Jump to content
Dogomania

JoannaP

Members
  • Posts

    399
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by JoannaP

  1. Spacery - to teren neutralny, to dom do tej pory był terenem dobermanki i dlatego tu będzie pokazywała gdzie jest miejsce nowego psa. Nie martw się - jeżeli nie ma nadmierniej agresji, daj im trochę czasu. Trochę - tzn. kilka dni czy wręcz tygodni. To zależy zarówno od charakteru dobermanki jak i charakteru malucha. Moje psice zareagowały bardzo różnie na nową suczkę - jedna ją wręcz zaadoptowała, druga udawała, że nie widzi - ale nie pozwoliła jej na jakieklolwiek zbliżenia, trzecia położyła się koło miski z jedzeniem i przez dwa dni nie dopuściła "nowej". Każda też potrzebowała innego czasu, aby w pełni zaakceptować zmianę liczebności stada. Jeżeli nie dzieje się nic złego - nie wtrącaj się.
  2. Szczerze mówiąc niewiele osób wystawia pinczery - przez dziesięć lat odchowaliśmy około 60 szczeniąt, a na wystawach pokazywane było chyba 5 - w tym jedna pozostawiona u mnie w hodowli. Odsetek więc niewielki. Najczęściej ludzie chcą psa tylo dla siebie, ale określają płeć. Jeżeli więc nie mam już np. suczek to... polecam inną hodowlę. Po prostu. Nie namawiam nikogo na siłę na pieska tylko dlatego, że mi akurat taki został "bez przydziału". Zdarzyło się również, że ktoś chciał pieska, ale sam nie miał doświadczenia, to byłby jego pierwszy pies, na dodatek w domu była dwójka malutki dzieciaków, a piesek wykazywał cechy osobnika z wybitną chęcią dominacji - więc odmówiłam sprzedaży, polecając jednocześnie szczenię z innej hodowli. To wszystko.... 8)
  3. Moje jutro kończą 4 tygodnie i zaczynają biegać, baraszkują, poszczekują i podgryzają się nawzajem. Obawiam się jednak, że tu nie spotkasz się ze zrozumieniem u hodowcy, chyba, że ma problemy ze sprzedażą miotu i po prostu będzie miał szczenięta nie zamówione. Po prostu - wyobraź sobie, że "zablokuje" szczenię dla ciebie, poodmawia innym, a potem ty powiesz, że nie bo za wolno zareagował na przykład.
  4. 4 razy w roku? Jeżeli tak - to jest to wyjątkowa sytuacja i z Twojego opisu wynika, że innej możliwości nie było, a na dodatek odpowiednio zadbałaś o psychikę pozostałych wystawianych psów. Mówimy tu jednak o średniej krajowej, z której wynika, że suka ma cieczkę co ok.6 miesięcy, a na dodatek - niestety - nie każdy w wystawców może czy chce stać zdala od innych i wtedy zaczyna się bal. Ja mam 4 suki i wcale nie chcą mieć cieczki w jednym terminie, ale do głowy by mi nie przyszło, aby wprowadzić "kochliwą" sukę na wystawę. To, że mam sukę to mój problem, a nie innych wystawców i nie muszą oni z powodu mojego widzimisię mieć utrudnione wystawienie rozkojarzonego psa. Podobnie nie popieram nagradzania smakołykami na ringu, a już na pewno nie cudownie pachnącymi kawałeczkami kiełbaski. Dokarmiania psów - oczywiście :wink: Nie raz byłam świadkiem, jak pies idący wcześniej ogląda się do tyłu, bo następny z wystawców trzyma w ręku takie pachnące cudeńko. Oczywiście, że właściciel również i w tym przypadku powinien panować nad psem, ale nie zawsze tak jest i w efekcie może przegrać bardzo ładny pies (czy suka), bo zwyciężył psi żołądek. Po prostu irytuje mnie nie liczenie się z innymi ludźmi - w jakiejkolwiek sytuacji - irytuje mnie postawa wyłącznie egoistycznie roszczeniowa: ja chcę to tak robię a reszta mnie nie obchodzi.
  5. Może i w Stanach czy gdzieś tam na świecie można wysatwiać suki w trakcie cieczki, może i należało by panować tak nad swoim psem, aby kuszące go zapachy ignorował, ale cieczka nie zdarza się co tydzień, więc nie przesadzajmy, że przepadnie nam cały sezon. Szanujmy siebie nawzajem - jak mozna podchodzić do jakiegokolwiek tematu na zasadzie - bo ja tak chcę, a inni niech się sami martwią? Traktujmy innych tak, jak sami chcielibyśmy być potraktowani, a zniknie przynajmniej połowa problemów. Raz komuś się uda i psy nie wyczują cieczki, a następnym razem może nie być już tak wesoło. NIE wystawiajmy suki z cieczką i już. Oczywiście, że inne z tego samego domu mogą przesiąknąc zapachem, ale nie jest on ani tak intensywny, ani mocz tej suki nie jest juz kuszący - więc to nie jest to samo. I taką sukę można spryskać środkiem niwelującym zapach, jest to uzasadnione. Posiadanie suki i chęć jej wystawiania wiąże się z takim ryzykiem, ale chyba każdy z nas jest tego świadomy, prawda? Bądźmy tak tolerancyjni dla innych, jak jesteśmy dla siebie i jednocześnie bądźmy tak restrykcyjni wobec siebie, jak jesteśmy wobec innych.
  6. To jest niestety urok posiadnia suki. Na ogół jednak można w przybliżeniu przewidzieć termin najbliższej cieczki, choć niespodzianki sie zdarzają, szczególnie w młodości...
  7. Prawdę mówiąc pytam o wszystko - prawie że o nr buta i grupę krwi. Ale coś za coś - jak poznać człowieka z kilku zdań? Większość ludzi odpowiada szczerze i szczegółowo, rozmawiamy wielokrotnie lub piszemy do siebie - to nie jest tak, że jest kilka pytań i już się wie..
  8. czy dobrze zrozumiałam? Chodzi o pytania, które powinien zadać HODOWCA?
  9. JoannaP

    STERYLIZACJA

    Tajraga & Flaire: wielkie dzięki, znacznie mnie uspokoiłyście :D
  10. JoannaP

    STERYLIZACJA

    Szczerze - to opieka pooperacyjna to rzecz przemiająca, najwyżej jakiś czas będę chodzić niedospana. Bardziej mnie martwi sama operacja (lub dwie na raz), ale masz rację, to koniecznie muszę ksonsultować z wetem. No i psychika - zastanawiam się jak ułożą się dziewczyny między sobą i w jaki sposób może odbić się to na przyszłych maluchach. Wydaje mi się, że suka może po prostu nie tolerowac rozbrykanych, natrętnych smarkaczy - ale mam nadzieję, że się mylę....
  11. JoannaP

    STERYLIZACJA

    Temat może i jest już stary, ale dla mnie jak najbardziej na czasie. I sorry - będzie dłuuugo... Psotka - w kwietniu będzie miała 10 lat. Przywódca psiego stada. Biga - jej córka, 8 lat, obecnie odchoeuje szczenięta. (ur.6.II.) Aria - niespełna roczna smarkula z inklinacjami do dowodzenia: np. potrafi usiąśc Psotce na głowie albo wręcz wyrwać jej jedzenie z pyska, ale ustalenie jej pozycji jest dopiero w powijakach Nikita - 2 letnia miniatura, której wydaje się, że to ona rządzi, ale de facto to tylko pozory. Psotka już dawno nie miała szczeniąt, w ubiegłym roku "urodziła" swoje "wirtualne szczenięta" jakieś dwa tygodnie po tych prawdziwych - których mamą była Biga. Trochę na siebie popyskowały, ale w sumie doszły do porozumienia i na zmianę karmiły szczeniaki. Tzn, karmiła Biga, a Psotka (babcia szczeniąt) spała z nimi w nocy i z racji posiadania niewielkiej ilości mleka, służyła raczej jako smoczek i przytulanka. W tym roku, odworotnie niz w ubiegłym , nie wykazywała żadnego zainteresowania szczeniętami, totalnie ignorowała, aż tu nagle, gdy naluchy miały 2 tygodnie - rano znaleźliśmy w kojcu i Psotkę, i Bigę, zgodnie karmiące szczeniaki. ALE: Psotka następnym razem zaczęła włazić do kojca w momencie gdy była tam Biga (w zasadzie wchodzi tylko na karmienie) i pokazywała zęby. Raz, drugi, za trzecim razem... zaatakowała! W kojcu! Pod łapami piszczące maluchy, dziabnęła Bigę w głowę, dołączyły się oczywiście pozostałe suki - w końcu wyniosłam Psotkę z pokoju, o ile się zorientowałam to pod jej brzuchem wisiała przyczepiona zębami wściekła Nikita, która na ogół zagadza się z Psotką - wyjątkiem są szczenięta. A to dlatego, że w ubiegłym roku Nikita sprawowała rolę niani i całymi dniami bawiła się ze szczeniakami - babcia i mama dały jej w tej mierze wolną rękę...Upss.. łapę.. No i stał się wypadek przy pracy, gdyz Psotka warknęła na któregoś szczeniaka jednocześnie odwróciła gwałtownie głowę w jego stronę - i w efekcie uderzyła zębem w ucho wywinięte na głowę malucha. No wiadomo - polała się krew. Ranka może malusia, ale ucho mocno krwawi. Mało tego - ta sama sytuacja, a tym samym szczeniakiem pojawiła się następnego dnia! Za pierwszym razem Nikita dobiegła do małego, lizała go, pocieszała, za drugim razem dopadła do Psoty z wściekłym jazgotem , uwiesiła sie jej pod brzuchem, do tego stopnia, że otwierałam jej dziób, żeby puściła. Wszystko wolno - ale nie wolno krzywdzić maluchów - takie jest chyba motto Nikity. Od tej pory Psotka zawsze dostanie w ucho gdy zaczyna choćby szczekać czy biec do furtki. Oczywiście - do czasu, bo jak ruda przeholuje, to sama dostanie w ucho. Al jak piszczą przez nia maluchy - to Nikita nie popuści. Oczywiście Biga rownież skoczyła z zębami, ale jak juz zabrałam Psotę z kojca, no i Aria musiała się wtrącić, skoro startuje w walce o władze. Niezła jazda była... Obie - Biga i Psotka - mają guzki około sutkowe (czy jak to się zwie) i planowałam ich usunięcie w najbliższym możliwym terminie. Teraz - po takim zachowaniu Psotki - doszła opcja sterylizacji. Czytałam, że sunie Tajragi też nie należała do najmłodszych i że również jednocześnie przeprowadzono obie operacje. Tajraga - czy drugi raz zrobiłabyś tak samo? Tzn obie operacje jednocześnie? Czy może ze względu na wiek suki - rozłożyć to na dwie operacje? No tak, ale to dwukrotna narkoza... To dla mnie spory dylemat. Druga sprawa - czytałam tutaj , że po takim zabiegu (oprócz niepokoju o skutki uboczne? nietrzymanie moczu?) Wasze suczki czuły się dobrze, wręcz odmłodniały. A czy zauważyłyście jakieś zmiany w stos. do szczeniąt? Chodzi mi o to, że ani Psotka , ani Biga nie będa już miały szczeniaków, ale może mieć je Aria i Nikita. I co wtedy? Psotka bardzo dobrze wychowuje szczenięta, poza tym jednym incydentem nie robi dzieciakom żadnej krzywdy - jak to może się zmienić po sterylizacji?
  12. A nie prościej zadzwonić do Oddziału i poprostu zapytać? :o
  13. my NIE :cry:
  14. Witaj, witaj - spotkania nie są regularne, ale za to tu na pewno znajdziez informację gdzie i kiedy. Na ogół niedziela, 13-15, jak idziesz od rosarium to za mostem na polanie - psów jak mrówków...:-) A gdzie dokładniej mieszkasz - na Winogradach?
  15. Chcesz miec psa, który będzie szczekał nawszystko co się rusza? Chyba nie ma nic gorszego i ciesz się, że Twój nie jest taki. Najbardziej "lubię" jak takie pies szczeka np. w nocy! :evil: Albo akurat u sąsiada na przeciwko jest impreza i ciągle kręca się jacyś ludzie - apies ujada ile wlezie! :evil: Jak już napisał "dingo" - wyszkol go, a nie puszczaj na żywioł.
  16. Moje dziewczyny biegają "na golasa" :o :oops: , a ja biegam za nimi z mopem. Najgorzej bywa, jak któraś zaczyna "helikopterek" czyli najzwyczajniejsze otrzepywanie - włącza te swoją maszynkę napędzającą, najpierw uszy, potem barki, na końcu kuperek - no i to jest właśnie rozpacz, bo pojawiły się malownicze kropki na tapecie... :evil: Na szczęście - zmywalnej... 8)
  17. MałGośka: ostatnio mój kolega małżonek nabył drogą przetargu Żuka w bardzo dobrym stanie i za - nie przymierzając - psie pieniądze: TP S.A. pozbywała się starych samochodów - możesz popytac równiez w innych firmach, a nóż widelec?
  18. Pamiętam, że gdy przywiozłam do domu smarkatą Psotkę (obecnie zasłużoną weterankę) - to spośród psów towarzyszących (wraz z właścicielami) nam na spacerach wybrała sobię jedna suczkę - dobermankę Balbinę. Zapatrzona w niż jak w obraz, w obecności Balbiny głuchła na moje wołania - miłośc ta trwała mniej więcej do 1,5 roku. Póxniej zobojętniała i traktowała Balbinę jak każdego innego psa - towarzysza zabaw. Wg mnie Balbina zastępowała Psocie... mamę. Uczyła ją wszystkiego - i kopania dziur, i gonitw, i podgryzania, i łapania kijków czy piłki - z innymi psami te same zabawy nie były takie żywiołowe. Pomijając płeć - wiek by się zgadzał. Może Twój piesio również w ten sposób traktuje sąsiadkę? Oczywiście przy najbliższej jej cieczce to się zmieni - może jednak zdecyduj się na kastrację?
  19. W pierwszej chwili skojarzyło mi się to z dawnym wózkiem na mleko , może gdziez można znaleźć i zabudować? :o
  20. Ok, zobaczymy sie w środę :D
  21. Przyjade do Novum - ale umówmy się dokładniej na godzine - chyba, że będziesz tam stała cały czas ? :o :evilbat:
  22. Czy można jednocześnie zmartwić się i ucieszyć? 8) No bo ja się zmartwiłam, że nie masz tego pieska - szkoda - a jednocześnie ucieszyłam, że znalazł swój dom... :D :wink: JP PS. Ja też szybko czytam wypowiedzi i nie wszystko zauważam... :wink:
  23. I nawet już jest po gwarancji - wymienić nie można.... :wink: Tufi: zgrałam dla Ciebie na CD zdjęcia z poprzednich spacerków, ale muszą poczekać do następnego spotkania... :( :drinking:
  24. Też tak było... :cunao:
  25. Przeczytałam cały topik...ufff.... :wink: Wprawdzie z SMS-a zrobiła się porodówka, szczeniaki przez ten czas już wyrosły (gratuluję - czytając też już nie moglam się doczekać), ale chciałabym nawiązać do pierwotnego tematu: Sms-a wprawdzie jeszcze żadnego nie dostałam, ale meile w stylu "za ile?" są dość częste. Na ogół odpowiadam - ale moja odpowiedź jest dłuuuuga i obszerna i.... najczęściej nie zawiera ceny. Bardzo mi miło, cieszę się niezmiernie itp. ale chciałabym najpierw wiedzieć do kogo pies miałby trafić - i zaczyna się lista pytań. O dziwo - w większości przypadków doczekuję się obszernych odpowiedzi, bardzo staranny i bardzo grzecznych. I nic nikogo to nie kosztuje. RAZ zdarzyło się, że facet mnie zapytał : to chce pani w koncu pozbyć się tego psa czy nie?! :evil: Jaka była moja odpowiedź - możecie się domyślić. Również nie zbywam pytających o psy bez rodowodu, albo o te "ostatnie miotu" czy z jakimiś wadami. Staram się tłumaczyć (mówię również o rozmowach telefonicznych), wyjasniać, przedstawiać moje stanowisko - a wybór i tak nie do mnie należy. Jeżą mnie jedynie zapytania o to, czy znam jakiegoś fajnego reproduktora bez papierów, bo ten ktoś ma suczkę i szuka narzeczonego. Przyznam , że wtedy moje odpowiedzi są bardziej rygorystyczne i jasno stawiam sprawę. I powiem szczerze, że wolę meile niż telefony, bo jakoś tak się dziwnie składa, że na ogół odbieram je tuż przed wyjściem z domu i bardzo się spieszę, albo właśnie przypala mi się obiad itd., więc czasami powiem dużo mniej (czyt. na odczepnego), niż mogę ze spokojem napisać. Co do przeżywania porodu - to zapraszam do mojego pamiętnika, strona chyba 2, gdzie pisałam o przebojach u mnie w domu, łacznie z tym, że suka będąca w ciąży spała spokojnie, a sapała i rozgrzebywała kojec inna... :D
×
×
  • Create New...