-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
Pamiętaj, Madziu, że zawsze masz jeszcze jedno wyjście - zacząć uciekać. Wszelki ruch odbywa się OD psa, nigdy do niego. Jesli zdarzy się że potworas juz-już startuje do psa - zacznij uciekać, galopem, piszcząc, kwicząc, trąbiąc... rób co Ci do głowy przyjdzie byleby był hałas - tak, żeby Miki zwrócił uwagę na panią co dostała nagle świra - i żeby odkrył że świrnięta pani UCIEKA. Oddala się. Nie bedzie jej. W razie czego nie pomoże małemu yorkowi. O rany! Lepiej za nią pobiec. Zresztą może potrzebna jej będzie pierwsza pomoc udzielona przez yorka. :)
-
Magda, musisz nauczyć potwora bezwzględnego przychodzenia na wołanie. W tym celu pracujesz dwutorowo - po pierwsze, należy psu pokazać że jeteś najatrakcyjniejsza, dużo ciekawsza, niż jakieś tam psy biegające wokół. Naucz się dużo bawić z Twoim yorkiem w takie gry, ktore on naprawdę lubi. Spróbuj pocwiczyć z nim przeciąganie sie, szarpanie czymś miękkim (ja używam.... skarpetki z zawiązanym na końcu węzełkiem). Jeśli piesek jest trochę nieśmiały i ma opory przed przeciąganiem się tą zabawką, do dowiąż do skarpetki linkę - Twoje ręce będą wtedy dalej od psa, nie bedziesz się nad nim pochylać, a to często jest problemem malych ras. Bawisz się z psem tak, jak z kotkiem - szmatka sunie po ziemi, piesek ją goni, czasem dajesz mu ją złapać i się nią przeciągacie.... Na początek nie wprowadzasz żadnego nacisku w tę zabawę, toteż jeśli chcesz szmatkę odzyskać, a terierk nie ma zamiaru Ci jej oddać - nieruchomiejesz (broń Boże nie wyszarpujesz mu zdobyczy - to tylko psa pobudza do mocniejszego zaciskania szczęk) ewentualnie wymieniasz się za coś super-pysznego, na przyklad kawałeczek kielbasy czy sera żółtego. Zabawka jest Twoja. To znaczy, wyjmujesz ją z kieszeni i chowasz - masz nad nią władzę absolutną - piesek nie ma do niej dostępu poza chwilami Waszej zabawy. Dobrze też chować zabawkę w chwili gdy się pies nią nie znudził, w trakcie największego szaleństwa. Niech nie slabnie jego zainteresowanie, niech się nauczy że jest to świetna rzecz, po prostu super-nagroda ktorą wcale nie tak łatwo zdobyć. Bawcie się parę razy w ciągu spaceru - na początku w chwilach gdy pieska nic nie rozprasza, dopiero stopniowo możesz wyprobowywać czy magia tajemniczej szmatki staje się silniejsza od widoku psow na horyzoncie. :) Zawsze noś też smakołyki w kieszeni. Pies powinien wiedzieć że mu się naprawdę opłaca przyjście do Ciebie. Druga sprawa to pokazanie psu, że NAWET jeśli wydaje mu się że coś jest bardzo ciekawe, to jeśli pani go wzywa - jej wola jest ważniejsza w tym momencie. Na początku poćwicz przywołanie na ... smyczy. Chodzi bardziej o wdrukowanie komendy, wytłumaczenie psu do końca, o co w niej chodzi. Podstawowym błędem właścicieli w tym ćwiczeniu jest złe użycie glosu - albo wołają słabo, mało energicznie, albo - grożąco, surowo. Nie, masz wolać energicznie, radośnie, zachęcająco "MIKI! Do mnie!" i natychmiast odbiegać. Odbiegać, tak - bo drugi bład z gatunku podstwowych to statyka. Stoi wlasciciel jak słup i nawołuje. Tymczasem masz zrobić wszystko żeby piesek podbiegł - kiedy tylko zdradzi choć słabą chęć ruchu w Twoją stronę, zacznij go chwalić - taaak, dobry pies, doskonale kombinujesz, suuuuper! - i cały czas cofasz się (nie napinając smyczy - nie wolno psa do siebie przyciągać, to