Jump to content
Dogomania

gosia7

Members
  • Posts

    6384
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gosia7

  1. ok,myślałam,że "nasi" dali plamę tzn.forumowicze oddali bez umowy,bez wizyty p/a. Zamarłam przez chwilę...
  2. TyŚka ,jak mogłaś oddać kota bez wizyty osobistej w domu,do którego kot miał trafić???! I bez umowy adopcyjnej,w której powinny być osobiście przez Ciebie spisane dane z dowodu osobistego.Masz ponad 4tyś. postów,nie wierzę,że nie słyszałaś o podstawowej procedurze. Możesz sobie podziękować za los tego kota,który wpadł w ręce tych oszustów. I mieć nadzieję,że od nich trafił w dobre ręce,jeśli przeżył...
  3. On nigdy nie poszarpał i nie zniszczył nic u mnie:( Co się mogło stać? Może mu zostawiać jakiegoś gryzaka? Uwielbiał penisa wołowego:) Tylko musi być spory,by na długo się nim zajął.
  4. W końcu ktoś musi podejmować męskie decyzje;)
  5. Psioga ok:) Ale Maniuś jakiś za chudy na pysiu i w talii, a ja leży na boczku to mu kosteczki widzę :(
  6. Maniunio robi zawrotną karierę medialną;) Nawet w psim SPA docenili jego wspaniały charakter!:) I stał się przez chwilę reklamą i twarzą kampanii;) Tylko patrzeć jak Colgate i Sensodyne będą się bić o jego terminy;) PS.A dostał nagrodę,że taki dzielny,grzeczny był? Jak teraz to wygląda,stan zapalny ustąpił? Polecacie taki zabieg czyszczenia bez narkozy?Dokładny jest?
  7. Czy podobało się Maniowi na plaży,na piachu?
  8. Ale czad!,prawie jak nad morzem:) Też muszę się tam wybrać.Szkoda,że przegapiłam taką fajną imprezę.Dobre żarcie było?Manio też coś dostał?
  9. Oridermyl (maść do uszu)przez 2-tyg. i Advocate na kark - powinno pomóc,jeśli to świerzbowiec -ale wówczas w uszach widoczna ciemna brązowo-czarna wydzielina.Kot trzepie głową i ociera,bo to strasznie potrafi swędzieć.Choć nie u każdego kota..Może to grzyb (jeśli ranka tylko z zwen.),przydałoby się zrobić badanie zeskrobin-pomoże dobrać lek.
  10. A ja jestem prawie pewna,że w takich okolicznościach tamten kot nie przeżył takiej pomocy... Oczywiście bardzo chciałabym się mylić. Mogłaś widzieć podobnego kota,kotów o takim umaszczeniu,burych jest najwięcej. Czy ten wypuszczony miał nacięte ucho? Owszem należało jak najszybciej odłowić chorego kocura,dobrze radzono na wątku,tym bardziej kocura chorego na zaawansowany kk .Ale ,na litość boską!,nie odławiać po to,żeby mu "pomóc" osłabiając dodatkowo jego odporność natychmiastową kastracją(!) Ale żeby go WYLECZYĆ. A następnie oczywiście,jako już zdrowego,poddać kastracji. Napewno zaś nie można chorego kota,po kastracji,po narkozie,dodatkowo w lutym wypuścić po 1 dobie na wolność!!! Szkoda,że tego nikt na wątku nie powiedział,zamiast ślepo bić brawo za świetną akcję(!!!). Koci katar tylko łagodnie brzmi z nazwy.To wirusowa choroba kotów,nieleczona jest śmiertelna(!)-kot nie czuje zapachów przez katar,przestaje jeść,pić,odwadnia się,gorączkuje i w efekcie pada:( Zwłaszcza wolnożyjący,na mrozie,bez opieki ,bez ciepłego jedzenia,często bez wody-bo ta szybko zamarza! Owszem leczy się dzikie koty ,właśnie Unidoxem regularnie przez 7dni dodawanym do karmy (jak jeszcze jedzą oczywiście).Można to robić w miejscu bytowania,jeśli kot regularnie przychodzi i zje.A najlepiej przetrzymać odłowionego kota w ciepłym pomieszczeniu w klatce kenelowej na czas leczenia. Owszem koty dzikie przekłada się do klatki kenelowej lub transportera.Pomaga podbierak,grube rękawice.Trzeba mieć jednak jakieś doświadczenie. Weterynarza,który daje tak głupie rady jak w powyższym przypadku,szybko zmień- bo ten Twój zainteresowany jest głównie zyskiem finansowym,albo kupił na bazarze dyplom,bo takie postępowanie to jawny brak podstawowej wiedzy medycznej. Moim celem nie było zrobienie Ci przykrości,ale włos mi się zjeżył po tym co tu wyczytałam. A interweniuję tylko dlatego,by w przyszłości ktoś nie zrobił podobnej głupoty.Z niewiedzy,nieświadomości,czy braku wyobraźni... Nie należy też ślepo ufać każdemu wetowi!!! Dla większości ich praca to tylko zarobek. Niestety! A dziki kot to tylko dodatkowy problem.Lepiej więc zgarnąć kasę,a problem wypchnąć na mróz.Jak najszybciej.Byle dalej od siebie. Odrobina własnego rozsądku wystarczyłaby,żeby wiedzieć,że nikt o zdrowych zmysłach: zwierzę czy człowiek będąc poważnie chory,z zakitowanym nosem,załzawionymi,zaropiałymi oczami i wysoką gorączką nie podda się żadnemu zabiegowi chirurgicznemu w osłabiającej organizm narkozie, po czym za parę godzin nie wyjdzie na mróz i tam nie zamieszka!
