczne dystanse ...), oprócz historyjek sławiących Lumpa będę prezentował także jego wybryki. Bo zawsze pozytywni bohaterowie stają się mdli do .... eee ... mdłości:D - Dzisiaj kolega Sznaucer zabrał sobie do towarzystwa z łazienki moje spodnie od dresu. Jako, ze byłem w nich ostatnio z nim na spacerze, zostały zlokalizowane "nagrody" znajdujące się w kieszeni. Nie mogę się zbytnio skarżyć, zamiast przegryzać się do nich,jakimś sposobem wywrócił kieszeń na drugą stronę i skonsumował wszystko. Żeby nikt nie myślał, że to przypadek, oraz w celu sprawdzenia zawartości drugiej kieszeni, ona również została przenicowana... :-x - Nie upłynęło wiele czasu a piesek popisał się ponownie, na spacerze... Znowu dała o sobie znać okresowa koprofagia :eek: Kocham potem myć ten śmierdzący kałem pysk, a już nie mogę się wprost doczekać, aż zacznie próbować mnie przepraszać, próbując lizać po twarzy ....... :sweetCyb: na dzisiaj to niestety wszystko, jutro postaram się dorzucić jakąś fajną historyjkę... :seeyeah: Na osłodę kilka zdjęć: Trawożer w akcji - Mmmmm.... świeże witaminki! [IMG]http://images27.fotosik.pl/190/85d38ed4b158ce88med.jpg[/IMG] Gap się gap, małolacie - zaraz ci błyśnie to wszystkie gwiazdy zobaczysz ... [IMG]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/fef0774c7d90058b.html[/IMG][IMG]http://images23.fotosik.pl/190/fef0774c7d90058bmed.jpg[/IMG] Hmmm... co to ja chciałem? [IMG]http://images29.fotosik.pl/191/c1c206cd842aa57c.jpg[/IMG]
-
Mój też nie jest na to odporny... Poprzedni pies był totalnie odporny, a ten się w Sylwestra schował do garderoby ;) UPDATE [B] Lump wychowawca, czyli kryzys tożsamości kota... [/B] Z braku innych wzorców Lump stał się wzorem dla kota. Lump "matkuje" kotu od małego... [IMG]http://images31.fotosik.pl/197/9258790f934ce24a.jpg[/IMG] Kot nauczył się od Lumpa korzystania z wyjście, reaguje na "stado razem" i tak jak lump biegnie na kanapę na poobiednie przytulanki całego stada. Kot nauczył się "siad" przed jedzeniem i już nie pcha się gdy podawane są posiłki i wydawane "ekstrasy". Lump pod naszą nieobecność znosi sobie na kanapę nasze rzeczy, jak się okazało kot zachowuje się podobnie. Zginęło nam parę rzeczy (m.in. zegarek żony). Szukaliśmy długo, aż przypadkiem w kryjówce kota pod kanapą odkryliśmy koci skarbczyk i zgromadzone tam różne dobra ;) (m.in. zegarek....) A najlepsze jest to, że kot usiłuje bawić się jak Lump. Stara się bawić jego piłeczką, choć ma problem, bo ona jest trochę dla niego za duża ... Czasem jak Lump gryzie patyki, to odgryzie mniejszy kawałek. Kot chwyta taki patyk i zaczyna się nim bawić. Jak Lump to widzi, to chce mu zabrać, a kot patyk do pyska i ... w nogi... Zwykle wtedy następuje ekspedycja karna i po chwili Lump wraca triumfalnie z odzyskanym ogryzkiem (tak dla zasady, bo zaraz traci nim zainteresowanie);) Czasem kamyk czai się i niespodziewanie chwyta koniec kija którym bawi się lump i usiłuje się "siłować" - z wiadomym skutkiem oczywiście ... :evil_lol: [IMG]http://images32.fotosik.pl/207/1565e904d486d0f6med.jpg[/IMG] Aktualnie czekamy kiedy nauczy się ... szczekać ... ;) to be continued...
-
Wiesz, jak zwykle są tzw. 2 szkoły (u nas się mówi "Falenicka i Otwocka" ;)) Treserka, behawiorystka i kilka książek opowiada się za teorią, że mało prawdopodobne jest ze psy się pogryza- chyba że wtrąci się człowiek. W jednych wypadkach "wsparcie" człowieka może być odczytane jako sygnał do ataku stada, w innych emocje człowieka sprowokują psa do działania, bo musi być groźnie, skoro człowiek się boi, w jeszcze innych wtrącający się człowiek może sam stać sie obiektem ataku, co zmusi psa do reakcji w jego obronie... Czy ta teoria jest słuszna, nie wiem. Z Beksą się sprawdzała, gdy szedł do samobójczej szarży wystarczyło zacząć się oddalać i zawołać - gdy się zorientował, że stado się oddala, zaprzestawał szarży i wracał ... Do tej pory starałem się nie ingerować i zachować spokój. (Pan nie reaguje, bo nic złego się nie dzieje). Raz starałem się stanąć między nim a bokserką, to mnie ominął i sam stanął między nami ... Nie wiem sam. jestem "w kropce". Jak na razie Lump doskonale sobie radzi. Nawet jak go opadły dzisiaj z 2 stron, to tylko cofał się na strategiczną pozycją, tak aby je obie zawsze widzieć i nie reagował... Pamiętajcie, że on przez dłuższy czas był bezdomny i pewnie nieraz miał do czynienia z taką sytuacją - choćby w sporach o zawartość śmietnika ... To nie jest bezradny spanikowany kanapowiec, nie wykluczone, że nawet musiał walczyć o żarcie... Sądzę że on zna lepiej psi "body language" niż ja (dlatego jemu zostawiałem ocenę powagi sytuacji, a dzisiaj mi po prostu puściły już nerwy...) Prawdopodobnie ma doświadczenie jak reagować aby uniknąć starcia... To nie jest tak, ze "zostawiam go samego z problemem", tylko nie chcę, abyśmy we dwóch szamotali się między dwiema sukami, bo nie chcę sam sprowokować jakiejś jatki - a jeżeli Lump weźmie się na ostro za nie, to może być masakra... UPDATE: Gaz pieprzowy w "close combat" porazi także Lumpa, nie wiem czy to idealne rozwiązanie, one mnie omijają i lecą bezpośrednio do psa... UPDATE 2 Lump streścił mi dzisiejszą dyskusję z Bokserką, wyjaśniając, czemu ona jeszcze żyje...:evil_lol: A było to tak: [I] - Ona: zagryzę, zagryzę, zagryzę! - On : Czy Twoja Pani kupiła nowe kozaki na zimę? - Ona: Nnieee... A co to ma do rzeczy? - On: To wpadnij ponownie jak sobie kupi, żeby miała dostatecznie duże pudełko ... na ciebie ...[/I] ;-)
-
Ignorujemy je od 7 miesięcy, ale one są coraz bardziej agresywne i śmielsze. Dzisiaj podeszły już do Lumpa na kilkanaście centymetrów... i to dwukrotnie ponawiały "atak"... Do tej pory w zasadzie zostawiałem Lumpowi "wolną rękę", ale dzisiaj PRZESADZIŁY! Nie pozwolę aby pogryzły mi psa... :mad: I nie chcę też aby on im się "zrewanżował" ...
-
BTW- reakcję alergiczną nie wywołują włosy/sierść, ale pokrywające je drobiny zaschniętej śliny np. psa, kota... Sierść jest tylko "nośnikiem" alergenów. Dlatego też pisma medyczne ostrzegają, że nawet "bezwłose" rasy zwierząt nie gwarantują braku objawów alergii.
-
Sharona, miło nam (mnie i Lumpowi) i dzięki. Malawaszka Nam było łatwiej. 1) Pies był dorosły i wystarczyło utrzymać dryll przez krótki czas aby zrozumiał. Trudniej utrzymywać dryll przez rok słodkiemu szczeniaczkowi :razz: 2) Lump ma niesamowity charakter, tak więc po pokazaniu mu gdzie jego miejsce, nie stwarza w zasadzie problemów. A wracając do tych 2 suk, to nie wiem co robić, bo jak któraś w końcu ugryzie Lumpa, to nie gwarantuję, czy on ich nie rozniesie ... :roll: Nie mam pojęcia jak się zachowa ... JA jestem bardzo spokojny, ale jak się przegnie, to jak widać potrafię ganiać z kijem :eviltong: Ma ktoś jakiś pomysł co się w takiej sytuacji powinno zrobić?
-
Przed chwilą po raz pierwszy w życiu podniosłem kij, żeby oganiać się od psa! Te dwie wredne suki o których już kilkukrotnie pisałem, znowu się popisały! Ich Pani jak zwykle również! Wyszliśmy z osiedla i kawałek dalej wyszła na nas zza rogu ta bokserka, ale zobaczyła Lumpa i uciekła... Myślę sobie, OK, poszła sobie. Ale nie, nie zdążyliśmy ujść 10 metrów jak zza rogu wyszła ich Pani i obie suki (była jeszcze z jedną Panią i jej psem - ale ten był spokojny). Obie suki już teraz "odważne" bo razem rzuciły się na Lumpa i tym razem nie zawróciły, tylko dopadły go z obu stron zbliżając się na kilkanaście centymetrów Lump zaczął się wycofywać. Wróciłem do psa (bo on został kilka metrów za mną - stanął jak zwykle nieruchomo gdy je zobaczył) i wrzasnąłem "poszły! bo jak znajdę kija...!", suki na chwilę odbiegły. Ruszyłem znowu chcąc z Lumpem odejść, a te znowu lecieć z zębami na wierzchu do Lumpa... Podniosłem spory konar leżący na drodze i machnąłem, nim parę razy w powietrzu wołając "poszły od mojego psa!". No i wreszcie to je przepłoszyło. Mówię: pani zabierze te agresywne psy! A ona na to : "to PAN wprowadza agresję wśród psów takim zachowaniem!" NO ZDĘBIAŁEM! Fakt - ona nie wprowadzała agresji, bo przez całą tą scenę nie zrobiła NIC, nawet NIE PRÓBOWAŁA ich odwołać!!!! To ja jej na to: wezwę Straż Miejską i się skończy zabawa... A ona: Niech Pan sobie wzywa, wie Pan co oni mogą ... Normalnie szok :crazyeye: I zastanawiam się czy nie zgłosić tego do SM, ale ona może mieć rację, a być może już były skargi i wie, że nic z tego nie było... Dopóki kogoś nie pogryzą, to SM pewnie ograniczy się do pouczenia i już ... :nonono2:
-
Wiesz jeżeli pies przez ok. 8 msc. siedział w najbardziej znanym w okolicy schronisku i miał foty na ich stronie, to praktycznie wykluczam przypadkowe zagubienie. Osobiście poruszyłbym niebo i ziemię i odnalazł bym zagubionego psa przez taki czas... Prawdy nigdy się już pewnie nie dowiemy. Kiedyś analizowałem przypuszczalne przyczyny i pisałem o tym, ale napiszę jeszcze raz... - Lump, mimo że był po schronisku trafił do nas potwornie "rozpieszczony". Uważał że wszystko mu wolno i nie znosił sprzeciwu - jakiekolwiek ograniczanie jego wolności kwitował stanięciem bokiem, wywróceniem oczu i basowym warczeniem. (a potrafi to robić przerażająco ... Tyle że jeżeli "czytasz" język ciała, to stanięcie bokiem nie wskazuje na chęć konfrontacji). Teraz też czasem tak robi, ale już tylko sporadycznie. Sporo pracy i stanowczości (której zabrakło nam w przypadku Beksy, a co nauczyło nas wiele) kosztowało uświadomienie mu, że tutaj tak nie będzie ... Dla kogoś kto nie miał wcześniej psa robiącego podobne sceny, te demonstracje mogły być przerażające. - Z dużą dozą prawdopodobieństwa wychowywał się w domu z małym dzieckiem 4-8 lat. Reaguje silnie na głosy dzieci i widok takich 4-8 latków. Nie dalej jak wczoraj odpięty ze smyczy do wsiadania do samochodu pod sklepem, nagle mi uciekł i jak zahipnotyzowany pobiegł do takiego ~5 latka. Nie reagował na komendy, nic, stupor... Powąchał dziecko, spuścił łeb i wrócił... Być może dziecko zaczęło się go bać, albo właściciele bali się o dziecko? - Lump zachowuje się jak szczeniak, nieświadom zbytnio tego, że już dorósł. Sporo czasu walczyliśmy z jego nawykiem siadania na nas... Pewnie jak był małym fajnym szczeniaczkiem, to mu na to pozwalano i on nadal myśli że waży 10 kilo ;). A jak leżysz, a tu nagle z rozpędu wskakuje 36 kilko sznaucera i siada ci na brzuchu tyłkiem, to nie przelewki :eviltong: Reasumując moja hipoteza jest następująca: Ludzie mieli dziecko i sznaucera szczeniaka. Zajmowali się głównie dzieckiem, a szczeniaczek dorastał wychowywany "bezstresowo" ;) Jak dorósł (a zrobił się z niego duży pies) to zaczęto dostrzegać problem...