Jump to content
Dogomania

Madie

Members
  • Posts

    2372
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Madie

  1. Słuchajcie, nie wdając sie na forum w szczegóły, bo to nie ma sensu, muszę Was (Dorę?) prosić i sama proponuję w tym swoją pomoc, o szukanie nowego DT dla Stasia, a najlepiej też dla Fruzi. Nie daję rady. Próbowałam, - słowo honoru. Te koty się nie nadają do adopcji wcale, do wypuszczenia na ulice także wcale. Duzo w tym mojej winy z uwagi na to, że nie ma mnie w domu prawie w ogóle. Stasiek jest dzikawy, boi sie cżłowieka. Teraz jest już dobrze, śpi na widoku, nie ucieka na każdy mój ruch ale zbliżenie sie na wyciągnięcie dwóch rąk reaguje paniczną ucieczką. Dziś spadł ze schodów. W sensie poleciał w dół przez przepierzenie jakie mam między parterem a 1 piętrem. Upadł na tyłek i zwiał, i mam nadzieję, że nic mu się nie stało, bo upadek bolał. Dlaczego wpadł w panikę? Bo smiałam przejść obok na na schodach stał odkurzacz. Tak jest ciągle. Oczywiście lepiej niż na początku ale postępy są zbyt wolne, on nie może u mnie na stałe zostać, musi mieć szansę jeszcze wyjścia na prostą. Ja mu jej nie dam. Jestem bardziej przechowalnią z żarciem i bezpiecznymi kotami, ale niczym więcej. Fruzia w zasadzie też od miesiąca w sumie nie dała możliwości złapać jej nawet na chwilę. A łapanie obojga może być niezbędne bo dziś ktoś znów zalał mi łóżko. Mocz sredniośmierdzacy i bardzo mało. Uczciwie powiem - nie wiem. nie wiem czy to moje koty czy nie (Jaga i Ryś w łazience byli zamknięci) zamierzam więc jakoś (nie wiem jak) zwabic do jedynego zamyknaego pokoju Stasia i Fruzię i popatrzeć czy będą tam sikać. Jeśli któreś tak, to postaram się podstępnem do weta ale będzie musiało siedzieć u niego, bo nie ma fizycznej możliwości - żadnej - żebym była w stanie podać lek komukolwiek, o zastrzyku nie wspomnę. Ja wiem, że wygodnie, że koty są u mnie. Mogę marudzić, ale wiele przeciw nie mam, sama się zgodziłam. Ale one tracą dzien za dniem, i będą traciły dalej. Deklaruję 200zł miesięcznie dla doświadczonego DT albo chociaż cierpliwego DT które przygarnie koty na oswajanie. Deklaruje opłacenie w przyszłości kastracji i sterylizacji, wierzę że Agnieszka pomoże z karmą i wetem. Zawsze byłam słowna do Was i nie zamierzam ściemniać tym razem. Rysiek i Jaga mogą spokojnie zostać u mnie, zapłacę za badania Rysia w poniedziałek (ok 400-500zł) ale jestem już na granicy wypłacalności i gdyby konieczne było leczenie czy operacja będę potrzebowała pomocy finansowej. Za duzo po prostu tego wszystkiego. Zobaczymy co z domami dla nich, ale one przynajmniej są oswojone i daje sobie z nimi radę. Nie daję żadnego dealine'a, ale im szybciej tym lepiej. Nie grożę wyrzuceniem kotów, czy schroniskiem i do takowego nie zgadzam sie ich oddać, ani żadne podwórka. Chcę dla nich dobrze, ja tego dobrze nie moge im dać. Co najwyżej wystarczająco z wadami dla obu stron. Proszę o brak szantaży o usypianiu kotów i tym podobnych. Wierzę że znajdzie sie rozwiązanie. Będąc szczera...Nie wiem kto by je adoptował w takim stanie, chyba cud musiałby sie zdarzyc zeby nie wróciły, one nie są jeszcze gotowe. U mnie się gotowe nie staną. Oddanie je do bylejakiego domu nie jest rozwiązaniem. Prosze Was o zrozumienie. Jeśli ktos uwaza ze przesadzam, chciałby sie skonfrontować, zapraszam. Mówie serio. Przyjedźcie, zobaczcie sami. Wyślijcie kogoś w swoim imieniu. Niczego nie koloryzuje i nie mam nic do ukrycia. Wręcz przeciwnie. Wiem, że zawiodłam jako DT, ale jeszcze jest szansa żeby nie zawodzic dalej, nawet jeśli miałoby się to skończyć wielka awanturą czy brakiem zrozumienia i akceptacji na obu forach.