  11. Ferox,ja jeszcze raz przypomnę o potrzebie dokładnej dezynfekcji po pp (wirus utrzymuje się do 6m-cy w sprzętach domowych,z którymi kocię miało kontakt,ale także na które Ty wirusa mogłeś przenieść dotykając ich po dotknięciu kociaka).Polecam Virkon-używają go weci do dezynfekcji. Kosztuje ok.20zł w tym internetowym sklepie wet. http://www.sklep.veterynaria.pl/?235,virkon-s-200-g-uniwersalny-preparat-dezynfekcyjny Szczególnie,gdy planujesz pomóc innym kotom,zabierając je do domu.PP potrafi zabić też dorosłe koty!
  12. wierszyki genialne! głęboka prawda w nich zawarta! turlałam się wprost ze śmiechu:)
  13. Dopiero doczytałam post z lutego... Czy mam rozumieć,że złapałaś chorego na ZAAWANSOWANY kk kocura i zamiast go podleczyć przetrzymując w klatce kenelowej w ciepłym pomieszczeniu ,został poddany natychmiast kastracji,która dodatkowo osłabiła mu odporność i PO DOBIE ,w dodatku w lutym wypuszczony na wolność?(!!!) To absolutnie niedopuszczalne! To nie jest POMOC! Rozumiem,że kota więcej nie zobaczyłaś?,bo po takiej pomocy zapewne szybko przeszedł za TM. Nie wspominając o tym,że wyrzuciłaś swoje 140zł w błoto. Nie można TAK pomagać,to NIEDOPUSZCZALNE!!! Dzikie koty z powodzeniem leczy się Unidoxem (to słodki w smaku antybiotyk w tabletce,który można przemycić w mokrej karmie).Dopiero po podleczeniu można je kastrować,albo kastrować i przetrzymywać do wyleczenia w klatce podając antybiotyk. Nawet dwutygodniowo działająca Convenia (bo zapewne to miał podane,skoro piszesz o antybiotyku długoterminowym nie wyleczy kota w takich okolicznościach).Takie działanie to skazanie biednego zwierzaka na śmierć. Piszę powyższe na przyszłość i ku przestrodze (tamten kot zapewne nie żyje i jemu już nie pomogę),by kolejna osoba nie popełniła podobnego,karygodnego błędu w "dobrej wierze",w imię chęci pomagania.Bo wierzę,że intencje miałaś dobre. Dziwi mnie tylko z usług jakiego niedouka lub pazernego jedynie na kasę weterynarza korzystałaś,skoro pozwolił na takie posunięcia?Nawet,jeśli Ty nie miałaś dostatecznej wiedzy,dobry wet nie powinien na to pozwolić.Ja bym go natychmiast zmieniła. ps.Budkę dla kotów należy od góry nakryć czymś ciężkim (nawet 1-2 cegłami),by koty nie przewróciły,wiatr nie przemieścił.
  14. gdzieś widziałam przewodnik wyd.Pascal "Paryż"- pomoże ktoś?
  15. a jednak fanclub Kangusiowy jest czujny;) zjawia się w odpowiednim momencie i pamięta:) dziękuję!
  16. noooo! Cioteczka agat21 wpadła:)! bo już myślałam,że Kangulec/Manio zapomniany...