musi być jego niewymuszony ruch w Twoją stronę). Małe psy maja problem ze zbliżeniem się - takim bardzo bliskim, ścislym - do czlowieka, warto więc kucać, ustawiając się bokiem, tak, żeby nie piętrzyć się nad maleńtasem jak .... jak... góra. :D Ważne że pies uczy się wykonania komendy a jeśli stawia totalny opór - masz możliwość leciutkim szarpnięciem przypomnieć mu - halo, halo, kochany, a jednak ja tu jestem i cię wołam, zrobisz to, czy chcesz, czy nie... Ważne żeby smycz nie była napięta caly czas, nawet szarpnięcie (krótkie pociągnięcie) zaczyna się z luźnej smyczy i na luźnej smyczy kończy. Kiedy do perfekcji opanujecie samą komendę ćwiczoną na smyczce, spróbuj się "przesiąść" na długą (10 m) linkę - pies wtedy uczy się przywołania gdy jest w wiekszej odleglości od Ciebie. Polecam linki z kevlaru - dośc drogi materiał, ale się nie plącze, nie zamotuje, nie supła. Problem z linką jest taki, ze należy ją dopiąć do psa i nie odpinać przez okres kilku tygodni nawet. Najgorszą rzeczą jaką mozna zrobić jest wybiórcze przypinanie liny - czasem tak, a czasem - nie - bo wtedy psiak uczy się "jestem na lince, slucham - jestem bez linki, mogę sobie olać". Co by się nie działo, pies powinien być nagradzany (choćby wybuchem Twojego entuzjazmu) za przyjście. Nagrody w postaci smakołyków są z początku zawsze, potem, stopniowo, wydajesz je losowo (pies zawsze ma elemencik hazardu - może dostanę serek???). Bardzo często nagrodą za przyjście może być zabawa szmatką - o ile psiak ją polubi, ma się rozumieć.
-
U yorkow tego typu zachowania wynikają najczęściej z tzw. ostrości pozornej. Najprościej mowiąc - o, boję się (np. wchodzącego obcego człowieka) - wiec napadnę z wrzaskiem, więc ugryzę, to pewnie ucieknie i mnie nie zje. :D Twoje działania powinny być dwukierunkowe - z jednej strony - musisz pokazać psu że ten gośc nie jest Mechagodzillą wtuptującą do domu żeby wszystkich wymordować - a z drugiej, że zachowanie typu jazgot, dopadanie gościa, proby łapania za nogę - są dla Ciebie nieakceptowalne. Powinnaś umowić kogoś kogo pies nie zna (albo zna niezbyt dobrze) żeby przyszedł z wizytą o określonej porze. Pies powinien chodzić po domu z przypiętą do obroży linką, kawalkiem sznurka - bo wtedy możesz łatwo mieć nad nim kontrolę, łapiąc koniec sznurka (nic trudniejszego niż próby złapania skaczącego i bojowo szczekającego na dźwiek dzwonka u drzwi yorasa). Lekkie szarpnięcie (z luźnej smyczy zaczynasz i na luźnej kończysz) i w tej sekundzie w ktorej piesek zdradzi choć śladowe objawy "spasowania" - czyli na moment zamilknie, albo cofnie się, zdumiony tym szarpnięciem - natychmiast futrujesz go żółtym serkiem, szynką, albo czymś równie wspaniałym (o suchej karmie zapomnij, za mało atrakcyjna). Wpuszczasz gościa reagując bardzo spokojnie, ale bardzo stanowczo, na wybuchy histerii psiska - a gość wchodzi rownie spokojnie, nie patrzy na psa, a już broń Boże nie schyla się do niego ani nic nie mowi. Natomiast kiedy już wejdzie, powinien rzucić Twojemu yorkowi parę razy smakołyk, a może - jeśli malec podbiega do niego bez oporow - nawet niech go karmi z ręki, nadal się do psa nie odzywajac. Ważne że yorek cały czas jest na sznurku (bo jakby wpadł nagle na pomysł ataku - możesz go powstrzymać i znów powiedzieć mu, że to jest FEEEE!).
-
Ufff, no to super. :D Deklaruję pomoc, w razie czego.
-
O rany, nie chcę żeby zabrzmiało jak ładowanie łyżki dziegciu w beczkę miodu, ale... ... obawiam się że nastąpiło jedynie przeładowanie problemu w inne miejsce. Pewnie yorki będą w klatkach, tylko że na wsi... :(
-
A z jakiego jesteś miasta? Sądzę ze kontakt z rozsądnym, dobrym trenerem bardzo by Wam pomógł - tyle, że w sumie mam "obstawione" tylko kilka miast w ktorych mogę kogoś polecić z czystym sumieniem. :)
-
Ja z kolei o "odwrotnej" sytuacji. Hodowca - z zupełnie maleńkiej, domowej hodowli - zadzwonił do mnie dwa lata po zakupie przeze mnie od niego szczeniaka. Zanosił się od płaczu - jego ukochana suka (a matka mojego psa) padła niespodziewanie, sekcja wykazałą wadę serca o której nikt nie wiedział. Suka energiczna, nigdy nie dawała sygnałów - a rasa kompletnie nie obciążona pod względem chorób serca. Tak po prostu bywa. Hodowca, w każdym razie, zupełnie rozpaczliwie usiłował dotrzeć do wszystkich nabywców szczeniąt po tej suce, żeby ich przestrzec, uprzedzić - choćby po to, żeby na wszelki wypadek zrobili psom badania, żeby nie skończyło się jak w jego rodzinie... Na szczęście mój pies okazał się 100% zdrowy. I znów - oskarżać hodowcę? O co? Żadnego psa nie da się przebadać na wszystkie, absolutnie wszystkie choroby przenoszone genetycznie. Ryzyko zawsze istnieje... :cry:
-
SŁuchajcie, wracając do, hmmm.... suczkofilstwa :D - to niekoniecznie jest tak, ze ludziom jest obojętna płeć pieska ktorego kupują. Jak na przykład pomyślę że do mojego mieszanego stada miałby przybyć kolejny samiec... :o o rany, już i tak "tańczę z diabłem w świetle księżyca" :lol: i kolejny facecik mógłby znacząco zaburzyć chwiejną równowagę... :-?
-
"Prosta analogia - my nie czulibyśmy się komfortowo gdyby ciągle napierał na nas i chciał czegoś od nas koń rasy shire, prawda? dlatego trzeba mu powiedzieć kto rządzi " Aga, nie wbijaj mi noża w serce, pliiiiz! :( Powiedz że to jakaś pomyłka... Że piszę niejasno i stąd nieporozumienie... 8)
-
Aga - zapewniam że nie przesadzamy. Z z prawdziwym bólem obserwuję jak ludzie (i to często dorośli) totalnie nie umieją poradzić sobie z tego typu problemami - niestety (co zresztą trochę wyszło i w Twoim poście... pewnie nieświadomie) zawsze wychodzi że winny jest pies. A to nie tak. I "nauczenie psa że nie powinien się tak zachowywać" ma BARDZO mało wspólnego z rzeczywistą sytuacją. Powtarzam - niestety, bardzo często na stresogenną sytuację ragujemy przemocą wobec zwierzątka. W ogóle bardzo malo właścicieli psich miniaturek przygląda im się pod kątem poziomu stresu jaki odczuwają. Trochę jakby były - faktycznie - zabawkami do przestawiania. Ich rozmiary bardzo człowieka prowokują do popychania, ciągnięcia, przestawiania, najczęściej bez wyczucia. Prosta analogia - my nie czulibyśmy się komfortowo gdyby ciągle napierał na nas i chciał czegoś od nas koń rasy shire, prawda? 8) A to w końcu podobne proporcje... Dlatego uważam że warto rozmawiać o tym, co ewidentnie złego było w tego typu "widowisku", zwłaszcza że było ono rozreklamowane, że przyglądali się temu ludzie z zewnątrz - jak dla mnie, to jest raczej propagowanie bardzo niekorzystnego stosunku do yorkshireterierów.
-
Wind - no troszkę... troszeczkę... mogę...? ( :D :) :D :lol: :P :D ) Panula - jeśli to z powodu Twojego ludzkiego szczeniątka, to wiesz... z lektury pozytywistycznych nowel wnoszę, iż na to zaradzi jedynie szmatka maczana w alkoholu podana dziecięciu do ssania. P.S. Ja tyż jestem z tych wcześnie zaczynających - w wieku (no dobre, nieco starszym) 2 lat na jakimś weselu udało mi się pomylić seteczkę WODY z seteczką WÓDKI. I widzisz, jak to dobrze robi na... całokształt. :D
-
No zaraz... Znaczy się kotek z tyfusem za symboliczną złotówkę jest O.K.? :o Wydaje mi się że mylimy dwie rzeczy - jedna to walka o to, żeby schroniska naprawdę wydawały w miarę zdrowe zwierzęta - i druga, to opłaty za wydawanie zwierząt (osobiście jestem jak najbardziej "za").
-
Uważacie, że cena 50 - 70 - 100 zł za psa jest za wysoka? (o 1000 zł nie mówię, bo nei znam takich przypadków...) To jak go ktoś chce utrzymać psiaka, skoro nie jest w stanie wyasygnować nawet takiej sumy...? Wydaje mi się że tego typu opłata nie jest specjalnie "kosząca" :o ... niby czemu kundelek ze schroniska miałby być za darmo... niestety w naszym społeczeństwie tak już jest, że sporo ludzi zupełnie nie szanuje tego, co otrzyma za darmo. :cry:
-
"Ten piesek na trzech ostatnich zdjęciach faktycznie nie chciał przebierać łapkami i trzeba go było ciągnąć niczym jakiegoś osiołka" Melduję poslusznie że to ostatnia rzecz jaką "trzeba" robić jak się pies zapiera - ciągnąć. Pewnie wyjdzie że się czepiam takiego małego sformułowania, ale... widuję to też ciągle na wystawach i bebechy mi się wywracają, jak na to patrzę - ciągnąc, ciągnąć i popychać... Ludzie, o "opposition reflex" nie słyszeliśta?? Zresztą nie tylko w miniaturowych rasach tak jest, kiedyś śmierci z mojej ręki ledwo uniknęła właścicielka węgierskiego wyżełka.
-
Bardzo serdecznie dziękuję za pomoc - no cóż, ja dokladnie WIEM że można na Was liczyć, ale zawsze to milo jak się czlowiekowi zaufanie potwierdza :) .
-
:D :o :D :lol: Łomatko jedyna, dopadli mnie. :D
-
Kochani Pudlomaniacy, do kogóż jak nie do Was mogę się zwrocić... :D Mam pytanie, czy znacie godne polecenia hodowle toy pudelków ? Rozumiem, że sytuacja w pudlach w ogole jest "minimalistyczna", a co dopiero w toyach, ale wszelkie podrzucone mi tropy byłyby bardzo mile widziane.
-
Panula :D - jakoś mi nie wychodzi, może to i dobrze :D :D :D Julitka - takie testy są wykonywane ale na szczeniakach. Dośc interesujace są testy ktore przedstawia Bogdan Górny w swojej ksiązce "Nowoczesne szkolenie psów tropiących" - on tam pisze o kandydatach na ratowników, ale testy dla szczeniąt są dobrze, przejrzyście opisane, z punktacją i krotką interpretacją wyników. BTW zgadzam się z Panulą - teorie teoriami a życie życiem. :) Z małymi psami - tzn. dorosłymi zwierzami napoleońskiej proweniencji, a nie szczeniętami - w ogóle jest pewien ból, bo one trochę inaczej reagują na nasze zachowania i trochę inaczej się do nich podchodzi, z racji ich mikrych wymiarów właśnie. I specyficznej psychiki... Po wielu latach użerania się z różnymi psimi potworami coraz bardziej się przekonuję że albo się ma autorytet naturalny albo go nie ma :) i strasznie trudno to zmienić sztucznymi zachowaniami typu "przechodź pierwszy przez drzwi..." itd - za to strasznie łatwo psa zastraszyć całkiem nieświadomie, właśnie trochę nie panując nad własnym ciałem.
-
Hm, osoby wrażliwe są proszone żeby nie czytały tego postu :D Tak po cichutku powiem, że zbliżanie twarzy do glowy i karku naszego yorka może być - i najczęściej jest - poczytywane przez niego jako gest cokolwiek dominujący. Jako że jest tylko małym yorkiem - reaguje pięknym podręcznikowym zachowaniem pieska pokazującego że co złego to nie on.... powtarza zachowanie mowiące "jestem mały, nie zagrażam twojej pozycji" i - intensywnie liżąc - prosi nas grzecznie o ... .... ... zwrócenie nadtrawionego pokarmu. :D
-
:) Do lutego jeszcze trochę czasu. :D (naprawdę chcesz mnie skatować???)
-
Wind, PRO_WO_KA_TOR_KO...! :D Chcesz mnie skazać na wrzody żoladka czy wyrok sadu grodzkiego za demolkę w centurm handlowym?? :)
-
"już po raz drugi odbędzie niezwykły pokaz mody, w którym jako modelki i modele wystąpią psy rasy Yorkshire terrier. Podczas pokazu zostaną zaprezentowane najnowsze wiosenne kolekcje z butików Promenady oraz specjalnie zaprojektowane przez czołowych projektantów mody m.in. Beatę Cupriak, Grzegorza Kasperskiego, Ewę Minge, Katarzynę Szymańską i Macieja Zienia, ubrania dla Yorków." A-WRRRRR WRRRRRRR RRRRRRRRR Co to, to nie. Tylko nie TO, choć cel szczytny (aukcja) - ale droga do szczytnego celu zdecydowanie mnie odrzuca. Zważywszy na to co pisaliśmy w topiku "o zlośliwych najmądrzejszych"...
-
Wszystkie moje psy są wyłącznie na jedzonku naturalnym. Bardzo sobie chwalą. :)
-
>Natomiast dla mnie smutne jest to, że ludzie używający obroże >elektryczne często czują, że muszą się z tym kryć, że to jakiś grzech - i >to nie dlatego, że sami tak uważają, ale raczej z powodu >reakcji "znawców", którzy nigdy w pobliżu obroży elektrycznej nawet nie >byli. Znam ludzi, dobrych szkoleniowców, którzy z tego właśnie powodu >nigdy by się "w towarzystwie" nie przyznali, że używali. At! Temat mi doskonale znany :D Mnie to strasznie irytuje, przyznaję. Zresztą to jest tak. Moja wypowiedź prostowała rzecz całą dlatego, że - całkiem po prostu - akurat Erti jest psem ktory absolutnie nie ma - hm - profilu psychologicznego który wymagałby takiego wspomagania. Chodziło mi nie o użycie tego sprzętu "w ogóle" tylko o to, że jednak używa się go wybiórczo i zdecydowanie z głową, a nie jak leci, ot, po prostu, z rozdzielnika zakładając na każdego psa. Skąd moje zaperzenie - ano, dokładnie jak piszesz - jeśli traktujesz rzecz całą naturalnie (jedyna opcja, moim zdaniem) i w owym przywoływanym tu "towarzystwie" bez problemu przyznajesz że zdarza Ci się tego użyć - to masz przechlapane o tyle, że... no właśnie - przylepia Ci się łatkę absolutnego elektrycznego potwora :evil: . Ten-a-ten - fi donc, on katuje psy prądem! :D I koniec rozmowy, koniec dyskusji, koniec jakiejkolwiek próby porozumienia - bo się ludziskom chyba to kojarzy z jakimś filmami o południowoamerykańskich więzieniach i pastwieniu się w ich kazamatach nad opozycjonistami, czy co? :D Oczywiście że to jest albo nieznajomość tematu, albo załganie - i zwłaszcza owemu załganiu mówię stanowcze NIE. :D (P.S. oczywiście zdając sobie sprawę że to walka z wiatrakami, ale czemużby nie? :lol: )
-
Berek, sorry, jeśli to była plotka, ale na pewno nie była to opinia - bo >takowej nie wyrażałam . Dodatkowo, żeby podkreślić swój brak >pewności, napisałam "Z tego co wiem". Jeśli Twoje źródła są pewne, to >może źle zrozumiałam coś, co powiedział mi ktoś, kto obserwował takie >szkolenie. Uczestnicząc w treningach tego psa, mam wiadomości z - że tak powiem - samego epicentrum. :) Dodatkowo, zadałam proste pytanie trenerce - odpowiedź mnie nie zdziwila bo doskonale wiem że ten pies tego typu pomocy zwyczajnie nie potrzebuje. Smutne że istnieją ludzie skrupulatnie rozprowadzający tego typu plotki - i wprowadzający w błąd wiele osób (jak to było w Twoim też przypadku - dałaś sie "wpuścić w maliny", więc widocznie opowieść była w miarę przekonywująca, inaczej nie powtarzałabyś tego na publicznym forum). >Niemniej sens tego, co chciałam powiedzieć, jest oddawany równie >dobrze przez informacje z Twojego postu - że trenerka obecnego >mistrza Polski agility szkoli (inne) psy przy pomocy prądu. (Chodziło >bowiem o to, czy prąd jako narzędzie szkoleniowe został porzucony 50 >lat temu - ja próbowałam pokazać, że nie). Stąd moje wahanie czy w ogóle się odzywać - bo (pominąwszy owe wątki personalne) dość dokładnie się zgadzam z Twoimi wypowiedziami. Być może te informacje o straszliwych spustoszeniach w psiej psychice osoba wypowiadajaca się brała wprost z jakichś eksperymentow robionych właśnie w latach pięćdziesiątych...? Dzisiejsze obroże elektryczne to HiTech, kilkadziesiąt funkcji, wysoki stopień bezpieczeństwa... Obserwując te psy ktore to nosza i używają :) mogę powiedzieć że wydaje mi się to klinicznie czystym, bardzo mało szkodliwym rozwiazaniem, na pewno mniej dołującym niż np. kolczatka - oczywiście przy założeniu że przewodnik zna się na rzeczy (to samo można powiedziec dokladnie o wszystkim, nawet o smakołykach, tyż prowda :D ) >Jeśli informacja co do tego, który to był pies była błędna, to dzięki za >sprostowanie. Wbrew powtarzanym hmmm - plotkom, nie opiniom 8) tylko niewielki procent psów z tego klubu nosi obroże elektryczne. Cieszę się z wzajemnego zrozumienia jakie, mam nadzieję, udalo nam się osiągnąć. :)