-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Cebulek za TM, nie przeżył ciężkiej operacji.
Figunia replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Zaglądam do rozkoszniaczka z głaskami i życzeniami zdrowia (najlepiej bez leków) -
Musiałam sobie przypomnieć, jak to bylo z Tigra, skąd się wzięła, itp. Przeczytałam ok.20 pierwszych stron. Ciężko były te początki. Ale, choć bardzo przerażona, postępy robiła szybkie. Tym bardziej cieszy fakt, ze sunia znalazla dom. Oby jak najszybciej poczuła się w nim pewnie i bezpiecznie. Wszystko w rękach ludzi, tych dużych i tych małych... Trzymam kciuki za wszystkich.
-
Oczywiście, ze sa dobre strony tej nieudanej adopcji, bo po prostu szanse na pokojowe współżycie obu psów, były znikome. Dobrze więc się stało, ze Latek juz na zapoznaniu, postawił sprawę jasno. Trudno mi jednak nie żałować, że nic z tego nie wyszło, bo raz, że (jak juz pisałam), ludzie i dom z tych z "najwyższej półki". Laki miałby wszystko, o czym dla psa, można tylko marzyć. A dwa - bo już od wczoraj, mieszkalby na parterze i zapomniał o istnieniu schodów. Kto wie, ile teraz przyjdzie nam na takie szczęście, poczekać... Ale macie rację, trzeba iść do przodu i już nie rozpamietywac tej straty. Lakus musi byc szczęściarzem nie tylko z imienia. To tylko kwestia (oby niedlugiego już ) czasu.
-
Dziś już z brzuszkiem jest całkiem dobrze. Daje mu małe porcje jedzenia (chyba 5 już dostal), kurczak, ryż i marchewka a także jeszcze raz dostał Smecte. Zarwaną noc odespalismy, zatem, "idzie mu dobremu", czego i Tobie b-d, życzę :) Pomysł z filmem jest bardzo dobry. Też uważam, ze fajny filmik zwiększyłby Lakusia szanse, bo psiak z niego naprawdę wyjątkowy. Jednak musiałby mi ktoś z tym pomóc, trzeba bedzie pomyśleć. Dziękuję za podpowiedź, jakie tam "sorki"...za co? A skoro smartfon jest do namierzenia i odzyskania, to życzę też, by Policja jednak zadziałała jak nalezy, jak jest (ponoć) do tego powołana. Nie moge wciaz pojac tego, ze nawet tak oczywiste sprawy (nie mówiąc o znacznie wazniejszych), nie moga byc rozwiazane tak, jak to nakazuje uczciwość, zdrowy rozsadek, poczucie sprawiedliwości, itd. W jakiej rzeczywistości my żyjemy, jaki jest tu nasz status, gdzie nasze podstawowe, ludzkie prawa???
-
Też nie mogę pogodzić się z tym, ze szczęście Lakusia (na razie!) ominęło. A było tak blisko, dosłownie o krok... O takich Ludziach i takim domu dla Lakusia (i każdego innego psa) marzyłam. Wszystko na plus i jeszcze ten brak schodów! Świadomość, ze już nie będzie musiał wspinać się po nich 3xdz.,była największą pociechą i wszystkie smutki z powodu rozstania, usuwala migiem. Od wtorku, pocieszalam Go mówiąc, ze to ostatnie razy, kiedy tak sie po nich wspina, liczyłam: jeszcze tylko 5 razy, potem już 4, 3. Ale przyszła środa wieczór, kiedy zamiast ostatniego wejścia, zaliczyliśmy ich duzo więcej, także w nocy i nad ranem - przez biegunkę. A potem okazało się, ze z domku nic nie będzie...:( Strasznie mi smutno, ale tak jak piszesz, trzeba wierzyć, ze Lakus znajdzie równie dobry dom. Tym Ludziom nie straszne było nic, ani to, ze Laki ma kłopoty zoladkowe, mówili, ze temat jest Im znany, bo Ich Latek tez ma problemy z wątroba, muszą uważać z jedzeniem, jest pod stalą kontrola, to teraz będą mieli takie dwa... Pani Kasia mówiła, ze kiedyś wypatrzyla sobie starszego bernardyna z chorym sercem i (chyba) chorymi łapami, bardzo chciała dac Mu dom, ale niestety, ktoś też się w tym psie zakochał i Ją uprzedził. Naprawdę byłabym o Lakiego spokojna, gdyby miał tam jechać. Pozdrawiam serdecznie i proszę kibicować Lakiemu :)
-
Również współczuję przykrości związanych z utratą cennego sprzętu. Czy smartfon przepadł "na amen", czy są może szanse na odzyskanie, bo np. podejrzewasz sprawcę? Co do Lakusia, to cieszy jednak fakt, ze wpadł komuś w oko i nic nie było przeszkodą, ani jego wiek, ani odległość. Piesio odsypia ciężką noc (mnie też niedawno zmogło, bo spałam może 2 godziny ) i ma taki koncert w brzuszku, jakby cała filharmonia stroila instrumenty...ale pości biedak od wczorajszego popołudnia, kiszeczki puste... Pozdrawiamy :)
-
Cieszę się, ze odkąd dostał leki, brzuszek mu się uspokoił (tfu, tfu ). Nie wiem kiedy dac Mu jeść, czy nie powinien jeszcze dziś pościć. Mimo tych sensacji, ma apetyt. Juz rano widziałam, ze chętnie by coś przegryzł. Ugotowałam kleik ryzowy z marchewką, to nie powinno zaszkodzić, tylko czy zechce jeść...
-
Chciałoby sie rzec: Latku, cos ty narobil... Jak chciałam się z Nim zapoznać, (z nadzieją, ze może wpłynie to na zmianę w stosunku do Lakusia), kucnelam i dawalam rękę do powachania, to najpierw mnie zlekcewazyl, by po chwili podbiec i machajac ogonkiem, wylizac mi pół twarzy. Miły Piesio, ale nie życzy sobie konkurencji...
-
Dziękuję wszystkim kciukujacym. Niestety, nie ma happy endu. Lakus nadal szuka domu. Państwo przyjechali z Latkiem i Ich Latek, Lakiego nie zaakceptował. Balam sie, ze to Laki moze sprawiac klopoty, gdy zobaczyłam, ze Ich piesek jest całkiem spory. Jednak znowu Laki mnie zaskoczył. Podszedł do Latka przyjaźnie machajac ogonem i chwilkę stali "twarzą w twarz" w milczeniu. Niebawem jednak Latek zaczął groźnie szczekac i rzucać się z zębami na Lakusia (który stał jak pokorne cielatko i nadal pokazywał, ze ma dobre zamiary). Mimo wszystko, próbowaliśmy dac Im szansę, poszliśmy na spacer. Jednak Latek był nieprzejednany. Nie pozwolił Lakiemu się zbliżyć, obwachac, natychmiast Go atakował. Aż moje ciele też w końcu sie zdenerwowalo i zaczelo odszczekiwac. Raban był na całą ulicę, nawet ktoś coś wołał z okna... Laki do samego konca, chciał podejść, obwachac Latka i nawet jak szczekal, to bez takiej agresji, jak tamten. Tak, jakby tylko chciał go uspokoić. Potrafili iść obok siebie spokojnie, jednak gdy tylko któreś z Nich zwróciło się do Lakusia, od razu było szczekanie i atak. Laki odchodził, uciekal nawet, miał dość. Ludzie przesympatyczni. Nic więcej nie napisze, bo to i tak nie ma sensu. Żałuję bardzo, bo mam wrażenie, ze taki dom, już się Lakiemu nie trafi.
-
Dziękuję Sowo, tak zrobię. Laki niestety, pomimo węgla i diety, nadal ma biegunkę, dziś nad ranem doszły wymioty żółtym płynem z pianą. Przyjechał zaraz Znajomy i Laki dostał porcję Smecty do buzi i Sylimarol. Wciąż myślę, jak zrobić, by mu na spacerze zniknąć. Przecież On nie spuszcza mnie z oczu. Nawet jak idzie na smyczy, wciąż ogląda się, czy jestem. Czy jak już zniknę, wejdzie do samochodu? Jeśli nowy Pan, wsadzi go tam siłą, czy Laki nie uprzedzi się do Niego? Boję się tej akcji, boje sie, ze bedzie dramatyczna i Jemu i mnie rozwali serce.
-
Dziękuję za rady. Węgiel dostał już drugi raz, pił sporo wody i to często. Teraz śpi, ale wydaje mi sie, jakiś nieswoj. Nie wiem, czy uda mi sie zasnąć. Ugotowałam kleik ryżowy, na wypadek, gdyby bardzo chciał coś zjeść. Jak dawalam węgiel, zapakowany w pasztet, to mało ręki mi nie zjadł, wiec apetyt ma. Acha, bo z nerwów zapominam napisać. Bylo ćwiczenie wsiadania do samochodu. I choć sądziłam, ze skończy się tylko na punkcie nr 1, to Laki zaskoczył nas całkowicie. Kiedy tylko usiadłam (on miał stać i patrzeć, potem miałam kusić go smakolami, coraz blizej auta), natychmiast przebiegł do auta i usiłował wejsc mi na kolana. Sam wpychal się do samochodu i to tak energicznie, tak się w nim "rządził",wszędzie chciał wejść, ze aż bałam się, ze go rozniesie... I zamiast oswajac Go, zapraszać, musiałam go hamować... Potem jeszcze spróbowaliśmy jazdy, już na tylnych siedzeniach i też było ok, choć trochę się wiercil. Oby tak tez zachował się jutro...W co niestety, wątpię.
-
Przekonalyscie mnie, odpuszczam zawożenie Lakiego do domu. Jest inny problem. Laki ma biegunkę. Dostał węgiel i zero jedzenia, oprócz śniadania, które zjadł, bo rano było jeszcze wszystko w porzadku. Nie mam już chyba Nifuroksazydu (byłam pewna,ze mam,jeszcze poszukam). Mam tylko Loperamid, ale czytam, ze z tym trzeba ostrożnie w niektorych rasach psow i przy niedomagajacej wątrobie. Nie wiem, czy liczyć na to, ze do jutra mu przejdzie (kiedyś też miał taki jednorazowy epizod i szybko przeszlo),czy odwoływać jutrzejsza adopcję.
-
Dziekuje Sowo za to, ze się zjawiłaś w tak ważnym momencie i służysz radami. Pierwszy punkt odpada. Nie potrafilabym tak traktować psa. Wiem, to dla jego dobra a ono powinno byc sprawą nadrzędną. Jednak wiem, ze w oczach tak traktowanego psa, zobaczylabym najpierw zdziwienie, potem smutek i wyrzut, bo przeciez na tak nagłe odtracenie, niczym sobie nie zasłużył. Dla mnie nie ma nic gorszego, niż taki niemy wyrzut i żal w psich oczach. Oczywiście trzeci punkt nie może już być zrealizowany, pozostaje drugi. Dzięki Bozi, za ten drugi! Co prawda będę musiala powsciągnąć swe miłosne uczucia względem Lakiego, ale skoro tak radzisz, wypada posłuchać. Za to wytarmoszę Go, wycaluję i wymęczę dzisiaj, bo dziś jeszcze mi wolno. Może przez to będzie mnie miał dosyć i tym sposobem ulatwie Mu jutrzejsza zmianę :). To mi bardziej pasuje...