-
Posts
445 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by DeDe
-
Pies zawsze będzie kombinował, jak ominąć zakaz i sprawdzał, czy dalej obowiązuje... trzeba być bardziej konsekwentnym, niż on. Moja młoda belgijka na etapie "szczypania" robiła różne podchody, włącznie z niby pieszczotliwym podsuwaniem łebka do pogłaskania (po czym... "szczyp") lub wydzieraniem mordy, kiedy ją ignorowałam (na głowie stawała, abym tylko zwróciła na nią uwagę). Ale mój upór pomógł, teraz już nie skubie - mnie przynajmniej, bo ze znajomymi ludźmi i psami różnie bywa... :wink:
-
To mów, że cię plecy bolą i lekarz zalecił maść kamforową :roll:
-
Spokojnie, wiem, że nawet mały pies może pogryźć - miałam w domu "killerkę" sznaucerkę miniaturową i cairn terriera. Sama również zostałam kiedyś zaatakowana przez psa (z tym, że dużego). Na szczęście, za długo siedzę "w psach" by wpadać w panikę i została mi tylko pamiątka w postaci niewielkiej blizny. Natomiast miałam na myśli to, że pies małych rozmiarów, owszem - ugryzie. Owszem, może wyrządzić krzywdę. Ale musiałby zajść duży zbieg nieszczęśliwych okoliczności, aby zabił. Ponad to, nad małym psem możemy zapanować trzymając go na smyczy i ubierając kaganiec - i zrobi to każdy, podczas kiedy nad rozwścieczonym psem rozmiarów ON-a zapanuje już tylko ktoś obdarzony znaczną siłą fizyczną - o to, i tylko o to mi chodziło, kiedy pisałam o rozmiarach Tobiego. Gosia&Tobi - zgadzam się z Pati, że to mogł byc pierwszy objaw.
-
Moja koleżanka wybierając się na ślub naszej wspólnej przyjaciółki, ubierała się w dużym pośpiechu. Dopiero na ślubie okazało się, że ubrała dwie pończochy w innych kolorach... różnica była subtelna, ale widoczna... przez całą imprezę nosiła się godnie, jak gdyby nigdy nic, i tylko od niechcenia napomknęła, że pończochy dostała od kogoś prosto z Londynu i że to hit sezonu na zachodzie... wszyscy się nabrali :D
-
Rozszerzę swój poprzedni post : ponieważ jestem bardzo drobną kobietką, zawsze bałam się wsiadać do pociągów z psem - ale moje zwierza doskonale reagują na komendy (przynajmniej w takich sytuacjach 8) ) i wskakiwały same i to wtedy, kiedy ja uznałam, że to bezpieczne. Kolejność nawet nie miała specjalnego znaczenia, bardziej chodziło o konkretną sytuację. Owszem, sznaucerkę mini mogłam wtaszczyć "w objęciach"(choć nie miałoby to najmniejszego sensu, bo akurat miniatury odległość peron-wagon pokonywały bez wahania i niesamowicie sprawnie), to gorzej wyglądała sprawa np. z ON-em. Prędzej on wniósłby mnie do tego pociągu :). Teraz moja sznaucerka - babcia nie jest juz tak sprawna, a młoda belgijka - nie dość doświadczona, za to ja - skrajnie wystraszona. Ale wiecie co? Wdzięczna jestem Wam za ten strach, bo przez lata bezproblemowych przejazdów nawet nie zdawałam sobie sprawy, że coś złego może się przydarzyć. Człowiek uczy się całe życie... na szczęście !
-
Aneta, to by się plus-minus zgadzało - nasza od 6 lat ś.p. ON-ka (odeszła od nas w wieku 14 lat), była jeszcze tą "entą" w miocie, ale juz moja obecna nestorka (lat 11) była tatuowana i rodowodowa oraz przepis o "sześciu wspaniałych" :wink: nie obowiazywał. Spróbuję w swoim ZK dojść do pierwszych, legalnych CAŁYCH miotów.
-
Wiesz, jak to się mówi... do trzech razy sztuka. Kiedy zaczniesz odpowiadać w "psi" sposób - i to psi tak, jakby odpowiedział kolega/koleżanka (skubnięcie w ucho), zwierzak też może potraktować cię w taki sposób, w jaki w którymś momencie potraktowałby kumpla. Problem polega na tym, że skóra psia jest do takich szczypnięć przystosowana - w przeciwieństwie do ludzkiej. Poza tym, ludzie i psy aby współżyć w harmonii, muszą nauczyć się jakiegoś kompromisu w porozumiewaniu. One nie mówią, my nie kładziemy uszu i nie merdamy ogonami. A jeżeli nie zna komendy na miejsce - po skarceniu za szczypanie po prostu ignoruj ją, a po każdej zaczepce zimnym, ostrym głosem mów "nie". Najpierw będzie kombinowała, potem albo zajmie się czym innym, albo położy gdzieś. Sztuka polega na tym, abyś to Ty pierwsza ją zawołała - podejdzie, pochwal, pogłaszcz, szczypnie - znowu ta sama reakcja. To działa :wink:
-
Hmmm... metoda raczej specyficzna, ja raczej odradzam. Poza wzgledami innej natury, w życiu nie zbliżyłabym twarzy tak blisko psa, który złośliwie skubie - kiedy "odda", zaczniemy przypominać uczestnika bitwy pod Little Big Horn... . Radziłabym raczej ostro skarcić psa ("fe", "źle" - zależnie jakiej komendy uzywasz) i natychmiast przerwać zabawę - po czym odesłać psa na miejsce na jakiś czas.
-
Kurczę, dotad jeździłam z psami pociągami, ale tak mnie nastraszyliście... koniec. Tylko PKS lub samochód !!!
-
Maya... jeżeli będą się krzywili na tę kamforę, rób dobra minę i udawaj, że to najnowsze perfumy... prosto z Paryża... koszmaaaarnie drogie... :wink:
-
Na szczęście Tobi to terier walijski, musiałby zajść jakiś bardzo pechowy zbieg okoliczności, aby dał radę zrobić bardzo poważną krzywdę. Natomiast rozmawiałam dzisiaj ze znajomym wetem - powiedział, że jeżeli problem zaczął wystepować (lub znacznie się pogłębił) u psa 6-letniego, w grę może wchodzić choroba - jego zdaniem, powinnaś zrobić Tobiemu badania.
-
Maya, dlatego właśnie rozmawiamy na ten temat : jak zwalczyć problem :) . Zresztą, jak juz napisałam - Kirę da się odwołać, a w miejscach tzw. publicznych chadza w kagańcu. Chciałabym natomiast oduczyć ją tych głupich pogoni właśnie dlatego, że nie lubię straszyć bogu ducha winnych ludzi. A co do rowerzystów - generalnie nie przepadam :evilbat: - ale i mam powody : psa mojej mamy taki jeden artysta (prujący przez publiczny park, główną alejką, pełnym gazem) potrącił do tego stopnia, że zwierzak wylądował na stole operacyjnym. Uprzedzając komentarze : pies był na smyczy, przy nodze, nigdy nie gonił za rowerzystami, biegaczami itp. "obiektami" - rowerzysta natomiast pełnym pędem wyjechał zza zakrętu i nie zdążył ani skręcić, ani wyhamować :evil: Na szczęście, nie wszyscy cykliści są tacy !
-
O, własnie ! Podstawowy zestaw ratunkowy :wink: - cos na biegunkę, zaparcie, bandaż, środek odkażający itp.
-
Nie zgodzę się z Tobą. Bardzo często ten ostatni jest największy i najsilniejszy. Budowa macicy u psów nie pozwala szczeniętom na rodzenie się w myśl zasady "jestem silniejszy, to się przepcham" - pierwsze rodzą się po prostu szczenięta ułożone najbliżej ujścia danego rogu macicy do szyjki macicy. Często spotkałam się z tym, że najdrobniejsze szczenięta rodziły się na początku, a jako ten ostatni "rodzynek" - nieraz po dłuższej przerwie - wychodził na świat prawdziwy kolos. I jeszcze jedno - im silniejsze szczenię, tym później otwierało oczy i później zaczynało chodzić. Oczywiście, w tym drugim przypadku piszę o typowych sytuacjach i normalnie rozwinietych szczeniętach - nie o (zdarzających się sporadycznie) ewidentnych "opóźnieniach w rozwoju". Ciekawa jestem opinii innych hodowców i "psich położnych" !
-
Na szczęście moja małpa nie "capie". U niej to nie instynkt mysliwski, tylko pasterski tak działa - usiłuje zabiec rowerzyście drogę i zawrócić go w moją stronę. Ale nie wykluczam, że kiedys z nadmiaru emocji mogłaby spróbować "skubnąć" nieszczęśnika (w końcu tak robią pastuchy z upartymi owcami...).
-
Na razie nigdzie się nie wybieram, z dwóch powodów: 1) Kira jest w niewystawowej kondycji (mało włosa), co nie wróży jej sukcesów wystawowych 8) 2) Jestem uzależniona od współwłaścicielki (przewóz), a ona do Rzeszowa się nie wybiera :roll: Co prawda, gdyby nie powód pierwszy, albo by się dała naciągnąć, albo ja bym kogoś znalazła - ale w tej sytuacji nie widzę sensu.
-
Maya, uprzedzam o skutku ubocznym - klucz sie ciagle zacina :wink: A chodzenie bez kapci tez nie jest przyjemne... zwłaszcza, kiedy w skarpetach wmaszeruję do łazienki, całej mokrej od kąpieli mojego współlokatora :-?
-
Cóż - ja - podobnie jak wielu innych hodowców, wypowiadających się w tym temacie, nie czepiam się samego pytania o cenę - ale sposobu, w jaki to pytanie zostaje zadane. Nikt mi nie wmówi, że tak wiele czasu zajmuje przywitanie się i pożegnanie. A krótkie "ile" mozna zadać w warzywniaku, wskazując na kilogram kartofli (a i wtedy jest to niekulturalne - ale przynajmniej tolerowane).
-
Wiem, znam :). W Ustroniu też nie byłam, ale byli znajomi - a sędziowała również znajoma. Ponieważ od niedawna jest sędziną, byłam ciekawa opinii.
-
Maya, moja konsumowała pończochy, skarpety i kapcie. Teraz noszę rajstopy, skarpety chowam w szafce zamykanej na klucz, a kapci nie noszę. Chwilowo - spokój... :wink:
-
ZH, treser - szkoleniowiec to niejako to samo :) . W oficjalnym języku kynologicznym, człowiek majacy uprawnienia do szkolenia psów to : - młodszy instruktor - potocznie treser - po spełnieniu okreslonych warunków, zmieniajacy się w : - instruktora - który po spełnieniu kolejnych warunków staje się : - starszym instruktorem. Dodatkowo, szkolenie moga prowadzić jeszcze sędziowie i asystenci prób pracy. Wszystkich ich, tak ogólnie, zwie się szkoleniowcami. Oki? 8)
-
Grrr... cos mi się dzieje z ładowaniem stronki :evil: Prosiłabym jakiegoś moda, aby usunął ten "powtórzony post ! Z góry dziekuję :)
-
A jak Ci się podobało sędziowanie w Ustroniu?
-
A jak Ci się podobało sędziowanie w Ustroniu?
-
Ksiażeczka, szczepienia, kaganiec (niestety), jakis środek przeciw kleszczom i pchłom, kocyk, miseczka, grzebień, szczotka, karma... hmmm... coś antyalergicznego i szampon (morze jest słone, nieraz włos po wyjściu z niego wygląda nieciekawie - niektóre psy miewają alergię). To chyba wszystko?