  17. dziś mija rok odkąd Kango/Manio zamieszkał u Rici :loveu: Głaski tysięczne przesyłam i życzę jeszcze wielu takich pięknych rocznic. Obojgu :kiss_2: :calus: :loveu:
  18. A oto wczorajszy Manio:) Byłam z wizytą i w interesie;) Już za parę dni minie rok (doładnie 18.05.) jak Manio zamieszkał w swoim DS:) Dostał kość wędzoną,którą uwielbia. Ricia pięknie dba o jego posłanko.Do konsumpcji dostał specjalne prześcieradełko,żeby reszty nie ufaflunił,więc śmiałam się,że leżał w sterylnej bieli jak położnica:) Ponadto był pachnący,bo tuż po kąpieli. Wycałowałam zatem świeżego pychola,ku jawnemu i szczeremu niezadowoleniu mojego psa,który chyba już zapomniał trochę Mania i bezczelnie warczał na niego ,absolutnie nie podzielając mego entuzjazmu:( I Manio na włościach,a w tle bardzo sympatyczny kocio Rokosz:) I Manio spacerowy:) I z Pańcią :) Manio jest także świetną niańką-ostatnio pilnował dwulatka i dobrze mu szło.Nie przeszkadzało mu też wcieranie w sierść piachu z wiaderka (oczywiście po tym kąpiel była obowiązkowa:). Spierali się także o to kto leży na psim posłaniu i raz leżał Manio,a raz dwulatek:)
  19. po wielkich perypetiach ze skanerem udało się:)
  20. tu będą (jak tylko uda mi się zeskanować) skany rachunków za karmę kocią na sumę 636,64zł
  21. Pięknie dziękuję za całą sumę z bazarku Sisi44 147,10zł dla kocich bezdomniaków:) Z mojego bazarku wpłynęło 122zł na kocie bezdomniaki:) oraz 460zł niewykorzystanych funduszy z mojego bazarku dla koteczki z cmentarza,która już w DS:) razem z moich i Sisi44 bazarków koty przejadły;) 729,10zł
  22. Skoro piszesz,że kochasz swego psa i jest członkiem rodziny,MUSISZ mu pomóc jak członkowi rodziny.Czy z chorym bratem/mamą/dziadkiem nie poszedłbyś do lekarza,gdyby tego wymagał? Pies tego wymaga, sądząc po objawach,o których piszesz. Jest młody,skoro ma 4 lata-nowotwory raczej zdarzają się w starszym wieku.Także bez paniki. Może się czymś zatruł skoro wmiotuje już od kilku dni (wymioty trwające tyle czasu też są niebezpieczne,mogą spowodować odwodnienie!).I raczej poobserwuj objawy,żeby móc je podać wetowi,a nie zmuszaj chorego psa do zabawy! Nie czekaj na zamknięte lecznice w niedzielę lub niedzielne dyżury,które zwykle są droższe.Jutro z rana pędź do weta! Pamiętaj też,żeby bez konsultacji z weterynarzem nie podawać psu ludzkich leków-niektóre bywają b.groźne dla zwierząt!
  23. Współczuję malagos:( Ale takich właścicieli niech szlag trafi! Owszem,w życiu różnie się uklada,ale nie można po prostu zadzwonić i za chwilę odstawić psa. To nie pizza z dostawą na telefon ,do cholery!!! Dlaczego wcześniej nie było sygnałów (chyba,że były?) ,że coś się dzieje,że noszą się z zamiarem odwiezienia psa,bo cośtam. Byłby czas na reakcję,na szukanie domu,albo na zaradzenie sytuacji. Miałam kiedyś taki zwrot z adopcji kota,po m-cu od adopcji- bo sika w łóżko. A co Państwo zrobili,żeby temu zaradzić?-pytałam.Czy został chociaż wykastrowany,by nie znaczył i jak ustalaliśmy w umowie adopcyjnej?Ano nie. Nie zrobili nic i nie zrobią. Bo zwlekali z problemem,aż narósł do granic,a oni stanęli pod ścianą i koniec.Dalej już nie mają siły. A zresztą żona już nie chce próbować i kazała panu mężowi coś zrobić.Czyli czego ode mnie oczekujecie???zapytałam wściekła.Że machnę czarodziejską różdżką i problem zniknie?!. Kazałam kota przywieźć. Znalazł nowy ,świetny dom,po kastracji. Nowy dom na nic się nie skarżył.Dostaję piękne zdjęcia szczęśliwego,dojrzałego już kocurka. I można? Można! Ale trzeba chcieć sobie pomóc,działać jak jest problem,a nie jak się dojdzie do ściany. Ponadto do dziś nie jestem pewna,czy do łożka nie sikał kot-rezydent. W akcie protestu na nowego przybysza. Tak też bywa. I jestem tylko ciekawa jak pańciostwo poradziło sobie wówczas z problemem...?
×
×
  • Create New...