-
Posts
2330 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by BeataG
-
U nas obie grupy (onkowa i belgowa) mają koziołki drewniane z gappaya 0,65 kg.
-
Hehe, podobną informację znalazłam kiedyś w jakimś opisie belgów - że potrzebują dwóch 30-minutowych spacerów dziennie. :cool3: Chicałabym zobaczyć belga, któremu to wystarczy, a raczej NIE CHCIAŁABYM - bo taki belg byłby po prostu chory. :mad:
-
Mnie w ubiegłym roku w tym celu wystarczała obroża półzaciskowa z łańcuszkiem. Wermut ważył tyle samo co teraz, więc mam nadzieję, że i w tym roku wystarczy. No ale belgi są lżejsze od onków. Ja nie umiem się posługiwać halti ani kolczatką uważam za swój sukces, że nauczyłam się używać łańcuszka zaciskowego - tu nie miałam innego wyjścia, bo Wermut, jak się zorientuje, że idzie na szkolenie, to ciągnie jak parowóz i tylko łańcuszek i piłka w ręce są w stanie go zmusić, żeby mi nie wyrywał ręki. :evil_lol:
-
Przeżyliśmy. :evil_lol: Ja w sumie najgorzej, bo od radia na ful prawie ogłuchłam. Teraz jeszcze tylko przetrwać bez rozwalonych łap te wszystkie potłuczone butelki, zanim służby raczą posprzątać. :angryy:
-
[quote name='Koma']A u nas jest na odwrót :lol: W domu sunia jest bardzo odważna, na każdy huk reaguje szczekaniem, jeży się i biegnie pod balkon :roll: Do niedawna na dworzu zupełnie olewała strzelanie, ostatnio jednak bardzo się to zmieniło- sama nie wiem czemu. Na jakieś dalsze odgłosy reaguje niepokojem ale poza tym jest ok, jeśli jednak strzeli gdzieś blisko i głośno ciągnie do domu jak parowóz. I to jest koniec spaceru bo momentalnie totalnie głuchnie i nie ma z nią żadnego kontaktu. Wolę sobie nie wyobrażać co by było gdyby była puszczona bez smyczy, pewnie biegła by przed siebie nie zwracając na nic uwagi, dlatego teraz kiedy strzały słychać coraz częściej, sunia chodzi tylko na smyczy i na obroży zapiętej o jedną dziurkę ciaśniej ;) Żadnych tabletek nie stosujemy bo w domu nie boi się strzałów.[/quote] To nie jest odwaga, tylko po prostu inny przejaw paniki. :shake: Twoja suka jest w panice zarówno w domu, jak i na dworze, tylko ta panika inaczej się przejawia. [B]Każda reakcja na strzał - czy to podkulanie ogona i ucieczka, czy szczekanie i inne przejawy agresji - to przejaw lęku przed strzałami. :-( [/B]
-
[quote name='ayshe']boziu jak ja wspolczuje tym wsyzstkim ktorych psy reaguja nie tylko lekiem na huk ale tez agresja:-( .nie pisze o borysie tylko o psach ktore szczekaja na wybuchajace juz petardy albo na blyski na niebie albo co juz chyba najgorsze rzucaja sie z agresja na zrodlo huku.dla mnie ot taka reakcja jest rownoznaczna z reakcja pelnej paniki.:shake:.[/quote] Dokładnie tak! To JEST panika! Ja też się pocieszałam, że Emil się nie boi, bo "tylko" szczeka - do czasu aż kilka dni temu race wybuchły 10 m od niego. On się zachowywał jak narowisty koń - szczekał, walił pyskiem i przednimi łapami w powietrze, próbował przegryźć smycz, jak go zapięłam (przy pierwszym strzale był luzem). Agresywna reakcja na strzały jest po prostu innym przejawem paniki niż kulenie ogona i ucieczka, ale TO TEŻ JEST PANIKA. :-(
-
Wiesz, mnie się niestety nie udało przyłapać gnoja na gorącym uczynku, zbyt szybki i sprytny jest skubany. I mam pełną świadomość, że przy sprzyjających okolicznościach będzie to powtarzać, skoro kilka razy się udało. :evil_lol:
-
Beatko, ja kiedyś też zostawiałam żarcie na stole bez problemu i Wermut, chociaż żerny był zawsze, nic nie ściągał - do czasu... :cool3: U Ciebie ma szansę być inaczej, ale tylko dlatego, że Shado to generalnie niejadek. :evil_lol:
-
Ja już zaliczyłam ostatnie w tym roku spacery z każdym psem. Następne dopiero koło 3-4 nad ranem - najpierw z Wermutem, żeby "rozeznać sytuację", a jak będzie w miarę spokojnie, to wtedy z Emilem. Ten okres świąteczno-sylwestrowy to pierwszy raz, kiedy mogę powiedzieć, że to z Wermutem spacery są komfortem (chociaż czasem szarpnie toto, żeby sobie coś powąchać, wrasta w ziemię przy pachnących śladach suczek itp.). To naprawdę ulga mieć psa, który nie reaguje na strzały. :loveu: Ale jeszcze nie mówię hop, bo Emil w jego wieku (Wermut ma teraz prawie 2 lata) też nie reagował. :shake:
-
[quote name='ayshe']nieee luzik.biedne na tym kleiku ryzowym na wodzie bo mamusia jelita resetuje i panikuje.zaczna dostawac normalne posilki to sie juz nie zdarzy.sa teraz bardzo,naprawde bardzo glodne i nie dziwie im sie .[/quote] Hehe, też tak myślałam, jak Wermut po śladach ściągnął u Basi kiełbaski ze stołu. :cool3: Ale jakiś czas potem były moje kanapki na stole w kuchni i wtedy musiałam spojrzeć prawdzie w oczy, że mam złodzieja żarcia w domu. :loveu: I że tego żarcia trzeba bardzo pilnować, bo na powściągliwość pieseczka nie ma co liczyć. :evil_lol:
-
[quote name='ayshe']40 minut temu umarla Centa-sunia fundacyjna.nie udalo sie nam wygrac z sepsa. ['] :-( [quote name='ayshe']na szczescie shado juz zdrowy i chita tez opedzlowaly radosnie makaron z sosem i klopsikami szwabskimi ktory zostal na stole.:mad: .i tyle jesli chodzi o diete.nogi z tylkow powyrywam.tzn.shadowskiemu bo choc chity nie podejrzewam o obojetnosc to napewno to byla jego lapa na biurku. no coz kiedys musialo byc pierwszy raz.na zdrowie:loveu: Hehe, witaj w klubie właścicieli złodziei stołowych. To co - zakładamy oe i oduczamy? ;) :cool3:
-
[quote name='Pyros-Aga']Ale ci byli blisko domu ;) a ja leń jestem :p[/quote] Taaak, ja też zaczęłam od lecznicy 200 m od domu. :angryy: Teraz mam ponad kilometr (a nie mam samochodu). Ale wiesz, gdyby tak się stało, że ta lekarka przeniosłaby się na drugi koniec Warszawy (tfu, tfu, odpukać), to ja bym się z leczeniem moich psów też przeniosła tam, gdzie ona by pracowała. :loveu:
-
No to trzeba poszukać trzeciego. :cool3: Ja też swoje przeszłam i kilku wetów "przerobiliśmy", zanim udało mi się trafić na dobrą lekarkę.
-
Aga, ale czego Ty chcesz? :-o Przecież na wirusy nie ma lekarstwa, same przyszły, same muszą przejść. Z ingerencją cięższego kalibru wchodzi się wtedy, jeśli psu się nie poprawia, jeśli jest odwodniony, jeśli zapalenie wirusowe przekształca się w bakteryjne albo jest takie zagrożenie, że się przekształci. Psy Beaty i moje mają przewody pokarmowe w kiepskim stanie (Shado, Chita i Emil z powodu swojej przeszłości, Wermut z powodu przerostu flory bakteryjnej jelit po bezsensownym szpikowaniu antybiotykami w wieku szczenięcym), dlatego skończyło się na antybiotykach, bo ich organizmy by tego wirusa same nie zwalczyły, a zbyt duże jest zagrożenie zakażenia bakteryjnego. Skoro Pyros sam z tego wychodzi, to tylko się cieszyć.
-
Wermut dostawał kroplówy, bo przez te wymioty i biegunkę na początku się koszmarnie odwodnił (zwracał nawet wypitą wodę) no i przez 2 doby odmawiał jedzenia. Emil kroplówek nie dostawał, bo u niego jedynym objawem jest rozwolnienie (nawet nie biegunka - po prostu luźna kupa) - cały czas ma normalny apetyt, normalnie pije, nie wymiotuje, więc nie trzeba dawać mu kroplówki. Tak jak pisałam wcześniej - ta choroba przebiega u różnych psów z różnym nasileniem objawów i dlatego różne jest też leczenie.
-
[quote name='bachar']Niestety podobno wg prawa nie ma pojęcia rasowy=rodowodowy :angryy: Można sobie poczytać dyskusję na ten temat na forum rottweilera, w wątku suni z przepadku. Właściciel suczki bez papierów śmiał się w nos "władzy", że to pinczerek... [URL]http://www.vomsaton.co.uk/forum/viewtopic.php?t=393[/URL][/quote] To akurat w opisywanym przypadku nie ma znaczenia. W Warszawie właściciel nie ma prawa puścić ze smyczy psa, nad którym nie ma kontroli - niezależnie, czy jest to pies z listy czy nie i czy ma założony kaganiec czy nie. Natomiast jak najbardziej może w miejscu mało uczęszczanym puścić psa z listy (ale w kagańcu), jeśli nad nim panuje - czyli w każdej chwili potrafi go odwołać i wziąć na smycz. To samo dotyczy psa "w typie", bo warszawska uchwała chyba jako pierwsza to pojęcie wprowadza. Natomiast psa nie z listy (i nie "w typie") można spuścić ze smyczy bez kagańca. Oczywiście tak samo pod warunkiem pełnej kontroli. A zarówno w przypadku Aski, jak i w moim tej kontroli nie było (wręcz przeciwnie - oba psy zaatakowały nasze), więc spuszczenie tych psów ze smyczy nawet w kagańcu było złamaniem prawa. :mad: :angryy:
-
A moje dalej kupkają na rzadko, chociaż od wczoraj oba dostają metronidazol. :-( O ile przy Emilu jeszcze mogłabym się ewentualnie "pocieszać", że to ze stresu, a nie z choroby (boi się strzałów), to Wermut nie zostawia miejsca na żadne wątpliwości - on strzały olewa, na spacerach interesują go wyłącznie siuśki pachnących panienek, czasem tylko łaskawie się raczy od nich oderwać (żeby pobrać smakola :cool3:), a kupa cały czas luźna, tyle że wreszcie ma normalny kolor. Wermut choruje od poniedziałku, czyli już prawie tydzień, a Emil od środy. :-(
-
[quote name='zaba14']Ale w tym przypadku osiedle jest miejscem uczeszczanym, chyba ze zmienia sie to wedlugprawa po godzinie 1 ... :roll: Dziwie się, że kobieta nie podbiegła i nie odciagneła swojego psa, przeciez miał kaganiec, Ty swojeo unieruchomiłaś.. wiec co jej szkodziło sprobowac? :roll:[/quote] Oczywiście, że się zmienia. Nie ma czegoś takiego jak miejsce zawsze uczęszczane albo zawsze mało uczęszczane, nie ma prawnej definicji miejsca mało uczęszczanego (i nie może być), to wszystko zależy od okoliczności. Nawet Marszałkowska jest miejscem mało uczęszczanym w środku nocy. Ten sam park może być miejscem bardzo uczęszczanym (np. w słoneczne niedzielne popołudnie) i mało uczęszczanym w nocy, czy w godzinach pracy. Co do psa w kagańcu - ostatnio na mojego Emila (na smyczy) rzucił się taki biegający luzem amstaffopodobny w kagańcu - przyleciał specjalnie z odległości ok. 100 m, żeby się na niego rzucić, nie mam wątpliwości, że gdyby nie miał kagańca albo gdyby go zrzucił (a próbował o moje kolana - mam potężne krwiaki na nogach), zagryzłby mi psa, bo Emil wprawdzie 2 razy większy, ale też 2 razy lżejszy. Wszystko potoczyło się tak szybko, że nie byłam już w stanie spuścić Emila ze smyczy (wracaliśmy już do domu, to było już przy wyjściu z parku, parę metrów od ulicy, dlatego Emil był na smyczy), żeby mógł uciec (Emil ma coś z charta i jak się przestraszy, to potrafi nawet uciec prawdziwemu afganowi). Właściciel pojawił się po dłuższej chwili mojej i Emila walki z agresorem (przy czym walka Emila polegała tylko na unikaniu ciosów, bo to moje cielę nawet w obronie własnej nie ugryzie) i też bał się odciągnąć swojego psa za obrożę mimo kagańca. W końcu jakoś go odgonił. Wezwałam SM, ale oczywiście zanim przyjechali, to po piesku i właścicielu nie było już śladu. :angryy: Od tamtej pory noszę gaz paraliżujący i jeśli jeszcze raz zobaczę tego psa luzem, to nie zawaham się go użyć. :mad:
-
To daruj sobie wklepywanie, dasz mi je na papierze, przecież i tak musiałabym wydrukować, żeby przetłumaczyć. :evil_lol:
-
[quote name='ayshe']przydaloby sie po prostu porzadne tlumaczenie...BeataG?:cool3: ja moge na angielski.:oops: .na polski sie nie podejmuje publicznie.[/quote] Jak przeżyję Sylwestra, to przetłumaczę, wcześniej mowy nie ma. :evil_lol:
-
I jeszcze mogę Cię pocieszyć, że moje 2 psy, chociaż jazgotliwe niemiłosiernie na każdy dźwięk domofonu czy dzwonka przy drzwiach, przy remoncie balkonów dopiero po 3 godzinach się zorientowały, że im 2 facetów na ich balkonie siedzi, jak otworzyłam balkon, żeby z nimi porozmawiać w kwestii zabezpieczenia anteny. :evil_lol: A złodzieje raczej do drzwi dzwonić nie będą... :cool3:
-
Monika, po samochodzie jest przynajmniej jakaś szansa namierzenia ich, po samym telewizorze nasza policja by ich w życiu ne znalazła.
-
[quote name='ada89']BeataG twój pies je intestinal RC? czy jakiś inny i nie rozumiem w tej chorobie jednego... po co twój pies ma dostawać metronidazol jak to lek na pierwotniaki? [/quote] Tak RC (z puszki), ale nie je, tylko jadł przez 1 dzień, teraz już jest z powrotem na normalnej karmie, czyli w jego przypadku RC Energy 4800. Metronidazol nie jest tylko na pierwotniaki, również (a może nawet przede wszystkim) na bakterie, a ponieważ Wermut miał miesiąc temu zdiagnozowany przerost flory bakteryjnej jelit i i tak miał dostawać metronidazol, gdyby na karmie 4800 plus actimel nie zaczął wreszcie nabierać masy (ale zaczął i to ostro), to dlatego teraz ten metronidazol. Po prostu w jego przypadku jest niebezpieczeństwo, że zapalenie wirusowe może się przeksztalcić w bakteryjne. Ale widzę światełko w tunelu - poranna kupa była praktycznie normalna, jeśli taka sama będzie wieczorem, to metronidazolu nie dostanie.
-
[quote name='Pyros-Aga']Beata a czy nie ma innych objawów przy tej chorobie? Bo ja się z wetem zgodziłam bo Pyros zeżarł roche płynu do kąpieli i myślałam ze wymioty były po tym i badania tak na wszelki wypadek zrobiłam. Ale faktycznie mógł sie zarazic. Tylko jakie są objawy- bo nie wiem czy juz lecieć do innego lekarza.[/quote] U nas było tak - o godz. 20 na spacerze normalna kupka, normalne zachowanie, normalne pobieranie smakoli. O 21.30 odmowa spożycia kolacji (kto zna mojego psa, ten wie, że jest to bardzo niepokojący objaw). Gorączki brak. O godzinie 24 na spacerze wodnista kupa, wymioty głównie śliną i tą niewielką ilością żarcia, które zjadł. O 10 rano wymioty żółcią w autobusie :crazyeye: w drodze do weta, pod lecznicą kolejna wodnista kupa, gorączki nadal brak. Badania krwi oczywiście zrobiłam (przy braku apetytu pierwsze podejrzenie to babeszja), wszystkie wyniki w normie. Wetka go obejrzała, zbadała (wymioty i biegunka występują czasem przy anginie), stwierdziła bolesność brzucha. Powiedziała mi o tym szalejącym w Warszawie wirusowym zapaleniu. Wermut dostał 2 zastrzyki (rozkurczowy i przeciwzapalny) oraz kroplówkę nawadniającą z glukozą. Zalecenie głodówki do następnego rana, pić wodę może, gdyby powtórzyły się wymioty albo biegunka mam przyjść wieczorem na kolejną kroplówkę. Do tego czubata łyżeczka enterogastu (granulki do rozpuszczania w wodzie) 2 razy dziennie. Do godziny 24 było wszystko ok (poza tym, że absolutnie nie interesował się żarciem, jak jadłam czy karmiłam Emila), enterogast wlewany do pyska strzykawką nie został zwrócony. Po północy pies napił się trochę wody i znowu wymioty. No więc spędziliśmy upojny kawałek nocy na kolejnej kroplówce - tym razem mikroelementy i witaminy. Następnego dnia rano jeszcze trochę wodnistej kupki, a potem Wermut poczuł się już na tyle dobrze, że gdy wyszłam z Emilem, był uprzejmy rozszarpać i częściowo zeżreć opatrunek i venflon. :angryy: Śniadanie zjadł normalnie (dostał intestinal z puszki), enterogast też już wypił dobrowolnie. Po południu zastrzyk i do rana żadnych sensacji - wymiotów brak, kupy brak, apetyt ok. Dzisiaj rano znowu luźna kupa, po południu w drodze do weta na kolejny zastrzyk druga taka sama. Enterogast ma dostawać do jutra włącznie (w sumie 4 dni, Emil też dostaje, bo od wczoraj ma luźniejszą kupę, więc jest szansa, że się zaraził). Jeśli jutro nie będzie normalnej kupy (a raczej wszystko wskazuje na to, że jeszcze nie będzie), to od soboty przez tydzień Wermut ma dostawać metronidazol w tabletkach - 2 razy dziennie 1 tabletka. Z tego, co wiem, to przy tej chorobie podstawowe są 3 objawy, które mogą występować w różnym nasileniu - brak apetytu, wymioty i biegunka. Poza tym na zmianę występuje normalna aktywność (po podaniu leków) i osłabienie/zmęczenie. Gorączka może być, ale nie musi. W kupie może być krew, ale też nie musi (u nas nie było). Choroba może trwać nawet do 2 tygodni - jak to z wirusem bywa, jeden organizm poradzi sobie z nim szybciej, inny potrzebuje więcej czasu. Wygląda na to, że Pyros wychodzi już na prostą. Trzymam kciuki za Shado, żeby to nie było nic poważnego. W końcu wymioty śliną czy żółcią zdarzają się czasem i u zdrowego psa. Oby to się nie rozwinęło w nic więcej.
-
Aga, to nie przeziębienie, tylko wirusowe zapalenie przewodu pokarmowego, które aktualnie szaleje w Warszawie. Ma to Josh, ma Wermut i jeszcze kilka znajomych psów. Dziwię się, że Twój wet o tym nie słyszał. :shake: