-
Posts
2773 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
52
Everything posted by Usiata
-
Ależ mam ŚLICZNY poranek! Pani Danusiu, serdecznie, bardzo, bardzo dziękuję TA DAM! zdjęcia kochanej Nesiulki i Miśka - na dobry humorek z ranka prosz bardzo:
-
Huzar na fotce wygląda ślicznie, mordula uśmiechnięta, ogon w górze, ucha sterczące, widać że jest czymś zainteresowany (przypuszczam, że ktoś wołał go po imieniu?). Co do paniki "burzowej" to większość znanych mi psiaków reaguje nerwowo (choć w różnym stopniu) na burzę, boi się grzmotów, a czasem nawet większego wiatru. Może warto byłoby spróbować, podczas kolejnej burzy, pobyć z Huzarem. Wówczas byłby obraz - jak on reaguje na burzę w obecności człowieka... Co do zachowań lękowych - chyba trzeba nam jeszcze zaczekać na kilka dalszych przykładów poczynań Huzara. Jeśli on "lubi wyszaleć się" to zgadzam się z Ayame, że potencjalny domek Huzara powinien kochać ruch i zabawy z psem bo wówczas jest większa szansa na stabilność emocjonalną Huzara...tak to bywa z psami lękowymi... (np. po wielu próbach ustalenia dawki ruchu potrzebnej mojej Larze wyszło nam, że ona musi mieć (dobowo) dwa co najmniej godzinne (rankiem i wieczorem) szybkim marszem, spacery do lasu plus dwa spacery "zabawowe" w ciągu dnia z rzucaniem piłeczek. Wówczas jest w miarę spokojna. Burze spędzamy z Larą w łazience, a gdy podczas burzy jesteśmy nieobecni to Lara chowa się pod kołdrą i tak przeczekuje (udało się to nagrać na zostawionej, włączonej kamerce). Jakby nie patrzeć, pies niestabilny emocjonalnie to duże wyzwanie dla opiekuna i nie będzie to łatwa adopcja. Ale trzeba nam wierzyć, że pomożemy Huzarowi, bo jak nie my, to kto?
-
Dziewczyny szaleją, aż wiatr we włosach hula, heh :D Duszka motorek w dupce posiada, ani chybi :D A pyszczek towarzyszki Dusi niemalże jak mojej Usieńki z awatara.. Dusiu - serdecznie dziękuję :) Serdecznie :) Trzymajcie się zdrowo, dziewczynki kochane *)
-
Taaak, Nesiula jest sprytna i szybko łapie, gdzie jest najlepiej dla Niej :D buziaki dla piesów przesyłam i pozdrowienia dla Państwa :)
-
Bo pańcię kocham; i już *)
-
Martynko kochana, serdecznie Ciebie pozdrawiam i bardzo, bardzo dziękuję, że przytulasz kolejną psią bidę zamiast sobie wakacjować jak to czyni większość młodzieży Bardzo cieszę się, że Nikus trafi właśnie w Twoje dłonie, bo one czynią cuda - tak, jak to zrobiły poprzednio z Małą (teraz Dusią - Duszką) oraz Nesiulką. Miło mi było poznać Ciebie, gdy przekazywaliście mi Nesię w Radomiu i pamiętam moje pierwsze wrażenie, gdy Ciebie ujrzałam, pomyślałam sobie wówczas "jaka to wrażliwa młoda osoba". I potwierdziło się to teraz, gdy przekonywałaś rodziców aby zgodzili się, byś przyjęła Nikusia do Waszego domku. Martynko, mam do Ciebie gorącą prośbę - absolutnie nie przejmuj się naszymi wewnętrznymi dogomaniackimi dyskusjami na tym wątku. Absolutnie. (Ku wyjaśnieniu, cena 200 zł za miesiąc opieki i karmy dla psiaka u Martynki jest ceną zaproponowaną przeze mnie już w ubiegłym roku, przy okazji tymczasowania Małej. I niech taka pozostanie, bo biedy, które trafiają do Martynki to psiaki które wymagają dobrej karmy, a i preparaty witaminowe też się przydadzą. Jak widzę na wątku, Nikuś ma już sponsorów - bardzo serdecznie Im dziękuję . Ode mnie pójdzie grosik na weta. Martynko, jeszcze raz, buziaki przesylam i podziękuj rodzicom, że zgodzili się na Nikusia w swoim domu
-
