Jump to content
Dogomania

jaguska

Members
  • Posts

    2645
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    8

Everything posted by jaguska

  1. Jednak patrząc na całą historię Tofika nie potrzeba specjalisty by widzieć że potrzebuje wsparcia farmakologicznego, którego boicie się nie wiem czemu, i wolicie brać pod uwagę eutanazję niż tabletki uspokajające. Popatrzcie na swojego ukochanego psa, gdyby się nagle zmienił w Tofika, eutanazja czy jednak tabletki? Nie trzeba dr.Irackiej i konsultacji żeby wypisać psychotropy, każdy wet po przedstawieniu historii Tofika wypisze receptę, każdy normalny wet, nie trzeba cudować z klinikami i innymi instytutami itp, to jest Tofika być albo nie być, więc każdy wet będzie dobry.
  2. No nie do końca tak jest, bo jednak ludzie z psychiatryka wychodzą i przyjmując leki żyją wśród nas i nikogo nie mordują. Owszem jeśli przestaną brać leki mogą zagrażać otoczeniu, jednak psu to człowiek podaje lekarstwa, więc jeśli będzie tego pilnował to nic złego się nie wydarzy. Leki nie przestają działać z dnia na dzień, opiekun czy to osoby chorej, czy psa, zauważy zmiany w zachowaniu i może interweniować (zmiana leków, zwiększenie dawki). Oddanie Tofika z powrotem do schronu jest jak wydanie na niego wyroku śmierci, tego jestem pewna. Może nie jest, może jest, ale jeśli żaden z dotychczasowych opiekunów nie był w stanie się z nim dogadać, a chętnych na horyzoncie nie widać, sięgnęłabym bez wahania po psychotropy, lepsze to niż powrót do schronu.
  3. Takie są prognozy, dlatego my wyskoczymy sobie na trzy-cztery godzinki za miedzę, do naszych południowych sąsiadów, wymoczyć ręce, nogi, odważni trochę więcej, w lodowatych wodach. Gwarantuję Ci Nesiu że w tym miejscu żaden upał nie jest straszny, nawet dla mnie, gdzie ja na słońcu mdleję. A to miejsce to Park Balneologiczny Vincenza Priessnitza :) U Mimi wszystko ok.
  4. Może i ja wtrącę swoje trzy grosze, ludzi agresywnych i zagrażających otoczeniu trzyma się na psychotropach, dlaczego pies nie miałby na nich egzystować. Moim zdaniem powrót Tofika do schroniska równa się zagryzieniu go przez inne psy w krótkim czasie, wystarczy że fiknie nie do tego kogo trzeba i to będzie jego koniec, jak wielu innych psów w schronach. Ja bym wybrała silnie wyciszające psychotropy. Psy z chorym sercem, trzustką itp, trzymamy do końca życia na lekach, dlaczego z chorą głową tak nie robimy???
  5. Nesiu, zastanawia mnie jedno, skoro wstajesz o czwartej, to o której idziesz spać? Ja jestem niewyspana straszecznie, zanim nastał świt, labkowi z naprzeciwka coś odbiło i zaczął psie konsultacje z innymi psami, do dyskusji z wielkim impetem przyłączały się dwa rudzielce, co jakiś czas zrywały się jak oparzone i z wielkim jazgotem gnały do ganku żeby napyskować labkowi, Yoshi i Jeżynka nie wdawali się w psie pyskówki, byli ponad i spali grzecznie, niestety ja nie spałam. Teraz labek skończył swoje wywody, poszedł odpocząć, rude śpią, a ja mam łeb jak sklep z niewyspania, Połówek jakoś lepiej to zniósł. Dobrego dnia wszystkim.
  6. Tysiu, najważniejsze są Twoje sprawy i rodzice, zajmij się tym co ważne dla Ciebie. Mimisi krzywda się nie dzieje, a jak wrócisz to zapraszam. Może pogoda dopisze i tym razem zrobimy sobie prawdziwy spacer, może w mieście po parku, z Mimisią oczywiście :)
  7. Po chwili przemyślenia, myślę że państwo podjęli dobrą decyzję, tam jest dziewczynka 11 lat, takie dziecko na pewno chciałoby mieć pieska z którym mogłoby chodzić na spacery, pobiegać, pobawić się zabawkami, porzucać piłką czy inne formy zabawy psio-ludzkiej uprawiać. Może i państwo mieli by cierpliwość w pracy z Mimi, ale dziewczynka chyba nie cieszyłaby się z Mimisiowego charakteru. Dlatego zawsze obstawałam za domem bez dzieci. Nie możemy przecież wymagać by 11-letnie dziecko stawiało sobie wyzwanie socjalizowania psiaka. Zresztą sama już nie wiem.
  8. No cóż, lepiej teraz niż po tygodniu adopcji. Najbardziej to mi szkoda Ciebie Tysiu, że nie pojechałaś do domu, do rodziców. A po poście Pokerka o Gidze i jej pani, zatliła się we mnie iskierka że może taka pani gdzieś jest i tylko jeszcze nie wie że szuka właśnie naszej Mimisi. Rezygnacja państwa wcale nie jest powodem dla którego miałabyś do nas nie przyjechać :) Kotki na pocieszkę zostawiam.
  9. Elu, Tysia wytłumaczyła już że chodzi o szycie, zapięcia itp, a Mimi ma takie zwyczajne, niedrogie choć tego typu. Ma też jeszcze u mnie 130zł które zostały z transportu, więc może faktycznie szelki to będzie dobry zakup, choć ona siłaczką nie jest i jeszcze tak się nie zdarzyło żeby mi się z tych szelek wysunęła nawet w stanach paniki, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, więc może lepiej dmuchać na zimne. Ze mną może chodzić w tych zwykłych a na występy będziemy zakładać odświętne, tylko muszę w takim razie te zwykłe po ustawieniu długości zabezpieczyć w sposób stały przed rozsuwaniem. Tysiu, przyjrzałam się dokładnie tym schematom obrazkowym i wybacz mi, ale boję się sama mierzyć Mimisię, szczególnie te odcinki które nie mają regulacji. Czy Ty przyjedziesz z państwem na zapoznanie? Jeśli tak to wtedy zmierzę Mimi pod Twoim okiem i te 130zł dam Ci w gotówce i wtedy zamówisz szelki, przecież i tak planujesz co najmniej dwie wizyty, a solidne szelki potrzebne będą do miasta. My z Mimisią się miziamy, przytulamy, noskujemy i tym podobne rzeczy, ale w życiu bym nikomu nie zaproponowała takiego zachowania nawet w stosunku do Mimi, bo widuję ją także ze zjeżoną sierścią jak jeżozwierz i ujadającą całkiem serio, oczywiście reaguję i Mimisia się mnie słucha i uspokaja, ja się nie boję szczekających kurdupli (co innego duży i agresywny pies), ale ręki nie dałabym sobie uciąć za to że kogoś bardziej bojaźliwego czy działającego jej na nerwy by nie kąsnęła. To jest jednak pies i zawsze trzeba o tym pamiętać, niestety wielu ludzi próbuje wsadzić psa w buty człowieka, a właściwie w buty dziecka.
  10. Witaj Nesiu skowronku, albo i nawet jeszcze słowiku ;), pooooodobnież ma być dzień ulgi a nawet więcej niż jeden, tyle tylko że na razie jakoś tego u nas nie widać, mam nadzieję że nadchodzące godziny przyniosą zmianę pogody. Miłego dnia :) Oko zawsze czuwa ;)
  11. I jeszcze chciałam zapytać, czym się różnią te szelki z linku, od szelek które ma Mimisia i Psotka na sobie na filmiku?
  12. Można pomarzyć i mieć nadzieję...takie domki to skarby. Wielkie szczęście miała Giga.
  13. Mimisia jest całkiem inna, przytula się do mnie, naprasza o mizianie, wskakuje na kolana. Problemem jest to że akceptuje tylko jednego człowieka. Może we Wrocławiu ogródki przy szeregowcach mają 2 ary, u nas niestety są wielkości chustki do nosa, nie każdy też pozwoli kopać psu dołki w ogródku ;) I ja jej tego życzę z całego serca.
  14. Ja się nie znam więc udziału w dyskusji nad psimi zachowaniami nie będę brała, bo nic ciekawego nie wniosę. Z pewnością mam inne pojmowanie zwierząt i natury, więc nie mnie decydować o czymkolwiek czy radzić. Tylko nie róbcie z Mimi agresorki, ona ma tylko strach wkodowany w naturę i nigdy nie będzie psiakiem którym można się chwalić koleżankom, to potencjalny dom Mimisi musi zrozumieć i uszanować. Żadnemu z moich zwierzaków nie łamałam kręgosłupa i robić tego nie zamierzam. U mnie wszystkie zwierzęta są członkami rodziny i są na równych prawach, żadne nie jest moją własnością czy na gorszej pozycji. Tak jest u mnie, w domu tymczasowym, dom stały musi sobie sam wypracować relacje z psem. A wszystko zależy od tego czy chcą by pies był z nimi, czy po prostu chcą "mieć" psa. O tym decyduje Tysia i koniec kropka. Pokerku, nawiązując do tego wielkomiejskiego życia, to przecież państwo mieszkają we Wrocławiu, to jest chyba wielkie miasto, chyba że się mylę ;), no i ten skrawek skrawek to dla Mimi troszkę przymało i jeżeli na skrawku ma się skończyć to i Mimisiowe szczęście też się skończy. Oczywiście psa można wszystkiego nauczyć, zakazać, nakazać, próbować nawet nauczyć jeść nożem i widelcem, wszystko można. Okiełznać naturę też można, zamknąć w gorsecie zakazów i kar. To tylko zwierzę a człowiek jest panem. Wiem jedno że Tysia na wszystkie strony wszystko sprawdzi zanim Mimisię odda do DS, ufam jej. A teraz a propos tego ogródka przy szeregowcu ;)))))
  15. Dla mnie to też będzie decydujący punkt. Potencjalny DS musi brać pod uwagę że może minąć wiele miesięcy zanim zaczną dogadywać się z Mimi. I druga sprawa która mnie nurtuje od początku, trudności w "spacerach" Z Mimi poza własnym podwórkiem. Trudno to nazwać w zasadzie spacerami, bo Mimisia przerażona wszystkim w zasadzie szuka tylko miejsc w które można się wcisnąć i schować, i nie chodzi mi stricte o centrum miasta, ale o każde miejsce,gdzie zaskoczy ją hałas, rzecz czy żywy organizm, którego nie zna. Tego bym dla niej bardzo nie chciała, żeby jej światem stało się podwórko. Mimo że naszą okolicę już zna i lubi wychodzić poza teren własny;), to Tysia miała namiastkę jak to wygląda. To na wsi, a w mieście to się nie da opisać, trzeba zobaczyć lub samemu spróbować. Natomiast poza miastem i wsią, gdzie nie ma ludzi, niespodziewanych huków czy innych niespodziewanych bodźców, Mimisia czuje się dobrze, zainteresowana otoczeniem. Dlatego Pokerku spotkanie w mieście i spacer uważam za konieczne, bo Mimi nie będzie żyła w mydlanej bańce tylko w realnym świecie pełnym hałasu i gwaru, a zniechęcenie do "spacerów" poskutkować może tym, że Mimisi świat zamknie się w podwóreczku wielkości chusteczki do nosa, bo takie są w szeregowcach. Postaram się dzisiaj zmierzyć Mimi i trzeba szybko wybrać szelki, żeby nie było ewentualnych niespodzianek, na zapoznawczym spacerze. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Jak przetrwamy dzisiejszy dzień to już poleci, zapowiadają piekarnik niesamowity. Nawet Mimisia mimo że najmłodsza poleguje, nie mówiąc już o seniorach, bo w zasadzie cała moja trójka to starszyzna (13, 10, 10), Mimi tylko młoda koza bo chyba ze trzy lata ma. Mimisia ma "problema", bo jak się zagotuje w koszyku, to musi opuścić swoje stanowisko dowodzenia i zejść do parteru ochłodzić się na kafelkach, bardzo ją to "boli", bo Psotka lubi ciepełko i swojego stanowiska nie opuszcza ;). Zdradziły też swoje miski z wodą na rzecz kociej fontanny, jednak bieżąca, napowietrzona woda jest smaczniejsza w upały :) Życzymy wszystkim gotującym się w tropikalnej temperaturze -dużo wody dla ochłody- (Ka Fe Bi Ba BeKoNiK i woda kranowa Olo) ;)))))))
  16. eeeee tam, zawsze jest co napisać, czy pokazać...o....z czwartkowej wycieczki genealogicznej....były różne olbrzymy, ale przy tym mnie zatchnęło z wrażenia...
  17. I my się witamy z Tobą Nesiu U nas dzisiaj całkiem przyjemnie ma być 25st i deszcz, mam nadzieję że tak będzie :), dopiero jutro prognozy pokazują 29st i w górę. U nas wszystko w porządeczku, jest jak było, czas spokojnie płynie. Dobrego dnia.
  18. Ufffff....:)))) Współczuję braku deszczu, u nas solidnie podlało, tak że dzisiaj tylko doniczki wieczorem podleję, to co w gruncie ładnie trzyma wilgoć. Dla potrzebujących :)
  19. Skoro państwo z miasta to jeśli myśleli by o Mimi na poważnie, to proponowałabym spotkanie w Nysie i również spacer tam, bo nie ma co owijać w bawełnę jak to będzie wyglądało w mieście i lukrować Mimisi, ją musi ktoś pokochać taką jaką jest, co się da wypracować to się da, a co nie to nie, jest u mnie ... ile? A jednak zachowania są jakie są, więc potencjalni chętni muszą wiedzieć, że i rok nie wystarczy na zrobienie z Mimi przytulaska. Wybaczcie moją frustrację, ale myślę też, że jedenastoletnie dziecko może się szybko znudzić Mimisą, której nie można poprzytulać, potarmosić, pogłaskać. Nie wyobrażam też sobie Mimi na spacerze z dzieckiem. ........ale mogę się mylić......i oby tak było.
  20. Uważam że wystarczy żeby lękliwy pies potrafił się poruszać wśród ludzi i nie widzę potrzeby, żeby każdy obcy mu człowiek od razu go obmacywał na siłę. Ja nie lubię jak mnie ludzie dotykają i jestem w stanie zrozumieć że pies też nie lubi być macany, jak choćby Jeżynka która kłapie i nic nie zmieni jej przekonania że do głaskania jest tylko psia głowa, a każde wyciągnięcie ręki dalej jest próbą wydarcia kawałka mięcha z psiej dupki. Mimisia do mojej mamy już się prawie przyzwyczaiła, jeszcze trochę szczeka, ale mniej niż więcej ;), na Połówku śpi, na kanapie leży między nami, daje mu się głaskać, miziać, potrafi zawsze coś od niego wyżebrać, problemem jest najprawdopodobniej to że Połówek statyczny jest ok, ale jak jest w ruchu to jest bardzo energiczny i ekspresyjny ;) i to Mimisi się nie podoba, więc chodzi za nim i szczeka. Dwa rude obeszczańce dalej uskuteczniają swój proceder, chodzą w parze i poprawiają po sobie, przy mnie tego nie robią, ale przy Połówku nie mają zahamowań. Generalnie to żaden z czterech kurdupli się go nie boi i robią z nim co chcą, koty też. Obserwowanie szorstkiej przyjaźni Mimisi z Psotką jest bardzo fascynujące. Nesiu, skoro tak potrzebujesz wody, to życzę Ci spokojnego bez nawałnic deszczu, ożywczego :) Miłego weekendu.
  21. i takie głupie podejście do tego......o jak się piesek boi, no to go pogłaskać trzeba to się może bać przestanie........ wcale się Mimiśce nie dziwię, pewnie gdybym nią była to bym wszystkich żarła po łapach, niech by "se" je w......................schowali ;)
  22. Mimo że nie jestem prawną opiekunką Mimi to tu akurat popieram Tysię w stu procentach, do mnie na zapoznanie z psem można zawsze przyjechać, (zresztą w odwiedziny do Mimisi również, wystarczy dwa dni wcześniej dać znać żebym sobie ustawiła grafik odpowiednio)....bo jak słyszę że...-my damy radę-...-będziemy ją kochać i szybko się zmieni-..., brakuje tylko że zagłaskamy spanikowanego i wystraszonego psa nawet na śmierć i będziemy ją tak mocno kochać aż ona wreszcie pokocha nas, nawet na siłę. Spotkanie można również zorganizować w mieście w mieszkaniu (moim, odzyskanym po wynajęciu) gdzie Mimi nie będzie miała podbudowy w postaci szczekającej trójki moich psiaków. A nawet zaproponować "spacer", obok jest skwerek a kawałeczek dalej wielki park. Nie ma więc wytłumaczenia że wiocha, zadupie i daleko, nie trafimy czy coś, Nysa może nie metropolia ;), ale średnie miasteczko i potencjalny DS może mieć namiastkę jakie życie będzie z Mimi i jak będą wyglądały spacery, przynajmniej przez kilka miesięcy. TRadycyjnie, strach jak stodoła, ale króciutko na smyczy idzie przy nodze, takim trochę czołgaczem, gorzej jak ktoś na nią zwraca uwagę i próbuje coś tam do niej mówić, nie daj boże łapsko wyciągać, to wtedy panika, ale ludzi nie nauczysz żeby trzymali ręce przy sobie. U nas też dzisiaj pada, spacerki tylko na siusiu, Mimi ma najmniejsze opory przed deszczem, reszta pierwszy kawałek trawy -sik- i z powrotem pod drzwi. A my wreszcie posadzimy trzy drzewka które już długo wegetują w donicach i czekały właśnie na taką pogodę, jest OK.
×
×
  • Create New...