-
Posts
2330 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by BeataG
-
WOW, ale komplement mi się dostał! Dzięki Flaire. :) Uczyć się faktycznie lubię, nie znoszę tylko zdawania egzaminów. :evil: Emil też jest chętny do nauki, a jak widzi kliker w mojej ręce, to zaraz zaczyna kombinować, jakby tu na nagrodę zasłużyć. Emil (podobnie jak ja) jest leniwy i lubi sobie życie ułatwiać (np. po co biegać za psem po okręgu, jak można go łatwo dogonić na skróty). Więc pewnie będziemy mieć niezły ubaw z oryginalnego sposobu pokonywania przeszkód przez mojego psa. :D O Misi wiem, że spodziewa się przychówku, ale nie doczytałam się, że Pati też "babcią" zostanie (pewnie było na tych stronach, do których jeszcze nie doszłam). Trzymam kciuki i czekam na wieści.
-
To znaczy, że Emil powinien mieć taki sam. Wcale mnie to nie pociesza, na metalowy się absolutnie nie piszę, bo zanim Emil nauczyłby się w nim chodzić, ja miałabym kolana w siniakach. :( Więc jednak na razie pozostaniemy przy skórzanym. Teraz już rozumiem, dlaczego nie mogłam dostać plastikowego. Ale zaraz - wendka pisała, że ma plastikowy. Wendka, gdzie go kupiłaś, bo taki pewnie byłby na Emila dobry (sądząc z Twojego opisu i ze zdjęcia psiaka).
-
Wind, dzięki. Mam nadzieję, że Elka będzie miała furę pomysłów, bo my wkrótce do Was dołączymy. A zależy mi przede wszystkim na tym, żeby Emil się dobrze bawił. Ania-Bajka, Wind ma rację. Byłam przez kilka lat nauczycielką i pod koniec średnio co miesiąc miałam zapalenie krtani i strun głosowych. Dlatego zmieniłam zawód. Do wszystkich, którzy mnie jeszcze nie znają (wirtualnie, bo osobiście to chyba nikt z Was mnie na razie nie zna) - wkrótce do Was dołączymy z Emilem, jak chcecie wiedzieć o nas więcej, to zapraszam do przeczytania mojego topicu "Ja też chcę! Ale..." na Sporcie. Fajnie, że są tacy ludzie jak Wy.
-
Ło matko! Chciałam sobie zrobić krótką przerwę w nauce, wlazłam na sport, przeczytałam cały wątek o agility i tak trafiłam tu. Aleście się schowały. :D Utknęłam tu na pół nocy i udało mi się przeczytać pierwsze 45 stron tego topicu i ostatnie 3. Ponieważ czytania było dużo, to pisania będzie mało i w punktach. 1. Dziękuję, że jednak zaglądacie na sport i odpowiedziałyście na mój topic (czyżby to tytuł Was zainteresował?). 2. Wychodzi mi na to, że przedstawiamy sobą nową rasę: terier niemiecko-niemiecki. :D 3. Nie mogę się już doczekać, żeby poznać Was i wasze psinki. :) 4. A teraz naprawdę wracam do moich kodeksów. Wiem, że dziś i jutro Was tu nie uświadczę (strasznie żałuję, że nie mogę być z Wami), ale mam nadzieję na pełną relację. :)
-
Nie, nie, wendka, na metalowy to ja bym się nigdy w życiu nie odważyła. Kaganiec jest skórzany. W zamyśle był przewidziany wyłącznie na okoliczność jazdy publiczną komunikacją. Bo ten pies nie ma w sobie cienia agresji, nawet w obronie własnej nie ugryzie. W obronie pani to już inna sprawa, ale w takiej sytuacji wolę, żeby kagańca nie miał. :D Nad plastikowym owszem się zastanawiałam, ale jak kupowałam, to w moim sklepie były właśnie za małe, więc wzięłam skórzany co by był na wszelki wypadek. Przymierzałam się do zakupu plastikowego w sklepie internetowym, ale tam trzeba podać wymiary no i właśnie nie wiem, czy mam Emila mierzyć z otwartą japą czy z zamkniętą i czy mam dodawać zapas na długość, czy tam sami sobie dodadzą. Może jak już zobaczycie Emila, to mi poradzicie, jaki kaganiec mam kupić.
-
Robull, coś nie bardzo kontaktuję (może to ta pora), wydaje mi się jednak, że kaganiec jest OK. A psinka sobie go zdjęła sprytnie za pomocą kolana pani i własnej łapki - po prostu "wyszedł" z kagańca tak, jak czasem pies potrafi wyjść z obroży, jak się go ciągnie, a on się zapiera. I nie chodzi mi tu o tę część na pysku, tylko o cały kaganiec. Po prostu - pies trzepnął pyskiem, pomógł sobie łapką i kaganiec został na moich kolanach, a pies odskoczył na bezpieczną odległość 2 metrów i pomerdał radośnie ogonem. :D
-
Haha, Iwonko, z tych 2 wizyt u weta w kagańcu to on raczej zapamiętał próby ściągania kagańca. Za pierwszym razem dzięki temu dał sobie bez problemu uszko przemyć przed zakwalifikowaniem do szycia i narkozą, a za drugim dzięki "walce" z kagańcem nawet nie zauważył zdjęcia szwów. :D W domu zakładam właśnie żeby było bezstresowo, na parę minut, a w nagrodę ulubione dropsy jogurtowe. Może się w końcu przyzwyczai. W drodze do parku to na razie nie ma szans, wtedy by mi dopiero pokazał szalony taniec. No a wtedy mogłabym mieć kłopoty z utrzymaniem go na smyczy. Mam nadzieję, że w środkach komunikacji będzie tak zainteresowany nową sytuacją, że uda mu się w tym kagańcu wytrzymać. Poza tym "siad" ma dobrze opanowane, a jak siedzi, to można go upilnować, żeby nie ściągał, ewentualnie miziając dodatkowo za uszkami. Nasz kaganiec na pewno za ciasny nie jest, bo mojemu sprytnemu pieskowi już raz udało się go zdjąć, jak się bardzo postarał. :D Żarełko już mu też przez ten kaganiec podawałam i nie miał problemów z otwarciem pyska.
-
Też mam taką nadzieję. :D Ale już się (internetowo i telefonicznie) zetknęłam ze szkoleniowcami, którzy uważają to za "durny wymysł", "niepotrzebną stratę czasu", "rozpuszczanie psa" i niechętnie to widzą u siebie, więc na wszelki wypadek wolałam zapytać.
-
Bomba! 8) Piszemy się z Emilem jak najbardziej! A tak przy okazji - to jest najlepszy dowód, jak te psy nas odmładzają! Bo ja myślałam, że Ty jesteś znacznie młodsza ode mnie, podobnie chip i Mokka. Tylko co do kyane wiedziałam, że jest mniej więcej w moim wieku, choć z jej postów też tego absolutnie nie widać. :D
-
Dokładnie za tydzień, 28 maja o 14.00 mam egzamin radcowski (ustny, przez pisemny wygląda, że przeszłam). Ok. 16.00 powinnam już mieć to z głowy. Też proszę kciuki trzymać. Teraz wracam do swoich kodeksów, bo jak na razie to najlepiej mam opanowane przepisy dotyczące psów, a o to na egzaminie niestety pytać nie będą. :D
-
No proszę - widać coś w tym jest, że życie zaczyna się po czterdziestce. :D Moniko, dzięki za ofertę podwózki. Jak nasze psy się nawzajem zaakceptują, to pewnie będziemy z dziewczynami losy ciągnąć, która z nas się załapie. ;) No to koleżanki, do dzieła - zdawać te swoje PT (a propos którego czerwca macie te egzaminy?), ja się biorę za moje kodeksy, a jak już wszystko będziemy mieć z głowy, to zaczynamy zabawę. Już się nie mogę doczekać! :)
-
Elka, dzięki serdeczne, zaraz piszę do Ciebie maila, telefon oczywiście też chcę, a ja podam Ci swój. Jak za tydzień zdam albo obleję swój upiorny egzamin (czyli w każdym razie będę go miała z głowy :D), to może już akurat się teren znajdzie i będę mogła do Was przyjeżdżać z Emilem. Kyane, mnie to nawet na spółkę na samochód nie stać, poza tym wolę się spotykać z Wami i Waszymi piesami, a jakbyśmy korzystały na zmianę, to nie byłoby takiej możliwości. Po prostu muszę przyzwyczaić Emila do kagańca i jazdy miejską komunikacją. Mokka, oj tak, popieram Kyane, egzaminów mam już serdecznie dosyć. :D AniaP, może faktycznie zastanów się nad tą przeprowadzką? Albo przynajmniej odwiedź nas z psinką. Mam nadzieję, że spotkamy się wkrótce i razem z naszymi psiakami będziemy mieć świetną zabawę.
-
Brawo _tm_! :) U nas też już decyzja podjęta, ale ja najpierw muszę Emila trochę podtuczyć, żeby nabrał lepszej kondycji, więc pewnie zabieg dopiero po wakacjach.
-
Mokka oj, to mnie zmartwiłaś z tą lokalizacją. :( Cóż, chyba będę musiała zacząć trenować z Emilem przede wszystkim podróże miejską komunikacją. :D Bo na to, że ktoś nas będzie wozić w każdy weekend, raczej nie mam szans. Daj znać, jak będzie nowe miejsce. Bo tak sobie pomyślałam, że chociaż w Cavano nie szkolą klikerem, to chyba by mnie stamtąd z tym klikerem nie wyrzucili? :D Kyane, co do klubu "młodych inaczej" - jestem za. ;) Szkoda tylko, że ta Warszawa taka wielka, bo tak mi wychodzi, że każda z nas jest z innej części miasta, no i wszystkie bez samochodu. :(
-
Dzięki za pocieszenie Mokka. :) Ja w styczniu, jak brałam Emila, też miałam nadwagę (oj przytyło się przez święta :D), ale 3 do 5 godzin dziennie spacerów z psem szybko mnie odchudziły. A w którym klubie trenujesz? Robiłaś kurs, czy po prostu tak dla zabawy? Przyjrzałam się tym stronkom internetowym warszawskich klubów (z wyjątkiem Russa, bo strona w przebudowie) no i wychodzi mi, że ze względu na metody pasowałby mi Graf i Alternatywa (bo Emilowi fajnie idzie szkolenie klikerem) - zresztą właśnie u pani Wandy z Grafa mieliśmy prywatne lekcje. Ale oni są upiornie daleko. Natomiast ze względu na lokalizację najlepszy byłby Cavano (do metra możemy dojść na piechotę, a metro jest chyba najłatwiejszym "do przeżycia" środkiem lokomocji dla Emila). Te kilkanaście minut może by w kagańcu wytrzymał. Tylko nie wiem, jak tam się zapatrują na kliker. Napisz proszę coś więcej o swoich doświadczeniach - może na priva, żeby nie zanudzać innych. ;)
-
Racja. :D Ale u dużych jest większe niebezpieczeństwo skrętu żołądka. Więc określmy to tak - wszystkie psy POWINNY jeść 2 razy dziennie, ale duże MUSZĄ.
-
Dawałam cielęce, bo ktoś mi powiedział, że to pomaga przy rozwolnieniach. Hehe, może, ale na pewno nie u mojego psa. Po prostu woda się z niego lała. Więc już więcej nie będę próbować. Musi się obejść bez kości i koniec kropka. Trawić to on trawi - zbyt dokładnie i zbyt błyskawicznie. :D Może dlatego nie mogę go podtuczyć.
-
A po co przestawiać? Psy dużych ras powinny jeść 2 razy dziennie.
-
Robull, zaufanie do mnie to on ma, do innych też (chyba nawet zbyt duże), ale jak się czegoś przestraszy (np. gwałtownego ruchu ręki czy trzaśnięcia bramy), to jest natychmiastowe skulenie się i uskok pod moje nogi. Teraz już o tym wiem, i jestem czujna, ale jak mi to zrobił pierwszy raz, to omal mnie nie przewrócił. Z tym zostań może być problem, on na zostań wytrzymuje moje odejście na max. 5 kroków, a potem leci za mną. Boi się, że mu pani zginie. :D No, taki bardzo wielki to on nie jest i strasznie chudy. To z jego rodziców, które było dogiem, musiało być raczej "niewyrośnięte". Agility mi przyszło do głowy, bo Emil uwielbia skakać. Jak go jeszcze na początku nie spuszczałam ze smyczy w parku, to wychodziliśmy na zamknięte podwórko, gdzie ulubioną zabawą Emila było wskakiwanie na półtorametrowy murek i zeskakiwanie z niego. Komunikacją to ja z nim jeszcze się nie odważyłam jechać. Doświadczenia z kagańcem mam z kilkunastu prób w domu i 2 wizyt u weterynarza (tzn. wizyt było więcej, ale do 2 mu zakładałam kaganiec). Próbuje go zdjąć trzepiąc pyskiem o wszystko, najchętniej o moje kolana (dobrze, że kaganiec skórzany). Dzięki za pocieszenie odnośnie wieku. Może faktycznie jeszcze taką emerytką nie jestem. ;) Jeśli uważasz, że nie wszystkie ćwiczenia się dla takich dużych psów nadają, to może dałoby się jakoś wybiórczo? Bo mnie nie zależy na żadnych zawodach i egzaminach (również z tego powodu nie zamierzam robić PT), tylko na tym, żeby pies miał trochę bardziej atrakcyjne zabawy niż bieganie po parku. I dlatego moje pytanie - gdzie i kiedy (i ew. za ile) bez żadnych egzaminów i zawodów w perspektywie, czyli tak, żebyśmy nie przeszkadzali psom trenującym "wyczynowo".
-
Przecież wyraźnie napisałam, że daję w 2 ratach - po 150 g. A kilogram na 2 to byłoby po 500 g. Różnica jak dla mnie zbyt duża.
-
No to jednak wolę zostać przy karmie. Bo zważywszy, że Emil jest zdecydowanie za chudy i muszę go podtuczyć, to gotowanego musiałabym mu dawać ok. 1 kg dziennie, a takiej ilości jego żołądek mógłby nie wytrzymać. Skrętu żołądka obawiam się gorzej niż ognia i świadomie wybierałam karmę wysokoenergetyczną, której daje się najmniej (w moim przypadku 300 g dziennie do michy w dwóch "ratach" i ok. 100 g jako nagrody).
-
No właśnie - wlazłam pierwszy raz na to forum, bo chcę z Emilem robić coś więcej niż tylko bieganie po parku. Poczytałam różne wątki o agility no i zaczęły się wątpliwości. Bo po pierwsze - Emil to pies po przejściach (ze schroniska - mam go od 4 miesięcy), po drugie - nie robiliśmy PT (Emil umie siad, waruj, do mnie, ale już np. zostań nie, bo nie było mi to do niczego potrzebne), po trzecie - to jest mix ONa z dogiem, a coś gdzieś było, że z dogowatymi to lepiej ze sportami uważać, po czwarte - on na każdy stres reaguje rozwolnieniem, a kaganiec = stres (no a ja niezmotoryzowana, więc kaganiec w miejskiej komunikacji konieczny), po piąte - wiekowo jestem dość "zaawansowana" (42) i niespecjalnie "usportowiona" (jedyny sport, który lubię, to pływanie - trenowałam w dzieciństwie wyczynowo - ale tu raczej mało przydatne :D). Więc czy my się do tego nadajemy? A jeśli tak, to gdzie, kiedy, za ile? Mieszkamy w Warszawie na Powiślu.
-
Celuloza skarbie, widać pies potrzebuje błonnika. :D Mokka, mój jakoś niejadalnych na szczęście nie próbuje. Ostatnio wprawdzie zainteresował się pustym pudełkiem po herbacie, ale to pewnie dlatego, że ta herbata stała dłuższy czas koło czekoladek. :D
-
No, piesek sporawy - mix ONa z dogiem niemieckim. Ma prawdopodobnie niecałe 2 lata (dokładnie tego nie wie nikt, bo to psina ze schroniska). Z tymi kośćmi to były raptem 2 podejścia - raz połknął w całości, drugi raz (kilka dni temu) pogryzł i właśnie udało mi się go wyciągnąć z biegunki. Trzeci raz nie zamierzam próbować, pies musi się obejść bez kości i koniec. Dlaczego dziwne? Chodzi Ci o to, że pies je coś, co mu nie służy? Emil jest totalnym odkurzaczem, pewnie nawet truciznę by zjadł. Lekarstwa np. łapie w locie, nie muszę się wysilać, żeby mu tabletki "opakowywać" w coś smakowitego. To jest syndrom schroniskowy - zawrtość miski znika w pół minuty, a jak mu daję nagrody, to muszę uważać, żeby razem z moją ręką ich nie wziął. :D Oczywiście są rzeczy, które lubi bardziej od innych (do takich należy jogurt i aktualna karma, czyli czarna Nutra Nuggets), ale ten pies zje absolutnie wszystko, co jadalne. Dlatego pierwszą rzeczą, której go nauczyłam, było, że śmietnik i to, co na ziemi w parku, jest "fe".
-
Widzisz, tylko problem polega na tym, że on chce i to jak! :D A potem to odchorowuje. :( Więc muszę uważać, żeby gdzieś nie wygrzebał (u mnie w parku kości się często walają, swoją drogą ludzie są naprawdę bezmyślni) albo, żeby go ktoś nie "poczęstował" (bo i tacy się zdarzają). Na szczęście główny przysmak, za który Emil dałby się pokroić - czyli jogurt, jak najbardziej mu służy. :)