(*) (*) - podobnie jak z naszym Beksą Rozwiązania szukano w tresurze (*) Sznaucery to inteligentne zwierzaki o dużej umiejętności adaptacji do warunków. Prawdopodobnie Lump na tresurze nauczył się ... słuchać tresera gdy treser jest w pobliżu (*) [Beksa perfekcyjnie wykonywał polecenia treserki, szkoda że tylko jej i tylko na zajęciach ....:oops: ] Gdy doszli do wniosku, ze sobie z nim nie poradzą, a może i trochę zaczęli się go bać, to być może żeby dziecko nie histeryzowało, zainscenizowali dla dziecka przedstawienie pt. "piesek się zgubił" ... - To oczywiście tylko hipoteza. Prawda może być inna, np. śmierć opiekuna i 1001 innych wariantów. Naukę którą wyciągnęliśmy z tresury Beksy zastosowaliśmy do Lumpa. Treserka zyskał "mir" u Beksy w pierwszych minutach spotkania. Jak do niej podeszliśmy, to Beksa standardowo rozdarł japę. Treserka sięgnęła do kieszeni i miotnęła o ziemię koło beksy kawałkiem łańcucha, wznosząc okrzyk "CICHO!". Beksa zamilkł jak rażony piorunem! A potem każde słowo treserki traktował jak objawienie ... :evil_lol: Dlatego też uznałem, że nie znając przeszłości i charakteru psa należy zacząć nasze życie od pokazania że dyscyplina i posłuszeństwo są podstawą pokojowej koegzystencji w tym stadzie. Już w drodze ze schroniska do samochodu skorygowałem szarpnięciem i komendą chęć "szwendania się" i zmusiłem do spaceru przy nodze. Potem był zakaz wstępu do sypialni i kilka innych. Przez pierwszy miesiąc Lump miał pruski dryll. Chodzenie przy nodze i natychmiastowe korygowanie KAŻDEGO odstępstwa. Potem mu stopniowo luzowaliśmy, "dociskając" tylko wtedy gdy to było potrzebne. Założenie było takie, że lepiej "docisnąć" go na początku "imprintując" zasady panujące w stadzie niż próbować to robić później gdy zaczną się problemy. (co w przypadku Beksy okazywało się spóźnione i nieskuteczne). No i tak jakoś się dogadaliśmy... Nie ukrywam, ze powodowała nami obawa, że jak rozpuścimy go tak jak Beksę, to z tak dużym psem nie damy sobie rady ... (i co wtedy???)
-
OK, OK, jak tak to będę kontynuował. WOW! MartaReksKiwi zawstydzasz mnie :oops: Malawaszka, ja nie wiem, czy Lump jest "genialnym samoukiem" dzięki swym cechom charakteru, czy przeszedł szkolenie. Wiele jednak wskazuje na szkolenie. Lump przybył do nas znając wszystkie podstawowe komendy, a może zna ich nawet więcej niż ja ... Jego natychmiastowe uspokojenie się po komendzie i brak zainteresowania przedmiotem wcześniejszego aktywnego zainteresowania wskazywało by na coś więcej niż instynkt. To samo z ugryzieniem teścia. To nie było ugryzienie, ale chwycenie i zastanawiające jest miejsce chwytu - przedramię. Takiego chwytu uczy się na kursie obronnym, bo to miejsce stosunkowo mało ukrwione i stosunkowo "najbezpieczniejsze" dla chwytanego... Kolejna wskazówka, to codzienne "stopowanie" pana, który przez 2 tygodnie przychodził codziennie robić nam remont. Potem mógł robić wszystko i pies się nie interesował. Humoreska - po raz drugi "nadziewał się " się on na stopowanie Lumpa, gdy po przebraniu się w "normalne" ubranie wychodził z łazienki - Lump przez wiele godzin przyzwyczajony do jego widoku w ubraniu roboczym, przez chwilę nie rozpoznawał go w innym ubraniu i musiał powąchać, dopiero przekonywał się, że to "ten sam co wcześniej" :lol: A teraz krótka historyjka pt. [B]Weekendowy poranek[/B] Pani i Pan mają czasem odmienne zdanie co do pory wstawania. Pani jest typem skowronka, a Pan sowy. Pani jest sprytnym członkiem stada i nasyła na Pana Lumpa ("obudź Pana"). Lump jest sprytnym członkiem stada i szczekaniem domaga się wpuszczenia do sypialni w celu wykonania rozkazu. Ale Pan tez jest sprytnym członkiem stada i wie czym Lump da się przekupić... Tak więc wpuszcza Lumpa (w dzień już mu wolno) i zabiera się do korumpowania ;) Gdy zaniepokojona przedłużającym się zniknięciem Lumpa Pani idzie sprawdzić co się stało, czasem zastaje taki obrazek ... [IMG]http://images25.fotosik.pl/188/07da839a6a425167.jpg[/IMG] :eviltong:
-
OK, Skoro tak, to ciąg dalszy nastąpi... Z tym szczekaniem na wspinającego się kota, to może oczywiście być tak jak w tym artykule w MP, że jest to reakcja na "nienormalne" zachowania. Tym nie mniej np. tak Beksa jak i Lump (choć mniej) potrafią szczekać, gdy ktoś opuszcza samochód (np. podwożę kogoś i jadę dalej - wtedy stado się rozdziela... Beksa szczekał też gdy oboje wychodziliśmy a on zostawał w samochodzie - pewnie też chciał iść. Lump za to spokojnie zostaje w samochodzie. Nie wiem, tylko Lump wie dlaczego szczekał :razz: A teraz nowa historyjka - Kolejny przykład dwoistości charakteru: - Dr. Jekyll i Mr. Hyde - czyli nie wierz pozorom... Lump na spacerach jest miłym przytulaskiem, który gdy kogoś spotkamy daje się pogłaskać, jest przyjacielski, w ogródku bryka sobie taka szara kłapciatość, zawsze skora do figli i zabawy. [IMG]http://images33.fotosik.pl/203/e2052cc6d5572b91.jpg[/IMG] [IMG]http://images28.fotosik.pl/189/929d0d8376a4b289.jpg[/IMG] Jeżeli spotkamy kogoś na zewnątrz i z nim wejdziemy, to Lump akceptuje automatycznie tą osobę (na czas pobytu). Nie należy jednak z tego faktu wysnuwać zbyt daleko idących wniosków, o czym już przekonało się kilka osób... - kiedyś wracając ze spaceru spotkaliśmy kuriera z paczką ze sklepu "zwierzakowego", młody człowiek ustalił z nami co i jak (jednej rzeczy z zamówienia nie było) popatrzył na kłapciatego Lumpa i poszedł do samochodu po paczkę. My otworzyliśmy drzwi do domu, Lump stał na schodkach, a kurier właśnie wrócił z paczką, otworzył sobie ramieniem furtkę i ... runęła w jego kierunku zębata furia :evil_lol: Kurier odskoczył, zatrzasnął furtkę i zrobił oczy wielkie jak spodki :crazyeye: Powiedziałem, żeby zaczekał na zewnątrz, zapiąłem Lumpa i wyszedłem z nim po paczkę. Kurier był nieco przerażony, ale Lump w ogóle na niego już nie zwracał uwagi, odebrałem paczkę i wróciliśmy. Gdy kurier umawiał się na dostawę tego czego nie było w pierwszej paczce (podczas naszej nieobecności miał zostawić pod drzwiami) to kilkukrotnie upewniał się, czy przed domem NA PEWNO nie będzie psa :lol:. - Innym razem jego wygląd zmylił ~10-13 letnia córkę sąsiadów. Dziewczynka postanowiła objąć się sama programem "pierwsza firma" i rozlepiła ogłoszenie, że za drobną odpłatnością może "zająć się" zwierzętami Proponowała, że ... pobawi się z nimi w ogródku i że zajmie się psami, kotami, ptaszkami, chomikami i rybkami (!!) :eviltong: (szczególnie podobały mi się ptaszki i rybki ...) Któregoś dnia robiliśmy coś przed domem i dziewczynka przechodząc zobaczyła fajną kłapciatą poczciwość nadającą się jako obiekt "zajmowania się"... Podeszła niebacznie do ogrodzenia i powiedziała: "dzień dobry, ja mogłabym ........ łaaaaadnyyyyy pieeeeseeeek" i odeszła szybkim krokiem. (należy tutaj dodać, że w tej wykropkowanej pauzie Lump zidentyfikował "obcego" przy ogrodzeniu, dwoma susami dopadł parkanu (o wys. 1,5m), stanął na nim łapami i mając paszczę na wysokości twarzy dziewczynki wyraził swoją opinię na temat tego kto, kim, gdzie i kiedy może się na tym terenie "zajmować"...) :cool3: Dziewczynka już nigdy nie wróciła ponowić propozycji :eviltong: - kolejny przykład powinien mieć podtytuł "czy ludzie to samobójcy?" Otóż na osiedlu jest Pani zajmująca się sprawami administracyjnymi. Dość często ją na początku spotykaliśmy robiąc jako "nowi" różne ustalenia. Jakoś tak wyszło, że spotykaliśmy się albo koło jej domu, albo jakoś "łapaliśmy się" po drodze. Lump dawał się głaskać, był miły ... Pewnego wieczoru słyszę dzwonek do furtki. Lump oczywiście ze szczekaniem rzucił się do drzwi [I]"Alarm Obcy nadchodzą!" [/I]. Wziąłem go na smycz i otworzyłem drzwi i tu nastąpiło potrójne zaskoczenie... Ja byłem zaskoczony "odwagą" tej Pani i miałem Lumpa na luźnej smyczy... Lump był zaskoczony wpadając zaraz za drzwiami na stojącego człowieka. Pod zmarszczonym nosem w mroku błysnęła palisada zębów i rozległ się głuchy warkot... - Pani administratorka zbladła i cofnęła się zaskoczona reakcją "milusiego kłapciatka". Na jakąkolwiek reakcję było za późno... bo co można zrobić w ułamku sekundy, gdy smycz jest luźna, a człowiek stoi pół metra od nas? Krzyknąłem "ZOSTAW!" - licząc na rozum psa, skoro już człowiek się nim nie wykazał... Po komendzie Lump rzucił się na administratorkę ... w celu lizania i domagania głaskania :eviltong:... Na szczęście Lump to opanowane i stabilne psychicznie zwierzę... W innym przypadku takie naruszenie terytorium połączone z pełnym zaskoczeniem, mogło by się krwawo skończyć ... Jak już pisałem lump broni zdecydowanie stadnej własności (samochodu również) ale zadowala się "zastopowaniem" intruza bez fizycznego ataku. Tym nie mniej lepiej chyba nie sprawdzać, co by było gdyby ktoś zignorował ostrzeżenie... Mimo tego co napisano o sznaucerach w MP, może i Lump nie ma instynktu psa obronnego, ale także nie wydaje mi się aby stchórzył i pozwolił intruzowi na robienie tego na co ma ochotę ... :evil_lol: to be continued...
-
Wiesz, trudno jest ekspertowi spojrzeć oczami zupełnego laika, a laikowi oczami eksperta. Ja, pochlebiam sobie nieźle znam się na komputerach i mam problem zrozumieć, jaki problem może sprawiać zapisanie dokumentu Word, że trzeba do tego wołać inną osobę... ;) Tutaj mamy podobny problem. Twoja wieloletnia wiedza i doświadczenie w pewien sposób determinują spojrzenie na problem, a zdecydowana większość nabywców psów to zupełnie zieloni laicy. Jak kupowałem pierwszego psa też taki byłem i nadal jestem laikiem, tyle że mniej zielonym ;) (przed zakupem przeczytałem sporo o rasie, o wychowaniu, ale nie byłem np. zorientowany komu należy się rodowód i dlaczego lepiej kupić z dobrej hodowli) Dlatego tez uważam, że niestety nie możemy "zostawić na boku" problemu pseudochodowców czy też psów z hodowli o których piszesz. Bo te psy trafiają do ludzi i potem do lasu i/lub schroniska... To trochę jak z artykułami o stacjach benzynowych oszukujących na jakości paliwa. Nawet jak tylko 20% tak robi, to mimo wszystko należy o tym napisać. Dzięki temu ludzie uważniej patrzą gdzie tankują, ale i też dzięki temu stacje nie oszukujące mają więcej klientów... Nie będę (będąc laikiem) polemizował czy i na ile dobry jest ten artykuł, ale samo jego opublikowanie już przyniosło trochę dobrego - choćby ta dyskusja i uświadomienie pewnych niuansów takim niezorientowanym w temacie hodowli jak ja. Może teraz czas, aby ludzie o takiej wiedzy jak Ty także coś opublikowali? Jest np. Onet Pies - tam czytają artykuły laicy jak ja... Podzielcie się swoją wiedzą, obalcie mity (np. te nieaktualne od kilkunastu lat, a nadal wciskane nieświadomym ...) Nie wiem CO należy zrobić, ale warto COŚ zrobić, by jak najmniej psów było porzucanych... i aby promować psy stabilne psychicznie, a nie tanie "produkty" pseudohodowli...
