-
Posts
2333 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Pani Profesor
-
[quote name='Majkowska']No to jak pies karci właściciela za coś co normalnie powinien sobie dać zrobić ufając mu że ten mu nie zrobi krzywdy to nie leży w wychowaniu tylko w tym że nie dostał lekcji dominacji?? Wyśmiewajcie ile chcecie i nie zgadzajcie się, dla mnie jest nieco inaczej. Gdyby to był mój pies to bym go traktowała z góry inaczej, nie dławiąc się przewagą siłową i nie walcząc z nim a udowadniając mu że tak nie będzie i koniec bo jesteśmy teamem i musimy działać wspólnie, a ja go poprowadzę tak żeby był bezpieczny. Pat wg mnie nakłapał bo mu wolno, bo to korzystne - dopina swojego, warknie to od niego odchodzą czy też odchodzili. Też biorę pod uwagę że nie rzuca się wyżerając z rąk mięso tylko robi taki strzał żeby odsunąć ich od siebie. Dla mnie to jasny efekt braku czegoś w relacji. Sądzę że szkoleniowiec jeśli to zobaczy będzie wiedział już co z tym zrobić, a robienie czegoś na własną rękę bo koleżanki z forum powiedziały nie musi koniecznie przynieść dobrych efektów...[/QUOTE] Majkowska, ale szkoleniowiec doradza właśnie to, co większość tutaj - gleba, ewentualnie kara cielesna w postaci dziobnięcia w żebra, żeby wytrącić z transu (tutaj działa czasem głośniejsze EJ, albo klaśnięcie, choć czasem muszę przerywać pstrykiem w nos, np. kiedy węszy w kuchni, a mu zabraniam). i jeszcze co do pierwszego - nie sądzę, że on się broni ze strachu - po prostu [I]nie chce [/I]tej czynności, bo w jego psim łebku sfera łap jest nienaruszalna, a poza tym rana go boli i sobie nie życzy majstrowania przy niej. to za cholerę nie jest brak zaufania, przecież pies nie rozumie, że mu się za x-dni poprawi, jak zmienię ten opatrunek, że musi pozwolić, to się zagoi ładnie, itd. psu przeszkadza tu i teraz, a że warczy, a ja nie cofam ręki, to dziabie. wg. mnie tutaj nie ma nic do rzeczy spartolona relacja, bo np. wetce się daje ze strachu, drży i piszczy, ale nie miota się, truchleje po jakimś czasie i odpuszcza. (nie ma z nią żadnej relacji, wita w drzwiach ale zaraz spieprza,bo orientuje się, kto to przylazł :diabloti:) inna sprawa, że pokazanie mu, że nie robię krzywdy nie jest takie proste, bo przecież w jego rozumku ROBIĘ mu krzywdę! (dotykam rany,szwów, które go bolą - więc krzywdzę). jakim cudem pies ma skumać, że "to dla jego dobra"?
-
tż-ta potrafi kłapnąć, ale raczej dotknąć zębami, niż faktycznie ugryźć - trudno mi Wam to opisywać,ale to zupełnie inny kaliber odgryzania się, ewentualnie warczy. u niego stresowa sytuacja to nie jest sytuacja, gdzie się boi, chodzi mi raczej o momenty "dyskomfortu", przez co pies rozumie przerywanie mu czynności (której ja nie dopuszczam, np. polowanie) albo opatrywanie ran, itd. tak czy siak, mam jakieś okropne przeczucie, że ten pies mnie nigdy nie polubi do tego stopnia, żeby mówić tu o przyjaźni :roll: i to jest okropne. bezinteresowna 'dobroć' z jego strony zdarza się rzadko, w stosunku do tż-ta - codziennie. muszę się chyba z tym pogodzić :cool3: i prawdę mówiąc, w obecnej sytuacji bardziej mi odpowiada rola "tej złej", niż "tej do poniewierania"... bo o partnerstwie nie ma co gadać, partnerstwo jest, jak czuje smaczki - wtedy pracuje nam się ekstra.
-
[quote name='dog193'] Wydawało mi się, że PP odczulała Patryka w ten sposób od samego początku? Widać z jakim skutkiem. Ten pies jest przekupiony, a nie odczulony.[/QUOTE] też tak sądzę :placz: myślałam, że po prostu przyzwyczai się do ręki, ale on się jej nie boi - on po prostu sobie NIE ŻYCZY, gdyby się bał, to pewnie te odczulanie by poszło gładko, a on nie ma w sobie lęku (chyba że idę z podejrzanymi rzeczami jak waciki, patyczki do uszu czy nie daj boże psia mgiełka zapachowa :diabloti: wtedy spieprza i widać, że się boi). dodam jeszcze, że w momentach prawdziwego lęku (np. przy wetce), kiedy go przenoszę/przytrzymuję, to raczej żałośnie zawodzi z warczeniem, niż realnie kłapie.. tak więc kąsanie to nie jest jego reakcja na strach, a po prostu CHAMSTWO :roll:
-
motylku, tysiące razy to robiłam, klikałam mu nawet, kiedy "szarpałam" obrożą w zabawie, nawet jak był rozjuszony, dostawał zawsze setki pochwał - NIJAK się to nie przekłada na sytuacje, kiedy chcę mu uniemożliwić np. polowanie na coś (bo wywąchał jeża i go tam próbuje dopaść) - wtedy się odwija bez ostrzeżenia, cała praca się resetuje, jakby nigdy nie była przeprowadzona :shake: to samo jest z podnoszeniem w domowych warunkach, braniem łap, itd. - wszystko ok, kiedy wisi nad nim widmo nagrody, w stresowej sytuacji - nie ma mowy.
-
[quote name='Majkowska'] Znam Pata trochę i wiem jak u niego wygląda to bo dziabnął PP przy mnie kilka razy i nie jest to jakiś atak szału, to takie odgonienie jak jeden burek goni drugiego burka - chaps, białka na wierzch " a to się źle stało?" a potem już odczłapał nieporuszony jakby to było poza nim. Jeśli chodzi o to co ja bym zrobiła to pewnie bym psa skarciła, ale nie ścierała nim pogłogi, podejrzewam że [B]Pat jest na tyle uległy jednak że wystarczy go krzyknąć (kilkakrotnie obserwowałam go jak darłam się na Waldka i naprawdę on przyjmuje krzyk jako karę) zmusztrować, a potem powolutku wałkować z nim co chcemy.[/B] Chociażby porównując go do Amora to w sytuacji gdybym chciała go uderzyć to Amor by mi odpowiedział mocnym i stanowczym atakiem, Pat podejrzewam że by się skulił. Ale to nie jest metoda żeby go wychować. Co do PP to do tej pory z tego co wiem niestety zbyt go chyba uczłowieczała - dawała mu kary na pół dnia, [B]obrażali sie na niego[/B], on nie czuł jako takich na sobie konsekwencji. A to niestety nie tędy droga. Teraz pracują że szkoleniowcem i mają trochę do wyprostowania, ale niekoniecznie musi to polegać na tym że jak pies przewali ostatecznie kąsając to za kark go do ziemi i koniec pracy. Dopóki PP nie poczuje się pewnie w swojej roli to nawet jak go zgnoi może jej to nic nie dać, a wręcz zepsuć ich relację. Nie, gośc pokazał się jako ktoś komu można zaufać, kto jest godny poprowadzić stado, nie ktoś kto podchodzi i wycofuje się naraz. Myślę ze zaufanie to podstawa jakiejkolwiek relacji z psem, nie można wszystkiego robić na przymusie czy na nakręceniu na zabawkę, pies musi też trochę sam wiedzieć co sie od niego oczekuje. A jak się nie wie samemu co się oczekuje no to w czym rzecz. PP dla Pata jest dobra i chce być interesująca. Tylko w tej dobroci trochę podlizuje mu się, daje mu przyzwolenia na pewne zachowania których on próbuje. Jak jeszcze psa przy okładaniu rany jestem w stanie zrozumieć tak np [B]pies który gryzie przy wkładaniu obroży to już nie jest ok.[/B] Czajeniem się i rozważaniem czy mnie chapnie czy też nie, czy mogę cię psie dotknąc czy nie nie zdziała zbyt wiele, a jak sobie pieska przeciągnie po ziemi też to nie da wiele - tak jak dominowanie przez jej tż. Nie jestem specjalistą w dziedzinie, ale myślę że to nie jest droga, choć zauważyłam że ostre traktowanie psów jest teraz w modzie i ludzie się tym wręcz szczycą...[/QUOTE] odniosę się do pogrubionego - krzyk on respektuje, owszem, ale w przypadku, kiedy coś broi, ukradnie, robi ewidentnie źle, to wybija go jak impuls i przerywa. przy kąsaniu - absolutnie nie działa, mogę wrzeszczeć i wrzeszczeć. odnośnie obrażania się, to nie tak :cool3: i nie "my", tylko ja, bo tż się zawsze pukał w głowę, a ja chodziłam po prostu struta i unikałam psa,ot, takie obrażanie. nie praktykuję już tego! i co do ostatniego - on nie ma problemu z zakładaniem obroży, co Ty! u niego jest problem, kiedy się wrzaśnie i chce się go odciągnąć od jakiejś czynności za pomocą obroży - tego nie lubi i kłapie, choć nie agresywnie, a raczej jęczy z otwartą mordą, coś w ten deseń. nie lubi siłowego prowadzenia go gdzieś za obrożę (na smyczy nie ma tego problemu)
-
dog193, Pat też zna zabawę w zapasy i gryzienie po rękach, wtedy jest to absolutnie bez agresji i również mam tak, że jak przesadzi, to robię AŁA - i puszcza. nie przekracza granic, memła rękę w gębie,ale nie dziabie mocno. jak już się nakręci jak idiota,to sam rozumie, że zamiast gryźć rękę może złapać co innego - wtedy szuka po domu szarpaka i przynosi go w gębie, jakby rozumiał, że na tym można się wyżyć, a na moich rękach - nie.