Ayame, w naszym przypadku teraz jest już DOBRZE :) Mamy ten lęk "oswojony" na tyle, że Lara w miarę spokojnie sobie żyje, ale niestety, bez leków się nie obyło. Na przestrzeni 13 lat próbowaliśmy wielu sposobów i rozwiązań, chyba łatwiej byłoby mi wymienić - czego nie próbowaliśmy...Pierwszy behawiorysta uczył nas 4 miesiące, Lara była oporna i było bardzo ciężko; po pół roku spróbowaliśmy ponownie i po kolejnych czterech miesiącach był sukces - na całe 6 tygodni. A potem, nie wiedzieć czemu, bez jakichkolwiek zmian w ówczesnym naszym życiu, nastąpił restart Lary - do przeszłości.. Oczywiście, że są WIELKIE postępy w porównaniu do pierwszych dni pobytu Lary w naszym domu, ale tez mam świadomość, że jej obecne wyciszenie wynika częściowo z upływu czasu, a po części jest sterowany chemicznie. Ale najważniejsze, że Lara jest, w miarę, spokojna. Będę wdzięczna za kolejne, wszelkie informacje o Huzarze bo bardzo mnie ten psiak chwycił za serce :)
-
Czyli, można przypuszczać, że z psychiką Huzara nie jest najgorzej bo pewnie byłyby sygnały gdyby było inaczej. Czekam cierpliwie na dalszy rozwój sytuacji i wyniki obserwacji zachowania piesia. Nieustająco mocno trzymam kciuki za Huzara i chciałabym, żeby nie miał lęku separacyjnego (moja obecna sunia, z lękiem separacyjnym, przez nasze wspólne 13 lat życia, nauczyła mnie jednego - po niej mogę spodziewać się wszystkiego i w każdym momencie); i tylko to, w naszym przypadku, jest pewne :)
-
Aniu, mam prośbę bo nie mogę znaleźć producenta tej karmy "Crunchy" (ale przyznam, że może nie szukałam szczegółowo); to jakiś lokalny producent? I duga prośba - czy możemy otrzymać informacje o zachowaniu Huzara? czy ta "dziura w ścianie" to był jedynie incydent? Jak Huzar odnajduje się w hotelu, no i ponownie proszę o info, czy w boksie Huzar przebywa sam, czy z innymi psiakami?
-
Co widzę... każda z nas ma, poniekąd, swoją słuszną rację wyrobioną na podstawie albo osobistego uczestnictwa w wydarzeniach na wątku albo tylko ich obrazu w postaci zapisów na wątku oraz swoich doświadczeń życiowych w adopcjach psiaków. Jeśli skutkiem tych racji są szczęśliwe psiaki to tylko trzeba się nimi cieszyć :) Wszystkie także możemy się mylić, gdyż nie znamy wszelkich okoliczności, kóre złożyły się na obecną sytuację Huzara... Wszystkie mamy świadomość, że adopcja się nie udała. Wszystkie chcemy pomóc Huzarowi w jego drodze do odzyskania równowagi psychicznej i emocjonalnej. I to ostatnie, nas wszystkie łączy :) To może skupmy się na tym, dziewczęta :) Domyślam się, że Huzar nie jest jedynym psiakiem w hotelu, ale bardzo chętnie bym poczytała np. w jakim boksie Huzar przebywa? Czy jest w nim sam, czy może z innymi psami? Ta ściana, w której Huzar zrobił dziurę to z drewna może? jak u niego z jedzeniem? jaki stosunek do psiaków, ludzi... już tam troszkę przebywa (tydzień)... P.S. innym razem napiszę, dlaczego jestem szczególnie wrażliwa wobec psiaków z lękiem separacyjnym
-
Poker, z Twoją opinią także zgadzam się po części :) tej części, że gdy pies został adoptowany i nie ma żadnych większych problemów w jego adaptacji w DS to możemy wszyscy spać spokojnie. Natomiast uważam, że jeśli problemy chwilowo zostały zminimalizowane, a wciąż istniały (historia opisana na wątku) mimo szkolenia Państwa i na skutek braku przestrzegania przez nich tych wskazanych reguł postępowania z problematycznym psiakiem to rzadki kontakt z DS (chyba, że się mylę bo brak danych) i upływ czasu doprowadził do tej sytuacji, w której obecnie Huzar się znajduje. I trzeba nam teraz ten czas "nadrobić", a można byłoby zrobić to rok temu?
-
I widzisz, Ayame, w zasadniczych sprawach dot. Huzara, zgadzamy się ze sobą, jest tylko mała różnica w naszych poglądach dot. utrzymywania w miarę ciągłego kontaktu z domem stałym psiaka, budowania relacji i dialogu między ludźmi, właśnie dla dobra psa. Pisząc wyżej, że „przyjmuję częściowo Twoje argumenty” miałam na myśli opisy wyglądu stanu skóry, grzyb w uszach i dopuszczenie przez Państwo do nadwagi Huzara. Tutaj zgadzam się w całej okazałości. Popieram także Wasze działania tuż zaraz po wydaniu Huzara do adopcji mającej miejsce 31 maja 2014, gdy już 08 czerwca pojechałyście (wcale nie blisko, i nie na krótko) na wizytę, w reakcji na informacje o problemach w zachowaniu Huzara. Była rozmowa z Państwem, a także „korepetycje” w zakresie właściwego postępowania z psiakiem problematycznym. Podoba mi się także to, że 08 lipca była rozmowa telefoniczna z domem Huzara by pozyskać wieści o jego postępowaniu. Do tego momentu, w mojej opinii, jest to przykład prawidłowego postępowania Dogomaniaka wydającego psiaka do adopcji. To, co wg mnie, mogło potoczyć się lepiej i z korzyścią dla Huzara to dalsze podtrzymywanie kontaktu telefonicznego z domem stałym po lipcu 2014 r., (a i wizyta w DS pod koniec roku byłaby dobrze widziana) tym bardziej, że było wiadomo o przeszłych problemach emocjonalnych Huzara. Kolejna wizyta była w marcu 2015 r. i potwierdzone zostało, że Państwo nie radzą sobie z problemami Huzara. Wg mnie, w tym momencie, zabrakło konstruktywnego dialogu z Państwem i uświadomienia im, że te problemy nie tylko nie znikną, ale że mogą się bardzo nasilać. I że podpisując umowę adopcyjną (pewnie takowa podpisali) przyjęli na siebie zobowiązanie do dbałości o psa pod każdym względem. I jeśli Państwo nie dają sobie rady z lękami Huzara, a on przez to cierpi, to może warto spróbować zastanowić się nad oddaniem psiaka, gdyż takie sytuacje zwyczajnie zdarzają się, i ostatecznie jest to dla psiaka zdecydowanie lepsze niż pogłębianie jego lęków. Dlaczego o tym piszę? żebyśmy wszyscy (łącznie ze mną), na przykładzie sytuacji Huzara, spróbowali wciąż uczyć się. Żebyśmy nie popadli w „rutynę” w naszych adopcyjnych działaniach, żebyśmy odpowiednio reagowali na sytuacje problemowe (telefony działają w dwie strony i też możemy dzwonić), żeby psiak nie odczuwał skutków braku dialogu między ludźmi bo wszystkim chodzi przecież o zdrowie i dobre samopoczucie psa. Uważam także, że jeśli będziemy o takich sytuacjach otwarcie dyskutować to może nam to tylko pomóc. Ayame, bardzo dziękuję, za konstruktywną wymianę opinii bo widać - można na Dogo spokojnie rozmawiać o trudnych sprawach. :) Podsumuję to wszystko tak - teraz trzeba nam skupić się na pomocy Huzarowi i co do tego jesteśmy wszyscy zgodni, więc działajmy :)
-
KAJTUN po 3 latach w hoteliku u Murki - czy odnajdzie się w DS...?
Usiata replied to inka33's topic in Już w nowym domu
Miód na moje serce... cieszę się, jakbym w lotka wygrała -
Ayame, przyjmuję Twoje argumenty, ale jednak cześciowo... wg mnie, nie powinnyśmy obarczać nikogo całkowitą odpowiedzialnością za tę obecną sytuację Huzara bo, wg mnie, jej przyczyny leżą po obu stronach... Po raz kolejny widzę - duże znaczenie wizyty przedadopcyjnej i utrzymywanie w miarę ciągłego kontaktu z domem stałym psiaka - wówczas jest miejsce na ewentualne korygowanie zachowań - i psiaka, i adoptujących. Nikt nie jest doskonały... Jeśli tego stałego kontaktu (wg mnie, przez conajmniej pół roku od adopcji) między ludźmi nie ma to bywa różnie, w zależności od świadomości adoptujących...a jak zwykle, cierpi na tym psiak. I to jest bezsprzeczne? Nie jest moim zamiarem jakiekolwiek krytykowanie Dogomaniaków, ale uważam, ze każda adopcja psiaka powinna być BARDZO przemyślana. Najpierw ankieta przedadopcyjna, potem wizyta, potem adopcja i co najmniej półroczne WSPARCIE i kontakt z DS; wówczas jest sukces - dla psiaka... i dla nas... Do dziś, w ciągu mojego "psiowego" działania wydałam do adopcji ok. 155 psiaków. Z żadnym wielkich problemów nie było, poza zdrowotnymi, które pojawiły się wraz z upływem czasu. Ale też, każda adopcja była bardzo przemyślana, i z każdym DS utrzymywałam / utrzymuję kontakt. I każdy DS wie, że w razie nawet najmniejszych problemów z psiakiem - dzwonią najpierw do mnie, np. o 3-ciej w nocy, i że nie zostaną bez pomocy, bo jeśli ja nie znam się na problemie to szukamy rozwiązania dalej .. Coś za coś, ale psiaki mają dobrze. Trzymam kciuki za Huzara, że dojdzie do równowagi psychicznej i emocjonalnej w hotelu, i że nam uda się znaleźć mu DOBRY dom stały, taki z prawdziwego zdarzenia :)
-
A może kompromis da się wypracować? np. obroża z mocnego materiału, i smycz w postaci krótkiej linki, żeby Zulcia nie plątała się w nią, zamiast tych łańcuszków? Tylko głośno myślę, bo jednak te łańcuszkowe ustrojstwa to jednak generują dźwięki, a to chyba nie jest najlepsze w przypadku strachliwej Zuli? Niech mnie ktoś przekona, że mam błędne odczucie, bardzo proszę... chętnie przyznam rację ...
-
Co u Huzara? "pan" przywiózł Go do hotelu?
-
Ale mnie człowieki wywieźli...wiecie...żadnych bloków nie było, tylko zielono i niebo... i przestrzeń... Żadnych chodników, autobusów, tramwajów... inny świat... a tak pięknie było, że aż mnie zatchnęło...ojej...mogłam swobodnie oddychać... Tylko mało widziałam, bo ja malutka jestem... ale Pańcio podniósł mnie na rękach i zobaczyłam.... Ależ miałam widoki... po raz pierwszy w życiu taką panoramę widziałam..., ale leciutko się przestraszyłam; gdybym nie była u Pańcia na rękach to bym zwiała, po prostu.. Ale fajnie było... bardzo... następnym razem będzie jeszcze fajniej, bo już wiem, że nic mi nie grozi i mogę podziwiać świat w bezpiecznych ramionach...
-
Ayame, nie wiedziałam, że Huzar wraca do tego samego hoteliku, w którym był. Baaardzo mnie to cieszy i całkowicie zmienia mój pogląd na sprawę :) Bo jeśli wraca do miejsca i ludzi, które już zna to ten początkowy stres będzie bardzo zminimalizowany...Bardzo. Huzarku, trzymam za Ciebie kciuki. Mocno
-
Zulcia jest prześliczna *) I ma już małe zaufanie do człowieka, ale jednak MA - brawo, Szafirko :) To, czego Zula nie akceptuje to - jakikolwiek element uwięzi, czy to smycz, czy sznurek, czy jakakolwiek tasiemka by była (moim zdaniem). Spróbujmy może tak, w ramach eksperymentu, jeśli można poprosić - Szafirko, bardzo proszę Ciebie - załóż Zuleńce tylko obróżkę feromonową i nic poza tym, poobserwujmy Ją :) Serdecznie dziękuję za fotki
-
Nie mam żadnych wątpliwości, że taka będzie; ani tez ukrytych intencji :D :D
-
:D :D Anulko, Twoje smaczki dla psiaków są the best, Najsmaczniejsze dla mnie są łososiowe, aż mi wstyd że Frani, Felusiowi i Romankowi od pyska odejmuję, ale nie potrafię się powstrzymać :D :D No dobra, na 24 czerwca przywiozę smaczki ze sobą, ciut insze, ale też najlepsze zdrowotnie :D :D