Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. "Chodzi konkretnie o smycze i kagańce Jasne. Konsekwentne wprowadzanie "na smyczy i w kagańcu" ma jeden, moim zdaniem podstawowy, błąd. Otóz jest pewien procent ludzi ktorzy myśla o sobie, że są odpowiedzialni i w ogóle - prospołeczni... 8) Zakuwają pieska w kaganiec i smycz i w tym stanie chodzi on całe życie. NAtomiast kwestia wychowania / wyszkolenia takiego psa NIE ISTNIEJE. Mijam potem pana z owczarkiem niemieckim ryczącym, zapluwającym się i stojącym na tylnych nogach jak jakiś cholerny niedźwiedź - i widzę że oprocz tego, że ledwo tego psa jest w stanie utrzymać - to generalnie jest z siebie baaardzo zadowolony. Bo jest PRZEPISOWY.... Tacy ludzie właśnie jak najbardziej optują za rozwiązaniem "wszystkie psy na smyczy, w kagańcu..." (a najlepiej w klatce na kółkach) :evil: - bo jakże, mój pies tak całe życie chodzi a inni sobie BIMBAJĄ na przepisy???!!! Fakt, że inni na nieżyciowe przepisy bimbają, ale zadali sobie znacznie więcej trudu żeby własnego psa wychować i uczynić niekłopotliwym dla społeczeństwa - nie ma znaczenia. To znaczy - dla takich osób. Dla mnie - ma, poniewaz doskonale wiem , że każda smycz może pęknąć, każdy może swojego rozszalałego, rwącego się na smyczce zwierzaczka nie utrzymać, każdy kaganiec może, jednak, spaść.
  2. "No niestety małe pieski są upierdliwe i trzeba się do tego przyzwyczaić " Rany boskie, kobiety nie rańcie mojego serca!!! Nie, nie przyzywczaić - WYCHOWAĆ!!!! Można, naprawdę można! :cry: Można nauczyć małego pieska żeby nie dziamał na przechodniów i inne psy, słowo daję! Pliiiz, zaraz będę płakać - "i ty, Brutusie???" :lol:
  3. Tak na marginesie: ciekawe, jak wyglądałoby takie zdarzenie z udziałem "dociekliwego" ( :D ) AST. Czy skończyłoby się na zadrapaniu na nodze...
  4. "Problem tyczy się nie hodowli psów rodowodowych ale produkcji kundli amstafo/pito podobnych. " Jeśli chodzi o walki - to zapewne tak. Ale chyba nie tylko o nich tu rozmawiamy...??? Rany Julek, gdybyście wiedzieli do ilu psów z rodowodem wzywa się specjalistów - bo piesek agresywny, bo rozstawia po kątach rodzinę, albo nie idzie z nim sobie poradzić na spacerach.. :o To hodowczyni super-rottweilerów, championów, nie daje sobie z nimi rady do tego stopnia że zawsze muszą ją na ringu wyręczać wynajęte osoby (na ogół z gatunku "duży i silny pan") - bo gdyby sama weszła na ów ring, to nastąpiłaby jatka - tak bardzo jej samce pragną zjeść współkonkurentów... To z jednej z najlepszych hodowli bulli pochodziły bulliki ktore dokonały spektakularnych morderstw na rozmaitych psach... :x - wszystkie to dzieci tego samego pięęęęknego reproduktora; nadagresywnego ale kto tam na to patrzył jak sam śliczny, i ładne dzieci dawał...? Rozmnażacze i pseudohodowle to jeden problem - a drugi to to, ile osób tak naprawdę nadaje się na właścicieli omawianych tu ras. I zazwyczaj wszyscy mi przyklaskują, kiedy mówię, że niewiele - tyle, że jakoś dziwnym trafem... zawsze moi rozmówcy uważają że w owej mniejszości ludzkiej populacji się znajdują. My - z założenia - zawsze dajemy sobie radę z psami. Zawsze. :D W mojej okolicy z amstaffami i pitami spaceruje sporo ABS-ów - i muszę rzecz że z rzadka zdarza się sytuacja choćby tylko lekko niepokojąca. Za to postrachem osiedla są dwie osoby. Pani z amstaffką - zakutaną w cięzki kaganiec, i z rykiem wlokącą właścicielkę do każdego przechodnia i każdego psa. Pani na oko czterdziestka, kulturalna i bardzo, bardzo pieska kochająca. Ciumka do suczki, szczebiocze - no i ma pretensje do wszystkich naokoło - za co? - ano, że się ośmielili na horyzoncie pojawić i suczkę wnerwić przez sam fakt pojawienia się w jej zasięgu. Owszem, może i pani uważa sie za osobę odpowiedzialną - no pies tylko na smyczy i w kagańcu wszak - ale im dłużej utrzymuje się taki stan, tym bardziej pies - niewybiegany, pozbawiony jakichkolwiek kontaktów społecznych - szaleje. A co będzie jak kiedyś paniusi nie starczy sił na utrzymanie kochanej suki???? :evil: Drugi przypadek to bardzo mocno starszy pan, mizernej postury - z agresywnym pitem. Też kaganiec i smycz - i też stanowiące wątpliwą ochronę. Pan jednak nie ukrywa kierujących nim motywów - świat jest beeee i piesek ma pana przed tym "beee światem" OBRONIĆ. :cry: Zgaduję, że - gdyby przyszło co do czego - to ta dwójka, skądinąd normalni i praworządni obywatele, łatwiej uzyskaliby np. pozwolenie na psa rasy "niebezpiecznej" niż zacny ABS z sąsiedniej klatki ktory chodzi ze swoim psem mając oczy dookoła głowy i bardzo rozsądnie wyznaczając psu nieprzekraczalne granice róznych zachowań...
  5. "Uważam, że piesek do wszystkiego może się przyzwyczaić, tylko potrzeba cierpliwości." Tak, ale mnie szkoda i mojego czasu, i... poczucia komfortu mojego psa - do przyzwyczajania go np. do noszenia butów. Ten czas mogę poświęcić na przyzwyczajanie go do innych, pożytecznych dla obu stron, rzeczy. "Jestem za ubrankami i za bucikami, bo nie chciałabym, żeby pupilkowi było zimno." Już kilka weterynaryjnych autorytetów zwróciło uwage, że zbyt szybkie, nieadekwatne do temperatury ubieranie psa bardzo znacząco wydelikaca jego organizm. :cry: Tak naprawdę jestem za ubraniami - ale tak gdzieś od -6, -7 stopni mrozu. Tymczasem już TERAZ widuję nieszczęsne zakutane yorki. :o "Po porannym spacerze nie zawsze mogę znaleźć czas, żeby przemyć łapki, dlatego zdecyduję się na butki." Ależ to zajmuje dokładnie 40 sekund! Właśnie to zmierzyłam!!! :o
  6. Ojej, kochani, nie przesadzajmy z tądelikatnością naszych psów!! :o :o To, co katuje psie łapy w zimie, jest to sól. Wystarczy po spacerze przemyć bydlątku łapy letnią wodą. Jestem przeciwko butkom - to naprawdę za duże obciążenie dla pieska; głownie psychiczne. Pozwolmy yorkom być normalnymi psami...
  7. Dwie uwagi. Ktośtu coś napisal, że gdyby tak zażadać terenow bezsmyczowych - to wszak inni, np. ludzie z malymi dziećmi, uznajato za niekonstytucyjne (bo nie bedą mogli tam chodzić, ogranicza to ich wolność itd). Proszę Państwa, nie wpadajmy w paranoję i nie przepraszajmy za to że żyjemy - my i nasze psy. Ze swoim zwierzyńcem chodze do leśnego parku, gdzie NIBY obowiązuje nakaz prowadzenia psow na smyczach - tyle, że nikt tego nie przestrzega. :) Co śmieszne, od bardzo dawna nie zdarzylo mi się widzieć, uczestniczyć lub nawet slyszeć o awanturze z udziałem psow. Po parku tym chodzą ludzie z malymi dziećmi - i znów, ilośc konfliktow z psiarzami oscyluje w okolicach zera. Czemu? Bo wszyscy wiedzą że tu psy luzem biegają - i do tego parku przychodzą normalni, zdrowi, po bożemu wychowujący swoje pociechy rodzice. Fobicy tego miejsca unikają. Ci "własciciele malych dzieci" ktorych spotykam są spokojni i otwarci na kontakt z psami - owszem, obserwuje podziwu godną kulturę - obustronną. Wlaściciele pilnują żeby psy nie wskakiwaly w pędzie na przechodzące dziecko :D , rodzice zazwyczaj pytają, czy dziecię może pogłaskać pieska. Nie widuję nerwowych ruchów typu "och, PIES! uciekaj, bo cię ugryzie!!!" itp. Wątpię żeby osoby odwiedzające ten park były jakąś elitą. Po prostu - na drodze ewolucji, i to oddolnej - a nie wprowadzanych odgornie nakazow i zakazów - wzajemne współżycie ulożyło się... zgodnie z rozsądkiem. I naturą. :) Uwaga druga - osobiście pracuję z psami cały czas, używając jako bodźca pozytywnego możliwości zaspokojenia popędlu łowieckiego. :D Kaganiec odpada. Smycz - oczywiście można całe życie psa prowadzić na niej i tylko tak - ale wówczas nie mamy szansy przepracować z nim sytuacji w ktorej nagle znajdzie się on na wolności. A każda smycz może pęknąć, kaganiec spaść... Jak dla mnie wariant "wyprowadzam psa jedynie w kagańcu i na smyczy bo inni chcą żeby tak było" to pójście na łatwiznę a jednocześnie dręczenie zwierzaka, i tyle. Wolę zachowanie kontroli w każdej sytuacji - przerobione z psem w każdych warunkach, także i w sytuacji w ktorej jest luzem a akurat mija go przedszkolna wycieczka trąbiących na trąbkach dzieci.
  8. I tu też schody się zaczynają. Abstrahując od ewidentnych "puppy farms" gdzie psy przechowuje się w skandalicznych, potwornych warunkach - to jednak pani Fiubścińska rozmnażająca swoja ukochaną Azunię robi to "z miłości" - tak jej się zdaje... Tu kwestia odchowu szczeniąt też jest dyskusyjna - pani Fiubścińska niejednokrotnie robi to lepiej niż "renomowany" hodowca dajacy pieskom absolutne minimum - albo i tego nie. Zwroć uwagę że tragedią małych ras jest ich -hm - ekonomicznośc utrzymania. To nie mastiffy ktore jedzą jak młody lew. :) W wielu hodowcach rozwija się - opisany już, o ile wiem, w literaturze naukowej! - syndrom "kolekcjonerstwa". Czyli: dokupujemy coraz wiecej zwierzątek (sprowadzając je z super-hodowli, nieraz przez pół świata, za ciężkie pieniądze), i coraz mniej sił i czasu im poświęcamy. Bowiem naprawdę zająć się mozesz jednym, dwoma, trzema pieskami. Przy siedmiu, ośmiu - dziesięciu - itd - to jest fizycznie i psychicznie niemożliwe. W rezultacie hodowca startujący z pozycji absolutnego miłosnika zwierząt kończy jak najgorszy handlarz z giełdy - trzymajac psiaki w klatkach ustawionych piętrowo, wypożyczając je, oddając, pożyczając nowe (bez zwracania uwagi choćby np. na potężne problemy w stadzie jakie tym samym tworzy). Na zewnątrz wszystko jest absolutnie cool - i hodowca dalej szczebiocze jak kocha swoje pieski, i całuje je w pyszczek - tyle, że juz dawno stracił kontrolę nad swoimi emocjami, no i nad psami. Zero kontaktu uczuciowego, niestety... co owocuje potem ostrą kennelozą na jaką cierpi bardzo wiele szczeniąt kupowanych z TOPOWYCH hodowli. :evil: Ale kiedy spytasz ludzi z branży o dobre hodowle, to podadzą Ci nazwy tych TOPOWYCH - bo z nich tyle championow wyszło... i tak dalej. Osobiście absolutnie nie jestem za "dzikim" rozmnażaniem psow - uważam jednak, że hodowla w Polsce zwłaszcza wchodzi w ślepy zaulek.
  9. Seterko - ale Twój post odnosi się zarowno do pieskow z rodowodem, jak i tych bez... Wiara w to, ze pieski rodowodowe są na pewno zdrowie i piękne - jest wiara z gatunku "wishful thinking", niestety. :D Ja zawsze podawalam argumenty natury humanitarnej - że pseudohodowcy to w złych warunkach trzymają, co cieczkę kryją, źle odchowują, oszczędzają na psach... i tak dalej, i tym podobne - niestety, po przyjrzeniu się wielu hodowlom - bardzo utytułowanym - w Polsce teraz straciłam wyżej wymienione argumenty. :evil:
  10. Berek

    Ufny charakter

    "Jak wychować pieska by nie biegał do innych?Nie dawać ludziom Go głaskać?" Kochani/kochane, wydaje mi się że gryziecie ten torcik od innej, niż należy, strony. 8) :) Naprawdę, kiedy słyszę że jakiś pies jest "zbyt ufny" to mi się robi tak: :o :o :o :o :o - bo to jest to o co modli się większość właścicieli posiadających psiaki nerwowe, strachliwe, agresywne ze strachu... Pies "nieufny" bowiem to pies ktory odczuwa na tyle silną obawę przed otoczeniem, że nie jest w stanie znieść bliższego kontaktu z obcymi osobami, przedmiotami czy zjawiskami. Wolę psa pewnego siebie lub NAWET - w przypadku opisywanych tu yorkow - niezwykle uległego - bo tu jest z czym pracować, podczas gdy psiaczek strachliwy i/lub agresywny ze strachu to wyzwanie p.t. koronkowa robota z oswajaniem a jednocześnie zabranianiem negatywnych zachowań. Tak, bowiem jak dla mnie sytuacja w ktorej pies - mój pies - próbuje na kogoś szczekać jest nie do przyjęcia. Jest to dzwonek alarmowy - po pierwsze, że piesek ma poważny problem z psychiką, a po drugie - że lada chwila dołączymy do niesławnej kategorii Właściciela Wyprowadzającego Nieznośnego Małego Dziamgacza. :P Brrr! Wracając do meritum: odpowiedź na pytanie "jak zrobić żeby mój pies nie przyjaźnił sięz bytnio z innymi ludźmi" nie polega, bynajmniej, na uczynieniu czegoś takiego żeby piesek zaczął się, na przykład, tych ludzi bać - tylko na uczynieniu właściciela najatrakcyjniejszą osobą na świecie. Jak już się kimś takim stajemy dla naszego psa, to przechodnie mogą się schować kiedy tylko zawołamy "Azorku, do mnie!". Generalnie, na spacerze mamy oczy dookoła głowy - i zawsze staramy się wyprzedzać działanie psa. Nie czekamy aż piesek bardzo się kimś zainteresuje, no i wystartuje do niego - tylko zanim zacznie się tej osobie przyglądać - odbiegamy z kwikiem w drugą stronę, machając parówką albo piłką, pluszowym miśkiem i innymi takimi polepszaczami psiego życia. Pies musi wiedzieć że przyjście do nas będzie czymś absolutnie wspaniałym i w pełni zrekompensuje przyjemność jaką miałby w kontakcie z interesującą go, obcą osobą. A to, że przechodnie dziwnie na nas patrzą, należy złożyć na półkę z napisem "nie szkodzi". :D Podsumowując: przywołanie, przywołanie, i jeszcze raz - perfekcyjne przywołanie - ktore uzyskuje się tylko bardzo dużo nagradzając pieska i bawiąc się z nim. :) A kontakt z obcymi osobami - naturalnie pod kontrolą i w ten sposób, żeby pies dokladnie wiedział, że mu na to pozwalamy - jest rzeczą bardzo dobrą i ważną.
  11. Pax! Pax! Zacne Panie! A może raczej: panowie bracia, kochajmy się! :D Bójka - z jednej strony, Wind być może zgrzeszyła zwyczajnym, poczciwym, dopadającym każdego z nas od czasu do czasu - brakiem cierpliwości. :) Z drugiej strony ... wiesz, Twój post mógł co nieco zaniepokoić. Bo opisujesz bardzo młode zwierzątko, ktoremu nikt nic sensownego w życiu nie wytłumaczył - i ewidentnie podkreślasz, że to JEGO zachowanie Cię "irytuje". A to nie tak: pies zachowuje się najnormalniej w świecie, a wszystko, co Ci się nie podoba w jego zachowaniu - jest skutkiem Twoich błędów wychowawczych (i tych błędów nikt się nie ustrzeże, tak po prostu jest...). Podejrzewam, że Wind zaniepokoił własnie ten ton pretensji do psa. Najgorsze, co się moze zdarzyć, to nasze przekonanie że takie czy inne działania psa są spowodowane tym, że jest "niegrzeczny", "głupi", "rozszalały" i tak dalej, i tym podobne. Jak tylko wejdziemy w taki tor myślenia - to już jesteśmy przegrani. Bo to JA mam zmienić MOJE zachowanie i czynności jakie wykonuję w stosunku do psa, a nie on ma się raptem nauczyć "inaczej" zachowywać. Inna rzecz, ze nie należało od razu Cię zniechęcać - ale, powtarzam, każdemu zdarza się - jak to określić? spadek formy? - który w pewnym momencie nie pozwala po raz sto trzydziesty szósty powtórzyć tego samego. :lol: Bowiem problemy jakie opisujesz naprawdę są bardzo podstawowe. Faktem jest tez, że wielu właścicieli ma dokładnie takie nastawienie do swoich psów i dokładnie takie same z nimi kłopoty; to świadczy jak niewiele w gruncie rzeczy wiemy o naszych psach... Piszesz: "Nie jestem katem zwierzat, nie torturuje ani tym bardziej mecze. " Nikt tak nie twierdzi. Inna sprawa, że często robimy naszym zwierzątkom krzywdę z prostej niewiedzy, nieświadomości. A nie dlatego, żebyśmy celowo chcieli... :cry: Uchowaj Boże. "To, ze napisalam o denerwujacym zachowaniu pieska nie oznacza, ze jestem ciemna w wychowywaniu szczeniakow. Wrecz przeciwnie. Swoimi sposobami wychowalam kilka psiakow, na bardzo kochanych przyjaciol. I poslusznych." Bardzo rozsądną rzecz powiedziała kiedyś wybitna psia trenerka: można mieć przez trzydzieści lat psy i niewiele o nich wiedzieć. 8) Ja znam sporo hodowców, na przykład, ktorzy popelniają fatalne, tragiczne, rozpaczliwe wręcz błędy w wychowaniu psiaków ale są z siebie nadzwyczaj zadowoleni i nic sobie nie dają powiedzieć - bo wszak "od tylu lat hodują psy". Generalnie lepiej sobie powiedzieć że im więcej się dowiaduję, tym mniej wiem. Tak jest bezpieczniej. :)
  12. Bojka, Od swojego pieska dostaniesz dokładnie tyle posluszeństwa, ile pracy w niego włożysz – to podstawowa zasada. :) Psiaki małych ras mają na ogół problem ze zbliżaniem się do ludzi – te proporcje...! Pamiętaj, że wszelki ruch ma się odbywać OD psa, a nie DO psa. Wołasz suczkę i odbiegasz – bardzo wyraźnie, energicznie – chwaląc ją wylewnie, o ile w ogóle zdecyduje się spojrzeć w Twoim kierunku. Kiedy pies zbliży się do Ciebie, kucnij, ustawiając się do niego bokiem i unikając wyraźnego kontaktu wzrokowego – lepiej zerkać na nią kątem oka, niż się w nią intensywnie wpatrywać (to jest bardzo stresujące dla psa). Na każdym spacerze Twój pies powinien objadać się atrakcyjnymi nagrodami (nie suchą karma, nudną i nieciekawą) – nagrody te powinien odbierać z Twoich rąk i otrzymanie smakołyka nie zawsze musi oznaczać koniec swobodnego biegania czy wzięcie na ręce. Przy okazji: kiedy bierzesz pieska na ręce, zawsze najpierw go o tym uprzedź – wymyśl sobie jedno, zawsze używane hasło, typu „up” czy „hops!”. Ludzie postępują z yorkami dośc bezceremonialnie, tylko dlatego, że są one takie małe – w rezultacie duża część yorkowej populacji ma problemy w kontaktach z właścicielami. Musisz sprawić, że piesek sam będzie chciał wdrapać Ci się na ręce – a nie gonić go z wyciągniętymi dłońmi, ewentualnie (jak się to często widuje na ulicach naszych miast) doprowadzić go do takiego stanu że biedak przypłaszcza się do ziemi i nieruchomieje (a wtedy przewodnik cap! i podrywa psa do góry... brrrr :evil: ). Zwróć uwagę na głos – ton – jakiego używasz w kontaktach z psem. Masz byćradosna, zachęcająca, pogodna. Większość ludzi wołając psy stosuje ton typu „CHODŹ-TU-NATYCHMIAST!” – ostro, z groźbą, albo w każdym razie wymuszająco. Nie tędy droga; takie działania bardzo utrudniają psom życie z nami – o czym wiele osób zwyczajnie nie wie.
  13. Nnikka - W TAKĄ POGODĘ??? WSTYD! :D A może właśnie dlatego, że pogoda taka... jakiś szok termiczny spowodowany, na przykład... zjedzeniem lodów... hę? :) Na zewnątrz tropiki - no i gardło nie zniosło niskiej lodowej temperatury... Wracając do tematu - a raczej tematów, bo się ich tu urodziło, przy okazji naszego rozmawiania, tak z dziesięć... :D - to wydaje mi się że każdy ma swoje racje. Ja doskonale rozumiem hodowców - ludzi ktorzy naprawdę wiele wysiłku wlożyli w kontynuację pracy swoich poprzedników (a tak! to przecież idzie w dziesiątki, setki czasami lat - stworzenie rasy, utrzymywanie jej odpowiedniego pogłowia, dbałość o jej rozwój...). Rozumiem też "hodowcę" - pojedynczego osobnika w starciu ze światem, ekonomią, i smutną rzeczywistością - on zgłębia wiedzę, wymyśla ambitne krycia, dłubie w rodowodach - i patrzy na giełdy gdzie "akuraśko takie same" pieski sprzedaje pani Fiubścińska ktora ma "owczarka wypisz wymaluj jak te z papierami" lub "mopsika jak malowanie"... którego to owczarka, mopsika koniecznie trzeba było rozmnożyć żeby otrzymać kolejne "owczarki wypisz wymaluj jak te z papierami" czy też "mopsiki jak malowanie". :-? Zgrzyt-zgrzyt-zgrzyt - słyszę jak zęby Hodowcy ścierają sobie szkliwo i - przyznaję - też bezwiednie przyłączam się do owego zgrzytania... 8) Ale widzę też pana Malinowskiego ktory bardzo chciałby mieć owczarka czy mopsika - pieska prezentującego psychiczne i fizyczne cechy rasy - w miarę ładnego, czemu nie... - ale nie myśli o wystawowej karierze i kolejnych pucharach za BOB czy BIS. Trochę go przeraża myśl o zakupie super-cymesika - on tego nie potrzebuje, on chce dość przeciętne zwierzątko, byleby zdrowe... Jeśli pan Malinowski trafi na oświeconego hodowcę, to w cenie "przeciętnego" pieska zaoferują mu psa z wadą, niewystawowego - co jest lekkim, leciutkim nieporozumieniem, bowiem klasyczny "pecik" z definicji swej kosztuje znacząco mniej niż tzw. średnia za psa rasowego (wystawowego) w tym kraju. Co do "średniej krajowej" wśród psiakow pełnowartościowych - ooo, w zasadzie - jakby pogwarzyć z hodowcami - to ich brak. Mamy do czynienia ze skrajnościami - wybór pomiędzy psiaczkiem z wadą (jeśli to będzie tylko wada ubarwienia, na przykład, to jeszcze nic - zakładając że takową hodowcy w ogole uznają za coś podlegającego ocenie! - a gorzej z wadami mogącymi rzutować na zdrowie i życie pieska, na przykład wadliwy zgryz - problemy z kamieniem, odżywianiem się, lub aportowaniem... albo wnętrostwo - nowotwory i zmiany charakterologiczne...) a psem ktory z definicji jest superwystawowym egzemplarzem. Podsunęłam tu te owczarki, choć akurat ich ceny nie są zawrotne - ale mam na myśli yorki, tak naprawdę - a może lepiej: grupę niewielkich psów ras ozdobnych, o. 8) No więc caly czas wracam z uporem maniaka do rozważań, czy hodowcy - ci przez duże H - aby na pewno wiedzą, oburzając się na producentów tanich pseudorasowców (no i na ich odbiorców) że niestety część winy za sytuację spada także na nich. Panulka tu mnie troszkę ofuknęła (co złego to nie ja - w życiu nie wywołałabym Jej do tablicy, wiedząc wszak że jest osobą niesamowicie idealistyczną, pracowitą i uważną - takim hodowcą przez duże H właśnie) ale ja się bronię... Wiem, Aniu, że jak trafi Ci się szczeniaczek zupełnie przeciętny, nie powiesz nabywcom że jest to brylant ringów i nie podasz im ceny za takowy brylant tylko dlatego, że muszą się zwrócić koszty krycia, wystawowych gadżetów, energii elektrycznej i czego tam jeszcze - i że nie pójdziesz na łatwiznę w doborze partnertów do rozrodu, i że zawsze będziesz odchowywać swoje szczeniaczki z taką dbałością jak dotąd, i nigdy nie zmienisz stosunku do swoich psów. Ale jesteś w mniejszości, naprawdę - i nad tym boleję! Ktoś w tym topiku napisał, że naprawdę wysokie ceny rzucają tylko "topowe" hodowle. No tak. Zastanawia mnie tylko definicja "topowości". Na pewno nie jest to - jak zdarza się na świecie - taka hodowla ktora wypuszcza z rzadka jeden miot, za to niesamowitej jakości. Nasi Wielcy i Wspaniali - z bólem to stwierdzam - zaczynają raczej produkcję taśmową. Nie wierzę w przemyślaną pracę hodowlaną, a raczej w prawo statystyczne mówiące że spośród dziesięciu psów trudniej wyłowić dwa championy, niż spośród stu - więc wyprodukujmy sto szczeniąt, sprzedajmy wszystkie za megacenę (nazwa hodowli z góry ją narzuca, nie kupujesz wszak "byle gdzie", tylko w Tej hodowli z ktorej wyszły pies X, suka Y) - a przy okazji dochowamy się paru naprawdę ładnych piesków ktore poniosą dalej sławę naszej hodowli jako "stajni championów i zwycięzców świata". :evil: Szczerze mówiąc, los zetknął mnie ostatnio z pieskami z jednej z takich TopHodowli. Nie powiem - były ładne, a przynajmniej nie ohydne. Tyle, że miały tak rozwiniętą kennelozę, że właściwie nie było co zbierać. Oczywiście że pracowałam z nimi, ale wszystko we mnie krzyczało. Co ja miałam powiedzieć ludziom ktorzy postąpili dokładnie tak, jak im kynolodzy doradzali: dowiedzieli się że taka-a-taka renomowana hodowla jest "dobra" - uzbierali dużą forsę na wymarzonego szczeniaka - obejrzeli ojca i matkę szczeniaków... ... "Proszę państwa, macie oto ładnego pieska, praktycznie niezdolnego do zycia w społeczeństwie. Nastepnych piętnaście lat z waszym wymarzonym pieskiem będzie przypominało życie z upośledzonym cięzko dzieckiem: będzie trochę radości, podszytej cierpieniem - i duuuużo, duuużo pracy, dużo krzesania żeby skrzesać mały, wątły ogieniek który będzie waszym powodem do chwały...". :cry: :cry: :cry: Wydaje mi się, że cały czas poruszamy się w zaklętym kręgu pomiędzy pewnym modelem idealnym a skrzeczącą rzeczywistością. :cry: Bardzo mnie boli rozmnażanie psów ot tak, bo ładne, albo "bo miło mieć szczeniaki" - albo dla paru groszy. Gdzie i jak mogę - staram się ludzi uświadamiać, że lepiej takich piesków nie kupować, bowiem z etycznego punktu widzenia nie jest to najładniejszy, najlepszy czyn... wręcz przeciwnie. Z drugiej strony, NIE MOGĘ z czystym sumieniem przedstawić panu Malinowskiemu alternatywy w postaci poczynienia pewnych wyrzeczeń na rzecz zakupu "moralnie dobrego" - na to nie pozwala mi właśnie skrzecząca rzeczywistość! :(
  14. "Bylam dzis u weterynarza i maly je duzo za malo jest niestety z tych yorkow typowych niejadkow.Od jutra przechodzimy powoli na royala bo chyba Abiemu eukanuba nie smakuje." Nic nie zmienia niejadka bardziej, niż przejście na naturalne żarełko. :D Może sprobujecie? 8)
  15. Hm, hm... No właśnie, jak widać kolczatka nie musi zrobić z pieska wlokącej się szmaty... :D
  16. Wiecie, tak sobie czytam i czytam... Od razu przyznaję bez bicia żem nie hodowca, ale trochę bawię się w sport gdzie podejście do zwierząt też, co tu kryć, jest (może raczej: bywa) co nieco... utylitarne. 8) Mogę mowić tylko za siebie i tak zrobię; w tej chwili mam stado ktore sami nazywamy "geriatrycznym", z wyjątkiem jednego młodziaka reszta emeryci co to "rumatyzmy jakieś łupią" :D itd. I muszę powiedzieć że nigdy chyba nie czułam się tak związana z moimi psami jak wtedy, kiedy odkryłam, że ten czy ów wchodzi już nie w smugę cienia nawet (w końcu u Conrada był to facet raptem po trzydziestce :lol: ) tylko zwyczajnie w starość. A przecież - użytkowo rzecz biorąc - psiska właściwie się już nie sprawdzają. Moje najstarsze potworzysko jest już głuche jak pień, biorę ją na trening i ... ćwiczę to, o czym wiem, że sprawia jej radość - i nie wymagam od niej za dużo, bo widzę, że i problemy z komunikacją się pojawiają, i że juztakiego dynamicznego "waruj" jak dawniej nie zrobi, bo ją stawy piłują... O szlifowaniu posluszeństwa mowy już nie ma i to, co robię, robię tylko dla rozrywki starego psa ktory to kocha, i szaleje jak szczeniak kiedy widzi że sięgam po sprzęt... Co więcej, na razie - z racji na spore zagęszczenie w domu - nie mogę myśleć o następnym, młodym psie. Niby powinno to powodować frustrację - i owszem, pewnie powoduje - ale nigdy nie przekłada mi się to na negatywne uczucia do moich staruszków - że niby zajmują bezproduktywnie miejsce ktore mógłby zająć jakiś młody zawodnik z powerem i energią... :( Przeciwnie - cieszę się, kiedy mogę wywieźć yorka - starszego pana - na ślady i widzę, że duch w nim jeszcze ochoczy... tyle że ślad robimy trzykrotnie krótszy i dużo świeższy niż to drzewiej bywało. :) Odkąd moi zaczęli się starzeć, przyznaję, często staję i obserwuję na ulicy mijających mnie ludzi ze starymi psami. Zawsze się cieszę, kiedy widzę gesty czułości czy spokojnego zrozumienia ze strony właścicieli wobec tych starych zwierzaków, posiwialych, nieraz ledwo już toczących się po chodniku. Osobny rozdział to para: stary człowiek i wiekowy pies. :)
  17. Tak jeszcze raz czytam ten topik i martwię się, że gdyby chcieć naprawdę się wypowiedzieć, to taka pisanina zajęłaby trzy strony forum :D . Boję się - poważnie się obawiam - że w ogóle te tutaj wypowiedzi na temat cen mogłyby zostać odebrane jako - ja wiem? krytykanctwo? Fakt, nic nie jest czarne i białe, ale boję się uproszczeń typu "ten, kto krytykuje że psy drogie, nie lubi hodowców" (sic!) albo "dostarcza argumentow pseudohodowcom" (ajjj! :x ). Obie strony (zakładając że jakieś strony naprawdę są i znajdują się: jedne przed, drugia za barykadą... albo za murem obronnym :D ) mają swoje racje. Wydaje mi się że ten temat - i rozmowa także i o finansowych aspektach odchowu ORAZ zakupu psów - jest bezcenny. Ważny. I szkoda, żeby go spłycić do stwierdzenia że pewnej grupie odbiorców "nie podobają się ceny". Bo to nie o to chodzi, naprawdę. Wszyscy bardzo narzekamy - i cierpimy! - przez proceder rozmnażania, i to masowego, pseudorasowych piesków. Ja zawsze takie oto deywagacje przeprowadzałam (z zapałem apostoła nawracającego na swoją wiarę :) ). 1. Tylko pies z rodowodem daje gwarancję, że pochodzi od tych-a-tych przodków. Teraz odezwie się Ciemna Strona Mocy koczująca w mojej duszy czy gdziekolwiek indziej :D 8) : - Przeważnie tak. - To jest super-ważne dla osób szukających psa do bardzo określonych celów: sportu, na wystawy, do ratownictwa (tu nawet mniej). 2. Kupujesz pudelka toy, wiesz, że wyrośnie ci pudelek toy. - Rozumiem, tylko to daje mi 100% gwarancji że... CSM syczy cicho ale wyraziście: - ależ... ekhm... popatrzmy na ringi wystawowe... obok chodzących wzorców mamy psiaki ledwo, ledwo poprawne (a i to już pewnie jest pewna selekcja, najgorsze siroty zostają w domkach i nawet na wystawę nie wędrują). Ktoś powie: genetyka to kapryśna pani. NIe ma tak, żeby syn pana Kowalskiego wyglądał jak on a córka pani Fiubścińskiej poszla w ślady matki i też, jak tamta kiedyś, wygrała wybory Miss Polonia. :lol: Ależ OCZYWIŚCIE! Tyle, ze skoro genetyka to kapryśna pani - a żaden hodowca nie jest Panem Bogiem ani Matką Naturą i nigdy do końca nie wie, co też mu wyrośnie z danego skojarzenia - to czemuż z taką pewnością siebie z góry zakłada, że - wyrosną mu same gwiazdki ringu? Bo chyba tak zakłada, skoro sprzedaje naprawdę drogo - zapisanych w rodowodzie przodków pieska, niewiele więcej. Byleby ciemiączko zrośnięte... byleby piesek umiał chodzić i miał cztery łapki - to już "zapowiada się" na ekstrawystawowca. Bo przecież "pet" za dwa i pół tysiąca nie za dobrze świadczy o hodowcy - a przynajmniej nie może się on bronić, że to "bynajmniej nie dla kasy". Rany Julek, tyle już widziałam psów z absolutnie nieprawidłową sierścią, sprzedanych za duże pieniądze, psów z nieciekawym ruchem, złym ustawieniem kończyn, nieładną głową, tragiczną psychiką - wszystkie owszem: czemuś warte dużych pieniędzy. Piesek złazi z ringu z oceną dobrą albo naciągniętą "bardzo dobrą" - i co, nabywca nie pomyśli ani przez moment "zaplaciłem cenę rynkową wystawowego psa za słodkiego peta"? Pomyśli, ale w większości przypadków reakcja hodowcy jest "pisz pan na Pacanów". Ktoś powie: no bo krycie drogie a wystawy kosztuje (ja też tak tłumaczę róznice w cenach psów z metrykami vs tych bez metryk). No dobrze, ale w takim razie bynajmniej nie z idealizmem mamy do czynienia, tylko z normalną rynkowa grą...? Przecież to nie jest godne potępienia, ekonomia i prawa wolnego rynku jak najbardziej mają miejsce także i w kynologicznym świecie, tylko że... może zacznijmy o tym głośno mowić, bo jak na razie w głowie się kręci od ilości idealistów w szeregach hodowców. 8) Powiem więcej, być może warto by zaczęły działać prawa wolnego rynku, bowiem... patrz punkt 3. 3. Pieski z rodowodem będą zdrowsze niż te bez rodowodu. Oczywiście pełnej gwarancji nikt dac nie może ("genetyka to pani kapryśna") ale większe prawdopodobieństwo - jest. CSM mowi: - Tak by było, gdyby prawa podaży i popytu tudzież normalne mechanizmy rynkowe faktycznie regulowały rynek. Tymczasem opowiadając o poprawie rasy, dobru rasy, troskliwym odchowie itd - mało kto faktycznie daje owe "większe szanse". Począwszy od badań - choćby na slipping patella, czy oczy - skończywszy na chociażby przyznaniu, że u niego urodził się wadliwy czy - o zgrozo! - chory szczeniak. W dodatku odpowiedzialność naprawdę oscyluje w okolicy zera. NIe mowiąc o naszej ukochanej rasie: znam hodowcę rottweilerów który podsuwa nabywcom do podpisania umowę z ktorej wynika że... za wszystkie, absolutnie wszystkie wady i choroby odpowiada nabywca. :o "Stłucz pan termometr, nie będziesz pan miał gorączki". :D Wszystko, absolutnie wszystko można tłumaczyć złym postępowaniem nabywcy: dysplazja - bo śliskie podlogi, fatalny wlos - bo źle karmili itd. Ale czy tak jest w istocie?? Hodowca nie ma wplywu na to, co poszachruje mu Pani Genetyka w miocie. I nawet jak coś wyjdzie źle - to przecież nie jest to jego wina, to fakt bezsporny. Ale zamykanie oczu na to, że coś złego się ze szczenięciem dzieje - to jakiś absurd. Znajoma kupiła sukę rzadkiej w Polsce rasy w Estonii. Zapłaciła cenę przeciętną - rynkową, umowę podpisała. Po jakimś czasie okazało się, że suka wybarwiła się na nieprzepisowy kolor - tak w tej rasie się zdarza. Zgodnie z umową - poinformowała hodowczynię. Sukę wysterylizowała (takie były warunki umowy), zaświadczenie o sterylizacji przesłała. Natychmast otrzymała zwrot połowy kwoty jaką zapłaciła za szczeniaka. Normalne, wydawaloby się. Ale zapewne u nas okazałoby się, że: - suka piękna tylko sędziom się coś wydaje - nabywca nie karmił psa marchewką (albo podawał za dużo marchewki) - hodowczyni nie odpowiada na maile i telefony - nabywca przestał istnieć :evil: :) Mam nadzieję, że i u nas coraz więcej jest takich hodowców, i oby nam tu rośli w siłe i kwitli. :D W przeciwnym wypadku ja gdaczę o etyce i moralności i niekupowaniu bez rodowodu, a Ciemna Strona Mocy szydzi na stronie: pewnie, weź kredyt, choć zależy ci po prostu na zdrowym piesku wymarzonej rasy - gwarancji na wygląd i psychikę ci nie dadzą, zdrowie to los na loterii i być może go wygrasz, a jak nie wygrasz - to i tak będziesz ze swoim problemem sam... ale koniecznie zdobądź te pieniądze, bo jak okażesz że cena straszna, to ci wytkną brak idealizmu, myślenie tylko o kasie, no i dodadzą cios łaski - nie masz trzech tysięcy od jednego kopa, znaczy, nie stać się na odchowanie psa... :D :evil: 8)
  18. "Jak mają być tańsze gdy yorki bez rodowodu dochodzą do 1500 zł a nawet zdarzało się , że do 1800" Jak mają być tańsze te bez rodowodu skoro za rodowodowe przeciętny ludzieniek bez specjalnych ambicji wystawowych słyszy 2500? Prawda jest taka, ze hodowcy psów w Polsce sami strzelają gole do własnej bramki, niestety... :( Namnażacz - pseudohodowca OCZYWIŚCIE zawoła 1500 za "pisz-pan-yorka" bo wie, że I TAK jest konkurencyjny w stosunku do - "hodowcy przez duże H" - tak to nazwijmy. :)
  19. "Kupując psa z zarejestrowanej Hodowli zawsze masz możliwość walczyć o swoje prawa w przypadku problemów" No właśnie... yyy... i tu mamy PROBLEM. 8) Osobiście jestem z opcji "przekonywaczy" preferujących pracę u podstaw, czyli tlumaczenie ludziom, czemu nie nalezy mnożyć psiaków nierodowodowych, że rodowód to nie tylko papierek, bla, bla, bla... I coraz częściej w trakcie takich wywodow coś - zapewne głos sumienia - rży i zwija się ze smiechu w mojej głowie :D . Powiedzmy sobie szczerze: sytuacja w Polsce jest wyjątkowo schizoidalna. W razie problemów - martw się, nabywco, sam - a raczej: jeśli mamy do czynienia z czlowiekiem (hodowcą) uczciwym, to te problemy jakośtam się uda rozwiązać. Ale to dokładnie, identycznie, obawiam się, w przypadku ludzi wypuszczających szczenięta nierodowodowe - o ile im na nich zalezy (takie przypadki też się zdarzają). Niestety, na ogół rzeczywistość skrzeczy i co najwyżej mozemy sobie popisać skargi do ZK. Powodzenia. Nikt się niczym nie przejmuje, niestety. :cry:
  20. Rysiczko - ależ ja nie neguję, że część hodowców - większość wręcz! - "dokłada" do interesu... a raczej: tak uważa. Tylko usiłuję wykazać że sytuacja wygląda tak, jakby ludziska dostawali rozdwojenia jaźni. :D Fakt, wystawy kosztują - rozumiem, że gdyby nie możliwośc rozmnożenia suki, na nie się byśmy nie udali - więc to, niechże będzie, wliczę do "kosztów hodowli" - gorzej z karmieniem suki & opieką weterynaryjną poza okresem ciąży (bo co - gdyby nie szczenięta, to byśmy jej nie karmili? nie leczyli?) - ale nadal, O.K., rozumiem te kalkulacje. Tyle, że jak się już one pojawiają, to powiedzmy sobie - zaczynamy się jednak obracać nie w sferze idealizmu, a w sferze gospodarki rynkowej i - JEDNAK! - rozumowania "opłaca się - nie opłaca się". :) Twoj przykład z jamniczkami króliczymi jest bardzo specyficzny - osobiście uważam że cena 1500 zł to dość normalna, możliwa do przyjęcia dla obu stron kwota za rasowego szczeniaka, zważywszy na średnią krajową, koszty życia itd. Szczerze mówiąc ostatnio mam do czynienia z kwotami rzędu 3000 zł za rasy, owszem małe i z dość nielicznymi miotami - ale też i nie aż takie cymesiki, pod względem pochodzenia/kosztow odchowu/ceny krycia żeby aż takie warunki dyktować. I znów - ktoś powie: takie są ceny bo widocznie znajdują się nabywcy którzy za tę cenę kupują. Oczywiście! Z całą pewnością tak jest! Tyle, że znów mówimy o gospodarce, podaży i popycie - i tych brzydkich pieniążkach. :P Najbardziej, przyznaję (po moich ostatnich doświadczeniach), boleję nad faktem, że niestety stykam się z sytuacjami w ktorych o idealizmie, idei hodowli dla polepszenia rasy, miłości i bezinteresowności opowiadają mi osoby - hodowcy - którzy raczej zachowują się jak bardzo bezwzględni handlarze. Uwaga - nie twierdzę że to norma, Boże broń - żeby nie urazić dzielnych idealistów hodujących tylko "dla sztuki!". Wydaje mi się, ze może w sumie lepiej byłoby skończyć z iluzją p.t. hodowla jako najwyższy abstrakt i - być może - kierować się ku zawodostwu...? Skoro wolny rynek i prawa ekonomii, to - sądzę - poprawi się (może to moje libertariańskie zboczenie tak sądzić) kwestia odpowiedzialności za wypuszczane z hodowli psy... bo na razie z tym w Polsce kiepsko. Piszesz o tym, że ze bardzo trudno przewidzieć co wyrośnie ze szczeniaka - i z tym też się zgadzam, w 100% - ale wnioski mamy inne (chyba). Jeśli sprzedaję komuś szczeniaka za cenę X, z zalożeniem, że będzie to PRAWDOPODOBNIE bardzo ładny wystawowy egzemplarz - i ktoś kupuje szczeniaka jako PRAWDOPODOBNEGO uczestnika wystaw - to kiedy potem się okaże że niestety.... no peciaczek wyrósł i tyle - to zgodnie z odpowiednią klauzulą w zawartej z nabywcą umowie załatwiamy rzecz na spokojnie, na przykład - obniżając cenę pieska. Szczerze mowiąc męcząca jest sytuacja w ktorej w naszym kraju roi się od kupionych za bardzo duże pieniądze "wnuków zwycięzcy świata" które są naprawdę nieładne, lub w najlepszym razie - przeciętne. Ludzie kochają te swoje psiaczki i cieszą się nimi, i całe szczęście - ale należy przyznać że zazwyczaj okazuje się że przepłacili potwornie - tylko za sam fakt że w rodowodzie wystepował pies Y. :wink: Równanie w górę. Jak dla mnie możliwa do zaakceptowania byłaby sytuacja właśnie - powiedzmy - przywołanej tu ad hoc przeciętnej ceny 1500 za szczeniaka - z możliwością ruchu w dół / górę w zależności od rozwoju sytuacji. I dobrze że są rasy w ktorych - tak wnioskuję z Twojego postu - sprawa ku takim rozwiązaniom zmierza. Natomiast aberrracją jest kiedy to jest 2500-3000-3500 z założenia - "bo tak" - i w sumie zerowa możliwość ruchu w ktorąkolwiek stronę. To, co Ty zażyczyłabyś sobie być może za super króliczego jamniczka w stylu "wygrywamy Cruft'a" - w wielu "modnych" czy też na odwrót "oryginalnych" rasach jest już ceną wyjściową - powiedzmy sobie szczerze, nie podyktowaną rzetelnym rachunkiem i podliczeniem faktycznych kosztów. Więc o co chodzi? No przecież że o jak największy zarobek. :) W takiej sytuacji naprawdę przestaję się dziwić tzw. przeciętnemu ludeczkowi kierującemu się ku handlarzowi żywym towarem. Tyż nie wiadomo co się dostanie, ale płaci się nieporównanie mniej. :roll: Nic nie boli mnie bardziej niż fakt że istnieje rynek takich psiaków i na uszach staję żeby ludzi uświadamiać, że rodowód to nie tylko "papierek", i tak dalej... ale coraz częściej głos mi w gardle więźnie kiedy mam przedstawić argumenty "za" kupnem psa z rodowodem; bo w naszym kraju i w naszej sytuacji naprawdę bardzo, bardzo, baaaardzo trudno jest trafić na hodowcę z prawdziwego zdarzenia.:( , za to naciąć się jest duża szansa. :-? :(