-
[quote name='maartaa_89']Można robić obie rzeczy naraz, choć może się to wydawać dziwne i samo sobie zaprzeczać ;) Jak wygląda to budowanie zaufania, w jaki sposób zająć się psem (np. gdy trzeba zmieniać opatrunki, gdy trzeba wyrwać kleszcza, wyciągnąć z sierści rzepy) gdy ten gryzie?[/QUOTE] próbowałam po dobroci, czyli titanie, "dobry piesek", uspokajające głaskanie - jego to wk*wia na całego i to widać, bo po takim ugłaskiwaniu zaczyna groźnie burczeć, zanim tylko dotknę. rozumiem to tak, że wtedy on czuje moją słabość i to, że się czaję do łapy (bo głaszczę, biorę delikatnie), z nim trzeba robić wszystko z petardy, czyli podchodzisz, przewracasz, chwytasz łapę, przytrzymujesz go kolanem i zmieniasz opatrunek. tak robi tż i jest w stanie sam go opatrzyć bez problemu. czasem tylko pies warknie,ale co to było w porównaniu z tym, co robi ze mną..
-
ciociu, próbowałam :placz: przez rok! to była pierwsza metoda obrana przeze mnie w celu wyeliminowania kłapnięcia, tj. oswajanie z ręką, głaskanie, nagradzanie. mam z tego tyle, że się wyrachował przebiegle i znosi z żalem niektóre czynności, ale tylko z odpowiednimi podchodami i w zamian za coś. to też nie jest tak, że jego NIGDY nie można dotykać, mówiłam - są momenty, że jest ok, dziś podciągałam mu skarpetkę i nawet nie burknął, a wczoraj przyładował zębami bez ostrzeżenia. zachowywałam się tak samo, bez pitolenia - podchodzę, biorę łapę, podciągam skarpetkę. czasem go biorę na ręce i sobie kładę na kolanach i też nawet nie warknie, może tam stęknie jak dziad, ale on często stęka :diabloti: to źródło rozrywki w pewnym sensie,bo strasznie śmieszne jest te jego EEEECH.. :D a co do kłapania tż-ta, to to jest naprawdę nieporównywalne, on go nie chwyta zębami, najwyżej klaśnie zębami obok, muszę dopytać jak chłop wróci, ale wydaje mi się, że nie uwalił go nigdy (uwalił - w sensie chwycił rękę, odbił zęby). wydaje mi się, że max to było dotknięcie, bo tż sobie po prostu nie pozwala. warczenia - mówiłam - nie eliminuję, bo Pat się komunikuje warcząc, tzn. często i gęsto to robi, w zabawie, w nerwach, z nudów - to nie jest zawsze ostrzeżenie, to po prostu takie jego "gadanie". niech sobie warczy, jak ma się czuć przez to bezpieczniej. i wg. mnie on się nie boi tego dotyku, tylko sobie go po prostu nie życzy - "boli mnie nóżka, więc się odwal, cioto, nie potrzeba mi twojego majstrowania". pies przecież nie rozumie, że jak nie zmienię opatrunku, to będzie gorzej. tak czy siak, obecność tż-ta działa jak pacyfikator, nawet jeśli go tylko lekko przytrzymuje albo głaszcze po łbie, to wtedy Pat się nie odważy mnie dziabnąć i mogę sobie majstrować ile wlezie. strachem też to nie jest, te kłapanie - strach pokazuje przy wetce, to brzmi zupełnie inaczej i inaczej wygląda, wtedy warczy tak dudniąco, zakrawa to o "płacz" wręcz, na pewno to nie jest taka sama reakcja, jak na moje majstrowanie. dla mnie to nie strach i koniec - inaczej wygląda ten pies, kiedy się boi (petardy, wystrzału, burzy, wetki, dźwięku, czegokolwiek). dla mnie to pokazywanie, że sobie nie życzy - bo w końcu ma prawo nie życzyć, ale wymagam od niego, żeby zacisnął zęby i koniec. z drugiej strony - czesania też nie lubi, zabiera łapy, odchodzi, a mimo to - w 99% przypadków go wyczesuję bez gdakania, czasem tylko burknie, jak pociągnę za futro na łapach..