-
[B]Lump - niańka [/B]Choć kot daje się Lumpowi we znaki, to Lump uważa, że KAŻDY członek stada wymaga opieki i ochrony. Kiedy kot podpatrzył jak Lump opuszcza dom i po wielu próbach opanował korzystanie z przejścia zaprojektowanego dla Sznaucera Olbrzyma :crazyeye: zaczęły się kocie wycieczki. Przez pierwsze dni Lump albo chodził krok w krok za kotem po ogrodzie, albo wystawał na werandzie przy szybie kontrolując stan bezpieczeństwa kota :eviltong: [img]http://images24.fotosik.pl/189/d98e99775c8410ef.jpg[/img] Pewnego dnia Lump wystartował z werandy jak torpeda, wyskoczył do ogrodu i zaczął ujadać! Przerażeni wybiegliśmy za nim. Okazało się, że to nie złodziej, ani nikt nie morduje kota... Kot po prostu postanowił wspiąć się na drzewo, co wywołało panikę Lumpa, który utracił możliwość kontrolowania poczynań członka stada... :lol: [IMG]http://images23.fotosik.pl/186/6080d93f0502c6c0.jpg[/IMG] Lump pozwala też Kamykowi bawić się z innymi kotami, które odwiedzają Kamyka u nas w ogrodzie i nie przegania ich ze swego terytorium ... [IMG]http://images29.fotosik.pl/188/d7236ce0d6d9229d.jpg[/IMG] Największą zaś zabawę mieliśmy, gdy wzięliśmy kota i psa na spacer do lasu. Kot jeszcze nie umiał się wspinać, ale nowe otoczenie pobudziło go do szwendania się we wszystkie strony. Postanowiliśmy przyzwyczajać kota do ciężkiej doli członka naszego stada i pilnowania reszty, która nie będzie biegała po krzakach śladami kotka... Odeszliśmy więc kilkadziesiąt metrów, sporadycznie nawołując kota, co zresztą skrzętnie ignorował... Lump był w rozpaczy! chciał iść za nami, ale poczucie obowiązku brało górę i śledził cały czas kota, co chwilą stając i patrząc za nami żałośnie... [I]"No dokąd idziecie? Przecież ja go nie mogę tak zostawić w tym lesie!" [/I]Tak więc nasz plan spalił na panewce, bo kot mając cały czas psa za plecami, ani myślał iść za nami :angryy: Lump zresztą jest niestrudzonym stróżem posiadania swych państwa, o czym parokrotnie mogli się przekonać różni ludzie zmyleni poczciwą kłapciatością Lumpa. Ale to już inna historia... KONIEC W związku z tym, że już chyba nikt tego nie czyta zamykam na tym rozdziale publikowanie Lumpowych historyjek. Wszystkim, którzy czytali i komentowali serdecznie dziękuję :calus: Malawaszka, jako że chyba jesteś ostatnią czytelniczką i najwierniejszą Lumpowych opowieści, jak coś jeszcze napiszę, to prześlę Ci na PM :Rose: [I]WRESZCIE! Teraz może ktoś zajmie się głaskaniem MNIE! [/I] [IMG]http://images29.fotosik.pl/188/e7e90e357f0f8078.jpg[/IMG]
-
Widziałem spokojne miniatury (sam mając lękliwego agresora), mam spokojnego olbrzyma, a widziałem olbrzymy histeryczne ... Oprócz hodowców dbających o rasę , jak rasa jest "modna" to wyrasta masa pseudohodowców ... Jak rasę rozreklamujesz "cukierkowym opisem" to pseudohodowców "produkujących" lękliwych agresorów przybędzie... W życiu rzadko nie dochodzi do konfliktu interesów, tutaj też istnieją. Ty hodując (tak zakładam) stabilne psychicznie okazy masz prawo czuć się urażona, ale nie jesteś wyłącznym dostawcą tej rasy... Jeżeli nie uświadomi się ludziom potencjalnych trudności, to dzień w dzień na jakieś "adoptuj sznaucera" trafiały będą kolejne nieszczęśniki, których właściciele woleli wywalić niż zmierzyć się z trudnościami (o których nie mieli pojęcia!). Może lepiej zmniejszyć popyt (eliminując przy okazji szereg pseudohodowców) i zapewnić sznaucerkom domy z właścicielami świadomymi potencjalnych trudności, niż chwalić bezkrytycznie powiększając grono bezdomnych? Co z tego, że możesz z czystym sumieniem gwarantować "stabilność" własnej hodowli, jeżeli ktoś nieświadomy kupi od pseudohodowcy takiego "lękliwego agresora" i go po kilku miesiącach przywiąże do drzewa w lesie? Może warto wykorzystać ten artykuł i ogłaszać się "kup stabilnego psychicznie psa od hodowcy, a nie lękliwego agresora na bazarze" ?? Hmm?? IMHO uświadamianie o trudnościach zdarzających się u przedstawicieli rasy i o tym, że tylko selektywna hodowla minimalizuje szanse na ich napotkanie, jest lepsze niż "cukrowanie" i napędzanie klientów pseudohodowlom "produkującym" jak leci psy z problemami na które potencjalni nabywcy "tego samego ale taniej" nie są gotowi... Wbrew pozorom ta wiedza nie jest powszechna i sam kupiłem miniaturę od pseudohodowców, bo żonie zrobiło się żal "ostatniego z miotu co nie dostał rodowodu" - taką bzdurę łyknęliśmy jak bocian żabę i tyle ... A po kilku latach kłopotów wychowawczych (o tym jest 1001 moich postów sprzed lat) i przedwczesnej śmierci (5 lat) naszego przyjaciela (na genetyczną wadę wątroby), wzięliśmy ze schroniska ... Sznaucera Nie kupiliśmy rodowodowego (choć nas stać, a na ratowanie Beksy wydaliśmy równowartość kilku rodowodowych...) , wzięliśmy takiego, któremu los poskąpił swych łask (z pełną świadomością potencjalnych problemów...) Jeżeli za kilka lat schroniska nie będą miały Sznupków na stanie (oby!) to zgłosimy się po rodowodowego! Tyle, że ten artykuł niestety niewiele zmieni. MP to nie Dziennik, ani Wyborcza... dociera do wąskiego grona (zwykle już posiadających psy...). Zresztą nawet mino artykułów o ŚMIERTELNYCH POGRYZIENIACH w ogólnokrajowych gazetach, popyt na tzw. "morderców" nie maleje... (skądinąd ten podział to bzdura strasząca nie posiadających psa, a zachęcająca "bycze karki" i innych "zakompleksionych" do posiadania i uczenia agresji psy tych ras...) Spotkałem kiedyś młoda Rottweilerkę, której wlazłem nieświadomie na teren (wcześniej u tych ludzi była jamniczka), a o na widząc mnie w swoim ogrodzie, przed drzwiami jej domu, rzuciła się ... mnie lizać i domagać pieszczot ... Widziałem Amstafy dające sobie grzebać w pysku dzieciom i widziałem w akcji mojego mini, który z wyszczerzonymi zębami nie wpuszczał nikogo, oprócz nas i rodziny, do domu ... Dojście z nim do ładu kosztowało nas wiele pracy i pomocy treserki i behawiorystki. Najgorsze w jego zachowaniu były samobójcze "ataki" w stylu kamikadze, gdy z okrzykiem BANZAI szarżował na Bullteriery, Amstafy, Dobermany, Rottweilery i co tam tylko uznał za zagrożenie ... ( a potem były akcje typu - Beksa zwiał na ręce szwagra, a oparty łapami na piersiach szwagra doberman wyszczekiwał mu prosto w twarz "[I]albo ty go uspokoisz, albo ja go uspokoję na zawsze[/I]" :eviltong: Beksa miał "charakterek" ... [IMG]http://images30.fotosik.pl/188/246bc1795fe69684.jpg[/IMG] [I]Jadłem buraczki, ale brody mył nie będę ... WRRR! [/I]Był idealnym kandydatem na schronisko, gdyby został kupiony przez ludzi chcących "bezproblemowego towarzysza" zgodnego z "cukierkowym" opisem rasy...
-
Tiaa, niektóre rasy są łatwiejsze, a inne trudniejsze w wychowaniu, oczywiście zależy to od osobniczych predyspozycji danego psa (nie do przewidzenia). Być może należałoby pokusić się o stworzenie listy ras sugerowanych dla ludzi którzy nie mieli nigdy wcześniej psa?? Chociaż z drugiej strony znam przypadek, gdy młoda kobieta (z mojej rodziny) nie pracująca, mieszkająca w domu z ogrodem, nie dała rady nauczyć Yorka :crazyeye: czystości ... Nie wiem jak to zrobiła, pewnie NIC nie zrobiła w tym kierunku :shake:
-
- Beksa (miniatura) ważył ~10 kg, a nie był tłuściochem (co można zobaczyć w jego galerii- w podpisie). Tak więc chyba rzeczywiście wszystko zależy od budowy. - Przeczytałem artykuł o średniakach w MP i powiem, ze nie jest zniechęcający, a raczej uświadamiający, że cukierkowate opisy rasy nie są dobrą podstawa do wyboru psa.. BTW - jak wcześniej obiecałem informuję że piszę kolejne Lumpowe historyjki ;) [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=9768703#post9768703[/url]