Jump to content
Dogomania

Faro

Members
  • Posts

    1489
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Faro

  1. Aga ma rację , lepiej wstrzymać sie ze sterylką . Jeśli przyczyną wyłysień jast tarczyca - to trzeba sunię ustabilizować hormonalnie (a to troche trwa), a jesli nie jest to sprawa hormonalna - to pewnie trzeba będzie wkroczyć z intensywnym , być moze antybiotykowym leczeniem . Sterylka osłabi suńke - najpierw trzeba ja "postawić na łapy (nogi)"
  2. Dowiedzcie się proszę , czy oprócz Tora jest tam jeszcze inny bokser z nużycą, bo otrzymałam dzis informacje , ze w schronisku jest młoda sunia (na kwarantannie ) i bokser z silną nuzycą - może to chodziło o Tora , a moze jest tam jeszcze jeden ??? Agresywny ..... No cóz, kolejny z etykietka "agresor"...... Zastanawiam sie jak to sie dzieje , tyle bokserów jest w schroniskach w całej Polsce , a tylko do krakowskiego trafiaja agresywne ...........
  3. Maks obżera sie jak najbardziej , a ja no cóż ..... W trakcie ostatniego tygodnia schudliśmy sprawiedliwie po trzy kilo kazde z nas : Maks - z powodu choroby , ja - z powodu nerwów ( a na wadze w lecznicy Maksio będzie juz ważył sie "solo" - tylko na łazienkowej ważymy sie "w duecie":diabloti:)
  4. Od powrotu Maksa ze szpitala jestem u niego codziennie rano i wieczór , codziennie idziemy na dwa spacerki w KAGAŃCU !!!! Wczoraj po wieczornym spacerku i kolacyjce Maks - zaczął bawić sie w boksie swoją zabaweczką (kółeczkiem) i na dodatek zaczepiał mnie nim , by sie z nim bawić. Nawet nie wiecie jak miło było patrzeć na ZNÓW RADOSNEGO Maksymilianka:lol: (powiem cichutko , ze zważyliśmy się razem na wadze i ..... lepiej nic nie powiem , bo nie mam pewności , powiem za dwa tygodnie jak zważymy sie w lecznicy w trakcie kontrolnej wizyty ........)
  5. Przy niedoczynności tarczycy występuja wyłysienia (Maksio ma łysiuteńką klatke piersiową i uda od wewnętrznych stron) Aby to sprawdziś bada sie z krwi poziom hormonów tarczycy (Th).
  6. Dzięki Kasiu. Morda zrobiła sie bardzo fajnym psem, z niecierpliwością czeka na nasze spacerki. Gdy tylko pojawię się z linka w ręce - już gotowa czeka z kóleczkiem w pycholku.Biegając z aporcikiem - wyrażnie mnie zaczepia , prowokuje do wspólnej zabawy (kiedyś tylko biegała na lince. teraz podbiega do mnie, trąca kóleczkiem , lub rozpędza sie biegnąc na mnie i w ostatniek chwili wymija - widać, że wyrażnie dąży do kontaktu ze mną w trakcie tej zabawy . Mordka wykonuje ładnie podstawowe komendy "siad" " leżec" "łapa" "zostań-czekaj". Mimo iż cała drży by pobiec za aporcikiem , który jest w mojej ręce - potrafi wytrzymac w pozycji "siad - zostań" czy "leżeć - zostań" do momentu aż ją przywołam "do mnie". Jestem pewna , ze jeśli ktoś będzie miał czas i chęci na taka zabawę - pracę z Mordka , będzie miał super psiaka. Musi to być jednak osoba konsekwentna , stanowcza - Morda wtedy łatwo zaakceptuje w niej przewodnika i nie będzie "kombinowała by być szefem " . Myśle, że warto ponowić ogłoszenia Mordki w prasie czy TV , ale potrzebna jest też dokładna "weryfikacja" kandydata . Dobrze by było , gdyby potencjalny przyszły włascicel chciał przyjechać wcześniej kilkakrotnie do hotelu, wspólnie "pod moim okiem " nawiązać kontakt z Mordą , poznać ją trochę . Ona naprawdę zasługuje na super domek , gdzie w końcu bedzie szczęśliwa .............
  7. Własnie wróciłam od Maksa - byliśmy na pierwszym dłuższym spacerku. Oczywiście W KAGAŃCU !!!! Maksio bardzo zainteresowany otoczeniem , wprawdzie chudziuteńki "jak przecinek" ale szedł raźno , nawet momentami biegł truchcikiem (a ja szybciutkim krokiem za nim). Jest w nim taka chęć zycia, ze niedamy sie tak łatwo choróbsku , jakiekolwiek by ono było !!!! Oj, strasznie związałam sie z tym łobuzem przez tę jego chorobę, szkoda, że nie mogę go zabrać do siebie :shake::shake::shake:
  8. A mnie - juz nie będę pisać ile włosów posiwiało przez ten okres . Mam nadzieje, że teraz zaczniemy wychodzić na prosta . Jedno mnie na pewno zdumiewa : jak ten tydzień zmienił Maksa - bez problemu zakładam mu kaganiec co jeszcze 2 tygodnie temu było nie do pomyslenia !!! Codziennie (rano i wieczór) jeżdżę do niego i wychodzimy na spacer zakładając kaganiec - chce by kojarzył mu sie z przyjemnymi rzeczami :lol: Juz nie trzeba go premedykowac co miesiąc by pobrac krew do badania - jak ulga (psychiczna dla mnie, bo miałam swiadomość, ze ta premedykacja nie jest tak obijetna dla organizmu Maksa a innego wyjścia nie było )
  9. A ja przyznam sie szczerze wierzyłam od poczatku (fakt, ze tylko na podstawie relacji osób mających do czynienia z Dakusiem) , ze jesli Dakar trafi na odpowiedniegoi człowieka , to bedzie wszystko w porządku. Potrzebny był ktos , kto swoim autorytetem i doświadczeniem potwierdziłby na podstawie bezpośredniej , systematycznej i długotrwałej obserwacji Dakara - to co ja "czułam" - i dzieki ogromne dla P.Kamili , ze przyjęła Dakara . Bałam sie tylko , ze dłuuuuuugo będzie trwać potem szukanie dla Dakasia odpowiedniego człowieka . A tu tak wszystko pieknie sie układa - Dakaś juz ma swoją Pancię. Bardzo sie cieszę i napiszę "górnolotnie" :Nigdy nie należy "przekreslac psa" jesli nie ma sie pewności , ze zrobiło sie wszystko by go ratować, by mu pomóc . Czasami nieprzewidywalne sytuacje potrafia zmienic bieg rzeczy diametralnie . Wiem to z doswiadczenia ....... ([SIZE=1]jeszcze dwa tygodnie temu, jesli ktos by mi powiedział, ze pies który na próbe założenia kagańca wpada w "amok" dziś pozwoli go sobie bez problemu załozyc - w zyciu bym w to nie uwierzyła . Dzis sama zakładam i zdejmuje kaganiec z pycholka tego "agresora" - tak zmieniła go tygodniowa walka o jego zycie ..... O agresywnym Maksie pod moja opieka możeci poczytac w jego temacie )[/SIZE]
  10. Zespół Cushinga stwierdza sie specjalistycznym badaniem krwi. Krew bada sie kilkakrotnie po podaniu "czegos tam" - badanie trwa jakies 8 godzin (Maks jest "podejrzany" o zespół Cushinga , ale najpierw trzeba "wyprowadzić" do normy poziom hormonu tarczycy , bo może to "tylko tarczyca") - jesli sunia ma wyłysienia dobrze byłoby sprawdzić poziom hormonów tarczycowych (Th) - niedoczynność tarczycy daje właśnie pierwsze objawy w postaci wyłysień (klatka piersiowa, wewnętrzne strony ud) . ( W razie potrzeby służę informacjami dot.Cushinga)
  11. za ok. 2 tygodnie pokażemy sie do kontroli - przy okazji konieczności zbadania poziomu hormonu tarczycy (Iza - Maks w jednym miejscu na udzie zrobił sie :bokser długowłosy ":evil_lol: ). Maks miał bardzo silne zapalenie jelit - z jakiego powodu ???? Możemy sie tylko domyslać i gdybać. Choroba bardzo zmieniła Maksia - pozwala bez problemu zakładać sobie kaganic
  12. Maksiu wczoraj został "wypisany ze szpitala" i wrócił do hotelu .
  13. A kiedy kończą sie te "10 dni" ?
  14. Jesteśmy po badaniach : USG - obraz jelit wrócił do "normalnego wyglądu" (przepraszam za brak fachowości w określeniach ) [SIZE=2]A teraz wskaźniki , które sprawdzaliśmy : [SIZE=1]( w pierwszej pozycji wynik z dnia 10.04, czyli w chwili przywozu Maksia do Krak-Vetu w drugiej pozycji - wynik z dziśiejszego ranka : [SIZE=2]Alat 330,6 U/l 67 U/l Aspat 156,9 U/l 30 U/l Mocznik 17,82 mmol/l 6,35 mmol/l Ap 1479,2 U/l 134 U/l (przekroczony jest jeszcze tylko Alat - norma jest do 50) Maks to zupełnie inny psiak , choć nadal nie aniołek. Cały czas w lecznicy jest w kagańcu , który mu zdejmuje na spacerku (przez kaganiec może pić wodę ) Bez problemu p. Doktor pobrał mu krew do badania, bez problemu wyłozylismy go razem na stół do zrobienia USG (bardzo spokojnie leżał) , a wogóle , gdy wszedł do gabinetu p.Doktora to ...... przednimi łapami wlazł mu na biurko i "sprawdzał" co tam ma Byłam w lecznicy jeszcze przed jej otwarciem więc było całkiem pusto . Gdy przyszła pani sprzątajaca i dr wyszedł otworzyć jej drzwi Maks ......... zaczął na nią szczekać jakby pilnowal swego domku : "co mi tu będzie ktoś obcy wchodził , ja tu pilnuję ......" ale potem ładnie się uspokoił (pani jednak omija go wielkim łukim - jak siedzieliśmy pod kroplówką to nawet nie przechodziła koło nas , boi sie Maksa i on to chyba wyczuwa). Wczoraj też się postawił jednej pani , nawet kłapnął przez kaganiec i gdyby go nie miał to pewnie by ja złapał . (wróciliśmy ze spacerku, w poczekalni było kilka osób z psmi i musielismu zaczekać aż zwolni sie któryś gabinet by Maks mógł przejść do szpitaliku - gdy wyszedł pacjent , przeniosłam Maksia na rękach obok innych psów - duuużych i postawiłam w gabinecie na ziemi i wtedy chciała go zabrać pani, która widział pierwszy raz na oczy a ona nie wiedzać z jakim psem ma do czynienia nie dała mu czasu by ją choć troche poznał tylko "łaps za smycz, choć idziemy" a Maks najpierw zaczął sie wyrywać a potem "kłap" zębami - złapałam mu jednak pycholek w kagańcu , ale poczułam na palcach , ze chciał ją złapać. Powiedziałam, że Maks niestety z Pania nie chce iść . Przyszła Pani Doktor , którą Maksio juz zna "z kroplówek" i Maks poszedł z Nią bez większych problemów (jedyne co muszę zrobić to powiedzieć mu idź Maks i wyjść z gabinetu tak by zniknąć mu z pola widzenia, wtedy bez problemu idzie na zaplecze i wchodzi bardzo ładnie do klatki, gdzie ma swój kocyk i miseczkę z wodą) . Tak sobie myśle, że niezbadane są wyroki losu - może to że Maks znalazł się na granicy życia i śmierci było potrzebne by móc go uratować , teraz juz nie będzie potrzeba go premedykować , by zrobic kolejne badania. (Mam nadzieję, że "mu sie nie odmieni") [SIZE=1](Aby nie zatracic tego co zyskalismy przez tę chorobę i ciężkie dni postanowiłam , że będę jeżdzić do Maksa i rano i wieczór , by zawsze zabierać go w kagańcu na spacer - wtedy założenie kagańca będzie mu sie miło kojarzyć Mam nadzieję, że jakoś uda mi sie to wszystko pogodzić , na szczęście wkrótce wakacje więc i więcej wolnego czasu.....
  15. Idę własnie do Maksa - czekają nas badania kontrolne - trzymajcie kciuki,by były lepsze wyniki.
  16. Wyjęliśmy wenflon, bo Maksiu zaczął się nim bardzo interesować i wylizywał, a właściwie ocierał kagańcem (chyba go gdzieś uwierał ten wenflon, bo cały czas kulał na tę łapkę gdy miał wenflon - jak miał pierwszy w drugiej łapce wcale go nie ruszał i chodził normalnie). Po wyjęciu go Maksiu zaraż zaczął "żywiej" chodzić na spacerku. Dziś "grubo" ponad godzinę pospał sobie na kocyku w słonku : zabrałam go po południu na " spacerek z obiadkiem" (mamy taką ławeczke gdzie Maksio dostaje jedzonko i Maks jak tylko wyjdziemy z lecznicy od razu "bierze azymut" na tę ławke.) W trakcie naszego spacerku przywieżli pogryzionego psiaka, którego musiano operować - gdy wrócliśmy , operacja własnie trwała, więc nie miał kto zaprowadzić maksie do "szpitaliku" .Wzięlismy więc sobie kocyk i rozłozyłam mu go w słoneczku. Maksio sie na nim wyciągnął , mordke wyłozył w kierunku słonka i.... zaczął smacznie chrapać, tak przespał ponad godzinkę , otwierając od czasu do czasu oko (okryłam go troche kocykiem jak zrobił sie cień , a ten nawet nie zauważył , że cos ruszam takmocno zasnał)
  17. Jutro rano jestem umówiona na badania kontrolne i pewnie zrobimy też USG . Maks odzyskał apetyt , w mgnieniu oka pochłania wszystko co mu gotuje i przynoszę , on tak bardzo chce zyć ...... Wczoraj zainteresował go kot pod samochodem, chciał sie bawic butelka , w której miałam wodę na spacerku a wieczorem ..........nawarczał na Elę gdy weszła do gabinetu , w którym pakowalismy sie po kroplówce.... Kochany Maksiu ......... łobuz. Dziś miał prawdopodobnie ostatnia kroplówke , ale wenflon jeszcze ma w łapce, zobaczymy jak będzie się czuł po odstawieniu kroplówek , bo po nich z pewnością "ożywał" .
  18. Może ktoś z przyjeżdżających do innych psiaków spróbuje wychodzić z Mordzińską teraz wieczorami na lince - ja niestety nie jeżdże teraz , bo 3 x dziennie jestem u Maksa w szpitalu , a nawet jak mi sie uda w któryś dzień podskoczyć do hotelu to tylko by dokładnie wyczyścic Sandrze uszy, dowieżć leki , zabrać jej pranie i przywieżć czyste - nie wyrabiam czasowo i tak z pewnościa będzie przez najbliższy tydzień , a szkoda by Mordzia "traciła" to co już sie nauczyła . Ona gdy widzi tę długa czarna smycz - linke , to tylko patrzy gdzie ma kółeczko - aporcik i nie w głowie jej "rozrabianie". Wykonuje komendy "siad" , "leżeć" , " łapa" . Może pomysleć by jeszcze raz o TV i prasie ???
  19. Włąśnie wróciłam od Maksia - jest ciut lepiej niż wczoraj, bo....... nawarczał na ochroniarza, który przyszedł na noc do lecznicy (a wczoraj było mu wszystko i wszyscy zupełnie obojetni, no może z wyjatkiem mnie, bo cały czas bardzo się do mnie tulił) Generalnie jednak nie jest dobrze
  20. Jesteśmy po USG - nie ma jakiś ewidentnych (tzn większych niż ziarnko fasoli , bo takie wykrywa USG ) zmian nowotworowych . Jest POTWORNE zapalenie jelit i grubego i cienkiego. Jesli jest to z jakiejś "nagłej nieznanej nam jeszcze przyczyny " to powinno ustapic po leczeniu , jesli nie ustąpi - to znaczy , że jest to kolejny etap choroby , która dreczy Maksia . Do wekendy Maksi o zostaje w szpitaliku, w wekend będa ponowione badania. Wprawdzie klatka szpitalna to nie boks z "łózkiem" u p.Tomka, ale tu jestem u Maksa co najmniej 2 razy dziennie, cały czas jestem pod telefonem , w razie potrzeby - w ciągu 5 min z domu (a z pracy 15) jestem w lecznicy. Ponato jest cały czas "pod okiem lekarzy" - 24 godziny na dobę . Kupiłam mu dziś nowy skórzany kaganiec (jego poprzedni "poszedł do nowego domku z Omciem, bo Maks nie pozwalał, go sobie założyc) .Teraz jest tak słaby, że sie nie bronił przed kagańcem. Ten, który mu dziś kupiłam jest miękki i nawet może w nim spać bez problemu i pić przez niego wodę. Teraz gotuje mu marchewke z ryżem - zmiksuję na papke i zaniose troszke do jedzenia , zobaczymy czy będzie juz chciał sam jeść , Jesli tak i wszystko bedzie o'key jutro dostanie juz troche mięska do tego . Oprócz tego rano i wieczór spędzamy prawie po 1,5 godziny podłaczeni (tzn Maks podłączony leży na moich kolanach a ja do miziam po brzuszku , by grzecznie leżał) do kroplówki - własnie za chwile idę na wieczorną.
  21. Watroba- bardzo złe , mocznik , białko całkowite i jeszcze jeden wskażnik, który jest podniesiony przy nowotworach, ale nie pamiętam który, a wyniki mam w domu
  22. Zdjęcia zrobione są w poprzednim tygodniu - tak Maksiu wyglądał jeszcze przed świetami , chudziutki, ale pełen zycia, zainteresowany otoczeniem ....
  23. Maksiu jest tak słabiutki, że bez protestu pozwala załozyć sobie kaganiec .
  24. U Omarka wszystko w porządku - był juz ze swoja Rodzina na pierwszym spacerze za miastem - bardzo ładnie słucha , reaguje na imię "Omar" , ale biega z adresówkamu , które mu przypięłam i do obrozy i do szelek :lol: . Doskonale się dogaduje z "3-cim pokoleniem" czyli 5-letnimi bliźniakami :multi: W tym tygodniu czeka ich wizyta lekarska , bo Panu wydaje się, że guzek trochę sie powiększył (ale jestem spokojna o Omarka , bowiem zdradzę Wam, że jego Pan jest "ludzkim" lekarzem specjalistą w tym zakresie , więc Omicio nie mógł trafić lepiej).
  25. Od wczoraj rano Maksymilianek jest w szpitaliku przy lecznicy - walczymy o niego ..........:-(:-(:-( ma bardzo złą biochemię . Jestem u niego 3 razy dziennie , dzis bedzie miał ponowne USG brzucha
×
×
  • Create New...