-
Posts
2333 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Pani Profesor
-
no co Wy gadacie, u mnie hula! może dam link :diabloti: [url]http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2013/06/9da862d079a17debac4d7e2cd8fb242e_original.gif?1371769175[/url]
-
aha,i w ramach relaksu i ciekawostki życiowej pokażę Wam gifa, przez którego tż ryczy ze śmiechu jak tylko na mnie spojrzy, bo z taką gracją wyleciałam dziś z łózka o 6 rano, kiedy to obudziła mnie znienacka wielka pszczoła bzycząca przy twarzy: [IMG]http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2013/06/9da862d079a17debac4d7e2cd8fb242e_original.gif?1371769175[/IMG] :grin: chyba muszę się odstresować...
-
ciamajdy są urocze, muszę kiedyś zobaczyć, jak Ledzia kicha o podłogę :D :D :D Patryk zrobił się paskudny :roll: gryzie mnie bez opamiętania, idę za ciosem szkoleniowca i go karcę, robię EJ, NIE WOLNO, pacnęłam po pysku po fakcie i nie pokazuje skruchy, tylko chcę podciągnąć mu tę skarpetkę i od razu jest KŁAP, bez ostrzeżenia, po chamsku... nie wiem już co z nim robić :( prowadzę go twardo, nie odpuszczam nic a nic, wszystkie zasady stosuję ściśle wg. wytycznych, a on zaczął mnie od wczoraj besztać jak ostatnią szmatę... wiem, że go boli, ale tż mógł zrobić z łapą co chciał, Pat warczy - bo warczy, ale pozwala, nie wyobrażam sobie zmiany opatrunku bez kagańca na mordzie (w kagańcu nawet nie próbuje kąsać, czyli robi to celowo, a nie odruchowo). drugi raz mnie już mocniej uwalił, choć wczorajsze usprawiedliwiam, bo był naćpany..
-
[quote name='evel']A psy łajzy, które potrafią sobie naruszyć więzadło, bo wpadają łapą w kretowisko podczas zbiegania z górki? :diabloti: [B]Albo potrafią sobie zatrzeć okolice podogonowe tak, że wszystko puchnie w cholerę i trzeba chodzić przez tydzień praktycznie non stop w kagańcu? Albo potrafią przyje*ać z całej siły w ścianę za zakrętem, bo się flexi skończyła i płakać, że bardzo boli?[/B] Także widzisz, łącze się w "bulu i nadzieji" :D[/QUOTE] [I]omujborze[/I] [quote name='Czekunia']Łączę się w bólu:evil_lol: Sajan należy raczej do pierwszej grupy (choć odkąd jest u mnie Zara, skłonności do samookaleczenia u niego ciutkę wzrosły), natomiast Zara jak w mordę strzelił grupa nr 2:diabloti:: na początku sraczki i rzyganie, potem rozcięta łapa, za chwilę wyrwany pazur, jak się zagoiło to [B]zrzuciła sobie z deski nóż na kręgosłup (szczęście, że nie na nos!) i znów szycie...[/B] A w chwili obecnej naciągnięty więzadła w stawie kolanowym, bo psu podczas pełnego galopu cos zapachniało:roll: I trzeba było zrobić zwrot w tył. :multi: Zara juź tydzień leczy więzadełka w kolanku.[/QUOTE] [I]OMUJBORZE X2 :crazyeye:[/I] [quote name='Majkowska'] Nie wiem od czego to zależy szczególnie że Pat przecież nie jest jakąś ciapciarą niezdarną tylko pieskiem zwinnym w dobrej formie...[/QUOTE] ale jest 'krejzolem', czyli jak leci za piłką, to po trupach, a dodatkowo ma wysoki próg bólu, szczególnie w podnieceniu i nieraz nie zauważę, że coś mu się stało, on nie da po sobie poznać i heja banana, rozwalamy ranę dalej, zanim się skapnę, że strumień krwi za nim cieknie... moja mama mówi, że to nie jest pies salonowy, więc nie musi trzymać fasonu :diabloti: [quote name='Baski_Kropka']Ja mam oba w grupie pierwszej :D I cieszy mnie to niezmiernie :D[/QUOTE] zazdroszczę :cool3: u nas w przeciągu miesiąca uszkodzona rogówka i łapa do szycia, a także notoryczny łojotok i smród piekielny, którego przyczyna dalej pozostaje tajemnicą... [quote name='ewaal1982']Uff dobrze, że rana zaszyta! Abażur na łeb też traktuje jako ostateczność, znam psiaki, które w traumę jakąś wpadają z tym czymś wokół łba. Martwię się jak to będzie po kastracji Kosmity. Wetką mnie zainteresowałaś, niby ja mam tutaj miłego doktora, ale on nie zawsze ma czas podjechać i sprawdzić. też sobie zapiszę namiary ;) Jak w Mogilanach mieszka, to po drodze mnie jakby mija :D A jeszcze apropo przygody z kupskami. Mój poprzedni seter, miał jeden typ końskiego gówna, musiało być odpowiednio zaschnięte. Jak znalazł to się wytarzał, na szczęscie zdarzyło mu się to dwa razy w życiu. Trafiał widocznie na kupy w złej fazie rozkładu :cool3: Ale pamiętam jak dzisiaj, jak ide z tym długowłosym draniem ze swoich łąk, on śmierdzi tak, że mnie zbiera na wymioty. Trzymam to wyjątkowo piękne psisko na smyczy i dziarko zmierzam do domu. Prawie pod blokiem, jakaś urocza Pani uśmiechała się z daleka do Szanta, niestety jak podeszła bliżej to mina jej zrzędła i jęknęła " O Jezu". Śmierdział jak zaraza :D Wskoczył do wanny i było szorowanie. Z niego szybko zlazło, ale smycz, obroża. Chyba niestety zostały spisane na straty. Przyznam się, że wczoraj jak poczytałam o gównianej przychodzie to się śmiałam , później mi się żal zrobiło biednej PP :D[/QUOTE] batmanowa obróżka moczy się w misce od wczoraj... dalej powiewa grozą... :roll: [quote name='Baski_Kropka']Gównianą przygodę miała Majkowska :P Ale moja Kropka zato lubuje się w ludzkiej kupie... omomo... zdarza jej się znaleźć coś w krzakach :P :/[/QUOTE] FUJ
-
kołnierz traktuję jako ostateczność, pod wieczór mu zdejmę skarpetkę i jeden bandaż i założę ten samoprzylepny (też mam), ale wolę, żeby przez pierwszą dobę tego nie tknął, więc zabezpieczony jest na maxa. a co do przygód z pieskiem - wetka mi powiedziała, że są dwa typy psów - albo wszystko super i incydentalne wypadeczki, albo psy-tragedie, które non stop się kaleczą, tną, kłują w oczy, mają coś ze skórą, odżywianiem, ble ble - zgadnijcie, do której grupy należy Patryk :diabloti: odkąd go mam, to miesiąca bez weta NIE BYŁO, dobrze jak się trafią 2tyg :eviltong:
-
o matko :( to trzeba ją teraz przekupić smakami ile wlezie, biedna :(
-
raport - łaził mi Pat do 2 z kawałkiem, bo się ocknął i uznał, że coś mu w tej łapinie przeszkadza, a poza tym zlał się na kocyk po raz n-ty i uznał, że przyjdzie pożebrać o coś suchego :diabloti: dostał piankę z legowiska, walnął spać trupkiem i tak sobie kimał, ale co jakiś czas było słychać agresywne PAC na dupsko i wąchanie, mlaskanie. próbuje tam coś majstrować, ale ma opatrunek przykryty wkładką higieniczną (patent wetki, faktycznie spoko, przykleja się do bandaża, a nie do futra!), na to właśnie bandaż, potem opaska elastyczna i skarpetka. topornie i słabo oddycha, ale lepiej, niż miałby w pierwszej dobie to rozbabrać. jest suche, nic nie leci. chodzi jak po kastracji :D i ma nerwicę pt. "wąchnę nogę co 10 kroków", ale jest ok, macha ogonem. pomijając, że wczoraj mi zrobił 2 dziury w ręku, jak go znosiłam na trawę pod blok, to wszystko ok :roll:
