uff, no to jestem, nie obyło się bez przygód, lot odwołany, powrót o jeden dzień później, kociokwik przez to w pracy (jeszcze się z tego nie wykałapućkałam), ale student już osadzony i chyba będzie mu tam dobrze.
A w domu raczej zmianki niż zmiany, ale w dobrym kierunku ;) Otóż Pola się wyraźnie oswaja. Już sama wychodzi jak słyszy wołanie na spacer, po spacerze wie, że trzeba wytrzeć łapki więc czeka w przedpokoju razem z Hopką, na jedzenie przychodzi tak kręcąc pupą, że mało ten pupol jej się nie urwie ;) A rano sama wskakuje do łóżka na przytulanki. I od czasu do czasu zaczyna sama podchodzić do nas, gdy siedzimy z TZ każde przy swoim biurku i pracujemy, żeby wzrorem Hopci poprosić o głaski. Ale nie daj Boże nad nią nachylić się z wysoka - robi żabę i sika ;)
Hopcik chyba trochę posmutniał od wyjazdu Jędrka, śpi w swoim posłanku zamiast z Jędrkiem w łóżku, Pola śpi na posłanku w pokoju Zosi. Brak nam bardzo naszego studenta.
Między sobą panny się nie bawią, mają tak inne usposobienia, że nie wiem, czy kiedykolwiek do tego dojdzie, ale na pewno nie są agresywne jedna wobrec drugiej. Misek pilnują każda swojej, a potem sprawdzają skrupulatnie czy ta druga przypadkiem czegoś nie zostawiła. Są kochane obie, a każda inaczej.