Jump to content
Dogomania

Eruane

Members
  • Posts

    2030
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Eruane

  1. Mafik, na pewno, gdy Sarenka trafi do nowego domu może znów się cofnąć ze swoimi zachowaniamido punktu wyjścia, ale ruszenie do przodu z tego punktu będzie znacznie łatwiejsze. Pod warunkiem oczywiście, że trafi do odpowiedniej osoby.
  2. Szerman, bardzo szczegółowo opisałeś zachowania Fobosa, ale ten opis potwierdza to, o czym pisałam wcześniej. Nie sądzę, żeby pies miał "dziury w psychice". Każdy pies w pewnych okolicznościach lub przy pewnym nastroju może zareagować agresją. To, że Fobos nie zrobił Ci krzywdy świadczy o braku problemów psychicznych. Pies dążąc do zajęcia dogodnego miejsca w hierarchii posługuje się różnymi sposobami, również takimi jak Fobos i to, że wcześniej nie okazywał agresji nawet w trudnych sytuacjach postaci rzeczy nie zmienia. Opisałeś sytuacje, gdy Fobos parł na przód do psa i nie reagował na polecenia, w ogóle na nic. Wiele astków nie ma podzielnej uwagi. Dlatego tak ważne jest, aby mieć je na oku. Jeśli chodzi o adopcje - nie skazywałabym Fobosa na wieczny pobyt w schronisku dlatego, że ma awersję (nie do końca jeszcze sprawdzoną, bo nie wiemy, czym pies się wtedy kierował i co chciał zrobić) do dzieci. Może mieć silną chęć pogoni, jaka często u astków się pojawia, choć raczej nie za dziećmi. Jednak tak naprawdę wiele psów nie akceptuje dzieci i mimo to znajdują domy. Na pewno przyszły właściciel Fobosa musiałby być osobą bardzo odpowiedzialną, chcącą z psem pracować, miejącą psa pod należytym nadzorem i nie powinien to być dom z dziećmi. Nie wiem, czy istnieją schroniska dla psów agresywnych. Istnieją raczej miejsca, gdzie takowe psy poddaje się resocjalizacji, ale tych miejsc nie jest wiele. Widywałam psy agresywne w schroniskach, w których takowych psów nie usypia się i wiem, że los takiego stworzenia nie jest do pozazdroszczenia. Ponieważ w schronisku brak jest czasu, aby zająć się takim psem, z czasem dziczeje on i dochodzą nowe problemy. Decyzja, co zrobić z Fobosem nie jest łatwa. Nie jestem za usypianiem z jednego względu - moim zdaniem ten pies nadaje się do przerobienia. Pytanie tylko, kto się tym zajmie i weźmie go pod swój dach? Szerman, napisałeś: ""Ataki" na mnie były typowym ostrzeżeniem - skoczył błyskawicznie a tylko dotknął zębami. Problemem jest to, że nie przewidziałem że i kiedy pies mi takie ostrzeżenia da, a to znaczy że NIE MAM NAD NIM KONTROLI." Tak psy karcą siebie nawzajem w stadzie, szczególnie osobniki będące niżej w hierarchii. Pies będący wyżej nie pozwoli sobie na dotykanie fafli, gardła, czasem łap, które dotknąłeś przed atakiem Fobosa i nie w taki sposób, jaki to zrobiłeś. Ale nie mogłeś przewidzieć, że pies zareaguje właśnie tak i właśnie w tym czasie. Na pewno po pierwszej reakcji Fobosa nie powinieneś był chwytać za pysk czy fafle, bo narażałeś się, aczkolwiek przy okazji tego dowiedzieliśmy się, że z Fobosem nie jest tak źle, bo większość dominujących psów atakuje w tym momencie i może nie być to tylko straszenie. Na "pocieszenie" powiem Ci tylko, że zwykle moment, kiedy dowiadujemy się, że mamy dominancika na DT tak właśnie wygląda, jak to było w przypadku Fobosa. Czyli wszystko cacy i w pewnym momencie, gdy człowiek nieco się zapomina, bo wydaje się, że pies jest ok, nagle straszenie zębami. U mnie są dwa psy, które nie straszyły, a dotkliwie gryzły bez ostrzeżenia, ale tak zwykle reagują psy z problemami lękowymi. Teraz jest na tyle ok, że mogą mieć kontakt z dziećmi, ale to nie są amstaffy... Chcę tylko powiedzieć, że czasme warto dać szansę, jeśli jest taka możliwość oczywiście. W takich sytuacjach zawsze wywiązuje się dyskusja, a że problem dotyczy życia psa, dyskusja ta bywa burzliwa. Nie wiem, kto ma rację i jaka decyzja jest dobra. Z mojej strony, na podstawie tych informacji, jakie tu udało mi się zebrać, mogę tylko powiedzieć, że Fobos jako pies do adopcji wciąż pewnie ma szanse, że nie jest chory psychicznie, że przejawia zachowania takie, jak inne psy dominujące i że to, iż nie zrobił krzywdy jest dużym plusem. A Szermanowi gratuluję odwagi i dobrego podejścia do psa, co pewnie wynika też z doświadczenia. Myślę, że w obecnej sytuacji tak naprawdę najciężej jest właśnie Murce i Szermanowi, bo mają bezpośredni kontakt z Fobosem i mimo, ze łobuz, na pewno nie jest im obojętny.
  3. Kobix, parówka jest niejako narzędziem w pracy z Fobosem. Co do metod, jakie przytoczyłaś, jak np. przytrzaśnięcie drzwiami, na pewno żaden behawiorysta czegoś takiego nie stosuje, chyba, że ma zapędy masochistyczno-sadystyczne. ;) Efekt miałby murowany, to pewne... I zresztą czemu to miałoby służyć? A jak wcześniej pisałam, z Fobosem jest o tyle inna sprawa, niż z innymi psami przejawiąjącymi takie zachowania (włączając Twojego psa), że to amstaff. Niestety spotykam się z takimi przypadkami, więc wiem również jakie są efety pogryzienia przez dużego, silnego psa z takimi możliwościami, jak Fobos. Dlatego ciężko kogokolwiek namawiać na opiekę nad nim, to musi być czyjaś decyzja i na pewno nie wolno nikogo winić, że na coś takiego nie pójdzie. Biorąc takiego psa należy brać pod uwagę, że gdyby napadł na psa, nie pogryzłby, jak Twój to zrobił, lecz zagryzłby. To samo może tyczyc się dziecka. opiekując sietakimi psme nawet nie ma mowy, że dopuści siemożliwość napaści psa na inne stworzenie czy dziecko. Sytuacje, jakie wymieniłaś w przypadku Twojego psa, w przypadku Fobosa mieć miejsca w ogóle nie mogą. Mimo to, mam cichą nadzieję, że znajdzie sie ktoś, kto się nim zajmie odpowiedni i uratuje mu zycie. Murka, wszstko robisz jak trzeba. Sytuacje, w których Fobos zaatakował to typowe sytuacje prowokujące nieco psa o skłonnościach dominacyjnych. Sądzę, że nie mogłaś tego przewidzieć, bo pies był u Was troszkę i reagował prawidłowo - to Was zmyliło (ale na przyszłość będziesz wiedzieć, że dominacja najczęsciej zaczyna się po jakimś czasie od przyjazdu psa do nowego lokum). Nie sądzę, żeby teraz dla Was stanowił większe zagrożenie, skoro wtedy nie zrobił krzywdy i myślę, że jeśli parówka będzie pod ręką, będzie wykonywał Wasze komendy. Natomiast starajcie się nie bawić z nim chwytając za pysk, fafle, szyję, nie chwytać go za klatkę czy gardło, gdy ktoś się zbliża. Lepiej nałożyć mu kaganiec i przetestować go na smyczy, jak na kogo reaguje. No i oczywiście więcej suchych komend i nagród za wykonaie ich i ignorowania zamiast przytulania bandziora. ;) W kagańcu możecie też próbowac delikatnie go dotykać w miejsca, których udostępniać nie lubi i za spokój nagradzać go. To swoiste odwrażliwianie. On musi sie nauczyc po prostu innego pstępowania, a nie wchdozenie na ściężkę wojenną z byle powodu. Ale póki co, wydaje mi sie, że Twojego TZ skarcił jak niegrzecznego szczeniaka i raczje nie planował zrobic mu krzywdy.
  4. Lęk nie znika z dnia na dzień. Czeka Wam jeszcze sporo pracy z Orionem, ale już widać duze postępy. Wyjeżdżam 29 maja, wiec gdyby okazało sie, że jeszcze przydałyby siejakieś informacje na temat pracy z nim, proszę pisać wcześniej.
  5. [quote name='niufek']Na poczatku Fobos z pewnoscia badal teren . On wtedy sprawdzal kazdego z kim mial do czynienia . Gdyby Fobos mial cos z " glowa ",to rzucalby sie na oslep , ale widocznie to jest madry pies .Wczesniej potrafil pozwolic ludziom na pewne pieczczoty by sprawdzic wlasnie ludzi , a teraz on wie z kim ma do czynienia i teraz on chce dyktowac warunki obcowania z nim . Chetnie sie uzywa okreslenia dominancja ,ale ja mysle ze to cos wiecej : pies jest moze dominantem ,a do tego nie glupim . Ja bym takiego psa niestety ale do siebie nie wziela , a gdyby sie u mnie znalazl ,to byla bym ostrozna w obcowaniu z tym psem , raczej bym go ignorowala ,niz okazywala wylewne uczucia mu .Praktrycznie ,to ten pies powinien od poczatku trafic do osoby doswiadczonej .Z tego co wiem ,to od razu Iwona was uprzedzala ,ze Fobos jest psem nie pewnym .[/quote] W zasadzie nic dodać, nic ująć. Dominant niezbyt rozgarnięty pewnie już zrobiłby komuś krzywdę. Tak agresywne psy jednak szybko tracą w stadzie swoją pozycję, wygryzane są w końcu przez silniejsze, młodsze. I dokładnie - takiego psa się ignoruje (choc w skrajnych przypadkach, do których raczje Fobos nie należy, nawet takie ignorowanie potrafi psa sprowokować), nie przytula do przesady, raczej za coś. Jedzenie pod ręką zawsze sieprzyda do przekierowania uwagi i treningu, ale pies też nie może go dostać za darmo. Tak samo ne można pozwolić sobie na choćby odrobinę niekonsekwencji w postępowaniu wobec takiego psa.