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Pani Profesor replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
mój pies akurat jest kąpany mniej więcej raz na tydzień, więc pewnie częściej, niż lwia część społeczeństwa :diabloti: (i tak by mi nie uwierzyła, bo jedzie od mojego pieseczka jakby wylazł z obory, jeśli ten tydzień przeciągnę o parę dni :roll:) -
Czester wreszcie w swoim domu i na swojej prywatnej kanapie :)
Pani Profesor replied to majuska's topic in Już w nowym domu
ja ją po części rozumiem, ale tylko dlatego, że pies nie pokrył się z oczekiwaniami - skoro był wydany "od ludzi", a nie wzięty z ulicy, to pewnie wyszła z założenia, że wszystko będzie ok. jak dla mnie to ze stresu (bo mimo wszystko - robaki przy dziecku to lipa), ale odpisałabym jej stanowczo, choć bez nerwów. spróbowałabym jej wytłumaczyć jak to działa, może po prostu nie wie, że psy po schronie mogą mieć setki nieciekawych przypadłości. -
Czester wreszcie w swoim domu i na swojej prywatnej kanapie :)
Pani Profesor replied to majuska's topic in Już w nowym domu
ja się wypowiem ze swojej perspektywy - pewnie kobieta nie ma pojęcia o adopcjach i wiąże z tym pewne oczekiwania, tzn. takie, jakby brała np. psa z hodowli - czyli że ma być czysty, zdrowy i bezproblemowy. inna bajka, że sam fakt robaków (czy też słowa - "zarobaczenia") ma wydźwięk negatywny u ludzi, którzy mają małe pojęcie na ten temat (np. o tym, że dużo psów ma robale i wyłażą właśnie po tabletkach). widzę to tak, że pies "zarobaczony" = zaniedbany, karmiony byle czym, chorowity, bezdomny i wszystkie inne określenia, jakie cisną się na usta w kontekście "przybłędy". to taka nomenklatura jak u mojej mamy - "nie ruszaj, może zarobaczony" - standardowe jej powiedzonko, kiedy chciałam pogłaskać obcego, bezpańskiego psa. kiedy wzięłam swojego ze schroniska, to jej pierwszym pytaniem było - "a nie zarobaczony? szczepiony?". mówię o tym, bo mam wrażenie, że pani pierwszy raz widzi robaki, zestresowała się, że pies jest ultra-chory i z nerwów pisze tak jak pisze. ja bym nie skreślała domku dla Czesia ;) -
a, i w ramach ciekawostki dodam, że za radą wetki zostawiłam mu upaćkaną krwią przednią łapkę (po wenflonie), żeby w razie potrzeby pozbycia się efektów zabiegów zajął się wylizywaniem jej, a nie dobieraniem do opatrunku - działa :loveu: bo właśnie sobie memła tę przednią, z zamkniętymi oczami i co chwilę się zawiesza z wywalonym jęzorem :loveu: taki śmieszny :D
-
[quote name='Majkowska']Dobrze że zaszyła. Teraz już będzie tylko lepiej. Swoją drogą, podaj mi raz jeszcze namiary na tą wetkę, dobrze mieć pod reką kogoś takiego.[/QUOTE] zareklamuję oficjalnie w wątku ;) Karolina Miechowska, gabinet jest w Mogilanach obok Krakowa, ale nigdy tam nie byłam, bo pani ma do mnie po drodze wieczorami, więc zajeżdża :) zawsze dostępna i pomocna, "nowoczesne" podejście (czyli żadnego paplania o "jednej ciąży dla zdrowotności"), tel. 601 512 979. liczy bardzo tanio, bez wciskania nie wiadomo jakich specyfików, poleca zastępcze leki polskie, itd. [quote name='evel']Dżizys, przypomniało mi się, jak Zu był trupkiem po sterylce - taka zimna i biedna, nie spałam pierwszą noc w ogóle i sprawdzałam co chwilę, czy na pewno jest przykryta kocykiem, czy nie marznie, czy nie rzyga itd. :roll: A później okazało się, że jest Houdinim i każde wyjście z domu musiałam strategicznie rozgrywać plus ubierać psa w kubrak, zakładać kołnierz i mocować go na sztywno, żeby debil nie wylazł :diabloti:[/QUOTE] Houdinim :grin: fajne określenie, do Patryka pasuje w kwestii obróżek i szelek:D Pat grzebie w ranach, ale jeśli są luzem - bandaża nie zdziera z jakimś wybitnym uporem, ale jeśli się zsunie, to nie ma oporów przed ściągnięciem (wczoraj zeżarł wacik kosmetyczny...ale oddał na spacerku :diabloti:). muszę pilnować, żeby się do tego nie dobrał, dzisiejsza noc będzie niestety na stresie.. mam za 8h być na uczelni, a nawet się nie zbliża chwila mojego [I]spaćpójścia[/I] :roll: [quote name='kalyna']Ale się porobiło z tą łapką.. oby teraz już wszystko było dobrze ;) zdrówka!![/QUOTE] dziękujemy :) dureń się obudził, przeszedł się po chacie obijając się o meble i zrezygnowany klapnął tak śmiesznie na dupę, ale zagoniliśmy go z tż-tem z powrotem na kocyk, żeby sobie przypadkiem nie zrobił krzywdy o nic. też pewnie nie pośpię bo będę go pilnować... no ale trudno - z efektów ubocznych, to tylko zlał się pod siebie, nic mu więcej nie jest, więc chyba przebiegło gładko ;)
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
[quote name='Franca81']I wlasnie z wami fajnie mozna pogadac. Rozmowa na poziomie i na spokojne wytlumaczenie co autor mial na mysli. ;) Jeszcze tylko wytlumacze. Ja mojej nie ograniczam ruchu. Wrecz przeciwnie ma go dosc sporo ale na chwile obecna na jak najnizszym poziomie ekscytacji (pozwalam na lekkie nakrecenie ale jedynie na takie z ktorym sobie potrafi poradzic). Moj pies nie potrafi sie kontrolowac (ma podejrzenie o zaburzenia ukladu limbicznego). Jedynie ograniczam jej napady szalu i latania bez celu z ku.wikami w oczach. Jak chce biegac to biegam z nia ale nie moge jej puscic bo wystarczy pare sekund i mloda znajdzie chocby listek i sie nakreci. A na smyczy jestem w stanie zareagowac jak juz widze ze uszy daje za leb i wytrzeszczu dostaje. Jak bylaby dwa metry dalej to juz nie mam szans. Z czasem odleglosci bedziemy wydluzac. W crate games sie bawimy, w zabawy wechowe itp. Stosujemy feromony a nawet masaze i naturalny olejek z lawendy, zwracam duza uwage na wielkosc zrenic bo wiem co niosa za soba rozszezone. Pracujemy pod nadzorem bechawiorystki szkoleniowca i weterynarza. A spacery nie sa w ciaglym skupieniu bo u niej to niemozliwe. Pracujemy by korzystala z nosa i zamiast nakrecac sie na szeleszczacy listek zainteresowala sie zapachami. Bo pies powinien swiat poznawac glownie wechem a ona ma na odwrot. Mloda nie stresuje bieganie ona wchodzac na wyzsze obroty traci nad soba panowanie. Ja stresuja ludzie (z wyszczegolnieniem rak), zwierzeta. A ze tak to ujme natura (deszcz, wiatr czy snieg) powoduja niezdrowe nakrecanie sie. I byly sytuacje, ze w kilkanascie sekund tak sie nakrecila, ze zaczela biegac tam i we wte po czym przy duzej predkosci z calym impetem przywalila glowa w ogrodzenie. Wzrok ma dobry a dzialke i ogrodzenie zna od szczeniaka. Ona na dworze potrafi byc jedynie spokojna i wyluzowana jak duzo wacha i pare chwil po wachaniu. I te pare chwil po wachaniu musimy wydluzyc i wprowadzic jako normalne jej codzienne zachowanie. I wtedy moze miec napady gonitwy o ile bedzie potrafila z ekscytacji znow wrocic do stanu normalnego. O wielu rzeczach nawet nie wspominam bo niewiele osob mialoby sily to czytac. ;) W poscie o stresie po prostu zostalam zle zrozumiana. A ze co chwila znajduje sie jakis "wujek dobra rada" w otoczeniu to mi czasem tez samokontrola zanika. ;)[/QUOTE] ok, rozumiem już, że u Twojej suki to naprawdę nie jest taka pobudliwość, o jakiej my dyskutujemy ;) w takiej sytuacji absolutnie rozumiem te wszystkie działania wyciszające, mój Pat nawet w największym szale pewnie nie wygląda tak, jak Twoja suka na co dzień, więc nie ma co porównywać metod - faktycznie :) [quote name='Majkowska'] Na wysokości tego obsranego drzewa pies podnosi głowę i widzę jak już się oblizuje i gna w zapamiętane miejsce, więc wyrywam do przodu z wrzaskiem " nieee!!!!!!!stóóóóój!!!! Zostaaaawww!!!!" a Wald pędzi z obłędem w oczach do góry gdzie akurat dojeżdza rowerzysta i przy tym drzewie się spotykamy. Słuchajcie, facet zamarł, chyba przewidywał najgorsze, zaczął się zasłaniać, zbladł, przerażony chyba był pewien że już ma psa w gardle. A ja nieświadoma planowania mordu przepędziłam psa dalej i wymyślam mu od najgorszych świń, więc facet się zabrał roztrzęsiony nie odzywając się nic pojechał... Dopiero tż idący za mną uświadomił mi powagę sytuacji, z której sobie nawet sprawy nie zdawałam:oops: Biedny człowiek, nastraszyłam go okrutnie.[/QUOTE] boże :grin: a apropos, przypomniała mi się historia, jak jechaliśmy z tż-tem i znajomymi do Gdańska.. na dworcu podziemnym byliśmy prawie sami, była późna noc, idziemy na pociąg i po peronie zasuwa facet, wyraźnie się spieszy, w ręku jakaś walizka. mój znajomy Krzyś uznał, że to będzie prześmieszne, kiedy zacznie wydzierać się "MÓJ PORTFEL! MÓJ PORTFEL!" w momencie, kiedy biegnący facet go mijał :diabloti: chyba uznaliśmy to za śmieszniejsze, niż ten gość,bo co się nasłuchaliśmy łaciny, to nasze :diabloti: -
ale ładne :loveu: ale rozjaśniaczem, co? :roll: mi rozjaśniaczem też ślicznie brały, ale co z tego, skoro mi od niego schną i się kruszą..ja robię teraz tylko superrozjaśniającą farbą, pewnie nie dojdę do takiego odcienia :placz: tak czy siak - ważniejsza sprawa - Pat został zaszyty. przyjechała wetka, obejrzała ranę i uznała, że może nie jest głęboka ani wybitnie groźna, ale w parszywym miejscu ("tyłozgięcie" nad stawem skokowym w tylnej łapie, zero mięsa wokół, a skóra notorycznie napięta, np. przy chodzeniu), więc będzie się babrać do oporu - podjęła decyzję, że szyjemy. Pat dostał narkozę :-( bo ze znieczuleniem miejscowym nie było szans, wetka wbiła mu wenflon, dostawał po troszku - nie wiem, co tam było, dwie substancje, ale się nie przyjrzałam, bo leków pani miała nastawianych z 30... zakręciło mu się we łbie, śmiesznie się walał po ścianach ;) i dość szybko odpuścił, pani mówiła, że 99% psów haftuje ile wlezie i powinno mieć głodówkę, a ja, durna, nakarmiłam go z niewiedzy, godzinę przed zabiegiem :oops: ale uwaga - nie rzygał :cool3: ani w trakcie, ani teraz, nic, choć to się może jeszcze zmienić. dostał eleganckie 3 podwójne szwy, na wszelki wypadek, w razie uzna, że fajnie jest to wyciągnąć w nocy :cool3: wybudzał się kilkakrotnie i trzeba go było szprycować po parę ml, bo strasznie szybko metabolizował narkozę. zaszyte ma przesuper, dostał jakiś srebrny opatrunek w