Jump to content
Dogomania

owczarnia

Members
  • Posts

    638
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by owczarnia

  1. A tak BTW, to strasznie mi się podobają tacy zwolennicy "wolności" i "natury" ;). Tylko czemu - życząc takowej zwierzętom - sami pisząc to siedzą w ciepłych papuciach przy komputerze? Zgodnie ze swoimi teoriami o "rasach pierwotnych, które same muszą umieć dawać sobie radę" (w domyśle "bez sweterków" ;)), powinni co najmniej wleźć nago na drzewo i stamtąd nadawać :D...
  2. Boram kochana, Ty się zupełnie niepotrzebnie przejmujesz. Najważniejsze, że pies jest szczęśliwy - resztę olej z góry do dołu, bo inaczej oszalejesz. Myśmy z mężem kiedyś nawet rankingi robili na najgłupsze komentarze dotyczące naszego psa, teraz już nam się nie chce. Oczywiście przodowały pytania o cenę, teksty w rodzaju "to pies obronny?" albo "och, jaki straszny brytan!", "nie zagorąco mu w tym ubranku?" - a wszystko okraszone debilnym chichocikiem. Szkoda gadać.
  3. No proszę, to wychodzi na to, że ja trafiłam na jakąś super uczciwą panią, pomimo iż z ogłoszenia i pieski nierodowodowe... I serdeczna była, i uprzejma, i miła. Udzieliła mnóstwa rad, dała cały spis włącznie z odręcznymi rysunkami instruktażowymi masażu uszek (żeby stały) :lol: sporządzanymi w naszej obecności. Rady okazały się zresztą bardzo przydatne. Piesek był zaszczepiony i odrobaczony, miał książeczkę zdrowia, był czyściutki i pachnący, wesoły, przyjacielski i doskonale odkarmiony. W kącie kuchni stała otwarta paczka Eukanuby Puppy Mini i ewidentnie to jadł, bo kupiłam na początku tę właśnie karmę i wcinał aż mu się uszki trzęsły :). Telefonowałam później do tej pani z jakimś pytaniem, nie pamiętam już z jakim, bardzo chętnie odpowiedziała i wypytywała się o Fuzlaczka. Pies był i jest okazem zdrowia i wyrósł na ślicznego yoreczka - jak wiele razy słyszałam ładniejszego od niejednych rodowodowych - tak więc ja jestem bardzo, bardzo zadowolona. Nawet pomimo tej gafy z "moją" suczką :).
  4. Nasz Fuzlaczek nie ma rodowodu i został kupiony od pewnej pani - co tu dużo kryć - z ogłoszenia. Mimo to jest zdrowy i śliczny, kochamy go nad życie i jeszcze trochę bardziej, pomimo iż miał być dziewczynką :D. Owa pani miała bowiem do sprzedania suczkę i pieska, ja zarezerwowałam telefonicznie suczkę i czekałam aż będzie do odbioru. Mimo iż chciałam przyjechać zobaczyć pieski i wpłacić zaliczkę, pani wolała umówić się dopiero jak maluchy skończą siedem tygodni (jak mówiła, dla ich dobra, bo były jeszcze za małe). Kupiłam wyprawkę, wybrałam imię dla suni i czekałam. Dwa dni przed umówionym terminem nie wytrzymałam i zadzwoniłam zapytać się czy może jednak mogę przyjechać chociaż zadatkować małą. Na co pani wśród tysięcznych przeprosin zakomunikowała mi, że właśnie ją sprzedała - trafił się ktoś bardziej uparty ode mnie i dopiął swego... Myślałam, że zwariuję z rozczarowania. Pani zachęcała do obejrzenia pieska, ale ja nie chciałam. Dopiero mąż mnie namówił, widząc moją rozpacz, aby chociaż go zobaczyć. Zadzwoniłam więc jeszcze raz i umówiłam się, pojechaliśmy. No i kiedy wyleciał na nasze powitanie razem z rodzicami, taki mały berbeć, kiedy wzięłam go na ręce - nie było odwrotu. Do domu wróciliśmy z Fuzlakiem :). I nie żałowałam ani przez chwilę!
  5. owczarnia

    Kastracja

    Hej :). Myślę, że zainteresuje Was jak też Fuzlak się czuje w dwa i pół miesiąca po kastracji :). Otóż czuje się po prostu doskonale! Udało mi się nie dopuścić do utycia, chociaż trzeba było przejść na karmę light - stosuję teraz Royal Canin Mini Light, chociaż wrzucam czasem parę ziarenek Royal Canin Yorkshire, bo mi sporo zostało. Generalnie jednak zaobserwowałam, że na Yorkshire - pomimo podawania najniższej zalecanej dawki - piesek zaczynał tyć, więc czym prędzej przestawiłam się na Light i teraz wszystko jest w najlepszym porządku, Fuzlak waży idealnie. Jest wesoły i pogodny, pełen energii jak zawsze, choć zauważyłam pewne zmiany. Najszybsza - już w tydzień po zabiegu - to zaniechanie "podlewania" każdego krzaczka. Pies nie znaczy już terenu, tylko po prostu się załatwia. Czasem jeszcze gdzieś w kompletnie nieznanym, pełnym obcych zapachów miejscu zdarza mu się podnieść nogę drugi albo trzeci raz, ale na ogół nic już nie robi i zaraz ją opuszcza. Wygląda to jakby się zapomniał :) i dał ponieść staremu nawykowi :). Poza tym jest teraz spokojniejszy i bardziej posłuszny, łatwiej zwrócić jego uwagę na to o co mi chodzi bez uciekania się do rozmaitych sztuczek. Nie leci już do każdego zwierzaka i znacznie bardziej się pilnuje. Dodatkowo stał się - o ile to w ogóle możliwe - jeszcze większym pieszczochem :angel:.
  6. Jak najszybciej do weta. Wyrywa się i górne, i dolne - wszystko w zależności od potrzeby. Pozdrówka i głowa do góry :).
  7. owczarnia

    Kastracja

    Ech... Szkoda mi tylko co poniektórych psów, cierpiących przez ciemnotę swoich właścicieli (patrz pies kuzyna) :(.
  8. owczarnia

    Kastracja

    Wind kochana, dzięki za dobre słowo - niestety większość tak zwanych zwykłych ludzi odsuwa się ode mnie jak od wariatki na wieść o kastracji "bez powodu". Znajomi uśmiechają się pod nosem i rysują kółka na czole, czy naprawdę nikt w tym kraju nie myśli normalnie?... Mój własny kuzyn, nie kryjąc oburzenia stwierdził, cytuję: "ty weź i zrób to jeszcze swojemu mężowi". Oczywiście nie chodzę po ulicach wykrzykując że wykastrowałam psa, ale kto nie zajrzy do nas (bo oczywiście Fuz jest jak zwykle z nami w pracy codziennie, teraz tym bardziej), to od razu pyta dlaczego pies w kołnierzu i sprawa wychodzi. Chyba przestanę mówić, bo już widać, że głową muru nie przebiję i nikogo nie przekonam (a liczyłam, że może a nuż znajomi psiarze też się zastanowią nad takim zabiegiem, zwłaszcza że rzeczonego kuzyna pies co i rusz cudem unika śmierci z powodu bójek z innymi psami, które sam nieustannie wszczyna - oni się bardzo o niego martwią, ale kastracja w żadnym wypadku, co za pomysł w ogóle). Najważniejsze, że Fuzlak czuje się doskonale i już w piątek pozbędzie się szwów, a co za tym idzie, uciążliwości w postaci kołnierza (i może wreszcie zacznę się znów wysypiać :)). A, i dziś zauważyłam pierwszą zmianę - zrobił jedno długie siusiu zamiast kilkunastu "znaczących" porcji :).
  9. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podda psa narkozie dla zabawy. Zanim zdecydowałam się zeszłego lata na zabieg usunięcia mleczaków u mojego Fuzlaka, konsultowałam się u czterech weterynarzy. Nikt nie chciał zaryzykować ekstrakcji bez podania choćby lekkiej narkozy, której panicznie się bałam, wiedząc że yoki mają słabe serca. Ostatecznie skończyło się na czymś w rodzaju półnarkozy - pies jest bezwładny i nic nie czuje, ale nie jest to klasyczne, głębokie uśpienie. Natychmiast po zabiegu został mu podany zastrzyk wybudzający i po około dwóch godzinach Fuzlak był już całkowicie w pełni wigoru. A kilka dni temu zdecydowałam się na kastrację, przy której konieczna jest już pełna narkoza i wszystko skończyło się jak najlepiej - nie ma to jak dobry weterynarz.
  10. owczarnia

    Kastracja

    A - i przy okazji wyczyszczone zostały gruntownie Fuzlacze ząbki :).
  11. Nic się nie martw! :) Yorki powinny zacząć wybarwiać się do roku. Niektóre w tym wieku rzeczywiście są już jaśniutkie, ale inne - z reguły te o mocniejszym i gęstszym włosie - jeszcze długo pozostają ciemne. Zwłaszcza, że grzbiet wybarwia się najczęściej na końcu. Może to trwać nawet i do trzech lat! Fuzlak był bardzo długo ciemny, a teraz jego grzbiet przybiera już coraz bardziej pożądaną barwę pięknej stali (koks w słońcu czy jak to się tam nazywa). Do całkowitego wybarwienia jeszcze trochę mu zostało, ale idzie to coraz szybciej i wiadomo już, że na pewno nastąpi :). Fuzlak ma prawie dwa lata, a gdy miał rok, jego grzbiecik był czarny jak smoła :) (zresztą w tym topicu pisałam, że się boję co z tym kolorem będzie). Buziaki Boramku, dla Ciebie i suni :wink:.
  12. owczarnia

    Kastracja

    Dzięki za odzew :). Kołnierz rzeczywiście dostałam, ale właśnie ze względu na nieciekawą sytuację psa w takim diabelstwie - no i te upały koszmarne - chciałam uniknąć noszenia go o ile się da. Nie dało się, bo ten spryciarz mimo starannego umocowania gatek tak długo kombinował, aż je sobie przekręcał i znajdował dojście do ranki. Wobec czego kołnierz wszedł do użycia, ale - !!! - nawet i w nim Fuzlak znajduje sposób na dosięgnięcie jęzorem szwu. Muszę go więc non stop mieć na oku. Najgorsze jednak już chyba za mną - dziś na kontroli doktór stwierdziła, że wszystko jest w najlepszym porządku i goi się pięknie. Co do samego zabiegu: nie mam pojęcia jak się nazywa narkoza, którą Fuzlak dostał, ale kierując się logiką mogę zaryzykować stwierdzenie, że była iniekcyjna - zastrzyk :). W piątek rano przyjechaliśmy na umówioną godzinę, pani doktor dała jeden zastrzyk, odczekała, dała drugi i zabrała psa. Po trzech godzinach odebrałam Fuzlaczka już w pełni wybudzonego i chodzącego, choć - wiadomo - nieco otępiałego (w pełni doszedł do siebie i swego zwykłego temperamentu dopiero tak naprawdę następnego dnia). Pani doktor wzięła do nas telefon i natychmiast po ukończeniu zabiegu zadzwoniła, że wszystko się udało i teraz pies dochodzi do siebie, po czym po upływie odpowiedniego czasu zadzwoniła ponownie, że psa można już zabrać. Fuzlaczek ma zostawioną "atrapkę" w postaci pustej moszny, nie ogolonej nawet, i jeden - słownie jeden - niewielki szew w pachwinie, w miejscu nacięcia (i tam został ogolony) przez które pani doktor wyłuskała jajeczka. Po zabiegu pies dostał środki przeciwbólowe i antybiotyk. W sobotę rano byliśmy na kolejnym zastrzyku, dziś rano także. Otrzymaliśmy też maść do smarowania. Rana goi się pokazowo, a lekarka za swoją troskę, cierpliwość i ogromne serce powinna moim zdaniem dostać psi order uśmiechu. Powód kastracji był prosty - dobro i komfort psa. Wykastrowane yorki są spokojniejsze, mniej skłonne do ucieczek, mniej szczekliwe (a Fuzlak ostatnio - dokładnie w okresie osiągania dojrzałości, czyli jakieś kilka miesięcy temu - teraz ma 21 i pół miesiąca - rozszczekał się niemożebnie, dosłownie nie dało się przejść ulicą; szczekał zwłaszcza na dzieci - od tego się zaczęło, ale i na dorosłych też; w domu najlżejszy stuk powodował szczekanie). Żyją dłużej. Są szczęśliwsze. Jakich jeszcze powodów trzeba? :) Oczywiście mówię o yorkach nie przeznaczonych do hodowli :D. Pozdrówka :fadein:.
  13. owczarnia

    Kastracja

    Witam :). Dawno mnie tu nie było, a teraz zaglądam po radę. Mój Fuzlak został dziś rano poddany zabiegowi kastracji. Ma się dobrze i wszystko jest w porządku, ale chciałam popytać o Wasze doświadczenia - jeśli macie - i o "patenty" na wylizywanie (na razie założyłam mu po prostu bawełniane dziecinne majty zasupełkowane gumką, żeby nie spadły :)). Czy jest coś, na co szczególnie powinnam zwrócić uwagę?
  14. Nie wiem nie wiem nic jeszcze nie wiem. Dopiero chwilę temu odczytałam priva Boramku, dziękuję za zaproszenie i czywiście bardzo bym chciała przyjechać. Gdzie to jest dokładnie, te Lipiny? I czy możemy jeszcze liczyć na własny domek (trzy osoby + pies)? Macie może foty jakieś tych domków, chłop chce oglądnąć gdzie go ciągnąć próbują...
  15. Iv San Bernard: szampon i odżywka zielone jabłuszko i olejek norkowy. Tych kosmetyków używam i jestem bardzo z nich zadowolona. Kąpiel raz na tydzień, czasem (przy wyjątkowo suchej i ładnej pogodzie) raz na dwa tygodnie. Olejek dodaję do szamponu i wcieram odrobinkę po kąpieli. Później aż do następnej kąpieli już go nie używam, ale - uwaga! - mój pies jest strzyżony na króciutko.
  16. owczarnio gratuluję Ci udanego zakupu :D :D Jeśli możesz to zdradź mi jaki kolor ubranek najczęściej "nosi" Fuzlaczek? :wink: Fuzlak nosi się na czerwono albo szkockokratkowo :D.
  17. Nie wiem czy Wind widziała, ale jeśli chodzi o kubeczek z yoreczkami, to ja do tego stopnia nie oparłam się pokusie, że zamówiłam taki w YC razem z ubrankami już dawno temu :).
  18. Nie warto. Sprawdziłam na własnej skórze (a raczej na skórze Fuzlaka :)). Po Jean Pierre Hery'm miał łupież jak diabli, dlatego właśnie zaczęłam szukać czegoś innego. Iv San Bernard jest na pewno o wiele lepszą firmą, nie tylko moim zdaniem - po prostu obiektywnie.
  19. Ja w sumie też bym nie ryzykowała, dlatego w nocy prawie zawsze wychodzi mąż :lol:. A gdzie się przeprowadzasz, gdzie??? :D
  20. Ani ja (się nie zrywam ;)). Fuzlak na ostatni spacerek idzie najczęściej między drugą a trzecią w nocy, więc bez problemu śpi nawet do południa :).
  21. Ojeju, jakoś mi umknął ten post :oops:, chociaż i tak po tamtym drugim się domyśliłam, że to Ty Boramku :). Ja też Cię witam oczywiście, super że tu zawitałaś. To naprawdę fajne forum i dużo się można dowiedzieć o naszych kochanych maluchach :). Twój problem z Viki sam z czasem znajdzie rozwiązanie, nie martw się. Na początek możesz nieco "ustabilizować" jej toaletę. Kup zwykłą, gumową, samochodową wycieraczkę, możliwie grubą. Na nią połóż zasiusiane gazety, na to kilka czystych i na całość stary ręcznik. Musi być on na tyle duży, żeby brzegi można było z zapasem podwinąć pod wycieraczkę. Zyskasz w ten sposób po pierwsze coś, czego maleństwo nie będzie w stanie już włóczyć po całym domu, a po drugie izolację siuśków od podłogi. Trzeba tylko poświęcić trochę czasu na "wytłumaczenie" suni, że tam właśnie ma się załatwiać. Zanoś ją tam jak najczęściej, a gdy się wysiusia - chwal entuzjastycznie. Z czasem (może to potrwać jakiś tydzień do dwóch, ale może być i szybciej) zacznie załatwiać swoje potrzeby tylko tam. Z doświadczenia wiem, że trzeba machnąć ręką na zapachy i nie dbać przesadnie o czystość "toalety" (oczywiście nie mam tu na myśli kupek :), te wyrzucasz od razu), bo nie będzie chciała się tam załatwiać. Oczywiście i gazety, i ręcznik można - a nawet trzeba - zmieniać, ale nie za często i zawsze trzeba pamiętać, żeby coś przesiąkniętego moczem suni jednak tam było. Później, po wszystkich szczepieniach przed Tobą dłuuga nauka siusiania na dworze... Mój Fuzlak nauczył się tego dopiero w wieku sześciu miesięcy, wcześniej w ogóle nie chciał się załatwić poza swoją domową "toaletą", choćbym nie wiem ile go na tym dworze trzymała. Za to potem przeskoczyło mu w drugą stronę i momentalnie odzwyczaił się od siusiania w domu. Nos do góry i uzbrój się w cierpliwość. Powodzenia! 8)
  22. Iwa Nie martw się, jest jeszcze dla Rocky'ego szansa :). Fuzlak w tym wieku ważył 2,15 kg, a teraz waży około 2,5 (a ma rok i trzy miesiące). Wizualnie nie urósł ani nie utył, ale zmężniał i stąd najwidoczniej ten przyrost wagi.
  23. Pamiętam Boramku... Głowa do góry! Grunt to się nie poddawać! :fadein:
  24. Fuzlak akurat praktycznie w ogóle nie zostaje sam, a jeśli już to bardzo, bardzo rzadko. Zabieram go ze sobą do pracy i wszędzie gdzie chodzę. No, chyba że idziemy do kina - wtedy zostaje w domu, ale też nie zupełnie sam - w swoim pokoju śpi wówczas zazwyczaj mój jedenastoletni syn. Muszę Wam powiedzieć, że taka stała bliskość z psem owocuje niesamowitym porozumieniem z nim. Mam wrażenie, że on rozumie mnie wpół słowa i na odwrót - my doskonale wiemy co znaczy wyraz jego spojrzenia w danym momencie, bezbłędnie odczytujemy każde merdnięcie ogonkiem. To coś nie do opisania.
  25. Już kiedyś pisałam co myślę o takich nachalnych głaskaczach :evil:. Nie pozwalam głaskać psa nikomu i nie ma od tego wyjątku, bo ludzie są po prostu nienormalni, próbują ukradkiem wtykać psom do pyszczka różne "przysmaki" (na przykład słodycze, w tym czekoladę). Nieraz miałam sytuację, że chcieli brać psa na ręce i nie wiadomo co jeszcze. Poza tym Fuzlak - i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to cecha yorków jako takich - wcale nie jest chętny na żadne obce pieszczoty. Podbiec owszem, podbiegnie jeśli mu pozwolę, powącha, pomacha ogonkiem, ale od wyciągniętej do głaskania ręki się uchyla i już. I bardzo dobrze.
×
×
  • Create New...