-
Posts
520 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Furie
-
Ej, ale to wygląda jak piknik a nie jak zajęcia ;) Może dlatego początkującym się podoba, a ludzie, którzy siedzą w temacie mają beke?
-
Dokładnie TAK! Ale gdyby były, to by się zapewne gorzej sprzedawały, a jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Nie widzę nic złego w biznesie, o ile jest prowadzony etycznie, ale robienie wody z mózgu i wydawanie wątpliwych kwalifikacji etyczne nie jest. Opinia znajomej osoby, która kiedyś kończyła kurs nie-korespondencyjny na tresera/ behawiorystę : "może być, jak ktoś stawia totalnie pierwsze kroki, ale żeby po takim czymś śmieć kogoś uczyć ?! NIGDY W ŻYCIU!". Obraz pracy tej osoby wtedy a teraz, jak trenuje u Fachowca celowo przez duże "F" - niebo a ziemia. Przy czym teraz kurs nazywa się "praca z własnym psem" i nie wydaje dyplomików ;)
-
Zgadzam się z przedmówczynią.
-
Ps2dg4 - moja suka jest nauczona, że nawet na spacerze przenigdy nie załatwi się na trasie marszu, tylko zawsze zejdzie w bok, nawet jak idziemy przez łąkę. W ogrodzie (bo niekiedy tak mi prościej) - również załatwia się wyłącznie na skrajach (bo środek ogrodu służy do zabawy i ćwiczenia). Jak to zrobiłam codzienną pracą i konsekwencją. Metoda - zgodna z tym co napisała Sowa. Czyli wyłapywanie pożądanych momentów, stwarzanie warunków aby mogły zaistnieć i chwalenie, nagradzanie "smaczkiem" (np. celowe prowadzenie psa na smyczy w odpowiednie miejsce zamiast pozwalania mu biegać samopas i decydować samemu) i przeciwdziałanie wystąpieniu tego, czego nie chcę. Czyli np. małego szczeniaka "odsikiwałam" na ogrodzie, przed wyjściem na spacer (bo był za mały żeby "donieść" do lasku). Następnie spacer i uniemożliwienie psu zatrzymywania się po drodze. Następnie - wprowadzenie psa na miejsce do załatwiania. Chwalenie / nagroda jak się załatwił. Jak się nie załatwił - idziemy dalej. Jak widziałam że się przymierza do "robienia" na trasie - szybciutko zabierałam kawałek dalej - byle nie na trasie. To wymagało obserwowania psa i wychwycenia tego momentu kiedy się zaczynał przymierzać, tzn. ZANIM zacznie robić. Codziennie - ładnych kilka miesięcy. Karcenie po fakcie, odroczone w czasie, moim zdaniem zerowy efekt wychowawczy. Pies co najwyżej może kojarzyć nieprzyjemność skarcenia z pojawianiem się Twojej osoby. Karcenie na gorącym uczynku = nie załatwiać się przy człowieku. Zostawianie psich odchodów niesprzątniętych - też nie, ponieważ pies, przynajmniej mój nie załatwi się tam gdzie jest kupa obok kupy. Poza tym, myślę że będzie Ci trudno ze względu na to, co pisali inni użytkownicy - wychowanie psa wymaga mnóstwa pracy, zaangażowania, czasu oraz pozytywnych emocji wobec psa. I kontrolowania sytuacji. Nieupilnowanie czegoś, tj. doprowadzenie do powstania niepożądanego zachowania cofa Cię wstecz w pracy, którą juz zrobiłeś. W tych Twoich realiach które opisałeś, uważam że rozwiązanie Twojego problemu jest awykonalne. Nie ma "cudownego przełącznika" ani metody, która zastosowana raz zostaje na całe życie. Chyba że zmienisz swoje nastawienie do psów o 180 stopni. W co też nie wierzę po tym jak o nich piszesz. A ogród masz duży? Może udałoby Ci się oddzielić część dla ludzi od części dla psów? Tak aby psy miały miejsce na bieganie, spacerowanie, węsznie, leżenie w cieniu i załatwianie się, a jednocześnie nie właziły na podjazd, ścieżkę, miejsce do grillowania, co jeszcze tam masz a jest stricte dla ludzi. Bo z tego co piszesz wynika, że kiedy ludzie są w ogrodzie , psy trzymają się z dala, więc miejsca chyba masz dosyć? Oczywiście taki psi wybieg trzeba regularnie sprzątać.
-
A czy w grupie tych współlokatorów jest ktoś kto się Twoim zdaniem wyróżnia? W sensie zbieżności z Twoimi poglądami na wychowanie psa, realnej szansy na respektowanie Twoich zasad, albo chociaż dobrego rokowania? Czy wszyscy równo "oderwani" ? Czy z grupy współlokatorów jesteś w stanie wytypować 1 osobę, maks 2 do pomocy w opiece nad psem pod Twoją nieobecność? Po pierwsze - chodzi o zagrywkę psychologiczną - lepiej wytypować 1 personalnie niż polegać na współlokatorach jako grupie. Kwestia poczucia osobistej odpowiedzialności. Po drugie - łatwiej przekonać i nauczyć 1 - 2 osoby niż grupę. Więc uczysz jednego, maks dwóch najbardziej "kumatych", a reszcie ograniczasz kontakt do minimum. Wiadome, że powodzenie akcji zależy od ludzi, czy "materia" nie jest zbyt oporna. Podrzucam pomysł na zasadzie szukania złotego środka aby wilk był syty (tzw. Twoje wychowanie nie poszło na marne) i owca cała (tzn. żeby pies nie siedział zbyt długo sam). Sorka jeśli trochę nieskładnie ale coś niewyspana dzisiaj jestem ;P Edit: Sowa, widzę że zbiegłyśmy się w fazie, tylko mnie składnia dużo wolniej idzie ;)
-
Szczeniak też wie czyj jest nawet jak właściciel pracuje a w domu są lokatorzy ;) Jeżeli właściciel po powrocie ma ochotę i potrafi się nim właściwie zająć. Z autopsji piszę. U mnie tak było, że tylko ja pracowałam. No tego nie potrafię pojąć, w ogóle nie rozumiem włażenia komuś do pokoju pod nieobecność, a swego czasu też się mieszkało "na kupie". Choć zgadzam się, że pewnie dużo ludzi tak ma. A mały BOS, bankowo będzie sprzyjał takiemu "nie mogę się oprzeć". Więc przemyśl to sobie Eleonora, dobrze to sobie przemyśl ;) Zwłaszcza kiedy planujesz ćwiczyć z psem. Np. wypracujesz nie tykanie żarcia ze stołu, natychmiastową reakcję na pierwszą komendę, piękne przywołanie, a po powrocie z pracy odkryjesz, że pies ma uszy w d... , blaty sie jeszcze ślizgają od śliny, a zamiast modelowego siad, pies łaskawie klapnie ... po n-tej komendzie, metr od Ciebie, na jednym półdupku i w pozycji cierpiącego paralityka ze wzrokiem wbitym w bliżej niesprecyzowaną czasoprzestrzeń ;) Mnie by krew zalała.
-
Eleonora_white, pies psu nie równy, tak samo jak człowiek człowiekowi nie równy. Z niektórymi ludźmi łatwo ustalić zasady, z niektórymi za świat nie idzie, nawet jeśli deklarują chęci. Im mniej ktoś wie o psach, tym gorzej, także rada Beatrx - trafiona w sedno. Kolejny krok: przedstawiasz swoje zasady, co wolno, a czego nie wolno robić z psem. Patrzysz czy rozumieją i czy akceptują. Jest mały haczyk - mogą nie powiedzieć prawdy albo możesz źle ocenić, ponieważ zapewne bardzo chcesz tego psa. Co do psa - nigdy nie wiesz jaki Ci się trafi. Może być OK, a może trafić Ci się uciążliwy przypadek, np. hałaśliwy. Pamiętaj, że szczeniak jest ruchliwy i podgryza. Jeden mniej, drugi bardziej. Jaką masz gwarancję, że lokatorzy będą mieć cierpliwość do takiego psa, jakby nie patrzeć nie swojego psa i że będą się z nim dobrze obchodzić pod Twoją nieobecność? Kolejna sprawa - nauka czystości. Bankowo będą wpadki. Czy Twoi lokatorzy będą skłonni regularnie sprzątać śmierdzącą kupę Twojego psa, kiedy na dobitkę dostanie biegunki, a rzecz wydarzy się pod Twoją nieobecność? Czy raczej stanie się to kością niezgody? Sorry za niesmaczną dosłowność, ale czasami obrazowe nazwanie rzeczy po imieniu bardziej daje do myślenia. Wyobraź sobie również sytuację, że coś złego się stanie na spacerze z Twoimi współlokatorami, pies coś zje i się zatruje, albo inny pies go pogryzie czy wystraszy, albo go nie dopilnują i zwieje. Rodzinie mimo wszystko latwiej się wybacza. Albo np. pies lękliwy albo chory, a współlokatorzy mają wenę na imprezę. Moim zdaniem dużo powodów do konfliktów, chociaż wiele zależy od ludzi. To już musisz ocenić sama, zwłaszcza że to Ty ich znasz. Ja mogę podpowiedzieć, że jeśli na etapie rozmów pojawią się wątpliwości, to lepiej odpuścić, ponieważ pozornie błahe wątpliwości częściej się przeradzają w duzy problem niż odwrotnie. Co do wychowania, ja jestem zwolenniczką ograniczenia kontaktów z innymi ludźmi do niezbędnego minimum, odbywającego się na wyłącznie moich zasadach. Przerażają mnie opinie typu "nawet jak właściciel się nie zgodzi to i tak psa wypuszczę". Przy poprzednim psie mieszkałam ze współlokatorem i było dużo gorzej niż teraz kiedy mieszkam sama. Pies miał mojego ex kompletnie gdzieś, a mój ex miał gdzieś moje zasady i np. na spacer po lesie nie zapinał psa na smycz. A że pies miał na niego wywalone, to mu zwiewał (przy okazji, smaczków też nie uznawał) i wracał kiedy chciał, raz go nawet grzybiarze przyprowadzili. MASAKRA. Drugi przykład w wydaniu light - mój drugi pies (trudniejszy) i moja Mama. Mama rozumie, ma szczere chęci, ale brakuje jej doświadczenia i kiedy czasem jej podrzucałam Furię na kilka godzin opieki - popełniała błędy. Druga część Twojego pytania, o ludzi za ścianą. Moim zdaniem do ogarnięcia (z własnego doświadczenia), ale znowu dużo zależy od podejścia ludzi - czy są ogarnięci, wiedzą co i po co robią, czy są konsekwentni.
-
Mnie też. Kurs o zawartości trafiającej w potrzeby początkujących, którzy stawiają pierwsze kroki, sprzedaje się jako kurs dla trenerów / behawiorystów...
-
A po co usuwać i wszczepiać nowy? Nie chcesz zarejestrować w polskiej bazie tego niemieckiego czipa i podać swoje dane jako właściciela? Ja mam psa z Czech z czeskim czipem i zarejestrowałam w polskiej bazie.
-
Hahaha, dobre, znamy to, a jakże. Do dzisiaj pamiętam te zajęcze susy Furii, co by tylko szybciej, szybciej, no szybciej do tego śladu, a potem wpadała jak dzik i przelatywała za podstawę :P Właśnie z taką samą opinią ja się spotkałam, ale ona by totalnie zaprzeczała, choćby idei IPO. Furia zgadza się z tollerem. Rytuały - dokładnie. Pies bardzo szybko ogarnia kiedy idzie na pole na spacer, a kiedy do roboty. Co i jak się robi na placu, a co i jak na polu, tym bardziej. Pojęcia manhuntingu nie słyszałam, wrzucę sobie jutro w googla z czystej ciekawości, co by wiedzieć na co ludzie jeżdżą i o co w tym chodzi :)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Dance_macabre, na sportowym byłaś? A podała Ci jakieś uzasadnienie tych tez? Też coś takiego gdzieś, kiedyś słyszałam, przy czym nie o OBI i śladzie sportowym, a o posłuszeństwie VS tropieniu w pełnej ogólności i nie było mówione przez osobę, która siedzi w temacie szkolenia , tak więc : ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
No nie, to ja tu się silę, a Berek załatwia temat 1 zdaniem :D Chapeau bas, Mistrzu Zwięzłej Formy !!
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Sjette, pies prawidłowo szkolony obrończo, mam tu na myśli regulaminową obronę sportową, nie przenosi zachowań z placu na życie codzienne. Słowo prawidłowo ma tu fundamentalne znaczenie, bo okazuje się, że to nie jest takie hop-siup psu rękawkiem pomachać, o czym niektórzy, którzy prowadzą takie szkolenia nie tyle zapominają, co nie wiedzą ;) Ja mam sukę do IPO i ona na co dzień kocha tak ludzi, jak i inne psy. Ogon chodzi tak, że tyłek mało nie odpadnie. Nawet małemu pyrdkowi, który leci z mordą krzywdy nie zrobi, nawet nie odwarknie. Mało tego, ona poza placem, jak i na tym samym placu, podczas treningu posłuszeństwa uwielbia mojego trenera, który jednocześnie jest pozorantem na obronie. A w treningu trzeba mieć wyczucie, trzeba znać granice, trzeba brać pod uwagę wiek psa, jego rozwój psychiczny, cechy osobnicze. Poza tym zdecydowana większość psów jest "robiona" w popędzie łupu, co oznacza ni mniej ni więcej zabawę w gonienie szmatki i gryzienie rękawka :) A wiesz co zrobił mój poprzedni pies przy pozorowanej próbie ataku na mnie? Szczekał do rękawa, co go pozorant rzucił na ziemię :D To o czym piszesz, pogryzienia, może mieć tyle powodów, że niezłą rozprawę można by o tym napisać. Nie neguję faktu pogryzień przez psy trenujące obronę, bo skoro je przytoczyłaś, to nie mam powodów Ci nie wierzyć. Ale to nie jest tak, że to fakt trenowania obrony robi z psów chodzące bomby i że należałoby tego odgórnie zabronić. Oczywiście, patologie się zdarzają, także i w tej dyscyplinie. Tak samo jak zdarzają się wśród ludzi, którzy nie trenują żadnej. A wiesz może jak wyglądają statystyki? Ilość pogryzień przez psy trenujące obronę oraz ilość przypadków pogryzień przez psy które nie trenują obrony w skali kraju. Statystyk co prawda nie widziałam, ale śmiem twierdzić, że te pogryzienia przez IPO-we psy to jakaś kropla w morzu albo wierzchołek góry lodowej, o ile szkolenie któremu zostały poddane w ogóle ma coś wspólnego z IPO. I jednocześnie, że gdyby psy kupowane stricte do trenowania IPO na poziomie zawodniczym, trafiały w ręce nie-IPO-wców, to by dopiero odsetek pogryzień wzrósł, choćby w życiu nie widziały pozoranta ;)
- 15718 replies
-
- 1
-
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
No tak, bo większość z nas (i ja też się na tym łapię) ocenia innych przez pryzmat siebie i swojego doświadczenia w zakresie wychowywania / szkolenia psów oraz cech własnego psa. Ba, nawet szkoleniowcy tak robią. No a potraktowanie np. "pierwotniaka" tą samą miarką co np. owczarka, mylne odczytanie jego potrzeb i zachowań, połączone z małą wiedzą o psach w ogóle, może być brzemienne w skutkach. Co oczywiście wcale nie znaczy że pies ma prawo być niewychowany, bo jest takiej a takiej rasy. Umiar i zdrowy rozsądek we wszystkim jest potrzebny. Także w ustaleniu proporcji między swobodną eksploracją a przemieszczaniem się naprzód :)
-
Fattyciak, a jakiego Ty masz aktualnie psa? W sensie rasy, albo jeśli to mix, to czy są jakieś przesłanki do stwierdzenia mix czego z tym? Co do wychowania i porządnego szkolenia, to osobiście jestem po stronie zatwardziałych zwolenników, ale z drugiej byłabym ostrożna co do ferowania wyroków jaki to ktoś jest zły czy głupi że psa nie nauczył tego czy tamtego, co to się przecież tak łatwo robi, bo wystarczy to czy tamto, kiedy nie wiem co to za pies i co to za człowiek. To nie jest personalna wycieczka do nikogo z przedmówców, tylko wniosek z rozmowy z jednym posiadaczem psa jednej z ras pierwotnych oraz pewnych swoich przemyśleń i obserwacji szeroko rozumianej kynologii :)
-
Więc prawda jest taka, że prawo sobie, a rzeczywistość sobie i tam gdzie fizycznie nie ma szlabanu i celnika, tam w ogóle nie widzę sensu aby dzielić włosa na czworo :D Sama przywoziłam szczyla z 1 z państw UE. A tam gdzie celnik jest, to mniemam, że ma na głowie ważniejsze rzeczy, większej wagi, albo ochotę do świętego spokoju i w miarę płynnej roboty bez przestojów, więc jeden szczeniak bez papierów na wściekliznę w tę czy w tę wielkiej różnicy mu nie czyni. Natomiast z punktu widzenia UŁOMNYCH przepisów weterynaryjnych, do Polski NIE MOŻNA wwozić psów w tym szczeniąt BEZ ważnego szczepienia przeciwko wściekliźnie, z jednoczesnym, wyraźnym zaznaczeniem, że rzeczoną szczepionkę należy podawać szczeniętom w wieku CO NAJMNIEJ 3 m-cy (12 tygodni), przy czym szczepionkę uznaje się za ważną PO 21 dniach od jej podania (to dotyczy szczeniąt i pierwszego szczepienia p. wściekliźnie, w przypadku kolejnych – wystarczy zmieścić się w terminie ważności, a w przypadku przekroczenia – znowu dopiero po 21 dniach). Więc realnie: 3 m-ce + 21 dni. Innymi słowy, zgodnie z literą prawa, nie można wwieźć do Polski* 7 czy 8 tygodniowego szczeniaka. *do Polski i z naciskiem na: ułomnych przepisów, gdyż źródłowe dyrektywy unijne dają swoim państwom członkowskim furtkę, pt.: zgoda na przywóz młodszych szczeniąt bez szczepienia na wściekliznę po spełnieniu dodatkowych warunków, typu czysto formalne oświadczenie o braku kontaktu z dziką zwierzyną, etc. Tak więc do niektórych krajów UE można w pełni legalnie i oficjalnie, ale do nas nie BO PO CO?! .... [wk..w] Aktualne przepisy obowiązują od 29.12.2014 i w formie opracowań .pdf można się z nimi zapoznać tutaj: http://wetgiw.gov.pl/index.php?action=szczegoly&m_id=28&kat_id=1507 Na podstronie panuje lekki nieład (co mnie akurat nie dziwi ... ) ... I umówmy się że na tym zakończę swój komentarz nt WETGIW. Należy rozgraniczyć przemieszczenie do Polski z kraju będącego w UE od przemieszczenia do Polski z Państwa Trzeciego (są oddzielne opracowania na UE i na PT, na PT są dodatkowe wymagania). Co do PT – są podzielone na różne grupy, zgodnie z załącznikiem do jakiejś tam dyrektywy UE (podział PT oraz akty prawne są ujęte w opracowaniu). Ponieważ weterynaria odpowiada zarówno za wwóz, jak i wywóz, a każde państwo ma swoją urzędową weterynarię, logicznym jest że przy imporcie szczeniaka należy sprawdzić: przepisy wywozowe kraju pochodzenia (co powinno być w gestii hodowcy) oraz przepisy wwozowe Polski, a przy eksporcie odwrotnie. Co do konsekwencji to, można o nich przeczytać w dziale o państwach trzecich i w skrócie są to: 1) cofnięcie na terytorium z którego pochodzi, 2) poddanie kwarantannie do czasu spełnienia wymagań; 3) w ostateczności uśpienie bez rekompensaty finansowej, jeżeli nie można zrealizować zawrócenia ani kwarantanny. Powyższe działania mają prawo zostać podjęte PO konsultacji z urzędowym lekarzem weterynarii. Podstawą prawną jest rozporządzenie unijne, którego numer jest podany w 1 z .pdf na wetgiw. I w sumie tu mnie naszła EUREKA, aczkolwiek póki nie przeczytam tych rozporządzeń, to tylko luźna myśl: dlaczego celnik woli mieć święty spokój i puścić szczeniora ? -czego dowodem są relacje przedmówców o bezproblemowym tranzycie z PT, choćby A_niusi o Rosji via Berlin. Ano dlatego, że urzędowy weterynaryjny nie siedzi na każdym jednym przejściu granicznym, a w przypadku wykrycia nieprawidłowości zanim celnik podejmie decyzję, to musi ten fakt skonsultować z urzędowym weterynaryjnym. A więc dodatkowa robota dla minimum 2 osób, a w praktyce dużo więcej, bo w UC i w Wetgiw jest biurokracja w ch.... Jednocześnie przypadek opisany przez Pa-ttti miał wybitnego pecha i trafił na przejście z urzędowym weterynaryjnym lub / i nadgorliwym celnikiem. Jest coś takiego jak wykaz przejść granicznych: http://www.wetgiw.gov.pl/files/2074_WYKAZ%20PRZEJSC%20GRANICZNYCH,%20NA%20KTORYCH%20ORGANY%20CELNE%20PRZEPROWADZAJA%20KONTROLE%20ZWIERZAT%20TOWARZYSZACYCH.pdf i jest podane rozporządzenie Min. Rol. i Rozw. Wsi, będące wobec niego aktem nadrzędnym. Z ciekawości doczytam. Ja osobiście na pewno omijałabym n/w przejścia, bo o ile mi wiadomo, na nich oprócz celników siedzą jeszcze właśnie urzędowi weterynaryjni: Koroszczyn (PL) – Kozlowicze (BY) / Bobrowniki (PL) – Bierestowica (BY) / Terekhova (LV) - Burakhki (RU) .
-
Behawiorysty? A dlaczego nie trenera?
-
No raczej. Mnie jak logistyka szwankuje, a bywa, to najwyżej przez jeden dzień nie mam zakupów, z głodu nie umrę, a coś się zawsze znajdzie, ale pies pod sklepem nigdy nie siedzi. Do wiejskiego "cho-no-tu" psa zabieram ze sobą, przy czym ja to robię dla niej, dla socjalu. W najgorszym razie, wybrałabym jakiś mały sklepik i poprosiła wchodzącego człowieka, żeby mi kupił ten czy tamten produkt pierwszej potrzeby albo wyczekała moment bez kolejki i poprosiła z progu aby mi podano.
-
Miałam psa, teraz mam sukę. Pies - faktycznie sporo podsikiwał, suczka - po prostu opróżnia pęcherz. Węszenie i analizowanie zapachów - u jednego i drugiego. Oraz u jednego i drugiego, tak węszenie jak i sikanie - tylko w miejscach przeze mnie dozwolonych. Jak idziemy to idziemy, jak węszymy to węszymy i sikać wtedy też możemy :D U psa strasznie pilnowałam, aby nie podsikiwał murków, latarni ani tym bardziej tzw. przypłoci i przychaci, bo to jednak teren cudzej posesji. Na początku łatwo nie było, koniec końców załapał, tylko trzeba było pilnować i czasem przypomnieć.
-
Wydaje mi się, że im mocniej się rozdrabniamy nad szukaniem rozwiązań i metod, analizujemy, zastanawiamy się jak to przepracować, tym mocniej pies nam kombinuje. Z moich obserwacji: pracuję nad zobojętnieniem suce samochodów, gdyż ona ma tendencję aby się na nie rzucać, tzn. zamordować. Im bardziej kombinowałam i im bardziej byłam przy tym niezdecydowana, jednocześnie przewidując co się zaraz może wydarzyć (czyli zęby w ruch), tym bardziej ona sobie to utrwalała. Nawet jak wypracowałam siad na widok nadjeżdżającego auta, to nie było do końca to, bo ona dalej je namierzała i aż mi się trzęsła z emocji, tak bardzo chciała wyskoczyć. Odkąd trzymam krótko (aby nie miała pola manewru) i po prostu twardo idę, jest o niebo lepiej. Jak pies próbuje kombinować, to mu niewygodnie. Mi też, nie powiem, ale trzeba być twardym i to pomaga, bo pies wyluzował. I duzo lepiej mi to idzie w mieście, gdzie jest duzo aut niż na wsi, gdzie coś jedzie raz na ruski rok, w ilości sztuk jeden. Mój wniosek z tej sytuacji: jeśli chcesz coś psu zobojętnić, to sam potraktuj to jako coś obojętnego, jakby tego nie było. Co do Twojego psa i deszczu, sądzę że on się nie boi, tylko mu się nie podoba. Wnoszę po tym, że jest skory do jedzenia i kombinowania, czyli wyjdę po tego smaczka, porwę i zwieję. W 1 z psich książek przeczytałam, że nie można się jednocześnie bać i jeść, bo te 2 stany są powiązane z 2 różnymi ośrodkami w mózgu, więc albo działa jeden albo drugi. Tak jakoś, słowo w słowo nie pamiętam, ale taki był sens ;)
-
Ja już też mam i daję od dwóch dni. Spodobały mi się te składy. Marp holistic z jagnięciną - duży wór. Łososia wzięłam mały worek - na wypróbowanie na ślady. A red mixa dostałam próbki. Za szybko na ocenę, ale pierwsze wrażenie jest OK. Co do smakowitości, Furia zje wszystko, ale nie powiem, tak jak zawsze grzecznie czeka na pozwolenie, tak dzisiaj wieczorem zaczęła wpier...ć z powietrza, zanim zdążyłam postawić miskę na ziemi (sorka za określenie, ale ten pies nie je, na to co robi jest tylko jedno określenie, co wykropkowałam ;) ) A jakoś specjalnie głodna nie była, bo rano się najadła na posłuszeństwie, a z racji treningu i spaceru po mieście, śniadanie dostała w porze obiadu, no a kolację normalnie.
-
Jeżeli to jest marzenie na zasadzie marzę ponieważ ... i na początku listy jest charakter, o którym dużo czytałaś, widziałaś, poznałaś, to czemu nie :) Ja jako dzieciak marzyłam o rotku, ale o swoim marzeniu nie mogę tego powiedzieć, bo to było raczej bo mi się podoba. No właśnie i na tym koniec ;) Wracając do dogów, sprawdzałaś kwestie zdrowia i średnią długość życia? Mi się wydaje, że żyją dość krótko. Gdybym nie była zadeklarowaną maniaczką danej rasy, to by był duży minus. U mnie na wioszy jest jeden. Lubi się urwać na samotną przechadzkę i bywa że widuję go na spacerach po lesie z przewodnikiem (głównie lata luzem). Nie wchodzi w interakcje z otoczeniem, wręcz stroni od jakichkolwiek kontaktów, niezależnie od tego czy jest z przewodnikiem czy biega samopas. Nie gania zwierzyny, przynajmniej nie widziałam, nie słyszałam. Co do posłuszeństwa - fajnie wykonuje komendy typu "stój i czekaj" (w tym czasie ja nadchodzę z Furią z naprzeciwka), fajnie się odwołuje. Widać, że jest zrównoważonym oraz dobrze ułożonym psem. W chacie mają jeszcze 1 czy 2 małe, zawadiackie "pyrdki". Dla odmiany, poznałam 1 posiadaczkę, która zdecydowała się na DM bo chciała spokojnego, statecznego i zrównoważonego psa. A ma ... problem z agresją do ludzi, co przy gabarytach tego psa jest "lekkim" hardcorem. 1 pies nie przesądza o rasie, ale gdybyś się decydowała, to uważam że na wszelki wypadek warto mieć pod ręką sprawdzonego szkoleniowca, choćby się miał nigdy nie przydać, niż dopiero szukać jeśli się pojawi problem. Spotkałam się z opinią 1 hodowczyni, że dog niemiecki to nie jest pies, który da się pokroić za ćwiczenia posłuszeństwa za przysłowiową parówkę, albo piłeczkę, bo to nie owczarek i że jemu to tak naprawdę wcale nie jest potrzebne do szczęścia. I że jak przyjdzie na wołanie, czy usiądzie, to bardziej dla właściciela, bo mają ok relację, a nie za smaczka. W realu nie weryfikowałam, bo nie miałam okazji , więc tylko powtarzam zasłyszane. Widzieć w pracy, widziałam co najwyżej presa canario i cane corso, bo takowe mamy na placu, robić robią, dokładnie to samo, ale na pewno nie tak samo ;) W porównaniu z hovkiem to zupełnie inny temperament. Także Twój plan 30 - 60 minut ćwiczeń może tu niezbyt pasować. A poza tym niedawno był wątek o dogu niemieckim, chyba w dziale hodowla i ktoś z dogaży tam się wypowiadał. A jak Ci się leonberger podoba?
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Zgadzam się z tym, co pisze SZPiLKA23. Z dobrych karm dorzucę jeszcze Marp (właśnie testujemy) i Wolfsblut. W wolfsblucie są różne formuły, więc trzeba uważać, żeby np. mając psa chudzielca nie wybrać sobie linii dietetycznej, z niskim białkiem i niskim tłuszczem (np. ten z koniną tak ma) ;) Ty piszesz o diecie light i sterylce - więc dla Ciebie to byłby plus. I nie wszystkim psom pasuje taka duża ilość ziół. Jednak składowo - karma jest dobra, a nam najbardziej służył Range Lamb, ale wszystkich nie próbowałam. Fajny jest również włoski Trainer, a z umiarkowanych cenowo (bo te poprzednie raczej droższe) dobrze oceniam Happy Doga, ale z tej linii w której jest np. Toscana czy Neuseeland. Innych nie próbowałam. Jeśli te karmy okazałyby się zbyt drogie, to możesz je potraktować jako wskazówkę - poczytać opisy, składy, a potem poszukać czegoś podobnego w lepszej cenie. Co do pospolitych karm, typu Royal - one często mają różne "dosmaczacze" i dlatego są chętniej jedzone, no i często można je kupić w gabinetach weterynaryjnych, dlatego są chętnie polecane. Z suplementów, poza tym co SZPiLKA23 poradziła, dorzucam jeszcze algi morskie, chlorelle (to też glon). Poprawiają przemianę materii i oczyszczają z toksyn. Kiedy testujesz różne rodzaje żywienia, patrz na sierść (czy jest lśniąca), czy pies nie ma łupieżu, czy się nie drapie ponad miarę. Czy nie ma "zawalonych" uszu i czy mówiąc wprost nie śmierdzi psem ponad miarę. Moim zdaniem żywienie ma na to wpływ. No i taka oczywistość, jak objętość i konsystencja qpy ;) A co do samych karm - im mniejsza zalecana dawka - tym lepiej (raz że ma więcej "konkretów" i mniej wypełniaczy i jest lepiej przyswajalna, a dwa - w końcowym rozrachunku wychodzi taniej, bo worek na dłużej starczy). Czasem jest tak, że jednej karmy musisz dać ok 400 g, a innej, na tę samą wagę psa starczy 250 g. Co do BARF - uważam że jest lepszy i zdrowszy niż sucha karma, jednak diabeł tkwi w szczegółach i trzeba umieć ją dobrze zbilansować i suplementować. Ja się na tym nie znam, dlatego jestem na suchej. Natomiast co do gotowania, to słyszałam że gotowanie na parze jest lepsze niż w wodzie, bo mniej wyjaławia ze składników odżywczych. Acha, napisałam Ci w dobrej wierze, bo wspomniałaś że chcesz się wgłębić. Nie oceniam ani Ciebie ani tego jak karmisz psa, a już na pewno nie krytykuję, więc bądź spokojna :)
-
Chounapa, ja też bym się skłaniała ku molosom. I moja propozycja, to przejrzyj sobie jakieś katalogi ras, właśnie grupę molosów, poczytaj, pooglądaj, wybierz kilka, które najbardziej Ci się podobają, zapodaj nam tu i spróbujemy się zastanowić, albo popytać znajomych. Co do rottków, mam akurat czwórkę znajomych, których widuję średnio raz w miesiącu, dwa na 1 placu, 2 na drugim. To za mało żeby Ci tu napisać swoje wnioski, ale co szkodzi popytać właścicieli. Dla mnie no problem :) Mi się te psy bardzo podobają, ba, to jest moje niespełnione marzenie z dzieciństwa! Jak jesteśmy przy molosach, zerknij sobie na wspomnianego przeze mnie wcześniej hovawarta. Moim zdaniem wpisuje się w Twój opis. Jednak w rasie (ale to chyba w każdej) zdarzają się problemy. Z drugiej strony, traktowanie tego jako reguły, moim zdaniem byłoby dużym nadużyciem. U hovków powiedziałabym że najczęściej jest to niepewność i lękliwość, a nawet agresja lękowa, a ze zdrowotnych - dysplazja (RTG jest wymagane do hodowlanki). U psa, możesz się spotkać z nietolerowaniem innych samców, u nas się pojawiło ok 8 m-ca zycia, jak zaczął dojrzewać. Jednak wybicie mu tego z głowy, dla mnie było relatywnie szybkie i łatwe (mimo że to był mój pierwszy w życiu pies). Dużo szybsze i łatwiejsze niż wybicie z głowy suczy malinie rzucania się na samochody ;) Zetknęłam się, lekko licząc z kilkunastoma osobnikami i sama miałam jednego. O żadnym z nich nie powiem, że jest "zryty", jakkolwiek szurnięty albo niedostosowany. Moim zdaniem fajny i pogodny pies towarzyszący, który daje dużo fajnych możliwości na umiarkowanym pobudzeniu, będzie chętny do zabawy, spacerów, ćwiczenia posłuszeństwa, o których wspominasz. Co do "zrobi wszystko za szyneczkę" - i tak i nie. Z jednej strony są łase na żarcie, z drugiej strony - lubią sobie przemyśleć, czy aby na pewno to im się opłaci, czasem trzeba się ostro nakombinować. Zapotrzebowanie na ruch - piszą że duże, ale ja bym rzekła że umiarkowane i to co piszesz jest OK. Pod warunkiem, że faktycznie, rzetelnie mu to dasz. Szczeniak jest żywiołowy, ma fazy głupawki, nie lubi się nudzić, ale stosunkowo szybko się uczy że np. posłanie służy do leżenia. Ja przy hovku w ogóle nie miałam klatki i nie przypominam sobie żadnych szkód w chacie. Jest to także pies, którego spokojnie można ze sobą wszędzie zabierać, nawet do knajpy. Intruza pod płotem - oszczeka, ale nie powiedziałabym że się spieni, albo wyskoczy z mordem w oczach ;) Dzieciaki - niedawno, na 1 z placy spotkałam hodowczynię z dzieciakami swoich przyszłych klientów, co to się psa nagłaskać nie mogły. A pies stał i się dawał głaskać ale to było bardzo wyważone, tzn. bez ekscytacji. I stosunek do obcych też jest podobny - pozwoli, nawet ogonem zamacha, czasem się nawet wkręci i będzie się do Ciebie kleił, ale nie powiedziałabym aby dał się pociąć za głaski obcego. Choć nie u wszystkich, poznałam nieufne lub wręcz niechętne, co to potrafią kłapnąć, choć nie były to psy, które jako pierwsze szukały zaczepki. Mój dla odmiany, kochał wszystkich i był bardzo wylewny. Z Furią shit happens mam to samo ;) We wzorcu piszą, że rasa pracująca, że próby pracy, ja się spotkałam ze stwierdzeniem, że muszą robić IPO, bo to taka rasa, że do tego są i u mnie faktycznie tak się wszystko zaczęło. Szło całkiem fajnie, ale ja bym powiedziała że w wydaniu hovka to jest takie bardzo mocno rekreacyjno - zabawowe IPO. I na pewno to nie jest tak, że ten pies to musi, inaczej się udusi. Nawet się kiedyś śmialiśmy z IPO-wcami, że super założenia, ale coś hodowcom nie wyszło ;) W kwestii popędów, mój odstawał na plus (dla mnie) i to właśnie dlatego po śmierci mojego pierwszego, nie zdecydowałam się na drugiego hovka. Bo się bałam, że będzie słabszy, a ja chciałam więcej, dużo więcej. Mój hovek odszedł młodo na białaczkę, jednak jest to jedyny przypadek tej choroby, o którym wiem. Co do typu właściciela - jak najbardziej normalny i przeciętny psiarz, bez żadnych zajobów na pracę albo na cokolwiek innego. I dlatego, ja osobiście, opisy hovawarciarzy jakie to są żywiołowe psy i wulkany energii traktuję z przymrużeniem oka. Nie jest to otępiały miso, ale wulkan energii to trochę przesadzone. Myślę, że przy takim stopniu aktywności jak proponujesz, będziesz twierdzić, że masz aktywnego, a zarazem normalnego psa. Hovek na pewno jest psem, który potrzebuje jasnych zasad i konsekwencji, bo jak nie to wejdzie na głowę, jak mu nie zapewnisz odpowiedniej dawki ruchu - również (ale to chyba każdy pies), co przy jego gabarytach jest mocno problemowe. Ma skłonności do złodziejstwa, plądrowania blatów, jest kombinatorem, ma swoje zdanie, wszystko musi mu się opłacać. Mój miał tendencję do zwiewania. Wykopywał się z wybiegu, wyskakiwał sobie na wiochę, robił obchód po sąsiadach, wracał a jak wracałam z pracy - udawał niewiniątko. Zdarzyło się pary razy, dopóki nie zabezpieczyłam tego wybiegu. I zaakceptował. Świrek Furiatek szybciej by się pokaleczył, aby tylko odzyskać wolność, którą mu zabrali - to tak dla porównania. Jeśli by Cię ta rasa zainteresowała, służę dalszą radą oraz kontaktami. Co do użytkowych ON - z perspektywy Twojego opisu raczej nie polecam. One się różnią nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim temperamentem. Są dużo bardziej pobudliwe, reaktywne, dużo szybsze, zwinniejsze, miewają różne zajoby i przede wszystkim to już są psy z gatunku "robić musi inaczej się udusi" ;) Jeśli hov miałby się dla Ciebie okazać zbyt aktywnym psem, to użytkowy ON raczej na pewno. Z naciskiem na "tak mi się wydaje, jednak ja Cię nie znam", więc nie oceniam, tylko próbuję doradzić :) Acha, moim zdaniem hov się nie nadaje do mieszkania na zewnątrz, bo potrzebuje być przy człowieku. Włos ma długi, ale moim zdaniem mało upierdliwy. My się śmiejemy, że z tendencją do samooczyszczania. Co się wysuszy, to się wykruszy, a w najgorszym razie wyczesze. Krótka sierść maliny w chacie jest dużo bardziej upierdliwa.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with: