-
Posts
2333 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Pani Profesor
-
...i heja, można bawić się w mediatora i przesyłać zapomogę, w końcu każdemu może powinąć się noga, ważne, że "psy mają się dobrze", a to, że kilka prawie zdechło z wycieńczenia, to drobny epizod - zdarza się najlepszym... przecież to przyczyny zewnętrzne i ignorancja dogociotek sprawiła, że psy leżały w gównie i wystawały im kości. tak naprawdę przecież większość fundacji ma na sumieniu taki występek, w końcu ludzie oddają psa, a później się nim nie interesują, więc kilka sztuk zagłodzonych do skraju to dopuszczalny margines błędu... LITOŚCI...
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
[quote name='Majkowska']zA kradzież zwierzęcia ponosi się taką samą dpowiedzialność prawną jak za kradzież jakiejkolwiek innej rzeczy. Skoro Twoi rodzice kradną zwierzęta nielegalnie będąc w Tozie to chyba własnie jest doskonałe zobrazowanie prawa...[/QUOTE] prawo prawem, a kot kotem - ja też jestem za delikatnym podebraniem kota ciotce, oczywiście nie włamując się w kominiarce, ale sugestywnie biorąc zwierza na ręcę, "ja się nim zajmę lepiej, ciociu" i udaniem się w stronę drzwi. o tak. -
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
ja też bym ukradła te kocisko, nawet podstępem, skoro ciotka ma syndrom ofiary w stosunku do tego gościa, to i ze stratą kota się pogodzi, "bo tak musi być". i autentycznie lepiej oddać do schronu, jeśli nie możecie wziąć (no JA przecież nie wezmę, bo kot nie przetrwa 10 minut :razz:), niż miałby zginąć od urwania łba przez psychola. a odnośnie tych umów, to co to znaczy - zapisała mieszkanie za opiekę? po prostu zapisała jako spadek, a "opieka" była ustaleniem ustnym pt. "będziesz Tomku opiekował się ciocią to dam mieszkanko"? bo jeśli tak, to lipa - akt dożywocia jest jakoś tam bardziej wiążący, musiałabym się spytać kogoś biegłego w prawie administracyjnym. być może to właśnie tzw. dożywocie podpisała z tym swoim konkubentem i dlatego są schody. inna sprawa - nie można zbawić całego świata, jeśli ciotka nie chce pomocy, którą jej oferujecie, to siłą nie zabierzecie jej od oprawcy - niestety. chyba, że jest to osoba, u której dałoby radę wykazać niepoczytalność albo ubezwłasnowolnić, ale to robi bliższa rodzina (o ile taką ciotka ma). można próbować wprowadzić mediatora, ale to trzeba zadzwonić do ośrodka interwencji kryzysowej i pogadać co, jak, gdzie i kiedy - mediator pomaga się dogadać w trudnych kwestiach, ale ktoś musi CHCIEĆ. jeżeli chodzi o maltretowanie, to można wezwać policję, jeśli jest się nawet 'świadkiem na odległość', tj. kiedy ciotka poskarży się Wam przez telefon. warto też zagadać z dzielnicowym, czy by nie wysłał wieczorami patrolu tak w ramach kontroli, bo macie podejrzenie, że ciotka jest maltretowana, a nie chce się z tym ujawniać. no i najgorsze - spłacanie rat... cóż, jeśli to było "masz, ciociu, ratę", to możecie o nich zapomnieć :roll: -
[quote name='agutka']ha,ha po co wychodzić z psem n toaletę ... puść psa na strych:diabloti: ale tak poważnie to zrobił się problem :shake: skarcić musisz z to i zamknąć to miejsce najlepiej[/QUOTE] skarcić nie musiałam, bo jak tylko tam szłam to Patryk już patrzył w ziemię, a moje K*RWA MAĆ! spowodowało, że zwinął się w rulon i trząsł na posłaniu, więc ewidentnie wie, że tam nie wolno. póki co to trzymam się optymistycznej wersji, tj. że po prostu mu się 'nazbierało' (bo tak ma - cały tydzień 1 koopa dziennie, a któregoś dnia nagle 5 czy 6, zupełnie normalnych) i kilkakrotnie nie wytrwał, bo źle wycelowaliśmy spacery. byłam z nim dziś o 8, później zostawił niespodziankę, a przed momentem znów z nim wyszłam i walnął 2 kupy, także jest nadzieja, że to gastryczny problem, a nie jego kolejna schiza... przyjeżdża dziś do mnie wetka z tabsem na odrobaczanie, bo już czas, więc z nią też pogadam o tym.
-
[quote name='Majkowska']Ej a może on tą kupę robił zawsze tam i dlatego na spacerkach jej nie było? Miejsce gdzie sra proponują spryskać jakimś innym smrodem żeby psu zagłuszyć zapach. Całość dziwna, no ale nauka chyba tak jak i przy szczeniaku...[/QUOTE] on właśnie jest dziwny pod względem tej kupy, choć barf i tak mu służy najbardziej, ale nie wiem o co chodzi z tym upatrzeniem sobie pokoju - co do nauki,to nie przerażaj mnie nawet :shake: tego psa można nauczyć wszystkiego od podstaw, ale ODUCZYĆ - niewykonalne. zmienić nawyk Patrykowi graniczy z cudem. [quote name='magdabroy']Pokój musisz odizolować od Patryka. I pokój, jeśli nie ma tam wykładziny tylko panele, kafelki lub coś w ten deseń, to wyszorowałabym wodą z chlorem ;)[/QUOTE] wyszoruję, tam są panele. nie wiem, czy chodzi o kwestię resztek zapachu (nie czuć nic, choć pies pewnie czuje), czy to jakaś nowa forma rozładowywania stresu :roll: a pokój był zamknięty na noc, ale on umie sobie otworzyć drzwi bez większego problemu, akurat te lekko chodzą :cool3:
-
eh,matury maturami, a tu u nas znowu problem :shake: Patryk mi zdebilniał na starość. słuchajcie - mam na górze wolny, nieużywany pokój, który Patryk potraktował dwukrotnie w ciągu roku jako awaryjny kibel, jeśli nas nie było albo nie mógł nas obudzić i miał jakąś żołądkową rewolucję. przedwczoraj zastaliśmy po raz trzeci kupę na górze - no trudno, zdarza się, nie wytrzymał, a był dość krótko na spacerach, bo nie było czasu na szlajanie. wczoraj rano wstaję... znowu kupa :angryy: tym razem 'normalna', czyli nie jakaś awaria żołądkowa, w której nie mógł utrzymać.. łaził dłuuuugo, tż go nawet w nocy zabrał na długi spacer (ok. północy), załatwiał się elegancko na dworze, ja dziś rano wylazłam z nim o 8... ...właśnie wróciłam z uczelni a tam co? KUPSKO :angryy::angryy::angryy: najlepsze jest to, że ten pies rzadko w ogóle się wypróżnia, jak raz dziennie,to jest dobrze (czasem zdarzy się dzień dwóch-trzech kup, średnio raz w tygodniu). jakim cudem teraz TRZY RAZY pod rząd mi nawalił w mieszkaniu? :angryy: mam okropne wrażenie, że on po prostu potraktował ten pokój oficjalnie jako kibel i zamiast potrzymać/alarmować, że chce wyjść,to wali na oślep... HELP :placz: jak tu uczyć czystości dorosłego psa, który dobrze wie, że kibel = trawka? :shake:
-
Dioranne, to może olej chemię, ja Ci opowiem o podkorpusie zrównoważonym i krytycznej analizie dyskursu :diabloti: ...a tak poważnie, to faktycznie nas posrało z takimi rozmowami :grin:
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
matko, dopiero przeczytałam Twoje dzisiejsze posty - makabra. po pierwsze - co to znaczy "zapisała tż-towi mieszkanie w zamian za opiekę"? bo jeśli to było dożywocie (tak się określa ten akt przekazania notarialnego - mieszkanie w zamian za dożywotnią opiekę) to nie można tego tak hop-siup zmienić, więc celowałabym w to, że ciotka może bujać z tym, że przepisała mieszkanie na tego lumpa. może mówi tak, bo w głębi duszy go broni i nie chce się pozbyć z mieszkania - u mnie w rodzinie była sytuacja, że osoba zapisała dom na dożywocie a następnie chciała zmienić zapis i były z tego tytułu komplikacje. najlepiej zadzwonić do ośrodka interwencji kryzysowej, często tam doradzają, jakie podjąć kroki - również jeśli nie chodzi o Ciebie, a o jakąś dalszą rodzinę. kota natychmiast zabieraj, choćby podstępem, choćby do schronu - zawsze to lepiej, niż zginąć przez pijanego sadystę. w sądzie Wasze zeznania są ważne (włącznie z innymi świadkami), dodatkowo na minus jest ta różnica wieku (seeeerio?), co może sugerować matactwo, czyli że zamiarem faceta było przejęcia mieszkania, a nie wspaniały konkubinat z 50 lat starszą babą. gorzej, jeśli zapisała mieszkanie właśnie na dożywocie temu typowi - wtedy zaczynają się schody, nie wiem dokładnie jak to działa, ale ten zapis jest relatywnie trudno zmienić. -
o maturze to nawet nie wspominam, bo moim zdaniem matura z polskiego to gówno nad gówna - klucz często jest tak idiotyczny i prostacki, że się nie dziwię, skąd niechęć do tego przedmiotu. napisałam teraz pracę maturalną kuzynce TŻ-ta i jak czytałam te wyznaczniki od jej nauczycielki, to mnie zmroziło - jak bardzo to jest odległe od faktycznej analizy tekstów :roll: hipotezy w formie pytań (największy błąd w metodologii, obalają za to doktoraty, jak się napcha znaków zapytania), teza na zasadzie "miłość przedstawiana jest różnie" (NO WOW!) i ogólnie bujda na resorach i bezsens - tak samo jak pisanie rozprawek w gimnazjum. nijak się to ma do faktycznej analizy literatury, jest durne i bezsensowne - AMEN :diabloti:
-
a Patryk dziś dostał skórę ściągniętą z pstrąga :diabloti: nie wiem, czy mu posmakowało i on też tego nie wie, bo wciągnął jak odkurzacz i się pewnie nawet nie zorientował, że coś zeżarł...
-
ja za to uwielbiam "co autor miał na myśli" :loveu: z każdego fragmentu wywlokę wszystko co się da, tak samo w kwestii filmów - tż zawsze na mnie wrzeszczy po seansie, że go nie interesuje, czego się doszukałam w kreacji bohatera :eviltong: paradoksalne jest to, że np. muzyka - która wymaga pewnej metodyki i skrupulatności - przychodzi mi z łatwością, szybciutko nauczyłam się wszystkiego za dzieciaka i pamiętam do dzisiaj "jak to leciało". to samo mam z metodologią badań - metody badawcze, analizy, studium przypadku - ekstra. ....a "x" przed nawias nie wyciągnę :diabloti: w matematyce za mało filozofii :grin: miałam taką wstrętną babkę od matmy w liceum, zawsze się na mnie wściekała za durnowate pytania pokroju "a po co to nam?" (nie żebym dyskredytowała królową nauk ;) chodziło raczej o pokazanie jakiejś ciągłości, np. po cholerę się uczyć całek, do czego to się w późniejszym czasie przyda, albo po co nam jakaś metoda obliczania, do czego to odnieść całościowo). babka nie znosiła tych pytań (i mnie), więc na maturalnym świadectwie dumnie błyszczy 2.0 z matmy :diabloti:
-
Gombrowicz by sobie sam przybił piątkę przy lekturze tego tematu. albo Bareja. wraca syn marnotrawny, oznajmia, że psy się czują fantastycznie (ast i Szaman też się tak pewnie czuły, w końcu pies od [I]dnia [/I]głodówki nie umrze!) i kończy się larum i krzyki, wjeżdża za to rutynka i codzienność, czyli jak to będą przebiegać teraz adopcje, jak to kwitnie samarytańska pomoc psom i w ogóle tytuł wątku nadal aktualny i najlepiej wytnijmy sobie nerki i wystawmy na bazarek. kpina i zbieractwo, to moja opinia, chciałam przesłać pieniądze, ale nie prześlę - nie mam zamiaru wspomagać kolosa na glinianych nogach. szczególnie, kiedy spojrzę na to: [IMG]https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/t1.0-9/p235x165/10255286_10201922557521541_6718043104054742263_n.jpg[/IMG] (to jest te "faktycznie, zapomniałam dziś sprzątnąć" - nieźle musiały się psy odżywiać, żeby tyle przerobu wystosować w ciągu dnia, ale to na pewno z dobrobytu). odechciało mi się tu udzielać, według mnie - porażka systemowa, ale karawana ciśnie dalej.
-
[quote name='Naklejka']łojesu pisanie maturalnej, to była katorga, prawie beczałam przy kompie :evil_lol: Ale już skończone, teraz wykuć na pamięć, by na egzaminie wszystkiego zapomnieć. Matma jest spoko, [B]przynajmniej na poziomie licealnym wszystko jest logiczne i do ogarnięcia [/B]:D[/QUOTE] chyba kpisz :diabloti: ja wolę napisać magisterkę od podstaw na nieznany mi temat, niż podejść do rozwiązania równania... że już nie wspomnę o geometrii :B-fly:
-
u nas różnie, ale generalnie barf mu służy, najgorsze wspomnienia mam z puriną, bo żołądek miał rozwalony przez cały 3-kilowy worek tego przybytku... a barfik prawie w 100% ok
-
my niejednokrotnie nadrabialiśmy kilometry, kiedy ja z gps-em w ręku miałam pełnić funkcję pilota wycieczki :diabloti:
-
na szczęście nie mam nic, co choćby [I]ociera się [/I]o geometrię ;) to tylko rozbudowana statystyka, ale mało liczenia tak naprawdę, wszystko za mnie robi komp. dla mnie na matmie nie do przebrnięcia były właśnie figury... pole kuli, wycinek stożka - makabra, nie widzę przestrzennie, nie umiem z siatki wyobrazić sobie figury i zawsze była z tym straszna lipa :eviltong: i orientacja w przestrzeni też mi nie idzie dobrze, jakby kto pytał :eviltong: nawet z mapą się zgubię...
-
[quote name='gops']Ja kiedyś zamówiłam żarcie dla psów za późno , i 3 dni nie miałam co im dać , święto zoologi pozamykane . Mamy tak sklep osiedlowy gdzie właściciel siedzi nawet w święta, kupiłam im puszki pedigree ... takiej rewolucji to jeszcze nie było , oba psy męczyły mnie cała noc o wyjście . Chyba te puszki tam leżały x czasu poporstu , mam nauczke . Następne dni jadły mielone surowe bo nic innego nadającego się dla psów nie mieliśmy , a teraz zamawiam żarcie zawsze dużo wcześniej . Nawet jak widze że mam na 2 tyg jeszcze to już zamawiam , lepiej żeby leżało niż nie było nic (z tym że mi worek starcza na 2 miesiąca ).[/QUOTE] ja puszki pedigree dałam raz na wyjeździe, bo się ocknęłam w połowie trasy, że nie wzięłam psiego żarcia :cool3: więc wsuwał przez 3 dni kiełbaski z grilla, pedigree i różne inne pyszności bardzo odpowiednie dla psa... no i cóż, smakowało :diabloti: żadnych rewolucji. a tu się pańcia stara i kombinuje z jadłospisami...
-
[quote name='agutka']ja miałam raz przypadek że żarcia zabrakło a tu weekend:cool3: jakoś wszystko szło nie tak ;) pamiętam jak musiałam gotować mięcho z makaronem przy niedzieli :-D[/QUOTE] ja też tak nieraz miałam, bo zapominam czasem wyciągnąć coś z zamrażary, albo okazuje się, że mamy święto, a w lodówie NIC... no i wtedy piesek potajemnie żre TŻ-towie piersi z kurczaka albo ma "dzień papki warzywnej i jajka" :diabloti: zawsze w razie wu leży u mnie worek gównianej karmy, teoretycznie jest dla psów ze schronu, bo czasem wpadam z koleżanką to coś zawożę, ale w razie wojny nuklearnej zawsze się przyda ;)
-
[quote name='agutka']helloł Profesorka :) ja nie mam pamięci do cyfr każdego typu... nie wiem jak ja z matematyki zdawałam:evil_lol:[/QUOTE] ja też nie wiem :diabloti: nienawidzę matmy i mi nigdy nie wchodziła do łba, a na studiach wybrałam sobie przekornie specjalizację, w której muszę liczyć, dziobać w excelu, robić statystyki i tak dalej... i mnie to jakimś cudem nie przerasta :cool3: wystarczy umieć liczyć na palcach z tego co widzę :cool3:
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
[quote name='Obama']Jak ostatnio szukalam pracy w nowym miejscu zamieszkania to się mocno załamywałam. Rozmowy kwalifikacyjne to jakaś porażka, HR, którym się wydaje,że są tacccy cwani i profesjonalni.:razz:[/QUOTE] i te standardowe pierdoły :loveu: "jaka jest pani największa wada?" "och, największa wada to zbytni pedantyzm i pracoholizm, a także to, że bardzo wcześnie wstaję!" :grin: byłyście kiedyś na takim gównie jak grupowa rozmowa kwalifikacyjna? to jest dopiero festyn wyuczonych formułek :grin: -
ja chcę upałów, ale jak skończę robotę, która mi się namnożyła... czyli pewnie nigdy :cool3: piesek też chce upałów, bo będę miała większą motywację na wylezienie z nim na piłkę :diabloti: (dla niego temperatura nie gra roli...)
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
[quote name='Majkowska'] No już praktycznie zaraz, pomalutku pakuję kartony, wywalam co zbędne itd. Ale mimo wszystko sobie nie wyobrażam przeskoczyć nagle z jednego miejsca w inne... A powrotu do pracy:grab:[/QUOTE] będzie super - zobaczysz ;) ja się przeprowadzałam milion razy i też nigdy mi się nie chce i mam obawy, a jest zawsze elegancko. tydzień bez teściówki i wyrosną Ci skrzydełka ;) a co do pracy to się nie wypowiem, bom leń patentowany i najchętniej bym pracowała jako tester żarcia - dowożonego oczywiście do domu :diabloti: -
[url]http://oi57.tinypic.com/206g978.jpg[/url] jaki inteligentny wyraz bullowego ryjka :loveu::diabloti: zazdroszczę wypadu,u nas dzisiaj lodowato i deszczowo...
-
[quote name='rozi']Tego samego asta widziały dogociocie z ranami na łapach i nie podniosły larum, widocznie żebra bardziej działają na wyobraźnię[/QUOTE] nie znałam wcześniej sytuacji, ale nie zawsze tego typu obrażenia w 100% są efektem zaniedbania - mój pies był u weterynarza w przeciągu roku więcej razy, niż ja u lekarza przez całe życie, a dalej ma powygryzane placki z hiperpigmentacją i znaleziony na ulicy zostałby ochrzczony "skrajnie zaniedbanym". może to uśpiło czujność 'dogociotek' - nie mi oceniać. ja oceniam to, co widzę w momencie, w którym wpadłam na ten wątek - a widzę niekończący się spór, czy aby na pewno było tak źle, jak się wydaje.