płynie, kompres i cały opatrunek + bandaż, mamy tego nie tykać przez 2 dni, a później wymieniać i zabezpieczać tylko przez niszczycielską mocą ząbków, choć przypuszczam, że raczej sobie nie wydłubie szwów (z jajek wydłubał resztki, jak już były do zdjęcia). bieduś leży teraz na kocyku obłożony papierkami, bo niestety nam się zlał :cool3: i jak podchodzę i mówię wesoło "haaaalooo..." to macha ogonkiem :loveu: chwilami się wybudza, ale ogólnie jest trupkiem i chyba prześpi tak do rana, bo jednak dostał sporo leków, antybiotyk w razie wu, przeciwbólowy (bo trzeba mu było DEPILOWAĆ RANĘ pęsetą :-( poszarpało go straszliwie), ma wygolone dwie łapki i wygląda jak ostatnie nieszczęście :diabloti: tak przebiegała dzisiejsza akcja, a ja mam jeszcze na jutro milion rzeczy do zrobienia i zajęcia o 8...pozdrawiam serdecznie :roll:
-
cześć:) czy u Was też linienie idzie tak drastycznie, że strach stanąć na podłodze w obawie o to, że kudły wessają Cię pod podłogę? czy z krótkowłosymi psami nie ma tego problemu? :D
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
jestem tego samego zdania, choć mój szkoleniowiec sądzi coś odwrotnego, że psu nie potrzeba ekscytacji bez sensu - ja uważam, że to forma stymulowania, nawet te durne "PATRYK! GDZIE SKARPETA!" i szarpanie się z nim w chacie. nawet, jeśli mój pies leży jak zwłoki i nie pokazuje, że rozpiera go energia to wiem, że później odbije sobie te "niewyżycie" na psach. dowodem na to jest fakt, że wymęczony nie czepia się zwierząt, baa, można go nawet wpuścić wtedy w stado albo zapoznać z totalnie obcym samcem (vide - sytuacja z czarnym niby-flatem, pamiętasz, Majkowska?) -
dla mnie największą przeszkodą w posiadaniu takiego psa jest absolutna niemożność utrzymania na smyczy w razie wu :diabloti: nawet moje 13kg potrafi mną szarpnąć, a co tu mówić o takim dinozaurze :loveu: ale przeurocze są i z tego,co o nich czytałam - mają fajny charakter, a przy okazji budzą respekt, super sprawa taki burbul ;)
-
[quote name='ewaal1982']Ty się może lepiej przejdź do weta. Nawet jak to nie jest nic strasznego, będziesz spokojniejsza.[/QUOTE] wetka przyjedzie, ona zawsze dojeżdża z całym sprzętem w razie wu ;) [quote name='agutka']jak na moje rana nie powinna się otwierać :shake: trzeba było dać obejrzeć wczoraj no ale już po kwiatkach ;) teraz pobawicie się z tą łapą , kiedyś tak łapę zaniedbałam Sagatowi długooo długooo się goiło a krew sprzątałam codziennie po kilka razy bo co spacer szło mu :/[/QUOTE] ale jestem ciotą :oops: zobaczymy co powie, ma być wieczorem. [quote name='evel']Może obejdzie się bez szycia? Tak na chłopski rozum powinniście dostać coś, co dezynfekuje i nieco osusza ranę. Gównianej przygody współczuję, jak mi kiedyś zakagańcowana Zu zniknęła w krzakach nieopodal "bazy meneli" i nie wracała na wołanie to jak w końcu wróciła to myślałam, że się porzygam... Przywiązałam ją do drzewa i cała zaryczana z wściekłości dzwoniłam do siory, żeby szykowała szampon i psie ręczniki natentychmiast :roflt: Kaganiec moczyłam dwa dni w rozwodnionym płynie do mycia podłóg typu Ajax czy coś w ten deseń - nic innego nie dawało rady zabić tego smrodu... :roll:[/QUOTE] kaganiec odpuścił i poddał się szamponowi, ale obroża za cholerę nie chce :roll: chyba zrobię tak jak piszesz,bo jest makabra!
-
kurde, ale to się wczoraj ładnie zasklepiło, zrobił się strupek i w ogóle, więc myślałam, że sobie samo się elegancko zagoi, latał zadowolony, bez bólu - dziś tak jakby rozerwał się strup i od nowa wylazło mięcho, rana ma taki kształt "rozwartej małży". nie da się szyć czegoś, co już się wstępnie zagoiło i rozbabrało od nowa? :roll:
-
[quote name='agutka']taaaa i pewnie tylko chodniczniem:D:D[/QUOTE] tak :cool3: [quote name='magdabroy']Dobry Magda :)[/QUOTE] dobry to średnio... wszystko nie tak :shake: musiałam go wymyć po tym gnoju i rozmoczyłam mu niechcący ranę na nodze, choć płukałam krótko i szybko starając się unikać oblewania. pobawił się Patryk chwilę z TŻ-tem i co? rozwalona rana znowu, krew cieknie... przyjeżdża dziś wetka to obejrzeć, czy się kwalifikuje do zaszycia, bo to tak okropne miejsce, że szok. dom powoli przestaje walić chlewem :angryy:
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Pani Profesor replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='gojka']A propos zachowań mających źródło w strachu przed psami: po porannym spotkaniu z psimi kumplami zabrałam moją suczkę do ludzkiego fryzjera. Fryzjer osiedlowy,zakochany w mojej psinie z wzajemnością.Suczka dostaje wodę,grzecznie czeka aż mnie fryzjer obciacha.Wchodzi kobieta z potężnym pięciolatkiem. Chłopiec podbiega do mojego wymęczonego spacerem psa i zaczyna go okładać łapkami po głowie. Widzę,że zero reakcji mamusi.Mówię więc chłopcu,że nie wolno psa bić na co mamusia,że on tak głaszcze.Pies spierdzielił pod mój fotel.Chwila spokoju ale widzę w lustrze młodzieńca podchodzącego do mojego fotela od tyłu i próbującego- tym razem pulchną nóżką psa wykopać spod fotela.Moja mega grzeczna psina warknęła i pokazała zęby.Podeszłam,wzięłam psa na ręce i zapięłam smycz a chłopiec pobiegł do mamy rycząc histerycznie,że pies go ugryzł.Mówię chłopcu,że widziałam,że pies go nie ugyzł i proszę by pokazał gdzie go ugryzł.Chłopiec pokazuje rękę- ugryzienia ani zaczerwienienia ani śladu.Na co mamusia mówi,że go kiedyś jamnik ugryzł i dlatego ona tak nerwowo na jamniki reaguje :). W sumie nie wiem czy śmiać się z tej "nerwowej" reakcji czy płakać nad tą mamusią...[/QUOTE] najgorsze jest to, że gdyby Twoja suczka jednak nie wyrobiła nerwowo i kłapnęła chłopca, to miałabyś okropne problemy... ja zauważyłam coś takiego, że ludzie, którzy mają podejście pt. "taka mądra, pomaga psom, a ile dzieci głoduje" (co jest kretyńskim postulatem, chyba nie muszę dodawać dlaczego) traktują psy jako coś "niższego" i "mniej ważnego", niż dzieci. nie mówię, że trzeba stawiać znak równości między psem i dzieckiem (choć ja stawiam póki co :diabloti: bo nie mam dzieci), ale mam wrażenie, że tacy ludzie nie widzą swojego błędu, bo w końcu dziecko - ważniejsze - chciało dotknąć psa, CHCIAŁO i nie można przecież dziecku odmówić ze względu na jakieś tam humorki mniejszej i nieważnej kreatury. już nie chcę myśleć, jak bardzo nisko znalazłby się pies w hierarchii wartości takiej baby, jakby kłapnął synka..mój królewicz uwalił w rączkę kuzynkę TŻ-ta, oczywiście nie został nawet ślad, młoda tylko stanęła w szoku (4-latka) i na szczęście, jako rozumne dziecko, przestała zaczepiać leżącego Patryka. myślałam, że się spalę ze wstydu, przeprosiłam jej mamę, która powiedziała, że to w zasadzie dobra lekcja, bo młoda więcej nie przytuli znienacka psa, przed którym ostrzegano ją, że "nie lubi jak się zaczepia". to tak w ramach kontynuacji dyskusji o dzieciach, psach i "straszeniu psami" - młoda przekonała się na własnej skórze i teraz PYTA, czy może pogłaskać, kiedy przyjdę z Patrykiem (a jest przyzwyczajona do asta-niańki i labradora-konika-radosnego przytulaka z którym można robić co się tylko chce). dzieciak u fryzjera był wg. mnie nie uświadomiony, tylko nastraszony - wiedział przecież, że psy gryzą, skoro symulował ugryzienie, a mimo to nie było mu to na tyle wytłumaczone, żeby przestał zaczepiać psa, bo faktycznie do tego dojdzie. ogólnie - porażka.