Jump to content
Dogomania

Pysia

Members
  • Posts

    6911
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pysia

  1. [quote name='iwoniam'][COLOR=#222222] Jutro Kundzia przyjeżdża do Krakowa. Będę telefonować :) ps. dla wyjaśnienia - przed jakąkolwiek adopcją pieska/kotka z Harbutowic, ja podejmuję decyzję i ja (nowy właściciel) podpisuję umowę Fundacji im. Bożenny Chechlińskiej. Małgosia ufa mnie w tej kwestii; to są pieski pod opieką fundacji i niezależnie ode mnie, inna umowa nie wchodzi w grę. Fundacja rozlicza się tak z każdego grosza, jak i z każdej adopcji.[/COLOR][/QUOTE] Panna Marple mogłaby z Harbutowic mi sunie przywieźć. Myślę, ze z Krakowa tym bardziej :) Sama się zadeklarowała.
  2. Na razie to nie wiem czy ją dostanę. Ponoć są domki chętne na nią. Zobaczymy co będzie dalej. Młodzi zaakceptowali ją na całego. A ja się jej boję... Bo mam dziwne wrażenie że jak jest taka jak o niej opowiadają to.... No może być ciężko z rozstaniem :oops: Na oku jest też Kitek z łódzkiego schronu.
  3. No tak :mad: Kobita jeszcze nic złego nie zrobiła a Ty już ją chciałaś przejechać :roll: I znowu byłoby Archiwum X :evil_lol:
  4. [quote name='iwoniam']Dziękuję za Twój wpis, jest kilka potencjalnych domków stałych na Kundzię, mam nadzieję, że się malutkiej poszczęści.[/QUOTE] Wiadomo coś? Berek wyjeżdża w czwartek do nowego domu. Miejsce się zwalnia. Mam szukać innej suni czy zajać się tą?
  5. Z Puni już się cieszę, a z Bellą cichutko poczekam ;) Na pocieszenie w czekaniu przypomnę Szelme. Koty mordowała, ale nasz w domu był tym JEJ kotem i jakoś żył 5 lat z nią. A sama wiesz ze kot gadzina spacyfikować się nie dał ;) Przypomnę też niesmiało Sońkę mojej teściowej, która co roku kilka kotów miała na sumieniu. A te dwa tesciowej były jej i mogły robić z nią co chciały. Będzie dobrze !
  6. Zlituj się kobieto bo jeszcze trochę to na ostry dyżur z poważnym przykurczem będę musiała pojechać :mad:
  7. [quote name='enia']Ale fajnie! :multi::loveu: Pysiu możemy zawsze coś zaradzić na te "braki" ....;)[/QUOTE] Cicho być babo! Teraz to ja sama sobie wybiorę psa, bo musza go zaakceptować młodzi jakby coś ;) Berka nie akceptowali.... Mimo uroku z wyglądu cieżko było go lubić. Ja jestem ciut dziwna, bo zamiast go załować to postanowiłam zawalczyc o lepsze zachowanie. No i chyba sie udaje :) A wywalił go ktoś na bank właśnie przez to, jaki był. Tak najprosciej- prawda? Zamiast z psem pracować całym sercem to sru i na bruk. A tu proszę. 10 dni i pies jakby nie ten sam :) Psiaka, a właściwie sunie już upatrzyliśmy sobie. Ale nie wiadomo co dalej. Niby potencjalne domki są, ale licho wie czy wezmą. Jakby nie wzięli to chyba przyjedzie do mnie. Na razie nic wiecej nie wiem. No i mam problem z dowozem jakby coś, bo sunia w Harbutowicach. Syn z dziewczyną sie zakochali. Ja...przyznam że też, bo ona ma "luśkowe" spojrzenie . Lulinka patrzyła identycznie gdy ją adoptowałam.... A jak do mnie nie przyjedzie to może i dobrze, bo to spojrzenie mogłoby zaowocować nieprzewidzianym zwrotem sytuacji gdyby zamieniło się w coś więcej ;) Bo nadal mi jest tak strasznie Luśki brak, że nie jestem w stanie nawet tego wyrazić.... [quote name='ewu']Wzruszają mnie takie historie....Mały, wywalony na pastwę losu, nikomu niepotrzebny...psi dzieciaczek dostaje bilet do podłego schronu równoznaczny z wyrokiem...:( Nagle dzięki dobrym ludziom staje się gwiazdą, wszyscy są skupieni na jego kupkach , ząbkach , potrzebach... Ktoś jedzie sprawdzić przyszły dom, ktoś będzie za nim tęsknił.... Żeby wszystkie pieski miały takie szczęście pomimo życiowego falstartu.....[/QUOTE] Tfu tfu Basiu! Bo ja mam zawsze klapke ze strachem otwartą ;) Chocby nie wiem jakie ideały psa chciały ;) Słońce na dworze powalajace. Nie chce mi się robić zdjeć na dworze. Aż wstyd. Ale zimno że głowa boli. Berkowi to nie przeszkadza. Temperatura też mu nie przeszkadza podczas wykopywania moich iglaków :diabloti: Zmorka mu pokazała jak to sie robi.....
  8. Ustaliliśmy z panem, że pojedzie w czwartek. A to dlatego, ze pan podchodząc do sprawy bardzo poważnie postanowił załatwić sobie od czwarku urlop i poświecić psu już cały swój czas przez pierwsze dni. Bardzo mnie to cieszy, bo Berek od wczoraj zmienił sie o 180 stopni i fajnie byłoby aby nadal był prowadzony w tym kierunku co teraz. Będą mieli na to czas. I czas na nauczenie się siebie nawzajem. Wczoraj napisałam, ze Berek robi postepy. Wieczorem byłasm zaskoczona minionym dniem. No ale wiadomo- psiaki to meteopaty małe i mogło sie jego zachowanie wiązać z pogodą. Dzisiaj Berek nadal jest fajnym psiakiem! Nie gryzacym ze złością smykiem, ale normalnym, radosnym szczeniakiem któremu sprawia przyjemność głaskanie. Doszło do tego, ze po kilku głaskach i czułych słówkach Berek machajac swoim ogonkiem rozkłada sie z brzuniem do góry i z przyjemnością przyjmuje głaski po brzuszku nie starajac sie mnie zjeść :) Pcha sie też na kolana ( to akrat robił ale dalszy ciąg był niezbyt przyjemny dla człowieka ;) ) i potrafi się na nich położyć i popieścić. Do Zmorki tez już nie rzuca sie jak diabeł wcielony. Wczoraj jak mu ukradła smaczka to zamiast próbować ją zagryźć jak to robił wczesniej to usiadł przed nia i zaczął płakać :evil_lol: Natychmiast oczywiscie oddałam dziecku smaczka. Oczywiscie emocje gdzieś muszą byc wyładowane, bo innej opcji nie ma w tym temperamenciku. Ale Berek już coraz częściej sam bierze w pychol misia i w trakcie mizianek zamiast mnie, gryzie jego. I pieknie bawi sie ze mną w przeciąganki nie starając sie złapać mojej ręki tylko misia. I nie jest już taki męczący. Serio. A praca z nim uwieczniona postępami to jest to, co Pysia lubi najbardziej :multi:
  9. Już po wizycie p/a :) Wypadła wspaniale. Czyli Berek jedzie do nowego domu :) Panna Marple opisze wieczorem wizyte. Chyba będzie mi go brakowało, bo naprawdę robi się z niego fajny szczeniak :) Trochę pracy i efekty są zadziwiające :) To mądry psiaczek. Trzymam kciuki za szybko aklimatyzacje, miłość mądrą i najlepszą z możliwych opiekę. Rokowania są jak najbardziej na plus! A Berek zaczyna nawet mi nadstawiać brzunio do miziania i nie gryzie przy tym. Zmiana jest bardzo duża! On zaczyna sie tulić jak fajny pies.
  10. Berek już po porannym siq ;) teraz wcina aż mu się uszy trzęsą. Na noc zostawiam mu tez pełną miseczke, i zjada do rana. Oj pasuje mu ta karma! Sierść też zaczyna sie robić taka dłuższa i ładniejsza. No i urósł i przytył. Na moje oko to już ze 4 kg waży dzieciak. Wczoraj ani razu mnie nie ugryzł. Zobaczymy czy to trwałe ;) Trzymajcie za południową wizytę p/a kciuki. Mocno.
  11. Jutro będę wiedziała wieczorem, czy zwolni się w moim DT miejsce. Jak tak, to wziełabym Kundzie na tymczas. Załatwiam samodzielnie ogłoszenia, szukam domku i ludzi do wizyty p/a. Karmię ze swojej kieszeni dobrej jakości papu. Jezeli potrzebny fryzjer psi też załatwiam we własnym zakresie. Odrobaczenia i odpchlenia tez nie są drogie, więc mnie stać. Jedynie co, to gdyby zaszła potrzeba większych wydatków na weta ( bo wiadomo że zawsze coś sie może wykluć tfu tfu!) to nie byłabym w stanie ich pokryć. Chyba że byłyby niedrogie. Tymczasuję psy pojedyńczo, więc jestem w stanie poświęcić się temu jednemu w każdej wolnej chwili. Kundzia spodobała się też z wyglądu i opisu mojemu synowi ( dorosły mieszkajacy u mnie z dziewczyną) i jego Malwinie, czyli w razie braku mojego czasu jest akceptacja młodych ze zajmą sie sunią ( a potrafią ;) ). Ale jest haczyk... Nie mam prawa jazdy i chorych rodziców, więc nie byłabym w stanie po nią jechać :( Mieszkam w okolicach Będzina. Ale powtarzam- jutro ma się odbyć wizyta p/a mojego tymczasa i miejsce będzie wolne jeżeli wypadnie pomyślnie.
  12. O to chodzi że nie mam właśnie. Dlatego zależy mi, żeby wizyta była pod psa. No bo wiesz... Meble i dom to sobie w katalogach można obejrzeć ;) Ja chciałam tylko nr. tel. do osoby mającej zrobić wizyte p/a i natknęłam sie na mur nie do przebicia. O tel. nie poproszę pana bo już wystarczy zamieszania które dotknęło i jego. Calutki czas nie rozumiem jak można robić wizyte nie pytając jaki pies jest :crazyeye: Panna Marple na razie nie odbiera. Ale tym razem dostałam od razu ( i bez problemów ;) ) tel do niej :) Tak jak to powinno wyglądać. A nasz bohater- Berek dzisiaj już zjadł 170 g karmy do teraz! Mamy też w końcu sukcesy dotyczące reakcji na " NIE WOLNO!" dotyczące gryzienia. Odkąd przyjechał pracowałam nad tym ,ale wiadomo że aby efekty były trzeba czekać. Dzisiaj Berek natychmiast zaczął w końcu reagować i po raz pierwszy dzisiaj nie zostałam nadgryziona ani razu :) A w tej chwili właśnie zjada kapcia :evil_lol: EDIT: Rozmawiałam już z Panną Marple :) Zaraz dzwoni do pana umawiać się na wizyte p/a. Wypytała o psa i na co pod jego kątem zwrócić uwagę i o co ( znowu pod jego kątem) wypytywać. I mam nadzieję, że to jednak jest TEN dom bo jak nie, to Berek stracił szanse..... Bo trzy domy były obiecujące wśród telefonów. A Berek jest coraz starszy i niedługo straci ten urok malutkiego szczeniaczka i będzie miał coraz mniejsze szanse na adopcje. Bo on urósł u mnie :) A teraz dziecinka słodziutko śpi tuż za mną :) Chyba go pójde wycałować bo to jedyny moment kiedy można nie bojąc się o stratę twarzy :diabloti:
  13. Niestety, ale ja nie mogę jechać. Sarnów a Myslenice to kawał drogi. Auta nie mam a komunnikacją to prawie cały dzień. A mam psy w domu i rodziców którymi muszę się zajać. No i pracuję... A dlaczego zależni>? Po raz pierwszy wzięłam na ty,czas psa, który miał już umówioną wizytę p/a. Nie ja to załatwiałam. Zawsze wczesniej wszystkie organizacyjne rzeczy leżały w mojej kwestii i były zapięte na ostatni guzik. Jezeli brałam psa od fundacji, stowarzyszenia czy schronu to tylko dzwoniłam z pytaniem, czy zgadzaja się na wybrany przeze mnie dom. Uważałam, ze tak powinnam chociaż nikt tego do tej pory ode mnie nie wymagał. A tu nagle ktoś coś itd. A ta osoba już z tymi ludźmi była umówiona. Potem ja niby się wtrąciłam chcąc aby państwo poznali psa bo po rozmowie tel. zrozumiałam, że absolutnie nic o nim nie wiedzą poza tym że jest śliczny i jak wygląda- chciałam po prostu dla dobra psa aby zrozumieli że przytulanka to absolutnie nie jest tylko kawał upartego, gryzącego w złości łobuza.. Bo przecież szkoda czasu nawet tej osoby jezeli państwo by zrezygnowali. Przyjechali bez sprzeciwu. Ale wizyta nadal niby umówiona tylko nie wiadomo kiedy. I co? Miałam im tłumaczyc zawiłości jakie powstały przez dziecinade.? Ja bym zwiała... Tyle psów do adopcji ze po kiego czorta mieliby się użerać z nami? A zależni jesteśmy, bo jak napisałam wyzej nie chcę wystraszyc ludzi idiotyzmem sytuacji. A jak można zrobić wizyte nie rozmawiajac o psie? Nie wiem. Ja tego nie potrafię i nigdy bym się takiej rzeczy nie podjęła. A czy to jakaś tajemnica? Wygląda ze strasznie tajemnicza! Normalnie Archiwum X. I chyba nie chodzi o ociąganie się co do wizyty. Po prostu chyba ta osoba nie ma pojęcia co się dzieje. Bo nic nie wie. Nie tylko o psie ale o całej sytuacji. Nie ma pojęcia ze pies może stracił albo ten, albo inny dom. Bo skad ma wiedzieć? Raczej wątpię, aby ją uświadomiła osoba, która tupnęła nóżką bo...i już. Nawet jestem tego pewna ;)
  14. [quote name='an1a'] Ja podtrzymuję ofertę przechwycenia Berka, jeśli będzie taka potrzeba.[/QUOTE] Berek u mnie zostanie do momentu aż rzeczywiście grunt mi się zapali jakby domu nie znalazł. Od listopada jestem mistrzynią organizacji czasu bo sama robiłam wszystko na dwa domy oddalone od siebie, bez prawa jazdy, mieszkajac na wsi ( komunikacja do ...kitu!), pracując jeszcze w innej miejscowości. Zajmując się domem swoim i mieszkaniem rodziców. Jeżdżąc nieustannie z tatą po lekarzach. Tymczasujac psy i zapewniajac im najlepszą opiekę psychiczną jaka jestem w stanie dać. Jestem też mistrzynią w krótkim śnie. Ewu nie po to jechała taki kawał drogi, straciła kase i czas, aby teraz pies jeździł wte i nazad przez dziecinade jednej osoby. A jeżeli doszłoby do tego, że miałabym nóż na gardle to uważam, że osoba która namieszała powinna wypić piwo które nawarzyła i osobiście Berka dowieźć gdzie trzeba. Ewu nie pozwolę na to! W sobotę państwo u mnie byli. Powiedziałam im jaki Berek jest i jakie probley mogą wyniknąć w wychowaniu. Kazałam im sie naradzić z teściową i dać mi znać. Już w niedziele rano wiedziałam, że podejmują wyzwanie. Gdybym wtedy miała tel. to zadzwoniłabym, i nawet jeżeli osoba nie miałaby czasu ( no bo przecież każdy swoje życie ma) to przynajmniej dwie osoby mogłyby tą wizytę w ten dzień przeprowadzic Jakby wypadła ok, to Berek od niedzieli miałby już dom! Gdyby wizyta wypadła niepomyślnie, to codziennie mam minimum 15 tel i wiele maili o Berka. Wszystkich wysyłam do niedzieli najbliższej. Ale kto będzie czekał na psa jak tyle jest do adopcji? Raczej bardzo wątpliwe aby ktoś z tych odsyłanych zadzwonił jeszcze raz. Reasumując: przez jakąś niezrozumiałą dziecinade ewu została postawiona w niezrecznewj sytuacji przede mną ( a dusza z niej cudna i na pewno poświecajac sie Berkowi na to nie zasłużyła!!), a ja stałam się idiotką przed ludźmi bo byli w szoku że ja nie mam tel do pani i że sami muszą go szukać.... A między tym wszystkim biedny Berek, który na pewno nie zasłużył na traktowanie przedmiotowe! [quote name='ewu']Dziękuję Wam Dziewczyny. Ja już jestem wykończona tą sytuacją... Wstyd mi przed Pysią bo to ja prosiłam o pomoc i Pysia pomimo trudnej sytuacji przyjęła Berka. Prosiłam Pannę Marple żeby zrobiła wizytę ale nie wiem czy Osoba , która miała ją przeprowadzić tydzień temu skontaktowała się z Panem i co Mu powiedziała. Pysiu przepraszam Cię ,że znalazłaś się w takiej niezręcznej sytuacji... Jutro trzeba do Pan zadzwonić i Panna Marple się z nim umówi , jeśli nie zmienił zdania....[/QUOTE] Nie powinnaś być wykończona. Nie zrobiłaś nic złego- a wręcz przeciwnie. Nie mam najmniejszych do Ciebie pretensji. Nie odpowiedasz za trzęsienia Ziemi, tsunami ani za ten śnieg co pada wiosną. Nie odpowiadasz też za inne dorosłe osoby które powinny sie zachowywać jak na PWP a nie jak w przedszkolu. A sytuacja nie jest niezreczna. Jest kretyńska i normalnie co sobie w pracy o tym przypomniałam to śmiałam się sama do siebie w głos. Aż inni kółeczka na czole kręcili. Bo to jest idiotyczne. Potrafię mieć cierpliwość do psów świętą. Ale jednoczesnie jak widzę nieodpowiedzialność dziecinna u dorosłych ludzi to mnie z lekka szarpie. Do licha! To dotyczy psa! Żywego stworzenia! Co do wizyty p/a to ja nie wiem. Jak Panna Marple zadzwoni do nich umawiać się to oni zdurnieją już całkiem. Inna osoba ma przyjechać a inna dzwoni? Ja już bym uciekała bo by mi się czerwone światełko w głowie zaswieciło że ci wszyscy ludzie ( czyli my) są niepoważni. I wytłumacz im co jest grane. też zwieja bo stwierdzą ze nie zapiszą sie do wariatkowa. No i w tej sytuacji idiotycznej wybacz Basiu, ale ja im o zwrocie kosztów Twoich nie powiem.... Namieszane jest tak przez dziecinade ( już wiem kogo ale nie napiszę wprost bo to nie przedszkole) kogoś, że nawet niechcący chętni na Berka są wmieszani. Zostali w momencie kiedy poprosili mnie abym zatelefonowała i ich umówiła na wizyte.... A ja nie potrafiłam skłamać i wcisnać im ciemnoty w stylu " zgubiłam nr a przecież dzwonili do pana- poda mi pan? " . Oj nie zapomnę zadziwionego tonu głosy pana kiedy myśląc że źle usłyszał zapytał jeszcze raz: " Nie ma pani telefonu do tej pani naprawdę? ". Szok. Siedziałam sobie cicho, ale nie zdzierżyłam :) Niech się wstydzi ten kto powinien a nie ewu!
  15. [quote name='an1a']Ok, to teraz zróbmy od drugiej strony, czyli niech najpierw ktoś się dowie czegoś o psie, a później skontaktuje się z ludźmi ;)[/QUOTE] Cały czas chcę aby to tak się odbyło. Tylko że... [quote name='malawaszka']Edyta a kto ma kontakt z osobą, która ma robić wizytę? kto załatwiał tą wizytę? nic ie rozumiem z tego[/QUOTE] Uwierz, że ja też nie rozumiem.... A dowiedziałam sie kto bo napisała: [quote name='an1a']Wizytę załatwiała elik, ktoś miał pojechać, ale nie pojechał. Czeski film.[/QUOTE] Czyli jakieś światełko w tunelu bo już coś pewnego wiem. Tylko nie wiem czy drążyć bo nie mam ochoty się denerwować i mam do tego prawo. Ktoś miał pojechać i ma pojechać. Tylko nie wiem kto. Nic nie wiem... Chore- prawda? Bo pies jest u mnie i odkąd się u mnie znalazł to odpowiedam za niego JA. I to ja miałabym go na sumieniu. A lubię moje sumienie w takim stanie jak jest. Zmykam do pracy.
  16. Jest tak pokręcona, że ja naprawde w szoku jestem. Jak z prostej sprawy może sie zrobić archiwum X :crazyeye: Proponowałam panu kogoś innego. Rzekł, ze ta pani dzwoniła do niego i są wstępnie umówieni i że nie chce kombinować. przecież mu nie będę tłumaczyć czegoś, czego sama nie rozumiem. I tak czuję się wystarczająco idiotycznie przed nimi. Powiedziałam mu tylko, że jak ta pani nie skontaktuje sie najpierw ze mną to ta wizyta będzie bez sensu. I poprosiłam aby przekazał jej choćby SMSem mój nr tel i proźbę, aby skontaktowała się ze mną. Echo... Chyba że pan spasował i nie wysłał tego o co go prosiłam. Starałam sie być miła i dyplomatyczna, ale sytuacja bardzo dziwna i inteligentny człowiek na bank to wyczuł. Dlatego nie wiem... Nie dzwoni :(
  17. [quote name='an1a']Też tak uważam, że warto dokończyć z nimi formalności. Z tego co kojarzę, to chyba poznali Berka osobiście.[/QUOTE] Wydaje mi się że warto. Ale powtarzam- mimo że poznali Berka to nie mam pewności, ze powtórzyli tesciowej to co im przekazałam. Tak naprawde to nie pozna sie ludzi po mkilku rozmowach tel. i godzinnej wizycie na żywo. Tym bardziej, ze Berek ma zamieszkać z teściową pana a nie z nimi. A jej nie poznałam ani z nią nie rozmawiałam. jestem w staie to zrozumieć, bo też adoptowałam psa dla swojej teściowej i ja wszystko załatwiałam i na siebie psa brałam. Więc nie mam sie czego czepiać w tym punkcie. Ja po prostu chcę przekazać informacje o Berku osobie, która będzie robiła wizytę aby wiedziała na co zwracać uwage. Nic wiecej. Wtedy po wizycie ta osoba będzie mi w stanie powiedzieć, czy to jest dom dla Berka. Dla niego a nie dla psa po prostu. O nic więcej mi nie chodzi.
  18. Dom jest w okolicach Myślenic. To daleko ode mnie. Ja pracuję i mam pod opieką niechodzącą mame i tate chorego na raka. Nie dam rady tam nawet pociągiem jechać. Znaleźć osobę do wizyty to nie problem. Problemem jest to, że nie chcę z ludzi wariatów robić. Ta osoba do nich już dzwoniła i się umawiała a ja teraz mam im powiedzieć że ktoś inny przyjedzie? Co ci ludzie sobie pomyślą? Co pomyśli ta osoba? Tak- aż dziw ze nadal czekają. I przez jakieś przedziwne tajemnice których za licho zrozumieć nie mogę Berek może stracić szanse na dom. Telefonów o niego jest ogrom, ale każdy dom jest nieodpowiedni. Berek jest trudnym psem i będzie mu ciężko znaleźć dom. A ja go wziełam bo nic o tym nie wiedziałam. A biorąc psa na tymczas zdaje sobie sprawę, ze w każdej chwili sytuacja zdrowotna mojego taty może być taka, że nie będę w stanie poswiecić psu ani chwili i będzie musiał odejsć z domu. Dlatego wybieram psy od lutego takie, które szybko znajdują domy. Chcę pomagać, ale ostatnio życie mojej rodziny zostało przewrócone do góry noigami i tylko tak mogę. Mam ogrom problemów i stres straszny. Umierajacy ukochany członek rodziny to chyba najstraszniejsza rzecz jaka może sie przytrafić. A tu jakieś dziwne problemy do tego z wizytą p/a i brakiem kontaktu. Jestem w nieustannym szoku bo nie wiem o co chodzi. Nie wiem kto, co, jak i dlaczego. Wiem, ze powstał problem tam, gdzie sprawa powinna być jasna i prosta. I nie ja ten problem stworzyłam. Nie są to słowa skargi, tylko zobrazowanie sytuacji. Zależy mi na psie i na tym, aby wszystko odbyło sie jak należy i było zapięte na ostatni guzik. Nie dla siebie- dla psa. Ma trafić do domu gdzie zostanie na zawsze. Ale aby odbyło sie to jak należy, to muszę opowiedzieć o Berku komuś, kto pójdzie na wizyte. Komu? Nie wiem....
  19. Rodzina nadal jest zainteresowana, ale chyba zaczynają być zmęczeni dziwną sytuacją. Tzn ma się odbyć wizyta p/a ale ja nie mam kontaktu do osoby która ją ma przeprowadzić. I jakoś każdy mój post na ten temat był jakby niewidzialny. Ta osoba dzwoniła do pana a ja prosiłam aby on poprosił o kontakt do mnie. No i kapa. Nic. A ja nie wydam psa nawet po wizycie, bo ją się robi pod charakter psa a nie pod dom. Bo to może być idealny domek, ale niekoniecznie dla tego psa. Dlatego najpierw muszę opowiedzieć o psie przed wizytą bo to chyba normalne. Przynajmniej przez te wszystkie lata takie było. Też robiłam wizyty p/a ale zawsze prosiłam osobę która psa znała o szczegółowe informacje o nim, o jego zachowaniu itd. No i czekam... Pan czeka... I przestał dzwonić nawet. Nie wiem co to za tajemnica straszna kontakt do osoby mającej zrobić wizytę, ale ja sie czuje bardzo dziwnie. W życiu nie spotkałam się z taką sytuacją. Nie chodzi o brak zaufania czy jakieś takie. Chodzi o to, że ta osoba psa nie zna.... A na wygląd to Berek jest aniołkiem.
  20. Pozować nie lubią, czyli czują się niepewnie w niektórych sytuacjach. Widac to na każdej fotce. Dlatego zapytałam.
  21. Forza10 dla szczeniąt. I mu służy, bo w końcu zacvzyna wyglądać jak normalny szczeniak a nie jak zagłodzony :) Dzisiaj zjadł już 200 g i to akurat jest chyba nawet bardzo dużo jak dla szczyla. Ale na razie zapasienie mu nie grozi ;)
  22. Szczeniorkom stanowczo mówimy NIE :angryy: Nie jest to moja ulubiona forma psa ;) Jakoś tak z demonami przeszłości lepiej sobie radzę niż z piraniami! Jakieś pół godziny temu miałam napisać, że Berkowi aureolka urosła. Ale to było pół godziny temu.... Teraz wypróbowuje cierpliwość moją i Zmorki. Utopić czy wypchać- oto jest pytanie :roll: Malawaszka straszy mnie ciągle sznupami- że takie niby niedobre. Chyba jej Berka podrzucę na tymczas :diabloti: Berek jest najfajniejsszy jak jest śpiący. Pozwala się głaskać i zamyka oczka. Wtedy człowiek by w ogień za nim wskoczył. Ale jak sie obudzi... :mad: I tak jest dużo spokojniejszy niż był ;)
×
×
  • Create New...