Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. Visenna, ops, moja skucha. :oops: Wydawało mi się że trza być zarejestrowanym żeby moc się wypowiadać, a podczytywać można - jako gość . BTW w sumie może warto - bardzo interesujące forum. :lol:
  2. [QUOTE] "no skoro mozna liczyc na motywacje jeszcze i ona byc moze jest powszechna -to jeszcze lepiej wrozy mojej "hodowli"" [/QUOTE] Cóz, moja motywacja byla prosta - wiedząc że jeśli piesek nie zostanie natychmiast wykupiony przeze mnie, zleci na tory z wiaduktu, co planował jego pisz-pan-właściciel - zapłaciłam. :razz: Wiesz, ciekawa dysusja na temat m.in. ludzkich motywacyj (akcji "stop preudohodowlom!") toczyla się na "Psach sportowych" swego czasu. [URL]http://psysportowe.pl/forum/index.php?page=Thread&threadID=1211[/URL] POLECAM! Uważam że jest tam powiedziana cala prawda - i, pośrednio, trochę to ukazuje czemu ludzie wolą kupić pieska o niesprawdzonym pochodzeniu. Często hodowcy psow rasowych wbijają z uporem gole do własnej bramki. Ale nie wygląda żeby się wiele miało zmienić w najbliższym czasie. :lol: Jo-ann, eeee, Foreściastego to juz tylko siłą woli zmusisz coby..., bo przeciez miał wysoe niemily kontakt z panem Skalpelem??? :evil_lol: :lol: :lol:
  3. Miumiu - dobrze powiedziane ("dac jej wódki!" :lol:). A propos zamawiania pieska ogoniastego, to jużnajwiększa jazda byłaby gdyby chodziło o psa do sportu - bo tutaj naprawdęstosunkowo póxno można o psie coś powiedzieć... Pozostaje nie dość, że przyglądanie się hodowlom gdzie są psy z predyspozycjami, to jeszcze selekcjonowanie tychże na "O.K. hodowle" gdzie się po prostu nie tnie z założenia - i wtedy spokojnie można szczeniakom się przyglądać i wybierać.:evil_lol:..
  4. [QUOTE]"700zl za jakbyyorka... kurka, taki interes, ze chyba sama sie cos zaczne "hodowac"...."[/QUOTE] Hm, Krokodyl - "yorek" po cięzkich przejściach - kosztowal mnie znacznie więcej... :cool3: Zależy, jak silną mamy motywację do nabycia tego konkretnego zwierza (lub, ogolniej, eeee.... "obiektu"). :lol:
  5. Oj nie marudźcie, koleżanko. Zębnie odpiłował, zębnie. :lol: Co prawda moj osobisty sznaucer marki suka w młodosci swej bujnej odłączył starannie boazerię od sciany. A ON uzytek mojej kolezanki wygryzl w przedpokoju wieszak na kapelusze zatopiony (jakoby na amen) w betonie. Okazalo się że nie bylo to na amen. :lol:
  6. He he he, nie mam sześciu Cosiów, chociaż w zasadzie nie jestem od tego.... hmmm... gdyby ktoś z forum mial ochotę..., to przyznam że chętnie wezmę jakiegoś milego Cosia a najlepiej cosiową kobietkę - proszę bardzo, nie krępujta się! Nawet mam listę ras na wszelki wypadek. :lol:
  7. Ale obciach... I jak tu edukować właścicieli Cosiów? Oni i tak wiedzą lepiej... :cool1: A ja też mam magiczne urządzenie! Taaa.... moje psy (Cosie też, jeśli idzie o ścisłość) mają U-WA-RUN-KO-WA-NY łańcuch, he he he.
  8. No, on nie zjadł - on ją odpiłował! Stała się osobnym obiektem (ciekawe, co na to prawo budowlane :cool1:).
  9. Linieją... :lol: I jeden taki odgryzł u swojego hodowcy werandę od domu. :evil_lol: No naprawdę.
  10. Ależ nieeee, wszystko O.K., tak zachowuje się przeciętny "średniak ze wspomaganiem". :lol: :evil_lol:
  11. Hmmm. A swoją drogą, to przesadne spowiadanie się hodowcy też jakoś odrzuca. Po pierwsze, jak to już Filonek zauważyła, czasem jest to zawracanie głowy nieszczęsnemu człowiekowi który i tak ma co robić w życiu... :lol: Po drugie, jeśli np. mamy info że są dostępne szczenięta, wiemy (np. ze strony internetowej) z jakiego skojarzenia, wiemy już ile kosztują to.... czemu nie? :evil_lol: Chyba że ktoś szuka psa do roboty, tak, tu rozumiem że długie narzeczeństwo jest wskazane. :razz: Ale tak, to naprawdę czasem aż śmieszne - te opowiadania o naszym piesku Filutku co go mielismy jak byliśmy w przedszkolu, i to, że lubimy meksykańską kuchnię, i nr buta... :evil_lol: :roll: Tak naprawdę gadać można wszystko, a to, czy ktoś będzie fajnym przewodnikiem psa nie zalezy od tego czy kocha się w "tok szołach" w ktorych wywala całe swoje życie prywatne na widok publiczny. :shake:
  12. [quote] " Liczy się charakter? A co takiego ma york, czego nie ma pies ze schroniska? " [/quote] Yorek... Stosunkowo łatwo zamyka się w sobie. Współpracuje na własnych zasadach. Inteligentny. Większość ma popęd łowiecki, choć niestety spada on w rasie (ubolewam:-(). Jest zdecydowanym faszystą - na świecie istnieją yorki oraz inne rasy. Te inne są równe, yorki są równiejsze. :lol: Dobrze prowadzony yorek jest w pracy bardzo energetyczny. Większość z nich ma wybujały temperament. Samce miewają tendencje do agresywnych zachowań, często na bazie ostrości pozornej. Suczki są stosunkowo uległe. A pieski ze schroniska miewają zapewne te cechy choć nie wszystkie naraz :lol:. Miewają też rozmaite traumy i czasem ludziska nie czują się na siłach wziąć psa o nieznanej przeszłości.
  13. Abstra***ąc od kwestii agresji (powiedzmy) psa, to cała książka jest niezwykle bzdurna. :lol:
  14. NIe, z faktu, że kaczki bardziej go rajcują niż gołębie po prostu... :lol:
  15. Filonek, o rany, wreszcie jakieś normalne podejście... :lol:
  16. Dlaczego traktujesz psy jak skończone debile? :-o :-o Uważasz że pies musi mieć przywolanie zawsze identyczne, zawsze tym samym tonem, tym samym slowem - bo inaczej "się ni do"??? Dziewczyno, zrozum, to że dźwięk jest podobny czy taki sam nie oznacza że wyrobilaś w psie "odruch" reakcji na niego... :roll: Być moze po prsotu Twoj peis - lepiej słyszy ów gwizdek - lub kojarzy mu się on dość awersyjnie (psy nie przepadająza tymi ultradźwiękami). I jest to odpowiednik Twojego wścieklego wrzaśnięcia zamiast zapodania komendy tonem "zwyklym". Ale z warunkowaniem to ma SHIT wspólnego. Bo już widzę że się kolejne teorie z księzyca urodzily....
  17. Nie , nie wykraczamy poza temat. Nie ma opcji żebyś wypracowała odruchy BEZWARUNKOWE - a o tych tutaj piszesz - przy użyciu takich metod, o ktorych wspominasz. To, ze psu się tlucze do łebka wiele miesięcy pewne ćwiczenie powoduje większą pewność że je wykona. Ale gwizdek nie ma z tym nic wspólnego - możesz równie dobrze w identyczny sposob nauczyć psa na przybieganie na dźwiek harmonijki. :diabloti:
  18. "W momencie kiedy go uwarunkowujesz,czyli uczysz psa prawidłowej reakcji na gwizd od razu wyrabiasz prawidłowy odruch czyli przybiegnięcie do właściciela." Ech, tu jest trochę prawdy, trochę mitów... 1. Uczenie psa przybiegania na komendę to właśnie warunkowanie go. 2. Gwizdek jako taki nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu im więcej razy powtarzasz ćwiczenie (dołaczając np. nieprzyjemne bodźce kiedy pies ma ochotę wyłamać - oraz naturalnie cały czas stosując motywację w postaci czegoś fajnego kiedy pies znajduje się przy Tobie) tym lepiej pies ma opanowane to konkretne ćwiczenie. 3. Wiara w to że ktokolwiek nie w warunkach sterylnie laboratoryjnych może psu zrobić pranie mozgu do tego stopnia że gwizd czy przywolanie będzie dla psa de facto odruchem bezwarunkowym - bo o tym tutaj piszemy skoro ma to oznaczać "ruch mięśni bez udzialu swiadomości" jest jedynie wishful thinking. Obserwowany przeze mnie pan od beagla wlaśnie, biedak, przekonywal się z rozpaczą o tym że to nie bylo uwarunkowanie psa na dźwiek jeno jego pobozna wiara w ów mit. :evil_lol:
  19. [QUOTE] "My nie jesteśmy omnibusami (to znaczy ja też nim napewno nie będę-znam swoje możliwości). Jeśli ktoś ma chorego zwierzaka, skupia się na jego chorobie i szuka o niej wiadomości." [/QUOTE] Widzisz, według mnie naganną i skandaliczną praktyką jest z kolei taka - znana mi z autopsji, dwie duże i znane kliniki w Warszawie: - zjawia się właściciel z chorym psem, weterynarz wpisuje rozpoznanie (na ogół dokonane po skromnych oględzinach) i strzela Tajemniczy Zastrzyk (bardzo niechętnie udziela się informacji, co to u licha było?) - na ogół jest to antybiotyk z sakramentalnym "bo to działa osłonowo....", rekordzista walnął antybiotyk psu ktory... przeszedł nagły atak padaczki. :roll: - właściciel przychodzi następnego dnia, nawet jeśli zgłasza swoje uwagi co do objawów i coś tam sugeruje, jest traktowany jak imbecyl bowiem liczy się wpisane w święty komputer rozpoznanie pierwszego weta. Nastepuje Drugi Tajemniczy Zastrzyk. - Jeśli pies dalej leci z nóg, robi się analizy - badania krwi na przyklad - ewentualnie rentgen ktory nie dość, że i tak będzie nie do odczytania bo aparat rtg był kupiony z kompletnego demobilu, to i tak wynik odczyta lekarz ktory tego robić nie umie ale - pelne samozadowolenie - i tak napisze to, co mu się wydaje. Podobnie jest zresztą z USG. :angryy: - Czasem psy są dzielne i sobie radzą, czasem akurat udalo się utrafić z farmakoterapią choć raczej "na ślepo". A czasem pies nie przetrzymuje. I wtedy mamy własciciela ktory CZEMUŚ narzeka na weterynarzy... :evil_lol: Odnośnie opowieści o RTG - znam bardzo wiele przykladów. Na przykład leczenie kota ze złamana łapą (z kompletnym przecięciem nerwu zresztą) przez tydzień na "ropień" bo złamania rentgen nie wykazał, opiekunka kota traktowana jak nieszkodliwa namolna wariatka bo się upierała że łapa złamana. Kot został uśpiony i sekcja potwierdziła podejrzenia opiekunki. Pies potrącony przez samochód, przybłęda, pani ktora nie dała rady wyhamować zawiozła psa do kliniki, skasowano ją na kilkaset zł za badania, w tym rtg w rozmaitych pozycjach, diagnoza "pies tylko trochę potłuczony" - tymczasem złamana łapa z odpryskami, ponieważ złamania nikt nie leczył przez pewien czas - w końcu spece dali na piśmie że wszystko O.K. i kazali jedynie okladać łapę altacetem??? - pies jest w tej chwili niesprawny.:shake: I w drugą stronę - spory pies trzymany w gipsie przez miesiąc, w końcu włascicielka dała sie namówić i udala się do lekarza z drugim stopniem specjalizacji w radiologii, na zdjęciu rtg (choć dośc niewyraźnym) widać że wszystko jest O.K. i śladu złamania :evil_lol: - a przecież jakiś wet nie tylko podjął się zrobienia zdjęcia i wziął za to kasę, ale i opisał je, a jakże, i psa w gips wpakował jako "połamanego". Chodzi głównie o uczciwość wobec siebie i wobec klientów. A niestety wielu wetów (jak i ludzkich, przyznajmy to, lekarzy...) niestety gdzieś ją gubi po drodze. Żeby nie wpadać w manię (o rany czy ja temu psu nie zaszkodziłem?) albo tlumacząc się przepracowaniem (i kto by wtedy miał czas sie dokształcać albo czytać literaturę fachową...) wielu wetów po prostu zaczyna wierzyć że są nieomylni. I nie przyznają przed sobą że mogą popełnić bład. Jak ten lekarz weterynarii ktory przeliczył dawki lekow dla malego psiaka myląc się o... jedną dziesiętną - tzn. niewłaściwie przesuwając przecinek. Pies nie przeżył. Myślicie że ta historia cokolwiek faceta nauczyła? Kazała mu powiedzieć sobie - "kurczę, nie umiem liczyć, mam problemy z przeliczaniem dawek, muszę przy tym bardzo uważać, pięć razy sprawdzać!"? :shake: Ostatnie wieści o nim brzmialy że udalo mu się zabić olbrzyma sznaucera. Oczywiście - przedawkował psu leki. :-(
  20. NIe śmiem pytać o efekty zjedzenia farbki do paintballa bo mam i tak żywą wyobraźnię i... :lol: :evil_lol: P.S. Tajemnica????
  21. Wczoraj zdarzyło mi się oglądać akcję pana od beagla ktory to pan - zdaje się - wierzył w coś takiego jak "uwarunkowanie na gwizdek". :lol: :evil_lol: Rzecz w tym, że gwizdek, pokrywki od garnków, słodki głos wołający imię psa, fujarka albo trąba, co tam kto wymysli - wszystko to są tylko i wyłacznie narzędzia do wydawania dźwięków. Gwizdek nie jest urządzeniem magicznym. Działa dokladnie tak samo jak ludzki głos - i jeśli nauczymy psa bezwarunkowego, 100% przywołania to niezależnie od tego, na co go faktycznie nauczymy reagować, mamy ogromne szanse że przybiegnie. Obroża elektryczna bywa pomocna w... wyegzekwowaniu tegoż przywołania w przypadku psa z silnymi popędami na przykład. Wracając do magicznego gwizdka, pan od beagla godzinę biegał w moich okolicach i świstał ponaddźwiękowo :shake: (moje psy miały juz tego serdecznie dość). Po psie ani śladu oczywiście. Biedny facet uwierzył nie w moc ciężkiej i katorżniczej dosyć pracy włożonej w uczenie psa perfekcyjnego przywołania - jeno w to że jego pies jest "uwarunkowany" na ten dźwięk. Jak widać, beagle nie był ehem, jakby to rzec... dostatecznie uwarunkowany. :evil_lol: :evil_lol: :roll: Być może gdyby do gwizdka ten pan dołożył o.e. to miałby pieska... bardzo uwarunkowanego. :lol:
  22. Hej, zaczynamy się zapętlać w przeliczaniu naszych przyjaciół na kilogramy... :lol:
  23. [QUOTE] "Nie puszczam psów w lesie, bo wiem, że mogę wyrządzić więcej szkody innym, niż moje psiaki będą miały przyjemności z wybiegania się..." [/QUOTE] Hm, ja tam naprawdę znam psy w pełni odwoływalne - i będące pod kontrolą właściciela. Cała ta dyskusja jest de facto rozmową o tym, czy aby na pewno trzeba skuwać kajdankami ręce wszystkim, bo w całej populacji czasem trafiają się złodzieje...
  24. Rany Julek, to nie ja, to kosmici... :cool1:
  25. No to bez przyzwyczajenia suczki do klatki i całego żmudnego uczenia zachowywania czystości się nie obejdzie. Typowa kwadratura koła - nikt nie wynajmie mieszkania osobom z psem ktory sika w domu. Własciciele nie nauczą psa ... (BTW - właściwie dlaczego... ;)) dopóki ich sytuacja mieszkaniowa nie będzie ustabilizowana.
×
×
  • Create New...