  6. [quote name='Alicja'] Z własnego doświadczenie napiszę tylko tyle ....mój pies nie zawarczy na mnie , ale nie mogłabym go przewracać kołami do góry ....bardzo tego nie lubi i gdybym tak zrobiła i tak zaraz ucieknie ...jak stoi czy leży mogę mu za przeproszeniem wsadzić palec w każdą dziurę i przyjmie to z pokorą ....pewnie usłysze że mnie zdominował ....ale pomyłka ....jest wsio oki ...po prostu pies ma niemiłe doświadczenie z okresu chorób i leczenia i tak własnie sie to objawia że zwiewa w takich momentach ... Jak dla mnie to pies jeśli byłby agresorem , nie czekałby tak długo ... aha ...jeszcze co ....nie bawię sięz żadnym psem w łapanie fafli , pyska , nóg .....u każdego psa przejawia sie taka zabawa warkotem .....spróbowałam tak z Ozzulkiem ...zaraz łapie mnie za ręce .....to nie jest dobra zabawa z jakimkolwiek psem ...[/quote] Masz rację, zachowania , które opisujesz u swojego psa nie świadczą o dominacji. Dominacja ma płynne znaczenie, a pies okazuje ją w różny sposób. Jednocześnie pewne zachowania charakterystyczne dla psów dominujących w pewnych okolicznościach wcale nie muszą być objawem dominacji u innych psów. Tak właśnie jest. Niektórzy polemizują, czy dominacja w ogóle istnieje ,ale jest to wciąż gdybanie paranaukowe i w zasadzie działamy na wyczucie. Masz też rację, że nie bawisz się w łapanie pyska i fafli u psów. Taka czynność dobrze sprawdza, na ile pies jest rządzicielem, ale można stracić rękę. NIestety to dość niebezpieczne w przypadku psów silnych i dominacyjnie nastawionych, ale czasem też lękliwych. Natomiast warkot nie zawsze jest zły. Nie mówię tylko o takim warkocie w zabawie. To ogólnie rzecz biorąc ostrzeżenie i nie należy tego eliminować, bo pies będzie gryzł bez ostrzeżenia. Trzeba na tyle zmieniać zachowanie psa, żeby warkot nie był konieczny jako sposób komunikowania swoich zamiarów, bo złych zamiarów nie będzie. Natomiast co do agresji...ogólnie rzecz biorąc raczej nie mówi się tak od razu "pies agresywny", ale pies, który reaguje w pewnych sytuacjach agresją. Fobos nie jest psem, który atakuje niezależnie od sytuacji i czasu. Natomiast błędem jest myślenie, że zachowania agresywne pojawiają się od razu, od pierwszego kontaktu z psem. Jeśli tak jest ,to najczęsciej powodem są inne rzeczy niż sama dominacja, raczej lęk lub ból. Pies o zapędach do rządzenia najpierw musi wybadać nowe środowisko i zobaczyć, co mu wolno, kto dysponuje jaką siłą (psychiczną i fizyczną),kto zajmuje jaką pozycję, a do działania zabiera się po jakimś czasie. Dlatego bardzo wiele można zrobić z każdym psem podczas pierwszych 2 tygodni od adopcji ,a później zaczynają się problemy, jeśli czegoś nie zauważymy lub z czymś odpuścimy. Z tego samego powodu często przy niemożności opanowania psa przez właściciela zmiana domu powoduje drastyczną zmianę zachowania psa i jeśli osoba, pod opiekę której trafi odpowiednio nim od razu pokieruje, często jest w stanie podporządkować sobei psa. Jolly, masz z pewnością rację, że szkolenie na zasadzie oddawania psa do jakiejś szkoły nie jest godne pochwały. Prawidłowo treser ma uczyć właściciela psa, jak nad nim panować i jak go rozumieć. Jeśli szkoła z założenia ma psa przeprogramować i oddać gotowy produkt właścicielowi, to coś jest nie tak. Widziałam takie gotowe produkty, które wyszły ze znanej szkoły w Toronto. Reagowały na komendy wszystkich lub nikogo, były wychudłe, nerwowe i miały wiele problemów behawioralnych. Natomiast jeśli chodzi o Fobosa, on musi znaleźć siepod opieką osób, które są zaznajomione z odpowiednim postępowaniem wobec takich psów jak on. Nie mówię o szkoleniu jako takim, ale resocjalizacji, stopniowym oduczaniu rozwiazywania konfliktów zbrojnie. I na koniec dobra nowina. Udało mi się odnaleźć osobę, która uratowła skórę tego bernardyna z Kielc czekającego na uśpienie, o którym pisałam (dodam, że pies pogryzł poważnie, nie ostrzegał). A ona podała mi schronisko , do którego pies trafił - Białogard u p. Jerzego Harłacza. Może ktoś go zna?
  7. Murka, jak pisałam mam u siebie trudne psy i wiem, ze to wszystko nie jest takie łatwe, że owszem chcemy pomóc psu ,ale czasem konieczne są też trudne decyzje. Masz stały kontakt z psami i dobre wyczucie. Fobos wydaje się mieć problem na tle dominacji, może wcześniejszego złego wychownia też. I jestem niemal pewna ,że to wszystko jest do odkręcenia, jeśli zająłby się nim specjalista. Bardzo istotną rzeczą jest to, że Fobos tak naprawdę nie zrobił krzywdy przy swoich wielkich możliwościach. On tylko ostrzegał. Nie miałabym odwagi, jak Twój TZ poszarpać takiego psa za fafle, zeby sprawdzić, co będzie, bo mogłabym stracić rękę. Skoro to zrobił, jak sądzę, spodziewał się raczej kolejnego ostrzeżenia, nie konkretnego ugryzienia. To wszystko daje mi do myślenia i sądzę, że z psem nie jest źle. Cały problem polega na tym, że to astek i wiemy ,kto jest chętny na astki, które pokazują zęby. To, co ważne dla Was teraz - nie powinniście się z nim siłować, ani inicjować sytuacji, w której Fobos może poczuć, że powinien walczyć o swoją pozycję lub pokazać Wam ,kto jest szefem. Na spacerach, kiedy czasem nie ma wyjścia, jak pociągnąć go na smyczy, niech ma wcześniej założony kaganiec. W sytuacjach, gdy pies ma taką siłę, raczej odwraca się jego uwagę niż walczy. Czyli innymi słowy, kiedy coś mu się nie podoba i sztywnieje, lepiej rzucić hasło np. ciasteczko (zależy jakie hasło zna), a jak już skupi swoje myśli na tym całym ciasteczu, zaprowadzić go w miejsce, gdzie je może dostać i wydać mu kilka komend, po których wykonaniu dopiero dostanie nagrodę. To takie odwracanie uwagi i jednoczesne przerabianie psa podstępem - bo w końcu i tak robi, co mu każemy i za to dostaje nagrodę. Obywa się bez przemocy i pies uczy się łagodności. Jendocześnie musimy się cały czas zachowywać, jakby sie nic nie stało, nie okazywać strachu. Pies niestety jest świetnym obserwatorem. To musi wyjśc tak, jakby sienie zauwazyło, że Fobos próbuje właśnie Was ustawiać. Z dużymi i silnymi psami raczej nie używam starych metod szkoleniowych opartych na zasadach dominacji, bo prowadzą do konfrontacji, a po co to komu. Nie wykonuję też żadnych gestów, które mogą dać psu do myślenia, że mam ochotę sięz nim siłować o władzę. Muszę mu ją odebrać tak, żeby nawet tego nie zauważył. U mnie jest aktualnie jedna suka, która zaczęła dominować wobec mnie w chwili, gdy byłam solidnie chora. Widziałam, że jest to problematyczny pies od poczatku, ale było już ok. Kiedy zachorowałam, weszła na łóżko i nie chciała zejść. Kiedy ją popchnęłam, ugryzła mnie w twarz. Odczułam to ugryzienie, choć było to ostrzeżenie, jak u Fobosa. Krew się nie polała w każdym razie. Przez kilka dni suka była w domu ignorowana totalnie przez wszystkich domowników, cokolwiek robiłaby. Inne psy były traktowane jak wcześniej i ona to widziała. Dodatkowo stosowaliśmy kilka innych ćwiczeń. I jest ok. Długo był problem z przewróceniem jej na grzbiet, a największy z dotknięciem twarzą jej brzucha (to juz było coś, czego nie potrafiła zaakceptować długo). Teraz jest domową przytulanką. Ale jeszcze raz podkreślam - to nie astek. Wiedziałam, że nikt jej nie weźmie, bo problemy były z nią od początku i dlatego zdecydowałam się zostawić ją u siebie. Fobos na pewno nie jest psem, który może przebywać z dziećmi. Potencjalna adopcja będzie bardzo trudna. A izolacja i zaniedbanie w schronisku może psa zniszczyć do końca. Czy znacie kogoś z Gdańska lub okolic? Może jakimś cudem udałoby się odnaleźć przez kogoś tam na miejscu to schronisko, o ktorym pisałam.
