-
Posts
23493 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
42
Everything posted by kiyoshi
-
kontaktowałam się z wolontariuszkami z tego terenu, ale nie wykazały zainteresowania by cokolwiek pomóc. Gmina nie może zapłacić póki psa nie zgłoszą jako bezdomnego. Proponowałam by zgłosili i żeby od razu przejęli jako dom tymczasowy wtedy gmina pokryła by koszty wet, ale jak pisałam- właścicielka stadniny nie wyraziła chęci... Żadna gmina u nas nie ma programu finansowania kastracji psów właścicielskich- tylko bezdomne w przytuliskach :( Beznadziejna sytuacja... chyba tylko ja i moja znajoma z pracy martwimy się o ta sunie :( zabrałabym ją nawet do przytuliska, ale jak pisałam- tam dużo osób jeździ do tej stadniny, to nie jest nasz teren, nie mam jak jej "wykraść" niezauważenie a oddać jej nie chcą- przygarnąć tez nie...Mogę jedynie zadbać by nie była rodzicieka pokoleń cierpiących szczeniąt...
-
Dzisiaj do domu pojechał Murzynek :) ma fajną rodzine dwupokoleniową- Panią 70 lat która jest głownym opiekunem i jej córka z zięciem opiekuni nr dwa w razie "w" mieszkają z mamą w bliskiej odległości, świetna rodzina, w której dzieci wspierają mame z wdzięczności za to ile zawsze ona wspierała ich. Oczywiście żeby nie było za duzo radości. Moja znajoma zadzwoniła do mnie w sprawie psa, który przybłakał się na stadnine gdzie ona ma konia. Mówiła mi o tej suni juz jakis czas temu, prosiłam by ludzie zgłosili sunie do gminy, no ale nie zgłosili, a teraz sunia jest w ciąży, mieszka w stajni z końmi na sianie. Ludzie ani nie chcą uznać jej za swoją, ani nie chca jej oddać! Dziś udało się namówić jednego z pracowników, żeby dowiózł sunie na sterylizacje aborcyjną, ale teraz znowu jest problem- kto ma za to zapłacić. Właściciele stadniny nie- bo to nie ich pies, pracownik który ją dowiezie- nie, moja znajoma- nie- więc zadzwoniła do mnie, czy ja moge coś załatwić. Tak wygląda życie..i co ja mam zrobić? musze umówić ich na sterylizacje i za nią zapłacić, bo jak tego nie zrobie za chwile na wioske rozdadzą byle gdzie kilka szczeniaków, które urodzą dalej oczywiście jesli wcześniej nie padną na parwo...a za pół roku historia się powtórzy.. To nie jest teren naszej gminy i kombinacje nie wchodza w gre (za dużo osób zamieszanych). Mogę jedynie spróbować zgłosić sunie do Akcji Sterylizacji z nadzieja że pomogą...jeśli nie- jak porządny frajer- zapłace z własnych oszczędności? Ręce opadają ...:( to ona:
-
tyle dobrego że był u Was krótko i nie zdązyliście się mocno przywiązać... A w DS masz racje- będzie 100% uwagi dla niego i w dodatku aż 6 rak do głaskania :D :D Szerokiej drogi (zwiedził chłopak w te kilka dni pól Polski ;)) ps. postanowiłam przelać 500 zł z wątku Mani - które otrzymałysmy od DS Romy na pomoc bezdomniakom- na watek Emisi. I to też czynie. Będzie na start dla suni, bo w przyszłym tygodniu czeka nas wizyta u weta, rtg łapki i nie wiadomo co jeszcze, a pieniązków ni ma ...:( :( Rozliczenie w 2gim poście watku ps2. Madie- jeśli trzeba zwrócic Wam jakies pieniązki to daj znać :)
-
Muszę zrobić mały misz-masz z finansami Mani....500 zł które dostałyśmy od DS Romy na pomoc bezdomniakom pozwole sobie PRZENIEŚĆ na potrzeby EMISI z wątku podkarpackiej rodziny. Nie dam rady inaczej ogarnąć jej finansów. Tak więc 500 zł wykreśle z rozliczenia Mani, a przeniose Tutaj: https://www.dogomania.com/forum/topic/352687-sos-rodzinka-z-podkarpackiej-wsi-sama-na-opuszczonej-posesji-mały-antoś-w-dt-w-madie-mamusia-w-dt-u-kasiainat/
-
hihi :) no super te fotki. WIdac że Kori ma pełen luz. Ostatnio trochę mu się zdrowie posypało, na szczęscie Pan Andrzej od razu zauwazył, że pies jest osowiały i zaczłą wymiotować. Okazało sie, że miał zapalenie nerek. Na szczęscie wszystko juz jest dobrze :) Nawet nie wiem jak dziękować wszystkim i LOSOWI za to, że Pan Andrzej znalazł Korcia :D nie wyobrażam sobie go gdzie indziej- idealny dom.
-
Nie mogę usunąć starego cytowania:(( Ja się w pełni zgadzam z tym co Bogusik napisała. Filmiki pokazują że Bafi ma ogromne pokłady cierpliwości i to serio! Szafirek go męczył i miałby Bafi powód by się postawić i dziabnac a tego nie zrobił. Poczekajcie chwilę z nowymi ogłoszeniami. Niech Hania go z 1-2 tyg poobserwuje. Jeśli nie zauważy niczego dziwnego to szukalabymmu domu wyłącznie z osobą doświadczona. Najlepiej z kimś kto miał już dorosłego psa z adopcji. To jest warunek absolutnie konieczny. Dom z ogrodem ale z opcją spacerów poza teren, bez małych dzieci. Czy jego faktycznie nie ciągną jakoś szelki? Ja nie znam się na psach z taką sierści ale aż mnie podświadomie boli ze ten zatrzask może mu spłata sierść i ciągnąć :(((( Fajny psiak. Śliczny--i to jego pech....
-
inaczej jak empirycznie nie da się tego rozstrzygnąć ;) a szansy Poli nie należy odbierać z powodu gdybania....ona zachowuje się poprawnie w stosunku do kotów u Murki, koty u Państwa na pewno z początku pochowają się, poobrażaja, ale potem odpuszczą. Przerabiałam już adopcje psów z przytuliska do domów z kotami- nigdy nie miałyśmy zwrotu bo zwierzaki by się nie dogadały, wiec to jakies wyjątkowo rzadkie przypadki. Ps. ja poznała domy w których nie było ani kotów, ani nawet chomika, a oddawali psa...zwyczajnie dlatego, że nie było tam też serca dla zwierząt. TU- JEST <3 <3 Trzymam kciuki z całych sił.
-
zawieź Madie to co masz. Trzeba to sprawdzić koniecznie. Zobaczymy co Twoja wetka powie. Zapytaj tez Tianku dokładnie, bo maluch był odrobaczany kilka dni temu, nie wiem niestety jakim środkiem. Warto to podać wetce. W kupie może być tez jakiś niestrawiony pokarm, przeciez on całydzień chodził z mamą po wiosce, może coś zjadł bylejakiego :( :( Daj znac proszę. Ciekawe co z tym domem wyjdzie
-
napisałam do Kasi i Emi zrobiła dziś kupe normalna, nic w niej nie było widać. Oby tak dalej. Czuje się dobrze, tylko troszke boi się innych psów, nadal kuleje na łapke, rano zwymiotowała jedzenie. Cholerka teraz przez ta cieczke to też nie wiem kiedy będzie można ja diagnozować, szczepic. Zobaczymy co powie wet.
-
daj spokój ! nie możesz przestać. Wszystko co napisałaś jest prawdą. Często nie wierzymy do końca ludziom którzy zwracają psy...Ty wykonałaś wizytę wg swojej najlepszej wiedzy i umiejętności. Ja tylko zawsze zwracam uwage, że co będzie to i tak dopiero wyjdzie w praniu. WIzytator nie jest jasnowidzem, Pani się zaprezentowała najlepiej, bo pewnie tak też sądziła NIM przywiozla psa. Sądziła tez, że skontaktuje sie z behawiorystą w razie problemów, jednak nawet nie wykonała ku temu najmiejszego kroku :( wiec to nie jest w żaden sposób Twoja wina. Wykonałaś mnóstwo świetnych wizyt także dla moich psów i nie miałam żadnego z nich zwrotu ani kłopotów z adoptującymi. Byłaś dla nas drogowskazem, gdy zbierałyśmy doświadczenia... Nie możesz rezygnować.
-
dziękuje za dobre słowa. Jesteś moją rodaczką, więc nie mogłabym odmówić :D miałam przy okazji szanse, żeby poznać ten teren i jednak Tyśka miała racje- podkarpacie to dramat adopcyjny :( :( Cała nasza grupa spisała się świetnie :D i Ty, że nie zostawias maluchów na pastwe losu i dogomaniaczki które od razu przyszły z pomoca. Jeszcze do pełni sukcesu potrzeba nam dobrych domów- na razie dla Antosia :) trzymam kciuki za ten Kraków :)
-
Teraz już się czasu nie cofnie. Dom prześwietlony od deski do deski, a jednak znów prawda wyszła dopiero w praniu :( juz po 3 dniach. Były zapewnienia o pracy z behawiorystą w razie problemów... Pani chyba tez była świadoma, że bierze psa po przejściach, który w dodatku wrócił z adopcji....a jednak zdecydowała się go wziąć jako swojego 1szego psa (DLACZEGO>?) To niestety dowodzi tylko tego, że nawet najbardziej skrupulatne wizyty, z doświadczonym wizytatorem- nie dają gwarancji :( Ja od jakiegoś czasu preferuje wizyty online plus spacer zapoznawczy z psem...wtedy sobie obserwuje jak ludzie reagują na psa i na odwrót. Widze od razu czy jest iskra. Co do zakładania szelek w hoteliku, to popieram Hanie- to może być niebezpieczne nawet dla innych psów, ale tez psiaki migiem niszczyłyby je sobie nawzajem. Szkoda, że hotelik nie może chociaż raz dziennie wyspacerowywać psiaki....z drugiej strony- chcąc zapewnić każdemu te atrakcje Szafirki musieliby na spacerowanie poświęcać większą część dnia ........więc jest patowa sytuacja :( Fajnie by było gdyby ludzie którzy decyduja się na adopcje mieli w sobie pokore, wiare w to biedne zwierze. NIe wiem czemu ta Pani wyrała właśnie Baffiego...on MUSI trafić do doświadczonego domu, najlepiej, żeby ten dom wcześniej niezobowiązująco go odwiedził (pamiętacie, do Korcia jeździł Pan z Bielska aż pod częstochowe 3 razy przed adopcją więc można) ps. Poker byłabym baaaardzo daleka od posądzania psa o chorobe psychiczną. Juz naszego Kubusia tak zaklasyfikował durny wet, a pies okazał się cięzko chory na bardzo zaawansowaną chorobe zwyrodnieniową stawów. Anula, Bogusik- TRZYMAJcIE SIĘ <3 będzie dobrze dziewczyny.
-
Wczoraj rozmawiałam chwile z Kasią o Mani. Szanse na to, że uda się ja otworzyć na dotyk są praktycznie minimalne. Mania zachowuje się jak piesek który zupełnie dotyku nie zna, lub poznał go tylko z najgorszej strony. Jest wszystko dobrze, gdy to Mania podchodzi do człowieka i pilnuje dystansu, ale gdy człowiek próbuje ja dotknąć, złapać to Mania kłapie zębami w amoku. Trudno ja na siłe łapać, bo jesli naprawde ugryzie ten pierwszy raz to będzie koniec.... Myślimy nad przyszłością Mani. Nie wiem czy jest w ogóle szansa na dom dla niej....nie wiem co robić. Chyba najlepiej byłoby gdyby przygarną ją ktoś kto ma kawałek ogródka i byłby w stanie ja akceptować i nie wymagać za duzo. Nawet na zasadzie dt za zwrot karmy i weta... Ona jest naprawde psem bezproblemowym, jest urocza, delikatna, ale musi mieć ten malutki ogródek z wejściem do domu. Do siebie nie mam zupełnie opcji by ja zabrać. Nie mam jak odgrodzić kawałka ogrodu, tak by było z wejściem do domu....mam zbyt dziwnie usytuowany dom i wspólną brame z ciotką i warsztatem teścia :( pies u mnie musi chodzić na smyczy....:( (Agat widziała, to może potwierdzić) Wiem że Mania u Kasi jest szczęśliwa a i Kasia ją bardzo lubi :)....tylko czy starczy pieniążków na jej pobyt przez reszte zycia? gdzie szukać takiego domu żeby mogła byc akceptowana jaka jest? Pomocy...... ps. co do covid to czuje się już dobrze. po powrocie do pracy okazało się, że prawdopodobnie co najmniej 80% osóbw zakładzie już przechorowało, większość z objawami minimalnymi przy czym osoby starsze czy z dodatkowymi chorobami wcale nie chorowały ciężej. Właściwie każdy chorował trochę inaczej i trudno znaleźć logike- od czego zależało nasilenie objawów- bo wydaje się, że ani wiek ani inne choroby jednak nie wpływaja tak bardzo :)