MonikaP
Members-
Posts
3601 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by MonikaP
-
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='caroolcia']Przepraszam, już będę grzeczna :roll: i oczywiście bedę szukać intensywnie :lol:[/quote] Oj, ja chyba muszę porozmawiać z Twoim Tatą... :evil_lol: -
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='caroolcia']no tak, ale mam nadzieję, że nie tak od razu...[/quote] Karoooolaaaaa????? :mad: -
[quote name='RudyRydz']Witam Dzwoniłem przed chwilą do właściciela Dory, bo bardzo mi się spodobała. Szkoda tylko, że tak późno ją znalazłem. Właściciel powiedział, że Dorcia ma już nowy domek od 2 tygodni i chyba będzie w nim szczęśliwa :multi: Pozdrawiam[/quote] Z jednej strony się bardzo cieszę, a z drugiej trochę zżymam, bo ja tu zakładam wątki itp. a ten pan mnie nawet nie raczy poinformować, że sunia znalazła dom, mimo,że pytałam o to parę dni temu w mailach... Nic to....Zmieniam zatem tytuł wątku :-).
-
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Karolciu, ogłoszenie piękne, dziękuję!!! Ja się postaram dać ogłoszenie do Wyborczej - do działu internetowego o zwierzakach. Co jakiś czas któreś z nich drukują w wersji papierowej - może Boni się poszczęści ;-). -
[quote name='supergoga']Nie napisze nic, bo dostałabym bana za słownictwo. Moniko, Goniu - jestem dumna, że Was znam i mam nadzieję, że zaliczam się do waszych przyjaciół. To tyle - resztę pewnie znacie - co ciśnie mi się na usta, Najgorsze, że to pewnie nie pierwsza i nie ostatnia sytuacja. Jak pomagać tym psom w takich układach.[/quote] Gosiu-Supergogo :calus: . Myślę, że pewien etap obie z Gonią mamy już za sobą.
-
[quote name='GoniaP']Oczywiście Monika miała na myśli datę 28 lutego :oops:[/quote] Właśnie :oops: . Mnie też stres nie oszczędził, chociaż zmusiłam się do pełnej mobilizacji... Niestety, pewne granice naszej wytrzymałości, dobrej woli i kompromisu zostały przekroczone.
-
Gonia biegnie po wodę i po coś do jedzenia dla Sułtana, ja zostaję z nim w piwnicy. Biedak podnosi się, próbuje do mnie podejść, za chwilę kładzie się i opiera głowę o moje kolana. Odsłania brzuszek, podaje łapę...bardzo, bardzo chce być głaskany...Głaskany, ale nie w dolnej części tułowia...tu wyraźnie coś go boli... Nie pozwala mi się odsunąć, chce się przytulać, chce być drapany pod brodą... Przychodzi Gosia z miską pełną mięsa z puszki - Sułtan rzuca się na jedzenie, jakby nie miał nic w pysku od paru dni. Muszę wracać do domu. Zostawiam Gonię z Sułtanem - już bezpiecznym. [URL="http://img265.imageshack.us/my.php?image=resizeof200703250121gp5.jpg"][IMG]http://img265.imageshack.us/img265/5842/resizeof200703250121gp5.th.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://img160.imageshack.us/my.php?image=resizeof200703250124mb3.jpg"][IMG]http://img160.imageshack.us/img160/4582/resizeof200703250124mb3.th.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://img160.imageshack.us/my.php?image=resizeof200703250126mt6.jpg"][IMG]http://img160.imageshack.us/img160/4866/resizeof200703250126mt6.th.jpg[/IMG][/URL] Ciąg dalszy, a także poprawki - GoniaP.
