Jump to content
Dogomania

ulana

Members
  • Posts

    1542
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulana

  1. Okruszek naprawdę rozczulający jest na tym zdjęciu w pieleszach. To oko łypiące jedno. :) Faktycznie jak taka łysolka teraz, to możesz jej powybaczać to i owo. Vikusi zdrówka dużo. Teraz fronty takie zmienne chodzą - na pewno jej nie służą, biedaczce...
  2. Końcówkę tygodnia miałam w tempie prestissimo i bez żadnej pauzy. Choćby szestnastkowej. Wybaczcie więc opóźnienie w odpowiedziach. No to po kolei. :) A mnie bardzo wciągnęła, choć momentami trudno mi się czytało, tak jakby rwał się wątek i musiałam się zastanawiać o co kaman. Oczywiście z wieloma rzeczami się nie zgadzam i widzę mętlik u samego autora w pewnych kwestiach, ale generalnie zainspirował mnie do wielu dalszych poszukiwań. Też jeszcze studiuję zalecenia. Masz może jakąś nową ciekawą lekturę w tym temacie? Klimatyczne to zawsze leczenie mi się wydawało... Czasem nawet nie wiem czy to jest ludzki egoizm, bo skoro o tym nie wiedzą (a kto im mówi - szkoła?). A raczej mniejszość sama z siebie na coś takiego wpadnie... Ale tylko czasem. Zibiego strzygę na pewno częściej niż 2x w roku. Trudno mi nawet dokładnie powiedzieć ile. Teraz był u fryzjera przed Bożym Narodzeniem. Na pewno trafi przed Wielkanocą, bo już zaroślak z niego. Więc pewnie ze cztery razy na rok wyjdzie minimum. Ja kupiłam maszynkę do strzyżenia i nawet używam, choć wciąż wygląda to okropnie w moim wykonaniu. Problemem dla mnie jest trymowanie, bo niestety nawalają mi stawy i bywa, że zacznę i już nie skończę, hihi. Tak ostatnio szedł do fryzjera na pół wyskubany. Boję się obcinać pazurków, bo nic nie widzę takie czarne. Ale ostatnio wrócił od fryzjera zsypany i nie chciałabym oddawać go znowu w obce ręce. Chyba żeby znowu Marta, która go szykowała na wystawy, ale on się jej bardzo boi i nie chcę go stresować. A może by Doginka? Wiecie co tam u niej? Ja za Zibcia aż tyle nie płacę. Góra 150. Marta to w ogóle brała mniej, a robi cudownie. Nikt tak oczu pięknie nie robi jak ona. Pamiętam jak na wystawie w Kielcach Doginka zachwycała się oczami Zibusia, jak ślicznie zrobione. Ja ostatnio jak mu cięłam brwi, to nic nie pamiętam, tak się denerwowałam, żebu mu nie uszkodzić oczka. :) A teraz kilka słów z dzisiaj. Byliśmy z Zibciem na USG jamy brzusznej. Są przewlekłe zmiany w wątrobie, powiększona trzustka i żołądek też niestety nie w porządku... Miał pobraną krew do badań. Jutro wetka ma dzwonić do mnie i zobaczymy....
  3. Spojrzałam jeszcze raz i już wiem. Wiem, co mi przeszkadza. Ta lina u Tazzia. :) Bez niej, na deptaku, od razu inaczej. :)
  4. Drapanko. [url=http://www.fotosik.pl][/URL] [url=http://www.fotosik.pl][/URL] Orliki. Uwielbiam je. Kwitły u babci od lat, rozsiewały się same i były nieprzewidywalne. I romantyczne. :) [url=http://www.fotosik.pl][/URL] [url=http://www.fotosik.pl][/URL] Chwila spokoju na werandzie. [url=http://www.fotosik.pl][/URL] Całuśny piesecek. :) [url=http://www.fotosik.pl][/URL]
  5. Działkowo Skoro już się zrobiło działkowo i ogrodowo to sięgnęłam do archiwum i wyciągnęłam kilka zdjęć. :) To była ulubiona działka babci. Teraz ciut zapuszczona. Widok malowniczo zdziczałej ścieżki do bramy. [url=http://www.fotosik.pl][/URL] Kwitnę pomimo wszystko! Pogwowiec. [url=http://www.fotosik.pl][/URL] Młody kosi. [url=http://www.fotosik.pl][/URL] No i Zibulec. :) [url=http://www.fotosik.pl][/URL] Co tam jest w tych chaszczach??? [url=http://www.fotosik.pl][/URL]
  6. Jakie śliczne ptaszki z nich. Dawno nuż gila nie widziałam, a kiedyś tyle ich bywało u nas na osiedlu. Żaba dwukolorowa. :)
  7. A co to za góra na tych pierwszych zdjęciach?
  8. Pobawię się w doga niemieckiego (dożycę raczej :) ) i pofilozofuję. Bo tak sobie myślałam wracając z pracy o tych zwierzaczkach i ideach dietowych. I stwierdziłam ,że jestem w stanie przyjąć taki porządek świata jaki ustaliła Natura, tzn. że jeden zjada drugiego żeby przeżyć. Ale... właśnie, mam pewne ale - godność. Natura wprowadziła coś jeszcze, o czym głupi ludzie nie wiedzą bądź nie chcą wiedzieć. Mianowicie, żeby żywność była zdrowa i przynosiła korzyść, a nie szkodę zwierzęta muszą żyć godnie. Może to brzmi górnolotnie, ale tak myślę. Nie szczęśliwie, ale godnie właśnie. Czy gęś pasioną na siłę z jakiejś rurki traktuje się w ogóle jak żywe stworzenie czy jak rzecz może raczej? A kurę zamkniętą w klatce na amen? Gdzie tu mowa o godności żywej istoty? Przypomina mi się tu proboszcz z "U Pana Boga za piecem" jak mówił, że ze świnki dobrze traktowanej dobre mięso jest, a zestresowaną od razu na stole wyczuje. I to jest prosty znak od Natury dla nas. I tu łączą się w jedno dwa spojrzenia. Czy wyjdzie się od idei dbania o zwierzęta, czy też od poszukiwań dobrych, zdrowych produktów dochodzi się do tego samego punktu - godnego traktowania zwierząt. Ale ludzie chyba za głupi są, żeby widzieć tę prostą zależność. To samo tyczy się roślin i chemii w nich. I GMO. Wszystko sprowadza się do tego samego.
  9. Dyniowate najrozmaitsze siałam już nie raz dawnymi czasy. Faktycznie wdzięczne są w uprawie. :) Podniesione grządki mają tę wadę, że trzeba je więcej podlewać, a kiedy się dojeżdża, to nie zawsze można dobrze zadbać. Jak Młody był jeszcze mały to sialiśmy dynie ozdobne i fasolkę szparagową. :) No cóż - takie podejście mija, kiedy młody człowiek dorośleje i życie oducza radykalizmów, albo też i nie mija, hehe, Mnie daleko do wegetarianizmu, a do weganizmu jeszcze dalej. Jednak słucham swojego organizmu, a on domaga się większej ilości warzyw. I to nie w postaci dodatku, ale punktu centralnego posiłku. Stosowałam już dietę oczyszczającą Dąbrowskiej i rzeczywiście smak mi się zmienił nieco potem. Mam siostrzenicę wegankę i jakoś żyje. :) Psica jej też wegetarianka. :) Wszelkie mocno ideowe założenia w diecie są dla mnie, no cóż, ciut niepoważne. Ale każdy ma prawo do swojego zdania, oczywiście. Lila, przeczytałaś Nieumywakina w końcu?
  10. Kupowałaś surową i wyciskałaś sok czy już gotowy? Mi też się marzą - warzywka, owocki, zioła. Cała kupa ziół. Uwielbiam herbaria. Właściwie na dziś to sama nie wiem czy mam działki i ile sztuk. ;) Wiem za to już na pewno, że muszę mieć kawałek własnej ziemi. Może być weekendowo, byle bym mogła mieć własny ogród. Ja się po prostu minęłam z powołaniem. Powinnam być ogrodnikiem. :) Babcia zawsze twierdziła, że we mnie jednej z całej rodziny przetrwały geny ziemiańskie. :) Może coś w tym jest, bo naprawdę nieraz nie wiem co robię w tych murach zamiast iść w pole czy do sadu. Z pieskiem obok. :) Ech... Tęsknię za tą babcią moją, choć to już parę lat, jak jej nie ma. :(
  11. A więc jednak surowe jadł. Może coś w tym jest. Ta papaja to w jakimś konkretnym celu? Pozwoliłam sobie na odblokowanie marzeń i dopadł mnie długo trzymany na wodzy bzik w postaci ogrodomanii. :) Zamówiłam coś o kompostowaniu, ogrodzie ekologicznym i rozmnażaniu roślin. Oprócz tego coś z historii ogrodnictwa i jakieś eseje ogrodnicze. A do poczytania "Elizabeth i jej ogród". :) Ale żeby nie było zbyt monotonnie to jeszcze Jadłonomię do działania na wielki post, hihi ;) Malawaszka ma zresztą swój udział w tym, bo mnie naprowadziła na 'Ogrodowisko' i... poszło. :)
  12. Waszko - cudowna jesteś i kochana. :) :) :) Nie wiem ja czy się martwić, że ludzie nie rzucają się na sznupki, bo to znaczy, że nie są super modną rasą, a to dla nich lepiej. Pstryknij tego malca swojego.
  13. A jak tego dokonałaś? Ja tak z Zibim właśnie mam - lepiej mówić na co nie jest. Taką historię miałam z moim mężem - fanem szpinaku. Pojechałyśmy z moją babcią i małym jeszcze synalkiem do cioteczki na wieś. Nawiasem mówiąc był maj, wszystko pyliło jak diabli, a mój megaalergik nawet katarku tam nie miał chociaż w dodatku jeszcze opijał się mlekiem prosto od krowy codziennie uczestnicząc w dojeniu (na mleko też jest uczulony). W weekend miał przyjechać mężulek, więc babcia, która rozpuszczała go z jakąś wręcz perfidną przyjemnością :) postanowiła mu sprawić radochę i zrobiła szpinak z... komosy. "Wnuczek" jadł aż mu się uszy trzęsły i nie chciał wierzyć, że to nie szpinak. :) PS. Dotarła dziś do mnie przesyłka z księgarni i wyobraźcie sobie, że nie ma tam ani jednej psiej książki. Hmmm... Czy to na pewno moje zamówienie?
  14. Poczytałam trochę o tym żywieniu i ogarnęło mnie wrażenie, że mój pies je dość monotonnie, ale wzięłam przed chwilą w rękę kartę po badaniu na alergię i przestałam się dziwić temu wrażeniu... Z ryb może tylko flądrę. Jajka w ogóle - a lubi. Pamiętam kiedyś jak mu dałam żółtko. Obwąchiwał nieufnie, dumał, w końcu delikatnie polizał. Następnym razem już się nie zastanawiał. :) Gdybym chciała przejść na BARFa, to musiałabym wprowadzać powoli różne rzeczy i obserwować kundla. Ale kusi mnie, qrczę.
  15. Zibicio dziś zdecydowanie lepiej. Apetyt już mu wrócił i jak wróciłam ze sklepu z mięsem na obiad to pilnował mnie czujnie. Ale i tak nic nie dostał. Jeszcze dietka gotowana na razie. Jutro ostatni zastrzyk. W sobotę USG i pobranie krwi i w zależności od wyników będziemy się zastanawiać czy mu dać jakiś preparat na odporność czy regulować to dietą (zakładając, oczywiście, że dobre będą wyniki) Zastrzyku dziś nawet nie poczuł, ale inna wetka była. Jednak ręce coś znaczą chyba. Podokształcać się to i ja muszę. Zawsze myślałam, że czosnek szkodzi psom. Hmmm... Doczytałam się, że można dawać psom biostyminę i jeżówkę purpurową. Ja chcę na wieś. Tak jak Grażyna mieć kurki i sypać im serek. Aaa, czemu mam męża mieszczucha i w dodatku nie kwalifikującego się do rozwodu? I jeszcze drugi mieszczuch obok wyrasta...
  16. To już stateczna panna powinna być. Fajnie, że energię ma, jak piszesz. Z tą czuprynką, to mi przypomina lagotto. Zawsze mnie śmieszyły te czuprynki u nich :) Charakterek to podstawa. Jak sznupi - znaczy sznup. :)
  17. No boś już duża, nie mała. ;) Ale jak wolisz babka (krucha, ucierana, drożdżowa - do wyboru ;) ) to proszę bardzo. Mogą być babkochłopaki. :)
×
×
  • Create New...