spike1975
Members-
Posts
512 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by spike1975
-
:D dobre. umknęło ci najwidoczniej że mamy na ogół do czynienia z dwoma właścicielami. to na zasadach którego z nich ma się ten kontakt odbywać? z tekstu wynika że na twoich, mam rację? :D ja nie uważam żeby było sensowne zmuszanie kogokolwiek do kontaktu z naszym psem gdy właściciel drugiego sobie tego nie życzy. niemniej takie panikarstwo jakie ty tu prezentujesz uważam z kolei za żenujące, nie porozumiemy się nigdy. dzisiaj taką akcję miałem. idę sobie z psem, przede mną dwa maluchy. jednego ominąłem zupełnie spokojnie a właścicielka drugiego jak mnie zobaczyła idącego z naprzeciwka to hyc i swojego pieska na ręce. nic to że przed chwilą widziała jak mijam poprzedniego i mój pies nawet się nie obejrzał za nim. i jak takich panikarzy poważnie traktować? ta to jeszcze była o tyle dobra że awantury mi nie zrobiła. ale bywają takie co jeszcze z mordą do mnie że "psa na smyczy trzeba prowadzić". to im mówię żeby się bujały i tyle.
-
sądzę. i sądzę że każdy z nas powinien zrobić co tylko w jego mocy żeby "psie spotkania" odbywały się miło i przyjemnie. i co więcej zdecydowana większość ludzi tak robi. niemniej wciąż sądzę że oczekiwanie że każdy będzie swojego psa zapinał na smycz gdy widzi innego i pytał "w którą stronę pani idzie to ja pójdę w inną żeby się czasami pieski nie spotkały" jest co najmniej przesadzone. my jako właściciele możemy i powinniśmy interweniować widząc psia agresję i brutalność. absolutnie nie zgadzam się na to zeby "psy się same ustawiały", nie tędy droga. zresztą chyba nawet w tym temacie pisałem o psie "kubie" i jego głupiej właścicielce z którą się popsztykałem. ale to jest moim zdaniem kierowanie się w strone skrajności - z jednej strony jakaś próba pozbycia się odpowiedzialności za swojego psa pod hasłem "psy same się dogadają" a z drugiej upośledzanie behawioralne psa poprzez próby przejmowania całkowitej kontroli nad nim i izolowanie go "normalnego życia", psiego oczywiście. no i jeszcze jakby tego było mało afery z ludźmi którzy naszych dziwactw nie podzielają a często nawet nie rozumieją. po prostu uważam że należy zachować umiar. a co do takich akcji jak opisujesz to w ogóle kosmos jakiś. ja to w ogóle "sądzę", że naprawdę potrzeba jest odpowiedzialności żeby puszczać dużego psa. czy to się właścicielom dużych psów podoba czy nie to jednak jak skoczy w naszym kierunku yorczek i nas obszczeka to jakoś można machnąć ręką. ale jak skoczy i zacznie szczekać taki pies jak mój, który raz że ma "ostry" wygląd a dwa że głosik to ma taki donośny jakby ze studni szczekał to sytuacja jest zgoła inna. dlatego baba od kuby miała ciągle awantury. bo ten pies co chwila coś obszczekiwał i gonił. no a wyobraźcie sobie że szczeka i biegnie do was tak na oko 45 kg mix ONka i rottweilera. masakra.
-
ale ja nie piszę że psom się należy dać pogryźć i przyglądać się temu. ja piszę że nie należy wpadać w panikę wyobrażając sobie natychmiast czarne scenariusze na widok każdego napotkanego psa i w te pędy swojego zapinać oczekując tego samego od drugiego człowieka. piszesz że to "wyobraźnia" no ale fakty świadczą o tym że jednak nadmiernie wybujała skoro kreśli ci takie czarne scenariusze. gdybym sam nie miał psa i sam nie wiedział jak spacery z psami wyglądają to może bym ci uwierzył, że na każdym kroku czyhają potwory gotowe rzucić się na psa i go maltretować. tak nie jest to. tylko twoja niestety WYBUJAŁA wobraźnia. gdyby słuchać tego co piszecie na dogo to tylko samobójca by sie zdecydował na psa czytając jak to z każdej strony grozi mu jakieś niebezpieczeństwo. a ja dzisiaj na porannym spacerze spotkałem kilkanaście psów, trochę obcych, trochę znanych i żaden nie poniósł szkody z tytułu tych spotkań, nikt nie musiał żadnego rozpaczliwie odwoływać i robić afery. I TAK JEST CODZIENNIE a ci wszyscy którzy ze swoimi psami uciekaja (jak ta dziewczyna którą opisywałem wczoraj) przed niczym swoich psów nie chronią tylko ulegają jakiemuś szaleństwu.
-
no tak, tylko pamiętaj, że to ja bez napinek chodzę sobie z psem praktycznie wszędzie nie wpadając w histerię na widok innego psa i nie przywołując go wtedy w panice, prawda? i nic złego mu się nie dzieje. i nie muszę pomstować na ludzi jakie to chamy nie wychowane bo też nie przywołują swoich psów i nie zapinają ich na smycz jak widzą mojego. wiec raczej świadczy to o tym że ty żyjesz w krainie wróżek i fantazji a ja przyjmuje świat taki jakim rzeczywiście jest i razem ze swoim psem doskonale się w nim odnajduję. a to co ty nazwałaś "odrobiną grzeczności" której w "moim świecie" nie ma to wcale nie grzeczność tylko panikarstwo zwyczajne. choć na kafeterii, uczciwie przyznaję, jest odwrotnie - przewagę stanowią zwolennicy twojego, histerycznego moim zdaniem, sposobu zajmowania się psami. no ale to tylko internet. tu można wygadywać dowolne idiotyzmy bez żadnych konsekwencji.
-
tak to wyglądało?: a ja jestem leniem i pracuję tylko jak muszę. natomiast na spacerze z psem to się z nim bawię i odpoczywam. jakbym miał ochotę na wiecej pracy to bym się zatrudnił na kolejnym etacie a nie brał psa. i naprawdę posłuchaj koleżanki klaki, mówi z własnego doświadczenia. bo to: świadczy jednak o twoim przewrażliwieniu które nikomu na dobre nie wychodzi. takie już prawo psów żeby jeden na drugiego czasami warknął, tak wyglądają ich wzajemne relacje, nie wszystkie się muszą kochać ale to nie znaczy że trzeba za pieskiem latać jak kwoka za pisklakami.
-
ustalmy może co to w ogóle znaczy "miejsce publiczne" i poslugujmy się jakimś jednorodnym terminem. nie ma takiego pojęcia zdefiniowanego w prawie ale za miejsce publiczne uznaje się miejsca do których ma dostęp nieograniczona/nieokreślona liczba ludzi. takim miejscem jest w zasadzie wszystko poza miejscami prywatnego przeznaczenia. więc miejscem publicznym jest np sklep (choć jest on prywatny ale nie ma tu czynnika ograniczenia dostępu) czy kino ale nie jest nim teren prywatnej firmy z bramkami i kontrolą wejść. na pewno miejscem publicznym są wszelkie parki, ulice, tereny zielone itd. w zasadzie można powiedzieć że wszelkie tereny gdzie normalnie wyprowadzane są psy to miejsca publiczne. ja nie uważam że to w ilości rzecz. jak patrzę czasami na wyczyny niektórych "specjalistów" z bożej łaski to żadna ilość psów jakie mieli nie przekona mnie że się do czegokolwiek nadają. no i proszę. okazuje się że można być normalnym i nie wpadać w histerię z powodu bzdur. no a możesz mi wytłumaczyć co by się takiego stało gdyby on nie zadał ci tego bezsensownego pytania, gdybyście ich nie zapięli, gdyby te psy do siebie dobiegły, trochę się obwąchały, może pobawiły, może nie a wy poszlibyście w tym samym albo nie tym samym kierunku i każdy z psów poszedłby za swoim właścicielem? bo w "moim realu" tak to właśnie wygląda. nikt na widok obcego psa nie podskakuje jakby mu ślimak w d... wpełznął nie łapie go i nie zapina na smycz pytając drugiego gdzie idzie zeby przypadkiem psy się nie zetknęły. dla mnie to kompletny odlot i nie zrozumiem czegoś takiego. i ja takich spotkań mam po kilka dziennie. różnie to się odbywa, czasem bardzo przyjaźnie, czasem "na sztywnych łapach", czasem któryś warknie czy pogoni drugiego ale naprawdę nie widzę powodu żeby biegać za swoim psem jak kwoka żeby czasami się niekomfortowo nie poczuł. szczególnie że tego rodzaju postępowanie tylko pogarsza sprawę. źle napisałem że "nikt". oczywiście że się tacy zdarzają ale są to zdecydowanie wyjątki na których patrzy się pukając w czoło. moim zdaniem to jest przesada po prostu. no ale róbcie jak chcecie, mam na dzieje tylko że to waszym psom wychodzi na dobre. no na to żeby puścić swojego psa pomiędzy trzy inne i to wszystkie na smyczach to trzeba faktycznie zgłupieć co nieco ale przecież pomiędzy takim brakiem wyobraźni a sytuacją że miałbym na widok każdego obcego psa przywoływać swojego i go zapinać to jest przepaść. dzisjaj jak wracałem spotkałem jakąś młodocianą z pieskiem a la jamnik. piesek ciągnął do nas gdzieś z odległości 20 m. chyba sie chciał bawić bo nic nie szczekał ale dokładnie nie wiem bo byli za daleko. a panienka odciągnęła pieska w bok żeby tylko uciec. po co tak robić? czego się tak ciągle bać? potem nie ma się co dziwić że się taki piesek robi nerwowy.
-
to dlaczego nie chcesz żeby twój pies pobawił się z innym? koniecznie upierasz się że "z tobą jest lepiej" skoro dla psa ewidentnie nie jest? weź pod uwagę inną rzecz. zabawa z innym psem będzie tym bardziej atrakcyjna im mniej twój pies będzie miał do niej okazji. jak mu się pozwolisz z innymi bawić to mu spowszednieją.
-
pewnie że skrajność bo ja w odróżnieniu od was mam problemy tylko ze skrajnościami. dla mnie normalny pies idący sobie czy to na smyczy czy bez żadnym problemem nie jest. niestety dla was jest i usiłujecie mnie przekonać że to wy macie rację. szczerze mówiąc mocno mnie dogomania rozczarowała, zamiast znaleźć tu ludzi którzy naprawdę lubią psy znalazłem takich którzy każdego poza swoim to by najchętniej kijem potraktowali. ale "w realu" jest pod tym względem o wiele lepiej i jeżeli nie trafi się jakiś oszołom to spacery są całkiem fajne.
-
to jest wzorowy pies. ja nie tylko takiego zachowania nie uważam za naganne czy agresywne ale wręcz idealne i nie mam żadnego problemu jeżeli mój pies zrobi tak jakiemus natrętowi. normalna psia interakcja. zresztą właśnie ostatnio zrobił tak nachalnemu labradorowi sąsiada. pies nie potrafi powiedzieć "odpier... się pan ode mnie" więc to jest jego sposób na wyrażenie takiego życzenia a nie żadna agresja. natomiast problemem są ludzie i ich psy które z kilkunastu metrów prują się do nas a za chwilę ich właściciele się do mnie prują żebym psa na smycz zapiął. pretensje są o to że mój pies "idzie bez smyczy" bo o żadnym kontakcie nie ma mowy. mój pies nie podejdzie do takiego narwańca co absolutnie nie przeszkadza ich właścicielom mieć pretensje. a im bardziej te ich psy niewychowane tym bardziej właściciele domagają się żebym ja swojego na smyczy miał. piszesz o empatii której ja ponoć nie mam. a jaką ty masz empatię żądając od ludzi żeby zamiast przyjemnie sobie spacerować ciągle rozglądali się za "psami problemowymi" których właściciele będą się domagać żeby wziąć psa na smycz. ja psa mam dla przyjemności, nie mam owiec do pilnowania, więc tacy histerycy są naprawdę uciążliwi. tutaj faktycznie czerpię jedynie z własnego przykładu bo mój pies został ugryziony (po raz kolejny to powtarzam) przez sukę KTÓRA BYŁA NA SMYCZY i wyrwała się właścicielce. więc skoro to jest tak mało prawdopodobne żeby agresywny pies kogoś pogryzł mimo że jest na smyczy to musiałem mieć wyjątkowego pecha. ale szczerze mówiąc nawet jeżeli tak było to i tak nie będę sprawdzał czy wyrywający się do nas 30-40 kg amstaf zerwie te smycz (albo wyrwie z ręki pani która ledwo go trzyma, albo wyciągnie głowę z obroży, albo w końcu smycz czy obroża nie wytrzyma) czy nie więc wolę zawrócić. i jakoś większe mam zaufanie do takiego samego amstafa który Z PREMEDYTACJĄ ale za to bez smyczy sobie biega z właścicielem i przyjdzie się do mojego psa przywitać. i jeżeli ty porównujesz sytuację w której "pies postanowił coś obszczekać" (co się faktycznie zdarza dosyć często psom i na smyczy i bez smyczy) do sytuacji gdy oddalony o kilkanaście metrów wyrwał smycz z ręki, podbiegł i ugryzł to nie wiem jak ja mam z tobą rozmawiać. ciekawe kto tu w takim razie "nie ma wyobraźni"?
-
no to ja się nie będę silił na odpowiadanie ci. trochę śmieszne są takie osoby jak ty czy berek ostentacyjnie obwieszczające jak to mnie mają zamiar ignorować a następnie smarujące do mnie długaśne posty. nikogo nie zmuszam do rozmowy ze mną. a moje wypowidzi odnoszą się albo w ogóle do całokształtu zjawiska albo do konkretnych wypowiedzi które cytuję, nie każdy mój post dotyczy ciebie. może nie aż tak ale na pewno wynika tyle, że wasz pies który "nie lubi innych" musi potrafić od tego psa odejść a nie go zaatakować. bezpieczeństwo w miejscach publicznych jest sprawą najważniejszą czy to się komuś podoba czy nie. a jeżeli wasz pies nie potrafi zachować spokoju w miejscu publicznym i trzęsiecie portkami na widok każdego obcego psa żeby nie doszło do jakiejś awantury to jest przede wszystkim wasza sprawa. oczywiście w pewnych szczególnych przypadkach bardzo nachalnych "podbiegaczy" jestem wam w stanie przyznać rację, że powinno się ich co nieco utemperować. jednak to co wy tu przedstawiacie żebym na widok każdego napotkanego psa przywoływał swojego i zapinał go na smycz bo zawsze może się trafić ktos kto wprawdzie psa wychować nie potrafi ale pretensje o to do mnie to będzie miał to jest przegięcie. a jak trybiki się poprzestawiają człowiekowi? ostatnio jak się jednemu poprzestawiały to samolot z pasażęrami o ziemię rozwalił. to są argumenty kompletnie z sufitu bo nie odnoszą się do normalnych, codziennych sytuacji i nigdy nie da się ich przewidzieć. ale zdarzają się tak rzadko że w ogóle nie ma sensu tego brać pod uwagę. opiekun odpowiada za zwierzę i nie może ono powodować szkód więc jeżeli ma zwyczaj skakać na ludzi, gonić rowerzystów czy dzieci to oczywiście trzeba go tego oduczyć. natomiast gdyby nawet skoczył czy pogonił to i tak nie upoważnia nikogo do skopania tego psa, prawda? a już zupełnie nie maja te argumenty zastosowania gdy mówimy o psie który nie skacze, nie goni, nie szaleje tylko normalnie przychodzi się przywitać. 500 razy to samo powtarzam - w miejscach publicznych najważniejsze jest bezpieczeństwo i ja pewnie z wieloma waszymi uwagami bym się zgodził ale z jedną nie mogę na pewno - z filozofią "nie podchodźcie do mojego psa bo jest agresywny". jeżeli tak jest to waszym obowiązkiem jest takie jego trzymanie zeby nikt do niego podejść nie mógł a jak podejdzie to zeby nie ucierpiał (czyli przynajmniej smycz+kaganiec).
-
czli berkowy standard - nie mam pojęcia o sprawie więc się wypowiem :) oj to trzeba być naprawdę intelektualnie doświadczonym przez los.
-
ja nie twierdzę że wszystko wolno każdemu i akurat ten przykład który dała teraz gojka że dzieciak na rolkach szarpie się ze swoim psem który ucieka przed natrętem to jest okropny i naprawdę trzeba by taką właścicielkę pouczyć. ale ja odnoszę się do całokształtu zjawiska prowadzenia psów w miejscach publicznych: 1. nieprawdą jest że smycz rozwiązuje wszystko, że może być agresor na smyczy, pogryźć kogoś a właściciel jest usprawiedliwiony bo ma psa na smyczy. 2. nieprawdą jest że trzeba narobić afery bo jakiś pies do nas podbiegł - w miejscach publicznych trzeba się z tym liczyć i nie warczeć na każdego kto się do nas zbliża 3. powyższe dotyczą wszelkich innych interakcji z ludźmi i zwierzętami. jesteśmy w miejscu publicznym, nie możemy prezentować roszczeniowej postawy pełnej pretensji i uznawać że nasze widzimisie jest dla innych prawem a najlepiej to by było jakby wszyscy na nasz widok się wynieśli żebyśmy zostali tylko my i nasi znajomi. dokładnie tak właśnie jest. staramy się tego nie robić i uważać ale takie rzeczy się zdarzają i będą zdarzały a skoro ty tego nie rozumiesz to może faktycznie się do buszu przeprowadź. no i jak mnie taki rowerzysta potrąci czy dziecko we mnie wjedzie to nie robię afery na cały park i nie wybijam mu przy tym zębów "bo mogę" skoro taki nie tylko że się do mnie zbliżył ale nawet i potrącił.
-
więcej powiem, psy się powinno wyprowadzać na spacer w klatkach. tylko dziurki zrobić żeby nogi wystawały, klateczkę w rękę i na spacer. a twoje wyobrażenia o tym skąd ja zachód znam to naprawdę zachowaj dla siebie.
-
no cóż, konia z rzędem temu kto przyzna że jego postawa jest agresywna i roszczeniowa. niedawno byłem z moim chrześniakiem na placu zabaw. podszedł jakiś chłopiec i zaczął się BEZ PYTANIA bawić jego koparką która sobie obok leżała. czy powinienem gówniarza po mordzie natrzaskać, zrobić awanturę matce itd itd? chyba tak skoro takie masz pretensje o to: a ja cały czas powtarzam to samo: w przestrzeni publicznej musimy się liczyć z kontaktami z innymi ludźmi/psami itp. jak ci się to nie podoba to jest rada - strzel sobie posiadłość, ogrodź murem i spaceruj za tym murem jedynie ze "znanymi" tobie i twojemu psu ludźmi. jak nie to licz się z tym że spacerując z psem co jakiś czas ktoś będzie chciał go pogłaskać, zwłaszcza skoro to "taki misiaczek", że czasami jakiś pies do niego podbiegnie. dla mnie to są rzeczy oczywiste, naturalne i zupełnie normalne. więcej nawet, dla mnie jest oczywiste że to ja odpowiadam za to żeby takie spotkania z moim psem odbywały się w atmosferze przyjaznej i bezpiecznej (zwłaszcza jeżeli chodzi o dzieci) natomiast postawę "trzymać się ode mnie z daleka" to można sobie realizować na własnym podwórku. oczywiście rozumiem też że są psy bardziej nerwowe, gorzej się "zaprzyjaźniające" i rozmaite kontakty z nimi powinny być realizowane ze szczególną ostrożnością. natomiast nie jest to absolutnie wytłumaczenie dla wielokrotnie prezentowanej tu postawy "nie życzę sobie" określającej takiego "podbiegacza" mianem skończonego chama bo twojego "nie życzę sobie" śmiał nie uszanować albo ma psa którego nie potrafi odwołać na pstryknięcie palcem. nie życzysz sobie kontaktów z innymi - siedź w domu.
-
z takim prostakiem jak ty kontaktu nie myślę nawiązywać w żadnym wypadku. jakoś gwiazdy dogomanii nie widzą w tym nic złego. wg wielu z nich świat dzieli się na wąskie grono "swoich" i "resztę" która ma się trzymać z daleka a jakby z jakiegoś powodu nie chciała to należy ją w poczuciu słuszności zgnoić. MASAKRA. a tak tylko "przypadkiem" są to na ogół te same osoby których psy mają problemy w kontaktach z innymi psami, dziećmi, dorosłymi. no ale oczywiście one w tym problemu nie widzą. dlaczego? pisałem wcześniej dlaczego ale jakoś do was to nie dociera. otóż dlatego, że w publicznej przestrzeni jesteśmy skazani na kontakty z innymi. oni mają tam takie samo prawo do przebywania jak i my. mój pies został ugryziony przez agresywną sukę którą właścicielka zgodnie z waszą teorią trzymała na smyczy ale niestety suczka się wyrwała i ugryzła. i takie zdarzenie może się przytrafić zawsze. nie ma możliwości żebyśmy zawsze kontrolowali agresywne zwierzę. to samo było niedawno z amstafem który się wyrywał właścicielce. był tak agresywny że wolałem iść inną drogą. mam gdzieś to że on był na smyczy bo nikt mi nie zagwarantuje że się nie wyrwie, nie wyciągnie głowy z obroży albo obroża, karabińczyk czy smycz nie pęknie. a zagwarantowanie tego że nasz pies nikomu nie zrobi krzywdy jest podstawowym obowiązkiem każdego właściciela. tu nie ma w ogóle co porównywać jakichś "podbiegaczy" którzy stanowią jakąś tam niedogodność ale nie stwarzają realnego zagrożenia bezpieczeństwa. jak pisałem wcześniej - wolę 1000 razy namolnego podbiegacza niż prowadzoną na smyczy niezsocjalizowaną bestię która w ogóle "nie lubi innych psów", nie ma z nimi kontaktu i nigdy nie wiadomo czy akurat mojego, przechodzącego obok, nie uzna za zagrożenie, nie wyrwie się i nie ugryzie. myślenie "ja sobie będę chodzić z agresywnym psem a wszyscy niech mnie omijają" jest w ogóle w cywilizowanym świecie nie do przyjęcia. no ale niektórym najwidoczniej do bycia cywilizowanymi dużo brakuje. bo to jest właśnie owa różnica między krajami cywilizowanymi a naszym, który się dopiero cywilizuje. ktoś kto na zachodzie broniłby stanowiska zeby w miejscac publicznych spacerować sobie z agresywnym pieskiem i oczekiwać od innych że będą się trzymać z daleka uznany by został za niebezpiecznego wariata. a u nas, proszę bardzie - szanowne dogomaniaczki nie mają za złe tego że pies jest agresywny, niezsocjalizowany i nie nadaje się do wprowadzania w miejsca publiczne tylko to że w PUBLICZNYM, DOSTĘPNYM WSZYSTKIM miejscu ktoś do niego podbiega. tu ktoś dał przykład dziecka na rolkach. ciekawe co by było gdyby takie dziecko na rolkach, dopiero co uczące się jeździć, wjechało w psa (agresywnego ale przecież na smyczy). chyba powinien mieć prawo rozszarpać bachora, wg waszych teorii. niech się nauczy jeździć, prawda? pewnie pewnie, pani berek. zupełni idiotyczne, a ci "podbiegacze" to pewnie mają jakąś domieszkę ludzkich genów skoro tak bardzo chcą te kontakty z innymi psami nawiązywać. bo gdyby były psami to by na pewno nie chciały, pani się tak na tym świetnie zna. :) naprawdę w tym internecie to można wygadywać dowolne idiotyzmy i aspirować przy tym do miana "autorytetu".
-
jeżeli pies "nie lubi" to należy go trzymać tak żeby nie miał tego kontaktu czyli nie wprowadzać w przestrzeń publiczną. jeżeli się natomiast wprowadza to należy tak zabezpieczyć aby nikomu krzywdy nie zrobił. bo owa przestrzeń publiczna jest dostępna wszystkim i z definicji dochodzi tam do tych kontaktów. pies który "nie lubi" może warknąć i odpędzić natręta, nie mówię że nie, może sam odejść nie będąc zainteresowanym zabawą ale nie może natręta zaatakować i ugryźć. niestety ale czy to się komuś podoba czy nie to w miejscach publicznych zawsze będziemy mieli kontakty z innymi, taka jest natura tych miejsc. to jest tak samo jak z ludźmi. jak wychodzisz na zewnątrz to może cię zaczepić pijak o 2 złote, może przyczepić się do ciebie jakiś człowiek coś zacząć ględzić i nie chcieć się odczepić, może się do ciebie przyczepić jakiś natrętny adorator i chcieć cię poderwać. tak, oczywiście oni "nie powinni" ale może się tak zdarzyć. możesz wtedy powiedzieć żeby się od ciebie odwalił, możesz nawet zrobić awanturę ale nie upoważnia cię to do walnięcia go w łeb, prawda? dlaczego uważacie że z psami jest inaczej? że możecie chodzić z agresywnym psem który pogryzie innego gdy tamten podejdzie i to ma być usprawiedliwienie, bo podszedł? no moze i niedobrze zrobił ale absolutnie nie usprawiedliwia to agresji, na takie rzeczy w miejscach publicznych należy być przygotowanym. a ta to gdziekolwiek się nie pojawi zawsze musi z jakimiś personalnymi złośliwościami wyskoczyć, przecież inaczej nie potrafi.
-
no i dlatego ja się tak ciągle upieram że mit trzymania na smyczy jest po prostu bez sensu. bo tak jak pisałem kiedyś mojego psa ugryzła suka która była na smyczy ale się wyrwała. ta ostatnia historia z tym amstafem była identyczna. pies niby był na smyczy ale był potężny, mega agresywny w stosunku do mojego i bez kagańca. był w takiej furii że nikt nie był w stanie zagwarantować że się nie wyrwie, nie wyciągnie głowy z obroży, nie pęknie obroża, smycz czy karabińczyk przy smyczy. a wtedy to "ręka noga mózg na ścianie" więc wolałem obejść ich inną drogą niż ryzykować że mi psa pogryzie. i zawróciłem właśnie dlatego ze mimo tego że "na smyczy" to pies wcale nie był "pod kontrolą". a kiedyś sobie szedłem takim szerokim chodnikiem koło sklepów a po przeciwnym brzegu tego chodnika szła babka z beaglem. beagle był na smyczy i w kagańcu co mnie trochę rozśmieszyło na początku ale jak ich mijaliśmy w odległości co najmniej z 5 m to rzucił się na nas ze wściekłym ujadaniem. wtedy już się przestałem dziwić. mój pies nawet nie zrobił kroku w jego kierunku a baba do mnie że dlaczego on nie jest na smyczy.
-
ale jest prawo które nakazuje mieć psy pod kontrolą a nie mów mi że jak twój pies pogryzie innego to on jest "pod kontrolą". wróćmy do mojego przykładu z amstaffem sprzed paru dni. amstaf był na smyczy, szarpał się, był agresywny, szczekał próbując się wyrwać do mojego psa. mój wprawdzie wtedy był na smyczy ale dla potrzeby dyskusji nawet uznajmy że nie (bo naprawdę ta smycz do niczego potrzebna nie była). pytanie: czy te psy były pod kontrolą? mój idący bez smyczy i czy tamten drugi na smyczy?
-
ja tam podejrzewam że skoro twój pies bez problemu mija inne na wąskim chodniku to nawet natarczywemu podbiegaczowi co najwyżej by trochę futro przetrzepał. już niech ja to skończe bo chyba wspólnego stanowiska nie opracujemy. jedyne co na koniec wam mogę powiedzieć to tyle że mój pies mało do którego nieznajomego podbiega. ostatnio kilka miesięcy temu się trafił taki śliczny amstaf z którym się potem super bawili. a zresztą nawet jak podbiegnie to najpierw ostrożnie obchodzi i kombinuje jak będzie przywitany. niektórzy ludzie oczywiście pretensje mają ale mają nawet wtedy gdy sobie spokojnie idzie i interesuje się swoimi sprawami więc "jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził".
-
słuszność masz i ja wam naprawdę nie odmawiam pewnej racji gdy mówicie że właściciele tych "podbiegaczy" często nie są w porządku. ja tylko chcę zaznaczyć że to wcale nie jest tak, że to "chamy, swołoczk, kanalia i woda na młyn odwetowców z bonn". bo na was pewne obowiazki tez spoczywają i nie można ciągle mieć pretensji dla których paliwem jest "problemowy pies". szczególnie jeżeli takie spotkanie ma ma miejsce w miejscach służących rekreacji. w takich miejscach to już na stówę musicie się liczyć z wolno biegającymi psami z których kilka będzie się chciało z waszym witać. co innego na chodniku gdzie każdy idzie w swoją stronę i ta kontrola nad psem powinna być co najmniej taka żeby nie utrudniać innym (w tym wam) przemieszczania się sprawnego a co innego gdy te same oczekiwania formuujecie w na jakiejś łące czy w parku gdzie wolno biegające psy są normą a tu nagle się pojawia "pies problemowy" z równie problemowym właścicielem i oczekuje że wszystkie psy zostaną odwołane co by się do niego nie zbliżyły. zwłaszcza, i tu mam dodatkowy kamyczek do ogródka "ludzi z pretensjami o podbieganie", że ich psy często robią wszystko żeby do tych innych się zbliżyć. często jest to wręcz ekstremalne ciągnięcie, machanie ogonkami i piszczenie. a właściciel robi awanturę że "proszę zabrać psa" bo on "sobie nie życzy". groteska jakaś. zawsze mam ochotę takim powiedzieć żeby się wzięli za wychowanie swojego psa najpierw a dopiero potem mieli pretensje.
-
kurde, już od dawne chcę sobie tę dyskusję odpuścić ale zawsze się trafi coś że nie mogę się powstrzymać :) tym razem to: jeżeli chcesz mieć psa który jest niebezpieczny dla innych to moim zdaniem twoim obowiązkiem jest nie wprowadzać go nie zabezpieczonego między innych ludzi. stoisz mniej więcej na stanowisku że jak jakiś podbiegnie i zostanie pogryziony to "jego wina" i ludzie powinni "podbiegaczy" trzymać na smyczy. absolutnie się z tym nie zgadzam. to znaczy zgadzam się z tym że powinni ale skala "winy" jest nieporównywalna. to że czyjś pies do ciebie podbiegnie to tylko drobna nieuprzejmość a fakt że ty chcesz mieć psa agresywnego który nie będzie "kumplem wszystkich i wszystkiego" to już jest stwarzanie realnego niebezpieczeństwa. i stosunek do stwarzania tego realnego zagrożenia różni nasz barbarzyński kraj od krajów cywilizowanych (takich w którym ponoć mieszkasz). nie życzę ci broń boże żebyś się przekonała co się dzieje w tych krajach z psem który zaatakował i pogryzł. oni się naprawdę nie ceregielą. i to właśnie bez względu na to czy został sprowokowany czy nie. i to jest ta różnica mentalności z którą ja się nie mogę pogodzić i nie mogę z wami zgodzić. to trochę tak jak badmasi pisała ostatnio. niedługo zażądacie żeby nie tylko psy ale i dzieci chodziły na smyczach co by przypadkiem nie podbiegły do waszego psa bo je rozszarpie. opisywałem wam historię z wczoraj. absolutnie się na takie coś nie zgadzam żebym nie mógł spokojnie przejść sobie chodnikiem bo ktoś z przeciwka idzie z psem stwarzającym realne zagrożenie. piszecie o "przestrzeni osobistej" co jest kompletną bzdurą bo choć w dobrym tonie jest utrzymywać od innych pewien dystans to jeżeli przebywasz w przestrzeni publicznej nie możesz oczekiwać że nie przejedzie obok ciebie rowerzysta, że nie przebiegnie dziecko, czy właśnie inny pies. i cholera jasna będę się upierał że wasz pies musi być na coś takiego przygotowany jeżeli w tej przestrzeni ma przebywać. jeżeli ktoś świadomie i z premedytacją pomimo próśb nie odwołuje swojego psa to faktycznie można mu złośliwość zarzucić ale w wypadku takim jak powyżej opisany przez hessę to uważam że tamta kobieta miała rację. nie możecie oczekiwać że miejsca publiczne będą miejscami w których będziemy chodzić po wyznaczonych liniach jak w futurystycznych filmach i nie oddalać się od nich bo wy w te miejsca wprowadzacie "problemowe" psy. i to jest właśnie różnica między mentalnością polską a "cywilizowaną". tam się owszem, uczy dzieci nie podbiegać do obcych psów. ale jeżeli dziecko podbiegnie i coś mu się stanie to ZAWSZE będzie to wina opiekuna psa. bo to jego obowiazkiem jest zabezpieczyć swojego psa tak żeby nie był dla innych groźny nawet jak do niego podbiegną. bo to jest PRZESTRZEŃ PUBLICZNA w której ja przechodząc obok ciebie mogę się nawet poślizgnąć albo zagapić i przewrócić na ciebie, wpaść na ciebie. i nie może być tak że twój agresywny pies mnie wtedy pogryzie. moim zdaniem zupełnie mylicie proporcje i kompletnie wyolbrzymiacie winę owych "podbiegaczy" bo pies w "przestrzeni publicznej" musi być przygotowany na kontakty z innymi i dlatego właśnie swojego psa wychowuję tak żeby był "kolegą wszystkich i wszystkiego" i do głowy mi nie przychodzi żeby robić inaczej.
-
oczywiście że nie na serio. nie przeczytałaś dopisku.
-
jowita, ja widzę po twoim blogu że ty bardzo fajnie się zajmujesz swoim psem. ale chyba za mało on ma kontaktów z innymi. wg mnie (oczywiście wiem że się nie znam, po prostu mam farta) powinnaś częściej zapewniać jej kontakty z innymi psami. nawet tylko z odległości, nawet tylko wzrokowe, nawet tylko krótkie obwąchanie się na smyczy skoro ona się boi. w każdym razie tak żeby te kontakty były codzienne bo fakt że piesek bawi się z tobą, że się może wybiegać po jakichś polach nie zastąpi kontaktu z innymi psami i nie zlikwiduje lęków które ona ma. druga rzecz którą uważam ze ludzie nagminnie robią źle - nie szarpiemy, nie przytrzymujemy swojego psa w czasie niechcianej przez niego "interakcji" z innym, to nic nie da. zawsze należy zająć się tym drugim psem. załapać go, odwrócić jego uwagę, dać smakołyk. to zadziała i przy próbie ugryzienia i przy próbach nachalnej zabawy. lepiej jest złapać "agresora" (jak się nie boimy) a naszemu pozwolić odbiec niż trzymać swojego i pozwolić agresorowi mu dokuczać. a dwóch psów na raz to nie utrzymamy skutecznie, nie ma siły. oczywiście jak już wspomniałem wcześniej te moje "dobre rady" wcale nie są dobre i wypisuję je tylko z głupoty bo ja po prostu mam farta że mój pies jest posłuszny i spokojny. tylko tak przy okazji zauważyłem że pewne rzeczy działają (nie tylko na mojego psa). jeżeli jest ktoś na tyle głupi żeby je zastosować to ja żadnej odpowiedzialności za skutki nie biorę a wszystko robicie na własne ryzyko. nie, bynajmniej nie z tego powodu. natomiast z powodu twojego określenia samej siebie jako "wredna franca" co obrazuje twój stosunek to innych ludzi po prostu. ty jesteś dumna z tego że jesteś niemiła dla innych. bo ja nie wierzę w to że trzeba być "wredną francą" żeby powiedzieć że istnieje ważna przyczyna dla której twój piesek nie moze sie kontaktować z innymi. a ty najwyraźniej jesteś dumna z tego że jesteś nieprzyjemna tak jak któraś z koleżanek wcześniej z podobną dumą określiła kontakty z właścicielami "podbiegaczy" że ich tak potrafi zjechać że "na stojąco pod szafę wejdą" czy coś takiego. i taki punkt widzenia określam właśnie tą "mentalnością" z którą mamy problem w polsce i która was zrównuje z właścicielami tych podbiegaczy któzy sobie nic z tego nie robią. otóż tak jak wy jesteście dumne że mogłyście komuś dokopać tak samo i oni są dumni z tego że wszystkich wokół zlewają i nie stresują się tym że ich pies jest powodem niepotrzebnego stresu u innych.
-
no jak widać wiem lepiej od ciebie, jakkolwiek byś tu nie próbowała ironizować.