Jump to content
Dogomania

dziuniek

Members
  • Posts

    3972
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    3

Everything posted by dziuniek

  1. Wg Twojego opisu na stronie schroniska-tam jest Bartek. Więc jak?
  2. Budynek się rozwala, konstrukcja pęka. Ale w tej chwili w salkach jest naprawdę dobrze w porównaniu z pawilonami.
  3. I o to nam wszystkim chodzi!!! Tomcio ze swoja Panią.
  4. A geriatria pustoszeje. W salkach jest po dwa, trzy psy. Poker siedzi sam, klatki w większości są puste. Co nie znaczy, że starych psów nie ma w schronisku, wręcz przeciwnie (patrz wyżej). W każdym razie na cztery ręce wyprowadziłam z pewna młodą dziewczynką WSZYSTKIE psy w ciągu trzech godzin. Dyrektor chce zlikwidować geriatrię. A w tej chwili jest tam (szczególnie w salkach) luksusowo. Jedyny minus, że światła gasną o wpół do czwartej. W boksach w pawilonach jest ciemno, mokro i piekielnie hałaśliwie.
  5. Dziękuję bardzo! Leki cały czas Lampek bierze. Zenek miał ogromnego guza śledziony. Był tak wielki (jak kiść jabłek), że lekarze myśleli, że nacieka na nerki i wątrobę. Ale nie. Prof. Galanty go wyłuskał i pieknie zaszył Zenka. Pełny relaks, dziesięć dni po operacji. Szwy zdjęłam. Zenek jak nowonarodzony.
  6. Jeżeli abazur deco, to mogę dać telefon
  7. Dziś pojechał do domu Tomcio Paluszek, do starszej pani do Lublina. W ostatnich dniach lekarze ze schroniska wykryli u niego mocznicę i zaczęli mu robić kroplówki. Nie wiem, jak naprawdę wygląda jego zdrowie, ale będzie obadany i leczony. Jest małym staruszeczkiem, jak zabaweczka do noszenia pod pachą. Przytulaśny i milutki, będzie miał bardzo dobre warunki. Na zdjęciu jeszcze w schronisku.
  8. W czwartek pojechała do pani Katarzyny Lula, ciężko chora na serce, z nowotworem. Piszę "do pani Katarzyny", bo chociaż ma ona fundację (wiadomo, co za tym idzie), pies mieszka w domu, śpi na materacu razem z panią i córką. Będzie leczona, na ile to możliwe, okazała się bardzo kontaktowym psem. https://www.facebook.com/events/424012797770069/
  9. Sto razy lepiej niż przed operacją, ogromny guz musiał bardzo mu przeszkadzać i uciskać wszystkie narządy. Zaryzykowałam- i udało się, guz, mimo że ogromny, pęknięty i ze zrostami, nie dotykał żadnego narządu!
  10. Powiedziałabym jak na karuzeli, tylko patrzeć, kiedy z niej spadnę...
  11. Kiedy Zulus odszedł, powiedziałam sobie: więcej żadnych psów powyżej 20kg.! Zenek, chwała Bogu, waży 33 kg. Jestem wariatką! Ale nie mogłam inaczej, czułam się odpowiedzialna za to, że wpakowałam go w niepewne miejsce. Na przyszłość będę ostrożniejsza, akcja wizyty poadopcyjnej (niezapowiedzianej) i potem odbierania psa wykończyły mnie. Mam już tiki nerwowe:drga mi powieka. Ale co tam!
  12. Zmarła nasza koteczka Bietka. Dwa miesiące temu miała zapalenie trzustki i przewodu pokarmowego, potem wydobrzała, przytyła, a w niedzielę w ciągu kilku godzin dostała zapalenia otrzewnej, nie zdążyłam przejechać z lecznicy do lecznicy na operację, umarła w taksówce. Do końca życia będę mieć wyrzuty sumienia, że coś zaniedbałam, że powinnam zrobić kontrolę w międzyczasie, ale przecież czuła się dobrze... Porterek-Misio na razie nie będzie miał operacji. Prof. Galanty powiedział, że to szukanie igły w stogu siana i że nie udało mu się wyjąć takowej w podobnych przypadkach, ale psy żyły dalej z igłą. Może w lipcu będzie na SGGW tomograf komputerowy z oprogramowaniem 3D i będzie można zlokalizować igłę. Przed chwilą dostałam telefon z lecznicy: Zenek jest zeszywany po operacji guza. Był ogromny, ale nie przyrastał do innych narządów. Jak pewnie wiecie, Zenek od kilkunastu dni jest u mnie.
  13. Leksi pojechała wczoraj do domku!
  14. Nowe wydarzonka: Wilczek https://www.facebook.com/events/817873294975508/ Tomcio Paluszek https://www.facebook.com/events/945516378841866/ Riri https://www.facebook.com/events/1632612730317749/ Michaś https://www.facebook.com/events/468723286630281/ Stan https://www.facebook.com/events/859260027474481/ Leksi https://www.facebook.com/events/927409830635690/ma domek Anuszka-Babuszka https://www.facebook.com/events/1638666539701378/w czwartek ma jechać do opiekunki z rejonu
  15. Jakby miał raj, tobym go nie odbierała. Ale nie lubię brać udziału w publicznym linczu.
  16. No proszę, wyjątkowo zgadzam się w 100%. Byłam, widziałam i to, co widziałam mogę opowiedzieć, ale tylko osobiście, telefonicznie. Nie będę z dogomanii robic drugiego fejsbuka. Co do Zenka, ponieważ to ja załatwiałam tę adopcję, czuję się za niego odpowiedzialna. Pojechałam sama i przywiozłam go do Warszawy. I to nie dlatego, że jakoby miałby koszmarne warunki albo miał być uśpiony, albo zaszczepiono(???) mu guza. Jedynie dlatego, aby nie trafił o hotelu, kiedy krakowskie frakcje będą "wkraczać" i interweniować, odbierać zwierzęta i dalej robić to samo, co zarzuca się owej fundacji. Nie mam zamiaru mieć nic wspólnego z tymi walkami. Oczywiście Zenek NIE wróci na Paluch, to jest absolutnie wykluczone. Jest u mnie.
  17. Porter czuje się dobrze, co nie znaczy że daje się dotknąć w brzuch. We wtorek ma go obejrzeć prof. Galanty, czy w ogóle nadaje się do operacji.
  18. Dziś się dowiedziałam, że guz był na jądrze wewnątrz jamy brzusznej (pies był wnętrem). Usunięcie guza było więc kastracją. Ale nie mogę darować lekarzom, że nie zrobili rtg i usg WCZEŚNIEJ o parę tygodni, chociaż pies wyglądał strasznie.
  19. Koszyczek Niechcianych staruszków objął "patronatem" rejon pierwszy schroniska. Tam często lądują psy z geriatrii (Ludwika, Molly, Zajączek) i jest też tam sporo starutkich psów, wiele lat w schronie. Stamtąd pochodził też mój Lupusik i Gracja.
  20. Oraz HELA!!!(z rejonu pierwszego) Tak strasznie się cieszę, po pięciu latach w schronie, starsza, małourodziwa suczka:
  21. Ze schroniska wyjechała Karolina i Lala: ..............zdjęcie potem
  22. Ja osobiście na razie nie, może ktoś bardziej będzie potrzebujący...
  23. Dziś zmarł w szpitalu Biszkopcik, mały piesek. Od połowy kwietnia był na geriatrii, mały szkielecik kręcący się w kółko. Kładł się gdzie stał, był zupełnie nieobecny. Prosiłam o badania, zrobili tylko krew i zaczęli go leczyć na tarczycę. W zeszłą środę wreszcie miał rtg. Okazało się, ze ma na śledzionie ogromnego guza. Na drugi dzień zrobili operację, jednocześnie go wykastrowali. Dwie obciążające operacje na niewielkim, zachudzonym ciałku. Wczoraj zobaczyłam go w szpitalu i poryczałam się: leżał bezwładny, opiekunka go myła i karmiła strzykawką. Drżał, pewnie z bólu. Dziś rano już nie żył. Mam wyrzuty sumienia, że go nie zabrałam kilkanaście dni temu, ale miałam Rysia, Pierrota, Zulusa-odeszły po kolei. Na Biszkopta czekał dom u pewnej pani. POWINNYŚMY go po prostu zabrać. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Nie mogę wybaczyć lekarzom, że potraktowali go tak bezosobowo, bez empatii. Guz-trzeba wyciąć. ZA PÓŹNO, powinni go ziagnozować dwa miesiące temu. Postanowiłam teraz z podobnymi przypadkami robić po prostu rejwach, iść do dyrektora, krzyczeć. Mam już tego dość. Kolejny pies umierał w cierpieniach.
×
×
  • Create New...