-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
Szczerze mowiąc, ja też :D :D :D Jako, że szkolę swoje psy w tym klubie, i jakoś, kurcze, kolców im na brzuch nie zakładamy. Moje psy dostają palmy z radości jak tylko widzą że zanosi się na wyjazd na ćwiczenia. Tyle mogę powiedzieć. Co wiecej, moge od ręki dać namiary do innych klubowiczow (szkolących do sportu) i klientów (uczących pieski jak być grzecznym pieskiem) - i to chyba lepiej pomoże, niż wyjaśnianie, odkręcanie, opowiadanie i stawianie się z góry w sytuacji obrońcy oskarżonego na sali sądowej (i to na procesie zaocznym, jak widać). Pozdrawiam :D
-
A widzieliście TO...? :D http://www.vipoodle.org/Pie.htm W ogóle polecam stronkę. :)
-
No niezupełnie - za tydzień (28 sierpnia) masz MPPT w Żyrardowie - Łódź od Warszawy niedaleko, czemu się nie wybrać i pokibicować? :D
-
Na prośbę organizatorów wklejam: Związek Kynologiczny w Polsce Oddział w Warszawie serdecznie zapraszają do Żyrardowa na: ZAWODY PUCHARU POLSKI IPO ORAZ MISTRZOSTWA POLSKI PSÓW TOWARZYSZĄCYCH które odbędą się w dniach 28 – 29 sierpnia 2004 Miejsce zawodów: Ośrodek Sportu i Rekreacji – Żyrardów ul.Kacperska 6c Sędziowie: Jaroslav Hodek – Czechy - IPO II, IPO III Janusz Rurarz – Polska - IPO I Zbigniew Milewski – Polska – PT Pozoranci: Josef Kubec – Czechy Dawid Piątkowski – Polska 28 sierpnia 2004 – Mistrzostwa Polski PT 28 sierpnia 2004 – Ślady IPO - Kamion 29 sierpnia 2004 – Posłuszeństwo i Obrona IPO zgłoszenia i kserokopie opłaty prosimy wysyłać na adres: Związek Kynologiczny w Polsce Oddział w Warszawie 00-585 Warszawa, ul.Bagatela 10, tel. (0...22) 628-21-29, fax 628-21-54 konto bankowe: PKO BP VI o/W-wa 09 1020 1068 0000 1502 0000 2964 do dnia: 16 sierpnia 2004 Opłaty startowe: PT – 60 zł IPO I, IPO II – 100 zł IPO III – 120 zł PSY ZGŁOSZONE A NIE DOPROWADZONE TAKŻE PODLEGAJĄ OPŁACIE. OBOWIĄZUJE AKTUALNE ŚWIADECTWO ZDROWA ORAZ KSIĄZECZKA ZDROWIA Hotel : ul.Żeromskiego 13, 96 – 000 Żyrardów , tel. (046) 856 19 57
-
Hm, problem w tym, że to, czy pies ma przyjazne, czy nieprzyjazne zamiary - okazuje się niestety w ułamku sekundy. :x Kogoś ważącego 3 kg strasznie łatwo uszkodzić (choćby nawet z jak najlepszymi intencjami). W zasadzie należałoby zachować daleko posuniętą ostrożność jednocześnie jak najbardziej pozwalajac na kontakty z psami . Ufff. Skomplikowane.... Moje trzy (do niedawna cztery... niestety okrutna choroba zabrała jedno małe stworzonko) yorki w ogóle "nie używają" smyczy - z wyjątkiem krótkich chwil prowadzenia na niej najmłodszego yorkopodobnego Krokodylka. Ale to bardziej na zasadzie przyzwyczajania go do smyczki jako elementu powiewającego przy obroży - do Obedience itd. NIemniej jest to przypłacone cholerycznie ciężką pracą nad psami. :D Co do startowania do innego psa, kota itd - bydlątka zostały uwarunkowane na rzutkę i wystarczy nią tylko potrząsnąć, żeby wirtualna smycz powstrzymała je od ruchu w nieznane. :D Luzem chodzimy także w obrębie osiedla - ale przy ruchliwej ulicy po prostu wędrujemy na chwilkę na ręce kiedy ją przekraczamy, albo czekamy na totalny brak samochodów (ktory się zdarza). Na pewno nie jest to rozwiązanie jeśli ktoś mieszka na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie... No i poczekamy na rozwiązania jakich nam nie oszczędzą nasze władze. Być może nie tylko smycz, ale i kaganiec stanie sie obowiązkowy. Rozważam wykorzystanie sitka od herbaty, he he he... Ewentualnie założenie specjalnego konta oszczędnościowego gdzie będę odkładać pieniądze na mandaty od Straży Miejskiej.
-
"jak się piesio nauczy na dworze , to z kuwety nie musi korzystać" Bolesna prawda jest taka, że jednak korzysta - nie nauczyliśmy jego organizmu najnormalniejszego zachowania, czyli... odpowiednich odstępów między sikaniami. Czyli pies pozostaje na etapie dwumiesięcznego szczenięcia "w tych sprawach" - i to jest główny argument "przeciw", dla mnie przynajmniej.
-
Śmiem zaprotestować - temat strasznie ważny. Nie macie pojęcia, ilu ludzi ma kłopoty z niezachowywaniem czystości u dorosłych psów... i to takich ras, że szczęka opada. Co powiecie o ... briardzie...? :P Oczywiście wynika to z nieprawidłowego sposobu uczenia, ale to jakby na marginesie. Chodzi mi głównie o to, że temacik sam w sobie całkiem interesujący. :wink: Co do tematu kuweta vs gazetki - gazetki (ja osobiście w ogóle nie uczę na gazetki, wolę jak po prostu przechodzimy okres szczenięcy a potem to już normalnie, jkak z każdą rasą) to jednak cosik bardziej "przejściowego" - czemu? Psychologicznie, psychologicznie - od ludzkiej, nie psiej, strony. Ano, bo kuweta kusi... kusi.... żeby ją zostawić jeszcze tydzień, jeszcze dwa.. :lol: Wygoda taka... Naprawdę, nie mam zamiaru mówić (co mi tu niektórzy imputują) że kuweta jest zawsze i wszędzie be, zła i w ogole, apage :evil: - niemniej jak powtarzam, trochę mnie dziwi (i martwi) zbyt łatwe na nią się godzenie. Co jak nie można kilkanaście razy dziennie wychodzić, oj - itp - ano, to przecież klasyka w nauce zachowywania czystości - i przecież identyczne kłopoty mają WSZYSCY właściciele psów, od pinczerka mini do dogo argentino. Oprócz wyjątków o ktorych powyżej, to jednak jakoś ludziskom wychodzi, a przecież większośc psiarzy pracuje, ma dzieci, ktore odporowadza do przedszkola, robi zakupy, ma zebrania spółdzielni mieszkaniowych i w ogole... Po pierwsze biologia i wiedza, kiedy można zacząć wydłużać okresy wychodzenia (załatwiania się) - czyli czego w ktorym miesiącu możemy od pieska wymagać, potem trochę mordęgi ze stałą kontrolą i voila'. :P :lol:
-
Tak się zastanawiam, czy się pochlastać już, czy za chwilę. :roll: Mówi się że do trzech razy sztuka. Więc próbuję po raz ostatni. Bo drugi raz też nieudany. Ufff. Po pierwsze, bardzo przepraszam za „górne” tony. :oops: Co złego to nie ja, sądzę, że to wyszło tak, jak wyszło, bo jako że od ładnych paru lat zajmuję się psami i ich szkoleniem, pewne rzeczy są dla mnie tak oczywiste, że ich zwyczajnie nie rozwijam, nie wyjaśniam, co autor miał na myśli – no i takie kwiatki w związku z tym wyszły... Jeszcze raz ogólne przeprosiny i postaram się :lol: poprawić. Dobra, jadziem z tym koksem. Zastanawiam się, czy moje cztery yorasy to dziwadła jakoweś nieprzeciętne na tle rasy.... zostają same na 8-9 godzin i nie zdarzają im się wpadki sikalniane. Wyjątki czy co? :lol: Już bez drażnienia tudzież jątrzenia, o „szkodliwości” kuwety piszę w perspektywie dalszego życia z yorkiem jako normalnym, prawdziwym psem. Bo jeśli mamy w perspektywie życie kuwetowe – do końca – to wycofuję tę uwagę, ops, sorki, jak tak, to wszystko w zupełnym porządku. Znam cale masy małych piesków – yorki, chihuahua, pinczery mini, małe kundelki – które na oczy kuwety nie widziały, chodzą na spacery, nie sikają w domu i żyją, w dodatku nieźle, a nawet świetnie. Podejrzewam, że mamy tu do czynienia z psychologicznym mechanizmem perpetuum mobile – samonapędzających się przekonań. Pieskom ”kuwetowym” nie daje się szansy na naturalne wydłużenie okresów pomiędzy sikaniami, że tak powiem. Ich organizmy nie „uczą się” naturalnego utrzymywania moczu (jak to się dzieje z setkami innych ras) – stąd pokutujące tu i ówdzie przekonanie o ich „słabych” czy „mało pojemnych” pęcherzach. Nic dziwnego, że mamy potem do czynienia ze zwierzątkiem załatwiającym swoje potrzeby co trzy, cztery godziny. Ale to nie czysta fizjologia, to wdrukowanie pewnego zachowania, przyzwyczajenia. Zastanawiam się, czemu akurat yorki padły ofiarą kuwetomody. Co będzie, jak naszym następnym pieskiem będzie sznaucer mini – też kuweta, czy jednak spacery...? A co, jak szeltak...? A bokser? A – doberman? :wink: Wind, co do piątej rano… opis sadystycznie skrupulatnego, przywiązanego do grafiku godzinnego pieska który świetnie wyszkolił swoją panią pasuje jak ulał. Biedna Ty, biedna.... A jednocześnie dowód jak ONE kochają, jak autycy, rytuały – ale to trochę inna bajka. Więc proszę tu na mnie nie krzyczeć (może chociaż nie za bardzo...) za to zająć się merytoryką – mnie dziwi, że Was dziwi, Was wnerwia, że mnie dziwi – a ja drążę, bo usiłuję zrozumieć przyczyny, Ka Pe Wu. Co złego, to nie ja. :lol:
-
No zaraz zacznę wyć. Taką piękną odpowiedź popełniam i... śladu po niej, ni popiołu. :oops: :cry: Zaraz sprobuję ponownie...
-
Tak sobie czytam, czytam, i oczy mi się szeroko ze zdumienia otwierają - bo powiem szczerze, że kuweta to jakaś ostatecznośc - typu samotny wlasciciel, ktory ma np. nienormowane godziny pracy i może mu się wydarzyć że nie wroci przez 10-12 godzin. Ale w innym przypadku to zwykła moda, i to moda szkodliwa. Otóż aby prawidłowo nauczyć pieska zachowywania czystości, najlepiej dać mu jak najjaśniejsze wytyczne - gdzie "tak", a gdzie "nie". Załatwianie sie w kuwecie niestety trochę rozmula obraz sytuacji - piesek uczy się nie, że W MIESZKANIU się tego nie robi, tylko dostaje trochę sprzeczne informacje - niby nie, ale hej, jednak tak... Generalnie naprawdę dorosły yorek wytrzymuje z siusianiem tyle, co dorosly owczarek niemiecki. Przyszłoby Wam do głowy uczenie ONa sikania do... kuwety? (miednicy raczej, he he) - no skąd. Skoro możemy nauczyć większe psy czystości - to czemu utrudniamy sprawę tym prawdziwym psom, tylko trochę mniejszym? A to, że wpadki zdarzają się szczeniakom, to oczywiste - i briardy, i dogi, i sznaucery nieraz nasikają w mieszkaniu do piątego miesiąca życia. Tak po prostu jest - dobrze jest nad tym mocno pracować (moim skromnym zdaniem WYŁĄCZNIE pozytywami), ale lepiej zrobić z yorka normalnego psa, a nie pieska-kotka. To się mści później, naprawdę.
-
A czy można - z czystej ciekawości - spytać nieśmiało, czemu nie rozważacie karmienia pokarmem naturalnym?
-
Caly problem z flexi jest taki, ze ta smycz wcale nie pozwala siępsu wybiegać - pies jest na niej tylko dalej od nas, to wszystko. :) To dość powszechny bład w rozumowaniu właścicieli psów. Flexi znacznie utrudnia naukę chodzenia przy nodze (chodzi mi o taką "domową" naukę, o to, żeby nauczyć pieska, zeby nie ciągnłą na smyczy). Dlatego jej nie lubię (pomijam przypadki typu dopinanie do niej suki z cieczką...). Najlepiej od początku, od pierwszego spaceru zacząć uczyć pieska komendy "do mnie!" - popartej wręczaniem dużej ilości nagrodek, bardzo atrakcyjnych (żółty serek? kawalki szyneczki?). No i dużo odbiegania od pieska, zmuszanie go żeby na gonił. Wszelki ruch zawsze powinien odbywać się OD psa, a nie DO psa. Yorki nie są tak twardymi i pełnymi popędów psami, żeby nauczenie ich przychodzenia do nogi - bezwarunkowego! - było dużym problemem. Błedem jest trzymanie pieska wyłacznie na smyczy - bo przecież gdzieś, kiedyś wyszaleć się musi - albo czekanie, że "jak dorośnie, zmądrzeje". Czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał.
-
Hmmm, powiedzmy szczerze - to szkolenie jest panaceum na tego typu kłopoty - nie kastracja. A przynajmniej nie automatycznie... Znam trochę piesków kastrowanych - jedne są posluszne, inne - w ogóle... w zależności od tego ile pracują z nimi właściciele. Z kolei znam wyszkolone psy ktore bez problemu dają się odwołać od suki z cieczką :) ... a męskie atrybuty, i owszem, posiadają. Generalnie są argumenty "za" kastrowaniem, wiem - ale męcząca staje się tendencja zalecania kastracji jako panaceum na problemy wychowawcze. :x
-
Można pieska wspomóc hormonami - ale powinien tym się zająć naprawdę doświadczony lekarz weterynarii. Hodowcy stosują też tzw. zmasowywanie - to w przypadku, gdy oporne jąderko i tak w końcu zdecydowaloby się zejść, tylko się ociąga, że tak powiem. Co by nie było, uważam, ze właśnie masz ostatni dzwonek na jakiekolwiek działania i pozostawienie sprawy "odłogiem" to dopiero będzie błąd. Jakiś endokrynolog może...?
-
Moje psy są na karmie naturalnej. Bardzo dobrze "robi" na sierść. Wada - dla mnie minimalna - to pewien wkład pracy jaki trzeba włożyć w przygotowanie. :D
-
Hej, Często są to objawy wywołane alergią. Objawy astmatyczne (sapanie, charczenie, niemożność złapania powietrza) nasilają się, gdy piesek jest podniecony, zdenerwowany, lub wykonał duży wysiłek fizyczny. No i tu jest problem - strasznie trudno znaleźć dobrego weta - alergologa. :cry:
-
Ja trochęznam ludzi z fundacji "Przyjaciel" i z tego, co obserwuję - traktują oni swoją pracę bardzo poważnie. Wręcz za poważnie. :) Jeśli chodzi o weryfikację, to może warto napisać do nich czy zadzwonić i zapytać o uprawnienia osób prowadzących kursy? www.przyjaciel.pl - tam są namiary, na telefony i adresy mailowe... W sumie najlepiej kontaktować się z panią Bekasiewicz.
-
Twój yoreczek mógłby nie ciągnąć, naprawdę - tylko trzeba go tego nauczyć. Trochę mnie uderzyło to sformułowanie "bo yorki się ciągną..." - bo to oznacza jakbyśmy z góry zakładali, że to jest rasa, z którą się nie da (albo nie musi) pracować, a jeśli pojawiaja się problemy wychowawcze, cóż, "ta rasa tak ma". To nieprawda, to są pojętne zwierzątka, gdybyż tylko się nam chciało je wychowywać... :evil:
-
Ohohoho... To właśnie TO troszkę odstręcza - niech no tylko ktoś ośmieli się wypowiedzieć nie w tonie absolutnego zachwytu, to się go odsądza od czci i wiary - i od razu się sugeruje "to na pewno potwor co szarpie kolczatką psa!!!" 8) :lol: :lol: - a przecież kobita nic takiego nie powiedziała, stwierdziła po prsotu że trochę ciężko jest się porozumieć z niektorymi osobami wyznającymi ideologię (a nie używającymi tego narzędzia - bo to jest duża różnica). I tyle.
-
Nie mówię że nadają się najbardziej, mówię że JAK NAJBARDZIEJ się nadają. Mała różnica a jak zdanie przerobiła. :D Z obedience i PT się zgadzam o ile pies jest dobrze prowadzony, o agility boję się, w związku z rozpowszechnionym problemem "slipping patella" który niestety może wyleźć PO CZASIE - i wtedy może się okazać, żeśmy przez nasze sportowe zacięcie zaszkodzili psu. Co nie znaczy że uważam że to dziedzina zabroniona dla yorkasów... A co do wąchania, to piszę na priva :D . O.K.?
-
Hej, Uważam że dobra jest obroża - i to "malo zauważalna", czyli cienka, lekka, miękka. Uwagi o charczeniu biorą się stąd, że większość właścicieli nie potrafi (albo nie widzi konieczności) nauczyć swoich piesków tego, jak się spokojnie chodzi na smyczy. Jeśli chodzi o przypadłość p.t. zapadanie tchawicy (krtani...) to jest to bardzo cięzka choroba i byłoby to widać w życiu codziennym aż nadto, niepotrzebna do wykrycia jej objawów obrózka. Szelki, moim zdaniem, są nieprzydatne - w dodatku na nich już na pewno nie nauczymy pieska chodzić porządnie na smyczy. Smyczki fleksi odpadają z w/w względów - utrwalają fatalne nawyki, przy ich użyciu niewiele można zwierzatko nauczyć, a przecież chcemy mieć dobrze wychowanego yoraska, a nie ciągnące jak parowóz, dyszące i charczące potworzysko małych gabarytów. :D Osobiście używam szelek na yorkach tylko i wyłącznie podczas tropienia. :) Do ktorego to sportu notabene pieski te jak najbardziej się nadają.
-
Jestem osoba niepelnosprawna chcialbym wyszkolic psa pomoz
Berek replied to Rocki's topic in Dogoterapia i psy asystujące
NIe chodzi o poziom hodowli konkretnej rasy w olsce, tylko o to, jaka dana rasa jest. :D :D :D Jeśli ktoś wierzy tym różnym słodkościom z psich atlasów, to niech sobie wierzy, ale realne życie jest gdzie indziej. Pozdrawiam, dla mnie - podobnie jak dla Buldoga - EOT. -
Jestem osoba niepelnosprawna chcialbym wyszkolic psa pomoz
Berek replied to Rocki's topic in Dogoterapia i psy asystujące
A z tym "odpowiednim wychowaniem" to jest tak - że nigdy nie mamy 100% pewności, czy nasz pies aby na pewno nie wykona jakiegoś numeru. Nie mają go nawet goście od psów wykrywających miny, dlatego te zwierzaki są pod tak duża kontrolą i pod stałym szkoleniem utrzymującym ich zachowania na najwyższym poziomie. Buldog ma rację - to nie jest kwestia tego, kto sobie poradzi czy nie, to jest kwestia pytania "co by było gdyby...." - jaka jest możliwośc interwencji, w razie czego. Umiejętność zastosowania wlaściwych bodźcow, jak siezdarzy nieprzewidywalne. No a niestety z wypowiedzi Rockiego trochę w dodatku przebija taki pewien stosunek do świata... nie do końca pewny.... ktory każe dopatrywac się przyszłych kłopotów. -
Jestem osoba niepelnosprawna chcialbym wyszkolic psa pomoz
Berek replied to Rocki's topic in Dogoterapia i psy asystujące
Marmasza, jak zwykle mam podejrzenia że udajesz, że nie rozumiesz. Więc już tylko odnośnie fili... Nie chodzi o "utrzymanie na smyczy" czy nie. Nie poleciłabym Rockiemu strachobździelnego, wielkiego, skórzastego stworzenia, ktore jest bardzo sprawne fizycznie (skacze rewelacyjnie i wysoko) o ile nie ma akurat dysplazji ktora sprawia że staje się powoli kaleką (większość niestety ma - biodrową i łokciową...) i prezentuje prześlicznie cała gamę zachowań określanych jako ostrość pozorna. Czyli rzuca się z rykiem żeby uprzedzić atak od Wielkiego Strasznego Świata. I genialny super autorytet właściciela niestety w tym przypadku MUSI iść w parze z doskonalymi zdolnościami manualnymi. Chęć współpracy mała (znany mi jedyny samiec określany jako super-współpracujący prezentował się tak, że śmiać się chciało - no, powiedzmy, na poziomie bardzo słabego autycznego owczarka). Śliny sporo. I, generalnie, nie rozumiem po co kupować psa u ktorego trzeba się napocić i zetrzeć na proszek trzy tony drewna opałowego żeby uzyskać maleńki, maciupeńki ogieniek :D zamiast od razu nastawić się na zwierzę bardziej nadające sie do stawianych przed nim zadań. Bo jednak jakieś zadania będą, mam wrażenie. -
Jestem osoba niepelnosprawna chcialbym wyszkolic psa pomoz
Berek replied to Rocki's topic in Dogoterapia i psy asystujące
Gosieńko, chyba nie wyłapałaś pewnych partii tekstu - ktoś tu twierdził że wszyscy ludzie kupujący sobie psy obronne są zakompleksieni????