Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. a ja wyszłam identyko (mysie włosy po rodzicach, niepodmieniona na bank :diabloti:), ale mój kuzyn...no cóż, wujaszek miał wahania, czy ciocia aby na pewno ten, no :evil_lol: bo braciszek wylazł kudłaty i czarny, a w rodzinie od pokoleń nie było takich włosów. ciekawostką jest, że jak dorósł, to ma również mysi blond ;) ale za dzieciaka wyglądał jak mały hindusek.
  2. mój pies sobie tak przenosi frustrację, jak pisze Amber - ktoś coś żre, on wypatruje gały i ślini się do ziemi, obok przechodzi labek tż-ta i PAC dostaje kłapnięcie przed nosem, ot, tak dla sportu, bo pieseczek cierpi że nie dostał pyszności, to się wyładuje na słabszym. powiem tylko co do zabiegów i odruchów - wg. mnie to nie kwestia wychowania w 100%, bo Pat nienawidzi czesania (a znosi, mamrocze pod nosem ale się daje bez żadnego kłapania), kąpieli (kąpany jest non-stop przez łojotok skóry, nie lubi, ale wskakuje smętnie do wanny na "hop", nic na siłę, ma sam wskoczyć) i innych takich zabiegów, no ale przeprowadzamy je w miarę bezinwazyjnie,bo jest nauczony, że i tak musi, bo musi - jak sam się nie uspokoi, to będzie tylko gorzej. kluczem do tego, że dajemy radę jest fakt, że został tego NAUCZONY. krople do oka mieliśmy raz, pierwsze 2 dni to wyrywanie się, zwiewanie, miotanie pyskiem, dzikie mruganie - nie znał tego i się po prostu bał, a oko go bolało okrutnie, przy czym musiałam mu otwierać powiekę na maxa. późniejsze dni to tylko wycofywanie się na widok kropli, ale dzielnie siadał na dupie i mimo małych odruchów (cofanie łba) dawał zakroplić oczy. jeśli a_niusi chodzi o taki spokój, to jestem w stanie w to uwierzyć, choć nie wyobrażam sobie robienia tego bez normalnych odruchów typu lekkie mruganie, cofanie łba. przecież dzieciom też nie zawsze da się zakroplić oczy, to jest odruch, boli - odwracam łeb, mój facet sam sobie się cykał zakroplić oczy pierwszy raz od wielu lat,bo to po prostu naturalny odruch, że się przymyka, mruga. pies dodatkowo nie rozumie, że to dla jego dobra, więc jeśli się próbuje uwolnić, to nie kwestia wychowania wg. mnie, a osobnika i jego charakteru. a co do zabiegów bardzo bolesnych - pies warczał za każdym razem, kiedy zmieniałam mu opatrunek po parszywie rozwalonej i szytej łapie. pozwalałam mu warczeć, bo to tylko warczenie - ostrzeganie "nie zrób mi krzywdy". nie ochrzaniałam go za to i robiłam swoje, po paru dniach zmieniałam już bez warczenia bo wyczaił, że mu ta łapa nie odpadnie i poczuje ulgę po nasmarowaniu maścią. łapę odwrażliwiłam tak, że teraz mogę normalnie go dotykać (kiedyś złapanie za tylną łapę kończyło się kłapnięciem, nie lubi i już). jaki wniosek? dużo zależy od psiego charakteru i nie sądzę, że ktoś jest lamusem jeśli jego pies nie znosi zabiegów w stoicki sposób. wiele ludzi po wypadkach i w szoku robi rzeczy,o których byśmy ich nie podejrzewali, a co dopiero pies...
  3. [quote name='isabelle301']Tak odnośnie klatki... Mój pies ma dom do dyspozycji... Ma wolność... I nic się nie dzieje - zmienia tylko kanapy pod tyłkiem, wyglada przez okno albo kopie dziurę w posłaniu. Klatki u mnie w domu nigdy nie było i nigdy nie bedzie. Mam za to koleżanke która ma dla psów klatki. I kiedyś miałam przyjemność mieć przez wekeend jednego z tych psów u siebie... żal mi dupę ściskał - ten pies nie potrafił się normalnie uwalić na dywanie i iść spać... on szukał klatki - i tak przez dwa dni i dwie noce... klatka wprowadziła do psychiki tej suki kompletną niemożność życia na otwartej przestrzeni ( o ile pokój o metrażu 20mkw) można tak nazawać) Więc proszę was! Nie wmawiajcie że ta klatka to taki szczyt szczęścia dla psa...[/QUOTE] a tutaj się wyłamię i powiem, że wg. mnie to dobrze, że pies szuka sobie miejsca, gorzej, że jest nauczony li tylko klatki. mój pies rozumie instytucję "miejsca" i w obcych domach kiedy dostaje komendę "na miejsce" tudzież "do siebie" lezie i wyszukuje jakiegoś dywanika, szmaty, poduszki czy kawałka miejsca, gdzie może się położyć. dla mnie (i akuratnych domowników) to zbawienie, bo pies się relaksuje tam, gdzie się położył, a jest nieco uciążliwy w obcych domach, szczególnie przy imprezach typu "dużo ludzi i jedzenia". gdyby nie był nauczony "zalegania", to kręciłby się jak debil bez możliwości wyciszenia, bo niby jak, skoro to obce miejsce, nie ma azylu ani "domku". taki ma charakter, więc wg. mnie to najlepsze co mi się udało w jego wychowaniu - nauka momentalnego wyciszenia po komendzie "na miejsce", przy czym to miejsce albo sobie wybiera sam, albo mu sugeruję paluchem, albo kładę kawałek szmaty na otwartej przestrzeni i on automatycznie zajmuje to sobie jako legowisko. dla mnie bomba, mam długie godziny spokoju od żebrania, bo "miejsce" to obiekt, gdzie nie ma wyłudzania jedzenia, zaczepiania - jest relaks, spanie albo obserwowanie.
  4. Ryss, masz trochę zbyt "ludzkie" podejście do tematu klatki. Pies nie zna instytucji więzienia i nie rozumie, że krata to ograniczenie wolności. Tak samo odesłanie na legowisko, jak do klatki, jest dla niego odesłaniem na miejsce - i tyle. Klatka początkowo jest zamykana z wielu powodów, dla psa nauczonego relaksu na jego posłaniu zamknięta klatka jest jak komenda "zostań", czyli nie do wyłamania. To wymaga czasu i pracy, dlatego klatka nie musi być zamykana przez całe psie życie. I nie porównuj do łańcucha, bo to dwie różne rzeczy - pies nie jest uczony przebywania na łańcuchu, to doraźny środek (prymitywny) utrzymujący psa w jednym miejscu, gdzie się frustruje i rzuca, bo nie może odejść gdzie indziej. Klatka ma być zaprzeczeniem łańcucha, to ma być "domek" alias "łóżeczko" i robi wrażenie takie a nie inne, bo ma kraty. Jakby bardziej popularne były klatki z pleksy, to byłoby paplanie, że "akwarium dla chomika". Drewniane - "wiejska buda", materiałowe - "yoras w torebce". Nie dogodzisz ;) Metalowa klatka jest poza tym najbardziej poręczna, psu to bez różnicy, z jakiego materiału ma domek, o ile jest wygodny i bezpieczny. Na marginesie dodam, że mój pies nie ma klatki (bo nie, żaden tam głębszy powód) ale chętnie zalega pod małymi stolikami, biurkiem i wszędzie indziej, gdzie ma "zadaszenie". To atawizm i tyle, czego nie można powiedzieć o łańcuchu.
  5. [quote name='3 x']ależ do tego nie trzeba upałów Prodziaka tak bardzo często przestawiamy bo on nie widzi sensu w naszym działu i chęci dostania się np do szafy czy łazienki więc się nei rusza bo po co ? Fredzio przynajmniej reaguje jak się go poprosi ;) widziałam w jakimś wątku Twój filmik z tybetanem (to Prodziak?), jak próbowałaś go przeciągnąć na smyczy po trawniku ;) no ale mój pieseczek tak tylko osiołkuje w upały, teraz też leży jak skóra z dzika na podłodze i nie daje znaków życia. trącę nogą czy w ogóle żyje :evil_lol: [quote name='dOgLoV']Bardzo dobrze ze tak dużo pijesz , chociaz z doświadczenia wiem że jak w pracy się tylko napiłam to momentalnie byłam mokrutka , jak ja tego uczucia nie znosiłam :mad: No gdyby przemilczała ten fakt to była by bardzo nie w porządku , przecież dziewczyna nie zemdlała ot tak sobie :roll: Wiem wiem , pamietam jakiego stracha miałam jak był zamach na WTC , już też wojne miałam przed oczami :oops: ale gdyby te myśliwce leciały na wojne to juz bysmy o tym coś wiedzieli , moze poszukaj w necie jakiś informacji z waszego miasta , okolicy , My mamy takie strony informacyjne ostrów24 czy infostrów i jak lataja jakies wlasnie takie dziwne samoloty to przewaznie na drugi dzien jest informacja dlaczego i gdzie leciały ;) tak tylko sprostuję na bazie wiedzy branżowej, że nie, nie wiedzielibyśmy :razz: do ostatniej chwili byłyby 'ćwiczenia', ano z prostego powodu - żeby nie wywoływać zbiorowej paniki ;) panika powinna się pojawić w momencie, kiedy rozdadzą po gminach druczki z mobilizacją do wojska - wtedy trzeba zacząć się bać o swoją dupę. ostatnie źródło, z którego należy czerpać wiedzę o ewentualnym zagrożeniu, to mainstreamowe media ;) a wg. mnie zestrzelenie samolotu było operacją false flag, ale to dogomania, więc nie wdam się w szczegóły :eviltong:
  6. a_niusia, a któraś z Twoich suk sprawiała jakiekolwiek problemy wychowawcze na tle agresji i wyeliminowałaś niepożądane zachowania pracą, czy one takie cudowne od nowości?
  7. Pat tylko raz zjadł gówno "na kontrolowanym", wsadziłam go do sadzawki i zakazałam wychodzić do momentu aż przestanie walić jak toi-toi...
  8. Pani Profesor

    dubel

    zazdroszczę... jak ostatnio u mnie padało (milion dni temu) to wylazłam w deszcz i mokłam na osiedlu z psem, aby się tylko schłodzić..
  9. ooo, żyjecie :loveu:
  10. aleś wrzuciła zdjęcie tego drina... dałabym sobie rękę uciąć za takiego w rozmiarze XXXL i do tego basen z lodem... :placz: nienawidzę upałów i nie rozumiem jakim cudem ludzie z własnej woli przesiadują na słońcu całymi dniami w lecie :eviltong: i jeszcze sprawia im to przyjemność :eviltong: btw, Wasze psy też się zachowują jak wyżęta szmata ze zlewu? w sensie zwisają smętnie z jęzorem na podłodze i nie da się ich ruszyć z miejsca? dziś przeciągnęłam Patryka za łapy po całym mieszkaniu,bo mi blokował drzwi do kuchni - nawet się nie poruszył...
  11. to dobrze, że Er zaczepia - mój Pat właśnie takie psy szybciej toleruje,bo chce się bawić - problem jest kiedy pies się zanadto płaszczy i jest bardzo uległy, wtedy się odzywa w moim buraku chęć gnębienia ;) ale wszystko do przerobienia, parę minut równoległego spaceru i zazwyczaj jest luz ;)
  12. [quote name='Maron86'] U mnie przewalanie na bok tak działa, samo walnięcie o glebę na waruj jest ok i nie wywołuje agresji. Czyli najważniejsze jest znać swojego psa i jego zachowania :loveu:[/QUOTE] racja, tym bardziej, że na mojego psa czasem lepiej zadziała ostrzegawcze EJ... z groźnym spojrzeniem i postawą (nawet zdarza mi się tak go rozbroić, czyli wywala siusiaka i leży ;) ) niż szarpanie i przewracanie, które wywołuje agresora (ze strachu) i potem muszę naprawiać jego zaufanie przez tydzień. gleba i tyranie tylko przy rażącym nieposłuszeństwie, wbrew temu, co kazał szkoleniowiec (tyrać za mikro-przewinienia)
  13. [quote name='Maron86'] Mój sprzeciw go tak mocno zdziwił że nie wiedział co teraz.[/QUOTE] mojego dziwi AŁAAA i ew. pacnięcie w ryj znienacka, takie dla otrzeźwienia - branie za fraki, przewracanie itd. nie dziwi, tylko pobudza do walki, włącza mu się tryb przetrwania i z małego kłapnięcia robi się bitwa na zęby.
  14. ale on pocieszny :loveu: ciekawe, czy mój pieseczek by szybko zaakceptował dobermanie towarzystwo :evil_lol: jedną sukę zna, a u niego zapoznawanie 'rasami' daje efekty, jak polubił haszczankę i labradora, to wszystkie inne w tym typie łatwiej mu zaakceptować. mój tż jest nastawiony pozytywnie na wizję wyjazdu w Wasze rejony i końsko-psi spacer ;) fajnie by było, Erman to mniejszy problem do zaakceptowania dla mego psa niż konie :diabloti: i tego się obawiam, że to właśnie może nie wyjść,bo ujada na kopytne tak samo jak na każde inne "nieznane" zwierzę...
  15. [quote name='Maron86']Ja nie polecam w ogóle psów osobom doprowadzającym psy do stadium gdzie pies gryzie 'pana' :evil_lol:. Moim skromnym zdaniem ja jestem w stanie zaakceptować pomruki, marudzenie, jęczenie o ile pies robi co mu mówię, jednak jak by mnie dziabnął to miał by piekło z du**. Miałam ONkę ze schroniska (oddana bo pilnowała firmy, a firmę rozwiązali), miała guzy wszędzie, ja byłam w nie najlepszym zdrowiu i przyznam że matka tak ją prowadziła że pies zaczął mnie jako 'słabszą' atakować... Mam kilka sporych blizn po niej, szczerze się jej bałam. Dlatego jak Szaman trafił do nas to wiedziałam jedno, nie pozwolę dopuścić do takiej sytuacji, pies ma się słuchać (nie musi chodzić jak w zegarku, broń boże), nie ma prawa użyć zębów... I trafił mi się młodzieniec w wieku 6m-c kłapiący zębami na lewo i prawo (taka metoda na 'spadaj ja chcę tu siedzieć na tapczanie'), ostro za mordę i o glebę, och jakie było jego zdziwienie że ktoś się nie cofnął przed ząbkami :diabloti:...[/QUOTE] a mój pies na przykład walczy kiedy się zrobi tak jak piszesz - on też jest z "gryzących właściciela", choć nazwałabym to "chwytaniem" albo pokazywaniem zębów na zasadzie "odwal się" (nigdy nie zrobił mi poważnej rany, ledwo widać że chwycił, ból żaden) i kiedy na gryzienie reaguję glebą albo tyraniem (zalecone przez szkoleniowca), to toczymy walkę w której ja go przewracam, pies chwyta mocniej i włącza mu się 'tryb ratunkowy', czyli dostaje fiksacji i zaczyna się bać, a w strachu groźnie bulgocze no i się tak przewracamy bez efektów, za to z wywalonymi psimi zębami i dygoczącą dupką. na niego lepiej działa głośne AŁAAAAA!!! przy lekkim kłapnięciu, peszy się wtedy i wysyła CS-y, oblizuje, jest zmieszany, "żałuje" (tak, wiem ;) ). dogomaniacy wiele razy mi zalecali zbicie go na kwaśne jabłko przy próbie kąsania, a ja już powoli zaczynam mieć wrażenie, że to pies, na którego nie ma jednej słusznej metody. zaczęłam naszą znajomość źle (parę razy cofnęłam rękę, bo bałam się ugryzienia, zanim odkryłam, że to tylko takie straszaki) i muszę to naprostowywać, po przywaleniu mu nie dostaję kilogramów respektu a chłód, olewanie i unikanie, a także późniejszą niepewność względem nadchodzącej ręki. teraz to ukrócam ewentualnym pacnięciem w ryja albo właśnie AŁAAAAA, bo każdą próbę gleby i zamordyzmu odbiera jako rozpoczęcie walki i koniec. dodam, że w zabawie gryzie tak samo mocno (czyli słabo) i przede wszystkim identycznie warczy (bardzo groźne odgłosy, dla kogoś z zewnątrz wygląda to na agresję i chęć mordu,a to taki jego "styl gadania", nawet przy szarpaku), rozróżniam to tylko poprzez intencje i w przypadku kąsania na "odwal się" dostaje lekkie pacnięcie albo właśnie mój krzyk, który go wybija z rytmu. nie widzę opcji siłowania się z nim, już to pisałam, bo jestem w tej walce skazana na porażkę. nie widzę też opcji, że on całkiem przestanie używać zębów (i łap, potrafi odgonić mnie łapą:D) bo taki ma styl bycia, wszystko zębami/łapą (wyciąganie przedmiotów, zwracanie uwagi, komunikowanie potrzeb) i wg. mnie glebienie go i zamordyzm daje odwrotny skutek. glebę dostaje tylko przy skrajnych sytuacjach jak fiksacja, darcie gęby i wyrywanie się (np. do psa), w codziennych "burackich kłapnięciach" tego nie widzę i koniec. niepotrzebnie wprowadzi to ferment i poczucie zagrożenia.
  16. ale czad z tym olejkiem :D może tata zrozumiał że to ma być jakiś [I]fancy[/I] olej i popatrzywszy na słonecznikowy w kuchni uznał, że trzeba poszukać czegoś innego, bo to na pewno nie chodzi o taki zwykły :D ale żeby w kosmetyczce? :crazyeye: mój chłop który ze mną mieszka na 100% nie ma pojęcia, że w kosmetyczce mam olejek (a mam!) i nigdy w życiu by tam nie szukał, aż zrobię eksperyment i spytam ;) ja po 3 dniach nieobecności zastałam psa nażartego jak beczka, ogólnie się [I]poprawił [/I]przy pobycie u rodziców, a niby jedzenia daję mu tyle co zawsze...JA daję, a rodzice swoją drogą :cool3: a czy Meri jest na barfie? mój pies przestał łapczywie żreć syf ze spacerów właśnie po przestawieniu na barf, teraz jak coś znajdzie (np. żelkę czy jakiś chrupek) to wciągnie prawie nosem (nie zdążę często zareagować), ale zdobyczy typu ohydna kość albo gnijące mięso już nie rusza, dziś ostentacyjnie odskoczył od kromki chleba uprzednio powąchawszy (wyłudził smaka na zamiankę), ale barf zdecydowanie ograniczył chętkę na poszukiwania, teraz musi mu coś dosłownie wpaść do gęby żeby to zjadł, rzadko się zdarza i zazwyczaj to rzeczy 'niegroźne'. raz mi się nażarł mięsa mielonego w kolorze zielonym... wyrzuconego między blokami po świętach :roll: latał za piłką i nie zauważyłam, myślałam że jej szuka, a tu nagle MLASK MLASK...no cóż, na szczęście najadł się trawy i zwymiotował razem z tym syfem, ale myślałam że powybijam sąsiadom szyby aż się któryś przyzna, kto to wywalił...
  17. cześć :) witam się u Oscarka!
  18. [quote name='*Monia*'][B]A już kawały sobie opowiada i sama się z nich śmieje[/B]? Ja mam zawsze ubaw jak mała coś tam papla i co chwilę się chichra :evil_lol: [/QUOTE] ...:grin: mega!
  19. ok, jakby była, to weź mi proszę! bo u mnie nic a nic, puchy :(
  20. [quote name='AMIGA']A nie, a dlaczego?[/QUOTE] nie nie, chodziło mi o Majkowską, bo pisała, że klepie z telefonu, więc sądziłam, że ma jakiś nowy, specjalnie do dogomanii :cool3:
  21. rozważę kupno maszynki do strzyżenia psa (kwestia ceny), może być stara i zajechana, byleby strzygła - choćby w jednej długości. nie interesuje mnie nówka kosztująca 30zł, bo takową nie ostrzygę swojego futrzaka :)
  22. nigdy w życiu nie nadrobię tego paplania, więc się tylko witam :diabloti:
  23. Pani Profesor

    dubel

    mi nie smakuje :diabloti: ale w ramach prezentu chętnie przyjmę, jest czym poczęstować gości :evil_lol:
  24. ooo, ciocia też ma nowy telefon? :cool3:
×
×
  • Create New...