-
Posts
638 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by owczarnia
-
Mam pytanko: w jakim wieku yoreczkowi powinien się zacząć wysrebrzać grzbiet? Mój Fuz brzuszek ma już srebrno-złoty, łapeczki też, że już o główce nie wspomnę, chociaż oczywiście wszystko przetykane jeszcze czarnym włosem, zwłaszcza na łapach, gdzie w sumie tylko włosy spod spodu są jasne - ale grzbiet wciąż czarny jak smoła :(.
-
Yhm. Też wiem coś o możliwościach bokserów 8). Mój zeżarł swego czasu stół i połowę szafek w kuchni (ze stołu rogi, z szafek drzwiczki), wygryzł gniazdko telefoniczne wraz z całym wielkim płatem płyty gipsowej, notorycznie rozwlekał po całym mieszkaniu produkty spożywcze, w dodatku na znak protestu sikał gdzie popadnie podczas mojej nieobecności :(. Nie do opanowania to było, stanęło na tym, że z psem po prostu zawsze musiał ktoś być. O klatkach wtedy nikt nie słyszał :(.
-
Ja mojego zabieram do pracy prawie codziennie, ale nawet jak zostaje sam, to spisuje się na medal. Nic nie nasiusiane ani nie zniszczone. Zresztą - co taki yorczek może zniszczyć :lol:.
-
Fuzlak nigdy nie skalał się kitką, więc w tym temacie nic nie wiem :fadein:.
-
Mojego nie sposób posądzić o agresję :fadein:. To york :angel:. Socjalizacja czemu nie, ale w granicach rozsądku - tylko o to chodzi. Nie sposób pozwalać każdemu przechodniowi zagłaskiwać psa na śmierć, bo po pierwsze jest to wysoce uciążliwe i dla nas i dla samego psa, a po drugie nie mam ochoty aby później szedł on ufnie do każdego. Yorki to dość specyficzna rasa i nie wiem jak gdzie indziej, ale u nas często zdarzają się kradzieże. Słyszałam nawet o przypadkach żądania okupu :-?. Poza tym, mój pies nie jest już szczeniaczkiem, ma osiem miesięcy a chęć głaskania ze strony ludzi nic a nic nie uległa zmianie. Mam silne podejrzenia, że w jego przypadku wiek nie ma żadnego znaczenia, a nie uśmiecha mi się znosić czegoś takiego przez następne kilka lub kilkanaście (oby!) lat.
-
U mnie na osiedlu są yorczyce Daffy i Sonia, pieski też są, ale nie wiem jak mają na imiona :( (poza moim Fuzlakiem, oczywiście ;)). A yorczek mojej szwagierki ma na imię Tobi.
-
Ja w ogóle nie rozumiem tego panującego powszechnie przekonania, że cudze psy to sobie można głaskać do upojenia :evil:. Może nie byłabym aż tak bojowo nastawiona, gdyby nie fakt, że każde wyjście z psem to istna gehenna polegająca na opędzaniu się od natrętnych głaskaczy :evil: :evil: :evil:.
-
Mnie już u mnie na osiedlu nikt nie lubi. Jestem uważana za dziwaczkę i, co gorsza, chamkę. Psem się taka świnia (ta świnia to ja) nie podzieli, a on taki ładniutki, pluszaczek taki, garnie się i NA PEWNO o niczym innym nie marzy jak tylko o tym, żeby go porywać na ręce, tulić, głaskać i obcałowywać. Dawno bowiem przestałam się bawić w podstępy i twardo mówię każdemu "proszę nie dotykać psa". I koniec. Na podwórku Fuzlak lata bez smyczy, nie biegnie z jakimś szczególnym entuzjazmem do wołających go ludzi, nawet głaskany nie wykazuje objawów szaleńczego zadowolenia, bardziej interesuje go wąchanie trawek, ale ludziom nie wytłumaczysz. Sami lezą do niego i dawaj tarmosić. Wołam psa, a jeśli ktoś go nie chce wypuścić (co się zdarza niestety), podchodzę i mówię, żeby go zostawił. Na szczęście na podwórzu nie zdarza się to za często, bo specjalnie wychodzę z nim w porach, kiedy nikogo nie ma, a wszędzie indziej pies jest zawsze na smyczy, ale smycz niestety nie jest dla chętnych do głaskania żadną przeszkodą, idą jak do swojego i nawet nikomu nie przyjdzie do głowy zapytać. A ja każdemu to samo "proszę nie dotykać psa". I - jak babcię kocham - nie spotkałam się do tej pory z jakąś normalną reakcją. Każdy się oburza, w najlepszym razie słyszę "a dlaczego?!", a zdarzają się i naprawdę nieprzyjemne komentarze. Czy tych ludzi pogięło??? Zaczynam dojrzewać do rozpoczęcia akcji obmacywania facetów tych bab co się rwą do głaskania plus nakłaniam męża do obmacywania samych bab :lol:. Może się nauczą, że niekoniecznie należy się pchać z łapami do stworzenia tylko dlatego, że im się podoba :evil:.
-
To prawda, co napisała, Lady, ale w rzeczywistości yorki o idealnie prostym - samym z siebie - włosie trafiają się raczej rzadko. Po większości jest to efekt odpowiedniej pielęgnacji, a przede wszystkim noszenia papilotów. Małym yorczkom włoski często przynajmniej lekko falują, tym starszym też - jeśli są tzw. półdługie, czyli nie ścięte na zupełnie króciutko (czyli na centymetr) i nie przykłada się szczególnej wagi do ich prostowania.
-
Ha! Nie da się chyba mieć yorka i nie spać z nim w łożku :). Mój Fuzlak robi dokładnie to samo - kiedy widzi, że szykujemy się do snu, czeka już na nas w łóziu, najczęściej pod moją kołdrą :). Prawdę powiedziawszy, uwielbiam to małe, ciepłe ciałko wtulone we mnie i posapujące sobie rokosznie :oops:. Natychmiastowo i gwarantowanie mnie to usypia i nawet to, że mały wierciuch budzi mnie w nocy co najmniej kilka razy wędrując między głową a nogami, tudzież spod kołdry i z powrotem, nie przeszkadza mi ani mnie nie denerwuje. A czesać może i jeszcze nie ma co, ale chodzi o przyzwyczajanie psiaka - później, kiedy zaistnieje realna potrzeba, będzie Ci po prostu łatwiej.
-
No i masz. A mnie weterynarz dała tabletkę na trzecie już z kolei odrobaczenie (pies dwa razy był odrobaczany u ludzi, od których go kupowałam) w dniu drugiego szczepienia i tegoż dnia kazała podać! Teraz się martwię, że źle...
-
Moim skromnym zdaniem chcesz za dużo i za szybko :(. Postaw się w sytuacji swojej suni - nie dość, że przeżyła kupę stresów związanych z przeprowadzką i oderwaniem od matki, nie dość, że uszki chore, to jeszcze chcą jej fundować jakieś koszmary w postaci ciągania tychże chorych uszek i wyczyniania z nimi nie wiadomo czego ;)! To po pierwsze. Po drugie, uważam, że samodzielne podcinanie włosów na uszkach, w dodatku nożyczkami, jest nie tylko ciężką nerwówką dla strzygącego, ale też sporym niebezpieczeństwem dla psa. Takie maleństwo jest nieprzewidywalne, szarpie się, wywija, w ciągu sekundy można mu obciąć kawałek ucha albo wykłuć oko. Ja odstawiłam taką sztukę z podcinaniem tylko raz i nigdy w życiu bym się nie odważyła drugi, za nic w świecie. Fuzlak miał wtedy gdzieś ze trzy i pół, może cztery miesiące, a ja się martwiłam, że uszki mu jeszcze nie stoją i postanowiłam sprawdzić czy wstaną po przycięciu włosków. Wstały, ale wstałyby i tak, a co się strachu najadłam, to moje. Najlepiej zostawiać takie rzeczy profesjonalistom! Na pierwsze postrzyżyny u fryzjera można iść już gdy piesek skończy cztery miesiące, a nawet wcześniej - generalnie chodzi o to, żeby był już po wszystkich szczepieniach i kwarantannach. Uszki zostaną ostrzyżone fachowo, a co najważniesze - elektryczną maszynką, specjalną do strzyżenia psów, a nie żadnymi nożyczkami, czy - broń Boże!!!!! - maszynką na żyletki. Poza tym, fryzjer ma wprawę, no i zawsze jest druga osoba (czyli Ty), żeby pieska potrzymać, gdyby się wyrywał (a na początku na pewno będzie). Z pazurkami też bym się jeszcze troszkę wstrzymała - zacznie wychodzić na dwór, to może się okazać, że i przycinanie niepotrzebne ;). Mojemu wariatowi nie musiałam obcinać ani razu, sam sobie ściera na asfalcie.
-
No to nie wiem. Ja tam żadnego puchu nie widziałam :-?, po prostu krótka sierść, która sobie rośnie. Puch ma to do siebie, że się właśnie wyczesuje albo wypada, a mojemu Fuzlakowi nic tam nie wyłaziło :-?. Włos jak włos, tyle że krótki... Ja robię tak, że najpierw zawijam psa na chwilę w ręcznik i delikatnie "odciskam", potem przeczesuję i podsuszam. Po podsuszeniu wcieram olejek norkowy i rozczesuję porządnie. Potem dosuszam do końca i ostatnie przeczesanie.
-
Jeżeli nie planujesz psa odpindrzać jakoś szczególnie, to moim zdaniem z kosmetyków wystarczą Ci szampon, balsam i olejek norkowy. Do przemywania oczków można kupić zwykły świetlik lekarski, jest lepszy niż te wszystkie żele, a kosztuje grosze.
-
Ja mam szczotkę i grzebień polecone przez Fuzlaka fryzjerkę. Żadne ekskluzywne, szczotka chyba Ferplasta, a grzebień nie pamiętam, ale jedno i drugie razem kosztowało coś koło dwudziestu kilku złotych. Wcześniej wypróbowałam dwie inne szczotki i jeden grzebień i stwierdzam, że te, które mam teraz są zdecydowanie najlepsze. Część do czesania szczotki jest prostokątna, płaska i ma mnóstwo króciutkich metalowych drucików jako ząbki. Druciki są dość miękkie. Grzebień jest metalowy, dość duży, z jednej strony ma zęby rzadsze, a z drugiej gęstsze. Puch?... Yorki nie mają puchu...
-
Sklepów (oprócz Karuska oczywiście) jest mnóstwo. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę, na przykład Google, nazwę poszukiwanej karmy bądź kosmetyku. Wśród wyników na pewno będzie strona jakiegoś sklepu internetowego.
-
Lady pewnie też miała, ale mogę Ci odpowiedzieć ja. Jest naprawdę bardzo dobry.
-
Ciekawe, czy w ogóle da się kupić kaganiec dla yorka :D.
-
O firmie Gotlieb nie wiem nic kompletnie. Pierwszym szamponem, jaki kupiłam był szampon dla szczeniaczków Jean Pierre Hery i tej samej firmy odżywka (balsam?), pamiętam, że nazywała się "Caresse Brillance" - zalecana przez Hery'ego (wg broszurki firmowej) dla yorków. Nie mogę sprawdzić nazwy szamponu, bo zarówno ów szampon, jak i odżywkę (to, co zostało) sprezentowałam szwagierce, która ma 3-miesięcznego yoreczka. W każym razie na pewno powiedziano mi w sklepie, że jest to szampon dla szczeniąt. O innych olejkach norkowych też nic nie wiem :(. Sorry :(.
-
1) Mój piesek miał dokładnie siedem tygodni w momencie kupna. Wszędzie piszą, że siódmy-ósmy tydzień to optymalny moment do zabrania psiaczka. 2) W zależności od rodzaju szczepionki/systemu szczepień obranego przez weta, różnie ta kwarantanna wygląda. Generalnie szczepi się w ósmym tygodniu życia, później powtarza się to szczepienie w trzynastym tygodniu. Za tym drugim razem szczepi się również na wściekliznę. W wypadku Fuzlaka po pierwszym szczepieniu miał on zalecenie nie wychodzenia przez dziesięć dni, po drugim kwarantanny nie było w ogóle. Oczywiście nie muszę dodawać, że przed zaszczepieniem także nie należy wychodzić z psem. Ogólnie chodzi przede wszystkim o kontakt z innymi psami i ich odchodami. Dobrze jest trzymać go także z dala od butów, na których można przynieść do domu zarazki. 3) Dobrze jest zaczekać chociaż dzień/dwa zanim się pójdzie z pieskiem do szczepienia, to pozwoli mu odrobinę odpocząć po wstrząsie przeprowadzki i lepiej znieść kolejny stres, jakim jest pierwsza wizyta u weterynarza i kłucie :(. Byle zmieścić się w ósmym tygodniu życia. 4) Niby powinno się chociaż przez kilka dni dawać psu to, co jadł na starym miejscu, ale w tym wypadku starałabym się jak najszybciej tę "supermarketową" karmę odstawić. Możesz np dodawać mu tylko kilka granulek (jeśli to sucha) do miski, żeby kojarzył zapach, a potem całkowicie zrezygnować. Jeśli tylko właściwie będziesz go odżywiać, nic nie powinno się dziać (w sensie dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, które zresztą mogą oznaczać po prostu stres i dopóki jest to np tylko jedna luźniejsza kupka, nie ma się czym denerwować). 5) Olejek norkowy stosujemy od momentu pierwszej kąpieli, wcześniej nie ma takiej potrzeby ani nawet sensu - piesek ma jeszcze króciutki włos i czesanie w zasadzie ma na celu li i jedynie przyzwyczajanie go do tego zabiegu. Nie kąp też psa za szybko, poczekaj przynajmniej do końca okresu kwarantanny, a jeśli w międzyczasie nie utytła się jakoś straszliwie, wstrzymaj się, aż skończy te trzy i pół miesiąca.
-
Najpierw zdjęcia muszą znaleźć się na stronie - osobiście polecam www.onephoto.pl, zakłada się tam prywatny album i można wrzucać fotki. Kiedy zdjęcia będą już na stronie, wybiera się to , które chce się wkleić, otwiera się je i klika prawym klawiszem myszy. We "właściwościach" znajduje się adres zdjęcia, który wklejamy na forum używając tagu "img". Trzeba pamiętać, żeby nie zostawiać spacji między .
-
Dziękuję za komplement w imieniu Fuzlaka (niestety nie ja wymyśliłam to imię) :D. Pierwsza wiztyta u fryzjera (miał 5 miesięcy) była koszmarna, ale za drugim razem poszło zdecydowanie lepiej. Odgłos maszynki ewidentnie nie należy do ulubionych przez mojego psa :-?, ale jakoś było i z każdą wizytą będzie lepiej, mam nadzieję.
-
No, są fotki! To ostatnie ulubiłam sobie szczególnie ;).
-
http://www1.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=10931
-
No właśnie tego się obawiam, jak pisałam - najwyraźniej mam bana :(. Skąd i dlaczego - nie mam pojęcia. Wysłałam już ze trzy maile do administratorów, ale nadal nic, nawet nie odpisali :(. Nie zliczę ile postów poszło w diabły, bo rozpisałam się jak głupia, a tu: "adres, z którego wysyłasz, został zablokowany". Szału można dostać :evil:. Dzisiaj też próbowałam się dopisać, ale dalej się nie da. Oni tam chyba pogłupieli :evil:.