-
Posts
2285 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by tucha
-
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
tucha replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
W tym roku stuknęło mu 5lat. Ale on od zawsze z głową miał coś nie tak ;) Jest strasznym nerwusem. Nie można za nadto krzyknąć na niego, odepchnąć jak robi coś złego (np. uwielbia namiętnie drapać krzesła w kuchni) bo zaraz albo atakuje rękę, rzuca się na psa/kota (w zależności kto jest w pobliżu) albo idzie sikać po kątach. Jak raz go pies pogonił ze złości to Stef mu poszedł nasikać do miski ;) -
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
tucha replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
No cóż, mój Stef zachowuje się tak na co dzień... ;) Do tego oczywiście wspinanie się po ścianie (!) z rozpędu i krzyczenie przy tym "OOOOOOŁ" :D Także myślę, że powinnaś się cieszyć, że Twoje zachowują się tak tylko po znieczuleniu ;) Już jakiś plus! -
Nie na darmo nazywane są szarańczą :D Żwirek zamiatam z podłogi kilka razy dziennie, ale jest bardzo płodny i mnoży się na potęgę ;) Jest wszędzie tylko nie w kuwetach.
-
No i jest bazarek: http://www.dogomania.com/forum/topic/147087-ksi%C4%85%C5%BCki-gazety-i-gad%C5%BCety-do-806/?p=16231059
-
Żeby jeszcze tylko to łysienie wyjaśniło się :( A jest niestety gorzej, znalazłam u Molisi i Tytusia łyse placki na grzbiecie. Wcześniejsza wizyta nieunikniona. Poza tym jest wszystko ok. Zero drapania się czy innych objawów. Mała szarańcza rośnie, je wszystko w zastraszającym tempie ;) Swoją drogą muszę znowu jakiś bazarek zrobić, bo ostatnio mało co się uzbierało i zapasy drastycznie się skurczyły. A do tego teraz te trzy małe robaczki doszły do wykarmienia. Z tym, że z nimi większego problemu nie ma. Bardzo chętnie jedzą gotowanego kurczaczka a ten jest w miarę tani w porównaniu do puszek.
-
Być może. Padł też pomysł zrobienia się odczynu od plastikowych misek, jako że łysieją pyszczki. Zmieniłam im na metalowe zgodnie z zaleceniem. Zobaczymy. [url=http://postimg.org/image/wgfj3w955/][/url] [url=http://postimg.org/image/3umgniamh/][/url] [url=http://postimg.org/image/h6fnwpdmx/][/url] [url=http://postimg.org/image/dqnjn5geh/][/url] [url=http://postimg.org/image/pibexyb0p/][/url] [url=http://postimg.org/image/ernsc9xe1/][/url]
-
Mała szarańcza była dziś u weterynarza. Z niewiadomego powodu cała trójka ma wyłysiałe (a raczej mocno przerzedzone) okolice pyszczka. U Tytusia poszło już nawet na szyję. Badania zeskrobin nic nie wykazały, ani pasożytów ani grzyba. Dostaliśmy płyn do codziennego "prania" kocich pyszczków :) Za tydzień do kontroli o ile nie będzie szło dalej-wtedy wcześniej.
-
Do adopcji będą mogły pójść za jakiś tydzień, dwa. Najpierw szczepienie, drugie odrobaczenie... No i do formy muszą dojść, a start nie najlepszy miały. Tak sobie myślę, żeby może jakieś witaminki dawać, szczególnie Tytusiowi. Jakby niedobory uzupełnił, to by może mu główka tak nie latała. Ale rośniemy, co widać po wadze :) 11.05: Molisia (czarno-biała) 339g Bójka (biała z czarnymi plamami) 568g Tytek 317g 16.05: Molisia 505g Bójka 672g Tytek 491g
-
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
tucha replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
Nasz Kuś podobnie się zachowywał. W 2012r. został zabrany z podwórka jako dwuletni kot. Początki były trudne, choć będąc jeszcze na podwórku normalnie dawał się głaskać czy brać na ręce (ale tylko mojej mamie-i w sumie został jej kotem ;) ) Dopiero niedawno przekonał się, że sam może poprosić o pieszczoty i nikt krzywdy mu nie zrobi. A do tego stał się tak nachalny, że czasem mamy go dość :D Obcych nadal się panicznie boi, potrafi w ogóle nie wychodzić z kryjówki póki sobie nie pójdą. Szczególnie boi się mężczyzn. Jakiś czas temu dopiero przekonał się do mojego taty i nie reaguje paniką gdy ten przejdzie koło niego czy wyciągnie do niego rękę. O podawaniu leków, wkraplaniu/zakładaniu obroży p/pchelnej, pakowaniu do transportera nie ma mowy. Znaczy no, da się w końcu to zrobić, ale ile nas to czasu i nerwów kosztuje (a i czasem są ofiary wojennej walki) to lepiej nie mówić. -
Faszysta ma przepiękny dziki wzorek :) Cud!
-
gryf80, nie nie był jeszcze diagnozowany. Priorytetem było to, aby on w ogóle przeżył. A był naprawdę w kiepskim stanie. Temperatura prawie niemierzalna, sama skóra i kości (tak zapadniętych boków to jeszcze nigdy nie widziałam). On był dosłownie sztywny od wychłodzenia. Ledwie przekręcał się na bok czy podnosił główkę przy czym od razu strasznie nią kiwał. Teraz, po prawie 5 dniach pobytu u mnie jest znaczna poprawa. Jak siedzi to trzyma główkę pięknie. A trzęsie nią jak towarzyszą mu duże emocje-zabawa, jedzenie oraz zwiedzanie nowego terenu. Na razie jest na obserwacji, zobaczymy jak troszkę podje. Być może są to zmiany neurologiczne związane ze skrajnym niedożywieniem. Ale całe szczęście apetyt ma największy z całej trójki, do zabawy także chętny. joanko, no proszę, ja to się spotykam z tym pierwszy raz. W prawdzie podobnego faszystę to i my mamy w domu-Stefka, ale on to na tle nerwowym robi. Mam tylko nadzieję, że właśnie przejdzie maluchowi jak uzupełni braki w organizmie. Bo takie zmiany mogą przekreślić mu szybkie pójście do nowego domku... Niewielu ludzi decyduje się na niepełnosprawne stworki :(
-
Ale czy można przejść obojętnie obok kociego nieszczęścia? Choć coś w tym jest. Tam gdzie ja-tam i koty. Czy to w domu czy gdzieś wyjdę... zawsze wiedzą gdzie mnie znaleźć :) A miłość kocia jest wyjątkowa. Zresztą wie to każdy, kto posiada jakiegoś mruczka ;) Troszkę maluszków. Maluchy, jak się okazało, zupełnie maluchami nie są. Tylko strasznie zabiedzone są i to daje złudzenie. W sumie mają jakieś 6-7tyg. Mają się coraz to lepiej, co zresztą widać na zdjęciach. Nawet chłopaczek, który dostał na imię Tytek, zaczyna zachowywać się jak normalny kociak. A nie tylko noskiem dziubał, nie trzymał temperatury, brak apetytu... Idzie, mam nadzieję, ku lepszemu :)
-
dorobella, kwestia tego, że właśnie nie miałabym gdzie puścić takiego jeża. Niby mieszkam bardziej na peryferiach miasta, ale ogródki działkowe koło nas zlikwidowali a w około ulica... "Mieliśmy" trzy jeżyki przychodzące do naszych kotów wolnożyjących na jedzenie. W tym roku nie widać żadnego już. Przykro się trochę robi, szczególnie jak człowiek chucha i dmucha a potem zły los je spotyka. Dlatego właśnie nie bardzo mogłabym być takim DT. A jak już jakiegoś wezmę, to hodowlanego np. pigmejskiego. Broń boże żadnemu dzikiemu wolności zabierać nie zamierzam.
-
Zdjęcie z telefonu więc niestety kiepskiej jakości. Ale baterie do aparatu podładowane więc niedługo pojawią się lepsze zdjęcia ;) Chyba jeszcze tego nie robiłam, więc zaproszę osoby mające konta, do polubienia naszej strony na facebooku: https://www.facebook.com/KociakiBezdomniaki/timeline Tam na bieżąco ogłaszamy nasze biedki :)
-
[url=http://postimage.org/][/url]
-
Długo "wolnością" od tymczasików się nie nacieszyłam. Pod mój dach trafiły 3 maleństwa, dwie dziewczyny i chłopak. Maleńkie dzieciaczki, na oko 4tygodniowe, jeszcze mają 'niemowlaczkowe' oczka. Zabiedzone i strasznie wyziębione. W najgorszym stanie jest chłopak. Na razie ogrzewają się pod stertą kocyków i termoforkiem. Kciuki strasznie potrzebne :(
-
Przez te 7lat życia z psem jakoś specjalnie w temat obróżek i smyczy się nie zagłębiałam. Zawsze kupowało się na zasadzie "byle taniej'' bo i tak mniej więcej po roku czasu trzeba było obrożę wymieniać (przetarcia oraz nagminne rozluźnianie się klamry). Ostatnia obroża jest firmy tatrapet, kupiona na szybko w bricomarche bo akurat pech chciał, że obroża rozpadła się totalnie akurat w niedzielę. Oczywiście nie muszę mówić, że powoli klamra zaczyna "mieć luzy" i pewnie niedługo przy byle szarpnięciu zacznie się odpinać. No a teraz do rzeczy. Jaką polecacie obrożę? Dodam iż musi ona spełniać parę rzeczy. Nie może to być zwykła taśmówka bo z tych pies potrafi się wyślizgnąć (nie pytajcie jak, sama jestem zdziwiona. Niby obroża zawsze dobrana a dwie taśmówki, które mieliśmy potrafiły ześlizgnąć się). Fajnie aby obroża mieściła się w 30zł +/- parę zł (obwód szyi do 40cm). Musi być wyścielona czymś od środka, w co nie wplącze się w długą sierść (mieliśmy na początku a'la skórę podbitą chyba filcem czy czymś podobnym i masakrycznie filcowało, plątało sierść w tym miejscu). Jaką szerokość obroży wybrać? Pies średni (docelowo 15kg, teraz waży 17kg-musimy schudnąć). Zawsze mieliśmy obroże na klamrę, bo tak było wygodniej. Jednakże myślałam także nad np pół zaciskiem. Tylko mam pewne wątpliwości, jako że pies potrafi np. wystartować ni stąd ni zowąd do innego psa i jakoś mam obawy, że ściągnie sobie taką obrożę przy szarpaniu się. Może się mylę i niepotrzebnie martwię?
-
Otóż to :) Wszystko wskazuje też na to, że nasza kociętnikowa Mania (nie ta niedawno łapana na sterylkę) jutro także jedzie do nowego domu ;)
-
Z jakże wielką radością mogę powiedzieć, że rudy Lolek pojechał właśnie do swojego nowego domku :)
-
I dlatego właśnie pewnie nie zdecyduję się na taki Dom Tymczasowy dla jeży. A rozważałam taką możliwość, jeżyk marzy mi się od paru lat (odkąd jeże zaczęły przychodzić do kociej stołówki pod naszą piwnicę i zaczęłam z nimi obcować). Jednak strach przed tym co je czeka po wypuszczeniu jakoś mnie blokuje. Jeśli zdecyduję się na jeżydło, to takie "domowe". Ale to dopiero jak zakończy się moja przygoda z gryzoniami (bo oprócz kotów i psa, w domu są dwa myszoskoczki i chomik ;) ) Przy kotach posterylkowych też tak mam, szczególnie jak się miziak jakiś trafi. Z jednej strony jest strach przed tym co je na podwórku spotkać może, a z drugiej rozsądek, że wszystkich bied pozbierać się do domu nie da. I weź tu człowieku pomagaj... Czasami trzeba być naprawdę bardzo silnym psychicznie.
-
Ale nawet takiego z podwórka da się udomowić tak, aby nie wychodził. Sama mam takiego w domu, a i koteczkę urodzoną na podwórku (która dodatkowo spędziła na nim rok) wydałam do domu niewychodzącego i jest ok :)
-
Jak świetnie to brzmi, "punkt kocich przetrzymań"! :D Koty widoczne na zdjęciach wyżej są w budynku roboczo nazwanym kociętnikiem. Nie jest to w sumie schronisko dla kotów (choć o takie będziemy walczyć w przyszłości). Jest to budynek przeznaczony dla kotów, które z jakichś powodów nie radzą sobie na wolności (tj. koty chore np nerkowy Lucek czy małe kocięta). Trochę problemów z miastem mamy (ale kto ich nie ma?), jednakże zazwyczaj wszystko opłacone jest właśnie z budżetu miasta. A praca w kociętniku jest pracą wolontariuszy. Jak działa ten nasz kociętnik pisałam trochę tutaj: http://www.dogomania.com/forum/topic/132950-czarne-kocie-biedy-potrzebne-wsparcie-rudy-tymczas-%C5%82apiemy/page-13 Mania dopiero dzisiaj poszła na podwórko. Wczoraj było tak zimno, że nie miałam serca jej wywalać. Rudas Lolek pojechał z rana na kastrację. A Filip (ten dorosły kot, co miał złamane dwie łapy) oraz jego przyjaciel Mau (chyba nie przedstawiałam go; także dorosły wielki kocur nie dający sobie rady na podwórku) poszli razem do adopcji :)
-
RC odpada bo drogiego chłamu kupować nie zamierzam. No i kiedyś dostaliśmy próbkę RC (bodaj bytowy dla średnich psów to był) i była rewolucja żołądkowa. Z wetem w takim razie pogadam jak pójdziemy na szczepienie. A może ktoś coś jeszcze doradzi, odpowie na pytania?
-
W końcu się zmobilizowałam i są nowe zdjęcia z kociętnika :D A oto nasz nerkowy Lucuś: Taki trochę nieporadny jest, nie bardzo umie się domyć. Ptyś Kubuś Missi- w piątek idzie do adopcji :) Frutek Szelma Ciapek Makak Dzikuska Zuzia Leon dzicz kudłata http://s20.postimg.org/swjy38aq1/20150428_152415.jpg
-
Zacznę może od krótkiego przedstawienia sytuacji. Otóż Dreamer jest średniej wielkości kundlem-taki średniak na jamniczych łapach ;) W lutym tego roku skończył 7 lat, a miesiąc temu był kastrowany. Dream zawsze miał tendencję do tycia przez swoje obżarstwo (jako szczenię zaznał głodu i odbiło mu się to na psychice strasznie), którego ciężko oduczyć (głównie przez rodziców, którzy traktują go jak dzieciaka...). Boję się, że pies roztyje się na dobre w końcu. Szczególnie, że wchodzi w wiek, w którym psa uważa się już za seniora. Do tego ta kastracja-wiele psów po niej tyje. Teraz waży 17kg a powinien 14-15kg maksymalnie. W krytycznym momencie ważył prawie 19kg (kilka lat temu, miał wtedy ok 4lat). Najpierw był karmiony gotowanym jedzeniem (ryż, mięso, warzywa) bo miał dość duże problemy z żołądkiem. Od ponad roku je puszki (jedną dziennie 400g). Najpierw rocco, lukullus a teraz greenwoods. Do tego w formie przekąski zjada małą szklankę suchej karmy (markus muhle) na tydzień. Jeśli chodzi o spacery to ma ich 5 dziennie. Cztery są 15-20minutowe a jeden ponad godzinny. I teraz zaczynają się pytania. Czy trzeba zmieniać karmę na typową dla seniorów? Zarówno greenwoods jak i markus muhle są uwielbiane przez psa i dobrze przyswajalne. Problemów żołądkowych nie ma. Czy nie lepiej byłoby zrobić mu taki jeden dzień na samej suchej a w resztę dni same mokre, zamiast tego jak jest do tej pory? Wiele razy można przeczytać w takich tematach "zmniejsz dawkę". Jednakże o ile zmniejszyć? 1/4 na początek? Tyczy się to i karmy mokrej i suchej? Czy po powrocie do optymalnej wagi zostać na zmniejszonych racjach żywieniowych jak przy odchudzaniu czy stopniowo to nieco zwiększyć?