  21. "sugerujesz, że hodowla to interes - coś, co powinno przynosić zysk. Niejeden hodwca może poczuć się urażony. " A to ciekawe. ! Czemu???? :o Szczerze mówiąc - choć obawiam sie że temat nam niebezpiecznie "zbacza" - choć walczę czynnie w ramach akcji rasowy=rodowodowy, to coraz częściej czuję się niezręcznie, tlumacząc laikom jacy to ci hodowcy są idealistyczni, jak to opłaca się"odkładać" na rasowego szczeniaczka i ilez to nieszczęsni hodowcy dokąłdajado interesu. Owszem, dokładają - tak na ogół bywa - ale też jednak z cenami szczeniąt rodowodowych w Polsce jest sytuacja absurdalna. Znikomy procent hodowców na przykład różnicuje ceny - i woła więcej za pieski wybitnie obiecujące, a mniej - za średnie eksterierowo szczeniaki. Jak równanie - to tylko w górę, niestety - i argument że... "no przecież musi mi się zwrócić". :-? Kompletnie schizofreniczna sytuacja - wszyscy dużo mówimy o idealizmie, pieniążki są czymś brzydkim i wręcz nie wypada o nich mowić, za to wypada ich żądać - jak najwięcej - tylko z uwagi na niesamowity fakt że pieski mają rodowody. :(
  22. " Natomiast dziwi mnie że nie chętnie idzie na ręce, nie za bardzo lubi być noszony, wręcz robi uniki jak się schylamy i chcemy wziąć na ręce. Czy Yorki takie są ? Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje" Na ogół to kwestia nieświadomych błędów właścicieli. NIestety większość z nas - zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy - postępuje z miniaturowymi psami bardzo.... bezceremonialnie. 8) Kiedy mamy ochotę, schylamy się i - łaps! - na ręce, i do góry... Zazwyczaj dobrze jest wbić sobie do glowy że nie można tego zrobić bez przyjętego dowolnie słowa - hasła, ot, typu "up!" "hop!" - czegoś, co stopniowo daje psiakowi poczucie komfortu w kontaktach z nami.
  23. Jak dla mnie jest rzeczą oczywistą intensywne poszukiwanie właściciela. Strasznie mnie przeraża taka sytuacja: ktoś znalazł lub w inny sposób wszedł w posiadanie psa i... nie próbuje szukać jego dawnego pana - bo piesek mu się podoba, na przykład. Wtedy niestety ludzie czasem dorabiaja ideologię "na pewno psu bylo źle u dawnych właścicieli...". :( To wcale nie musi być prawda (choć może oczywiście nią być). Powtarzam: nie mamy pojęcia jakie były koleje losu pieska. Nie wiemy, czy ktoś go jednak nie szukał, albo nadal nie szuka. Może się ktoś zapłakuje i cierpi - bo najgorsza jest niepewność losu zaginionego psa. Jeśli pies ma tatuaż, nawet niewyraźny, to szanse na prześledzenie kolei jego losu rosną. Wydaje mi się że to miniumum jakie jednak trzeba zrobić ZANIM się człowiek do nowego domownika do reszty przywiąże...!
  24. Rany, wyobraziłam sobie (tfu, odpukać!!!) taką sytuację: ktoś kradnie mi jednego z moich ukochanych psów. :( :( :o Jakąśkoleją losu piesek trafia do Szczecina .... albo Zakopanego... (ja mieszkam w Warszawie) - i zostaje sprzedany na targu za kilka złotych na wodkę. Nabywcy uznają że są najlepszymi właścicielami dla pieska - i że na pewno musiał należeć do obrzydliwca ktory psa nie szuka (bo przecież nie ma ogłoszeń w prasie lokalnej ani w TV). Boże. Zwariować można od samego rozważania takiej sprawy. Czy wiadomo np. ile czasu upłynęło od kradzieży do czasu, w ktorym piesek pojawił się w innym mieście? Może zrozpaczeni właściciele szukali go... pół roku temu? A może szukali go na swoim terenie?? I tak dalej...
  25. Boże święty, to chyba spuścizna poprzedniego systemu. Zacznijmy od tego, że ABSOLUTNIE nie musisz chodzić do ADM cokolwiek wyjaśniać w związku z psami. Pokaż mi przepisy ktore Cię do tego obligują! NIech ci kierownik ADM powie, jaką podstawę prawną ma do tego żeby Cię wzywać i Ci czymkolwiek przygrażać. Pokornie wędrując do ADM i próbując wyjaśniać, stawiasz się z góry na przegranej pozycji. Mają do Ciebie sprawę - niech się urzędnik do Ciebie pofatyguje i wyjaśni, o co chodzi. Pokora czasem jest dobra i potrzebna, ale w tym przypadku to jest po prostu chore. Sprawa ze Strażą Miejską - proszę, wyjaśnij mi za co miałby być ten sławetny mandat? To, ze trafiłaś na strażnika - idiotę o niczym nie świadczy. Twoje psy chodza na smyczy? To git! nie należą do grupy niebezpiecznych, więc nawet kaganiec nie jest obowiązkowy. Jesteś w pełni "przepisowym" obywatelem. Co do zanieczyszczania - do Straży Miejskiej należy wykazanie że to Twój pies nabrudził. Proszę, niech to udowodnią. W przeciwnym wypadku próbę straszenia cię mandatem możesz skwitować uprzejmym śmiechem. I oczywiście w razie czego nie przyjmuj go. NIech sprawa się skończy w sądzie grodzkim - o dziwo większość sędziów ma cztery szare w głowie i bynajmniej nie ulega psiej fobii bez wysluchania opisu sprawy. BTW nadal się zastanawiam jak brzmiałoby oskarżenie. "Zanieczyszczanie"...? Prosze udowodnić. Zakłócanie spokoju? Proszę udowodnić. Posiadanie psów...? Wolne żarty. Wolno ci je mieć. Ludzie, przestańcie wreszcie mieć poczucie winy z powodu posiadania psów. Przestańcie podkulać ogon za każdym razem kiedy ktoś wyraża swoją dezaprobatę z tego powodu, że je macie. Na ogół takie przemykanie pod ścianami powoduje że się ludziska, nudzący się w życiu i poszukujący wrogów, rozzuchwalają i zaczynają bawić w nagonkę. :evil: :evil: :evil:
×
×
  • Create New...