-
aha, coś jeszcze - dlaczego optuję za siłowym rozwiązaniem. Pat wie, czego nie wolno - nie jest idiotą. jak rozbabrze śmietnik (nie robi tego od dawna, oduczyliśmy) to siada, spuszcza łeb, drży mu nóżka - ewidentnie widać że wie, że przeskrobał i nastawia się na ochrzan, nawet ode mnie. kuli wtedy łeb, spuszcza ogonisko i czmycha na posłanie. to samo jest z całym "kto to zrobił?" i paluchem skierowanym na np. przewróconą doniczkę, cokolwiek. jeśli wie, że przeskrobał, to mogę go wziąć za fraki i odprowadzić na posłanie, nie broni się, więc jednak pokazuje mi uległość, ale tylko wtedy, kiedy uzna przewinienie za przewinienie. widocznie kąsania nie traktuje jako czynność zakazaną, dlatego też muszę mu to delikatnie zasugerować :cool3:
-
ja Wam powiem szczerze, że więcej się dowiaduję za pośrednictwem sieci, niż od szkoleniowca...co mi z tego, że pies go słucha, jeżeli ja tego nie jestem w stanie wykonać? robię to samo, staję nad nim stanowczo - jeśli nic nie przeskrobał, to nawet nie spuści uszu.. to nie jest tak, że Pat ma mnie CAŁKIEM w dupie, całkowicie to olewa moją mamę :diabloti: bo ta dała wejść sobie na głowę z marszu i praktykuje zachowania pt. "PATRYK! ŁAPA, OBRÓT, DAJ GŁOS!" przy czym pies robi co chce (albo i nic), a mama skarmia mu laskę kiełbasy z radością, chwali go, głaszcze, a jak tylko pies zaskomli, to dowala mu do michy dzienną porcję (złapałam ją na tym procederze :diabloti:). o 6-7 rano mnie zrywa z krzykiem, że Patryk piszczy, chce jeść na pewno, srać, sikać (a Patryk mnie po prostu budzi, bo się nudzi -standard), zanim się zwlokę półprzytomna, to mama tylko rzuca "to ja mu dam" i sruuuu, ładuje prosto z worka mięcho do michy, przy czym pies wyżera już część z torebki, zanim jeszcze wyląduje w misce :diabloti: jak coś przeskrobie, to dostaje pobłażliwe "nu nu, nie wolno!" i pogrożenie paluszkiem - jak mama ma takie metody wychowawcze to się absolutnie nie dziwię, czemu byłam dzieckiem-diabełkiem :diabloti: ja naprawdę widzę błędy, wiem, że to jest niepoprawne zachowanie na przykładzie mamy (ojciec ma respekt u psa podobny do respektu tż-ta, wyszło samo z siebie), wiem, jak mam postępować, znam zasady na pamięć, ale w praktyce w niektórych sytuacjach mięknę, bo jest mi go żal przewrócić czy zgnoić. to podświadome :diabloti: ta wesz to mój najsłabszy punkt i strasznie ze sobą walczę, jak mam mu czegoś nie dać, nie pogłaskać, odesłać na miejsce, itd. całe szczęście, że tż popiera nurt pt. "nawet nie próbuj" aka "chyba cię posrało, durny psie" i robi to, co uważa instynktownie za stosowne. ma posłuch u psa, podobnie jak u swojego asta, którego wychowywał od gówniarza i obecnie u labradora, zapatrzonego w tż-ta jak w obrazek. tż nigdy nie korzystał z książek, forów - wszystko robi po psiemu, naturalnie. zabawy ma brutalne, nieraz się dziwię, że Pat w ogóle chce się dalej w to bawić (np. miotanie psem po podłodze, podgryzanie kontra szczypanie w nos, odgłosy z piekieł - no makabra), a mimo to -Pat lgnie do tż-ta i go kocha, liże, uwielbia się z nim bawić - bardziej niż ze mną. ja nie chcę budować tej relacji wyłącznie siłowo, bo nam doskonale idzie współpraca, praca umysłowa, szkolenie (kliker+smaki), ale aspekt "szacunku" niestety leży. tutaj naprawdę nie widzę już nic innego, niż wasze siłowe rozwiązania. aha, coś jeszcze -szkoleniowiec też go zglebił, kiedy Patryk nie chciał wykonać komendy "na bok", szkoleniowiec go lekko popchnął, żeby pokazać co to za komenda (bo ogłuchł w szale, obok stała miska) - Pat pokazał zęby, szkoleniowiec go przycisnął do gleby i pies się nie ruszył, dopóki nie pozwoliliśmy...
-
aha, coś jeszcze - fakt, tż-towi też pokazuje ząbki, ale tż się nie dał nigdy uwalić mocno, małe kłapnięcie się zawsze spotyka z glebą (a ja z daleka patrzę i lamentuję, że mi bije pieseczka :roll:), przy czym tż go nie leje, a właśnie zglebia, przyciska, przewraca, podnosi i przytrzymuje - jemu jest łatwiej, bo to chłop jak dąb :diabloti: a ja się zabieram do tego jak panienka do... wiecie :cool3: tu się cackam, tu może chwycę, ale może jednak nie, o, piesku, uważaj, będę cię przewracać... no makabra :grin: wiem tylko, że przejawy "agresji" z mojej strony Pat bardzo szybko koryguje, sprzeciwia mi się, więc nie jestem tak do końca przekonana, że zacznie mnie szanować po zgnojeniu... ehhh.. zobaczymy :roll:
-
[quote name='Majkowska']Amor akurat był ekstremalnym lekko przypadkiem, uwierz nie chciałabyś po otwarciu drzwi do pokoju zobaczyć własnego psa szczerzącego na ciebie kły :roll: Gdybyś poznała Amora... właściwie byś go nie poznała bo pewnie za dobrych pamiętnych czasów byś nie weszła do mnie do domu bo by Cię nie wpuścił:cool3: Am nie odpuszczał. Pat przy nim to maślana bułeczka. No własnie, facet stanął, pewnie go tam gdzieś po milanowsku dźgnął, ewentualnie zastąpił mu drogę, ale czy miotał nim po ziemi w ramach dominacji? To nie jest kwestia siły, to kwestia respektu. Przecież ludzie którzy mają posłuszne psy nie miotają nimi na codzień ;) Na Twoim miejscu bym się tak nie bawiła żeby psem miotać mimo swojej miękkości i właściwie - po co?? Raczej bym popracowała długotrwale nad tym żeby pies nie kąsał, bez załamki i bez uczłowieczania go. To nie ma być "daj sobie pomóc bo ci wp********" tylko " daj sobie pomóc, jestem twoim oparciem, jestem silna i możesz mi zaufać". Jeśli gryzie musisz mu udowodnić że nie odpuszczasz, nie odsuwasz sie kiedy kąsa, nie pozwalasz mu na to itd. Nie że jak użre to dostanie opieprz - jak widać tż go traktuje ostrzej a i tak pokazuje ząbki cały czas ;) Nie wiem, moze sie mylę, dla mnie tak sprawa wygląda ;)[/QUOTE] ludzie, którzy mają posłuszne psy nimi nie miotają, ale kiedyś wyrobili sobie respekt, a ja ten etap spieprzyłam :diabloti: a "daj sobie pomóc, jestem silna" - no to wszystko brzmi ładnie, ale w teorii. ja tę teorię dokładnie rozumiem, uwierzcie, że w głowie mam ułożone, jak to powinno wyglądać, ale fizycznie nie jestem w stanie tego przełożyć. NIE JESTEM! kąsa mnie, a ja co? fizycznie co mam zrobić, odepchnąć go ręką i dać "NIE WOLNO?" - dalej gryzie. nie jestem w stanie mu udowodnić, że nie może kąsać - bo niby jak, skoro moje EJ ma w dupie w tym momencie, a respektu do mnie nie czuje! na co dzień mogę pokazywać mu siłę i to robię, właśnie na drobiazgach (typu "to moje żarcie, wynoś się", "nie wolno tu wejść <i spycham skądś>"), ale przy kłapaniu brakuje mi instrukcji, normalnego [I]manuala, [/I]jak się wtedy obejść z psem. glebę uznaję za dobre rozwiązanie, bo mu fizycznie przerwie czynność - i dam mu wtedy jakąś zastępczą, jak się uspokoi. a z nowości - byliśmy na szybkim fizjo, wydarł mordę na boksera, znowu zaczyna ciągnąć i mniej idzie przy nodze, normalnie regres 100% :roll: a już kuźwa było tak ładnie..po prostu szok, zaczyna mnie to przerastać, że z nim naprawdę trzeba pracować 24 na dobę, żeby mieć jakieś efekty. o ile mi było lepiej, jak uznałam, że będę tolerować wyskoki - och, jak nam się wtedy spokojniej żyło :cool3: mam dwie opcje - albo tolerować jego chamstwo i stosować do końca życia doraźne metody (kagańce, smaczki, przekupstwo), albo wyjść z siebie, a się nie dać i brnąć konsekwentnie - strasznie mi to trudno przychodzi, naprawdę. ten pies testuje mnie non stop, sprawdza, czy się nie zmieniły zasady, powiedziałabym, że robi na złość, choć to przenośnia, bo przecież psy tak nie robią...
-
właśnie mam zamiar zaprosić, ale Pat przy tym magiku i do mnie za mocno nie cwaniakował :roll: inna sprawa - facet pokazał mi, jak sobie radzić i faktycznie, stanął nad psem, ten się skulił i polazł skruszony. ja sobie mogę stać, Majkowska - może Amor odpuszczał, Patryk jak się uprze,to nie ma mocnych - NAPRAWDĘ. z resztą wiesz, nie chodzi o ustawianie w codziennych sytuacjach,bo potrafię go przegonić, uspokoić, czy coś - chodzi mi o wypracowanie, żeby przestał kąsać, kiedy przy nim majstruję, a jemu to się nie podoba. inna bajka, że z tego co pisałaś o Amorze wnioskuję, że on był bardziej dominujący, twardy i nieustępliwy - Patryk to jest miękka pipka, ale ja jestem jeszcze bardziej miękka :diabloti: i podejrzewam, że takie miotnięcie na glebę go zszokuje. jestem na to psychicznie nastawiona, tylko czekam, aż coś księżniczce nie podpasuje przy zmianie bandaża :eviltong:
-
jaka radość :loveu:
-
przekonałyście mnie :cool3: ale - o dziwo - póki co nie mam sposobności na testy i to chyba dobrze :eviltong:
-
[quote name='maartaa_89'] U was sytuacja jest inna- Ty już kilka(naście?) razy próbowałaś dać Patrykowi do zrozumienia, że ma Cię szanować. On już wie, że nie musi, bo wymiękasz...nie będzie miał oporów przed stawianiem się, nawet gdy Ty będziesz się z nim szarpała[/QUOTE] ja też Patrykowi nie ufam :roll: a kłapania było sporo, choć takiego, które mnie serio zabolało czy przeraziło, to dwa. reszta to takie pomniejsze kłapnięcia, ale mimo tego - są, on w ogóle wygląda wtedy bardzo agresywnie (choć się na to nie nabieram,bo wiem, że ma małe 'możliwości', nie boję się go, raczej jest mi przykro). obawiam się właśnie tego szarpania przy próbie gleby, ale przycisnę go jutro, jak się nie przełamię, to się nie dowiem, a gorzej już być pewnie nie może :diabloti: i też mu nie ufam, tak jak Ty suce - tzn. przewiduję w 100%, kiedy kłapnie, kiedy będzie burczał, ale nie można tego nazwać zaufaniem, raczej przewidywalnością reakcji.. najlepiej idzie mi z nim praca "za coś" - wtedy jest po prostu wspaniały, to niesamowite, do jakiego stopnia pies może słuchać w zamian za nagrodę, a jak bardzo może jednocześnie NIE słuchać w sytuacjach podbramkowych :roll: myślałam, że wypracuję tymi nagrodami posłuszeństwo, ale jednak guzik, chociaż przyznam, że przewijanie opatrunku, kiedy obok leży smak i Pat się na nim skupia DZIAŁA, nie gryzie mnie,bo czeka na kąsek, no ale to nie eliminuje problemu - to nadal szantażyk :cool3: przy postawionej misce mogę go brać na ręce (chciałam tak go tego nauczyć...), mogę majstrować przy ranie, choć minę ma nietęgą, aż drży z nienawiści :diabloti: ale znosi w milczeniu, bo wie, że zaraz w nagrodę rzuci się na kurzy półdupek. mogę absolutnie wszystko, jest tak przekupny, że nie sposób tego opisać, ale za to bez nagrody - słabizna :diabloti: nikt mi nie wierzy, kiedy pokazuję mu jak z nim pracuję (sztuczki, aport), że to jest diabeł wcielony i w życiu domowym nad nim nie panuję :diabloti: poza tym jest wesoły, lgnie do ludzi, liże, cieszy się i ogólnie nie wygląda jak diablisko - a jednak :diabloti:
-
też tak sądzę :shiny: gryzonie to przecież twardziele!
-
[quote name='maartaa_89']Ja się przyznaję, że ostatnio zastosowałam wyjątkowo ostrą terapię wstrząsową suczce, którą przygarnęłam kilka miesięcy temu. Zołza jedna skoczyła mi do ręki (MOJEJ!) jak pogłaskałam w jej obecności mojego drugiego psa. Stawiała się od pewnego czasu do reszty stada, ale coś TAKIEGO?! :roll: nie wiem co chciała mi pokazać tym atakiem, w każdym bądź razie nie spodziewałam się tego zupełnie i zareagowałam dość....agresywnie ;) nie przyciskałam do gleby, ale najpierw jej się odwinęłam (to raczej z szoku i bólu- reaguję tak też u dentysty :D ), a potem zaliczyła wylot na kopie prosto w stronę swojego legowiska-budy i nie wychodziła z niej aż do porannego spaceru. I nagle Eureka! Przestała w ogóle rzucać się na resztę stada, mieć słuch wybiórczy i leniwie reagować na polecenie wyjścia do innego pokoju, usunięcia się z przejścia itp. Nie wiem co to za cudowna przemiana, ale mi się podoba :) Trzymam za Was kciuki, z tego co piszesz to Twój pies ma Cię za słabsze ogniwo w tym waszym psio-ludzkim stadzie :) widocznie to typ, który będzie podważał Twój "autorytet" i wykorzystywał wszystkie przejawy słabości. Takie psy są trudne do opanowania, ale jak już ma się jaja ze stali i jest się nieustępliwym, to odpuszczają :) choc oczywiście dalej sprawdzają czy się nie pozmieniały zasady![/QUOTE] jest dokładnie tak, jak piszesz - wie, że ja najszybciej mięknę. kuźwa, dlaczego nie mam oporów być świnią, kiedy sytuacja tego wymaga w relacjach międzyludzkich, a cackam się z tą kupą futra :diabloti: [quote name='dog193']Szczerze, gdyby mnie pies sukcesywnie gryzł i to całkiem serio, to bym naprawdę go zgnoiła tak, że poczułby się bardzo maluczki na tym świecie. Tak wiem, więź, partnerstwo, zaufanie... Ale żeby można było na tym opierać swoją relację z psem, to pies musi nas respektować i szanować. Klepanie po tyłku nic tutaj nie da, obawiam się.[/QUOTE] całkiem serio to nigdy nie ugryzł, tj. tak, żeby zrobić mi ranę - on raczej kłapie, parę razy zrobił dziurkę, dwa razy były to "dwie czerwone kropki" i to uważam za jego największy wyskok, ale mimo to - boli mnie to, i psychicznie, i fizycznie. wychodzi na to, że nie mam innej metody, niż wzbudzić w nim respekt...oddając mu? :roll: zawsze po takim wyskoku, jak mu strzeliłam w pysk albo klapsa, miałam wyrzuty sumienia :diabloti: no nic, zobaczymy następnym razem (bo na pewno będzie, opatruneczek jutro do zmiany :cool3:) i nie będę się hamować, przewalę go na ziemię i zobaczymy. mam nadzieję tylko, że to się nie minie z celem, bo mam obawy, że zacznie mnie unikać, albo gryźć prewencyjnie,bo skoro dostał łomot, to na wszelki wypadek obroni się przed faktem... nie myślicie, że to może mieć takie konsekwencje? że skojarzy mnie jako "oprawcę"? (nie mam zamiaru go katować, wywalę na ziemię i docisnę, aż się uspokoi)
-
"Pies na sprzedaż - za darmo w dobre ręce. wspaniały pies stróżujący. właściciel nie jest w stanie go dłużej utrzymywać, bo w okolicy nie ma już żadnego dilera narkotyków, złodzieja, mordercy ani zboczeńca do zjedzenia. większość zna go pod jego [I]orientalnym [/I]imieniem, Ho Lee Schitt" - co wymawia się mniej więcej "hoł-li-szit", tak jak "holy shit", czyli jasna cholera :diabloti:
-
[quote name='evel']Dobra, ja rozumiem, że nie powinnam takich rzeczy pisać na publicznym forum, ale jakbyś go tak pizdnęła, żeby się nogami nakrył to co się stanie?[/QUOTE] no nie zrobię tego :roll: znienawidzi mnie, z resztą nie mam sumienia go uderzyć, klepnięcie w dupę to nie to samo... kalyna (dzięki :loveu:) poradziła mi, żeby przeprowadzić glebę z dociśnięciem, szkoleniowiec też jedną taką zrobił, tż też czasem robi (właśnie jak pies go kłapnie, choć rzadko to się zdarza) - odpuszcza ekspresem i kładzie uszy po sobie, ja przy próbie "gleby" kończę na szarpaninie, bo mi się odgryza, walczy, nie poddaje się, nie dam rady go przygwoździć... może jestem za delikatna - nie wiem,ale chyba następnym razem zrobię jak mówicie, przygwożdżę do ziemi i zobaczymy. "gleba" działa, ale tylko jak ma kagan na ryju - tak właśnie opatrzyłam tę ranę jak sobie rozwiązał, inaczej nie było szans, ale w kaganie się nie broni, bo wie, że nic nie zdziała, burczy tylko pod nosem... [quote name='agutka']ha,ha niestety mój Sagat kiedyś wyłapał ostro ;) powiedzmy że poskutkowało bo bardzo nie lubił grzebania przy pazurach;) kilka dni temu coś tam robiłam w kuchni a babcia oglądała reportaż na programie TRWAM ?? Duchowni rozmawiali właśnie o biciu dzieci ble,ble,ble i jedna z dzwoniących kobiet podkreśliła że klaps w doopsko czasem powinien być , podkreśliła nie mordobicie i lanie kablami a klaps tak dla poprawienia granic możliwości dziecka ;) Rzecz jasna ja nie toleruje bicia ale psu jak i dziecku czasem się przyda, widzę to po białej która jeszcze nigdy nie posmakowała porządnego lacza ;)[/QUOTE] ja nie unikam kar fizycznych, ale wszystko robię lekko, bez żadnego okładania, trzepnę go w dupsko ale uwierzcie, z moją mocą fizyczną to nie zrobiłoby wrażenia na niemowlaku :cool3: nie jest w żadnym wypadku tak, że bronię się przed karceniem fizycznym, ale on reaguje na to jeszcze gorzej, odgryza się, wszczyna bójkę, no po prostu jak wredny dzieciak...kończy się na kotłowaniu, odganiam go na miejsce, a za 10 minut przyłazi z ogonem, bo już jest przecież spoko :roll: dobra - przeprowadzę próbę gleby, gorzej, jak mnie całkiem za to znienawidzi...
-
aha, dodam jeszcze, że oswajanie z ręką nie daje NIC, bo tą metodą go tylko rozpuściłam jak dziadowski bicz (wiecie, "moja ręka jest super, łap tu smaka", "moja ręka jest wspaniała, pogłaszczę cię za nic" - traktuje mnie przez to jak niewolnicę, której nie da się opatrzeć, obejrzeć rany, nic). czasem jest tak, że pozwoli sobie zrobić opatrunek, nie wiem za cholerę od czego to zależy, przy tej kontuzji jest tragedia.. dla porównania - krople do oczu zapuszczałam z buntem na pokładzie i wyrywaniem się, ale bez żadnego warczenia i kłapania. wyciąganie kleszcza - bolesne przecież - jest również na luzaku. w obrębie łap, szczególnie tylnych..no koszmar. tż-towi się daje :roll:
-
pozostało, przez pierwsze dni :roll: teraz się rozkręcił, ale może też dlatego, że zmiękła mi nieco rura wczoraj podczas zabiegu i po, bo jednak siedziałam i go głaskałam jak się wybudzał... co skwitował upierdzieleniem mnie w rękę :roll: dziś też mnie chapnął kilkakrotnie, ale autentycznie już NIE WIEM jak na to reagować! teraz zdjęłam skarpetkę, żeby się w mieszkaniu trochę powietrzył i żeby szwy pooddychały i oczywiście 10min nieuwagi, a tu bandaż ściągnięty i liżemy rankę... do szwów się nie dobrał, on nie ma tendencji do destrukcji, ale lizanie też nie jest dobre, więc od razu dostał FUJ i na samo moje zbliżanie się już zareagował warczeniem... no to cóż- EJ,NIE WOLNO, kaganiec-tuba na mordę i majstrujemy opatrunek od nowa. każda czynność - wark, NIE WOLNO, sekunda spokoju - znowu wark. jak był bez kagańca,a musiałam mu poprawić spadające bandaże, to walił zębami bez ostrzeżenia - no i co mam wtedy zrobić? dostaje EJ, klepnę go w pysk albo trzepnę po dupie (lekko, to taka korekta wg. szkoleniowca "adekwatna do tego, jak się karcą psy nawzajem") no i jest sekunda spokoju, a zaraz następne GRRRR i kłapnięcie... przecież nie mogę ani odpuścić (bo mnie przegoni), ani brnąć w to dalej i na chama czekać, aż mi zafunduje szwy na ręku... nie potrafię, za cholerę nie potrafię przepracować tego kłapania. tu mi rady szkoleniowca nie pomagają, bo dostałam na to enigmatyczną receptę pt. "pies cię musi zacząć szanować". brakuje mi konkretów i zaczynam się srogo wk**wiać na to wszystko :angryy: "pies musi cię szanować" - czyli co? CO mam zrobić, jak zareagować, jeśli w trakcie zmiany opatrunku mnie kąsa jak pirania? kaganiec to doraźna metoda zapobiegawcza, oczywiście stosuję, ale to chyba nie sposób na rozwiązanie problemu...
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
ja musiałam wyedukować mamę (bardzo delikatnie :diabloti:), że nie ma sensu i celu gadać bez przerwy "jedzonko? piłeczka? NEESKAAA?" i cieszyć się, że Patryk kręci łbem :shake: zrobiłam to przy niej kilkakrotnie jako pokazówę, że Pat jest tak wrażliwy na niektóre słowa no i się spodobało :diabloti: a że Pat rozdrażniony nie wiedział o co chodzi,to inna bajka.. skończyła, jak ją wygoniłam wieczorem na spacer, bo skoro nagadała, to niech się ubiera i lezie :diabloti: wyszła z ojcem obrażona na mnie śmiertelnie, no ale przecież "obiecała" pieskowi :diabloti: i od tego czasu go już nie podjudza ;) -
jednakowo, tż zawsze był dla Pata ostrzejszy, a Pat go i tak bardziej szanuje i lubi :roll: