Jump to content
Dogomania

kiyoshi

Members
  • Posts

    23493
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    42

Everything posted by kiyoshi

  1. KOri juz jest bezpieczny więc opisze Wam więcej... Juz pierszego dnia po przyjeździe było źle...tzn. w podrózy Pani zakochana, cudowny pies, wspaniały, grezczny...ale..przywiozła go do poznania, wprowadzila do domu i zdała sobie sprawe, że nie chce psa... tzn. w ogóle nie chce drugiego psa, niby wszystko ok, ale co ona zrobi jak: nagle pies się zmieni za 2 tygodnie na gorsze? pies zacznie wyć jak ona wyjdzie z domu? pies coś zniszczy? ona nagle była przerażona, w wielkim lęku...no nic...minął wieczór... Rano pisze znowu czy wszystko ok? no nie było ok...co Kori nawywijał to słuchajcie Spał pod jej łóżkiem/ czy obok, mimo że miał naszykowane legowsiko i był tak uparty, że Pani 3 razy w nocy go przenosiła na legowisko a on wracał! tak upartego psa ona nie widziała nigdy.... Ona nie może mieć takiego psa, musi go oddać i czy ja załatwie transport... Popłakana zadzwoniłam do Anecik (dla przypomnienia to był drugi dzień po adopcji), i Anetka kochana moja wysłuchała mnie i powiedziała, że tak- pomogą, mąż pojedzie jak będziecie trzeba, nie mozemy psa zostawić...Ale Monika z hoteliku tak się wnerwiła, że sam zadzwoniła do Pani i mówie jej:" o nie, macie go natychmiast wsadzić w samochód i dowieśc do mnie i tak to zrobić, żeby nawet włosek z głowy nie spadł, czy to jest jasne???"...gadała z nią jeszcze pół godziny, Pani płakała, bo ona się boi...więc MOnika pyta o co jej chodzi, co się dzieje...no nic w sumie się nie działo... Minęly 2 godziny Pani Agnieszka dzwoni...nie...ona miała chwile słabości, ona go nie odda, on tak lubi dzieci...zostaje u nich na milion procent. Już mi to śmierdziało, ale Monika mówi...ok- poczekaj... Minął wekend gdy byli na tym wybiegu i wydawało się, że jest dobrze wszystko, Kori nawet zostawał już sam w domu bez problemu. Ale kolejny się pojawił problem Pani zosbaczyła że w ksiązeczce nie ma wbitego szczepienia p. wściekliźnie...nie wiem jak to się stało...w każduym razie mówie jej że nie ma co panikować, niech idzie po prostu do weta którego ma na tej samej ulicy i go po prostu zaszczepi- to koszt 30 zł i po problemie...no niby poszła, ale wet jej powiedział, że on nie może zaszczepić, teraz musi mieć Kori kwarantanne ...i że jej pies Yogi jest zagrożony...Pani została bardzo nastraszona, już martwiła się wrecz o życie Yogiego... No nic...w sobote miała pojechać drugi raz z mężem do innego weta, ale... kolejny dzień przyniósł nową rewelacje.... "Pani Izo. Musi Pani natychmiast zabrać psa. Dziś rano na psacrze mogło dojść do wypadku. tak mnie pociągnął na smyczy że omal ręki nie wykręciłam".... "kiedy Pani go zabierze??" to było chyba w środe z samego rana...nastepnego dna miałam audyt w pracy i w cholere roboty,,,a ona dosłownie co godzine pisała- kiedy psa zabiore...ona nie może pojechac; nie ma samochodu czasu nie stać ich... i owszem: wie, że jest nieodpowiedzialna, ale nic nie poradzi" Tak trwało do wczoraj. Natalia wizytatorka była gotowa w każdej chwili odebrać Korcia do siebie.... Anetka znów z mężem byli w pogotowiu...ale ostatecznie Kori pojechał z Pania marleną, która wiozła z Radys dwie sunie pod Poznań a spowrotem zabrała Korcia... Oczywiście Pani Agnieszka nawet się nie poczuła dołożyć stówki do transportu... Także....ja nie wiem jak przesiewać tych ludzi...nie wiem...Pani jest rozkapryszonym, małym dzieckiem....obrzydliwe to wszystko co zrobiła mi, psu, swojej rodzinie, córkom, które bardzo Korcia polubiły...wstrętne to...
  2. A TAK W OGÓLE TO NAPRAWDE DZIĘKUJE WAM ZA OGROMNE WSPARCIE. BARDZO Czasem człowiek tez się potrzebuje wygadać i żeby ktos mu doradził i wysłuchał....
  3. wiem, tylko nie moge przeboleć tej smutaski...ona się tam nie odnajduje...ona miała jechać dzisiaj, a w zeszłym tygodniu prawie pojechała do Twojej koleżanki.... jest mi tak przykro, że tam została :( :( dzisiajsza noc już jest taka zimna i idzie mróż...a te psiaczki malutkie na zewnątrz- nie wiem czy jeszcze siedzą w tym domku nieocieplanym... raczej chyba mieszkają w budzie....
  4. tak...też sie tego obawiam...ona musi zakładać, że ja mam z tego jakieś wielkie korzyści..tylko nie wiem jak skoro osoby przyjeżdżały i odjeżdżaly na jej oczach...umowy tez spisywałam na jej oczach, ludzie podawali dane, podpisywali... Macie racje...nie podesle jej tych umów...jest ochrona danych osobowych...ona ma numery telefonów przecież...
  5. po tysiącach rozmów chyba każdy z nas ma juz jakis schemat...zwykle po pierwszych 2-3 zdaniach wiadomo kogo odrzucić na pewno.... gorzej z dalszym przesiewem... ja zauważyłam np. że osoby które próbuja zagadać maja cos do ukrycia...osoby które przesładzają swój głos próbują się podać za lepszą niż są...osoby które dzwonią między 21szą a 8 rano nie są poważne ... Bardzo trudno jest zaufać obcym ludziom, ale gwarantuje Ci, że raz na czas trafiają się takie perełki, że juz po krótkiej rozmowie jesteś pewna W przypadku Korcia .... opowiem dokładnie, ale nie dziś...niech dotrze bezpiecznie do Moniki która bardzo juz na niego czeka a no...wszystko na raz....czasem naprawde mam dość ludzi... powiem nawet, że zaczyna popadać w jakąs nienawiśc do swojego gatunku (Wy jesteście wyjątkiem nawet jak się nie raz przekomarzamy) Kori pewnie zostanie na bardzo długo w hoteliku.......
  6. umowy są na mnie...tą sprawe dokładnie obgadałam z nią gdy wiozłyśmy psy na szczepienia 19tego....mówiłam, że umowy będa spisane na mnie z zapisami o sterylizacji itd wtedy nie stanowiło to żadnego problemu, wręcz przeciwnie.... Nie wiem kto w tym domu tak mota....
  7. Dziś Andrzejki... Kori poumawiał się z kumplami w Makulandii i nie mógł zawieść....wraca do hoteliku...tytuł watku jak najbardziej aktualny... Co sie wydarzyło opowiem kiedyś...na pytanie: co zrobił...odpowiem od razu: NIC.
  8. nie moge ich zabrać..tym bardziej nie sa moja własnością:( poza tym, ja tam już nie pojade...mąż się na maksa wkurzył jak mnie dziś zobaczył po powrocie... Prześle jej ksero tych umów w poniedziałek pocztą, naprawde nie mam z tym problemu. Nie mam niczego do ukrycia.... tylko nie wiem po co one, skoro z każdym rozmawiała ma numer telefonu...nie pojmuje. Żałuje że nie zabrałam tej smutaski do koleżanki Poker na DT....ale pani z Widawy gwarantowała że ja zabierze.... załamałam się, że zabrała dziś inna sunie Nie wiem Poker ...ona je uratowała, dba o nie...dobrze by było gdyby po prostu szanować siebie nawzajem....ja wiem, że raz jej zwróciłam uwage o tym mleku....ale potem już się gryzłam w język za każdym razem. Nie wiem czyim była pomysłem ta dzisiejsza akcja....(starszej czy młodszej...bo młodsza nawet nie wyszła z domu) Przed chwilą dzwoniła Pani z Poznania z którą wstępnie rozmawiałam o szczeniakach....dom nie sprawdzony, ale z rozmowy wydawał się ok...podałam numer domowy do Pani Ani...niech dzwoni, umawia się, nie wiem... najwyżej jutro będe mieć telefon o zakazie podawania prywatnego numeru.....
  9. Dzisiejszy dzień był straszny..... juz wczoraj po krótkiej rozmowie z Panią Anią tak czułam że cos się święci....w nocy nie mogłam spać, bolał mnie cały żołądek z nerwów bo po pierwszy myślałam, co to za ludzie przyjadą...a po drugie- co się w ogóle tam zadzieje... No i zadzaiło...dojechałam na miejsce, brama znow zamknieta....postałam 10 minut...pierwsza rodzina dojechała i tak stoimy...Pani Ania wyszła w końcu z domu, podeszła do bramy i gada przez płot...: a po co Pani psa? a jak znaleźliście te psy? a wiecie jak sie zajmować? i (HIT!) a bliżej psów nie było? Stałam z ludźmi pod tą bramą...z ludźmi którzy ponad 2 h spędzili za kółkiem...Pani chętna na adopcje stara się zachować spokój, ale już czułam jak zerka na mnie spod oka....a Pani Ania stoi i nie zamierza ani psa wydać ani nikogo wpuścić....bo co ona teraz ma zrobić? co ona zrobi?? łzy mi naszły do oczu, żołądek się roztelepał...ta Pani zapaliła papierosa...jej mąż uratował sytuacje: poprosił o opisanie, gdzie te małe sie urodziły, jak to było od początku...no udało się- wpuściła go na posesje!! (my z Pania dalej pod bramą!). Wkońcu po chyba pół godziny wpuściła i nas, bo nie mogła wytargać szczeniaków- pochowały się do budy i warczały. Ja się w ogóle nie mieszałam... NO uff..dostali ała, ale nie tą którą myślałam że rezerwowali...dostali inną która miała iść do innych ludzi :( :( odjechali ... Dojechał drugi dom w między czasie i zaczęło się od nowa....po co? dlaczego? innych nie było? i tylko ciagłe w moja strone spojrzenia : Bo- dzieci 9 i 13 lat, BO- Pani powiedziała: "długo się zastanawiałam czy mieć psa, bo to jednak obowiązek"...tak powiedziała, ale nie wiem czy to faktycznie źle..no chyba lepiej że to przemyślała, ale oberwało mi się... no- wydała im psa którego zarezerwowali...Ja zostałam pod bramą, bo miałam jeszcze sunie jedną ze brać ze soba, bo z rodziną umówiłam się "na trasie"... no i się znowu zaczęło....powiedziałam, że nie spodziewałam się takiego kastingu....no a Pani swoje mądrości, że ona mnie nie zna przecież....Powiedziałam jej, że czuje się jak INTRUZ i nie będe jej dłużej niepokoić..oddałam jej ksiązeczki pozostałych szczeniaków.... nie pojade tam już nigdy...zabrałam wszystkie dary od ludzi (wino, słodycze, karme)...bo czywiście leżało pod bramą....zabrałam białą sunie i odjechałam.. Na pożegnanie usłyszałam: "kiedy mi Pani dostarczy umowy adopcyjne? mówiła Pani, że podpisuje?" a juz całkiem na odchodne "jak to - zostawi mnie Pani teraz z resztą ?? nie pomoże Pani??" Dojechałam do domu roztrzęsiona, nie moge się uspokoić, nikt mnie tak nigdy nie potraktował...nie chce znac ani jej ani jej córki....nie chce najbardziej chce mi sie wyć, bo zostały tam dwa maluszki.....najgorsze że zostawiłam moja ulubiona buraske...ta która miała dziś jechać, ale Pani dostała inną sunie :( :( (tą która miała jechać do Swarzędza) ...boje się o nią :( :( nie wiem co robić...ja już tam na pewno nigdy nie pojade...nie dam rady, za dużo mnie to kosztuje nerwów...ja bym wszystko zniosla pewnie, ale tak mi było głupio przed tymi ludźmi...tak potwornie głupio!! Dodam tylko, że wszystkie 3 domy sa po prostu SUPER! nawet się nie spodziewałam, że naprawde trafie na tak kochanych ludzi <3
  10. dziękuje..dziś mam naprawde cięzki baaardzo dzień...ale o tym poczytacie wkrótce na innych moich watkach Dzięki Poker za dobre mysli. Niestety nie wiem co Pani Ania postanowiła w sprawie Luli...mam nadzieje, że dzisiaj uda nam się spokojnie porozmawiać.
  11. EDIT: SZCZEŚLIWIE PATRYCJA ODNALAZŁA SWOJEGO PSA :))))) BOLESŁAWIEC I OKOLICA!! Dziewczyny kogo mamy tam z dogo?? Bardzo potrzebna pomoc na miejscu dla Pati_c...jej pies wczoraj zaginął na parkingu leśnym!!
  12. Zdjęcia Igusia Zdjęcia Imbirka Na jutro wszystkie 3 domy potwierdziły przyjazd :) mała sunia do Swarzędza ma juz imie: Hana, druga sunia pod Wrocław będzie: Maja. Piesek do Opola jeszcze nie wiem. Mam juz tez domy dla pozostałych dwóch szczeniaków...Trzymajcie za mnie jutro kciuki...nie wiem co przyniesie ten dzień pod kątem emocji ludzkich...trzymajcie zwłaszcza za moje stalowe nerwy...chyba nie warto pomagać (ludziom) wiecie.... Do jutra
  13. Dla Rolki wpłynęło 20 zl od Ania F. DZIEKUJE
  14. Dla Sally wpłynęlo 20 zł od uxmal i 50 zł od helli Dziękuje ślicznie
  15. NIe udało się niestety..Sali warczała na kota, Pani nie dała szansy :( Przykro mi czarnulko...to jeszcze nie to....
  16. Sally miała dzisiaj odwiedziny...ten dom to może być strzał w diesiątke...spokojna okolica, dom z ogrodem, Pani która miała całe życie psy, tyle co przeszła na emeryture, ma kota domowego:) w pobliżu jej córka też psiara...cudnie, cudnie , cudnie...Trzymajcie mocno kciuki. Do wekendu sie rozstrzgnie :)
  17. Rolka się spodobała, zrobiła dobre wrażenie:) ludzie też wydają się w porządku, młode małżeństwo bez dzieci, mieszkają w bloku ale w spokojnej okolicy, w domach rodzinnych były psy...Trzymajcie kciuki nadal ...może będzie chleb z tej mąki. Do wekendu sie rozstrzygnie :)
  18. chciałabym bardzo ... jutro zapoznanie o 17tej.... teraz sobie uswiadomiłam, że nie zapytałam Pani jaka to dzielnica :( czy to nie czasem centrum...nie wiem jak Rolka by się odnalazła przy ruchliwych ulicach, musze jutro Kasie prosić by dopytała, chociaż pewnie i bez mojej podpowiedzi wypyta wszystko :)
  19. Dostała śliczne zdjęcia Imbirka i Igiego :) trafiły naprawde super.... chociaż te dwie adopcje sa jak jasne słońce na bardzo czarnym niebie.... wstawie nowe fotki w weend ze zdjęciami kolejnych adopciaków...mam nadzieje, że kolejne maluszki wyjadą, dopiero jutro bede potwierdzać odbiory..te 3 domy nadal mam jakos pod lekką "troską" że tak powiem..jak tamtych bylam pewna na 100%, tak tych kolejnych jestem pewna na 80%.... coraz mniej ufam ludziom..a jeśli noga mi się powinie w przypadku tych maluchów to nie będzie mi darowane, mysle nigdy.... trzymajcie za mnie kciuki... Myśle, że Luli nie zabiore do Kasi..będzie Pani Ania musiała wybrać...albo Lula idzie do adopcji do Imbirka, gdzie jest naprawde suuper dom...albo zostaje u niej...no chyba że ten dom sie wycofa ...także na razie jeszcze trzymam pieniązki przez 2 tygodnie.
  20. Aktualizacja: MAGNES - opuścił schronisko
  21. Aktualizacja: GRAAL - opuścił schronisko
  22. Aktualizacja: SILVER - opuścił schronisko
  23. Aktualizacja: HAVA - opuściła schronisko
  24. Aktualizacja: KUKURYDZA - opuściła schronisko
×
×
  • Create New...