Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. Ekhem, a ja pozwolę sobie cofnąc się o kilka stron tej - jakże ciekawej - dyskusji i zapytać (nieśmiało) Flaire... Piszesz: "Z tego co wiem, w Polsce szkoli się sporo psów prądem na zawody i np. obecny Mistrz Polski obedience jest tak szkolony. " :o :o :o :o To jest dość zdumiewające (zwłaszcza zważywszy na punkcik cytowany przez Ciebie tuż obok a ktory brzmi:" Odsyłam Cię do punktu 3 Regulaminu: "3.Jeśli chcesz przedstawić opinię na temat kogoś/czegoś, niech będzie to opinia oparta na Twoich osobistych doświadczeniach. Każda inna jest niewiarygodna, ponieważ może być nieprawdziwa. " ). :D :lol: :o 8) Interesuje mnie skąd te wiadomości... :o Jako żywo obecny mistrz Polski w obedience nigdy nie był szkolony prądem - nie dlatego, żeby jego trenerka uważała że prąd jest szkodliwy "w ogóle" - przeciwnie ,zdarza się jej go używać na niektorych psach - tylko, że akurat przy Ertim jest to absolutnie niepotrzebne i mijające się z celem. :) Toteż trochę głupio to wyszło :lol:
  2. Cmentarz w Koniku jakoś się trzyma. Czasem podobno zdarzają się niemiłe incydenty, ale nie ma jakiejś masowej demolki. Tyle ze iglaki kradną - i ew. mosiężne litery z nagrobkow - ale to jest częste i na "ludzkich" cmentarzach, przecież. Aniu, rzeźb za dużo to tam nie ma, ale nagrobki są, i owszem.
  3. A jeszcze a'propos stereotypu... Niedawno powstała - napisana przez specjalistę od szkolenia psow ratowniczych - książka o tropieniu. Jako że jesteśmy zaprzyjaźnieni z autorem, choć tkwi on na innym kontynencie... :) - to poprosił mnie, żeby - w imie owej przyjaźni - sfotografowac na okladkę do polskiego wydania poradnika tropiącego yorka. Jako że takie psy posiadam, nie dość że tropią, to jeszcze dobrze :D , więc wydało mi się to bardzo fajnym pomyslem - przełamaniem stereotypu właśnie. Kto storpedował pomysł? Wydawnictwo zajmujace się polską edycją. Argumenty mnie położyły: "jak to york, to ma być owczarek albo doberman... york, to nie uchodzi... to niepoważne". I kto tu był winny tworzenia stereotypu, pytam ja się?? :evil: No nie egocentryczny, trzęsący sie nad psiakiem, ubierajacy go w smoking z muszką właściciel yorka przecież! :o :evil: :x
  4. Alfa - no ale własnie temat nam zszedł na możliwości rozróżnienia tego, co dla psow potrzebne i odpowiednie (np. zakładamy polarowe katanki yorkom kiedy temperatura spada poniżej, powiedzmy, -5 stopni - i to dośc oczywiste i jasne) a tego, co jest mało potrzebnymi "wybrykami" ktore na dodatek tym psom przeszkadzają. Pyza - olej sprawę, stosując sposób myślenia co poniektorych osób z tamtego forum, należałoby polabidzić nad właścicielami jamnikow ktorzy zasłaniając się ich "wybitną indywidualnością" nie raczą ich w ogóle wychowywać. :D Ale po co, chyba Cię nie obchodzi jakiś tam stereotyp? A, jeszcze dodam jak śmiesznie jest ten stereotyp przełamywać! Oświaty kaganiec, nic innego. :D
  5. Wiesz, Ania, niestety, nie wydaje mi się żeby do takich osób za dużo trafiało. Musisz, siłą rzeczy, zacząć od hmmm... d* strony J - tak naprawdę to trzeba by takim ludziom uświadomić co to jest pies... jak odbiera świat... i – na dodatek – że to, co ciągną za sobą na brylantowych szelkach w koronkowej sukieneczce to mordujący się w tym wszystkim, a ZA MAŁY ŻEBY SIĘ REALNIE ZBUNTOWAĆ – terier. :x Cóż, kiedy niestety przy okazji yorki są obdarzone urodą, powiedzmy, „disneyowską”... toteż niestety spora grupa ludzi myśli o nich, co gorsza, traktuje je, jak coś pośredniego między zabawkami a takimi właśnie „disneyowskimi” postaciami z kreskówek. :-? Czemu na przykład właściciele rottków nie zakładają im nagminnie pajacowych czapeczek? Po pierwsze, to się kłóci z wizerunkiem rasy J - po drugie, gdzieś tam pod skórą czai się obawa że samiec rottweiler w pewnym momencie na tyle się zirytuje, że stracimy rączkę która będzie się przymierzała do, dajmy na to, założenia mu szlafroka ze złotogłowiu. :D Czy krezy z papieru (manipulacje w okolicy głowy i karku... hmmmm...). Najśmieszniejsze że przy całej skłonności do dominacji i „bycia macho” charakterystycznej dla tej rasy to właśnie rottweiler zniósłby pewnie więcej tego typu zabaw (no nazwijmy to po imieniu: wydziwiania) ponieważ ma znacznie wyższy próg pobudzenia, no i większą pewność siebie co owocuje – jakby to rzec.... – późniejszym wnerwieniem, niż u rasy małej i pobudliwej. Bo tak naprawdę to rzecz leży bardziej w temperamencie, niż wielkości psa. Ale najgorzej, że yorki, przy pozorach zadzierzystości i dzielności, są jednak zwierzętami dość delikatnymi – najgorzej dla nich, bo przy siłowym i w sumie niedelikatnych obchodzeniu się z nimi, reagują jednak najczęściej „zamarciem” (próbują przeczekać, ew. demonstrując oznaki uległości) niż zdecydowanym atakiem. Nawet jednak gdy atakują, to przy swoich gabarytach – cóż mogą zrobić? Najzwyklejsza siła fizyczna właściciela spowoduje że kłapanie ząbkami niewiele da. I one, niestety, to wiedzą... w związku z czym nagminnie obserwuję dość nieprzyjemne obrazki związane z psami małych ras ( yorkami) – różne „grzechy” popełniane przez kochających, a totalnie nieświadomych tego, że robią psu krzywdę, właścicieli. I wydaje mi się, że jedyną drogą do prostowania relacji jest edukowanie ludzi – i wytwarzanie odpowiedniej atmosfery, że tak powiem. Ćwierkanie o psich laleczkach, sprzedaż brylantowych kiecek, pokazy psiej mody gdzie wędruje sobie „panna młoda” w welonie i „pan młody” we fraczku.... Martwi mnie rodzaj społecznego przyzwolenia na tego typu „dziwności” – a co mnie już naprawdę WKURZA .... to dorabianie w ten sposób „gęby” rasie. Te zabawy wcale nie są takie niewinne.
  6. "Moze mi sie to nie podobac ale czy od razu musze o tym mowic, co mi do tego? A pouczajac sprawie tylko komus przykrosc albo go zdenerwuje, i po co?" Uważam, że nie tylko trzeba krytykować, ale i tępić - pewne zachowania które są PA-TO-LO-GICZ-NE. A to JEST patologia. Ludzie wpadają w pewien sposób myślenia i traktowania yorków ktory jet dla nich - jako psów! - bardzo, bardzo, bardzo szkodliwy. Krzywdzi je. W imię - przepraszam za brutalność - durnowatej tolerancji ktora tak naprawdę nie jest tolerancją, tylko politpoprawnym dążeniem do gadania wyłacznie o pogodzie - bo jakby na inny temat, to jeszcze ktoś się poczuje urażony! :D - mamy pozwalać na krzywdzenie zwierzątek??? Może, jak ktoś przeczyta że pewne zachowani są niemądre - to siętrochę zastanowi??? Zreflektuje? Itd.
  7. NNikka - " A po co kobietom korale? A panom np. sygnety? Do ozdoby! Mam nadzieje, że teraz juz wiesz." dopóki zakładają to na siebie KOBITY (albo panowie, ha) (świadome / świadomi tego co robią), uważają że to je/ich zdobi - to w porzadku. Ale piesek nie ma wiele do powiedzenia... a moje psy są tak ładne, że nie będę ich wszak obwieszać czymś "dla ozdoby", profanacja... :D " Odnośnie bułki, hm, bułka byla fajna, ale przebijam tę opowieść historią o dobermanie moich znajomych ktory z każdego spaceru wracal a to z portfelem, a to z parę porządnych skórzanych rekawiczek... :) :D :lol: Gosiek - szczęście posiadania i malych, i dużych psów polega na tym, że ci od dużych - z racji tego m. in. czym się zajmuję - też mnie dość poważnie traktują :D w związku z czym prowadzę intensywną akcję uświadamiającą - zwłaszcza wobec właścicieli owczarkow niemieckich (do nich mam największy dostęp :) ). Muszę powiedzieć że mam już pewne sukcesy, werbalnie przynajmniej kilkoro włascicieli dużych zadeklarowało inne, niż dotychczas, podejście do kwestii spotykanych na spacerach małych piesków.
  8. P.S. "Po co yorkom czapeczka, a po to samo po co dużym chustka na szyji" No więc - po co? :D
  9. Odnośnie ubranek – moje psy noszą je (z wyjątkiem najmłodszego) – ale TYLKO w naprawdę duże mrozy. I są to najprostsze polarki, mające za zadanie dokładnie to, do czego je pierwotnie stworzono – ocieplić. :) Przyznam że większość ubranek dostępnych na rynku wydaje mi się dość męcząca dla psa do noszenia, że tak powiem. :( BTW jako zwolennik yorków – psów, i to pracujących, a nie laleczek z rzadka postrzeganych jako pies, a już jako terier – chyba nigdy - J uważam że przemysł hmmmm... odzieżowo-sklepowy idzie w niekorzystną stronę – właśnie w stronę infantylizmu i „laleczkowatości”. :evil: Szczerze mówiąc uważam za przesadne przyoblekanie nieszczęsnych yorków w kombinezony kiedy temperatura nie spada poniżej tych pięciu, sześciu stopni poniżej zera. Trochę mam w tym alibi (proponuję posłuchanie choćby wypowiedzi dr Sumińskiej na ten temat) – można straszliwie wydelikacić organizm psa – po co...? Dołóżmy jeszcze mniejszą wrażliwość psiego organizmu na mróz, za to większą na upał (więc chyba zamiast polarków w zimie – chłodzące termoforki w lecie by się przydały, ha ha...) Niemniej rozumiem że czasem jest to tzw. siła wyższa. :) To znaczy - te ubrania. Z pozoru niewinne figielki typu kapelusiki, czapeczki itd. budzą we mnie uczucia zdecydowanie negatywne (chodzi mi o typ myślenia jaki zaczyna dominować w naszym odnoszeniu się do TERIERA jakiego mamy w domu). Pewnie zginę zaraz, bo tak szczerze o tym piszę – ale skoro każdy z nas wypowiada swoja opinię... No i jako słynny czołgacz yorkshireterrierów niespecjalnie umieram gdy gna do nas pitbull , one, czyli czołgane yorkshireteriery, zresztą też nie. :D W gruncie rzeczy mało mi się zdarzyło przypadków ataku na yorka – tzn. typowego ataku typu „usadzę cię, ty mały piesku!” – być może dlatego że malce, chowane w stadzie, znające inne psy i od bardzo młodego wieku zaznajamiane z obecnością na tym świecie dużych, dominujących Capo Di Tutti Cappi demonstrują oznaki podporządkowania w perfekcyjny sposób. Zdarzają się duże psy bardzo rozwydrzone albo uruchamiające popęd łowiecki na widok czegoś małego drepczącego tuż przy ziemi (chomik! kot! albo co....!!!! łapać, trzymać! itd) ale na takie specjalne okazji noszę łańcuch-rzutkę, na ogół potraktowany nim agresor znika z wyciem, a za nim jego właściciel. 8) Problem z naszymi psami polega na tym, że nawet niewinna zabawa z kimś kto jest np. molosem i wazy 40 kg może się skończyć ciężkim poturbowaniem... a co dopiero mówić o akcie agresji. Ale bardzo często spotykam rozsądne osoby które odwołują swoje psy „zostaw tego malutkiego, jesteś za duży” itp. Inna sprawa że nasze kochane yoreczki, w czapeczkach i płaszczykach czy bez nich, niestety często szalenie prowokują inne psy swoim zachowaniem, najczęściej na podbudowie lękowej. A zwłaszcza te prowadzone na smyczy; istnieje coś takiego jak „efekt uwięzi” i na przykładzie małych piesków najłatwiej go zaobserwować. Przy pewnej wprawie w szkoleniu i umiejętności obserwacji człowiek się na szczęście w końcu uczy, gdzie leży ta bezpieczna granica kontaktów pupilka z innymi psami. :D
  10. Ara: No właśnie dokladnie TO mnie niepokoi w wypowiedziech Insomni. Z jednej strony niby wszystko O.K., potem okazuje się że dzieje się to... i to... i jeszcze to... ale w sumie "to nic takiego bo to jeszcze szczeniak..." itd. Strasznie to wszystko niespójne - toteż proponuję najprostsze rozwiązanie - SPRAWDZIĆ. :D Dla własnego (Insomni) spokoju. Jeśli paru sąsiadow powie, że skąd, zero hałasów - to już można się uspokoić. I jeśli test magnetofonowy wykaże, że jest O.K. - też można się uspokoić. Już nie wspomnę o nawiązaniu sąsiedzkiego porozumienia - i stosownym uspokojeniu Prześwietnej Komisji czy innych sprawdzaczy. Jeśli wszyscy sąsiedzi zaświadczą że cała sprawa to efekt bujnej wyobraźni czy nerwicy sąsiadki - to przecież super, była sprawa, nie ma sprawy. :) Gorzej jak wyjdzie że "cuś" się dzieje. Wtedy są dwa warianty - Insomnia sprobuje też "cuś" z tym zrobić (nie bacząc że piesek sąsiadki jest wstrętny, albo że inny sąsiad TEŻ ma psa ktory wyje itd) albo (wariant gorszy, obawiam się jednak, ze bardziej prawdopodobny) - zaczną się wyjaśnienia dające alibi - że to tylko przez jakiś czas, że psy wyrosną, albo że tak mają i musi tak być... :o Mam jednak nadzieję że okaże się że sąsiedzi potwierdzą że psiaki są cicho, i tyle.
  11. O rany, nie przesadzajmy. NIkt tu chyba nie mówił o zagryzaniu dzieci (abstrahując od tego że rzadziej wypadkom ulegają dzieci hmmmm "ze stada", częściej są to niestety - albo staty - dzieci obce, przypadkowe - ale to nie ten przypadek w każdym razie) :D Nota bene nie wydaje mi się właściwe podejście "szczeniak, to mu wolno". Szczaniak, więc bardziej go pilnujemy. Przechodnie nie mają obowiązku: a) lubienia psów "w ogóle" b) lubienia szczeniąt c) znoszenia karesow bardzo przyjaznego i miłego psiaka Ale to tak na marginesie,... za daleko odchodzimy od tematu. Ten topik nie ma na celu osądzanie czyichś działań wychowawczych (choć muszę przyznać że jak czytam opisy nauki przywoływania Wenki w dziale "wychowanie" to są tam tak rażace błędy, że...). Insomnia, uważasz że jesteś w porządku - O.K., przyjmuję do wiadomości. Z całego serca radzę jednak sprawdzić zachowanie psiaków podczas Waszej nieobecności - niestety, czasem działa "efekt stada" i z pozoru niewinne szczeknięcie (czy inne zachowanie) pociąga za sobą istną lawinę psiego hałasu. Co Ci szkodzi zastosować trick z magnetofonem...? Albo pogadać z innymi sąsiadami...? Jak już będziesz na 100% pewna że nic się nie dzieje, to siła rzeczy będziesz miala bardzo mocny argument przetargowy w sporze z sąsiadką. A może w ogóle porozmawiaj z sąsiadami w sprawie ew. wsparcia w czasie rozmow z administracją. To mogłoby pomóc.
  12. "kilka slow wyjasnienia-te psy to nie sa dogi,tylko malenkie uratowane os smierci szczeniaki-waza w wieku prawie 4 msc 4 kg. " Nie szkodzi. Kazdy z nich to PIES ktoremu też trzeba poświęcić kupę czasu - malego wychowuje siędokladnie z takim nakladem sil jak dużego :) a nieraz wystepują problemy specyficzne dla "maleństwa" i trzeba się nagimnastykowac bardziej... "A gdzie napisalam,ze nie radze sobie z psem?Albo ze nie umiem go wyprowadzic? " Nooo chyba powyższe posty na to wskazywały dośc jednoznacznie. >Umiem,bo psem badz psami sie nie zajmuje tylko ja ale i rowniez moj chłopak. Ale nie tylko On chodzi z psem na spacer, najwyraźniej. "I jeszcze jedna rzecz,ja mieszkam na parterze,na samym rogu bloku.tylko z 1 strony mam sąsiadów-sa to wlasnie emryci przebywajacy non stop w domu.dzieli nas oczywiscie sciana i tam jest moja sypialnia,gdzie psy nie maja wstepu nawet na 5 minut. a wątie zeby naprawde ciche poszczekiwanie trwające bardzo którko w ciagu dnia niosło sie przez całe mieszkanie. " Tego NIE WIESZ - ile to trwa, dokąd się niesie, kto to jednak slyszy itp. Proponuję to dokładnie sprawdzić, rozmawiając z kilkoma sąsiadami (nawet takimi "sponad- na skos" i takimi nie tylko z 1, ale i z 2 piętra). "dziekuje za trenerow,na razie sa mi zbedni," Rozumiem. >W kazdym razie Vena chodzi na szkolenie, Miejmy nadzieję że to pomoże. >a poza tym mam kontakt codziennie z moim hodowca,ktory zawsze jest >w stanie udzielic mi rad oraz ze znajoma ktora posiada w bloku 3 dogi. Odwieczna głęboka wiara hodowcow że umieją psa wychować :wink: - to jak weterynarze ktorzy z racji przynależności do szlachetnego zawodu znają się na szkoleniu, psim sporcie, wychowaniu, problemach behawioralnych itd. - pewnie z nadania Ducha Świętego :P :lol: "na te posty powiem tak:moja hodowczyni zna to z autopsji,bo matka Veny była taka sama jak ona w jej wieku i co?przeszlo całkowicie kiedy miała około roku. " POWODZENIA. Hi hi... :D
  13. ... i nie, żeby dobić :) tylko znowu, dać do przemyślenia, taki jeszcze cytat: "ojej,ja tez mam taki problem z moim polrocznym dogiem.Vena kocha wszystko i wszystkich,zaczepia kazdego psa,i nawet nie musi go wachac.zeby przyjac odpowiednia poze do zabawy co konczy sie niesamowitym pociagnieciem mnie.Poza tym gdy jest spuszczona ze smyczy to tylko modle sie zeby ktos obok nie przechodzil,bo do kazdego leci-obojetnie czy to dziecko czy osoba starsza-chociaz najbardziej lubi facetów zaczepiać.Czasami konczy sie tylko na tym ze ktos idzie a ona sobie siada przed ta soba i podaje łapę jakby byla jakas gwiazda i jakby kazdy mial ja glaskac.Owszem,jest straszna pieszczocha,ale nie zdaje chyba sobie sprawy ze swojej wagi,50 kilo i ze moze komus zrobic krzywdę. Najczesciej skacze na ludzi,i to jest straszne!!!" nie zawsze niechętne reakcje ludzi sąspowodowane tym że są oni wstrętni albo nie kochają psów. Czasem niestety albo nasze psiaki, albo my, ich własciciele, sami ich do tego prowokujemy.
  14. Insomnia, co złego to nie ja. Jesli uwazasz że jest O.K. to pewnie tak jest... Mnie się wydaje (sorry, nie chcę Ci niczego udowadniać... ale może to jednak POWINNO dać do myślenia....) że np. taki opis o czymś przeciwnym świadczy: "Otoz,od okolo miesiaca,mam problem ze swoja Vena-polrocznym dogiem niemieckim. w domu to jest istny aniolek,umie siedziec,podawac lapke,nic nie gryzie,nie zalatwia sie w domu juz od bardzo dawna,reaguje na komende "na miejsce",kocha wszystkie zwierzaki itd. Problem zaczyna sie na spacerach Ostatnio boje sie ja spuszczac ze smyczy,bo wariuje Nie przyjdzie za chiny do mnie-nie pomagaja zabawki,wolanie milutkie,jakies zdrobnienia,pokazywanie patykachowanie sie za drzewa-chociaz te drzewa jeszcze jakis czas temu na nia dzialaly,teraz juz absolutnie,bo wyczula chyba o co chodzi w tym wszystkim. Spuszczanie jej ze smyczy jest dosyc nibezpieczne jesli tak ucieka,bo pomimo tego ze chodzimy sobie na laczke albo jakis skwerek to i tak tam zawsze sie trafi jakis czlowiek,a ze Vena wszystkich kocha to leci do ludzi,ale nie kazdemu przeciez odpowiada skakanie na niego 50-kilowego "bydlaczka" albo chociaz szczekanie zapraszajace do zabawy. Wczoraj lapalam ja okolo 40 minut,az w koncu wbieglam do klatki,ona pobiegla za mną i tak sie skonczyl nasz spacer. Kiedy widzi inne psy to ja juz kompletnie dla niej nie istnieje,moge isc duzy kawal dalej a ona i tak w najlepsze sie bedzie bawila z jakims psiakiem i nie reagowala na wolanie jej,nawet to najmilsze." Najgorszą rzeczą jaką możemy zrobić wychowując mlodziutkiego psiaka - i to takiego co ma rózne pomysły :D jest zaopatrzenie się w kolejnego pieska. Albo dwa... Jak się nie kręcić plecy z tylu i choćby nie wiem co, czlowiek nie ma czasu na wychowanie każdego z psów. Nawet jak jest najdoświadczeńszym trenerem na świecie. A co dopiero jak sobie nie do końca daje radę z (wybacz, ale to trzeba napisać) nadzwyczaj podstawowymi problemami. I to nie jest nic zlego - z umiejętnością szkolenia człowiek się w końcu nie rodzi. :o
  15. Hm, a ja tak czytam ten wątek z mieszanymi uczuciami. Wnioski nie są jednoznaczne Z jednej strony, naprawdę czasem zdarza się kontakt z ludźmi przewrażliwionymi, znerwicowanymi, albo wreszcie zwyczajnie chorymi psychicznie. To jest strasznie irytujące, taki kontakt – ale na litość boska, nie udusimy takich jednostek przecież. Nakręcanie sytuacji zwłaszcza w przypadku ludzi mających problemy psychiczne niewiele daje. To nie znaczy że należy się przed taką osoba czołgać J. Można określić swoje stanowisko stanowczo, ale bardzo grzecznie – i tego stanowiska się trzymać... Tylko że jest problem. Tak można zrobić jeśli jesteśmy absolutnie pewni że nasze zwierzą naprawdę nie przeszkadza, że jest totalnie podporządkowane, odwoływalne, a także nie dręczy innych przez swoje rozmaite – nawet niewinne czy zabawowe – zachowania. Faktycznie po lekturze różnych wypowiedzi na „Wychowaniu” trochę mi włosy dęba stanęły. Ja wiem, że Insomnia się STARA.... ale jakie są efekty? Na razie cała sprawa brzmi jak osoba z dobrymi chęciami prawie wcale nie panująca nad dużym psem. Co gorsze, to nie jest jedyny pies... Mówi się że piekło jest dobrymi chęciami wybrukowane – zawsze przyznam do piany mnie doprowadza jakiś właściciel wściekle rzucającego się psa (Insomnia, to nie do Ciebie, ma się rozumieć) który nie dość, że nie panuje nad psiakiem, to jeszcze wykonuje jakieś działania pozorowane jedynie (zamiast naprawdę się za psa wziąć) i czuje się rozgrzeszony: on się stara, on „pracuje nad tym” – w związku z czym mamy agresywnego psa, zero perspektyw na poprawę sytuacji i właściciela który wymaga od otoczenia żeby to tolerowało, bo przecież „on pracuje”. I tak pracuje przez dziesięć,, dwanaście lat J aż problem rozwiązuje się w sposób naturalny... Identycznie jest z psami nie wracającymi na wołanie, skaczącymi do przechodniów (nawet przyjaźnie!), wyjącymi w domu itd., itp. Insomnia – faktycznie zostaw w domu włączony magnetofon z kasetą kilkugodzinną. Zobaczysz, co się dzieje? Popytaj sąsiadów – ale nie tych którzy wychodzą o 8 a wracają o 16-tej, tylko emerytów, albo takich, którzy pozostają w domu w ciągu dnia. Jeśli odkryjesz że nie jest tak różowo, odłóż dumę na najwyższą półkę J i postaraj się naprawdę zrobić coś z zachowaniami psów które naprawdę stanowią problem. Nie wiem skąd jesteś, ale może trzeba Ci dać namiary na dobrych trenerów psich, może po prostu nie znasz „patencików” stosowanych w takich sytuacjach, albo nieumiejętnie je stosujesz...? Na koniec uwaga do wszystkich oburzonych – naprawdę, w tego typu sprawach zawsze należy patrzeć na siebie. Dawanie sobie alibi p.t. „A inni robią gorzej” (a pitbulll z czwartego zagryza ludzi, więc pozwolę mojemu owczarkowi zjadać koty.... a pudelek z parteru sika w klatce, więc nie posprzątam po MOIM psie” to dziecinne i niepoważne. Podobnie jak podświadome robienie na złość komuś czyje zachowanie nas drażni. Sąsiadka Insomni jest zapewne zgorzkniałą, niesympatyczną babą. Ale dajmy spokój jej dziwactwom – nawet jakby chodziła po domu ubrana w lateksowy kostium z łańcuchami, albo na rękach, wymachując nogami – NIC to nie znaczy w sprawie którą sygnalizuje. A sygnalizuje że zachowanie psów jej przeszkadza.
  16. Drążę dalej - ale to Z MIESZKANIA wyrzucali psią dokumentację... Takie rzeczy robią ludziska (nieuświadomione) po czyjejś smierci, fakt. Psia dokumentacja, jakże cenna dla każdego hodowcy, dla SPADKOBIERCÓW w jest jedynie górą niepotrzebnych papierzysk. :-( Dość to wszystko dziwne. No i trzeba posprawdzać, co i jak.
  17. "Ludzie z Yorkami pare dni temu wprowadzili sie do mieszkania które wczesniej należało do pani z ich rodziny. Ponieważ Pani owa zmarła 6 miesięcy temu, owi ludzie jakieś pieć dni temu zaczęli robic czystkę. Najpierw wyrzucili wszystko co sie dało, między innymi oceny psów z pieczatkami Związku, karty rejestracyjne itp. meble, wszystko co się dało. Potem cały dzień samochód ciężaróweczka zwoziła klatki z psami. " Poczekajcie, to mi zabrzmiało tak, jakby owe pieski były "spadkiem" po zmarłej hodowczyni. To by było trochę dziwne (pół roku temu??? i dotąd nikt z nas nie słyszal o śmierci tak znanej hodowczyni???) ale rózne rzeczy się zdarzają. Osobiśnie kompletnie nie wierzę żeby tego typu rzeczy działy się za wiedzą i przyzwoleniem pani F. - ale gorzej z bliżej niezidentyfikowaną rodziną. :( To zawsze problem hodowcy w podeszłym wieku - znam kilka przypadkow prawdziwych tragedii psów ktore taki hodowca "osierocił". ElGreco, piszesz, że w tym mieszkaniu była administratorka domu - więc cóz prostszego niż udać się do niej po informacje? Zastrzegając, że jeśli sytuacja jest nie w porządku, to np. masz zamiar pomóc, zawiadamiając odpowiednie instytucje typu TOZ.
  18. "Albo do mojego sąsiada który o mało kiedys na klatce nie zagryzł psa " Insomnia, o rany, gdzie Ty mieszkasz...?? W Wampirgrodzie?! :-) :-) :-)
  19. "A wyje ... jest młody przejdzie mu" Jest duża szansa że zachowanie przekształci się w trwały nawyk. Co do urokow mieszkania w blokach - ludzie z blokow to też ludzie (wiem coś o tym :D ) i jako żywo nie należy ze swej strony dokladać się im do panujących hałasow, argumentując "bo w blokach to tak jest" albo "inni gorzej hałasują". :o
  20. Jak wybrać dobre przedszkole? Do wypowiedzi przedmówców dodam - należy poogladać zajęcia i wiać aż siękurzy od takich, gdzie - nawet w imię "bycia miłymi dla pieskow i właścicieli", nie wspominając już o efektach zwyklego braku zorganizowania prowadzącego - dopuszcza się do totalnego bezhołowia. Czyli wszystko wolno - ten piesek biega, tamten szczeka, ów trochę atakuje a trochę się boi... zgiełk i bałagan. :lol:
  21. Tak na marginesie... slowo "bilans" jest TAAK<IE magiczne - a SOBIE bilansujecie? Poważnie? :D Bo ja sobie NIE bilansuję, i strasznie dużo ludzi też sobie nie bilansuje... co nie znaczy, że odżywiają się niezdrowo. IMHO przy żywieniu psa tzw. naturalnym jedzonkiem potrzebne są dość podstawowe wiadomości z zakresu żywienia i zdrowy rozsądek. BTW mam na kocie kilka "nawroceń" z gotowej, preparowanej karmy - żaden z "neofitów" juz teraz nie wróciłby do przemysłowego żarcia. Co ciekawe, ich psy wyglądają zdecydowanie lepiej. :)
  22. Mnie się nie podoba to albo-albo ze smyczami i kagańcami - pojęcia nie mam jak mam wyszkolić psa tak, aby być go pewnym w każdej sytuacji, skoro cała nauka opiera się na nagradzaniu szarpaniem aporcikiem albo - na pożeraniu łakotek. Zwłaszcza wykorzystanie popędu łowieckiego jest uniemożliwione. :(
  23. Ten "dzień pamięci" obchodzony jest w pierwszą niedzielę października. Qlinka - mnie też zdarzaly się różne przejścia z właścicielem tego cmentarza w Koniku, ale według moich obserwacji jest to wynik jego totalnego roztargnienia i, hm, jakby to określić - "rozmamlania", a nie złej woli. Jeśli wziął ciało psa, to je tam na pewno pochował - tyle, ze spoko mogł zamienić tabliczki. Dlatego zawsze wybieram wariant z obecnością właściciela w momencie pochówku. Nie chodzi o jakąś nieuczciwośc, tylko o dopilnowanie wszystkiego. BTW pan właściciel ostatniio zatrudnił bardzo sympatycznego i rozsądnego pomocnika, więc może sytuacja zmieni się na lepsze. :)
  24. Melduję poszlusznie że w moim stadzie: - cieczki miały tylko dwie suki - u reszty będących zdecydowanie "niżej" cieczki się nie pojawiały. - do krycia zabierał się tylko jeden, ewidentnie dominujący samiec - psy zdecydowanie stworzyły stado - zlożone ze wszystkich osobników, wielorasowe (część z nich to "ozdóbki", żeby było śmieszniej). - bez trudu można było wskazać na parę dominującą. Piszę w czasie przeszłym z powodu śmierci suki - dominantki. Bardzo interesujące jest obserwować teraz nowe "docieranie się" stada. :)
  25. Jest prostsze wytłumaczenie. Na ogół handlarze narkotykow BARDZO nie lubią tych psow (ciekawe czemu :D ) i w przypadku zwierząt rekordowo wydajnych, zdarzają się proby porwania bądź uśmiercenia, na ogół nieudane. Pewnie tym razem mieliśmy do czynienia z udaną próbą, niestety.
×
×
  • Create New...