  8. Wyszukałam jakiś e-mail, który podejrzewam, że może należeć do dziewczyny, która zajęła się sprawą bernardyna przeznaczonego w Kielcach do uśpienia. Napisałam do niej w sprawie Fobosa, ale możliwe, że ten e-mail w ogóle nie jest już aktualny, bo to bardzo stara sprawa. Mam nadzieję, że może ktoś z Gdańska na dogo będzie wiedział, o jakims schronisku z możiwością resocjalizacji psa napisałam. Z tego, co pamiętam, ta dziewczyna ratowała molosy.
  9. Mnie osobiście łatwiej jest pracować z takimi rottkami niż amstaffami. Rottki nie mają aż takich zapędów do gonienia szybko poruszających się mniejszych stworzeń, często mają mniejsze możliwości narobienia szkód swoimi ząbkami. Kilka przypadków resocjalizowanych rottków znam. Niestety amstaffy są szybkie, silne, zwinne, a ich uścisk jest spory. To wszystko powoduje, że zagrożenie jest większe, a praca bardziej ryzykowna. Rottki znam na wylot. Natomiast tu potrzebny byłby ktoś, kto jest specem od astków plus dobrym behawiorystą i ma odpowiednie warunki. Gdybym ja miała pod opieką tego psa, pewnie próbowałabym z nim pracować, ale na pewno nie będę namawiać na to nikogo, bo namawiałabym go do podjęcia sporego ryzyka. Jeśli znajdzie się ktoś, kto potrafi pracować z takim psem - ok, czego Fobosowi życzę z całego serca, bo wiem ,że to w jakimś sensie niesprawiedliwość -gdyby to był słabszy pies, pewnie ktoś zająłby się jego resocjalizacją. Inna sprawa, że oddanie takiego psa do adopcji wiąże się z wzięciem na siebie dużej odpowiedzialności. Jeszcze inna, że amstaff nie jest, a przynajmniej nie miał być docelowo psem stróżującym, jak rottek. Tak więc, co u rottka można przekształcić w jakimś sensie w użytkowośc, to z tym samym u amstaffa można troszkę zadziałać przeciwko sobie.
  10. Przeczytałam uważnie opis dwóch przypadków, kiedy to Fobos zaatakował. Na podstawie tego raczej można wykluczyć problem neurologiczny czy psychiczny. Jestem skłonna obstawiać, że to po prostu dominacja. Nie znam całej historii Fobosa, ale wszystko zgadzałoby się. Najpierw pies nie okazuje agresji, bo nie jest pewny siebie - nowe otoczenie, nowe stado. Potem zaczyna powoli pokazywać swoje ja. Dzieje się ta zwykle po ok. 2 tygodniach w nowym domu, ale to nie stanowi reguły. Pies pierwsze co będzie sprawdzał na co sobie może pozwolić ze słabszymi osobnikami (zwierzęta czy dzieci). Dodatkowo taki pies atakuje szybciej, gdy trzyma się go jakby pod sobą czy też za klatkę, szyję. Wkurza go to unieruchomienie i brak możliwości wycofania się (tutaj też mogą odezwać się lęki), w tej niezbyt bezpiecznej pozycji dla psa (bo nie ma ucieczki) albo też odwrotnie - zbyt pewnej (bo czuje czyjeś wsparcie) łatwiej podejmuje decyzję o ataku i często może to zrobić bez ostrzeżenia (choć możemy założyć, że to kłapnięcie też było ostrzeżeniem). Drugi atak na opiekuna na twarz - pies pozwalał na pieszczoty, ale dominancik nie lubi, gdy dodatkowo się go "obmacuje". Dotknięcie nadprogramowo łapy, gardła czy cokolwiek innego może wywołać taką reakcję. Ale to, co ważne - nie zrobił krzywdy, co przy jego możliwościach oznacza, że było to tylko ostrzeżenie (a więc potencjalnie rzecz biorąc daje to możliwości przerobienia psa). Jest jeszcze jedna sprawa - psy tak właśnie reagują, czyli atakują przy dotykaniu łap, uszu, fafli (szczególnie szybkie dotykanie ,chwytanie itp., szybkie wyciągnięcie ręki), jeśli w przeszłości były drażnione. Często spotykam się z czymś takim u psów zabranych z rodzin alkoholików. Suka, którą mieliśmy na DT wyskoczyła do mnie z zębami w podobnej sytuacji i podobnie chwytała - była włąśnie z domu, gdzie alkohol wszystkim mózg wyprał. Jej reakcje były stałe i nie nasilały się, rokowała dobrze i z czasem było lepiej (nie reagowała tak w stosunku do tylko jednej, wybranej przez siebie osoby i zawsze był to mężczyzna), ale nie był to pies,który mógł przebywać z dziećmi. Cóż mogę powiedzieć... Moim zdaniem pies jest do wychowania, ale sęk w tym, kto się tym zajmie i gdzie. Miałam na DT psy agresywne, których nikt inny przechować nie chciał, ale oprócz dwóch wyjątków, zwykle były to psy, które conajwyżej mogły mi zrobić dziurę w nodze. Większość moich psów jest u mnie dlatego, że z powodu agresji nie miały szans na adopcję, a teraz są ok. Problem jest o tyle poważny, że to amstaff i nie mam absolutnie na myśli tego, że agresja wynika z rasy, bo to bzdura. To po prostu bardzo silny pies o wielkich możliwościach zrobienia komuś krzywdy. Praca z nim wymagałaby poświęcenia wiele czasu. Pies musiałby mieć stały kontakt z człowiekiem (bo izolacją może wywołać kolejne problemy),ale też musiałby mieć kojec lub miejsce, gdzie mógłby być zamknięty w sytuacjach, kiedy mógłby stwarzać zagrożenie. Osoba, która poprowadziłaby psa, musiałaby mieć wiele doświadczenia, nie tylko z amstaffem jako takim (to tylko ułatwienie, że rozmiar psa nie robi wrażenia), ale przede wszystkim z agresją u psa na tle dominacyjnym (oraz agresja wywołaną złym traktowaniem lub brakiem odpowiedniej socjalizacji). Czy w ogóle jest szansa ,aby taka osobę znaleźć - nie wiem. Co do pobytu psów agresywnych w schroniskach - owszem bywaja takie przypadki. Z tym, że te psy potrzebują pracy i odpowiedniej opieki, której w schronisku nie otrzymają. Nie nadają się do adopcji, więc są skazane na wieczną izolację i narastanie agresji. Nie wiem, czy to dobre wyjście. Swojego czasu w Kielcach przez bernardyna z ulicy zostało pogryzione dziecko. Pies był na obserwacji w schronisku, mój kolega wydał opinię na temat jego psychiki. Pies miał szczęście, że udało się znaleźć osobę, która zainteresowała się jego losem, został przewieziony nad morze do schroniska prowadzonego przez tresera pracującego z psami z agresją, który zgodził się na pracę akurat z tym psem. Bernardyn tylko dlatego uniknął uśpienia. Nie wiem, gdzie znajduje się ten ośrodek, ale może byłoby to jakieś wyjście (nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale może był to Gdańsk). W Kielcach w tym roku dotarły do mnie wieści o dwóch atakach amstaffów na swoich właścicieli (w obydwu przypadkach właściciel utracił część ucha - tak więc ataki były poważne) - ataków amstaffów i innych silnych psów z pewnościąb było więcej. Z tego ,co wiem jeden pies został uśpiony. Z drugim planowano pracę po kastracji, ale nie wiem, jak się w końcu jego losy dalej potoczyły. Jednak co innego, gdy pies ma dom i właściciela chcącego z nim pracować, a inna sytuacja, gdy to pies do adopcji. Zdarzało sie, że przy adopcji przez odpowiednich ludzi, pies zmieniał sie w ich rękach, ale czy warto tak ryzykować? - nie wiem. Fobos może w następnej kolejności zaatakować, gdy ktoś zbliży się do jego misek albo do niego, gdy będzie coś jadł, kiedy ktoś szarpnie go na smyczy, kiedy ktoś go popchnie...różnie może być. Praca z nim polegałaby na nie tylko ustaleniu hierarchii i pracy nad posłuszeństwem, ale też odwrażliwianiu. To wymaga wielu umiejętności ,wyczucia, czasu. Napisałam strasznie dużo, bo wiem, ile dylematów pojawia się, gdy pies zaatakuje i trzeba podjąć decyzję o jego uśpieniu. Pamiętajcie, że ludzie, którzy się do mnie zgłaszają z psami zachowującymi się podobnie do Fobosa w większości mówią o chęci uśpienia psa, więc jakie on ma szanse na adopcję? Żeby z nim wyjść na prostą trzeba znaleźc mu odpowiednie miejsce z odpowiednimi ludźmi. Jeśli się to uda, będęszczęśliwa. Jeśli nie, nie można wymagać od Murki narażania siebie (szczegónie w jej stanie) i innych. Decyzja jest bardzo trudna... A pechem Fobosa jest to, że jest silnym amstaffem z dużą buzią, bo gdyby to był niewielki kundelek, powiedziałabym - ok, da się psa przerobić, to tylko kwestia czasu.
  11. Luks, ten kaganiec bardziej halter przypomina. Przed ugryzieniem nie chroni zbyt dobrze, natomiast niestety z tego ,co widzę, może utrudniać ziajanie. Dlatego w miarę możliwości pomyślcie o innym kagańcu (pies powinien w miarę swobodnie w nic otworzyć pysk). Co do warczenia - zgadza się, tak jest, jak piszesz, choć sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. :roll: :p Ale faktycznie wiele osób o tym nie wie. W miarę możliwości postarajcie się poszukać linków do tekstów o odwrażliwianiu we właśnym zakresie, bo jestem teraz na necie z doskoku (szykuję się do wyjazdu na długo, więc w razie potrzeby skontaktujcie się ze mną w ciągu 2 tygodni). Życzę powodzenia!
  12. Z odwracaniem uwagi Oriona, kiedy goni za ogonem to prawidłowe postępowanie, ale może jednak ,jeśli ma złe skojarzeia z folią, starałabym się robić to czymś innym i natychmiast potem wciągnąć g ow inne zajęcie. Tak właśnie jest, że faktycznie ganianie za ogonem czy gryzienie się, to efekt pobudzenia. Wbrew pozorom przy radości podczas witania się czy też w inych sytuacjach też występuje pewien rodzaj stresu i to właśnie efekt. Odwracanie uwagi jest najlepszym sposobem ,żeby zachowanie przerwać. Widać, że psiak ma pewne problemy - lęki, natrętne zachowania itd. łatwo nie będzie, ale z czasme powinno to wszystko zanikać. Przede wsyzstkim należy mu zapewnic dużo ruchu i zajęć zajmujących jego umysł (jak choćby zabawa w szukanie). Co do reakcji agresywnych na pewne rzeczy, dźwięki czy też określone osoby, może to być wywołane po prostu pewnymi skojarzeniami zz przeszłości. W takich przypadkach przeprowadza się odwrażliwianie. Na pewno w internecie można znaleźć wiele na ten temat, ale w razie potrzeby pomogę (mój e-mail [EMAIL="eruane@interia.pl"]eruane@interia.pl[/EMAIL]). No i kaganiec - do kagańca z materiału pies sieszybko przyzwyczaja i akceptuje go, ale utrudnia on swobodne ziajanie psa, co też z czasem moze powodować nie tylko problemy zdrowotne, ale też nerwowość. Tak więc z czasem radziłabym przerzucić go na inny kaganiec. Możliwe, że do treningu odwrażliwiania przyda się halter/kantarek.
  13. Nie rozpuszczajcie go tak z tym jedzeniem! :lol: Nie chce jeść karmy, to niech nie je, ale tylko karma będzie w misce. A z tym, że teraz grzeczniej chodzi bez smyczy to nie efekt tego, że zrozumial, że będzie puszczony, jak będzie grzeczny, tylko efet tego, że po pierwsze stary teren znów stał się obcy i musi go "rozpracować", póki co nie będzie za daleko się zapuszczał. druga sprawa - przywykł chodząc na smcyzy do trzymanai sieblisko osoby prowadzącej go. Ale niestety na koniec info mało pozytywne - szybko wróci do normy. ;) tak wiec, jak piszesz, szkolenei przyda mu siez pewnością. tym bardziej, że zaczepia psy, więc przydałoby się troszkę zająć się hierarchią.
  14. Trzymam kciuki za zdrowie Hoki. Faktycznie wygląda to na kręgosłup. Jeśli rimadyl pomógł doraźnie to nie jest tak źle. Mam nadzieję, że niedługo Hoka będzie jak nowy. ;)
  15. Jeśłi pies przez większość czasu nosi nisko głowę, to faktycznie raczej doleliwości bólowe i niekoniecznie od kręgosłupa. U moich psów bywało i tak, że głowa szła w dół przy bólu łap i przenoszeniu ciężaru ciała lub bólu brzucha. Może mieć jakieś problemy reumatyczne nawet. A z tym dziabnięciem przez małego psa - małe bywają dość zdecydowane w działaniu. :razz: Po prostu tego malucha do szkoły trzeba wysłać, bo rozbestwiony na maksa. Oby rana Hokusa szybko się goiła.
  16. Nowe zdjęcia Dżekiego :cool3: :loveu: [IMG]http://img122.imageshack.us/img122/580/obraz002jd4.jpg[/IMG] [IMG]http://img387.imageshack.us/img387/442/obraz012vi7.jpg[/IMG] [IMG]http://img387.imageshack.us/img387/2623/obraz017ac5.jpg[/IMG] [IMG]http://img80.imageshack.us/img80/38/obraz022vy1.jpg[/IMG] [IMG]http://img122.imageshack.us/img122/3213/obraz024xr6.jpg[/IMG] [IMG]http://img387.imageshack.us/img387/6007/obraz027qk9.jpg[/IMG] [IMG]http://img387.imageshack.us/img387/3945/obraz052ba7.jpg[/IMG] [IMG]http://img80.imageshack.us/img80/1280/obraz053qj6.jpg[/IMG] [IMG]http://img80.imageshack.us/img80/5562/obraz0523nx2.jpg[/IMG]
  17. Wysłałaś swojego psa? To znaczy uczestniczyłaś z psem w szkoleniu czy pies został oddany na szkolenie?
  18. Sarenka robi błyskawiczne postępy - tak trzymać!:p
  19. Luks, miło się czyta taki post. :p Co do kwestii tego, że ciężej się będzie z Orionem pracować, bo nie jest szczeniakiem - to nie do końca prawda. Przez pierwsze dni pies nie czuje się pewnie ,obserwuje otoczenie, nowe "stado" i sprawdza, co może .W tym czasie, możecie go sobie układać, jak szczeniaka. Jeśli z tego zrezygnujecie, po ok. dwóch tygodniach pokaże swoje prawdziwe oblicze i będzie znacznie ciężej. ;) Tak więc teraz macie pole do popisu. I wiek nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia. To dlatego czasem w przypadku psów bardzo truydnych, agresywnych, zmiana przewodnika i miejsca zamieszkania często zmienia zupełnie psa. Wiec tu nie ma obaw, teraz możecie zrobic z Orionem, co chcecie, a to bedzie procentować za jakiś czas. Co do szczekania na ludzi i psy, na pewno będzie potrzebne jakieś szkolonko. To ONek, czyli pies stworzony do pracy i tak należy go potraktować. Tak więc juz teraz narzućcie zasady, których musi się trzymać. W razie potrzeby, pomogę. Co do obsikania drzwi - nie znaczy to, że Orion nie wie ,co to załatwiać się poza domem. Nowe miejsce, nowe zapachy - zadarza się, że najlepiej wychowany pies nie powstrzyma się przed chęcą zaznaczenia nowego miejsca. :lol: Gdyby chodziło o samo załatwianie siew domu, wyglądałoby to troszkę inaczej. Sądzę, że już nie będzie z nim więcej pod tym względem problemu. Co do wielkiej miłości do pani, juz teraz należy wprowadzić okresy "separacji", żeby psiak wiedział, że przynajmniej raz dziennie ma się zająć sam sobą i nikt na niego uwagi zwracać nie będzie. Potem można go zamykać na trochę z jakimś zajęciem w pokoju. Trzeba uważać, żeby nie uzależnił się wprost od przebywania z panią, bo wtedy byłyby problemy z pozostawianiem go samego w domu. I jeszcze sprawa wygryzania sobie ogona czy ran. Na pewno będzie sam dochodził do siebie ,ale starajcie się odwracać delikatnie jego uwagę, kiedy wraca do swoich dawnych nawyków, bo to już nic innego, tylko nawyki. Ale odwracać uwage trzeba umiejętnie, żeby pies nie nauczył sie, że wystarczy pogryuźć sobie łapkę i pani czy pan od razu przyjdzie pieska podrapać. ;) Z kąpaniem, z racji tego, że nowy pies może różie się zachować, kiedy się przestraszy, nakładam kaganiec i po prostu w dwie osoby wciskam psa do wanny. Jedna osoba trzyma psa, druga myje. Cóż począć, gdy zapach odstrasza... :lol: Życzę Orionowi jego rodzince powodzenia na nowej drodze życia. ;)
  20. Acha, wiec to nieco ułatwia sprawę. :p A jak znosi mieszkanie w bloku? Jak reaguje na nowy domek?
  21. Tak nagle tyle szczęścia. ;):multi: Oby dobra passa trwała. Czekam na relację, jak ingrid się sprawuje w nowym domu, bo z tego co zrozumiałam - trafiła do bloku i do dziecka. A to dla niej nowość chyba. Tak Ingrid jak i jej kolega muszą być głaskani na dwie łapki, nie ma, że w danym momencie tylko jeden psiak, bo będą z czasem zgrzyty. A Ingrid nie wolno się aż tak rządzić, bo niedługo po sterylce będzie i kolega niekoniecznie będzie jej tak ustępował. Życzę duż opowodzenia. Ingrid należy sie dużo dobrego po tak długim czekaniu na domek. :p No i trzymam teraz kciuki za szczenięta.
  22. Baw się więc przy niej z psami i co jakiś czas delikatnie prowokuj ją do zabawy tym sznurkiem tak, jak ona prowokowała psy. Jak będzie sie bała, wracaj do zabawy z psami.
  23. Wspaniałe wieści!!! :multi::multi::multi: Myślę, że to może być naprawdę dobry dom dla Oriona. :multi:
  24. No ciekawa jestem, jak tam Iza tęskni za podopiecznym i czy teraz mama Izy nie będzie tęsknić za Fionkiem. :cool3: A Fionek pewnie bawi się w najlepsze i szkoli sobie ludzi wokół. ;)
×
×
  • Create New...