  2. Tyśko, warto dodać że oba koty mają zrobione testy Fiv/felv. A do Jagi dać jakieś zdjęcie leżące, może z tych moich pierwszych na łóżku, żeby była mniej "poważna". Rysiek ma w moczu liczne moczany i szczawiany. Nie wiem czy się obędzie bez operacji :( mam nadzieję jednak że to ograniczy myślenie wreszcie że źli ludzie coś mu zrobili w czasie adopcji i dlatego sika. Nie, nie dlatego.
  3. Tyśko, serdecznie dziękuję za ogloszenia. Dorze także. Nie mam idealnych wieści. Tzn koty mają się dobrze, śpią, jedza, bawią się itd. Niestety Rysio nadal posikuje w najdziwniejszych miejscach, mimo silnego antybiotyku przez 12 dni. Zanim stwierdzę, że to behawioralne, chcę wykluczyć wszystkie, wszystkie medyczne powody, więc jutro udaję się z nim specjalnie do Multivetu. Będę go chciała umówić na USG, zrobić badanie krwi, może zostawić na dwa dni na diagnostykę, ale tylko jesli wet będzie widział sens. Dziś widziałam też w kuwecie że ma biegunkę od antybiotyku. Jesli wet stwierdzi, że wszystko ok, to możemy przyjąć że to posikiwanie to już "znaczenie i umówimy się na kastrację, chociaż jak na mój gust jąderka są małe a zapach niepowalający. natomiast ten mocz jest, nie wiem sama, oleisty? Także Ryśkowi kciuki potrzebne. Będę dawała znac.
  4. @Poker Dziękuję za wykazanie empatii. Miałam gorszy dzień wtedy i musiałam się "wypisać". Nie chodzi wcale o pozbywanie i się odpowiedzialności i lub uspianie kotów jak zostało mi o to zasugerowane. Po prostu jest ciezko.Ja wiem- brzmi to jak marudzenie i rzeczy materialne są mało znaczące tak naprawdę. Co innego trochę z moim czasem, ale też jako DT muszę się z tym liczyć. Teraz sytuacji nie zmienię i nie żałuję że koty są u mnie patrząc po tym co się na dworze dzieje. Co do wychodzenia, te koty dziksze mają minimalna więź z człowiekiem, jeśli nie wcale. Wypuściła bym je i tyle widziała. Są na to za małe i u mnie okolica jest taka że dorosolego kota bym nie puściła. Ale szukanie tej 2 dobrego domu np z ogródkiem, to już inna sprawa. Tyle więc co do Fruzi i Stasia. Jeśli chodzi o Jage i Rysia, ich aż szkoda do.domu wychodzącego, dość już się nacierpiały. Mimo tego że nikt nie dzwoni, może na razie i lepiej. Koty są kochane i proludzkie, ale Rys nadal walczy z pęcherzem, w nocy wymiotował a teraz kaszle. Myślę że po erwsze to wina antybiotyki, a drugie przeziębienia. Jeśli dam radę przekonać opiekuna (nie ma mnie od dziś w domu do końca weekendu) to weźmie go jutro do weta, jeśli nie to będzie musiał poczekać do po poniedziałku. Na razie do urinary dołożyłam karmegastrointestinal ja te jelita, włączyłam też od rana betaglukan- z Jaga się udało jak zaczęła przeziębienie. Co do atrakcji - zabarykadowalam sypialnie, niestety moje koty też nie mogą tak wchodzicm od wczoraj więc koty załatwiają się na łóżka w salonie... Zamówiłam kamerę i 2 przescieradla lateksowe, będą po niedzieli. @Dora, zrobię przelew za te kastrację. Obiecałam i cieszę się że zostało to zrobione.
  5. Hej, słuchajcie. Trochę odpadam i nie wiem zupełnie co robić. Mówię szczerze. Z Rysiem jest lepiej, przez czas jak bierze antybiotyki ani razu w łazience nie załatwił się poza kuwetą. To jest plus. Antybiotyki kontynuujemy do niedzieli włącznie. Już myślałam, że będzie dobrze, zastawiłam sypialnię parawanem żeby uniemożliwić sikanie na łóżko, więc siki znalazłam koło kuwety na podłodze, ale to kafelki więc jest ok. Teraz zaczęłam sprzątać na dole i słabo mi się zrobiło. Zalane posłanie psa, zalany fotel (jedyny mebel niezasikany w domu) i to tak niefortunnie że zostały ominięte worki na śmieci położone pod kapę na wszelki wypadek, i wylana na podłogę woda z misek, tym razem deski puchną mi na dole. O sikanie podejrzewam Stasia, bo to jest jego miejsce, o wode - Fruzię, bo ona czasami wskakuje do miski. Ja wszystko rozumiem, małe kociaki, stresy, zabawy etc, naprawdę, ale naprawdę też jestem już tym wykończona, a dopiero co wróciłam z urlopu. Mam codziennie +2h prania, sprzątania i suszenia mebli. Strat w domu nie licze bo jak sie jest DT to trzeba je ponosic, ale serce mi się ściska, bo mimo ze to tylko rzeczy to zapracowałam sobie na nie. Jak widać gorzej z moim nastawieniem, ale co grosza gorzej z oswajaniem się Stasia i Fruzi. Wczoraj Stasiek się zaczepił pazurem o wiszącą zabawke. Męczył sie ze dwie minuty ale nie dawał rady. Postanowiłam mu pomóc i oczywiście taka panika że prawie wyrwał sobie pazura. I jasne jest lepiej, je przy mnie, wychodzi, nie ucieka jak na niego patrzę. Ale wystarczy że się ruszę to ucieka i znika. Jest też duzo wiekszy niż był i przyparty do ściany (nawet niechacy) zaczyna buczeć. Ostrzegałam lojalnie, nie mam czasu na wiecej niz kilkuminutowa zabawa, leki, zarcie itd. Kot jest nieoswojony, nie jego wina, ja wiem. Ale nie zmienia to naszego położenia. Najchętnie prosiłabym Was o zabranie go gdzies, ale znam realia nie ma gdzie., Czuje sie tez odpowiedzialna, bo gdzie taki kot pojdzie? Z Fruźką lepiej, przychodzi do mnie w nocy, własciwie jak mnie nie widzi drze japkę tak głosno ze sasiedzi musza mnie przeklinac. A potem siedzi na łózku, ale na najmniejszy mój ruch znów ucieka. I tak w kołomacieju. raz zrobiłam błąd i je zamknelam na noc (chciałam sikanie ograniczyc) Fruzia darła sie tak głosno, ze dostałam sms od sasiadów zeby cos z tym zrobic. I nie 20-40. Ale 3 godziny. Domów brak dla nich jak widać, a szkoda bo to takie fajne koty. Moje koty za to leją się miedzy sobą bo małe anektują Radka i Megi non stop wchodzi wkurzona, i sie biją (Radek z Megi o młode). Wszystko stoi na głowie. I nie wiem co mam teraz kurde zrobic. Jak je zamkne znów w pokoju to nie dość że Fruzia sprowadzi na mnie policje to jeszcze Staś się cofnie w rozwoju o całe galaktyki. A mam go samego zamykac? Bez zadnego kota? Stres murowany. Juz nawet nie wyobrazam sobie podawania leków, codziennie, 2x dziennie. Jestem podłamana. Musiałam sie wygadac.
  6. dziewczyny, nie. Rysiek ma zapalenie pęcherza, białko w moczu i szczawiany. Wszystko wykryte w badaniu moczu, i na to dostaje karmę i leki. Nie demonizowałabym, zapalenia się leczy i koty są zdrowe. Będziemy się martwić jak nie przejdzie za tydzień - dwa. Z tym sikaniem to jest tak, że on posikiwał jak do mnie przyszedł. Delikatnie. Zwalałam to na nieogarnięcie kuwety. Potem w nowym domu nie sikał wcale poza kuwetą, a zaczął po [powrocie dwa dni. Podejrzewam stres związany z powrotem i zmianę temperatury. U mnie w domu jest zimno po prostu. Mógł być podziębiony. Itd. Ale jest dobry medyczny powód jego sikania i tego będę się trzymała. Wyleczymy i oddamy. To cudowny, kochany kot. Cudowny. Kładzie mi się na stopach i prosi o głaski. Jest grzeczny, wszystkie zabiegi znosi dzielnie, a ma sporo tych leków. Z wieści porannych, szczepienie Jagi (Jagody) trochę się opóźni bo też zaczęła mi kichać. Ale na razie betaglukan dostaje i mam nadzieję, że się obejdzie bez leków.
  7. Wróciłam. Koty żyją wszystkie. Małe też. Jagoda i Rysiek siedzą w łazience. Rysio sika gdzie popadnie. Dostaje teraz specjalną karmę, augumentin 2x dziennie, leki przeciwbólowe. Kontrola za tydzień. Jagoda zdrowa, pewnie ją zaszczepię w tym tygodniu, z Rysiem siedzi dla towarzystwa tak naprawdę. Staś i Fruzia to nadal strachulce. Ich Mamusią jest Radek, łażą za nim wszędzie (szczególnie Staś) spią itd. Odpukać wszystko zdrowe. Dzwoniła do mnie Pani od Dory, mam jej wysłać umowę (nie była za chętnie na podpisywanie). Chce towarzystwa dla swojej 14-letniej kotki. W domu dziecko małe, więc raczej Jagoda odpada. Fruzia może się nada, ale Pani rozważa wypuszczanie...Niby spokojna okolica, ale jednak. Pytanie za milion punkcików: ktoś się orientuje czy koci mocz można usunąć z puchowych kołder i puduszek? Czy to się jakoś pierze? Miałam 4 komplety pościeli, został mi jeden + zasikany materac...O podłogach już nie wspominam.
  8. Ochhh jakie słodkości!! Nie mogę się napatrzeć na szczęście Nutelki :) Niech Ci będzie dobrze koteńko
  9. Krótki update z mojej strony. Udało się złapac swieży mocz, dziś maja być wyniki. Wczoraj zasikane tylko gumowe prześcieradło x2 ale jest to do zniesienia. Koty żywe, wszystkie, jedzace i bawiące się. Zarówno Fruzia jak i Staś już tez się bawią, oboje jednak uciekają przede mną. Postaram się dziś je złapać celem założenia obroży ale nie bede robiła tego na siłę. Feliway w kontakcie w pokoju w którym spędzają najwięcej czasu, kupiłam tylko jeden, bo strasznie drogi, a dom duży więc wybrałam najbardzoie wyeksponowane miejsce. Staś wczoraj znalazł opiekę przy Radku, nie wiem czemu wszystkie nieśmiałe koty do niego ciągną, ale Radek go utulił i wylizał. Widać że potrzbują kontaktu z innymi kotami. Za to Yoda i Ryś są niezalezne, co prawda wczoraj spały ze sobą, ale fuczą na siebie i bawią się raczej samodzielnie. Wczoraj trzepały trochę głową więc wpuściłam im oridermylu, przez następny tydzień co dwa dni, będzie im dawał kolega. Na pewno da radę. Wyniki prc z krwi fiv i felv są u obu negatywne. Mam wypis z laboratorium oraz wpis z pieczątką w książeczce - tak na wszelki wypadek. Oprócz Rysia żaden kot nie boi się psa, wręcz przeciwnie. Postanowiłam też, że ponieważ to będzie dla nich duży stres, to przez następne dwa tygodnie, niezaleznie od sikania, koty będą przybywały biegając swobodnie po mieszkaniu. Trudno, nie chcę regresu. Na 1 tydzien czyli do soboty następnej, zostawiam także podpisane dwie umowy przeze mnie, koledze Tomkowi, który w razie potrzeby z moją pomocą zweryfikuje potencjalny dom i wyda koty. Co do ostatniego tygodnia to cieżko powiedzieć. Krótkie podsumowanie adopcyjne : 1. Ryś i Jagoda mogą iść do domu razem, osobno, jako dwupak, na dokocenie i na jedynaka. Ryś może iść do dzieci, Jagoda raczej nie powinna, bo ich nie lubi. Jagoda swobodnie może być z psem, Ryś niekoniecznie. 2. Fruzia i Staś powinny iść osobno (bo się nakręcają) ale koniecznie do innych kotów, najlepiej stabilnych i starszych. Czyli na dokocenie.
  10. Garść wieści. Dziś pracowałam cały dzień z domu, wypuściłam więc rano wszystkie koty na salony. Jakby się można było spodziewać, Fruzia i Staś zniknęli pod kanapą na dłuższą chwilę. Potem Fruzia wychodziła i latała jak opętana, Staś tylko wtedy jak udawałam, że nie patrzę. Jeśli do piątku wieczorem nie będę znajdywała kup i sików poza kuwetami to przez następne dwa tygodnie koty będą chodziły wolno po salonach. Jeśli nie to cała czwórka wygląduje w jednym pokoju i będziemy mieli regres bo nikt nie będzie z nimi specjalnie siedział. ja wyjeżdżam, z dobrej woli ludzie będą się zajmowali moimi zwierzętami, a na głowie jeszcze ciężkie tymaczasy. Wieści dobre: Fruzia wczoraj mruczała mi na rękach, złapana rzecz jasna. Potem uciekła gdzie pieprz rośnie ale widać że kocha inne koty (Radka szczególnie) i że lubi ich towarzystwo. Wszystkie ładnie jedzą, piją, kradną moim kotom z misek. Da się z nimi wytrzymać po nocy. Staś też garnie do kotów. Oboje nie boją się psa. Oba mioty nauczyły się koegzystować ze sobą, nie ma już bicia przez starsze młodszych. Wieści złe (bo inne słowa sa zakazane) Któreś (nie Staś i nie moje koty) leje poza kuwetą. Stawiam na Rysia, ale to może być też Yoda, bo tylko one spędzają czas u mnie w pokoju na górze. 4 razy, słownie, cztery, miałam dziś zasikane łóżko. Mam 4 pełne prania całej pościeli, poszewek, kołder, nie wiem jak materac doczyszczę. Ostatnim razem poszłam po rozum do głowy i położyłam lateksowe prześcieradło. I co? Dwa siki na przestrzeni 5 godzin, a po dwie kuwety na każdym piętrze. Nie wiem już co mam zrobić :((((( Może jemu żwirek nie pasuje? Nie wiem...Ale to zaczyna mnie przerastać. Zasikane łóżko, zasikane skórzane krzesło, zasikane posłanie psa... Z ostatniej dostawy moczu zebrałam strzykawką (sterylką) siki i włożyłam do lodówki. Jutro oddam do badania bo nie wiem co jeszcze mam robić. Ale koty, żaden nie wyglądają na chore. To mi trochę wygląda na znaczenie - behawioralny kłopot...A ja wyjeżdzam...Przez dwa tygodnie (a chłopaki nie są tak dokładni w sprawdzaniu jak ja) mogę nie poznać domu :(((( Wszelkie rady potrzebne... Megi strasznie przezywa najazd kociaków...Syczy, goni je, zaczyna kaszleć i się drapać znów. Boję się że zachoruje z powrotem jak mnie nie będzie :( Jutro ja biore do weta profilaktycznie.
  11. Super, że Czaruś ma dom. Mogę opłacić odrobaczenie i szczepienie. Niech ma. Odnośnie zabiegów, Byłam dziś w lecznicy, zaszczepiłam Jagodę i Rysia, najwyższy czas, zrobiłam im też testy z krwi na FIV/Felv na wypadek jakby miały iść osobno do domów. Można więc napisać w ogłoszeniach, że odrobaczone, zaszczepione, i z testami (wyniki w czwartek, ale mysle ze spokojnie mozna napisać, że są ujemne). Oprócz tego Jagoda miała płukane oczko, bo zadrapał ją Ryś, ale nie ma konieczności antybiotyku czy sterydu. Koty zostały też osłuchane i miały manicure. Za wszystko wyżej poszło 350zł. Piszę pro forma, bo biore te koszta na siebie. Szczepienie powtarzamy za 3 tygodnie. Zamówiłam też na czwartek dwie obroże uspokajające i Feliway do kontaktu dla Staśka i Fruzi. Planuje pokazać przynajmniej kocurka w czwartek, ale póki co wpadki kuwetowe już się nie zdarząją.
  12. Lecznica za Jarzębinę spłacona. Musiałam rozdzielić mioty, Ryś trochę terroryzował Stasia i Fruzię. Od wczoraj brak załatwania się poza kuwetą, zamknełam pokój i zostawiłam je same. Fruzia bardzo płacze jak w nocy się światło wyłącza. Staś bez zmian. Jagódka dziś rano pierwszy raz od feralnej adopcji mruczała na moim łóżku. Ryś ją bije, więc trochę w trudny wiek wchodzimy. Ryś koniecznie do domu z innymi kotami (i bez psa bo sie boi), Jagoda może być jedynaczką i zamieszkać z psem. Oprócz tego widzę że Jagódka strasznie mruży oczy i jest obsmarkana. Stawiam, że zaraziła sie od Stasia, kóry też był przeziębiony. Oboje są wolni, maja swoje legowisko i miski w łazience, ale już swobodnie chodzą po domu, nawet moje koty już na nie nie syczą. Nie zamykałam ich dziś, bo są bardzo grzeczne. Na dziś planowany weterynarz.
  13. No mnie też przykro. Najbardziej żal kotów. Dziś się postaram im kupić co trzeba (feromony, obroża) Doro, poproszę o dane lecznicy żebym mogła zrobić przelew za kotkę.
  14. Staś sika i robi kupę poza kuwetę. Mam pozalewane fotele, koci drapak i zabawki (tunel). Zdarzyło mu się nawet zrobić susiu do miski z jedzeniem... Kupę robi poza kuwetą w kątach, mimo,że 3 kuwety w pokoju stoją (kryta, wysoka,i niziutka- brytwanka do ciasta) Robię właśnie pranie, zaraz odkażę pokój. Jeśli jutro będzie tak samo to znów czeka go klatka. edit: powaznie zastanawiam sie tez nad przebadaniem go. Może zbiorę siuśki i podstawowe badania krwi ogarnę (jeśli nie zejdzie u weta na zawał...), trzeba wyluczyć powody medyczne edit2: zakupie chyba feromony do kontaktu i obróżkę dla Stasia, tą lawendową uspokajającą.
  15. Jezu....Wygląda na to, że oczy zjadł mu katar :/// Masakra. Dobrze Doro, że zareagowałaś, martwi mnie tylko, że taki maluch nie mógł być sam, potencjalnie jego rodzeństwo gdzieś jest i cierpi. Odnoście Czarusia...Skoro nie wytrzymał w łazience, nie wytrzyma i w klatce w lecznicy...Szkoda kota bardzo :( @Tyśko, jakbys potrzebowała gotówki na transport, daj znać. @Doro, zapłacę rachunek w lecznicy w poniedziałek i zrobię Ci obiecany przelew. Niestety nie mam zasięgu tutaj i nie mogłam wysłac sms'a do banku...XXI wiek...Karmę też zamówię w poniedziałek. U mnie cała czwórka ma się nieźle. Jagoda i Ryś wyszły z szoku i już dokazują. Fruzia i Staś dziś pierwszy raz zeszli samodzielnie z 2 piętra na dół, Fruzia nawet molestowała Radka i wciąż za nim chodziła. Niestety Staś nadal robi pod siebie ze stesu :( Ale wierzę, że jakoś uda nam się postęp uzyskać. Muszę je jak najczęściej wypuszczać do moich kotów. Uważam, że dobry przykład stabilnych zwierząt działa cuda. Trzymajcie się dziewczyny
  16. O Jagodzie i Ryśku napiszę jak tylko ogarnę się z pracą - ale nie jestem zadowolona ani z sytuacji, ani z siebie. @Dora, nie możesz wziąć Czarusia do siebie do łazienki? To nie pytanie pułapka, ale tak szczerze. Wiesz, że sprawdzić jak reaguje na zamknięcie itd. @Tyśko, wiadomo co z tym małym kocurkiem? W razie czego macie jakąś lecznicę żeby go tam przetrzymać? Z pozdrowieniami, kinga
  17. Dora, podeślij mi proszę na PW adres. Wyślę Ci puszki. Możesz też powiedzieć czego dla psa na już potrzbujesz. Postaram się pomóc.
  18. Tyśka, jaka masakra :/ Mogę poratować pieniążkiem na lecznicę (też nie mam za dużo, ale zawsze coś) natomiast nie rozwiąże to kwestii domu. Nie mogę wziąć. Już odmówiłam Dorze. A za tydzień wyjeżdżam
  19. Tyśka, tych kociaków juz u mnie nie ma. Aklimatyzują się w nowym domu. Są za to kociaki z lecznicy - strachulce. No i Jagoda i Ryś. Są przekochane, spokojne, miziaste, grzeczne, łapią za serce. I mają takiego świerzba że dziś kotce leciała krew z uszu przy czyszczeniu. Wczoraj zakupiłam advocata i zapuściłam im, Dziś wyczyściłam uszy i ze dwa razy zakroplnę jeszcze oridermylem. Jeśli nic im nie będzie do weekendu to pojadą na szczepienie i zostanie im książeczka założona.
  20. Ładne kociaki, już niebawem będą grzały dupkę u mnie. Mam nadzieję, że Mamusia wysterylizowana...?
  21. Zmienię trochę temat z psa na koty. Miały i mają do mnie trafić kociaki z lecznicy oraz Jagoda z Rysiem. Ponieważ sama borykam się z bardzo poważną chorobą moich zwierząt (w tym Radek będzie miał operację 29 sierpnia i spadnie mu odporność) to muszę mieć pewność, że przyjmuję zwierzęta w stanie przynajmniej niezagrażającym nikomu. Innymi słowy, tak jak się umówiłyśmy Doro: 1. Kociaki z klatki /lecznicy mają być zaszczepione skoro są już podwójnie odrobaczone. 2. Koty z dworu mają byc dwukrotnie (3 dni pierwszy tydzien, 3 dni drugi tydzień) odrobaczone dobrym preparatem i odpchlone. Zmniejszy to również ryzyko zarażenia się czymkolwiek przez małe kociaki okupujące moją łazienkę, a które drugą dawke odrobaczania otrzymują w ten weekend. Musicie wybaczyć, ale muszę zadbać także o moje własne zwierzęta i tutaj nie mogę sobie na ryzyko pozwolić. Co więcej, szkoda, że wcześniej jagoda i Ryś nie zostały odrobaczone, bo miałabym dla nich wspólnie razem dom w Warszawie, ale to od jutra. Pan nie zgodził się poczekać 2 tygodni, a moje maluchy są za małe żeby je tam oddać.
×
×
  • Create New...