-
Policja odjeżdża, a my z pustymi noszami wracamy do domu. Pod wieczór dostaję wiadomość od wetki, która pyta, jak poszło w schronisku (nie było z nią kontaktu, gdy próbowałyśmy się dodzwonić będąc w biurze). Potem rozmawiamy. Umawiamy się, że następnego dnia rano zadzwoni do kierownika i powie mu,że nie ma nic przeciwko temu, byśmy zabrały psa. W niedzielę o godzinie 11 dostaję od niej SMSa, że jest OK, psa możemy zabrać. Życzy nam powodzenia. Teraz pozostaje tylko potwierdzić tę informację u kierownika i w schronisku, które musi tę decyzje usłyszeć z jego ust. Niestety, i komórka, i telefon stacjonarny pana L. milczą. Pracownik schroniska również twierdzi, że nie może się do niego dodzwonić. Czas mija. Osoba, która ma zabrać Sułtana do Warszawy, ma być u Goni około 12, na szczęście jest mocno spóźniona. Dzwonimy na zmianę do kierownika i do schroniska - nikt nic nie wie. Około 13 Pani Krystyna telefonuje do schroniska pytając o samopoczucie psa. Dyżurny nie umie jej odpowiedzieć na to pytanie. Ku jej zdziwieniu i przerażeniu mówi, że pracownik, którego zadaniem było zajmowanie się Sułtanem przez weekend, zabrał klucze i pojechał do domu, więc dostęp do psa będzie możliwy od poniedziałku, od 7 rano. Na pytanie, jak to możliwe, że pies po urazie został zamknięty, klucze "sobie pojechały", nikt nie ma do niego dostępu, by sprawdzić, jak się czuje albo podać mu leki, pracownik odpowiada, że wykonuje polecenia swojego kierownika i nie zamierza dłużej rozmawiać. Pani Krystyna dzwoni na policję, niestety ta nie zamierza tym razem interweniować... Tuż przed godziną 15 dostaję telefon ze schroniska, że pół godziny temu zadzwonił do nich kierownik i wyraził zgodę na zabranie psa. Wsiadam w samochód, jadę po Gonię. Przed schroniskiem, gdy dzwonimy do bramy, pracownik sucho nas informuje, że mamy czekać, bo "kolega pojechał po klucze" - w domyśle - od tatuowni... Na teren schroniska nie zamierza nas wpuszczać... Czekamy pół godziny, wreszcie "kolega" wraca. Bierze od nas nosze i każe nam czekać. Psa zaraz nam przyniosą. I tak też się dzieje - wkładamy nosze z Sułtanem do bagażnika, a ja daję pracownikowi mój dowód osobisty, z którego ma spisać dane. W poniedziałek mam przyjść do biura, by formalnie wypisać psa. Pytam o leki....nikt nic nie wie na ich temat... Sułtan jest niespokojny, kręci się, siada, próbuje się ruszać. Daję mu chrupki, które mam w kieszeni - rzuca się na nie łapczywie. Z przerażeniem obie z Gosią uświadamiamy sobie,że pies jest po prostu wygłodzony...A te wczorajsze miski z karmą?.... Wolniutko jedziemy do domu Gosi... Tam razem z Jej TŻem przenoszę psa w spokojne miejsce, do piwnicy...
-
[quote name='gudis']Informacje przeczytane jakis czas temu na stronach [URL="http://www.naszemiasto.pl"]www.naszemiasto.pl[/URL][/quote] Tak, ale nie o tym tu mowa, więc nie odbiegajmy od tematu ;-). Za chwilę ciąg dalszy.
