-
Posts
445 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by DeDe
-
Stąd mój dopisek "śmietnikowych" - bo generalnie, szczury lubię i trzy nawet miałam. Sparaliżowana Alba (miała uszkodzony kręgosłup i niesprawny tył) była najmniejszym problemem, bo ze względu na kalectwo nie poruszała się zbyt szybko... natomiast na czarnego Salomona i siwego Blue musiałam uważać, bo dziewczynki zawsze kombinowały, jakby tu takiego capnąć... .
-
Nie mam boksera, ale mojej belgijce podobne "dziwa" robią się na brzuchu - u niej jest to reakcja alergiczna. Być może u Twojego psa jest podobnie. I zmień weta - dobry lekarz nikogo nie wyśmieje, tylko szuka powodu.
-
Nie lubię "dzikich"szczurów... kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami, była tam isna ich plaga... musiałam uważać na dziewczynki, bo polowały na nie, a licho wie, jakie zarazki taki szczur śmietnikowy ma :-?
-
Moja miała jeszcze USG nerek i morfologię (z poziomem cukru).
-
Pysia, to ja Ci powiem w tajemnicy :wink: , że moje tez rozpuszczam ogromnie. Tyle, że jak za bardzo rozrabiają, to ze mnie się robi taka Alfa... zwykle po takim "sajgonie" dwa dni psów muszę szukać, bo nawet z legowisk nie wstana bez komendy. Na szczęście, bardzo rzadko muszę urządzać im takie pokazówki.
-
Aga2, u mojej też tak to wyglądało - dopiero, kiedy wykryto kamicę (spowodowaną wadliwą pracą nerek) uświadomiłam sobie, że ona trzymała, jak długo można - a po tych kilku godzinach po prostu musiała się wysikać. Przez kilka lat psioczyłam na nią, bo również uważałam, że to złośliwość - część winy zrzucałam tez na jej nadpobudliwość. Dokładne badania przeszła dopiero wtedy, kiedy sikała co chwilę - i nieważne było dla niej, gdzie to robi. Na szczęście zmieniłam wtedy weta i nowy wet podał diagnozę - okazało się, że słuszną. Ta suka juz nie żyje. Dwa lata po zdiagnozowaniu choroby odeszła - nowotwór nerek. Nie piszę tego, aby Cię straszyć - ale ciagle mam wyrzuty sumienia i uważam od tego czasu, że często szukamy przyczyny problemu w psychice psa - a kryje się ona w zwyczajnej chorobie (co nie oznacza, że tak jest w Twoim przypadku).
-
Aga2, miałam podobny problem ze sznaucerką - okazało się, że miała problemy z nerkami (szkoda tylko, że dowiedziałam się o tym po kilku latach :-? ). U bardzo nerwowych psów też tak bywa - w stresie albo nieświadomie (np. przez sen) popuszczają mocz.
-
Niebieska, właśnie takie zachowanie jednej z moich opisałam trzy posty wyżej :D
-
Może prowadzi prywatną praktykę ?
-
Odpowiem Ci tak : ja nigdy takowej wizyty nie robiłam. Ale jeżeli pies ma jakieś problemy zdrowotne (lub nie ma kompletu szczepień) lepiej się wybrać i zrobić, co trzeba, niż na miejscu być skazanym na nerwowe poszukiwania weta - którego w dodatku nie znamy.
-
Nice, to albo ich tak mało, albo tatuowanie zaczęli od poczatku :wink: U nas tak jest z ON-ami. Kiedy ktoś dzwoni, że znalazł takowego z jakimś tatuażem, zawsze pytam - młody, czy stary?
-
DobryPies, niezłe rady, ale czy nie obawiasz się, że przy tak zakodowanym byciu Alfą mogą u tego psa nie podziałać? Natomiast kontakt z dobrym szkoleniowcem bardzo jest tutaj potrzebny! Cortina, niestety, Katowice. A szkoda, bo straszenie zboczeńców w pojedynkę jest nudnawe :wink: Pysia, masz niufka - moje dziewczynki są bardziej ruchliwe (belg i sznaucer), stąd mój fanatyzm ruchowy :). Niestety, nie wychodzenie z psem na spacery (bo ma ogród) jest typowe u wielu ludzi... a potem dziwią się, że zwierzak szaleje. Ciekawe, jak oni by się zachowywali, gdyby nie mogli wyjść przez jakiś miesiąc poza ten ogród?
-
Spróbuj przekraczać :D Ponad dwa lata temu przeprowadziłam się do mieszkania w bloku - centrum miasta, 8 piętro, 38 metrów. Kiedy wyprowadziłam się z psami od rodziców (mieszkajac z nimi, mieliśmy ich 4, wyprowadziłam się z dwójką tych całkiem "moich" 8) ), ciągle spotykałam się z głupimi komentarzami. Zwłaszcza, że okresowo miałam piesków liczbę ciutkę większą... (a to psy od rodziców, a to od znajomych "na przechowaniu", a to szczeniak - podrostek czekał na nowych nabywców...). Kiedy któryś kolejny raz usłyszałam pytanie "to ile tych psów pani ma", grzecznie odpowiedziałam - osiemnaście. Rozmówcę zatkało. Innej z kolei pani, posiadającej piatkę latorośli, na pytanie "po co pani tyle psów", równie grzecznym tonem odpowiedziałam, że "jedni chowają psy, a drudzy dzieci". O dziwo, "zawoalowana" w grzeczność złośliwość podziałała, bo po początkowych problemach z sąsiedztwem teraz mam święty spokój. Ale moje psy poza "dziesięciominutówkami" wychodzą na porządny, dwugodzinny spacer, gdzie mogą do woli się wyszaleć (chociaż muszę w tym celu zrywać się o świcie lub straszyć nocami zboczeńców w miejskim parku ). Przepraszam za tę obszerność, ale to gwoli wyjaśnienia tego, co napiszę teraz : moje psy nie wyją , nie demolują mi mieszkania, nie zjadają mnie chociaż mieszkają na skrajnie niewielkiej przestrzeni, którą okazyjnie muszą dzielić się z obcymi psami. To chyba czegoś dowodzi ?
-
zaraz, zaraz... jak zeżarła kaktusy, to chyba o kwiaty doniczkowe chodzi <podejrzliwie>? Albo to ja żyję w nieświadomości 8)
-
O, i tu się z Pysią w 100% zgadzam ! Dom (mieszkanie) to nie wybieg, to legowisko. Naprawdę niewiele ras rzeczywiście wymaga przestrzeni - a i to dotyczy głównie ras stróżujących typu owczarek kaukaski. Czy to M-6 w starym budownictwie, czy kawalerka w bloku, dom służy do spania - od wybiegania i szaleństw jest spacer. Szkoda tylko, że stereotyp "rozmiar psa=rozmiar mieszkania" jest wciąż tak rozpowszechniony, a u większości "psiarzy" spacer to 10 min. rano, 10 min. po pracy i 10 min. wieczorem (a i to większość na smyczy).
-
Pysia, mam niejakie wrażenie, że preparatu tego Maya musiałaby używać w mieszkaniu (poprawcie mnie, jeżeli się mylę)... obawiam się, że w tej konkurencji to już wolałabym kamforę :D
-
malawaszka, no i to to to to właśnie ! Nie docenił... i tego się dzielnie trzymajmy :wink:
-
Napciaa, przeciw pchłom - jestem zwolenniczką kropel. Masz pewność, że nie zmyje ci środka deszcz, kąpiel itp - ważne tylko, aby aplikować je bezpośrednio na skórę (zwykle - między łopatkami) i przez 48 godzin nie moczyć psa (aby środek dobrze wchłonął). Można je kupić w każdej lecznicy. Co do kagańców - u mnie nie ma tego problemu, w sklepach do wyboru-do koloru: większość nowoczesnych, lekkich, zapewniających maksymalną swobodę psu. Po kaganiec koniecznie idź z psem - zwykle w wyborze "na oko" przesadza się na minus i kupuje za mały. W ostateczności kup kantarek - ale do tych czasem się przyczepiają, że "pies może w tym ugryźć"... no niby tak, ale na mordzie jest? Jest :wink:
-
:D wg. Słownika Języka Polskiego, "chabaź m I, D. ~azia; lm M. ~azie, D. ~azi reg. «chwast, zielsko»" a w moim poście - żartobliwie kwiaty :wink: Zatkało faceta kompletnie, randkę przełozyliśmy, ale mimo, że wówczas byłam już pachnąca i schludna, jakoś cały czas podejrzliwie mi się przyglądał i nic z tego nie wyszło. Niewyrozumiały jakiś :D ?
-
Nice, tak. Kira ma tendencje do łapania koziołka za końce, zamiast pośrodku, podgryza i niechętnie siada (jeżeli nie wezmę aportu, wypluwa go, zanim usiądzie lub cofa się, ale dalej stoi). Nie wiem, z której strony ją podejść, bo wypróbowałam już wszystkie znane mi metody - a ta diablica dalej po swojemu. Pierwszy raz widzę takiego uparciucha - inne szybko uczyły się robić prawidłowy aport (no, babcia z wiekiem zaczęła podgryzać, ale - jak napisałam - z wiekiem!). Kombinowałam juz z "napieraniem ciałem", z przysmakami, z naprowadzaniem smyczą do pozycji siad... :roll: miałam nadzieję, że dowiem się czegoś nowego, a tu..."nie mozna wyświetlić strony". Grrrr....
-
Czyzby Martan rozrabiała :wink: ? Pozostaje mieć nadzieję, że jutro będzie ok... a zaczęło szwankować właśnie wtedy, kiedy chciałam poczytać porady Zosi dot. aportowania (młoda nie robi tego tak, jak ja bym sobie życzyła). Klątwa jakaś wisi nad tym aportem?!
-
Maya, ja zrobiłam chyba lepszy numer... po maturze przez jakiś czas dorabiałam sobie w pewnej stajni. Któregoś pięknego dnia, było troszkę zamieszania - dwie wycieczki szkolne, dostawa słomy, awaria wody a na dodatek jeden koń dostał mięśniochwatu. Trzeba go było podnosić, nacierać, zmienić wyściółkę, spacerować itp... Wieczorem wyglądałam uroczo - rozczochrana, ze słomą we włosach i tu i ówdzie wczepioną w ubranie, jednym butem maźniętym końskim...ekhem...nawozem :wink: , woniejąca na odległość i na dodatek z twarzą w urocze zmazy (skutek awarii wody...). Dopiero wysiadając z autobusu przypomniałam sobie, że jestem umówiona na randkę i to z tym facetem, który właśnie idzie w moim kierunku z chabaziem w dłoni... Musiałabyś widzieć wtedy jego minę :D
-
No nieee... najpierw, koło południa zaczęła mi "rozrabiać" stronka o belgach, teraz w ogóle komunikat "nie można wyświetlić strony"... Czy ktoś wie, co się dzieje?
-
Testy psychiczne są różne dla różnych ras - stąd nie ma jednego, "ogólnego" regulaminu. Inne testy mają ON-y, inne dobermany, jeszcze inne gończe polskie, podobnie kaukazy i berneńczyki, pozostałe pasterskie itp., itd. Właściwie jest tylko jeden, wspólny punkt - do testów nie mogą przystępować psy młodsze, niż 15-miesięczne. W zasadzie regulaminy testów powinny być na stronkach klubów poszczególnych ras i stronie ZG, ale praktyka... . Natomiast każdy oddział otrzymuje przecież regulaminy testów, może po prostu zajrzeć do swojego oddziału i zgłosić się do sekcji szkolenia?
-
Miłość wymaga poświęceń :evilbat: