-
Posts
2372 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by Madie
-
SOS dla brutalnie okaleczonej i porzuconej psinki
Madie replied to mimbr's topic in Już w nowym domu
Zaraz potwierdzę;) Przyszły nowe wpłaty: 50 zł od mimbr, Uzupełniam rozliczenie na 1 stronie. A nasz słodziak się dziś kąpie i odpręża...?:) -
SOS dla brutalnie okaleczonej i porzuconej psinki
Madie replied to mimbr's topic in Już w nowym domu
Cioteczka Bakusiowa wpłaciła, już wczoraj przelew dostałam. Serdecznie dziękuję !!! -
Ja także odetchnęłam z ulgą...I to jak - miałam wizję wczesnej ciąży i operacji psa w tym stanie... Dobrej nocy Wam wszystkim życzę. Tusieńka wedle słów Pani doktor już śpi jak suseł. Biedna, odsypiała pewnie w lecznicy teraz te wszystkie straszne koszmary. Psinko! Teraz już kochanie będzie tylko lepiej.
-
Właśnie dzwoniła Pani doktor. Pani doktor, która o 22 skończyła dyżur. Powiedziała, że tylko na chwilkę, ale zdała mi właściwie pełną relację. USG dobrze, brzuszek lepiej - na pewno mniej boli. Łapka stabilna, nie wymaga gipsu nie wzmocnienia, ale ma być od 2-3 tygodni ograniczony ruch. Czyli żadnych bieganin i szaleństw, spokojne spacery. O dalszych losach łapy będzie można stanowić jak tylko do końca się podleczy...Leków brak. Wskazań do karmienia innego niż karmą dla młodych psów - brak. Niebawem odrobaczenie i szczepienia. No, a potem pewnie sterylka. Jutro też chip i adresatka. Morfologia i kontrola w piątek. Nasze cudowne, awaryjne PDT zgodziło się jutro przejąć Tuśkę. Dziś ją poznali. Mówię, awaryjne, bo docelowo będziemy szukać Tusi domowego hoteliku - dziś rozmawiałam o tym z Agat. Już akcja szukania została podjęta. Z jednej strony nie musimy się super śpieszyć, z drugiej dobrze, żeby sunia trafiła już do docelowego miejsca. Koszt doby to 20zł + karma i wet. Może wydawać się wysoko na tę chwilę, ale za spokój, że pies jest w bezpiecznym miejscu, większość czasu ktoś jest w domu więc socjalizacja przyspieszona i przede wszystkim za duże doświadczenie z psami - warto. Odległość od lecznicy błyskawiczna. Koszt 1 dnia na Gagarina to 80zł i co by nie ukrywać - klatka. Pani doktor sama dziś także powiedziała, że jakbyśmy nie mieli jej gdzie zabrać, no to oni by ją trzymali, ale nie jest dobrym miejscem dla takiego psa lecznicowa klatka. Pomijając już wszystkie zarazki odzwierzęce tam, zgadzam się w zupełności. Będę codziennie w kontakcie z DT - nie wyobrażam sobie inaczej - i pewnie będę chciała widywać Tusię częściej niż rzadziej skoro będzie okazja. Jak pisałam, ponieważ jednak koszt miesięczny byłby przez dłuższy czas naprawdę spory, docelowo szukamy z Agat czegoś na "standardowym" poziomie 300-350 zł. Oczywiście nie ma mowy żeby Tusia zamieszkała na dworze czy trafiła do kojca... Wszelkie sugestie i podpowiedzi co do docelowego miejsca są więcej niż mile widziane. Jutro także rozliczę Tuśkę za pobyt na Gagarina, poproszę o rachunki i poszczególne rozliczenia badań na maila, i oczywiście wszystko wkleję. Bardzo Wam wszystkim wraz z Agat i oczywiście TUSIĄ (!!!) dziękujemy za bycie tutaj. Za pomoc w płatnościach, podrzucanie, wspomaganie psychiczne, i oczywiście zainteresowanie. Mam nadzieję, że dla naszej księżniczki teraz już wszystko będzie szło jak po maśle, i że niebawem zamieszka w swoim wymarzonym domu z w własnymi ludźmi.
-
W tej sekundzie dostałam wyniki USG na maila - wszystko w porządku z tego co zdążyłam rzucić okiem. Nie ma ciąży - już wklejam. Te wyniki wklejone, miałam jeszcze badania krwi dostac, ale na razie nic nie mam. Poniżej w razie czego screen, że dostałam je przed chwilą...naprawdę nie kazałabym Wam czekać gdybym je miała wcześnie - niestety dzis w pracy mogłam tylko zerkać na maila/dogo i ogarniać 10 różnych spraw po drodze. Weszłam do domu godzinę temu. Zaraz rozliczę dzisiejsze wpłaty, bo dotarły: Zachary <3<3<3<3 Nesiowata - <3<3<3<3 DZIĘKUJEMY!! I postaram się coś napisać o dalszych planach, bo wszyscy musimy się zastanowic.
-
Pół godziny temu widziałam Tusię. Mała spała cała rozwalona w klatce, już nie w kłębku, ale jak zaczęłam do niej gadać to zaczęło się merdanie ogonem. bez szaleństw, bez lizania, ale mimo wszystko machanie. Jutro także rano pewnie USG - zwolniło się miejsce dla naszego słoneczka. (Wiozłam na sygnale kotkę z nowotworem wątroby, którą od 3 tygodni miałam na tymczasie. Niestety - guz najprawdopodobniej pękł i rozlał się w jamie brzusznej.Jutro miałysmy mieć USG u dr Zlot. Frida została uśpiona. Miała najmniej 14 lat. W tym wieku właściciel pozbył sie jej jak śmiecia wywalając na ulicę. Mam nadzieję, że była choć trochę szczęsliwa te ostatnie dni)
-
Agat - dla wetki Tusia to mogłaby wyjść nawet i jutro. potrzeba tylko kontrolnej morfologi i USG. Najdłużej może zostać do piątku. Wymiziam pannicę oczywiście od wszystkich. Zobaczymy też co z tą łapką, ale po babeszji raczej nie ma co jej pakować w operację od razu. Nawet z odrobaczaniem mamy się wstrzymać do piątku na razie. Zachary, zanim sunia opuści lecznicę to zaczipuję ją na siebie. Obrożę skórzaną już ma, kaganiec ewentualnie też -spadkowy- jeśli będzie pasował. Szelki są po mojej labradorce i szczerze mówiąc są takie sobie, bo bez dodatkowego paska i na upartego sunia może z nich wyjść. Dlatego póki co jak pisałaś obowiązkowo obroża+szelki na smyczy. A z adresatką także nie zaszkodzi.
-
Witamy na wątku. kciuki nadal potrzebne. Wieści z lecznicy były i są dobre. Tusia miała dziś robiona kontrolą morfologię, hematokryt wzrósł i nie ma obecności babeszji we krwi. Dzisiejsza konsultacji chirurgiczna zostaje przełożona na jutro. Pod koniec tygodnia kontrolna morfologia i USG całej jamy brzusznej - przy okazji wykluczmy ciążę. Tusieńka podobno się otworzyła na wetów, nieśmiało macha delikatnie ogonkiem, wszystko da się przy niej zrobić. Jednak z klatki wychodzi bardzo niechętnie na spacery i szybko chce wracać. Można tą sytuację wykorzystać na plus - i uczyć jej zostawania w kenelu przy nieobecności właścicieli. No i w związku z powyższym mogłaby już iść do DT/hotelu. Kłopot z tym, że płatne DT, które miało ją przyjąć zweryfikowało sytuację i uważa, że nie jest najlepszym miejscem dla Tusi z uwagi na hiperaktywnego psa. Polecony mi został drugi dom, blisko Gagarina, z doświadczeniem w oswajaniu zwierząt - dziś miałam poznać cenę. Ale na razie nie mogę się dodzwonić. Powyższe miejsce ma swoje plusy jak opisałam, jest tam jednak kilka psów (a nie jeden) i ciekawa jestem jak Tusia sobie poradzi. Ideałem byłby domowy hotel albo płatne DT, gdzie jest spokojny pies/psy. Zaufane, w Warszawie. Albo bezpłatne DT ze zwrotem kosztów karmy, weta, dojazdów... Jutro będę u Tusi rano tak czy inaczej, a co z miejscem zobaczymy. W lecznicy nie może siedzieć wiecznie - raz, że zaburzona socjalizacja, dwa to duża ilość patogenów, no a 3 to po prostu koszta... edit: co ważne i wskazane przez wetów, Tusia nie załatwia się w klatce, czeka na wyjście na spacer
-
SOS dla brutalnie okaleczonej i porzuconej psinki
Madie replied to mimbr's topic in Już w nowym domu
Witamy serdecznie -
SOS dla brutalnie okaleczonej i porzuconej psinki
Madie replied to mimbr's topic in Już w nowym domu
Już odetkana:) -
SOS dla brutalnie okaleczonej i porzuconej psinki
Madie replied to mimbr's topic in Już w nowym domu
Jaki słodki pychol :) -
http://www.mikropsy.org/poradnik-lepsze-10-godzin-samemu-w-domu-niz-24-w-schronisku-fakty-i-mity/ Zachęcam do zapoznania się z powyższym linkiem:) Moje doświadczenie mówi także, że skoro macie mało czas, to warto wziąć psa już ułozonego np. z domu tymczasowego. Dzięki dacie pewnie radę uniknąć wielu szczenięcych wybryków, a i psiak będzie miał znany charakter.
-
http://www.mikropsy.org/poradnik-lepsze-10-godzin-samemu-w-domu-niz-24-w-schronisku-fakty-i-mity/ Zachęcam do zapoznania się z powyższym linkiem:) Moje doświadczenie mówi także, że skoro macie mało czas, to warto wziąć psa już ułozonego np. z domu tymczasowego. Dzięki dacie pewnie radę uniknąć wielu szczenięcych wybryków, a i psiak będzie miał znany charakter.
-
Wczoraj widziałam jej brzusio tylko na chwilę, jak kładła się przed pijaczkiem, który ją dokarmiał. Nie widziałam ubytków futra na brzuchu, ani blizny. Co do ciąży, też się nad tym zastanawiałam. No ale moja Panda dostała cieczki dopiero po ukończeniu roku, więc pewnie różnie u suczek bywa. Nie musimy jednak gdybać - we wtorek na 99% będzie usg jamy brzusznej, pewnie da radę sprawdzić czy jest zaciążona
-
Dzwoniła Pani doktor. Z Tusią o wiele lepiej - dziś była dwa razy na spacerku (i o dziwo wyniesiona na rękach z lecznicy potem poszła już na własnych łapkach) - podobno ogromnie ciągnie i jest nieco zaniepokojona ulicznym hałasem. Siusiu było. Zaczęła też zjadać puszeczki w lecznicy. Oczywiście nadal jest nawadniana i leczona. Imizol dostała już w nocy. Pani doktor ma nadzieję, że nie będzie trzeba powtarzać dawki w poniedziałek. Okaże się to po porannych badania krwi. Boi się też pogłębienia się anemii, ale to ponoć normalne po babeszji i w razie czego mają plan naprawy krwi (pewnie transfuzja albo jakieś preparaty krwiotwórcze). Mimo mojego zaniepokojenia takie wyniki są ponoć normalne przy tej chorobie - usłyszałam też, że to był ostatni dzwonek dla niej na leczenie, które ma szansę przejść bez szwanku. Jakby do tego doszła niewydolność narządowa to byłoby o wiele trudniej. Została też zbadana łapka. Prześwietlenie wykazało źle zrośniętą kość. Podobno nie ma "stawu rzekomego" - tak zrozumiałam z rozmowy - i istnieją obawy, że nie ma sensu operacji łapy z tego powodu. W poniedziałek ma ja oglądać chirurg i ortopeda i mają zadecydować czy łapa będzie do gipsu, do usztywnienia, czy może da się jeszcze coś zrobić. Ogólnie poza tymi dwoma schorzeniami, sunia jest całkiem zdrowa. Bardzo spokojna, no ale zważywszy na okoliczności jej zycia i osłabienie to wcale się nie dziwię. Bardzo dziękuję za odwiedzanie małej. Będę dalej informowała na bieżąco.
-
Dodaję wyniki badań, które właśnie otrzymałam, w 2 poście. Moim zdaniem są złe, ale ja nie miałam nigdy psa z babeszjozą u siebie. Proszę ewentualnie o interpretację osoby, który mają jakieś doświadczenie. Wet jeszcze nie dzwonił, ale oni tam teraz mają kocioł, więc cierpliwie czekam. Kciuki za Tuśkę potrzebne.
-
Tusia, terierkowata młodziutka sunia potrzebuje pomocy. Zapraszamy na wątek!