-
W schronisku pewien popłoch. Jeszcze przed naszym wyjadem na policję między biurem a szpitalem zaczął się "wzmożony ruch" pracowników. Policjanci nie mogą wydobyć od pracowników jasnego i konkretnego podania przyczyn, dla których nie możemy adoptować psa, skoro zapewniamy mu leczenie w warunkach lepszych niż schroniskowe. Dzwonią do kierownika - ten nie chce słyszeć o wydaniu psa, który ma tu tak dobrze, że niczego nie potrzebuje. Sami dochodzą do wniosku,że nie można wytłumaczyć całej sytuacji inaczej jak tylko wyjątkowo złą wolą pana L. Czekają na decyzję "góry" o wydaniu pozwolenia na zabranie psa siłą, niestety nie otrzymują go, bo "szefostwu" nie mieści się w głowie, by tego typu interwencję trzeba było przeprowadzać w placówce powołanej do opieki nad zwierzętami. Na koniec pracownicy, poproszeni przez nas, prowadzą policjantów i nas obie do pomieszczenia tatuowni, gdzie od czwartku przebywa pies (jest to mały pokój z dwoma boksami tuż obok szpitala). Naszym oczom ukazuje się niemal sielski widok - na nowiutkim pontonie leży Sułtan, wokół niego miski z wodą i z suchą karmą. Czysta podłoga, żadnych brzydkich zapachów. No tak, chyba już wiemy, dlaczego pracownicy tak "kursowali" między biurem a szpitalem, podczas gdy my wygłaszałyśmy "przemowy" przed panem dyżurnym... [URL=http://img117.imageshack.us/my.php?image=resizeof200703250107zb9.jpg][IMG]http://img117.imageshack.us/img117/6797/resizeof200703250107zb9.th.jpg[/IMG][/URL]
-
Działamy już w porozumieniu z Panią Krystyną z Fundacji Emir i jesteśmy z nią w stałym kontakcie telefonicznym. W sobotę o 10 Gonia jedzie po nosze dla psa, a potem razem z jej TŻem jedziemy do schroniska. Tu okazuje się, że...nikt nic nie wie....Technik wet. który na polecenie lekarki miał przyjechać, by wydać nam psa, telefonicznie zdążył już przekazać, że nie ma czasu, a pytany przez Gonię twierdzi,że nie ma kompetencji, by wydawać polecenia innym pracownikom. Pracownik dyżurny, który miał zajmować się psem w sobotę i niedzielę (gdy nie ma w schronisku ani lekarza, ani techników) nie ma pojęcia, o czym mówimy, a miał dostać informacje od wyżej wymienionego technika. Próbujemy na wszelkie sposoby przekonać pracowników, by pozwolili nam adoptować Sułtana. TŻ Goni może go natychmiast zawieźć do Warszawy, więc nie ma na co czekać. Odpowiedź "nie, nie i jeszcze raz nie". Usiłujemy wytłumaczyć im, że przetrzymywanie psa, gdy nie ma możliwości zapewnienia mu odpowiedniej opieki na miejscu i gdy jest szansa na pomoc dla niego, jest świadomie zadawanym mu okrucieństwem, a więc jest złamaniem ustawy o ochronie zwierząt. Skądinąd wiemy też, że pies, który przez dłuższy czas leży niemal bez ruchu, może mieć problemy z układem oddechowym, krążenia i z układem wydalniczym. A to już stan zagrożenia życia. Pracowników to nie interesuje. Nie chcą stracić pracy. Proszę o wykręcenie numeru do kierownika. Proszę go o wydanie pozwolenia na adopcję psa. Mówię, że rozmawiałam z lekarką, która na to zezwoliła. Słyszę, że jestem oszustką i kłamczuchą. Słyszę, że zamiast zajmować się właśnie tym psem, mamy sobie znaleźć inne. Słyszę, że Sułtan ma się coraz lepiej i w ogóle żadna operacja nie jest mu potrzebna. Słyszę, że on, kierownik schroniska dla bezdomnych zwierząt ma w nosie ustawę o ochronie zwierząt. Za radą Pani Krystyny jedziemy na policję prosić o asystę, zależy nam też na tym, by została spisana oficjalna notatka służbowa. Natychmiast dostajemy "obstawę" czterech policjantów i jedziemy z powrotem do schroniska.
-
Jest czwartek, 22 marca - GoniaP prosi wetkę o przemyślenie sprawy do następnego dnia. Jest możliwość przewiezienia Sułtana do kliniki SGGW w czasie weekendu. Następnego dnia, czyli w piątek osoby zaangażowane w tę sprawę ze strony Warszawy dzwonią do schroniska - pani doktor nie ma, pojechała na urlop, wróci 2 kwietnia. Cóż, szkoda, że nie wiedziałyśmy o tym wcześniej.... Co zrobić. Wierzymy, że uda się pomóc psu, dla którego każdy kolejny dzień bez odpowiedniej pomocy to większe ryzyko kalectwa. Gosia słyszy od kierownika, że pies interesuje nas tylko dlatego,że jest rasowy, a poza tym ma się coraz lepiej i w schronisku ma wszystko, czego mu potrzeba. Na prośbę Gosi dzwoni do lekarki (Gosia w tym czasie wychodzi). Gdy rozmowę kończy, twierdzi, że wetka stanowczo zabroniła wydawać komukolwiek psa. Zrezygnowane zastanawiamy się, co robić... Zbieram się na odwagę i wieczorem dzwonię do lekarki...Przez pół godziny prowadzimy rozmowę, w trakcie której dowiaduję się, że kierownik dzwoniąc do niej od razu na wstępie zaznaczył, że jego zdaniem psa oddawać nie należy. Ona sama więc nie ma za dużo do gadania. W końcu przekonuję ją, by wydała dyspozycje pracownikom mającym dyżur w weekend, abyśmy mogły zabrać Sułtana w sobotę przed południem.
-
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Tak!!!! Koty!!!!! Tak jest, Don Co....eeee...Donvitow, tak jest! Napisałam dwa razy pw w tej sprawie do Ciebie i dwa razy wywiało je w kosmos :angryy: . Zamelduję się, przysięgam. :look3: -
Schronisko poznańskie. 28 lutego trafia tu pies rasy husky. Ma poważny uraz tylnych łap. Diagnoza - rozerwane więzadła krzyżowe i strzaskane rzepki. Aby przywrócić mu jako taką sprawność, konieczna jest skomplikowana operacja, która, jak przyznaje lekarka, jest niemożliwa do przeprowadzenia w warunkach schroniskowych, choćby ze względu na brak odpowiedniego zaplecza. Pies ma tatuaż kynologiczny, wetka dzwoni do ZK i zostawia tam informację o psie, prosząc o pilny kontakt, gdyby udało się ustalić właściciela. Niestety nikt się nie zgłasza. Udaje się przeprowadzić jakiś drobniejszy zabieg, prowadzone jest też leczenie zachowawcze, pies dostaje leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Niemal cały czas spędza leżąc na boku na podłodze w szpitalnym boksie - jest co jakiś czas obracany... Po kilkunastu dniach próbuje sam siadać, wylizuje sobie rany po szyciu i ślady po kroplówkach, dostaje więc kołnierz. [URL="http://img213.imageshack.us/my.php?image=resizeof200703110074kf1.jpg"][IMG]http://img213.imageshack.us/img213/767/resizeof200703110074kf1.th.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://img71.imageshack.us/my.php?image=resizeof200703180105sh3.jpg"][IMG]http://img71.imageshack.us/img71/3594/resizeof200703180105sh3.th.jpg[/IMG][/URL] Zaczynam wydzwaniać do Związku Kynologicznego - trzeba pilnie znaleźć właściciela, bo pies powinien mieć jak najszybciej przeprowadzoną operację, inaczej grozi mu poważne kalectwo. Udaje mi się ustalić tylko tyle, że pies ma na imię Sułtan, ma 6 lat i pochodzi z hodowli pana X. Dzwonię tam...Pan X nie zna danych osób, które kupowały od niego psy, a poza tym dawno się "przebranżowił" i teraz hoduje psy innej rasy. Gdy słyszy o losie psa, jest mu bardzo przykro. To wszystko. Wiemy już więc, że nie mamy co liczyć na to,że Sułtan zostanie zabrany przez swojego pana. Kończy się kwarantanna, trzeba koniecznie zrobić coś, by psu pomóc. Zaczynamy myśleć o zoperowaniu Sułtana poza schroniskiem, jednak na to musi wyrazić zgodę kierownik. W pewnej chwili pada propozycja leczenia psa na SGGW. Podchwytujemy ją. W schronisku mówimy o tej możliwości lekarce, ma się zastanowić, ale oczywiście i tak ostatnie słowo należy do kierownika...
-
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='caroolcia']ok, to postaram się coś ładnego przygotować i wyślę tobie do akceptacji? w jakiej rozdzielczości wysąłc zdjęcia Bonki? PS. Bonka przez płot nie szczeka na ludzi (pomagała mi siąć trawę - tzn dbała, żeby nie była za gęsto i wynosiła w futerku - chyba w domu też mi wykiełkuje):evil_lol:[/quote] Hm, myślę, że zdjęcia do 200 kilo wystarczą :-). Moja Tośka zza płotu jest barrrdzo groźnym bokserem obronno-stróżującym :diabloti: . Trawę też przerzedza - pasąc się na niej jak koza :evil_lol: . -
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Takie medium jak allegro jak najbardziej nam odpowiada :-). -
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
:oops: O matko, tak mi wstyd...:oops: Miałyśmy z Gonią przez ostatnie dni bardzo ciężkie przeżycia (będzie o tym wątek...) i trochę się już pogubiłam i poopóźniałam. Karolino, przede wszystkim zdjęcia są wspaniałe :loveu: . I te świnki w bajorku, i Donvitow, co się uprał i w ogóle :evil_lol: . Jeśli masz jakiś dom dla Bonki na oku, ew. możesz "rozpuścić wici", to będę bardzo wdzięczna za wszelkie wiadomości. Sama natomiast prosiłabym o jakieś "reprezentacyjne" zdjęcia Bony na maila : [EMAIL="monika.preibisz@fcef.pl"]monika.preibisz@fcef.pl[/EMAIL] - tzn. takie zdjęcia, które Twoim zdaniem najlepiej oddają jej urodę, osobowość, czar itd. ;-). Zrobimy ogłoszenia. -
[quote name='Rzenia']Też nie mam nic przeciwko, chociaż uważam że z nowymi właścicielami powinien kontaktować się opiekun. Nie byłabym zadowolona gdyby ciągle odwiedzał mnie ktoś obcy bo akurat miał blisko czy po drodze i przysłano go na kontrolę. A niestety wiem z doświadczenia że na dogo jest sporo nieletnich szurniętych dogomaniaczek(jeszcze dzieciaków) i że często takie osoby pakują się z braku czasu tam gdzie nie trzeba i robią sporo szumu.[/quote] Rzeniu, przecież nie o to chodzi, że Gonia zwoluje teraz pospolite ruszenie, żeby zakłócać spokój Twoich rodziców. Prosiła o kontakt osoby, które mieszkają w okolicy i myślę, że spośród nich wybrałaby kogoś, kto jej zdaniem mógłby obiektywnie dokonać "weryfikacji". Niestety nie zawsze można to zrobić osobiście...
-
połamana Jeżynka.Już dawno w swoim własnym domku!!!
MonikaP replied to GoniaP's topic in Już w nowym domu
Właśnie sprawdziłam - dla Jeżynki wpłynęło do dziś 270zł. Bardzo dziękujemy i prosimy o wsparcie! Jeżynka bardzo chce cieszyć się życiem - nawet na trzech łapkach, ale w końcu bez cierpienia i bólu... -
[quote name='daga_27']a dlaczego ja bylam przekonana, ze one zostaly juz adoptowane????[/quote] Wiesz, dlaczego, Daga? Bo ja sama miałam takie wrażenie - one po prostu tak się zaszyły w budzie, że nie było ich w ogóle widać. Potem zaczął wychodzić jeden - i temu zrobiłam zdjęcia...a drugi chyba cały czas siedzi w budzie...Beznadziejna sytuacja...
-
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='GoniaP']łomatko..... to ja raczkiem sie wycofuję :roll:[/quote] Chwylunia, chwylunia! Rozchodziło się o przynależne mi buziaki, co do reszty Twojej działalności, pozdrówek, buziaków itp. nie mam żadnych zastrzeżeń :roll: :p . -
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='GoniaP']Zaborcza..... Silna..... Nieprzejednana Pani Prezes :eviltong: Wrrrrrrrrrrrrrrr!![/quote] A co! :vamp: -
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='GoniaP']Nie bądź Monik dobiazgowa!!!! Buziaki, to buziaki:p[/quote] Taaa, jasne, na cudze buziaki chciałaby polować :mad: . Jak będziesz miała swoje własne, to je sobie możesz odwzajemniać :megagrin: . -
FCEF Poznań: SOS dla bokserki-Bona już w domu:-)
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='GoniaP'][SIZE=1]A ja Tobie i Twojej Żonie Basi buziaki przesyłam od Państwa Bożeny i Janusza T. z córkami Ewą i Tomirą:eviltong: I co Ty na to Góralu????:loveu:[/SIZE][/quote] Ekhem, [B]tamte[/B] buziaki były dla mnie :diabloti: , więc proszę tu nie odwzajemniać cudzych buziaków, OK? :razz: -
Dogue De Bordeaux już u Beni-b !!! :) NA ZAWSZE !! :))
MonikaP replied to Patia's topic in Już w nowym domu
Benia, ten [B]gruby[/B] to "nasz" chudziaczek ze schroniska??? :crazyeye: